Dodaj do ulubionych

Technikum Duchowlane

23.04.11, 19:00
www.polityka.pl/kraj/analizy/1514782,1,kosciol-odpycha-inteligentow.read
Co Wy na to?

Obserwuj wątek
    • andrzej585858 Re: Technikum Duchowlane 23.04.11, 19:39
      Jest w tym rzeczywiście bardzo dużo racji. Faktycznie trudno zrozumiec dlaczego tak się dzieje. Wydaje się że zbieramy także w Kościele pokłosie programowej jednolitości, spowodowanej także przez warunki polityczne. Po prostu Kościól w Polsce ma olbrzymi problem z wolnością, problem do którego w pewien sposób przyczynili się także intelektualiści.
      P. prof. Wipszycka jedna z najlepszych specjalistek od historii Kościoła wspomina że odczuwa dzisiaj pewne zazenowanie swoją postawą w tamtych latach -
      "Nie powiedzialam głośno, że referent dopuszcza się wręcz karygodnej manipulacji wobec tekstów... nie tylko ja tak postępowałam. Wielu moich kolegów, ktorzy byli zapraszani na kościelne spotkania, w kuluarach zżymało się na to, co wtedy mowiono, ale nie przypominam sobie, abym chociaż raz słyszała dyskusję prawdziwą, na istotne tematy."

      Dlaczego tak postepowano? - oto jak to wyjasnia p. prof. Wipszycka:
      "Panowało przekonanie, że w PRL-owskich warunkach nie nalezy historykow kościelnych otwarcie krytykować, a to z racji politycznych, gdyż mogłoby to osłabić pozycję Kościoła w wielkiej narodowej walce i zostać wykorzystane przez wrogie siły".

      Dzisiaj to może brzmi kuriozalnie, ale taka była rzeczywistość o ktorej już zapominamy, a Kościół teraz płaci za te lata stagnacji intelektualnej. To oczywiście nie jedyny powód tej słabości, ale nie najmniej istotny.
      Co zas tyczy się Miłosza to doprawdy nie rozumiem, on był poetą i to powinno być najważniejsze - jewgo tłumaczenie ksiegi Hioba jest po prostu wspaniałe, czyta się jak poezję, podobnie jak i Psalmy - przepiękne tłumaczenie.
      Czepianie się Milosza to czyn karygodny.
      • paszczakowna1 Re: Technikum Duchowlane 26.04.11, 11:02
        > Dzisiaj to może brzmi kuriozalnie, ale taka była rzeczywistość o ktorej już zap
        > ominamy, a Kościół teraz płaci za te lata stagnacji intelektualnej.

        Nie mam wrażenia, jakoby przed okresem PRL polski Kościół Katolicki był szczególnie czynny intelektualnie (choć oczywiście bywały oazy), zarówno w dwudziestoleciu międzywojennym, jak i w czasach zaborów. PRL pewnie nie pomógł, ale głównej przyczyny nie stanowi. Oczywiście, można też argumentować, że słabość w tej dziedzinie jest wynikiem ogólnie mizernej kondycji polskiej humanistyki (zwłaszcza myśli filozoficznej) - ostatecznie Kościół jest taki, jak społeczeństwo w ogóle.
    • turzyca Re: Technikum Duchowlane 23.04.11, 20:07
      Myslalam, ze bylas dzis swiecic pokarmy w mojej parafii i wrocilas wstrzasnieta tym mlodym chlopieciem w koloratce, ktore odmawialo modlitwe bez cienia zaangazowania. O totalnym braku dykcji nie wspomninajac. Technik organizacji kultu jak zywy.

