annaod
24.04.14, 15:31
Postanowiwszy urwać się z pracy poleciałam kupić ziemię. Przy okazji wypytałam o nieszczęsną glinę. Skierowano mnie do cegielni, która z 2 km od tego miejsca była.
Normalnie inny świat: stara budowla, grube mury z barokowymi łukami, czterech facetów z nagimi torsami i granatowymi spodniami na szelkach i ja - podjeżdżającą czymś, co przypomina niewielki czołg, w szpileczkach, z pytaniem, czy trochę gliny mogę dostać. Panowie bardzo troskliwie się mną zajęli - gliny nie dali, bo brudna, wręczyli dwie niewypalone cegły (jedna waży 5 kg!) i życzyli wszystkiego dobrego. Na moje nieśmiałe - ile się należy dostałam opeer, że przesadzam.
Wróciłam do bura i wciąż się uśmiecham - nie dość, że mam upragnioną glinę, to jeszcze takie "magiczne" wspomnienie:-)