Paradise Papers

06.11.17, 13:01
biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/1082931,kto-jest-zamieszany-w-afere-paradise-papers.html
www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/paradise-papers-jak-najbogatsi-ukrywaja-fortuny-w-rajach-podatkowych,787554.html
Biorąc pod uwagę zasięg patologii, osoby i firmy biorące w tym udział, widać jak działa jedynie słuszny system, którego niektórzy bronić będą jak niepodległości.
Ale wicie rozumicie wszak nierówności to wymysł lewaków. Paw.
    • oby.watel Re: Paradise Papers 06.11.17, 15:12
      Chodzi Ci o to, że Kim Dzong Una nie ma na liście? Ale to dlatego, że ten system, tak bliski Twojemu sercu, nie musi niczego ukrywać w rajach ponieważ sam jest rajem dla swoich właścicieli. A kto uważa inaczej już nie żyje.
    • grzespelc Re: Paradise Papers 08.11.17, 02:18
      Zabawne są te fragmenty w tych artykułach, gdzie pisze, że to legalne. Nie, proszę państwa, fikcyjne spółki nie są legalne.
      Najzabawniejsza jest królowa brytyjska, oszukująca własne państwo. To jest tak żałosne...
      • podjadek57 Re: Paradise Papers 08.11.17, 08:45
        Ważne uściślenie.
        Ja obstawiam, że ze względu na ważne osoby i firmy rzecz szybko zostanie wyciszona.
    • podjadek57 Re: Paradise Papers 08.11.17, 12:49
      Dobre info. Pan Grzegorz Sroczyński pracuje w portalu Gazeta.pl
      I mamy:
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,22615630,paradise-papers-dlaczego-raje-podatkowe-drenuja-tez-twoja-kieszen.html
      Może to wreszcie dotrze do szerszej grupy obywateli.
      • oby.watel Re: Paradise Papers 08.11.17, 13:57
        Kolejny propagandowy tekścik mający na celu wykazanie, że rząd PiS-u jest równie sprawny i dobry jak PO, dlatego należy jak dawniej kupować w Gazecie całostronicowe ogłoszenia. Też spróbuje swoich sił na odcinku propagandy.

        1. Jesteś właścicielem małego biznesu na warszawskim Mokotowie. Obok swój punkt otwiera spółka z udziałem skarbu państwa działająca w tej samej branży. I ma o 50 procent niższe ceny tych samych usług. „Jak to możliwe?” - zachodzisz w głowę. „Przecież to im się nie opłaca!”. Otóż opłaca. Mechanizm jest dość prosty. Spółka skarby państwa dzięki dotacjom i ulgom podatkowym może oferować taniej produkty lub usługi, czasem nie tylko sprzedaje je bez marży, ale po cenach niższych od kosztów. Po wyeliminowaniu konkurencji ceny wracają do normy. Wystarczy zerknąć na rachunki wystawiane przez monopolistów z branży energetycznej czy gazowej.

        2. Skąd spółki skarbu państwa mają pieniądze na takie praktyki? Głównie z ulg i zwolnień oraz dotacji.

        3. Wściekasz się na stan dróg i na koleiny, które wyżłobiły tiry. Gdy drogowcy załatają dziurę, to zaraz pojawia się nowa kawałek dalej. W tym roku już dwa razy musiałeś zmieniać felgę, a raz - amortyzator. Piszesz wściekłe pismo do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. „Całościowy remont na tym odcinku będzie realizowany dopiero w roku 2025 z powodu braku środków” - odpisują. Dlaczego tych środków w budżecie brak? Ponieważ z powodu rozbudowanego systemu ulg i zwolnień podatkowych z jednej strony i opierających się na rozdawnictwie pieniędzy programach "społecznych" z drugiej budżet państwa robi bokami.

        Według szacunków dług publiczny jawny i ukryty w postaci zobowiązań przekroczył bilion euro i rośnie w zastraszającym tempie.