      A slusznosc glownej tezy artykulu ostatnio dala mi po glowie niczym obuchem i do tej pory jestem nieco oszolomiona. Odkad mieszkam w Niemczech chodze do niemieckiej parafii, do ktorej zostalam przypisana. Wprawdzie do polskiego kosciola mam rownie blisko, ale po kilku probach nie mam zamiaru podejmowac kolejnych, bo ja nie lubie wychodzic z mszy zniesmaczona. W moim parafialnym kosciele koniecznosc modlitwy po niemiecku jest po stukroc wynagradzana poziomem kazan i szeroko pojetej duchowosci.
      Ale wstrzas, ktory wlasnie przezywam, zwiazany jest ze spowiedzia - uznalam, ze moge nie zdazyc pojsc do spowiedzi w Polsce, bo pobyt swiateczny tym razem jest bardzo krotki, wiec poszlam po raz pierwszy do spowiedzi wlasnie w mojej niemieckiej parafii. Zajelo mi to bagatela 50 minut. To znaczy ksiadz poswiecil na spowiedz z przecietna, niewyrozniajaca sie parafianka 50 minut. W czasie ktorych co i rusz potrzasalam glowa i zastanawialam sie, czy ja na pewno rozmawiam z kaplanem KRK. Tak odmienne podejscie do wielu tematow! I to nie podejscie tego konkretnego kaplana, ale podejscie wynikajace z decyzji biskupow. A do tego poczucie, ze moj rozmowca mnie szanuje, obdarza zaufaniem, traktuje jak partnera do rozmowy, jak czlowieka, jak myslacego czlowieka - z taka intensywnoscia nie zdarzylo mi sie to w polskim Kosciele ani razu.
      A moj szok wynika z tego, ze mnostwo moich zastrzezen wobec KRK okazalo sie byc "zasluga" wylacznie polskiego KRK. I nie wiem z czego to wynika - z braku konkurencji, z nieufnosci spolecznej, z pozostalosci syndromu oblezonej twierdzy czy wreszcie zlosliwie mowiac z prowieniencji sporej czesci biskupow - ale sprawa jest na pewno wazna i do starannego przemyslenia. Tylko podejrzewam, ze ta bezrefleksyjnosc bedzie trwala tak dlugo, az cicha laicyzacja zajdzie tak daleko, ze faktycznie z polskiego Kosciola pozostanie malutka twierdza fanatycznych wyznawcow luzno zaledwie zwiazana intelektualnie z reszta Kosciola.
      • mmoni Re: Technikum Duchowlane 25.04.11, 14:12
        Turzyco, z jednej strony zazdroszczę możliwości 50-minutowej spowiedzi, ale z drugiej strony mam przed oczami kilometrowe kolejki w polskich kościołach w Wielkim Tygodniu. Przede mną było jakieś 12 czy 13 osób, a działo się to we wtorek między 13 a 14, czyli teoretycznie jeszcze nie w porze największego oblężenia. 50-minutowe spowiedzi są dla kościoła, który jest "klein aber fein", jak mówi jego obecny przywódca. Do "klein" kościół polski zmierza wielkimi krokami, co do "fein" mam wątpliwości.
        • ginestra Re: Technikum Duchowlane 26.04.11, 13:28
          mmoni napisała:

          > Turzyco, z jednej strony zazdroszczę możliwości 50-minutowej spowiedzi, ale z d
          > rugiej strony mam przed oczami kilometrowe kolejki w polskich kościołach w Wiel
          > kim Tygodniu. (...)
          > 50-minutowe spowiedzi są dla kościoła, który jest "klein aber fein", jak mówi
          > jego obecny przywódca.

          A propos Kościoła (wspólnoty), który jest "klein aber fein", chciałabym wkleić wpis ojca dominikanina, który pracuje w parafii w Niemczech i prowadzi bloga. Już kiedyś linkowałam jego bloga (słynie on z krótkich wpisów, których bohaterami dość często są dzieci).

          Oto jego niektóre wpisy dające pojęcie o tym ile ma roboty i jakie to jest "oblężenie" wiernymi:

          1. "Spanko
          Ktoś mi napisał, że widział, jak moi współbracia w Polsce, zmordowani wielogodzinnym spowiadaniem, zasypiają w tych dniach już w czasie pierwszego czytania. Ja również przysnąłem dzisiaj w kościele.

