Tak się ostatnio zastanawiam nad tym nieszczęsnym żelazem (czytałam oczywiście
cały wątek na ten temat

), które w moim przypadku wynosi 6,5 ng/ml przy
normie 15-250, czyli -3,62%... stosuję sorbifer durules, piję soki z pokrzywy
i jem wszelkie możliwe produkty roślinne bogate w Fe, bo bardzo przejęłam się
tym wynikiem. Coraz częściej jednak zastanawiam się nad skutecznością mojej
diety, skoro nie jem w ogóle mięsa. Wiem, że produkty zwierzęce zawierają
żelazo hemowe, czyli to łatwiej przyswajalne, zdaję sobie też sprawę, że z
powodu wyeliminowania spożycia mięsa moje wyniki nigdy nie będą idealne, ale
zaczęłam się ostatnio martwić czy w ogóle dobiję do zadowalających wyników...
przemknęła mi nawet myśl, żeby zrezygnować z diety wegetariańskiej, ale to
bardzo trudne, bo mięsa nie jem już od 20 lat i nie wyobrażam sobie
przełknięcia chociażby kawałeczka. Dlatego postanowiłam napisać i szukać
pocieszenia na forum - może któraś z Hashimotek borykała się z anemią i mimo
niejedzenia mięsa doprowadziła ferrytynę do normy?
Za miesiąc robię badania kontrolne i okaże się czy to możliwe...