        4. Mantra niektórych ekonomistów brzmi: zadłużają nas nieodpowiedzialni politycy. To czasem rzeczywiście jest prawda, ale nigdy nie cała. Kiedy powstaje deficyt? Kiedy państwo musi naprawiać drogi, utrzymać szkoły i szpitale, ale brakuje na to pieniędzy z podatków. Jednak głównie wtedy, gdy państwo szasta pieniędzmi na prawo i lewo z ominięciem prawa, bez przetargu dokonując zakupów na miliardy złotych, wydając pieniądze na programy społeczne, które jednym grupom poprawiają warunki życia, a innym nie, dokonując reform i zmian, które kosztują krocie, a są krokiem w tył itp. itd.

        5. Skoro najbogatsze koncerny zachodnie dzięki ulgom i zwolnieniom płacą tyle co nic, to rząd musi szukać pieniędzy w innych kieszeniach. Jeśli spojrzeć na rozkład wpływów podatkowych państw Europy, to prawie wszędzie spada udział podatków płaconych przez firmy. W Polsce tzw. miks podatkowy jest szczególnie żenujący: najwięcej budżet czerpie z akcyzy i VAT (czyli podatku, który płacimy kupując masło i paliwo) oraz z różnych składek od naszych pensji (m.in. składek na ZUS). Natomiast udział podatku od korporacji (CIT) w dochodach naszego budżetu jest niski. Co to oznacza?

        Jeśli zarabiasz 3000 zł brutto, to na rękę - po odliczeniu podatków i składek - dostajesz zaledwie 2150 zł. A całkowity koszt twojej pensji dla pracodawcy to aż 3600 zł! Dlaczego tak wysoko opodatkowana jest praca? To kara za to, że państwo nie potrafi zmusić międzynarodowych korporacji do płacenia podatków w pełnej wysokości. Dlaczego nie potrafi? Ponieważ nieraz jego budżet nie dorównuje budżetowi giganta. I to jest podstawowy argument za tym, by broń boże nie integrować się w jeden wielki organizm gospodarczy jak Unia Europejska. Potęgi, jak Stany Zjednoczone czy Chiny potrafią wymusić na koncernach uczciwość. Potwierdza to fakt, że

        6. Optymalizacja podatkowa stosowana przez wielkie koncerny jest jedną z przyczyn nieustannych waśni między europejskimi państwami. W tym klubie niektóre kraje ordynarnie oszukują partnerów. Weźmy mały Luksemburg. . Rząd tego kraju potajemnie podpisał umowy z wielkimi korporacjami na opodatkowanie zysków stawkami w wysokości jednego procenta, ponieważ uznał, że 1% to dużo więcej niż nic. Dodajmy - nie chodziło o zyski osiągane przez te firmy w Luksemburgu. Chodziło o zyski z całej Europy (również te osiągane w Polsce)! Okazało się, że Luksemburg ściągnął do siebie cały światowy biznes, 340 największych holdingów rozliczało się w tym mikroskopijnym państwie, nie prowadząc tam praktycznie żadnej działalności. W Polsce coś takiego byłoby nie do pomyślenia. Po co nam 1% skoro możemy nie mieć nic? Najważniejsze jednak, że znalazł się winny

        7. naciągaczem, który drenował budżety innych państw Unii był… obecny szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. To właśnie za czasów, gdy był premierem Luksemburga stosowano najgorsze tricki. Ale - o zgrozo - nie odwołano go z funkcji szefa KE. A należało, ponieważ będąc szefem rządu Luksemburga działał na korzyść Luksemburga, a powinien na szkodę.

        8. Wściekać się na koncerny? Oskarżać prezesów? Pałać świętym oburzeniem? To nic nie da. Dopóki społeczność międzynarodowa nie zrozumie, że w jedności siła nic nie wskóra. Ponieważ koncerny już to zrozumiały dawno. Dlatego przychody Googla w IV kwartale 2016 roku wynosiły 26,06 miliarda dolarów czyli ok 91 mld zł, a dochody budżetowe państwa polskiego wyniosły w I kwartale 2016 roku 76,8 mld zł. To oznacza, że Google może sobie pozwolić na to, na co Polski nie stać.