          Pierwsze od lat nabożeństwo pokutne dla dzieci ustaliłem z rodzicami już w sierpniu, ogłosiłem w kalendarzu, wysłałem kilkadziesiąt mejli, przypomnień i zaproszeń. Na taczce przywiozłem stary grill, suche drewno i gazety, żeby spalić grzechy. Wydrukowałem teksty. Otworzyłem kościół, zapaliłem świece. Godzina rozpoczęcia już dawno minęła. Tak było cicho w pustym kościele, że przysnąłem.

          Obudził mnie tupot dziecięcych butów. Przyszła mama z dwoma szkrabami, pośpiewaliśmy trochę, pogadaliśmy. Zamknąłem kościół, wziąłem taczkę i wróciłem do domu. W Mafia Wars Game na Facebooku zdobyłem dzisiaj 702 level! "


          2. "Wielki Piątek
          Dzień wolny od pracy. Jedni jeżdżą na rowerach, inni siedzą przy grillu.

          W pustym kościele przyjemny chłód i wielka cisza. Po liturgii zdrzemnąłem się chwilę w konfesjonale, a potem słuchałem podchodzących do lądowania samolotów."

          To ten blog:
          dominikanie.pl/blogi/marek_kosacz_op/wpis,1050,wielki_piatek.html
          • dakota77 Re: Technikum Duchowlane 26.04.11, 13:41
            No i? Bo nie bardzo wiem, do czego zmierzasz. Tak to wyglada w kraju, w ktorym zycie nie kreci sie wokol kosciola.
            • ginestra Re: Technikum Duchowlane 26.04.11, 15:00
              To, co napisałam i przytoczenie przeze mnie tego bloga to nie jest żadna teza, tylko nawiązanie do wypowiedzi Moni, taka ilustracja.

              Myślę, że w naszym kraju życie też nie kręci się wokół kościoła, ale jednak wielu ludzi uważa wiarę za coś ważnego dla siebie i ma potrzebę spowiadać się, chodzić na msze itp. Nie wiem za dobrze dlaczego w Niemczech kościoły są tak przeraźliwie puste, ale przyznam, że dla mnie czytanie o tym jest pewną ciekawostką.
    • mamalgosia Re: Technikum Duchowlane 24.04.11, 19:42
      A ja byłam zachwycona studiami teologicznymi. Przede wszystkim uderzyła mnie kultura, sposób zwracania się do studentów, szacunek wzajemny, niegnębienie, nieponiżanie - tego wszystkiego nie zaznałam studiując 10 lat wcześniej na wydziale mat-fiz-chem. Ale może to zbieg okoliczności, może zależy od uczelni?
      Ale ja kocham teologię, więc jestem nieobiektywna:)
      • doratos Re: Technikum Duchowlane 25.04.11, 13:13
        Turzyco bardzo chętnie poszłabym do tego księdza do spowiedzi,bo księża w mojej parafii przyprawiają mnie o głęboką traumę.:(
      • marajka Re: Technikum Duchowlane 25.04.11, 18:45
        Na pewno zależy od uczelni. Znam absolwentkę katolickiej teologii, która do kościoła nie chodzi a księży wysłałaby w kosmos...
        • mamalgosia Re: Technikum Duchowlane 25.04.11, 19:32
          marajka napisała:

          > a księży wysłałaby w kosmos...
          oczywiście na misje wśród Marsjan i Uranian;)
          • marajka Re: Technikum Duchowlane 26.04.11, 19:53
            Nie będę tu pisała o cudzych sprawach, ale "wysłanie w kosmos" to moje słowa, bo jej słów nie chciałam przytaczać.
    • ginestra Re: Technikum Duchowlane 26.04.11, 15:07
      Przeczytałam zalinkowany artykuł i mam mieszane uczucia, to znaczy trudno mi się odnieść do prawdziwości tych tez, że jest tak źle w Kościele, i że intelektualiści nie mogą już prowadzić inspirującej wymiany myśli czy publikować książek czy malować obrazów, które wyrażałyby ich wrażliwość i ich rozumienie Boga, bo nie poruszam się w tych kręgach, co autorzy. Nie rozumiem jednak dlaczego artyści i myśliciele nie mogą tego robić albo nie wolno im. Przecież to wszystko zależy od nich - tak na logikę. Kto im broni?

