yoma
26.07.12, 11:19
upatrzyłam sobie jałowicę do żywopłotu i kupiłam ją, sama w sobie nawet nie taka wielka, ale ta bryła korzeniowa... ja, sielna baba, z trudem mogłam unieść. Ale udało się. Poszłam kopać dołek. A w dołku jak to pod płotem, radosna twórczość dziadka. Czy dołek wykopany i wlany do niego beton, czy jakaś ogromna cegła, nie udało mi się usunąć, musiałam ominąć. Władowałam jałowiec do taczki, dowlokłam na miejsce, no rwa mać, ten drugi dołek omijający cegłę jest ciut za bardzo w bok. Wykopałam trzeci dołek, wepchnęłam jałowiec, dowiozłam trzy taczki piachu, żeby zasypać poprzednie dołki (z jakichś powodów grunt wydobyty z dołka nigdy nie zasypuje z powrotem dołka, trzeba dowozić nowy)... robota kocha głupiego.
Ale wpasował się ślicznie, jałowiec :)