        9. Warto uzupełnić propagandowy tekst o jeszcze jeden aspekt. Mianowicie należy poważnie liczyć się z tym, że wyroki polskich sądów nie będą respektowane na arenie międzynarodowej. A to oznacza, że polscy przedsiębiorcy nie będą mieli żadnych szans w starciu z nieuczciwym przedsiębiorcą zagranicznym, a nawet rodzimym.
      • grzespelc Re: Paradise Papers 08.11.17, 23:08
        "głośno zrobiło się o Bono"

        Może jego pseudo dziwić na tej liście, ale z drugiej strony Malta do rajów podatkowych raczej nie należy. Chyba, że o czymś nie wiem. Ale coś na rzeczy może być.

        A poza tym to bardzo dobry artykuł.
        • diabollo Re: Paradise Papers 09.11.17, 07:15
          Dzięki, czcigodny Podjadku za artykuł.
          Takie rzeczy można już poczytać w Gazeta.pl, to już duży postęp.

          Kłaniam się nisko.
    • diabollo Re: Paradise Papers 09.11.17, 21:12
      krytykapolityczna.pl/swiat/paradise-papers-majmurek/
      • oby.watel Re: Paradise Papers 09.11.17, 22:10
        Trzymam kciuki za lewicę. Niech wreszcie zmuszą bogatych, żeby płacili. Tylko co będzie, jak taniej wyjdzie zamiast płacić podatki kupić całą lewicę? Bolszewicy nie zrobili by swojej rewolucji gdyby jej Niemcy nie sfinansowali...
        • diabollo Re: Paradise Papers 10.11.17, 07:21
          Rzeczywiście trzeba trzymać kciuki.
          Jak nie zrobi tego lewica, to zrobi to rewolucja faszystowska.
          A wbrew obiegowym opiniom rewolucje faszystowskie pochłaniają więcej ofiar, niż rewolucje lewicowe.
          Kłaniam się nisko.
          • oby.watel Re: Paradise Papers 10.11.17, 07:44
            Tak, wbrew obiegowym opiniom i wbrew faktom rewolucje faszystowskie pochłaniają więcej ofiar, niż rewolucje lewicowe. Problem w tym, że w ten sposób usprawiedliwiania mordów charakterystyczny jest wyłącznie dla faszystów. To oni z całą powaga twierdzą, że nawet jeśli zabiliśmy 100 osób, to oni są winni, bo zabili 102 osoby, więc nie ma o czym mówić.

            Czyli powiadasz, że lewica powinna wrócić do korzeni i po trupach do celu zmierzać? A potrafisz wytłumaczyć w czym lepszy jest terror lewicowy od prawicowego? Ofiary nazistów to ofiary gorszego sortu?
    • diabollo "Paradise papers", czyli jak grube ryby zarabiają 10.11.17, 07:40
      "Paradise papers", czyli jak grube ryby zarabiają jeszcze więcej

      Maciej Czarnecki, Magda Działoszyńska, Andrzej Kublik, Bartosz Wieliński

      Rewelacje Międzynarodowego Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych (ICIJ) i 95 redakcji z całego świata dotyczą najważniejszych polityków, międzynarodowych korporacji, gwiazd sportu i muzyki, finansowania firm z Doliny Krzemowej m.in. przez rosyjskich oligarchów. Dziś przedstawiamy najważniejsze ustalenia śledztwa na temat ucieczek "wielkich tego świata" do rajów podatkowych.
      W 2013 r. Lewis Hamilton, kierowca Formuły 1 i jeden z najbogatszych sportowców na świecie, sprowadził z Kanady do Wielkiej Brytanii luksusowy samolot odrzutowy Bombardier Challenger 605. Warte 27 mln dol. cacko było pokryte krwistoczerwonym lakierem, a w środku miało design Armaniego. Gwiazdor mógłby nim latać na zawody i do swojej partnerki, mieszkającej w Los Angeles byłej wokalistki Pussycat Dolls Nicole Scherzinger.