      Jeśli Tygodnik Powszechny czy inne pisma nie są kupowane, to może przeanalizują temat i może coś trzeba w nich zmienić. A może ogólnie ludzie nie chcą za bardzo już kupować papierowych pism? Ja na przykład nie kupuję żadnych, bo czytam w necie, najwyżej czasem kupuję pisemka zagraniczne, dla języka, żeby sobie poczytać do poduszki. Może po prostu chodzi ogólnie o zmianę, która zaszła w upodobaniach ludzi? Może warto zadać sobie trochę trudu, żeby do ludzi trafiać: pisać przystępnie i ciekawie, to może więcej ludzi zachęci się?

      Jak wspomniałam, nie wiem czy to wszystko prawda, co piszą, musiałabym przyjąć na wiarę, bo nie wiem z pierwszej ręki (ani z drugiej) czy rzeczywiście np. Klub Inteligancji Katolickiej nie funkcjonuje tak jak kiedyś (nie wiem też jak funkcjonował kiedyś, bo nie chodziłam na takie spotkania) ani tego jak jest na tych uczelniach.

      Artykuł wydał mi się jednakże bardzo jednostronny (wszystko jest źle itp., a nie ma jakiegoś pokazania czy ci artyści i pisarze w ogóle chcieliby pisać coś mądrego o Bogu i kto im broni. Biskupi przecież nie stoją im nad głową i nie zabraniają pisać ciekawych powieści czy wierszy czy innych publikacji itp.).

      A więc niektóre sprawy z artykułu są dla mnie niejasne.

      Mogę odnieść się tylko do takiej sprawy opisanej w artykule, że w kościołach jest "niechlujna liturgia" i "słabe kazania", "kiczowata muzyka" i "brzydka architektura kościelna". Otóż z moich jak najbardziej aktualnych, wieloletnich doświadczeń wynika, że tak nie jest. W kościele w mojej parafii i w tych parafiach, które odwiedzam gościnnie (np. u rodziców i rodzeństwa w parafiach albo na wsi, dokąd jeżdżę co parę tygodni na weekendy), liturgia sprawowana jest z wielką dbałością, kazania są przemyślane i sensowne, a pojedynczy księża zwłaszcza mają dar mówienia takich właśnie bardzo konkretnych i poruszających kazań, bliskich codziennemu doświadczeniu człowieka i przekazujących bardzo odkrywcze nieraz myśli.

      U nas w parafii w Warszawie księża odprawiają mszę z wielkim pietyzmem, a jak udzielają komunii, to w taki sposób, jakby jeszcze raz nad każdym pojedynczym człowiekiem dodatkowo modlili się (np. ksiądz wyjmuje komunikant z kielicha, podnosi go do góry, mówi "Ciało Chrystusa" w sposób bardzo uduchowiony, a dopiero potem daje człowiekowi, a nie, że wyjmuje z kielicha i od razu daje człowiekowi).
      Śpiewy i oprawa muzyczna są bardzo piękne, a młodzież spędza dużo czasu na próbach w prywatnym czasie przygotowując te pieśni, śpiewane na głosy i różne aranżacje na instrumentach muzycznych. Oprócz tego jest organista - profesjonalny muzyk. Ładnie przygotowane są też czytania.
      Kościół tez jest z zewnątrz też bardzo ładny i zadbany, choć skromny.

      I tak jest we wszystkich kościołach, do których czasem chodzę (wymieniłam je wyżej), a u rodziców to już w ogóle, bo to jest parafia dominikanów i po prostu oni tam mają i kazania i śpiew i różne wydarzenia na najwyższym możliwym poziomie i do tego kościoła przychodzą zawsze tłumy ludzi, też z innych parafii.

      Z moich doświadczeń wynika też to, że w kościołach organizowane są np. modlitwy o uzdrowienie (jak ktoś nie wie, jest to specjalna msza, a potem nałożenie rąk na każdego kto chce, jest w tym dużo też mowy o uleczeniu z różnych psychologicznych spraw, zranień, chorób i stanów ducha związanych z dzieciństwem czy z różnymi traumami i krzywdami i pomoc w przebaczeniu, uzdrawianie relacji międzypokoleniowych itp.). Są też organizowane różne wydarzenia i pielgrzymki. I to nie tylko w Warszawie, ale też na tej wsi w lubelskiem, dokąd jeżdżę. A więc w tym nie zgodzę się w ogóle z artykułem.

      To, że ludzie w kościele kaszlą (zimą zwłaszcza) albo, że w naczyniu z wodą święconą mogą być bakterie, to myślę, że raczej budzi szok u ludzi, którzy bardzo rzadko przychodzą do kościoła. Nie umiem tego inaczej wytłumaczyć. Przecież wiadomo, że jak jest skupisko ludzi, to ktoś może zakasłać. W kinie i w teatrze przecież też. A na mszy przecież co innego jest ważne niż to czy ktoś kaszle. Ten bohater literacki, który ma fobię przed ludźmi w kościele i przed bakteriami i ma niby symbolizować współczesnego człowieka w Polsce, nie jest - według mojej wiedzy - specjalnie trafnie dobrany jako symbol. Być może tacy ludzie są, ale nie sądzę, żeby mogli symbolizować ogół współczesnych Polaków (tych nie-kiczowatych, jak rozumiem). Uważam, że jest wielu nie-kiczowatych, mądrych ludzi w Polsce, którzy chodzą do kościoła i nie brzydzą się i nie mają poczucia, że wszystko jest tam denne.

      Na pewno jest w artykule dużo prawdy, nie mówię, że nie ma (np. przypuszczam, że prawdziwe jest to, że biskupi, poza jednym, nie zaprotestowali kiedy ktoś obrażał Miłosza) i inne aspekty artykułu są na pewno też prawdziwe. Jednakże, wydaje mi się, że artykuł jednak nie przedstawia całości obrazu.
      • dakota77 Re: Technikum Duchowlane 26.04.11, 16:32
        Jezeli sugerujesz, ze Tygodnik Powszechny nie jest kupowany, bo jego publicysci nie potrafia pisac ciekawych i przystepnych tekstow, to znaczy, ze nie czytasz go nawet w necie.
        • ginestra Re: Technikum Duchowlane 26.04.11, 20:25
          Dakoto, ja nic nie sugeruję, a tylko powołuję się na artykuł. W artykule panowie ubolewali, że ambitne pisma katolickie słabo schodzą, i że grozi im upadek, ale nie rozwiązuje się ich przez wzgląd na żyjących wybitnych założycieli.

          A Tygodnika Powszechnego ja nie czytam - ani w necie ani papierowego. Wstyd może przyznawać się, ale innych katolickich pism ja też w ogóle nie czytam, chyba, że mama mi "wciśnie" Niedzielę, bo jest ciekawy artykuł i chciałaby, żebym przeczytała, to pożyczam ją i wtedy czytam, przez wzgląd na mamę, nie tylko ten artykuł, ale też przy okazji inne, jak wpadną mi w oko.

          Z gazet świeckich, to nie czytam ich wcale, a w necie to tylko gazeta.pl, Onet i czasem Corriere della Sera. Pism kobiecych nie kupuję ani nie czytam (najwyżej u fryzjera). Czasem kupię jakieś zagraniczne pisemko kobiece i - jak wspomniałam - podczytuję je sobie jakiś czas z doskoku do poduszki lub przy śniadaniu i wystarcza mi to na całe tygodnie, bo ogólnie mam mało czasu na takie luksusy jak chwila dla siebie i czytanie.