      Był tylko jeden problem – musiałby zapłacić podatek VAT.

      Doradcy z kancelarii Appleby z główną siedzibą na Bermudach, naradziwszy się z pracownikami firmy doradczej Ernst & Young, znaleźli sposób: trzeba zarejestrować samolot na wyspie Man, dependencji brytyjskiej korony, a następnie formalnie oddać go w leasing sieci firm.

      Hamilton mógł maszyną latać, ale uniknął 5,2 mln dol. podatku
      Jedno z największych śledztw w historii prasy
      Brytyjczyk jest tylko jednym z wielu bogaczy, których interesy opisali dziennikarze prowadzący międzynarodowe śledztwo „Paradise papers”.

      Opierając się na 13,4 mln dokumentów, głównie przeciekach z Appleby, przez ostatni tydzień ujawniali, jak politycy, biznesmeni, korporacje, celebryci, a nawet najlepsze uczelnie świata, w tym Oksford i Cambridge, przerzucali pieniądze do rajów podatkowych. Często było to legalne, ale stawia uczestników procederu w wątpliwej etycznie sytuacji.

      Konsorcjum ICIJ i 95 redakcji ujawniły materiały na temat m.in. ponad 120 polityków i przywódców – od królowej Elżbiety II po ministra finansów Brazylii, doradców i darczyńców Donalda Trumpa, ponad stu korporacji, takich jak Apple czy Nike, gwiazd sportu i muzyki, jak Lewis Hamilton, Madonna czy Bono, finansowania firm z Doliny Krzemowej i interesów rosyjskich oligarchów.

      Dokumenty, podobnie jak w poprzednim wielkim dochodzeniu zwanym „Panama papers”, uzyskał niemiecki dziennik „Süddeutsche Zeitung” i podzielił się nimi z ICIJ.

      6,8 mln z nich pochodzi z Appleby, jednej z największych na świecie kancelarii obsługujących transakcje w rajach podatkowych. Firma powstała na Bermudach, ma oddziały w Hongkongu, Szanghaju, na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych i Kajmanach. Wyciekły z niej e-maile, umowy kredytowe i wyciągi bankowe co najmniej 25 tys. podmiotów w 180 krajach.

      Sporo informacji dziennikarze znaleźli też w rejestrach firm 19 rajów podatkowych. Jak czytamy w opracowaniu ICIJ, niektóre z tych jurysdykcji ujawniają rejestry, ale uniemożliwiają wyszukiwanie po nazwiskach właścicieli. Inne, jak Kajmany, żądają opłat w wysokości 30 dol. za jedną stronę z informacjami.

      Trupy w szafie sekretarza handlu
      W Ameryce najgłośniejszym echem odbiły się rewelacje dotyczące sekretarza ds. handlu Wilbura Rossa. Już w lutym, gdy Kongres zatwierdzał go na stanowisko, wyszły na jaw jego szemrane powiązania m.in. z rosyjskimi oligarchami. Demokratyczna senator Elizabeth Warren nazwała go „ucieleśnieniem komiksowego stereotypu na temat grubej ryby z Wall Street, której nie interesuje nic poza własnym interesem”.

      Obejmując stanowisko, 80-letni miliarder i inwestor pozbył się znacznej części swego biznesowego imperium i zadeklarował, że dołoży starań, by nie doszło do żadnego konfliktu interesów. Dziś już wiemy, że sekretarz Ross nie jest od nich wolny, a w swoich deklaracjach nie był uczciwy. „Paradise papers” wymieniają go jako jednego z 20 największych klientów Appleby, który większość fortuny ukrył przed fiskusem na Kajmanach.

      Najważniejszym trupem w szafie okazują się udziały Rossa w firmie transportowej Navigator Holdings, które zadeklarował tylko częściowo.