          Nie wiem na ile jestem wyjątkiem a na ile typowym przedstawicielem czytelnictwa prasy w tym kraju.
          • piotrek1965 Re: Technikum Duchowlane 26.04.11, 20:58
            Umówmy się, że Tygodnik Powszechny ma najlepsze lata za sobą. I reprezentuje tylko tzw. katolewicę.
      • ginny22 Re: Technikum Duchowlane 27.04.11, 11:41
        > W kościele w mojej parafii i w tych parafiach,
        > które odwiedzam gościnnie (np. u rodziców i rodzeństwa w parafiach albo na wsi,
        > dokąd jeżdżę co parę tygodni na weekendy), liturgia sprawowana jest z wielką d
        > bałością, kazania są przemyślane i sensowne, a pojedynczy księża zwłaszcza mają
        > dar mówienia takich właśnie bardzo konkretnych i poruszających kazań, bliskich
        > codziennemu doświadczeniu człowieka i przekazujących bardzo odkrywcze nieraz myśli.

        A ja sobie myślę o tych brykach z kazaniami na każdy dzień, które sprzedają się jak ciepłe bułeczki...
        • ginestra Re: Technikum Duchowlane 27.04.11, 12:53
          ginny22 napisała:
          A ja sobie myślę o tych brykach z kazaniami na każdy dzień, które sprzedają się
          > jak ciepłe bułeczki...

          Być może niektórzy księża posługują się gotowymi materiałami (skądinąd nie jest to takie złe, uważam, bo te wzory kazań też ktoś przemyślał i ułożył i przybliża w ten sposób ludziom Pismo Święte), ale jestem niemal pewna, że np. dominikanie tworzą absolutnie własne kazania, jak również księża z mojej parafii. U mnie w parafii jest pięciu księży i każdy ma inną osobowość i inne rzeczy wplata do kazań, również ze swoich osobistych doświadczeń i każdy ma też inny sposób przekazywania tych treści - "styl to człowiek".

          Zwłaszcza kazania jednego z nich podobają mi się, bo są inne, niż większość kazań, które można spotkać. Ten ksiądz bardzo dobrze rozumie np. te sprawy psychologiczne, które są i mnie bliskie, tj. np. wpływ dzieciństwa na dorosłe życie człowieka, różne mechanizmy psychologiczne i on na kazaniach wprawdzie nie posługuje się językiem psychologii, tylko bardzo przystępnym, uniwersalnym językiem, natomiast te treści wplata i jakby pokazuje bardziej prawdziwie człowieka i pracę nad sobą w wykonaniu człowieka (do której to pracy nad sobą Kościół zachęca). Ten ksiądz przywołuje też swoje własne doświadczenia i opowiada co akurat jemu dany fragment Ewangelii mówi, na zasadzie, że może jego widzenie spraw będzie dla kogoś pomocne. Często mówi o różnych osobistych wspomnieniach, a że one są także jakąś ilustracją treści z czytań z Pisma Św., to te treści nabierają nowego życia i konkretu i ten konkret każdy może wykorzystać też dla siebie.

          Co do tych odkrywczych rzeczy, to, na przykład, nie zapomnę kazania u dominikanów, kiedy zakonnik tłumaczył dlaczego Bóg poprosił Abrahama o złożenie ofiary z syna, Izaaka. Dominikanin powiedział, że w tamtej scenie Bóg po prostu otworzył przed Abrahamem swoje serce. Dał Abrahamowi poczuć to, co sam czuje. Abraham, który zgodził się własnymi rękami przygotować stos i potem szykować się do tego, aby zabić własne, jedyne, niewinne, ukochane dziecko (i ta perspektywa, że je zabije była dla niego po prostu realna) przeżywał niewyobrażalne cierpienie. Tyle, że w jakimś momencie Bóg powstrzymał jego rękę. Bóg w ten sposób dopuścił go do siebie tak blisko, jak chyba nikogo przedtem. Pokazał mu co sam czuje, bo on też swojego Syna będzie musiał tak właśnie poświęcić, tyle że z gorszą świadomością, bo nikt nie powstrzyma jego ręki, a po prostu będzie musiało to wszystko stać się do końca. Pokazał mu jakie to jest uczucie.
          Dla mnie to było bardzo odkrywcze, bo choć tyle lat chodziłam do kościoła i słyszałam ten fragment Pisma Św., to dopiero wtedy w pełni zrozumiałam jego sens.

          Jest to jeden z wielu przykładów tego, co można usłyszeć na kazaniach i jak bardzo niektóre są mądre i pomocne.

          Nie zgadzam się więc z tym, że taki jest obraz liturgii i kazań, jaki przedstawia artykuł. Artykuł generalizuje, natomiast naprawdę nie jest wcale tak, jak piszą, że to jakiś upadek.

          Na pewno trzeba rozumieć, że księża i zakonnicy to też ludzie: jeden ma większy intelekt i dar przekazywania różnych treści, a drugi mniejszy. Ponadto, jeden się bardziej przygotowuje, a drugi mniej albo któryś może zawsze się dobrze przygotowywać, a danego dnia ma gorszy dzień. Niemniej wszyscy księża i zakonnicy są zobowiązani czytać codziennie brewiarz i brać udział co roku (lub parę razy w roku) w rekolekcjach, podobnie jak np. psychologowie muszą spotykać się z innymi i wymieniać doświadczenia i mieć superwizję, choć w przypadku księży chodzi nie tylko o sprawy merytoryczne, ale też o ich duchowość.

          Dlatego oni mają ciągły dopływ wiedzy i wymieniają się różnymi przemyśleniami, a przede wszystkim to czytanie brewiarza jest ważne, bo te same fragmenty Pisma Św., codziennie rozważane, odkrywają dla nich coraz to nowe treści. Poza tym ksiądz, jak każdy człowiek, dojrzewa i jego doświadczenia życiowe sumują się. Kazania tego samego księdza parę lat wcześniej, a parę lat później na pewno różnią się, bo on jest już kimś innym i ma nowe przemyślenia i być może z biegiem lat więcej pokory i więcej wyrozumiałości. A może być też tak, że ksiądz też obrasta w różne mechanizmy i usztywnia się z biegiem lat. Dlatego powinien pracować nad sobą i korzystać z pomocy innych księży czy współbraci zakonnych czy wręcz psychologa.

          To, że ksiądz też człowiek wiąże się też z tym, że niekiedy księża też popadają w różne uzależnienia, mogą zachorować np. na chorobę alkoholową, przeżywają kryzysy kapłaństwa (tak jak małżeństwa przeżywają kryzysy), przeżywają żałobę po śmierci bliskich, różne choroby, konflikty itp. Dlatego momentami mogą być w nie najlepszej formie i to też pewnie przekłada się na jakość kazań. Najważniejsze, żeby pokonali te trudności i wrócili do życia bogatsi o te doświadczenia i bliżsi Bogu i mogli to przekazywać - jestem pewna, że wtedy już lepiej.

          Czasem są też przepracowani, bo np. pracują na parafii, a prócz tego opiekują się chorymi w szpitalu lub więźniami jako kapelanowie. Dlatego są w różnej formie.

          Księża przenoszeni są też do innych parafii m.in. dlatego, żeby byli w ciągłym rozwoju i nie okrzepli w jakimś wygodnictwie i nie popadli w rutynę - też jeśli chodzi o kazania.

          Te sposoby, aby byli stale w rozwoju (czyli wymóg czytania codziennie brewiarza, odprawiania mszy św., spowiadania, przenoszenie do różnych parafii, kursy, studia, różne zadania typu: w tym roku przygotujesz młodzież do bierzmowania, w następnym będziesz opiekunem "Róży Matek") i ta oferta pomocy dla nich (rekolekcje, rozmowa z opiekunem duchowym itp.) być może są niedoskonałe, ale co na tym świecie jest doskonałe? Dobrze, że choć takie sposoby są przewidziane, aby byli coraz lepszymi ludźmi i coraz lepszymi księżmi.