      Z usług firmy korzystają m.in. rosyjski koncern energetyczny Sibur (jego właścicielami są m.in. przyjaciel Putina i objęty sankcjami oligarcha Giennadij Timczenko oraz Kirył Szamałow, zięć prezydenta Rosji), a także wenezuelski koncern naftowy PDVSA (sankcje nałożyła na niego już administracja Trumpa)
      W kontekście rywalizacji USA i Rosji w walce o rynki zbytu dla gazu trudno pogodzić hasło „America First” z czerpaniem osobistych korzyści finansowych ze wspomagania rosyjskiego przemysłu energetycznego.

      Zdaniem Rossa sprawa została wyolbrzymiona. – Wszystko było jawne, nie wydarzyło się nic niewłaściwego i jeśli ludzie dochodzą do innych wniosków, to dlatego, że gazety przekręciły tę historię – mówił w telewizji BBC. We wtorek obiecał jednak pozbyć się udziałów w budzących wątpliwości spółkach.

      Długa lista ludzi Trumpa
      Za uszami ma też Gary Cohn, główny doradca ekonomiczny prezydenta USA. Jest jednym z autorów reformy Trumpa, która ma uczynić system podatkowy bardziej przejrzystym i rzekomo ulżyć klasie średniej. Jak wynika z dokumentów „Paradise papers”, w latach 2002-06 z ramienia Goldman Sachs (gdzie kierował oddziałem kapitałowym) był prezesem lub wiceprezesem 22 spółek zarejestrowanych przez bank na Bermudach.

      PRZECZYTAJ TAKŻE: Ekspert o "Paradise papers": Gdy królowa trzyma pieniądze w raju podatkowym, to źle. A gdy dajemy inwestorom ulgi w strefach, to dobrze?

      Goldman Sachs oświadczył, że „płacił podatki w odpowiednich jurysdykcjach, a Cohn z racji swoich funkcji nie otrzymywał dodatkowego wynagrodzenia”.

      CDN...
      • diabollo Re: "Paradise papers", czyli jak grube ryby zarab 10.11.17, 07:41
        Inni ustosunkowani w Waszyngtonie ludzie, których demaskują „Paradise papers”, to: sekretarz stanu Rex Tillerson, wiceszef Fed (Rezerwy Federalnej) odpowiedzialny za nadzór nad bankami Randal Quarles, były gubernator Utah, dziś ambasador w Moskwie Jon Huntsman, ambasador w Indiach Kenneth Juster, przyjaciel i były doradca Trumpa inwestor Carl Icahn, szef prezydenckiego komitetu inauguracyjnego Tom Barrack, szef komisji papierów wartościowych i giełd (SEC) Jay Clayton oraz szef departamentu budownictwa mieszkaniowego Ben Carson. Większość ich niejasnych interesów opisanych w raporcie dotyczy układów biznesowych i unikania podatków.

        W dokumentach mowa również o darczyńcach łożących duże sumy na kampanie polityczne Republikanów i Demokratów.

        Materiały z kancelarii Appleby wskazują na nieetyczne i balansujące na granicy prawa praktyki. Przewija się w nich nazwisko Warrena Stephensa, który wspierał kampanię wyborczą Trumpa. Wtedy to Trump obiecywał rozprawić się z nadmiarem regulacji gospodarczych, np. z Biurem Ochrony Finansowej Konsumentów (CFPB). A działalność owego biura była wyjątkowo nie na rękę Stephensowi, bo ścigało m.in. firmę specjalizującą się w wysoko oprocentowanych pożyczkach „chwilówkach”, która należała do jego biznesowego imperium.

        Wśród demokratycznych darczyńców, których finanse budzą wątpliwości, „Paradise papers” wymienia Penny Pritzker (nieprawidłowości przy pozbywaniu się majątku, gdy została sekretarz handlu u Baracka Obamy) i George’a Sorosa (korzystanie z rajów podatkowych). ICIJ przyznaje, że Soros jest także sponsorem dziennikarskiego konsorcjum.

        Rosyjskie pieniądze w Dolinie Krzemowej
        'Paradise papers' ujawnia, że rosyjski miliarder Jurij Milner pośredniczył w zakupie akcji amerykańskich gigantów technologicznych, m.in. Facebooka i Twittera, przez rosyjskich oligarchów i państwowe banki
        Na początku 2009 r. Milner spotkał się z Markiem Zuckerbergiem, założycielem Facebooka. Uzgodnili transakcję, która wzbudziła podziw inwestorów z branży. Założony przez Milnera i rosyjskiego miliardera Aliszera Usmanowa fundusz DST Global kupił za 200 mln dol. prawie 2 proc. akcji Facebooka – czyli za tyle, ile wcześniej Zuckerberg sprzedał koncernowi Microsoft.

        W ciągu roku rosyjski fundusz zwiększył swoje udziały w Facebooku do niemal 10 proc. Opłaciło się to z nawiązką, bo w maju 2012 r., po ofercie publicznej, firmę wyceniono na 100 mld dol. i fundusz DST zarobił 2 mld dol. na sprzedaży części akcji firmy.

        Milner nie powiedział, skąd wziął pieniądze na inwestycję. Jednak „New York Times”, powołując się na ustalenia ICIJ, napisał, że przekazała je spółka Gazprom Investholding za pośrednictwem spółki Kanton Services z raju podatkowego na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych.

        Do 2014 r. dyrektorem generalnym tej spółki Gazpromu był Usmanow. Dzięki inwestycjom w kombinaty metalurgiczne i firmy technologiczne stał się jednym z najbogatszych Rosjan. W 2008 r. został udziałowcem rosyjskiej firmy internetowej Mail.ru kierowanej przez Milnera i wprowadzonej w 2010 r. na giełdę w Londynie.

        Milner potwierdził „New York Timesowi", że Kanton Services była zaangażowana w zakup akcji Facebooka, ale zapewnił, że wcześniej została dokładnie zweryfikowana. Gazprom Investholding przyznał, że przekazywał pieniądze Kanton Services na „ogólne cele korporacyjne”. Natomiast Usmanow stwierdził, że nigdy nie korzystał z pieniędzy państwowych spółek na inwestycję w Facebooka.

        W 2011 r. Milner kupił też pakiet akcji Twittera. Według dokumentów z kancelarii Appleby fundusz DST dostał 191 mln dol. na tę transakcję od rosyjskiego państwowego banku VTB – wszystko za pośrednictwem spółek w rajach podatkowych. W 2014 r. bank objęto zachodnimi sankcjami za agresję Rosji na Ukrainie, ale wcześniej DST sprzedał akcje Twittera.

        Milner stwierdził, że był to zwykły biznes, ale zdaniem rosyjskich ekspertów takie wsparcie finansowe zawsze wynika ze strategicznych decyzji politycznych.

        Latem 2015 r. Milner został znaczącym inwestorem firmy z branży nieruchomości Cadr założonej przez Jareda Kushnera i jego brata Joshuę. Jared to zięć prezydenta Trumpa. Był jego bliskim doradcą ds. międzynarodowych, odsunął się jednak nieco w cień, gdy wyszło na jaw, że zaraz po wyborach spotkał się potajemnie z Siergiejem Gorkowem, prezesem objętego sankcjami rosyjskiego banku VEB.

        Apple na wyspie Jersey
        Potęgą z Doliny Krzemowej, która znalazła się na cenzurowanym, jest Apple. Producent iPhone’ów zaczął korzystać z usług Appleby, gdy już mu się palił grunt pod nogami w Irlandii.

        Do 2013 r. Apple stosował mechanizm zwany podwójną irlandzką. Zarejestrowana w Irlandii spółka córka sprzedająca iPhone’y i inne gadżety transferowała zyski do spółki matki. Nie płacono żadnych podatków, bo irlandzki fiskus nie ingeruje w takie transfery. Apple zarabiał dzięki temu miliardy. Pod naciskiem Komisji Europejskiej Irlandia zmieniła przepisy, ale koncern nie zamierzał płacić podatków, więc obsługująca go kancelaria zaczęła szukać innego raju podatkowego.

        Wtedy do gry weszła Appleby – wynalazła bezpieczną przystań na wyspie Jersey, która nie pobiera podatku dochodowego. Apple wyciągnął z irlandzkiej sprawy wnioski: z ujawnionej korespondencji między prawnikami koncernu a Appleby wynika, że szukano terytorium, co do którego istniała pewność, że „w przewidywanej przyszłości klimat polityczny nie zmieni się w niekorzystny sposób”.

        Dzięki pomocy sprytnej kancelarii specjalizującej się w rajach podatkowych Apple zarobił 128 mld dol., od których nie zapłacił ani centa podatku ani w USA, ani w Unii
        A przecież kilka lat temu szef firmy Tim Cook zapewniał na przesłuchaniu w amerykańskim Senacie, że nie stosuje żadnych trików i podatki płaci co do grosza.

        Dziś Apple powiązań z Appleby nie komentuje. A pytań jest wiele, formułuje je redaktor naczelny „Süddeutsche Zeitung” – czytaj tu.

        Nike na Bermudach
        Producentowi sprzętu sportowego Nike kancelaria Appleby pomogła założyć spółkę córkę na Bermudach, która stała się właścicielem setek znaków towarowych Nike, marek i patentów koncernu. Inne, rozsiane po całym świecie spółki Nike musiały jej płacić z tytułu licencji za korzystanie z logo czy marki firmy. Zwiększało to ich koszty – czyli w krajach, w których działały, płaciły niższe podatki. A spółka z Bermudów – raju podatkowego – za te opłaty nie odprowadzała podatków wcale.

        W 2014 r. Nike zmieniło jednak sposób działania. Zrezygnowało z raju podatkowego poza Europą, a wykorzystując prawną furtkę w Holandii (tu jest zarejestrowana europejska centrala Nike), by osiągnąć ten sam efekt, powołało wiele spółek komandytowych, przez które przechodzą opłaty z tytułu wykorzystywania marek i patentów. Powstała tak skomplikowana konstrukcja prawna, że ani holenderskie, ani amerykańskie służby podatkowe nie są w stanie wykazać, że spółki Nike powinny płacić na ich terenie jakiekolwiek podatki.

        CDN...
        • diabollo Re: "Paradise papers", czyli jak grube ry 10.11.17, 07:42
          Afrykańskie interesy Glencore
          Klientem Appleby jest też szwajcarski koncern górniczy Glencore, właściciel m.in. największej kopalni cynku w Afryce, znajdującej się w Burkina Faso, jednym z najbiedniejszych państw świata.

          Formalnie właścicielem kopalni jest spółka zarejestrowana i prowadzona przez Appleby na Bermudach. Stosując rozmaite triki, np. eksportując z Burkina Faso tanią nieprzetworzoną rudę zamiast przetworzonej czy płacąc faktury fikcyjnej spółce zarejestrowanej na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych, kopalnia nie płaciła w Burkina Faso podatków.

          Władze podatkowe tego kraju zwróciły na to uwagę, wyliczając straty na blisko 30 mln dol., ale nie były w stanie tej sumy wyegzekwować. Tymczasem zdewastowane zostały okolice kopalni, gdzie zniszczeniu uległy najżyźniejsze grunty.

          Koncern, którego równie nieprzejrzyste inwestycje m.in. w kopalnie metali rzadkich w Kongu opisuje „Süddeutsche Zeitung”, nie ma sobie nic do zarzucenia.

          Królowa na Kajmanach
          Wyrzutów sumienia nie odczuwają też finansiści księstwa Lancaster, którzy wplątali w aferę czerpiącą z niego dochody brytyjską królową Elżbietę II. Zainwestowali część monarszych pieniędzy w fundusze na Bermudach i Kajmanach.

          W 2004 r. księstwo, do którego należą nieruchomości w Wielkiej Brytanii o wartości ok. pół miliarda funtów, wpłaciło 5 mln funtów Jubilee Absolute Return Fund Ltd na Bermudach. Ta inwestycja skończyła się w 2010 r. w przeciwieństwie do kolejnej – w 2005 r. 5,7 mln funtów dochodów księstwa trafiło do Dover Street VI Cayman Fund LLP na Kajmanach.

          Pieniądze tego funduszu były inwestowane w różne biznesy, o czym menedżerowie informowali inwestorów w korespondencji. W 2007 r. zaproponowali księstwu wpompowanie 450 tys. dol. w pięć projektów, w tym w przedsięwzięcie o nazwie Vision Capital Partners. VPC kupiła brytyjskie sieci BrightHouse i Threshers. Pierwsza sprzedaje sprzęt AGD, meble i inne produkty głównie uboższym klientom, oferując im spłaty w tygodniowych ratach. Druga prowadziła sklepy monopolowe.

          Threshers splajtowała dwa lata po wykupie, nie zapłaciwszy 17,5 mln funtów podatku. BrightHouse przeniosła znaczną część operacji do Luksemburga, by płacić fiskusowi znacznie mniej. W zeszłym miesiącu brytyjski regulator finansowy (Financial Conduct Authority) nakazał sieci wypłacenie 249 tys. klientów łącznie 14,8 mln funtów. Pieniądze dostaną ci, którzy wypowiedzieli umowy po pierwszej racie, ale nie otrzymali swojej wpłaty z powrotem, oraz ci, którzy podpisali umowy kredytowe na fatalnych warunkach. Zdarzało się, że BrightHouse oferował np. pralkę za 358 funtów, która ostatecznie kosztowała ponad 1 tys. funtów.

          Finansiści księstwa Lancaster bronią się, że pośrednio ma ono bardzo małe udziały w BrightHouse. I zarzekają się, że nie zdawali sobie sprawy z inwestycji, choć trwała 12 lat.

          Pasywny aktywista Bono
          Lista polityków, przywódców i firm, które śledztwo ICIJ wiąże z rajami podatkowymi, jest znacznie dłuższa.

          Królowa Jordanii Noor czerpała zyski z funduszy na wyspie Jersey. Minister spraw zagranicznych Ugandy Sam Kutesa stworzył firmę na Seszelach, by przenieść tam część prywatnego majątku. Minister finansów Brazylii Henrique de Campos Meirelles utworzył na Bermudach fundację.

          W „Paradise papers” przewijają się nazwiska biznesmenów i celebrytów: współtwórcy Microsoftu Paula Allena, założyciela e-Baya Pierre’a Omidyara (nawiasem: jego „firma filantropijno-inwestycyjna Omidyar Network wspiera finansowo ICIJ), gwiazd estrady: Shakiry, Madonny czy Bono.

          Rewelacje wydają się szczególnie kłopotliwe dla zaangażowanego społecznie frontmana zespołu U2. Za pośrednictwem zarejestrowanej na Malcie firmy Nude Estates stał się współwłaścicielem centrum handlowego Ausra na Litwie. Zagraniczni inwestorzy na Malcie płacą zaledwie 5 proc. podatku. W 2012 r. litewskie centrum przeniesiono do innej firmy, Nude Estates 1, zarejestrowanej w raju podatkowym Guernsey, dependencji brytyjskiej korony na kanale La Manche.

          Rzeczniczka gwiazdora oświadczyła dziennikarzom „Guardiana”, że w obu firmach Bono był jedynie 'pasywnym, mniejszościowym udziałowcem'

          wyborcza.pl/7,75399,22625235,paradise-papers-czyli-jak-grube-ryby-zarabiaja-jeszcze-wiecej.html
          • oby.watel Re: "Paradise papers", czyli jak grube ry 10.11.17, 07:52
            Tak. To straszne. Kilka osób nie zapłaciło kilku milionów podatków. Kilka firm nie zapłaciło w tym czasie kilkudziesięciu miliardów, ale to drobiazg. Zwłaszcza, że media są w rękach tych firm, więc mówienie i pisanie o tym to działanie na szkodę firmy.
Pełna wersja