          Tak jak w przypadku każdego innego powołania jesteśmy tylko ludźmi, bywa ciężko, ale najważniejsze jest chcieć kontynuować swoje powołanie i chcieć ku dobru, a kryzys może minąć i potem może być już łatwiej, z innego pułapu. Każdy musi trochę uczyć się na błędach.

          Wracając do artykułu, moja obserwacja jest taka, że wcale nie ma w Polsce upadku głoszenia kazań i nie ma niechlujnej liturgii.

          Być może panowie mają takie wrażenie dlatego, że rzadko chodzą do kościoła.

          Może podzielę się tym, co (trochę żartem) powiedział u nas w kościele na kazaniu ksiądz w Pon. Wielkanocny. Powiedział, że dostał smsa od koleżanki, która od lat nie chodzi do kościoła, a napisała mu, że w Wielkanoc była w kościele i dlatego sobie przypomniała, że ma kolegę księdza, to mu złożyła życzenia świąteczne. On odpisał, że cieszy się i odwzajemnił życzenia. Na to ona, że tak właściwie to była w kościele z uwagi na swoją babcię, żeby jej było miło, ale i tak uznała, że w kościele nie widzi dla siebie miejsca.
          I ten ksiądz dopowiedział ludziom w kościele (tak jakby żartem, ale uważam, że jest w tym jakieś ziarno prawdy), że właściwie to nie dziwi jej się, że nie poczuła jakiejś szczególnej atmosfery w kościele w Wielkanoc, bo to, jak się człowiek czuje na mszy jest nie tylko skutkiem jego własnego nastawienia, ale też sumą pobożności ludzi, którzy są na mszy. Pobożność czy wiara czy nastawienie tej całej grupy ludzi wytwarza jakąś energię. I teraz: "najpobożniejsi" byli na Triduum Paschalnym (czyli w te 3 dni: Wlk. Czw., Pt., Sob.) i na rezurekcji o 6.00 rano w Wielkanoc. A na innych mszach w Wielkanoc, to pojawia się procentowo najwięcej tych, którzy właśnie przychodzą do kościoła tylko raz w roku, właśnie w Wielkanoc, tak jak ona. I nie dziwne, że - skoro akurat tak trafiła - to nie poczuła właśnie tej energii, która jest w inne dni.
          Moim zdaniem coś w tym jest i dlatego, jeśli ktoś chciałby zobaczyć jak naprawdę jest w kościele w Polsce, to może niech przychodzi w różne niedziele i w zwykłe dni (np. na 7 rano) i w dłuższym kawałku, to to zobaczy.
          • ginestra Re: Technikum Duchowlane 27.04.11, 13:00
            ginestra napisała:

            >
            > Wracając do artykułu, moja obserwacja jest taka, że wcale nie ma w Polsce upadk
            > u głoszenia kazań i nie ma niechlujnej liturgii.
            >
            Przepraszam, rozpędziłam się, nie chodziło mi o to, że nigdzie nie może zdarzyć się gorsze kazanie czy niedbale odprawiona msza, bo może się zdarzyć, ale ogólny obraz, moim zdaniem, nie jest taki, że nastąpił jakiś upadek i większości księży nie chce się przygotowywać do kazań, i że większość byle jak odprawia liturgię. A to sugerował właśnie artykuł.
            • piotrek1965 Re: Technikum Duchowlane 27.04.11, 15:04
              W mojej parafii kazania dostaje na ogół mlody wikariusz. Stara się bardzoi dobrze mu wychodzi. A starsi księża wiadomo -z czasem rutyna, ile razy można o tym samym. Z resztą wykładowcy i nauczyciele też z wiekiem przynudzają (oczywiście są nieliczne wyjątki)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka