Dodaj do ulubionych

Głos rozsądku

22.04.12, 08:40
Trafiają się jednak ludzie rozsądni, nie za często ale jednak. Od razu wyjaśnię - że mam na myśli tzw. elity - do ktorych niewątpliwie zalicza się także Marcin Meller. Przed wyborami dał wyraz swoim przekonaniom i nie przestraszył się straszenia PIS-e, otwarcie i negatywnie mówiąc o błędach popełnianych przez PO.
Także i teraz nie przyłączył się do chóru potepiającego jednoznacznie przydenturę L. Kaczyńskiego, dostrzegając w niej ewidentne plusy:

"Lech Kaczyński dla milionów obywateli jest symbolem wolnej Polski. Prezydent Kaczyński odbudowywał poczucie dumy narodowej, tak jak ją pojmował. Różnie to możemy oceniać, ale jako polityk miał bardzo klarowną wizję państwa, która przemawiała do bardzo wielu milionów Polaków. W mojej ocenie prezydentura Lecha Kaczyńskiego nie była najlepsza, ale był prezydentem RP wybranym w demokratycznych wyborach, z bardzo chlubna kartą polityczną, opozycyjną i patriotyczną" mówi M. Meller

Jakże to inny jezyk niż ten jakim posługuje się Palikot, Niesiołowski i im podobni. Tylko dlaczego ludzi rozsądnych, nie zaślepionych nienawiścią jest tak mało? Ludzi których sposób myślenia nie jest koniunkturalny co zresztą bardzo trafnie wychwycił M. Meller mówiąc:

"Dzisiaj dla „Gazety Wyborczej” Lech Wałęsa jest bohaterem, a pamiętam co w „Gazecie” pisano w pierwszej połowie lat 90-tych. A pisano o Wałęsie wszystko co najgorsze, od zarzutów o zagrożenie dla demokracji, przez oskarżanie o posługiwanie się przez ówczesnego prezydenta antysemityzmem. 20 lat temu elity polityczne mówiły o Wałęsie gorzej niż dzisiaj o Lechu Kaczyńskim. Zarówno jako o polityku, jak i prezydencie"

Wałęsa uległ i w zamian za możliwość pozostania bohaterem i autorytetem diametralnie się zmienił -L. Kaczyński nie chciał dostosować sie do pouczeń jakich nie skapiła mu GW i inne "Media nam przyjazne" - Często powtarzam ten zwrot ale oddaje on idealnie sposób myślenia i zachowania tego środowiska.
Wolna Polska winna kierowac się właśnie takimi zasadami jakie reprezentował L. Kaczyński. Duma narodowa nie jest tożsama z nacjonalizmem i ksenofobią jak probuje się Polakom mowić, kpiąc z patriotyzmu jak Wojewódzki czy też nie potrafiąc go zdefiniować tak jak nasz premier.
Nie dziwi więc ten porazający strach przed narodem ktory może w pewnym momencie przestac byc podatny na pouczenia, przed narodem ktory może nie chciec być postępowy i nowoczesny tak jak widzi to dotychczasowa elita - .
Dlatego też formułowane są hasła o sterowaniu tym gniewem jak to okreslił prof. Mikołejko. Owszem - zawsze pojawi sie jakas siła która ukmie ten gniew w ramy organizacyjne .
Szkoda tylko dlaczego nikt nie chce zastanowić się nad praprzyczynami tego gniewu, tego że pojawił się on z kłamstwa.

Na szczęście, coraz częściej zaczynają pojawiac się głosy rozsądku, na razie nieliczne - ale już są. Jest więc nadzieja na cos tak rzadkiego jak obiektywna ocena.

Wywiad z M. Mellerem:
wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/meller-bedziemy-czytac-ksiazki-pozytywnie-oceniaja,1,5111211,wiadomosc.html
Obserwuj wątek
    • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 02.05.12, 14:16
      Następny głos człowieka normalnego, człowieka dla którego tolerancja nie jest pustym dźwiękiem, człowieka który chce i potrafi dostrzec pozytywne działania wszędzie tam gdize mają one miejsce -

      "Wziąłem udział w "Kolorowej Niepodległej", bo myślałem, że będzie demonstracją solidarności z gejami, lesbijkami, wszelkimi innowiercami, ludźmi o innym kolorze skóry. Po czasie widzę, że była w tym wszystkim jakaś matołkowata, harcerska złośliwość, której daleko do prawdziwego bohaterstwa. Jakbyśmy - z braku laku - prosili się o swoją małą wojenkę domową - pisze na swoim blogu trójmiejski muzyk Ryszard "Tymon" Tymański. "

      www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,11646435,_Tymon___Kolorowa_Niepodlegla__to_matolkowata_harcerska.html
      • verdana Re: Głos rozsądku 02.05.12, 16:18
        "Następny głos człowieka normalnego". Brawo Andrzeju, brawo! Tak, masz rację, w społeczeństwie wszyscy powinni być "normalni" - nie ma w nim miejsca dla ludzi nienormalnych, czyli gorszych. Normalność - oto jest wartość najwyższa.
        Czy Ty w ogóle rozumiesz CO napisałeś?
        • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 02.05.12, 19:35
          verdana napisała:

          > "Następny głos człowieka normalnego". Brawo Andrzeju, brawo! Tak, masz rację, w
          > społeczeństwie wszyscy powinni być "normalni" - nie ma w nim miejsca dla ludzi
          > nienormalnych, czyli gorszych. Normalność - oto jest wartość najwyższa.
          > Czy Ty w ogóle rozumiesz CO napisałeś?

          Wiem co napisałem. A przeczytałaś chociaz ten wywiad?

          Normalny jest ten człowiek który potrafi dostrzec to co pozytywne tam gdzie takie pozytywne dzialania sa podejmowane. Tam, gdzie hasła o tolerancji nie sa traktowane instrumentalnie.
          Tak - normalność jest wartością, podobnie jak człowieczeństwo. Normalnośc mówi o tym że wszystkie zdania i poglądy są równuprawnione, że neutralność nie oznacza świeckości , że nie ma ludzi gorszych dlatego że są inni, ale też mowi o tym że dobro jest dobrem, a zło - złem.
          • verdana Re: Głos rozsądku 02.05.12, 20:44
            Nie - normalność oznacza normalność. Przeciwieństwem normalnosci jest nienormalność. Jesli oburzasz się na nazywanie ludzi wariatami, chorymi psychicznie itd (słusznie zresztą) - to bądź łaskaw nie używać kryteria "normalności" dla poglądów , które popierasz, sugerujac, że ich przeciwnicy są "nienormalni". Bo podpisujesz się tym samym pod tezą, że jak ktoś ma inne poglądy, to do psychiatry z nim, bo chory psychicznie jest. Czyli robisz dokładnie to, z czym od lat bezskutecznie walczysz.
            • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 03.05.12, 09:54
              verdana napisała:

              > Nie - normalność oznacza normalność. Przeciwieństwem normalnosci jest nienormal
              > ność. Jesli oburzasz się na nazywanie ludzi wariatami, chorymi psychicznie itd
              > (słusznie zresztą) - to bądź łaskaw nie używać kryteria "normalności" dla poglą
              > dów , które popierasz, sugerujac, że ich przeciwnicy są "nienormalni". Bo podpi
              > sujesz się tym samym pod tezą, że jak ktoś ma inne poglądy, to do psychiatry z
              > nim, bo chory psychicznie jest. Czyli robisz dokładnie to, z czym od lat bezsku
              > tecznie walczysz.


              Normalność jest normalnością - niezaleznie od poglądów jakie ktoś posiada. Poglądy prezentowane przez Tymona w tym wywiadzie to nie moja bajka - ale jest normalny widząc elementy pozytywne także w działaniach ludzi o całkiem innych poglądach.
              Jeżeli można użyc określenie - nienormalne, to nienormalne jest atakowanie ludzi za poglądy, wyznanie, przekonania - połączone z nieumiejętnością lub tez brakiem chęci do dostrzegania pozytywnych idei.

              Tak właśnie podszedł Tymon do słusznej idei "Kolorowej Niepodległej" która zamiast propagowania idei tolerancji przekształciła się w symbol właśnie braku tolerancji.

              Nie robię tego - z czym bezskutecznie walczę, przynajmniej staram się, nieudolnie zapewne, ale odróżniać postępowanie konkretnych ludzi od idei - inaczej mówiąc nie każdy ateista jest bezbożnikiem i nie każdy wierzący jest pobożny.
              Tak na marginesie - w tym przypadku bardzo często sprawdza się słuszność powiedzenia o tzw. mądrości ludowej. W tym przypadku mam na mysli stwierdzenie "na złodzieju czapka gore" -



              • verdana Re: Głos rozsądku 03.05.12, 14:11
                Czy Ty w ogóle rozumiesz o co chodzi?
                Wartościujesz ludzi na "normalnych" i pozostałych - czyli nienormalnych. Nie oburzaj sie zatem, jeśli inni odsylają polityków na badania psychiatryczne albo mowią o kimś, ze ma schizy i jest wariat. Widoacznie tak można.
                Rozumiem, społeczeństwo ma być normalne, nie ma w nim miejsca dla nienormalności.
                Dziwię sie jednak, zę akurat Ty tak uważasz.
                • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 04.05.12, 13:42
                  verdana napisała:

                  > Czy Ty w ogóle rozumiesz o co chodzi?
                  > Wartościujesz ludzi na "normalnych" i pozostałych - czyli nienormalnych. Nie o
                  > burzaj sie zatem, jeśli inni odsylają polityków na badania psychiatryczne albo
                  > mowią o kimś, ze ma schizy i jest wariat. Widoacznie tak można.
                  > Rozumiem, społeczeństwo ma być normalne, nie ma w nim miejsca dla nienormalnośc
                  > i.
                  > Dziwię sie jednak, zę akurat Ty tak uważasz.

                  Widzę że nadal nie rozumiemy się - nie wartościuję ludzi. Wartościuję ich zachowania - normalne jest dostrzeganie wad i zalet tam gdzie one występują. W tym przypadku tak właśnie postapił zarówno Meller jak i Tymon - zachowując swoje poglądy potrafią dostrzec także i cechy pozytywne u ludzi czy tez całych grup o diametralnie innych poglądach.
                  Nienormalne jest natomiast stosowanie agresji przez grupy uznające sie programowo za przeciwników agresji i zwolenników tolerancji - to własnie antyfaszyści stosujący metody siłowe, to przedstawiciele organizacji gejowskich dewastujący kosciół - takiej normalnosci chcemy?

                  Dziwi mnie natomiast - chociaż właściwie nie powinno mnie to dziwić - jezeli zostalem określony jako miłośnik faszyzmu - że z tego co napisałem wyciagany jest taki wniosek o dzieleniu społeczeństwa , to ustawiczne tropienie quasi-faszystowskich poglądów, gdyz do tego sprowadza się teza o wykluczeniu tzw. nienormalnych z społeczeństwa.
                  Wychodzi na to że pracując przez 30 lat z ludźmi którzy bardzo często są przez społeczeństwo traktowani jako ludzie gorsi gdyz niepelnosprawni - stałem się zwolennikiem wykluczenia ich z społeczeństwa.
                  Czekam więc jeszcze na określenie antysemita - powodem może byc to że uważam publicystykę GW za antychrześcijanską i nastawioną na dzielenie społeczeństwa.


      • gat45 Re: Głos rozsądku 02.05.12, 20:09
        A co to jest "harcerska złośliwość" ?
    • monia.i Re: Głos rozsądku 04.05.12, 00:07
      andrzej585858 napisał:
      >
      > "Lech Kaczyński dla milionów obywateli jest symbolem wolnej Polski. Prezydent K
      > aczyński odbudowywał poczucie dumy narodowej, tak jak ją pojmował. Różnie to mo
      > żemy oceniać, ale jako polityk miał bardzo klarowną wizję państwa, która przema
      > wiała do bardzo wielu milionów Polaków. W mojej ocenie prezydentura Lecha Kaczy
      > ńskiego nie była najlepsza, ale był prezydentem RP wybranym w demokratycznych w
      > yborach, z bardzo chlubna kartą polityczną, opozycyjną i patriotyczną" mówi M.
      > Meller
      >
      W sumie trudno się nie zgodzić - że dla wielu był symbolem;i że odbudował tak, jak ją pojmował. I że nie była najlepsza, ale że został wybrany. I że miał chlubną kartę.
      Podobnie to odbieram, no i generalnie podobnie odbieram obecnego prezydenta.
      Też buduje, tak jak pojmuje. Też go większość wybrała, i kartę też ma bardzo piękną.
      Próbuję sobie przypomnieć, czy odbyła się taka demonstracja za poprzedniej prezydentury, z hasłami na sztandarach - np. Kaczka Spluwaczka Wysilam się bardzo - no i pamięć szwankuje Bo ostatnio widziałam : Komoruski do Ruskich. Tusek Komorusek.
      To może jednak Kaczka Kiwaczka?
      Andrzej - cytujesz takie rzeczy, jakbyś nie był świadom, że obie strony się okładają po łbach. Przytaczasz tu różne teksty, w ilościach wielkich. No przecież każda ze stron ma podobne wypowiedzi na sumieniu. Na plus i na minus. Po co ty to robisz? Kaczyński był prezydentem popieranym przez jakiś elektorat, Komorowski też został przez kogoś wybrany. Pewien jesteś, że Kaczyński zebrał większe cęgi? Czym to zmierzyłeś? Było naigrywanie się z reklamówki z kanapką wniesioną na pokład samolotu, jest nabijanie się z błędów mocno ortograficznych Komora. Jak dla mnie, i jeden był kłopotliwy, i drugi. Próbujesz odebrać prawo do krytycyzmu, samemu będąc krytycznym. Czy, jeśli przyznam, że Kaczyński był patriotą, miał swoją wizję państwa i był niezrozumiały przez ten krytykujący fragment wyborców - będziesz w stanie przyznać, że obecny prezydent posiada podobne zalety?

      • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 04.05.12, 13:58
        monia.i napisała:

        . Próbujesz odebrać prawo do krytyc
        > yzmu, samemu będąc krytycznym. Czy, jeśli przyznam, że Kaczyński był patriotą,
        > miał swoją wizję państwa i był niezrozumiały przez ten krytykujący fragment wyb
        > orców - będziesz w stanie przyznać, że obecny prezydent posiada podobne zalety?
        >

        Nie odbieram nikomu prawa do krytykowania - nie zgadzam się biciem na oślep, z atakowaniem dla samego atakowania, używając przy tym plugawego języka.
        Nie podoba mi się także i to, co dzieje sie teraz - w tym różnego rodzaju szubienice i hasła które są wręcz antychrześcijańskie, gdyż wzywają do nienawiści.
        Nie podoba mi się instrumentalne traktowanie zasad demokracji przez wszystkie strony - problem polega niestety na tym, że próbuje się niektóre kwestie zepchnąć w niepamięć -to jest właśnie kwestia katastrofy smoleńskiej - w tym przypadku trzeba protestować. Niestety, w tym przypadku nie ma innej mozliwości, niz ulica, a to rodzi określone konsekwencje.

        Absolutnie nie mam nic przeciwko prezydentowi Komorowskiemu. Wybitnie nie nadaje się na to stanowisko - ale został wybrany i to zamyka temat. Nie powinno sie naigrywac z ludzkich ułomności, każdy je posiada. Szkoda, że w tym przypadku zabrakło proporcji. Oczywiście, sa to kwestie niewymierne - moim zdaniem w przypadku prezydenta Kaczyńskiego normy zostały przekroczone i to wyjątkowo mocno.
        • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 28.05.12, 13:30
          "Jak zwykle Gazeta Wyborcza jest niesłychanie zatroskana o przyszłość Kościoła. Jej redaktorzy zastanawiaja się nawet czy Chrystus należał do PiS. Troska ta podlana krokodylimi łzami doczekała się bardzo dobre repliki ze strony p. Kowalczyka. Zwłaszcza końcowy fragment wart jest polecenia:

          Publicysta Wojciech Maziarski w felietonie "Czy Chrystus należał do PiS-u" wyznał, że wybrał się z dzieckiem do kościoła. To bardzo dobrze, że redaktor złożył takie budujące świadectwo. Niestety, ksiądz w ogłoszeniach zachęcał do czytania ostatniego numeru "Niedzieli", a szczególnie wywiadu z prof. Andrzejem Zybertowiczem.



          Maziarski jako posłuszny parafianin tekst przeczytał i dowiedział się m.in., że "polskie elity są słabe i płytko zakorzenione w rodzimej tradycji". Nie spodobał się Maziarskiemu artykuł, nie spodobało mu się w ogóle to, że ksiądz do czytania czegoś takiego zachęca. Słowem, źle się dzieje, pasterze prowadzą owieczki na manowce… PiS u bram świątyni!



          Ogłoszenia w kościołach, w tym zachęty księży do kupowania i czytania prasy "wyłożonej pod chórem", to bardzo ciekawy temat. Mnie jednak zastanowiła puenta felietonu red. Maziarskiego. Felietonista bowiem zagrzmiał proroczo: "Myślicie, że nie ma się czym przejmować? Że Kościół jest jak skała? Przetrwał dwa tysiąclecia, więc i teraz oprze się fali laicyzacji i buntu? Nie żebym chciał was straszyć, ale dinozaury chyba też myślały, że są wieczne".



          Do proroczych ostrzeżeń trzeba podchodzić z szacunkiem. Nie sądzę, że nie ma się czym przejmować. Wręcz przeciwnie! Co do dinozaurów jednak, to nie mam pojęcia, co sobie myślały, i czy w ogóle myślały. Wiem natomiast, co myślał Jezus z Nazaretu. Otóż Jezus powiedział do Apostoła Piotra: "Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej skale zbuduje Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą" (Mt 16,18).



          Zapewne m.in. na tych obietnicach Chrystusa opierał się Benedykt XVI, kiedy ostatnio, mówiąc do kardynałów o trafności i aktualności pojęcia "Kościół walczący", stwierdził: "Idziemy naprzód. Pan powiedział: «Odwagi, Jam zwyciężył świat». Jesteśmy w «drużynie» Pana, a zatem w drużynie zwycięskiej". Proszę łaskawie zauważyć, że Papież nie poszedł śladem proroka Maziarskiego i nie porównał kardynałów do dinozaurów.



          Jezus obiecał, że Jego Kościół będzie trwał, a bramy, furtki i furteczki piekielne go nie przemogą. Nie znaczy to jednak, że nie wymierają i nie będą wymierać różne Kościoły lokalne. Na przykład w czasach św. Augustyna Kościół kwitł w Afryce Północnej.



          Augustyn był biskupem prężnego Kościoła Hippony (dziś miasto w Algierii). Niestety, w roku 430 Hippona została oblężona przez Wandalów. W tym roku umiera Augustyn. A w roku 431 miasto zostaje spalone. Jednak biblioteka wielkiego Augustyna ocalała.

          Dziś też mamy Wandalów, którzy niszczą chrześcijańskie dziedzictwo i chcą zbudować "nowy świat". Byli komuniści, a dziś jest różne lewactwo, dla którego wyznacznikiem rozwoju cywilizacji jest szeroki dostęp do aborcji, eutanazja, małżeństwa homoseksualne, prezerwatywy w szkołach... Wydają się być silni. Wyrządzili i zapewne jeszcze wyrządzą wiele szkód. Będą niszczyć, palić… Ale "Boża Biblioteka Kościoła" ocaleje i będzie źródłem mądrości dla kolejnych pokoleń.
          • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 16.07.12, 16:12
            Ciekawy wywiad z prof. Nowakiem, o dziwo, zamieszczony na łamach GW, :

            "Z jednej strony pedagogika wstydu - wbijanie nam do głowy, że musimy bez przerwy bić się w piersi za naszą "homofobię" i "antysemityzm" i że jeśli z czegoś możemy być dumni, to z dziennikarzy, którzy z taką kukłą polskiego patriotyzmu niepodległościowego walczą. Z drugiej strony ludzie, którzy uważają, że ktoś chce ich poniżyć, odebrać poczucie dumy z identyfikacji narodowej."

            Bardzo dobre stwierdzenie, dotyczące znakomitej części naszych dziennukarzy, zwłaszcza tych z GW, nieustannie tropiących homofobie, antysemityzm, nienawiść itp., a najgorsze, wstydzacych sie patriotyzmu, zwłaszcza tego ktory pamieta także o naszych kleskach. Mamy byc dumni z Euro - owszem z tego jak przyjeliśmy gośćmi, jakimi okazaliśmy sie ludźmi, ale czy mamy byc dumni z najdrozszych autostrad? z marnotrawstwa publicznych pieniedzy?

            Więcej... wyborcza.pl/1,127462,12121858,Jaroslaw_Kaczynski_to_jedyny_maz_stanu_w_Polsce.html#ixzz20nI5Npnk
            • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 17.07.12, 23:35
              wiadomosci.onet.pl/swiat/usa-skauci-nie-chca-homoseksualistow-w-swych-szere,1,5192053,wiadomosc.html
              Brawo! Może jest to piertwsza jaskółka zmierzchu tzw. "politycznej poprawności"?
              • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 24.07.12, 13:27
                Dwugłos z debaty dotyczącej umieszczenia w porządku obrad projektu ustawy o związjach partnerskich:

                "Podkreślał, że głosowanie komisji ustawodawczej powinno się odbywać "pod względem poprawności prawnej, a nie politycznej". Po tych słowach nastąpiły oklaski. Ale nie to jest najważniejsze. - Ale najważniejsze jest to, że polska konstytucja w artykule 30 nakłada na każdy organ władzy publicznej, w tym na Sejm, ochronę przyrodzonej godności każdego człowieka. I każdy człowiek jest równy i ma prawo do układania swojego życia osobistego tak jak uważa za stosowne, i Sejm nie może ludziom tego odbierać. Ci ludzie chcą być szczęśliwi i apeluję do Wysokiej Izby, żeby to szczęście im umożliwić! - mówił Kalisz.

                - Artykuł 30 chroni godność człowieka, ale nie chroni niegodnych uczynków człowieka - skwitowała posłanka PiS Krystyna Pawłowicz, po czym z sali słychać było brawa i okrzyki "brawo!"."

                Konstytucja ma chronić godność człowieka, ale nie chroni niegodnych czynów, panie pośle Kalisz. Bardzo rozsądne spostrzeżenie p. Pawłowicz. Teraz dopiero rozpęta się atak w czołowych mediach na posłów którzy nie chcieli zajmowac się bzdurnym projektem. Juz w GW publikowana jest lista posłów którzy głosowali na nie. Poseł Biedroń użala się nad tym, że nie będzie mógł korzystac z podstawowych praw jakie mu przysługują. Szkoda że zapomina przy tym że podstawowym prawem jest także szacunek dla przekonań religijnych oraz symnoli religijnych.
                • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 25.07.12, 15:40
                  Świetny artykuł i świetny tytuł:
                  "Paplanina o prawach człowieka"

                  Ponieważ po jakimś czasie linki nie pozwalają dotrzec do tekstu, więc pozwolę sovie na wklejenie tego artykułu w całości. Warto, aby zapoznali się z nim zwłaszcza gorliwi zwolennicy tzw. postępu.

                  "W debacie publicznej politycy i komentatorzy często odwołują się do praw człowieka, które mają uzasadnić niemalże wszystko. Tę retorykę zastosowali wczoraj także zwolennicy legalizacji związków partnerskich, mówiąc o równości człowieka, o jego prawie do godności.



                  Ewa Siedlecka w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej" również powtarza, że zalegalizowanie związków partnerskich to "sprawa godności i równości Polaków". Ma to być główny argument przemawiający za ustanowieniem nowego postępowego prawa. Ale pojęć: "godność", "równość" , "prawa człowieka" już się nie wyjaśnia. Traktuje się je jak oczywiste prawdy, fakt zastany, własność zdobytą bądź wypracowaną przez człowieka, z którą można sobie robić, co się komu podoba.



                  Dlatego, niestety, często słowa te funkcjonują jak banały, których użycie ma ukrócić światopoglądowe dyskusje i otworzyć furtkę dla wszelkich roszczeń człowieka. Dochodzi do tego, że jeśli, np. nie potrafi się przekonująco uzasadnić, dlaczego związki partnerskie należy zrównać z małżeństwem opartym na relacji kobiety i mężczyzny, od razu włącza się płytę o prawach człowieka. No bo przecież człowiek ma prawo do tego czy owego.



                  Niedawno szerokim echem odbił się precedensowy wyrok Trybunału w Strasburgu w związku z niemieckim organistą, który został zwolniony z funkcji kierownika chóru parafialnego, ponieważ żył w konkubinacie z kobietą. Decyzję władz kościelnych potwierdziły sądy niemieckie.



                  Tymczasem Trybunał w Strasburgu - współczesna wyrocznia delficka - skasował wyroki sądów niemieckich, orzekając, że władze kościelne zwolniły organistę bezprawnie, ponieważ prawo państwowe stoi ponad prawem Kościoła. W domyśle: Kościół arbitralnie mnoży jakieś nieżyciowe regulacje, łamiąc "prawa człowieka".



                  Prof. Genowefa Grabowska, komentując ten wyrok w radiu TOK FM, przyznała słuszność Trybunałowi i stwierdziła, że prawa człowieka są nadrzędne wobec wszystkiego. Czyżby?



                  Nie jestem przeciwnikiem praw człowieka. Uważam ich skodyfikowanie za jedno z największych osiągnięć ludzkości. Ale jestem przeciwny ich nadużywaniu, kiedy czyni się z nich ideologiczny absolut, ostateczną instancję, której strażnikiem jest sam człowiek. Dzieje się tak, ponieważ dyskretnie przemilcza się pytanie, skąd się te prawa wzięły i jaki jest ich rodowód.



                  Jeszcze Deklaracja Niepodległości USA z 1776 roku stanowiła, że to "Stwórca obdarza człowieka pewnymi nienaruszalnymi prawami". Tekst przytacza "prawo natury i jej Boga" - jako ostateczne źródło praw człowieka. Wśród nich wymienia jednak tylko trzy prawa: do życia, wolności i ubiegania się o szczęście.



                  Po II wojnie światowej sytuacja w tej materii się zmieniła. Wbrew pozorom znacznie. Powszechna Deklaracja Praw Człowieka ONZ z 1948 roku mówi o "przyrodzonej godności i niezbywalnych prawach wszystkich członków wspólnoty ludzkiej". Według tego dokumentu, ludzie są równi pod względem godności, wolni, obdarzeni rozumem i sumieniem. W sumie Deklaracja wylicza aż 30 artykułów, kodyfikujących najróżniejsze prawa człowieka, obowiązujące wszystkich. Jednak próżno nam szukać, na jakiej podstawie możemy twierdzić, że mamy takie prawa. Czy to wynik pragnień i marzeń człowieka? A może to rezultat ewolucji? Rodzaj intelektualnej utopii?



                  W tym tekście odwołanie do prawa natury lub Boga już się nie pojawia. Czy dotknęła ludzi zbiorowa amnezja? Słusznie więc pyta Leszek Kołakowski w swoim słynnym tekście "Po co nam prawa człowieka": "Skąd oni wiedzą, że ja jako uczestnik gatunku ludzkiego jestem nosicielem tych 30 cech, podobnie jak nosicielami są wszyscy inni ludzie"? No właśnie, skąd?



                  Po przeczytaniu Deklaracji bądź wysłuchaniu mów wielu współczesnych myślicieli i polityków, można odnieść wrażenie, że człowiek sam sobie te prawa stworzył. Jakoś wypadło im z głowy, że źródłem tych praw jest Bóg, Ewangelia i chrześcijaństwo, a ludzkość jedynie je właściwie odczytała i zapisała. Powoli nastąpiło oderwanie praw człowieka od ich prawdziwego źródła, czego świadkami jesteśmy także we współczesnej debacie publicznej. Wskutek tego człowiek przypisuje sobie funkcję najwyższej instancji, odcina się od historii, tradycji, kultury, która go ukształtowała. Puszcza w niepamięć długowieczne przecież dojrzewanie do właściwego odczytania i zrozumienia tego, co dał nam Stwórca.



                  A jeśli tak, jeśli ponad ludzkością i prawami człowieka nic wyższego już nie istnieje, niedaleko stąd do arbitralnego ich ustalania i posługiwania się nimi jak kartą przetargową, by przeforsować cokolwiek. Wtedy okazuje się, że człowiek ma prawo niemal do wszystkiego, co sobie tylko w głowie uroi. Prawo natury, prawo Boga, Ewangelia to przeszłość, zamknięty rozdział historii, staroświecka tradycja. Jeśli więc sami wszystko stwarzamy i dekretujemy, to rzeczywiście niezwłocznie należy uprawomocnić związki partnerskie w Polsce. I zamknąć całą dyskusję. Bo cóż jeszcze stoi nam na przeszkodzie?"

                  www.deon.pl/wiadomosci/komentarze-opinie/art,446,paplanina-o-prawach-czlowieka.html
                  Można tylko żałować, że ci wszyscy zwolennicy tolerancji i świeckości nie odwołują sie chociażby do Kołakowskiego, no ale on jest trochę niewygodnym filozofem i jego ateizm nieco podejrzany.
                  • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 27.07.12, 20:04
                    ". Popieranie Palikota, to popieranie nikogo. Widać, że media pomagają Palikotowi jak tylko mogą. Dzięki "Kropce nad i" i pani Monice Olejnik oraz "Gazecie", Palikot posiada tak wysoką punktację jaką posiada. Bez paru dziennikarz Ruch Palikota by nie istniał."

                    Szkoda że tej prosta prawda tak trudno przebija się, no ale jezeli czyta sie tylko GW i ogląda TVN oraz znajduje sie upodobanie w żartach na poziomie pewnego pana z TVN, ktorego nazwisko wymieniac jest hadko - to nic dziwnego.

                    wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/spiewak-palikot-jest-mistrzem-robienia-min-i-wypin,1,5201681,wiadomosc.html
                    • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 17.08.12, 20:28
                      Muszę przyznać że z coraz większym szacunek patrzę na zdecydowaną postawę Rosjan. Zakaz parad gejowskich aż do 2112 roku - wspaniała decyzja :-)) Prawa jednostki i tolerancja oraz szacunek wobec drugiego człowieka, zamieniło się w prawo do arogancji, atakowania religii i prób zakazu prezentowania postaw religijnych w przestrzeni publicznej. W zamian mamy prawo do manifestowania postaw seksualnych, obsceniczności i zwyklego braku szacunku.
                      Tego typu demonstracje powinny byc zakazane. Przestrzen publiczna nie jest miejscem dla manifestowania preferencji seksualnych.
                      Kiedy i u nas doczekamy się takiego zakazu?

                      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12325755,Sad__Zakaz_parad_gejowskich_w_Moskwie_do_2112_roku.html
                      • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 01.10.12, 08:43
                        Tym razem musze pochwalić Żakowskiego za jego komentarz zamieszczony w GW a dotyczacy sobotniego marszu pod hasłem "Obudź sie Polsko".

                        Jeśli patrząc na ten sobotni marsz miałem do kogoś pretensję, to raczej do innych, którym nie chce się dawać wyrazu, a zwłaszcza demonstrować, choć jest ich równie wielu, a często znacznie więcej. Jeśli gdzieś widzę prawdziwy problem polskiej demokracji, to raczej w powszechnym niedemonstrowaniu, niż w demonstrowaniu. W tym sensie kompletnie nie zgadzam się ani z Magdaleną Środą ani z Lechem Wałęsą. Nawet więcej. Rozumiem, że są krytyczni wobec politycznej wymowy tego marszu. Ale kiedy słyszę, co mówią o nim i jego uczestnikach, dźwięczą mi w uszach słowa Czesława Miłosza zaczynające się słynną frazą "Który skrzywdziłeś człowieka prostego ".

                        Więcej... wyborcza.pl/1,75968,12582064,Lepiej_demonstrowac__niz_siedziec_na_kanapie.html#ixzz281jchijY

                        Właśnie na tym polega demokracja. Na możlwości wyrazania swoich poglądów. Kompletnie nie zgadzam sie z hasłami propagowanymi przez oragnizatorów róznychmanif i marszów równości, ale dopóki nie są to hasła które obrazają religię to niech manifestują, niech wyrażają swoje poglądy.
                        Szkoda tylko, że tak rzadko można spotkać tak rozsądny komentarz. O wiele częściej słychać niestety komentarze w stylu p. Niesiołowskiego.
                        • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 09.10.12, 22:35
                          Trochę nie na temat - ale dzisiejsza informacja dotycząca wyroku zwiazanego z nieprawdziwymi informacjami podawanymi przez TVN bardzo mnie ucieszyła. Nie przepadam za Giertychem - ale brawo że doprowadził do procesu:

                          wyborcza.pl/1,75248,12640424,TVN_musi_przez_minute_przepraszac_Giertycha_za_flage.html
                          przy okazji polecam pewien filmik:

                          www.youtube.com/watch?v=Ed6aLO-91U8
                          • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 10.10.12, 08:54
                            Brawa dla rodziców, a przede wszystkim dla dyrektorki szkoły. Tak właśnie powinna wyglądac demokracja w praktyce. Rodzice zadecydowali, gdyz to oni powinni decydować o takich kwestiach, zwłaszcza że, jak stwierdziła p. dyrektor:

                            - Moje grono pedagogiczne pracuje zgodnie z hasłem, że są dwie rzeczy, które możemy dać naszym dzieciom. Pierwsza to korzenie, druga to skrzydła - mówi dyrektorka.

                            Więcej... wyborcza.pl/1,75478,12641194,Krzyz_po_glosowaniu.html#ixzz28sP4ZAdl

                            Więcej takich szkół i takich nauczycieli. Tylko, że zaraz podniesie sie larum w wykonaniu zwolenników tzw. świeckiego państwa i świeckiego państwa. Problem polega na tym że nie chca zrozumieć że świeckośc w ich wykonaniu to nie jest neutralność.
                            • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 15.10.12, 09:56
                              "Jest moda na to, żeby deprecjonować Biblię, a jak ktoś się temu publicznie sprzeciwi, to jest od razu polo katolo - mówi w rozmowie z "Wprost" lider zespołu T.Love Muniek Staszczyk. "

                              Dziwnych czasów dożyliśmy . Człowiek cieszy sie gdy przeczyta taką informację. Muniek w jednym krotkim zdaniu ujął istotę problemu. Istnieje publiczna, bardzo silna nagonka na wszystko co jest związane z wiarą. Połączona dodatkowo z negatywna kampania wobec osób które nie wstydzą sie publicznie dawac wyraz swoim przekonaniom. Zadziwiające że broni się zachowań jawnie wymierzonych w religię, a jednocześnie deprecjonuje i wyśmiewa osoby które w sumie nic złego nie robią - po prostu maja tlyko odwagę wyrażać swoje przekonania.
                              • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 06.11.12, 15:00
                                Bardzo optymistycznie brzmi głos kanclerz Niemiec p. Merkel:

                                Chrześcijanie są najbardziej prześladowaną grupą religijną na świecie - przypomniała Angela Merkel, kanclerz Niemiec.
                                www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,12059,merkel-chrzescijanie-najbardziej-przesladowani.html
                                Dobrze byłoby gdyby nasi rodzimi bojownicy o świeckośc państwa przeczytali i postarali się zrozumieć także i to, bardzo ważne zdanie:

                                "Państwu została nałożona światopoglądowa neutralność, ale Republika Federalna Niemiec nie została założona jako laicka, a preambuła Ustawy Zasadniczej nie bez przyczyny rozpoczyna się zdaniem: "Naród niemiecki świadomy swej odpowiedzialności przed Bogiem i ludźmi" - przypomniała kanclerz. "

                                Państwo ma być neutralne, a nie świeckie!
    • andrzej585858 Re: Głos rozsądku 13.11.12, 22:35
      Bardzo ciekawy tekst autorstwa Czesława Bieleckiego. Skopiuję go w całości, gdyż za jakiś czas będzie trudno go odnaleźć, a warto do niego sięgnąć za jakiś czas:

      Na podstawie doświadczeń mojej rodziny z okupacji i swoich własnych z konspiracji z lat 80. obraz tych ciemnych i złych wieśniaków wrogich Żydom jest bardzo wyselekcjonowanym fragmentem rzeczywistości. Czuję się tym filmem urażony - mówi w TOK FM Czesław Bielecki. Architekt, publicysta i opozycjonista odpowiadał na antenie na pytania Grzegorza Chlasty o Polaków i współczesną Polskę.
      O Polakach

      Jestem szczęśliwy z jednego powodu, że jako polskiemu Żydowi udało mi się urodzić w kraju, w którym ludzie kochają wolność. To jest coś fantastycznego. Jestem normalnym, polskim i warszawskim Żydem i jako człowiek niewykorzeniony mam twarde rozumienie polskiego interesu narodowego. Dałem temu wraz w tekście "Lekcje żydowskie", jest na mojej stronie Bielecki.pl. Powiem tyle, że kiedy Żydzi ze sobą dyskutują o bardzo ogólnych sprawach, to jest takie powiedzenie, którym na ogół kończą taką dyskusję: no dobrze, ale co to oznacza dla Żydów?

      - Paradoks polega na tym, że kiedy Polacy dyskutują o jakichś problemach, poważnych zagrożeniach, tego, na ile mamy być Polakami, a na ile możemy być Europejczykami, co nam grozi, jak zadbać o bezpieczeństwo Polski, to zawsze pojawia się jakiś inny mędrek, który mówi: no wiesz, słoń a sprawa polska, albo pojawia się ktoś, kto chce być bardziej święty od papieża, i mówi: no wiesz jesteśmy w Europie, poza tym to jest szowinizm, właściwie to już dotyka nacjonalizmu. Podczas gdy interes narodowy to jest interes narodowy.

      O Polsce i interesie narodowym

      Ja zrobiłem sobie biuro polityczne z moją żoną i powiedzieliśmy sobie, czy byśmy chcieli wejść do strefy euro? Stwierdziliśmy na naszej naradzie rodzinnej, że nie mamy ochoty finansować bogatszych od nas Greków, w szczególności ich toru Formuły 1. A jak jako były przewodniczący polskiej delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego NATO dodam jeszcze, że jeżeli Grecy wydają dziś w tym kryzysie na obronę 3 procent swojego PKB, a Polska 1,95, to ja jestem zaniepokojony i nie widzę powodu, dla którego mam współfinansować zbrojenia Grecji, kiedy Polska jest w wielu wypadkach niedozbrojona.

      To tak trochę z poczuciem humoru, ale i na serio o polskim interesie narodowym.

      Przykład? W Warszawie okazuje się, że jak mamy jakąś inicjatywę społeczną, to ona zawsze trafia w próżnię. "Gazeta Wyborcza" i TOK FM mówiliście o inicjatywie "Ja Wisła". Ta fundacja była gnębiona, nie znajdowały się poważne fundusze, żeby tę inicjatywę rozwijać, a jednocześnie miasto powoływało kolejne struktury, które służyły otwarciu na Wisłę. I jedyne otwarcie, jakie mamy, to to, że w kolejnych planach przesuwa się budowę bulwarów nadwiślańskich i rośnie liczba urzędników, którzy troszczą się o to otwarcie. A otwarcia jak nie było, tak nie ma.

      I to są dwie filozofie: czy my rozumiemy społeczeństwo jako źródło inicjatyw społecznych i je podziwiamy, a jak się z nim nie zgadzam to mówię wprost, bo nie będę się społeczeństwu podlizywał. Czy też uważamy ich za durniów, szowinistów, czy też nawet faszystów i mówimy im, że patriotyzm nie na tym polega, żeby wywijać flagą. Otóż czasem patriotyzm polega na tym, żeby gdzieś być i nieść flagę narodową. Chociaż jak akurat szedłem w Marszu Niepodległości i niosłem planszę o akcji, która pomaga ludziom samoorganizować się w sieci dla jakichś pozytywnych celów, ale w cywilizowany sposób. Uważam, że to jest bardzo ważne, czy władza, samorząd się tego boi, czy też cieszy się, że ludzie robią rzeczy, niezależnie od tego, co urzędnikom roi się w głowach.

      "Republika pookrągłostołowa"

      Są słowa, wokół których, niestety, powinniśmy możliwie szybko się porozumieć i nie zakłamywać rzeczywistości, np. wojna polsko-polska. Co to znaczy? Czy spór Obamy i Romneya podczas kampanii to była wojna amerykańsko-amerykańska? Nie, był to demokratyczny spór o wybór, o to, w którą stronę ma pójść Ameryka.

      Ale Romney nie chce obalać ustroju...

      Ale nikt w Polsce, komu się to zarzuca, włącznie z Kaczyńskim, nie chciał obalać ustroju. Ale sięgnijmy do innego słowa - zdrada. Pojęcie zdrady jest czymś wymagającym bardzo spokojnego i pilnego zdefiniowania. Uważam, że ktoś, kto siedział przy Okrągłym Stole i w pewnym momencie uznał, że człowiekiem honoru jest Kiszczak, a solidarność nie obowiązuje wobec kogoś takiego jak ja, który nie siedział przy tym stole, ale walczył tak samo jak ci, co siedzieli, to moim zdaniem jest to forma duchowej i środowiskowej zdrady. Jak mąż, który nie musi pójść do łóżka z kochanką, żeby w pewnej sytuacji postawić swoją partnerkę życiową w sytuacji złamania lojalności małżeńskiej.

      Moim zdaniem bardzo wiele rzeczy w Polsce, o których się mówi: patriotyzm, lojalność, zdrada, solidarności, wolność, wymaga spokojniejszej debaty. Ja pewnego typu terminów nie używam.

      O filmie "Pokłosie":

      Widziałem w wersji roboczej, bardzo mi się nie podobał. Nie dlatego, że taka sytuacja jest kompletnie niemożliwa, bo tak zdarzyło się - choćby np. Jedwabne. Ale ponieważ jego premiera była tuż przed Świętem Niepodległości, tobym powiedział tak: na podstawie doświadczeń mojej rodziny z okupacji i swoich własnych z konspiracji z lat 80. obraz tych ciemnych i złych wieśniaków wrogich Żydom jest bardzo wyselekcjonowanym fragmentem rzeczywistości. Jest tak pozbawiony półcieni i tak okrutny, że zapomina się o ponurych porachunkach polsko-żydowskich z lat 40. i 50., o Żydach i żydowskich komunistach, którzy z radością witali wchodzącą Armię Czerwoną, którzy donosili na Polaków, których potem wywożono na Wschód, i nie były to dziesiątki, a setki ludzi.

      Uważam "Pokłosie" za film, który mówi jakiś fragment prawdy, mówi to w sposób zbyt łatwy, jest to prawdziwe, ale przerysowane. Ja czuję się tym filmem urażony, uważam, że ci wszyscy prości ludzie, którzy dla mojej rodziny, od znajomego księdza, zdobywali świadectwo chrztu po jakichś nieżyjących Polakach, katolikach, nagle są wstawieni w sytuację zbiorowej odpowiedzialności. A ja bronię tezy, w której polemizowałem z książką "Strach" Jana Grossa, że nie może być zbiorowej odpowiedzialności i nieodpowiedzialności, a musi być odpowiedzialność Polaków i Żydów za ich zbiorowości. To nie jest film Munka, to nie jest "Człowiek na torze", to nie jest ta forma rozrachunków, w których rozumiemy drugiego człowieka. To jest dwóch głównych bohaterów, braci skonfrontowanych z jakąś ciemną tłuszczą, a to jest za proste. Tak bywa przez momenty w historii, i dlatego z tym filmem się nie zgadzam.

      Stosunki polsko-żydowskie w III Rzeczypospolitej cechuje zrozumienie, ciekawość i pozytywne myślenie. Uważam, że różnej maści lewacy traktują to jako bardzo dobry, chodliwy towar propagandowy. Wolę dialog, który jest bardziej pogłębiony, wtedy jest uczciwszy i wobec Polaków, i wobec Żydów. A ani Polacy, ani Żydzi niewiniątkami nie są.

      Antysemityzm podczas wyborów na prezydenta Warszawy

      Nie spotkałem się z antysemityzmem. Wręcz przeciwnie. Czasem zdarza mi się, że spotykam się z takim stwierdzeniem: Niech pan wysadzi z siodła tę Żydówkę Hannę Gronkiewicz-Waltz! Wtedy odpowiadam, że o ile mi wiadomo, ona nie jest Żydówką, natomiast ja jestem Żydem i pan to powinien wiedzieć. Wtedy słyszę: no nie, nie o to chodzi, pan jest polskim Żydem i my pana znamy. W tym wypadku słowo Żyd występuje jako rodzaj wyzwiska, ale znacznie mniej grubego niż Polaczek u Dostojewskiego.

      Świat nie jest dziewiczym rajem. Ja apeluję, żeby o sprawach trudnych rozmawiać spokojnie. Jak ktoś jest nadwrażliwcem, w ogóle nie powinien dotykać życia społecznego, polityki. Jak ktoś chce być zawsze w dobrym towarzystwie, to niech się zamknie w swoim getcie, klanie, a jak chce żyć z ludźmi, to musi założyć, że w 70 procentach jak ma rację, to już dobrze.

      Trzeba kierować się życiu społecznym patriotyzmem, lojalnością i wierzyć w to, że w życiu nie ma zbiegów okoliczności, tzn. że jak rząd świetnie zarobił na tym, ż
      • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - Europa trzeżwieje? 22.11.12, 09:48
        Parlament Europejski przyjął zaproponowaną przez rząd Malty kandydaturę wicepremiera i ministra spraw zagranicznych tego kraju, Tonio Borga na unijnego komisarza ds. zdrowia oraz obrony konsumentów. Dzisiejsze głosowanie (386 za, 281 przeciw, 28 wstrzymanych) ma szczególne znaczenie, ponieważ część eurodeputowanych zarzucała temu katolickiemu politykowi sprzeciw wobec aborcji oraz "małżeństwom" homoseksualnym.

        Zdaniem niemieckiego polityka wynik głosowania pokazuje, że wartości chrześcijańsko-konserwatywne mają swoje miejsce w spektrum europejskiej opinii. - Można nie podzielać wszystkich punktów widzenia Tonio Borga, ale są one legalne i nie ma żadnych podstaw do odrzucenia jego jako profesjonalnego i wykwalifikowanego komisarza. Ten wynik jest zwycięstwem wolności słowa i porażką tych wszystkich,którzy chcą grać rolę policjantów sumienia. Jest to też ważny sygnał dla dalszych prac Parlamentu Europejskiego - powiedział Liese.

        www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,12241,katolik-unijnym-komisarzem-ds-zdrowia.html
        • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - Gej katolik 28.11.12, 10:32
          Bardzo ciekawy tekst. Zamieszczam go w całości, głównie dlatego aby nie utonął gdzies w odmętach internetu.

          www.areopag21.pl/johnny/artykul_2718_slowo-o-gejkatoliku.html


          Kościoły chrześcijańskie oswoiły się z działaniami zmierzającymi w kierunku reform, reorganizacji, ulepszeń, pogorszeń, unowocześnień, rewolucji. Nie rozwiązanym problemem okazuje się być sytuacja tych, którzy godzą się z religią, kórą wyznają, choć na takowych nie wyglądają (Komentuję blog: gejkatolik.wordpress.com).



          3 października tego roku ukazał się na łamach Ekumenicznej Agnecji Informacyjnej (EAI) mój wywiad z Piotrem, autorem bloga „gejkatolik”. Rozmowa była nieco dłuższa, niż ta, na której ostateczną redakcję zgodził się blogger. Chciałbym się podzielić się kilkoma refleksjami na temat tamtejszej rozmowy.



          Zasadniczo stosunek gejkatolika do Kościoła katolickiego pokrywa się z refleksjami, które, znaleźć można na stronie chrześcijaninhomoseksualny. Autor jest osobą homoseksualną i jest w związku z partnerem, jednak nie zgłasza żdanych oczekiwań albo roszczeń wobec Kościoła, którego naukę – jak podkreśla – jako katolik powienien respektować. Że przytoczę słowa bloggera: Jeżeli komuś się to nie podoba, to zamiast jęczeć na Kościół katolicki, niech sobie wybierze inny! Bawią mnie ludzie, którzy tak czy owak chcą Kościół reformować, bo jest im w nim niewygodnie. Jeśli człowiek odkrywa, że jest mu z jakimś wymaganiem duchownym niewygodnie, powinien zapytać sam siebie czy chce być w danym Kościele. Oczywiście, że powinniśmy uelastyczniać duszpasterstwo Kościoła, ale nie da się zmienić dogmatów. Bóg zawsze będzie Trójjedyny, seks będzie święty tylko w małżeństwie (z wywiadu: "Seks będzie święty tylko w małżeństwie", EAI).



          Muszę zaznaczyć, że mój rozmówca w początku swego związku miał nieco inne zdanie. W głębi duszy chciał, by Kościół katolicki przemyślał swoją naukę na temat osób homoseksualnych, jendakże – jak zauważył w nieopublikowanym materiale (którego treść wolno mi przytoczyć), sam zmenił zdanie.



          Autor – przy okazji żartując – zauważył, że chciał, by Kośćiół przemyśał swoją naukę, ale by przy okazji spełnił jego żądania: ma być tak, jak ja chcę, bo ja mam rację. Bunt zabrał sprzed oczu cnotę posłuszeństwa, przez którą, jak zauważa, katolik również się zbawia. To piękne, że czlowiek próbuje żyć w zgodzie z samym sobą, ale równocześnie chce być fair wobec wymogów religii. Autor bloga pisze na swojej stronie o możliwościach, jak duszpasterstwo osób homoseksualnych może wyglądać, ale podkreśla, że w oczekiwanu na jakiekolwiek zmiany nie pomagają agresywne słowa, ataki na episkopaty lub złośliwe komentarze. Tym, co pomaga jest ciepliwość, modlitwa i zaufanie zdrowemu rozsądkowi.



          Jak komentuje gejkatolik w jednym z ostatnich wpisów, homoseksualizm przeżywany przez katolika może być źrodłem – paradoksalnie – wartościowcyh religijnie doświadczeń. Jeżeli spowiednik odradza danej osobie przystępowanie do Komunii (na przykład w związku z faktem, iż penitent jest w intymnej zażyłości z osobą tej samej płci), to wówczas przed wiernym otwierają się inne drogi zbiawienia. Komunia święta staje się momentem szczególnej adoracji, robudzania pragnienia połączenia się z Bogiem, modlitwy, msza rozpala nie bunt i złośc, ale pokorę i otwarcie. Podobne doświadcznie nieobce jest osobom w niesakramentalnych związkach heteroseksualnych.

          Pozwolę sobie na cytat z bloga: Mam nadzieję, że czytający mnie geje-katolicy mają swoich spowiedników. W naszej dość mniejszościowej sytuacji ważne jest posiadać bliskiego spowiednika, kierownika duchowego. Ważne jest, by rozstrzygnął on, wziąwszy pod uwagę naszą sytuację, czy możemy przystępować do Komunii Świętej. Nie należy się zrażać, gdy – że użyję słów św. Jana Złotoustego – spowiednik “od Ciała Pańskiego powstrzyma”. Taka decyzja spowiednika zawiera w sobie zadanie, by adorować Najświętszy Sakrament i dłuższy lub krótki czas nieprzystępowania do komunii poświęcić na rozbudzanie tęsknoty za Panem Jezusem (np.: jak za ukochanym, który na chwilę wyjechał) ale też na doskonalenie cnoty powściągliwości i opamiętania. Pamiętajmy, że Pan Jezus chce w nas mieć statecznych mężów, a nie histerycznie oszalałe na Jego punkcie dzieci. Czasowe powstrzymanie się od Komunii może być wskazane nawet wówczas, gdy do Niej możemy przystąpić. Powstrzymanie się od Komunii zostaje zastąpione Adoracją, która może być źródłem potężnych Bożych darów.



          Należy zauważyć, że homoseksualizm przedstawiany w mediach i nawet najbardziej przychylnej prasie jest okrutnie niesmaczny, a nade wszystko tylko związany z seksem. Oto gej i lesbijka to wyłącznie perwersyje jednostki, uprawiające wyuzdany seks, nadużywające narkotyków, niewychowane, płytkie, nieuczciwe wobec partenrów i organizujące im sceny zazdrości lub zdradzające ich. Równie dobrze można by pociągnąć temat dalej i na podstawie danych zebrnych przez poradnie rodzinne i sądy rodzinne stwierdzić, ze heteroseksualim to po porstu sceny zazdrości, picie piwa przed telewizorem i bicie żony, molestowanie dzieci, histeryzowanie dzieciom i mężowi, wzajemne wyzwiska i docinki. Jeżeli nawet – w co sam wątpię – homoseksualizm niesie ze sobą ryzyko jakiegoś emocjonalengo problemu (samo bycie mężczyną lub kobietą też niesie!), osoba rozsądna i zintegrowana potrafi znaleźć dobre strony swoich nietypowych, bo homoseksualnych, przeżyć.

          Osobiście dodałbym jeszcze uwagę, iż sytuacja osób homoseksualnych może być szczególnie cenna. Jeśli nawet osoby te w związkach nie są, ich wnętrze, gdy pozostają wierne Kościołowi, przeżywa silne (i tylko dla tych osób specyficzne) tęsknoty, żale, uciechy i smutki. Oddanie ich Bogu, staje się okolicznością wielkiej zażyłości z Panem Jezusem, szczególnego nabożeństwa do Niego i różnych Jego świętych naśladowców. Rada spowienidka „nie przystępuj do Komunii”, może u buntownika rozbudzić złość – ale wierzący dzięki łasce wiary przydaje temu zaleceniu komentarz: „zadbaj o inne sprawy duchowe”. Sprytny (ale nie przebiegły) homoseksualista-katolik zamieni swoje życie w adwent, czas oczekiwania na sposobność przystąpienia do Komunii pewnego dnia w przyszłości, gorliwiej podejmie postanowienia zmierzjące do pracy nad sobą, będzie cichszy na Adoracji.

          Wielu z nas cieszy się zaszczytnymi pozycjami w Kościele – bo mamy dobre opinie, przystępujemy do wszystkich sakramentów, zbieramy pochwały, ludzie patrzą w nas jak w obrazki. Czasami jednak ten chwalebny styl życia sprowadza duchowe wypalenie, wątpliwości, wbija w pychę, które nie są udziałem osób proszących nieustannie o przebaczenie, kruszących serce przed Bogiem i podejmujących niestrudzenie wysiłek poprawy życia.
          • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - Gej katolik 04.12.12, 15:19
            Radko bo rzadko ale warto pochwalić nawet artykuł z GW, tym bardziej że red. Turnau wyjątkowo trafnie skrytykował bzdurne ataki na "okna życia" dzieki ktoremu uratowano zycie nowonarodzonym dzieciom.


            "Stanowisko wysokiej funkcjonariuszki ONZ wprawiło mnie w zdumienie niebywałe: jednym słowem, wiedza o własnych rodzicach jest dobrem tak wielkim, że życie bez niej nie ma sensu.
            Tak zatem lepiej, żeby człowiek, któremu grozi taki potworny los, umarł z głodu i zimna na śmietniku. Człowiek, nie embrion przecież.

            Staram się nie być złośliwy, ale nie mogę nie zapytać, czy aby walka o prawo do aborcji nie zostanie kiedyś zradykalizowana tak dalece, że za początek życia ludzkiego uzna się dorosłość: wiek dający prawa wyborcze, bez których też nie warto żyć... I tamten pomysł zasłużona organizacja międzynarodowa chce narzucić państwom członkowskim. Naprawdę nie mieści mi to się w dość przecież dialogowej głowie.

            Znam przynajmniej jedną osobę, która dowiedziała się, kto jest jej ojcem, chyba dopiero na tamtym świecie, i nie była to dla niej wiedza radosna. I kogoś żyjącego, kto się swoich biologicznych rodziców wstydzi i nie wiem, czy nie wolałby nieświadomość. Ale to sprawy zupełnie drugorzędne wobec tamtej, w której chodzi o wartość najważniejszą. "

            Tal. niedługo za ludzi będzie uważac sie osoby pełnoletnie, tylko kto dozyje tego wieku? Absurdy "poprawnosci politycznej" oraz zwolenników aborcji sięgają szczytów absurdu.
            • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - Gej katolik 14.03.13, 16:44
              Polecam:

              homos.blog.onet.pl/
              • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - Oblicza feminizmu 20.03.13, 12:18
                Prawdziwa twarz polskiego feminizmu:

                Powiedzmy sobie szczerze: wielu kobietom odpowiadałaby sytuacja, w której miałyby więcej przywilejów niż mężczyźni. A tak naprawdę za całą zasłoną dymną mówienia o równości płci kryje się właśnie to przekonanie. Co jasno dała kiedyś do zrozumienia prof. Środa, broniąc Wandy Nowickiej przed odwołaniem z funkcji wicemarszałka Sejmu. Bo „pierwszemu pokoleniu polityczek” wolno brać wygórowane premie i robić rzeczy dla mężczyzn niedopuszczalne.

                Ale uwaga drogie panie — jeśli choć przez chwilę przemknęła wam przez głowę myśl, że feministki was biorą w obronę, to sobie tę myśl szybciutko z głowy wybijcie. Bo polskie feministki to zawodowa korporacja, która troszczy się tylko o przywileje jej członkiń.

                Podam prosty przykład. Kiedy kilka lat temu wybuchł skandal z Simonem Molem, który zakaził HIV co najmniej kilkanaście młodych kobiet, obdzwoniłam wszystkie feministyczne „Zadry”, „Ośki”, biuletyny i stowarzyszenia. Wydawało mi się, że to temat wręcz idealny dla feministek — mogą napiętnować samca, który skrzywdził ich siostry.

                Pani rozumie, że to sprawa delikatna. Nie będziemy komentować

                — usłyszałam. Feministyczne bidulki stanęły przed zadaniem przekraczającym ich intelektualne możliwości. No bo z jednej strony, jakieś zakażone kobiety, w dodatku postępowe, bo uprawiające antyrasistowski seks. Ale z drugiej strony Antyfaszysta Roku... To dylemat nie na feministyczną, kobiecą główkę.


                Szkoda, że z okazji, by milczeć, nie skorzystała za to profesor etyki Magdalena Środa, do której zadzwoniłam po inny komentarz. Otóż poprosiłam ją kiedyś, by wypowiedziała się na temat billboardu „Spragniony wrażeń? Zimny Lech”, który zawisł naprzeciwko Wawelu.

                No i bardzo dobrze. Lech Kaczyński ma, na co zasłużył. Ani on, ani jego ugrupowanie nie protestowali nigdy przeciwko seksistowskim reklamom, typowym dla Polski. Spotkała go więc sprawiedliwa kara

                — oświadczyła Środa. Nie wierzyłam własnym uszom, kilka razy odsłuchiwałam nagranie. Wybuchł wówczas spory skandal. A ja zyskałam absolutną pewność, że bycie etycznym autorytetem feminizmu nie oznacza kultywowania etyki w nie feministycznym sensie.


                Jeśli Środa jest autorytetem moralnym polskich feministek, to jego medialną twarzą jest Kazimiera Szczuka. Jeszcze przed osobnikiem z Biłgoraja odkryła, że najlepszą strategią na zaistnienie w mediach jest skandal. Nikt tak jak ona nie potrafi posłać bluzgu na wizji, kazać przeciwnikowi zamknąć „faszystowską mordę” czy nawet przejść do rękoczynów.


                Szczuka została w mediach obsadzona w roli intelektualistki, jako że przez kilkanaście lat tkwiła Instytucie Badań Literackich PAN usiłując zrobić doktorat. Próba się nie powiodła i gdyby nie chodziło o feministkę, która — jak wiadomo — korzystać powinna ze szczególnych przywilejów — to już dawno mgr Szczuka powinna z tej instytucji wylecieć. Na lewicowy pysk, tak się to chyba powinno powiedzieć?


                Kazimiera Szczuka, feministka skandalistka, jest bohaterką mojego tekstu w najnowszym numerze „Sieci”. Pomyślałam, że warto się przyjrzeć z bliska, jak feministka została celebrytką popkultury.

                Niestety, tym razem nie mogłam już ze Szczuką porozmawiać, bo kilka lat temu oświadczyła, że już nigdy, przenigdy nic mi nie powie i nie skomentuje. No trudno, jakoś muszę z tym żyć.

                wpolityce.pl/artykuly/49535-nikt-tak-nie-kompromituje-feminizmu-jak-same-feministki-zaden-meski-szowinista-nie-zniechecil-mnie-do-feminizmu-srodzie-szczuce-i-kilku-innym-udalo-sie-to-bez-trudu
                • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - Nasza wina 26.03.13, 19:43
                  Od czego zaczęła się II wojna światowa?

                  Rosjanin odpowie, że od ataku Niemiec na Związek Radziecki.

                  Anglik – że od bitwy o Anglię.

                  Francuz długo się będzie zastanawiał i pewnie powie, że od lądowania aliantów w Normandii, wcześniejsze lata raczej mu z pamięci uleciały.

                  A Niemiec, wyedukowany na filmach o polskim antysemityzmie - zwłaszcza tym ostatnim, w telewizji ZDF, o antysemickiej Armii Krajowej - oświadczy, ze II wojna światowa zaczęła się od napaści Polaków na Żydów.

                  Niedługo podobnie odpowie też młody Polak. Jeszcze tylko parę książek Grossa, parę filmów takich jak „Pokłosie” plus konsekwentna praca organiczna „Gazety Wyborczej” - i przyznamy, że to polski antysemityzm rozpętał II wojnę światową. Żaden tam Wieluń, żadna Poczta Gdańska, żadne Westerplatte, o którym najnowszy film dowodzi, że wcale nie było takie heroiczne i piękne, jak je dawniej malowano.

                  Przyznanie i przyjęcie tej naszej narodowej winy będzie korzystne dla Europy, która – jak zauważył minister Sikorski – potrzebuje politycznego przywództwa Niemiec, a bagaż dawnych win w tym przywództwie przeszkadza. Trzeba więc te winy przenieść, najlepiej na Polaków.

                  Operacja przenoszenia winy trwa, z aktywnym polskim udziałem.

                  wpolityce.pl/artykuly/49932-jak-polski-antysemityzm-rozpetal-ii-wojne-swiatowa-operacja-przenoszenia-winy-trwa-z-aktywnym-polskim-udzialem
                  Smutny i jakże sensowny wpis posla Wojciechowskiego. Niszczymy nasza pamięć.
                  • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - minister Gowin 28.03.13, 08:07
                    Mamy naprawdę uczciwego polityka. Posiadającego zdecydowane poglądy nie wahającego się aby je przedstawiać i bronić, nawet wbrew swojemu interesowi politycznemu.


                    "- Orientacja seksualna jest osobistą sprawą każdego człowieka - mówił minister sprawiedliwości Jarosław Gowin na spotkaniu ze studentami Uniwersytetu Warszawskiego. - Czym innym jest próba uczynienia z tej sprawy sztandaru walki politycznej. Takiej ideologii jestem przeciwny
                    Gowin jest liderem konserwatywnego skrzydła Platformy Obywatelskiej. W styczniu w Sejmie stwierdził, że trzy zgłoszone projekty o związkach partnerskich (w tym PO) są sprzeczne z konstytucją. Zaraz po nim na mównicę wyszedł premier Donald Tusk, żeby wyjaśnić, że to prywatna opinia jego ministra.

                    Tusk, który na początku marca rozważał nawet odwołanie ministra ze stanowiska, ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu. - Przekonała mnie deklaracja, że nie będzie miał już problemów z rozróżnieniem kwestii własnych poglądów i lojalności członka rządu - mówił o Gowinie premier.

                    Podczas spotkania na Uniwersytecie Warszawskim minister sprawiedliwości zaznaczył więc wyraźnie, że przedstawia swoje stanowisko.

                    - Jeśli pytacie mnie o mój osobisty stosunek do paramałżeństw homoseksualnych, to trzeba rozróżnić dwie rzeczy: tolerancję, na którą zasługuje każdy z nas, niezależnie od orientacji seksualnej. Orientacja seksualna jest osobistą sprawą każdego człowieka - mówił do studentów. - Natomiast zupełnie czym innym jest próba uczynienia z tej sprawy prywatnej, jaką jest orientacja seksualna, sztandaru walki politycznej pod hasłami jakiejś ideologii gejowskiej. Takiej ideologii jestem przeciwny, tutaj całkowicie zgadzam się z prezydentem Wałęsą.

                    Nawiązał do wypowiedzi b. prezydenta z początku marca, który na antenie TVN 24 mówił, że homoseksualiści "muszą wiedzieć, że są mniejszością, a skoro jest ich w społeczeństwie niewielu, to w parlamencie powinni siedzieć w ostatnich ławach, a nawet jeszcze za murem".

                    Związki partnerskie dla par hetero niepotrzebne

                    Pytany przez studentów, czy zgodziłby się przyznać prawo do formalnych związków partnerskich parom heteroseksualnym, Gowin przyznał, że jest przeciwny także temu rozwiązaniu. - Jeśli chodzi o związki partnerskie heteroseksualne, to jestem przeciw, bo mogą one zawierać ślub kościelny, ślub cywilny lub żyć w konkubinacie, który wiąże się z określonymi prawami i obowiązkami. Czy potrzebna jest jeszcze czwarta forma pośrednia między ślubem a konkubinatem? - mówił na UW.

                    - Jeśli utworzymy tę czwartą, to może za chwilę ktoś będzie chciał tworzyć półzwiązki partnerskie albo ćwierćzwiązki partnerskie. To wszystko wydaje mi się pozbawione sensu.

                    "Dziś prawie nikt nie kwestionuje, że miałem rację"

                    - Jako minister sprawiedliwości stoję na gruncie konstytucji, a konstytucja jednoznacznie stwierdza, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. W związku z tym niezależnie od tego, co sam uważam na temat paramałżeństw homoseksualnych, miałem obowiązek stwierdzić, że wszystkie projekty omawiane w Sejmie były sprzeczne z konstytucją - tłumaczył studentom, nie odnosząc się bezpośrednio do żadnych odmiennych opinii.

                    Z opinią Gowina nie zgodziła się ostatnio na łamach "Gazety" prof. Ewa Łętowska, w latach 2002-11 sędzia Trybunału Konstytucyjnego. - Art. 18 konstytucji mówi, że małżeństwu jako związkowi kobiety i mężczyzny należy się opieka i ochrona państwa. To nie znaczy, że innym związkom opieka i ochrona się nie należy. Ani że nie można takich związków ustanowić - oceniła w rozmowie z Ewą Siedlecką.

                    Gowina na spotkanie ze studentami zaprosiły organizacja Młodzi dla Polski i Samorząd Studentów Uniwersytetu Warszawskiego. "

                    wyborcza.pl/1,75248,13643415,Gowin___Ideologii_gejowskiej_jestem_przeciwny__Tu.html
                    • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - A. Jakubowska 13.04.13, 15:17
                      Nigdy nie myślałem że przyjdzie mi pochwalić "lwicę lewicy" a tutaj taka pozytywna niespodzianka. Czyżby lewica przytomnieje?


                      Cały ten Kongres Kobiet to instytucja rodem z farsy. Ledwo wiążące koniec z końcem Polki są w nim reprezentowane przez panie, które nie mają pojęcia, ile kosztuje bilet miejski. Szlag mnie trafia - mówi w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Aleksandra Jakubowska.
                      - Feministki mają poprzewracane w głowie. Ich wieloletnia propaganda doprowadziła do tego, że jak Obama powiedział o jakiejś pani, że jest ładna, to wybuchła z tego powodu afera. Tak to jest z feminizmem, że jak się powie o kobiecie "ładna", to się obrażają wszystkie brzydkie feministki - mówi w obszernym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Aleksandra Jakubowska, b. wiceminister i b. posłanka SLD. Jak podkreśla, nie obraziło jej słynne określenie jej przez Leszka Millera jako właścicielki "mężnego serca w kształtnej piersi". - Obrażone poczuły się te, które nie mają kształtnych piersi - stwierdza.

                      Obrażanie się? Tragifarsa

                      Jej zdaniem ostatnie ruchy kadrowe w Kongresie Kobiet (wycofały się Jolanta Kwaśniewska i Henryka Krzywonos - red.) to "tragifarsa". - Wzajemne oskarżenia, wychodzenie z Kongresu, obrażanie się, skarżenie, że się nie było docenionym, że lekceważyli - przecież to żenujący spektakl - mówi Jakubowska w rozmowie z Robertem Mazurkiem. - Cały ten Kongres Kobiet to instytucja rodem z farsy. Ledwo wiążące koniec z końcem Polki są w nim reprezentowane przez panie, które nie mają pojęcia, ile kosztuje bilet miejski. Szlag mnie trafia. Z kim te poniewierane, bite przez mężów alkoholików kobiety mają się tam utożsamiać? Z bizneswoman? Z zawodowymi feministkami - upiera się Jakubowska.

                      "Ministra? Koszmar"

                      U feministek nie podoba się Jakubowskiej np. chęć zrewolucjonizowania języka. - Te wszystkie ministry, premiery, marszałkinie to jakiś koszmar - mówi w "Rzeczpospolitej'. Nazywa to "absurdalnym epatowaniem płcią". Jej zdaniem suwak na listach wyborczych jest nadużyciem. - Płeć nie powinna być żadnym kryterium - stwierdziła. Jej zdaniem feministki walczą nie o prawa, ale o przywileje dla kobiet. - Tworzenie sztucznych przywilejów w celu wyrównania dziejowych krzywd jest po pierwsze niesprawiedliwe, a po drugie nieskuteczne - upiera się Aleksandra Jakubowska.

                      www.rp.pl/artykul/61991,999349-Mamy-zwierzecy-antyklerykalizm.html
                      • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - Wywiad z M. Regnerusem 23.05.13, 23:11
                        W tygodniku "Sieci" polecamy rozmowę Agnieszki Żurek z prof. Markiem Regnerusem, amerykańskim socjologiem, autorem raportu „Nowe badania struktury rodziny”, zatytułowaną: "Uważaj sobie, naukowcu!". Prezentujemy fragment:

                        Brytyjski aktor Jeremy Irons powiedział niedawno ironicznie, że jeśli mężczyzna może „poślubić” innego mężczyznę, czemu w takim razie – idąc tym tropem – nie miałby „poślubić” własnego syna i w ten sposób zapewnić zarówno sobie, jak i jemu możliwość płacenia niższych podatków. Czy taka opinia jest w świecie celebrytów wyjątkiem?

                        Tak, myślę, że to wyjątek. Większość celebrytów bardzo się pilnuje, żeby nie powiedzieć czegoś, co mogłoby zostać uznane w tej dziedzinie za kontrowersyjne. Mają oni świadomość, że za zajmowanie określonego stanowiska w newralgicznych sprawach społecznych, w tym obyczajowych, płaci się określoną cenę.



                        Sam pan tego doświadczył. W zeszłym roku opublikował pan wyniki obszernych badań dotyczących wpływu wychowania dzieci przez pary homoseksualne na dorosłe życie tych dzieci. Pańskie analizy mówią, że ludzie ci zmagają się z poważnymi trudnościami w życiu zawodowym, społecznym i uczuciowym. Ogłoszenie wyników badań wywołało skrajne reakcje. Próbowano podważać wiarygodność pańskich diagnoz. Sprawą zajęła się także specjalna komisja powołana przez pana macierzysty uniwersytet. Jej rozstrzygnięcie dla pana, jako naukowca, było z pewnością niezmiernie ważne. Uznała ona bowiem, że kierowane pod pana adresem zarzuty, w tym nierzetelności badań, są bezzasadne.

                        Dane do moich analiz były zbierane przez profesjonalną firmę zajmującą się tego rodzaju statystykami. Badania prowadziłem na bardzo szerokiej, reprezentatywnej próbie. Po opublikowaniu diagnozy socjologicznej zgłaszali się do mnie ludzie, którzy wyrażali swoją wdzięczność za to, że ktoś opisał i nazwał doświadczenia, jakie stały się ich udziałem. Byli jednak też i tacy, którzy pisali do mnie po to, aby wyrazić swoje rozczarowanie i ogromną złość za to, że podjąłem w swoich badaniach ten temat. Można powiedzieć, że publikowanie analiz w dziedzinach „wrażliwych” zawsze wiąże się ze wzbudzeniem silnej reakcji. W podjętym przeze mnie temacie wychowania dzieci przez pary homoseksualne jest jednak coś wyjątkowego, coś, co wywołuje szczególne rozdrażnienie. Próby zniszczenia mojej kariery naukowej trwają bowiem po dziś dzień.



                        Czy zmowa milczenia wokół negatywnych konsekwencji wychowania dzieci przez pary homoseksualne nie jest kolejną krzywdą wyrządzaną ludziom wzrastającym w takich środowiskach? Brak możliwości nazwania problemu może skutkować brakiem możliwości zaradzenia mu – np. poprzez terapię.

                        Problemy psychologiczne w życiu dorosłym mają rzecz jasna wielorakie źródła, niemniej faktem jest, że podjęcie jakiejkolwiek formy terapii w tej akurat dziedzinie jest dzisiaj sprawą delikatną – ze względu na nadmierne upolitycznienie tematu wychowania dzieci przez pary homoseksualne. Nie jestem jednak psychologiem, powstrzymam się od szerszych komentarzy na ten temat.



                        Konkluzją pańskich badań jest jednak konieczność uznania, że wychowywanie dziecka przez parę homoseksualną prowadzi do zaburzeń rozwoju osobowości bądź trudności emocjonalnych w dorosłym życiu. Dzieci te często zmagają się z problemem zaburzonego poczucia tożsamości.

                        Prowadzone przeze mnie badania dotyczyły dorosłych dzieci rodziców będących w związkach z osobami tej samej płci. Wiele z tych relacji nie trwało długo. Nie badałem jednak związku pomiędzy wzrastaniem w niestabilnej rodzinie a problemami z wykształceniem poczucia tożsamości. Wyniki przeprowadzonych przeze mnie analiz można interpretować wieloaspektowo, ale na pewno sugerują one, że stabilna rodzina, składająca się z małżeństwa kobiety i mężczyzny, wciąż pozostaje najbezpieczniejszym środowiskiem zdrowego rozwoju dzieci. Nie znaczy to, że wzrastanie w innego rodzaju rodzinie nie może zakończyć się szczęśliwie, jednak ryzyko wystąpienia anomalii będzie w niej większe. W wielu aspektach moje diagnozy nie mówią niczego nowego.
                        • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 27.05.13, 15:10
                          Trudno Adamowi Michnikowi pogodzić się z hasłem Polak-katolik. To takie mu obce. A skoro obce, to wrogie. A skoro wrogie, to trzeba z tym walczyć.

                          Dlatego - w 65. rocznicę dokonania mordu sądowego i politycznego na rotmistrzu Witoldzie Pileckim - w siedzibie „Gazety Wyborczej” odbyła się debata pt. „Czy grozi nam faszyzm?” z udziałem samego redaktora naczelnego.

                          Gdy obstrukcjoniści staną się zbyt irytujący, nazwijcie ich faszystami, nazistami albo antysemitami. Skojarzenie to, wystarczająco często powtarzane, stanie się faktem w opinii publicznej.

                          Jak widać ta dyrektywa Stalina z czasów II wojny światowej - o której po Marszu Niepodległości w roku 2010 r. przypomniał historyk Leszek Żebrowski - może mieć jeszcze swoich zwolenników i wyznawców nawet w XXI wieku. Leszek Żebrowski pisał wówczas:

                          Mówienie o uczestnikach Marszu Niepodległości jako o "faszystach", a o lewackich bojówkarzach jako "antyfaszystach" to wulgarne nadużycie pojęć.

                          W roku 2010 „Gazeta Wyborcza” w Narodowe Święto Niepodległości wyszła na ulice, aby wygwizdać faszystów, aby ich zablokować ustawiając się m.in. za transparentem „Faszyzm nie przejdzie”. Na ulicach stolicy dziennikarze i redaktorzy GW razem z lewackimi bojówkarzami urządzili nielegalne blokady, podgrzewając atmosferę doprowadzili również do bijatyk ulicznych. W końcu to wówczas Robert Biedroń poczuł w sobie na chwilę faceta i zaczął się przepychać z policją, która ostatecznie zapakowała go do „suki”.

                          2,5 roku od tamtych wydarzeń ten stalinizm, tyle że w wersji soft, jak widać odrodził się już na dobre. Zaczyna powoli zapuszczać korzenie. Niedługo zacznie kiełkować, a za chwilę może już być nie do zatrzymania, kiedy dostanie większe poparcie wśród „elit” III RP.

                          Czy piszę te słowa na wyrost? Bynajmniej. Fragment zapisu z owej debaty opublikowany na stronach wyborcza.pl:

                          Michnik: - W Polsce nie ma prawicowej krytyki faszyzmu. Dla mnie PiS, który zaprosił do rządu Samoobronę i LPR, wpuścił na salony tendencje, które wcześniej nie były dopuszczane.

                          Tu nie wytrzymał Dudek: - I co się stało z tymi partiami?

                          Michnik: - Te partie, na nasze szczęście, rozleciały się.

                          Dudek - Ale same czy za sprawą PiS?

                          Michnik: - Prawdopodobnie za sprawą PiS, a trochę służb specjalnych.

                          Dudek: - Ale PiS przeciwko nim je skierowała, sam prezes Kaczyński się tym chwalił.

                          Michnik: - Ale ja bym nie chciał, żeby w ten sposób była broniona demokracja, bo to metoda na jej niszczenie.

                          Słowa „demokraty” Michnika „na szczęście te partie się rozleciały” na moim profilu na Facebooku ktoś dobrze skomentował, że jest to w zasadzie dążenie do istnienia na scenie politycznej tylko jednej partii i skąd my to znamy…

                          Ja to rozumiem natomiast tak, że demokracja wg Michnika, to istnienie tylko takich partii, takich sił społeczno-politycznych na które koncesje wydają „elity” okrągłego stołu. I to jest prawdziwa demokracja Michnika, czyli jak Michnikowi partie nie pasują, to co prawda nie powinny się nimi zajmować służby, ale już skoro się zajęły no to trochę niedobrze dla demokracji, ale w zasadzie to bardzo dobrze dla demokracji.

                          Nazywanie przeciwników politycznych faszystami, straszenie ludzi faszystami, czy pisząc wprost, nazywanie polskich patriotów faszystami to jest ta broń, która ma być bronią skuteczną, ale która również jak widać ma za chwilkę legitymizować użycie jakichś środków skierowanych przeciwko tym faszystom. Ale żeby tak się stało to trzeba najpierw poczynić pewne przygotowania, trzeba uruchomić odpowiednią propagandę, zbudować atmosferę strachu i zagrożenia. Dlatego przed ową debatą na łamach Wyborczej Maciej Stasiński pisał:

                          Odwrót od liberalnej demokracji i kultury obywatelskiej ma też barwę brunatną. Zastępy młodych wygolonych i wytatuowanych Polaków maszerują ulicami miast, napadają na Parady Równości feministek, homoseksualistów i ich sprzymierzeńców. Kibole rasiści terroryzują stadiony. Antysemici i wyznawcy narodowej krzepy żądają Polski dla Polaków oczyszczonej z obcych naleciałości. Podpalają mieszkania cudzoziemców. Bojówki zrywają na uczelniach wykłady niesłusznych ideologicznie profesorów.

                          Dobrze Państwo przeczytali. W Londynie islamiści odcinają głowę brytyjskiemu żołnierzowi, w Szwecji trwają zamieszki wywołane przez islamistów, demolowane są ulice, palone samochody, coś co zresztą na stałe już wpisało się np. w pejzaż Francji w której samochody palone są już od ponad 10 lat, w Europie Zachodniej są już miejsca w których Europejczycy nie mogą się pojawiać, bo byłoby to z zagrożeniem dla ich życia, a redaktor Stasiński w tym samym czasie pisze o jakichś zastępach, rasistach, bojówkach, które rzekomo stanowią zagrożenie dla „liberalnej demokracji i kultury obywatelskiej”.

                          Pisze to ten sam Stasiński, którego redakcja w roku 11 listopada 2011 manifestowała swoje przywiązanie do tęczowej flagi razem z niemieckimi bandytami, którzy zamaskowani, z pałkami, tarczami stanowili m.in. ochronę manifestacji „Kolorowa Niepodległa”, która blokowała marsz polskich patriotów z biało-czerwonymi flagami z symbolami narodowymi i katolickimi. No cóż, ale te symbole są obce, a skoro obce to wrogie, to stanowią zagrożenie dla „„liberalnej demokracji i kultury obywatelskiej”.

                          Michnik w swoim wstępniaku przed debatą dorzucił swoje trzy grosze:

                          Takiej wrogości wobec kultury dialogu, tolerancji i wykształcenia nie było w Polsce od lat 30. Ub.w. Narodowo-radykalne zastępy nie są osierocone. Broni ich jako „zdrowych sił” – strażników tożsamości i interesu narodowego – legalna prawica i wielu duszpasterzy. Patronują im PiS i Radio Maryja, przyklaskuje część biskupów.

                          A ja napiszę inaczej, takiej nagonki, takiej stalinowskiej propagandy, czyli tej odwołującej się właśnie do zagrożeń faszyzmem, takiego ataku na Kościół i biskupów nie było w Polsce od lat 50. Czym taka propaganda się kończy, jakie działania ma ona usprawiedliwiać znamy to z historii. Mógłby o tym opowiedzieć Stefan Michnik (brat Adama), który przecież też walczył z faszyzmem jako sędzia stalinowski posyłając żołnierzy podziemia niepodległościowego do piachu. Prymityw Stefan Michnik wykazał się wrogością wobec „kultury, dialogu, tolerancji i wykształcenia”.

                          Staliniści bowiem nie prowadzą dialogu, co najwyżej prowadzą przesłuchania. Nie tolerują kultury, tylko walczą z nią w imię jedynej słusznej drogi, w imię postępu. Nie tolerują też żadnego innego światopoglądu w imię jedynie słusznego światopoglądu, który powinni wyznawać wszyscy.

                          Miał więc rację Robert Tekieli, kiedy pisał poniższe słowa:

                          AntyKosciół Michnika jest ideowy. Ma on bowiem o wiele większe ambicje. Nie chce być jedynie polskim Murdochem. Chce, by głoszona przez niego nauka stała się powszechnym wyznaniem w Polsce. W Europie. Na świecie. Środowisko Michnika chce zająć miejsce Kościoła. Swą ideologią chce zastąpić religię. Już kiedyś próbowali zrobić to ich wujkowie i ciotki rewolucji. Urodzeni w latach 40. i 50. zamienili język marksizmu na język ideowego konsumpcjonizmu. Ale robią to samo.

                          Jakby na potwierdzenie tych słów podczas debaty Michnik zastanawiał się nad zmianą tego języka z lat 50. i zastąpienia jakimś innym hasłem słowa „faszyzm”:

                          Boję się, żeby używając słowa z innej epoki, nie zacierało tego, co obserwujemy.

                          Chichotem historii jest to, że debata „Czy grozi nam faszyzm” odbyła się w 65. rocznicę zamordowania rotmistrza Witolda Pileckiego, który dostał kulkę w głowę po wyroku sądowym stalinowskiego sądu, chichotem historii jest to, że w rocznicę tego mordu sądowego, brat nieosądzonego i do dziś ściganego za swoje zbrodnie Stefana Michnika urządza taką debatę, pod takim właśnie a nie innym tytułem.

                          <a href="
                          • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 22.06.13, 11:56
                            Bardzo ciekawa wypowiedź pastora Bartosika zamieszczona na portalu Areopag XXI. Tylko żeby to było takie proste - przestać powaznie traktować, to co niepoważne. Problem polega na tym że ci wszyscy wielbiciele lewacko-feministycznych teorii nie mają żadnych oporów.



                            "Jeszcze cztery lata temu na moich studiach doktorskich z pedagogiki na UG lewicowi wykładowcy, którzy zresztą nie kryli swych ideologicznych preferencji, przekonywali, że gender to "neutralna ideowo nauka i badania nad płcią". Podnoszono wielki lament gdy dziekan wydziału prawa prof. Jarosław Warylewski odrzucił propozycję utworzenia Ośrodka Gender Studies w Gdańsku. Dziś świetnie widać, że nigdy tu nie chodziło o żadną naukowość, ani obiektywność, ale o ideologiczne urabianie studentów i kulturową dominację. Naukowość, mury uniwersyteckie, przestrzeń publiczna służyły i służą raczej jako przestrzenie legitymizacji tego nurtu, który stoi w zdecydowanej opozycji wobec porządku Bożego świata oraz studiów kulturowych.

                            Kiedy bowiem mówimy o rolach związanych z płcią, to owszem, w różnych kulturach te same rzeczy czy zjawiska postrzegane są różnie i mają różne zastosowanie. Różne kultury przypisują odmienne role społeczne krowom: u nas je się doi albo zjada, a w kulturze hinduizmu czci. Podobnie jest z psami: my się z nimi zaprzyjaźniamy, a Chińczycy robią z nich gulasz. Nie znaczy to jednak, że krowa czy pies są społecznymi konstrukcjami, a jedynie, że różne kultury wiążą z nimi różne zapatrywania i przypisują im różne funkcje (które rzeczywiście są społecznie konstruowane). Nie ma więc, obok krów i psów biologicznych, psów i krów kulturowych: są po prostu krowy i psy oraz ich kulturowe interpretacje. Tam samo nie istnieje, obok płci biologicznej, jakaś dodatkowa "płeć kulturowa": istnieje po prostu płeć oraz jej kulturowe wyobrażenia i wiązane z nią funkcje (D. Leszczyński). Oczywiście jako chrześcijanie dodamy, że płeć nie tyle określa, co wyraża nasze powołanie dane od Boga i to powołanie nie jest warunkowane kulturowo (role mężczyzn i kobiet w rodzinie, w Kościele itp.).

                            Wracając do gender, sądzę, że trafnie podsumował współczesną dyskusję na ten temat D. Leszczyński: prawdopodobnie przyszłe pokolenia będą traktować współczesne gender studies z takim samym pobłażliwym lekceważeniem, z jakim my podchodzimy dziś do okultystycznych spekulacji Kelleya o kamieniu filozoficznym czy Mesmerowskiej teorii magnetyzmu zwierzęcego.

                            Aby tak się stało, musimy przestać traktować poważnie coś, co poważne nie jest (np. prawo do wyboru płci) i angażować się w publiczną debatę."

                            www.areopag21.pl/pbartosik/artykul_3651_w-teorii-gender-nigdy-nie-chodzilo-nauke.html
                            • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 24.06.13, 14:07
                              "To pornograficzne manify z błogosławieństwem państwa. Bo czym niby jest publiczne trzymanie się za genitalia? Nie życzę sobie nachalnego epatowania czymś, co dla mnie jest nieestetyczne. To już nawet nie równouprawnienie, ale terror" - mówił Kukiz o paradach równości na łamach "Rzeczpospolitej"

                              Szkoda że tak niewiele osób ma odwagę mówić tak konkretnie. To jest właśnie terror ktory nie ma nic wspólnego z równouprawnieniem.
                              • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 27.07.13, 19:22

                                Czytając w zeszłym tygodniu w ''Magazynie Świątecznym'' tekst Jana Hartmana ''O Polskę wolną - od konkordatu!'' przypomniała mi się chasydzka opowieść o chełmianinie, który pisał list wielkimi literami.

                                Ktoś go zapytał: - Czemu tak piszesz?

                                - Bo piszę do mojego wuja, a mój wuj jest - oby was to nie spotkało! - głuchy - brzmiała odpowiedź.

                                Coś podobnego ma miejsce w przypadku Jana Hartmana.

                                Krakowski filozof strzela z wielkiej armaty, sam głuchy na inne wartości i inaczej myślących. W imię tolerancji dla wszystkich - z wyłączeniem chrześcijan i Kościoła. Do czego doprowadziła taka postawa, widzieliśmy podczas francuskiej rewolucji. No, ale może tym razem nie będzie tak źle z nami, katolikami.

                                ***

                                Kluczem do zrozumienia tekstu ''O Polskę wolną - od konkordatu!'', ale i innych wypowiedzi Jana Hartmana z ostatnich kilku lat, jest zdanie: ''Władze publiczne z zasady mogą finansować wyłącznie cele prawem uznane za dobra, a formacja religijna do nich nie należy''. Hartman nie przyjmuje bowiem tezy o neutralności światopoglądowej państwa, które nie uważa religijności ani za dobrą, ani za złą, ale stare, pochodzące od Woltera przekonanie, że chrześcijaństwo jest złem zniewalającym człowieka. My, nowocześni, wolni i oświeceni ludzie, powinniśmy się go bać i go zwalczać. Bo jest przeciwko wolności i przeciwko człowiekowi.

                                Hartman jest głuchy i ślepy na dobro, które niesie ze sobą chrześcijańskie przesłanie miłości. Widzi jak daltonista, nie rozróżniając kolorów. Nie dostrzega palety barw, które są w Kościele i chrześcijaństwie.

                                Czyli sam jest ''upośledzony'', czytaj: zamknięty w swoim ideologicznym, choć ponoć zwalczającym wszelkie ideologie świecie.

                                Ale przejdźmy do konkretów.

                                ***

                                Po pierwsze: uniwersytecki filozof powinien rozróżniać pojęcia Watykan - Stolica Apostolska. To, że tego nie robi, kompromituje go.

                                Po drugie: jak mantra w tekście Hartmana wraca słowo ''przywileje''. Dla Kościoła, chrześcijan, katolików. Zapomina on, że my, katolicy, mieszkamy w Polsce i jest nas całkiem sporo. Jesteśmy obywatelami tego państwa, płacimy podatki. Dlatego mamy prawo do kapelanów w szpitalu, katechezy w szkole, księży w wojsku i więzieniu.

                                Po trzecie: stwierdzenia Hartmana o odbieraniu majątku przez Kościół są czystą demagogią. Dla niego, liberała, prawo własności istnieje dla wszystkich, ale nie dla Kościoła. Mienie bezprawnie zagrabione powinno być zwrócone, ale nie Kościołowi.

                                A ja uważam, że powinno być zwrócone wszystkim obywatelom, nie tylko Kościołowi. I słabością naszej demokracji jest to, że tak się nie stało.

                                Po czwarte: biskupi są obywatelami tego państwa i mają pełne prawo publicznie wyrażać swoje poglądy, tak samo jak profesor Jan Hartman swoje. Każdy ma prawo poszukiwać zwolenników. Uzasadniać swoje tezy i swoje racje. I bronić się w polemice, gdy jest krytykowany. Prawo do wolności słowa jest jedną ze zdobyczy demokratycznego państwa i sięga aż do granicy prawa stanowionego. Nie może naruszać nabytych praw innej osoby.

                                Po piąte: Jan Hartman, mówiąc o zerwaniu konkordatu pochodzącego z czasów II Rzeczypospolitej, posługuje się argumentami propagandy komunistycznej i stalinowskiej. Zapominając, że to ta władza zerwała jednostronnie konkordat uchwałą rządu w 1945 r. A uzasadniała to tak samo jak autor - zachowaniem się Watykanu w czasie II wojny światowej.

                                Po szóste: Hartman twierdzi, że duchowni w Polsce, także biskupi, nie płacą podatku dochodowego. To nieprawda. Każdy proboszcz czy wikary płaci ryczałtowy podatek zależny od wielkości swojej parafii (a konkretnie: od liczby zameldowanych tam ludzi, bez względu na to, czy są katolikami, czy też nie), a biskupi - od pensji, którą dostają od kurii (lub również podatek ryczałtowy jak proboszczowie).

                                I tak można by ciągnąć. Bo w tekście Hartmana jest wiele złej woli, przekłamań i budowania swoich racji na oświeceniowych, antyreligijnych stereotypach.

                                ***

                                Rozmowa ze środowiskiem Jana Hartmana, Magdaleny Środy, Wandy Nowickiej jest możliwa tylko pod warunkiem, że odrobią oni pewną lekcję.

                                Lekcję, która polega na porzuceniu uprzedzeń i nabyciu umiejętności patrzenia na świat nie tylko z jednej, własnej perspektywy, ale również z innych.
                                • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 07.08.13, 17:02


                                  Sprzedaż "Gazety Wyborczej" zmalała o 20 procent w ciągu roku a ilość egzemplarzy zeszła już poniżej 200 tysięcy, donoszą „wirtualnemedia”.

                                  Natomiast w ciągu 24 lat istnienia GW jej sprzedaż spadła o 60 procent. To cieszy wielu wrogów, chociaż jest również wynikiem ogólnego osłabienia prasy, a nie tylko spadku popularności przekazu tej gazety. Akcje Agory zeszły ze szczytowego poziomu 183 zł na jesieni 2000 roku do 8 zł w tych dniach. To raduje oczy, serca i umysły przeciwników. Gdyby nie zasiłki rządowe w postaci ogłoszeń spółek Skarbu Państwa, jak zupa kurowniówka dla ubogich magnatów medialnych, potężny kiedyś koncern byłby dziś bankrutem.

                                  Nowy prezes Najwyższej Izby Kontroli, pan Krzysztof Kwiatkowski, będzie miał okazję, żeby przebadać zasadność biznesową reklam spółek Skarbu Państwa. Albo okazję, żeby siedzieć cicho.

                                  Jeśli dojdzie do pogrzebu Gazety Wyborczej nie da to - moim zdaniem - powodu do radości. Głównie dlatego, że nastąpi pochówek jedynie wyschniętego truchła. A tymczasem wydało ono na świat miliony mutantów. Spełniło przypisaną rolę demontażu resztek, które zostały z Solidarności po akcji rozbijackiej SB w czasie stanu wojennego trwającej do Okrągłego Stołu. Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść, jak mówiło się, gdy jeszcze wolno było mówić o Murzynach.

                                  Na początku lat 1990. Wyborcza powiedziała jak trzeba wybierać. Polacy zaufali jej i wybrali. Nie żądali więc powszechnej lustracji, nie poparli masowo pomysłu dekomunizacji, bo potrzebna zgoda narodowa. Nie obronili także polskiej własności banków, nie zachowali polskiego przemysłu. A wszystko za namową Wyborczej, że kapitał ponoć nie posiada ojczyzny. I wyrzekli się też własnej prasy regionalnej, która dziś należy do Niemców. Gdyby to Polacy zaczęli wykupywać gazety niemieckie, byłby krzyk, że obcy panoszą się między Odrą a Renem. A w Polsce o tym cicho.

                                  Słychać tylko „głuchy śmiech pokoleń”. Bo wyszło, że Gazeta Wyborcza stała się bastionem polskości w mediach. Jest największym dziennikiem opinii z przewagą polskiego kapitału. Z redaktorem naczelnym – legendą byłej demokratycznej opozycji. Założonym przez Solidarność dla pomocy w demontażu systemu komuny. Zdobyła sobie czytelników na fali entuzjazmu dla zdobytej wolności.

                                  Dziś został z tego popiół, popiół, popiół. Gdyby ktoś uprzedził działaczy Solidarności, jaki będzie skutek ich walki i wyrzeczeń, jak będą wyglądać następne pokolenia wolnych Polaków, kto w III Rzeczpospolitej będzie żył w bogactwie a kto w nędzy, kto na kogo będzie patrzył z góry – gdybyż oni to wtedy wiedzieli!

                                  Gazeta bynajmniej nie poniosła klęski, pomimo staczania się w biznesie po równi pochyłej. Wykonała zadanie. Wychowała pokolenia Polaków nie bardzo Polaków. Tego nie uda się odrobić. A zresztą i po co? Świat na prawdę staje się globalny, więc rozluźnienie kurczowej, polskiej tożsamości z PRL nie jest takie złe. Nie byłoby wielkiej szkody, gdyby tylko mutanty Wyborczej były mądrzejsze. A spokojnie patrzą, jak przez 15 lat nie udaje się złapać mordercy komendanta głównego policji. Jak generał komandosów zabija się w garażu podobno dlatego, że przestali go zapraszać do telewizji. Jak Polska pogorszyła swoją pozycję cywilizacyjną wobec innych krajów Unii Europejskiej, mimo wielkich środków z UE na wyrównanie tych różnic, bo źle je wydaje. O Smoleńsku, przyczynach i skutkach lepiej nie rozpisywać się. Ale wychowanek Wyborczej to wszystko gładko łyka. I szuka z nią faszystów tam, gdzie jest masa zaniepokojonych stanem państwa rodaków.

                                  Kto będzie płakał po Wyborczej? Ani przeciwnicy, ani mocodawcy, może tylko mutanty. Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść.

                                  wpolityce.pl/artykuly/59767-jesli-dojdzie-do-pogrzebu-gazety-wyborczej-nie-da-to-powodu-do-radosci-glownie-dlatego-ze-nastapi-pochowek-jedynie-wyschnietego-truchla
                                  • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 22.08.13, 16:34

                                    "Żyd dla Wyborczej jest więc tylko narzędziem dystynkcji – środowisko to używa go, żeby odróżniać się od tej gorszej, paskudnej i ciemnej części polskiego społeczeństwa, którym światli przewodnicy z „GW” powinni kierować.

                                    To, że Gazeta Wyborcza manipuluje, przejaskrawia i stosuje podwójne miary to oczywistość. Przyznam jednak szczerze, że „wygrywające internety” porównanie dwóch tekstów z Wyborczej o cmentarzach, raz żydowskim, raz polskim, nie jest najlepsza egzemplifikacją tej tezy. Bowiem jeden z tych tekstów jest autorskim felietonem, drugi zaś tekstem informacyjnym, w którym przedstawiono rację obu stron sporu. Ale pal licho to dość nieuczciwe zestawienie, teza o hipokryzji środowiska GW jest jak najbardziej trafna. Chyba najsilniej widoczne to jest w jej sposobie opisu historii. Żydowski i komunistyczny zbrodniarz jest dla Wyborczej zawsze postacią tragiczną i wielowymiarową. Nad jego losem należy się pochylić, współczuć mu, zrozumieć. Za to w życiorysach polskich bohaterów należy doszukiwać się najdrobniejszej nawet skazy, a potem na jej podstawie wygłaszać płomienne odezwy o potrzebie rozbijania polskiej mitologii narodowej. Ostrzegałbym jednak przed wyciąganiem z tego wniosku, że Wyborcza jest gazetą prożydowską. Tak nie jest. Wyborcza nie jest nawet lewicowa. Wyborcza jest żadna. Nie szanuje żadnej religii ani tradycji. Poglądy są u niej tylko funkcją interesów jej środowiska. Oczywiście zbliża ją to raczej do idei lewicowych, ale jak koniunktura się zmieni, zapewne jej łamy zapełnią się pseudo patriotyzmem. Wyborczej Żydzi się opłacają póki może za ich pomocą rozgrywać swoje własne gierki symboliczne, gdy to żydowskie paliwo przestaje spełniać swój cel – żydzi polecą na śmietnik reakcji, zastąpieni przez geja czy inną „ofiarę okrutnego faszyzmu”. Żyd dla Wyborczej jest więc tylko narzędziem dystynkcji – środowisko to używa go, żeby odróżniać się od tej gorszej, paskudnej i ciemnej części polskiego społeczeństwa, którym światli przewodnicy z „GW” powinni kierować. Jest to dla tego środowiska szczególnie opłacalne w jego kontaktach z zachodnimi instytucjami. Następuje bowiem swoiste połączenie interesów. Zachód chce widzieć Polskę jako krainę dzikich i nierozsądnych barbarzyńców, których musi ucywilizować, a Wyborcza z chęcią podejmie się tej misji. Dlatego zbyt ostre reakcje na idiotyzmy Wyborczej, zwłaszcza reakcje o antysemickim zabarwieniu (co jest skądinąd niedopuszczalne samo w sobie i obrzydliwe), są tym czego ta gazeta najbardziej pragnie. A wracając do „filosemityzmu” Wyborczej, to im mniej na zachodzie będzie modny Żyd, tym mniej ciekawy będzie on dla tego środowiska. Zresztą już teraz Wyborcza wyjątkowo wybiórczo walczy z antysemityzmem, bo nie przeszkadzają jej „ludzie honoru” tacy jak Jaruzelski i Kiszczak, odpowiedzialni za antysemickie nagonki w czasie PRL-u."

                                    www.fronda.pl/a/wildstein-dla-frondapl-o-rozebranych-modelka-na-cmentarzu-wyborcza-nie-jest-prozydowska-wyborcza-jest-zadna,30213.html
                                    • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 23.09.13, 19:21
                                      Warszawa/Olsztyn, 21.09.2013

                                      Stanowisko Krajowej Sekcji Nauki NSZZ "Solidarność" w sprawie przeprosin profesora Baumana przez minister Barbarę Kudrycką

                                      KSN NSZZ „Solidarność” nie będzie odnosić się do faktu zapraszania kontrowersyjnego profesora do wygłaszania wykładów na polskich uczelniach. Być może formuła wolności akademickiej powinna być wystarczająco pojemna, aby umożliwić udział w debacie akademickiej nawet byłemu enkawudziście i wieloletniemu politrukowi w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego - formacji wojskowej zwalczającej polskich patriotów po II wojnie światowej.

                                      Pragniemy wszakże wyrazić zrozumienie dla protestów przeciw jego obecności w murach wrocławskich uczelni. David Irving, wybitny ale niewątpliwie kontrowersyjny brytyjski historyk wielokrotnie doświadczał ostracyzmu i czynnego bojkotu, które często uniemożliwiały przeprowadzenie jego wykładów. A przecież Irving nie służył w SS ani w innych zbrodniczych niemieckich formacjach, a jego kontrowersyjność ma charakter akademicki. Przypadek Irvinga wskazuje, że w cywilizacji zachodniej tolerowane są nawet pozawerbalne protesty przeciw autorom tez akademickich uważanych za uwłaczające zdrowemu rozsądkowi. Naszym zdaniem protesty młodzieży wrocławskiej podczas wykładu profesora Baumana w Uniwersytecie Wrocławskim mieszczą się w ramach europejskiej praktyki.

                                      Nasz głęboki sprzeciw wzbudza natomiast następująca wypowiedź minister Barbary Kudryckiej:

                                      „W imieniu całego środowiska akademickiego wyrażam głębokie ubolewanie z powodu zajść, jakie miały miejsce na Uniwersytecie Wrocławskim. Jest mi tym bardziej przykro, że dotknęło to właśnie Pana Profesora, jednego z najbardziej cenionych współczesnych uczonych, którego wkład w rozwój myśli socjologicznej jest nieoceniony i którego nazwisko stanowi markę na całym świecie.”

                                      Uważamy, że Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego profesor Barbara Kudrycka powinna poczuwać się do solidarności przede wszystkim z przedwojennym ministrem wyznań religijnych i oświecenia publicznego Kazimierzem Świtalskim – do jego kompetencji należał nadzór nad szkolnictwem wyższym - więzionym w PRL w latach 1948-1955. Zwracamy uwagę, że oficer KBW Zygmunt Bauman był właśnie w tamtym czasie ważnym funkcjonariuszem ówczesnego zbrodniczego reżimu, dobrze ocenianym przez swoich przełożonych.

                                      Co więcej, KSN NSZZ „Solidarność” zawsze będzie bronić poglądu, że minister rządu Rzeczpospolitej Polskiej nie może przepraszać obywatela polskiego, który dopuścił się zdrady wobec Państwa Polskiego.

                                      Przewodniczący KSN NSZZ „Solidarność”

                                      Prof. Edward Malec
                                      • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 26.09.13, 22:18
                                        Gorzkie ale jakże prawdziwe słowa:

                                        Jest późne popołudnie, wrześniowe słońce łasi mi się do twarzy. Siedzę przy kawiarnianym stoliku przy Puerta de Toledo w Madrycie. Przyjechałem z kraju, który przez wieki przyjmował kolejne pokolenia Żydów, uciekających niemal z całej Europy. Jestem w kraju, z którego spektakularnie wyrzucono Żydów pod koniec XV wieku. Wtedy zresztą, w 1492 roku zmuszono ich silą do opuszczenia także sąsiedniej Portugalii, ale też sporej części Niemiec. Ale dziś, po wiekach, sprytni Hiszpanie narzucili światu, że owa data kojarzyć ma się z odkryciem Ameryki. Uczynił to co prawda Genueńczyk, ale pozostający w służbie hiszpańskiej monarchii − Cristoforo Colombo. To historyczne cwaniactwo nie jest tylko domeną nacji z Półwyspu Iberyjskiego. Austriacy też wmówili wszystkim, że Hitler był Niemcem, a Mozart Austriakiem, choć było dokładnie odwrotnie.

                                        A swoją drogą, po trochę ponad czterech wiekach Niemcy zabrali się za Żydów bardziej metodycznie. O ile w XV wieku kazali im opuszczać kraj i zostawiać domy, o tyle w wieku XX zażądali, aby potomkowie Abrahama opuścili ziemski padół i zostawili już nie tylko dobytek, ale i życie. A jak już cos nasi zachodni sąsiedzi robią to, trzeba przyznać, w sposób zorganizowany. Można by rzec: dopięty na ostatni, teutoński guzik.

                                        Czemu ja tyle o tych Żydach? Bo straszna złość mnie bierze, że dziś zbrodnie Holokaustu zaczyna się przypisywać mojemu narodowi, a nie Niemcom. Tak oto na naszych zdumionych oczach następuje totalna korekta historii: polskie ofiary stają się... katami, a Niemcy z narodu katów coraz częściej wędrują na półkę z napisem: ofiary II wojny światowej. Straszliwy paradoks. Ale czemuż polskim kosztem, na miłość Boską?

                                        Ci, którzy ośmielają się czynić z mojej Ojczyzny kraj antysemitów albo są kompletnymi półgłówkami (populacja kretynów jest spora, a więc matematycznie jest to możliwe) albo czynią to, jak złodziej wrzeszczący "łapać złodzieja". Niemcy chcą odwrócić w ten sposób uwagę od szwabskich zbrodni, Austriacy od masowego poparcia dla rodaka − Hitlera, Francuzi − od powszechnej kolaboracji z niemieckim okupantem części Francji, inne nacje − od wydawania Żydom panom z Gestapo i to na ochotnika, nawet bez proszenia ze strony gości z Berlina. Amerykanie zaś − od bezczynności i udawania, że nie widzieli tego, co działo się z Żydami podczas II wojny (choć przecież Jan Karski informował o tym prezydenta Franklina Delano Roosvelta). Cóż to za parada hipokrytów! Cóż za "danse macabre".

                                        Siedzę więc sobie przy Puerta de Toledo i myślę, że i Hiszpania i Niemcy, świat cały powinien znać słowa, które wypowiedział duchowy przywódca Żydów rabin Mojżesz Isserles:

                                        W tym kraju nie ma zawziętej nienawiści do nas, jak w Niemczech. Oby zostało tak nadal, aż do nadejścia Mesjasza.

                                        Tenże sławny rabin nazwał nasz kraj "paradis Judaeorum..." czyli "rajem dla Żydów". O tym wszystkim powinni pamiętać ci, którzy tymże Żydom stworzyli nie raj − jak Polacy − a piekło na ziemi.

                                        wpolityce.pl/artykuly/63326-hipokryci-zydzi-polacy-traszna-zlosc-mnie-bierze-ze-dzis-zbrodnie-holokaustu-zaczyna-sie-przypisywac-mojemu-narodowi-a-nie-niemcom
                                        • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 09.10.13, 14:37

                                          Fot. Morgue File

                                          Fot. Morgue File
                                          Francuscy merowie nie chcą uczestniczyć w zawieraniu tak zwanych małżeństw homoseksualnych, choć zobowiązuje ich do tego aktualne prawo. Pod protestem podpisało się już 20 tys. merów i wicemerów Francji.

                                          We wtorek we francuskiej Radzie Konstytucyjnej przedstawiony został odpowiedni wniosek, który podpisało 20 tys. merów i wicemerów.

                                          Domagają się przyznania im prawa do sprzeciwu sumienia. Taką obietnicę złożył w listopadzie ubiegłego roku prezydent François Hollande, który przeforsował legalizację związków jednopłciowych w parlamencie. Nie dotrzymał jednak obietnicy w sprawie klauzuli sumienia.

                                          Merowie zwracają uwagę, że na sprzeciw sumienia może się we Francji powoływać wiele kategorii zawodowych, jak np. lekarze, adwokaci a nawet sędziowie. – Jest absurdalne, że nam tego prawa się odmawia – skarżą się merowie.

                                          „Nikt nie może być krytykowany za to, że nie chce być odpowiedzialny za zawarcie związku, którym przyznaje się prawo do adopcji dzieci przez pary homoseksualne” – czytamy w petycji.
                                          • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 14.10.13, 10:00
                                            andrzej585858 napisał:

                                            > Francuscy merowie nie chcą uczestniczyć w zawieraniu tak zwanych małżeństw homo
                                            > seksualnych, choć zobowiązuje ich do tego aktualne prawo. Pod protestem podpisa
                                            > ło się już 20 tys. merów i wicemerów Francji.
                                            >
                                            > We wtorek we francuskiej Radzie Konstytucyjnej przedstawiony został odpowiedni
                                            > wniosek, który podpisało 20 tys. merów i wicemerów.
                                            >
                                            > Domagają się przyznania im prawa do sprzeciwu sumienia. Taką obietnicę złożył
                                            > w listopadzie ubiegłego roku prezydent François Hollande, który przeforsował le
                                            > galizację związków jednopłciowych w parlamencie. Nie dotrzymał jednak obietnicy
                                            > w sprawie klauzuli sumienia.
                                            >
                                            > Merowie zwracają uwagę, że na sprzeciw sumienia może się we Francji powoływać w
                                            > iele kategorii zawodowych, jak np. lekarze, adwokaci a nawet sędziowie. –
                                            > Jest absurdalne, że nam tego prawa się odmawia – skarżą się merowie.
                                            >
                                            > „Nikt nie może być krytykowany za to, że nie chce być odpowiedzialny za z
                                            > awarcie związku, którym przyznaje się prawo do adopcji dzieci przez pary homose
                                            > ksualne” – czytamy w petycji.

                                            Powyższy tekst został zamieszczony na portalu fronda:

                                            www.fronda.pl/a/francuscy-merowie-nie-chca-brac-udzialu-w-gejowskich-slubach-pod-petycja-zebrano-20-tysiecy-podpisow,31157.htm
                                            Przepraszam jednoczesnie za zamieszczenie powyższego tekstu bez podania linku źródłowego
                                      • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 14.10.13, 10:07
                                        andrzej585858 napisał:


                                        >
                                        > Stanowisko Krajowej Sekcji Nauki NSZZ "Solidarność" w sprawie przeprosin profe
                                        > sora Baumana przez minister Barbarę Kudrycką
                                        >
                                        > KSN NSZZ „Solidarność” nie będzie odnosić się do faktu zapraszania
                                        > kontrowersyjnego profesora do wygłaszania wykładów na polskich uczelniach. Być
                                        > może formuła wolności akademickiej powinna być wystarczająco pojemna, aby umożl
                                        > iwić udział w debacie akademickiej nawet byłemu enkawudziście i wieloletniemu p
                                        > olitrukowi w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego - formacji wojskowej zwalczaj
                                        > ącej polskich patriotów po II wojnie światowej.
                                        >


                                        Powyższy tekst został zamieszczony tutaj:

                                        www.tygodniksolidarnosc.com/pl/a/426/-w-sprawie-przeprosin-profesora-baumana-przez-minister-barbare-kudrycka.html
                                        Przepraszam za zamieszczenie powyższego tekstu bez podania linku źródłowego.
                                • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 14.10.13, 10:11
                                  andrzej585858 napisał:

                                  >
                                  > Czytając w zeszłym tygodniu w ''Magazynie Świątecznym'' tekst Jana Hartmana ''O
                                  > Polskę wolną - od konkordatu!'' przypomniała mi się chasydzka opowieść o chełm
                                  > ianinie, który pisał list wielkimi literami.

                                  Cytowany powyżej tekst został zamieszczony tutaj:

                                  wyborcza.pl/magazyn/1,133160,14343129,Filozof_gluchy_na_innych.html
                                  Przperaszam jednocześnie za nie podanie linku źródłowego do powyższego tekstu,
                                  • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 31.10.13, 07:28
                                    Dlaczego tak mało u nas tak bardzo rozsądnych polityków? Zdecydowana większośc to wpatrzeni bezkrytycznie w Brukselę wielbiciele politycznej poprawności?

                                    "Na Wydziale Prawa i Administracji UŁ wykład wygłosił Vaclav Klaus, były prezydent Republiki Czeskiej. Aula szczelnie zapełniła się studentami, naukowcami i politykami.
                                    Vaclav Klaus był prezydentem Czech w latach 2003-2013. Wcześniej należał do obyczajowo konserwatywnej i gospodarczo liberalnej Obywatelskiej Partii Demokratycznej. Słychać to było podczas wykładu "Republika Czeska i Polska: sojusznicy i konkurenci? Sąsiedzi i przyjaciele!".

                                    Klaus ostrzegał przed "nowym wspaniałym światem politycznej poprawności, relatywizmem moralnym i medialną manipulacją" oraz nawoływał do zwiększenia liberalizmu gospodarczego. - Komunistyczna przeszłość Polski i Czech uprawnia nas, byśmy wciąż i wciąż przypominali Europie: stop dyktatowi polityki w ekonomii - mówił.
                                    Musimy bronić wolnego rynku. Wierzę, że Polska i Czechy wciąż będą przyjaciółmi. Potrzebujemy tego i zasługujemy na to.

                                    Gość UŁ odniósł się także do głośnego artykułu "Precz z państwem narodowym" autorstwa niemieckiego europosła Daniela Cohn-Bendita opublikowanego we wrześniu na łamach "The New York Times", a następnie w prasie na całym świecie. - Jeśli spojrzycie na język, strukturę i marksistowską terminologię, zobaczycie, że ten tekst przypomina "Manifest komunistyczny" - powiedział polityk, a aula zareagowała śmiechem. - Globalne rządy i likwidacja narodów to wielkie niebezpieczeństwo. Powinniśmy przestać grać w polityce historyczną kartą. To wyjątkowo niebezpiecznie. To tak jakby próbować kierować samochodem, patrząc jedynie w lusterko wsteczne. Ono jest ważne i należy w nie patrzeć, ale nie powinno być większe niż przednia szyba samochodu. Aula zareagowała gromkimi brawami na to porównanie. - Spodobało się też prezydentowi Chile Eduardo Frei. Powiedział do mnie: "Doskonałe! Czy mogę używać tego porównania? U mnie w kraju ciągle dyskutuje się o przeszłości".

                                    Wśród głosów publiczności znalazły się pytania o sytuację na Węgrzech. - Niektórzy chcą powrotu monarchii austro-węgierskiej. To bardzo niebezpieczne - skomentował Klaus.

                                    Nie zabrakło także pytania o przyszłość euro. - Strefa euro zostanie utrzymana - powiedział Klaus. Ale za bardzo wysoką cenę. Tą ceną jest stagnacja gospodarcza."

                                    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14872331,Vaclav_Klaus_na_UL__stop_politycznej_poprawnosci_.html?lokale=olsztyn#BoxWiadTxt
                                    • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 12.11.13, 08:28
                                      Gorzkie, ale jednocześnie jakże prawdziwe podsumowanie wczorajszych uroczystości Święta Niepodległości:

                                      "Byłem pod Krzyżem Katyńskim. Słyszałem przemówienie Jarosława Kaczyńskiego. Było porywające, patriotyczne, całkowicie pozbawione jakiejkolwiek agresji. Była mowa o wspaniałej walce o niepodległość Ojczyzny zwieńczonej w 1918 roku, o jedności narodu wówczas i konieczności takiej jedności dziś.
                                      Prezes PiS akcentował, że nikt z zewnątrz niczego nam nie zapewni, musimy o Polskę zadbać sami. Tusk nic z tego nie zrozumiał i znowu aroganckim tonem przypisał Kaczyńskiemu chęć siłowego rozwiązywania spraw kraju i słów o tym, że Polska nie jest niepodległa. To obrzydliwe kłamstwo. Chyba, że zapewnienia prezesa PiS o zbliżającym się zwycięstwie jego zwolenników Tusk zrozumiał jako akt przemocy, a może i agresji. Kilkutysięczna manifestacja pod Krzyżem Katyńskim w Krakowie była wielce podniosłym aktem patriotycznym, świętowanym wraz z delegacją z Węgier liczącą kilkaset osób. Wstyd mi za premiera, który kłamie w żywe oczy.

                                      Nie popisał się też specjalnie prezydent Komorowski. Aż dziwne, że nikt nie wyśmiał go do tej pory za fragment przemówienia, w którym – nawiązując do dziejów II Rzeczpospolitej – obarczył jej przywódców winą za brak ochrony w 1939 roku. Pytam więc, kto w Europie potrafił ochronić swój kraj przed Hitlerem i Stalinem, największymi chyba bandytami w historii dziejów? I kto to mówi? Prezydent Komorowski, który nie potrafi nawet kiwnąć palcem, by powrócił do Polski należący do niej samolot, by wróciły do nas czarne skrzynki, by Rosjanie nie robili z nas idiotów, przedstawiając raz taką wersję, potem ją zmieniając, żądali wycofania protokołów. Panie Prezydencie, Pan naprawdę nie słyszy, co Pan mówi?

                                      Nieźli są też służebni Tuska władający piórem. Kazimierz Wóycicki, częściej przebywający w Berlinie niż w Polsce, najpierw wyczyścił swym tekstem do połysku buty Tuska, potem musiał się jednak podeprzeć cytatem z drukowanych przemyśleń innego hagiografa swego ulubieńca. Kuczyńskiego mianowicie. Waldemara. Owa podpórka, to zarzut, że polityki nie uprawia się na cmentarzach. Całkowita zgoda, tylko pewnie Kuczyńskiemu wcale nie idzie o tajemne, a przestępcze spotkania czołówki PO z biznesową żulią, także na benzynowych stacjach. Czyli wazeliniarze na poziomie swych idoli. Normalne.

                                      I jeszcze pozdrowienia dla Ewy Kopacz. Zgodnie z jej sugestią, by wysyłać w Dniu Niepodległości życzenia, okolicznościowe kartki. Wysyłam – Pani Marszałek, pozdrawiam i przy okazji pytam, kiedy Pani sprostuje smoleńskie kłamstwa i kiedy przestanie Pani kręcić terminami głosowań, w szczególności, by mieć czas na kolejne demoralizowanie swego koalicjanta?"

                                      wpolityce.pl/dzienniki/dziennik-tomasza-domalewskiego/66814-w-dzien-niepodleglosci-tusk-znowu-nalgal-komorowski-znow-sie-osmieszyl-ich-heroldowie-napisali-bzdury
                                      • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 13.11.13, 09:56
                                        Bardzo dobry komentarz -rządzący maja jedną i oczywiście słuszną odpowiedź. Wszystkiemu winny jest Kaczyński.


                                        "Okazuje się, że w poziomie żenującej, drewnianej jak poczucie humoru Najsztuba i prymitywnej propagandzie obecna władza nie ma sobie równych. Naprawdę zaczynam tęsknić za ironią i diabelską bezczelnością Leszka Millera, który przynajmniej sprawiał wrażenie mistrza kłamstwa.

                                        W filmie „Kasyno” Martina Scorsese bohater grany przez Joe Pesci wychodząc z sądu mówi kąśliwie do dziennikarzy: „uważajcie na skórkę od banana, ktoś się poślizgnie i będzie na mnie”. Błyskotliwym jak Jaruś Kuźniar od razu zaznaczam, że dobrze wiem, kim był Nicky Santoro, i nie porównuje do gangstera z Las Vegas prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Niemniej jednak sytuacja przedstawiona u Scorsese doskonale obrazuje to, co widzimy w ostatnich dniach w Polsce.

                                        Gdy obserwowałem płonącą tęczę i budkę przed rosyjską ambasadą przez głowę przemknęła mi oczywiście myśl, że medialni bulteriery Donalda Tuska półgębkiem będą obwiniać za wydarzenia prezesa PiS, który obchodził Święto Niepodległości nie tyle na ulicach Warszawy z dala od płonących miejsc, ale wręcz w innym mieście. Pomyślałem wówczas, że pewnie Tomasz Lis wysmaży na blogu patetyczny list o moralnej odpowiedzialności opozycji, która kwestionuje władzę najnowocześniejszego premiera na świecie, a Waldemar Kuczyński uzna, że ogień na marsz przyniósł olimpijczyk Hofman z pochodni, którą Kaczor niósł na Krakowskim Przedmieściu, gdy rok temu organizował faszystowski zamach na Pałac Prezydencki. W końcu czytając publicystykę niektórych odłamów narodowych organizacji z marszu, można się przekonać, że miłość do Władimira „katechona” Putina jest na tyle silna, że to na pewno nie oni sprowokowali zajścia pod ambasadą matki Rosji. Takie wnioski z pewnością wyciągnąłby niejedna gwiazda żurnalistyki nad Wisłą, która by poczuć przypływ adrenalinki zamiast „Martwego zła” zapodaje na DVD konferencje zespołu Macierewicza.

                                        Jednak nawet moja znudzona poziomem polskiej polityka głowa nie pomyślała, że o działania chuliganów, Kaczyńskiego będą posądzać najwyższe osoby w Polsce i ( oczywiście zawsze przyjaźni i kochający nasze barwy narodowe) żołnierze Władimira Putina. Okazuje się jednak, że w poziomie żenującej, drewnianej jak poczucie humoru Najsztuba i prymitywnej propagandzie obecna władza nie ma sobie równych. Naprawdę zaczynam tęsknić za cyniczną ironią i diabelską bezczelnością Leszka Millera i jego ekipy, którzy przynajmniej sprawiali wrażenie mistrzów kłamstwa. Zarówno minister Sienkiewicz jak i dziennikarscy klakierzy Partii, Tej Partii, w ostatnich dniach przechodzą wszelką granicę obciachu, jednocześnie odsłaniając swoją głęboką jak głębia w tekstach Marii Peszek pustkę. Wiem, że jedynym sposobem Tuska na utrzymanie wysokiego poparcia przez lata było straszenie PiSem. Jednak kilkanaście ostatnich sondaży pokazało, że ta strategia bezpowrotnie odeszła.

                                        Liczyłem, że pijarowcy PO wymyślą nowy sposób na ratowanie premiera i jego drużyny bez pierścienia. Ostatnie dwa dni powodują, że nawet taki smoleński agnostyk i człowiek daleki od wiary w teorie spiskowe jak piszący te słowa, zaczyna wierzyć w celowe prowokacje 11 listopada, które miały posłużyć do medialnej akcji przeciwko opozycji. Szczególnie, że prymitywizm narracji po marszowej jest tak wielki, że mógł on wyjść tylko od jednej, konkretnej ekipy… "

                                        wpolityce.pl/dzienniki/dziennik-lukasza-adamskiego/66922-a-moze-ogien-na-marsz-przyniosl-olimpijczyk-hofman-z-pochodni-ktora-prezes-chcial-podpalic-palac-prezydencki
                                        • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 15.01.14, 12:18
                                          Bardzo rozsądny głos prof. Kleibera:

                                          "Faktem jest, że to co się nazywa po angielsku gender studies, czyli nauka związana z tożsamością płciową, ale tożsamością kulturowo-społeczną, jest od kilkudziesięciu lat uprawiana. Są na ten temat książki, nawet encyklopedia. To jest niezwykle ważna nauka. W Polsce ludzie niechętni w stosunku do tego terminu są skłonni tego nie zauważać, ale jak spojrzymy na świat arabski i rolę kobiet w społeczeństwie, to trudno sobie wyobrazić, żeby ona nie była przedmiotem studiów bardzo gruntownych .

                                          O ile zasadniczy kierunek w gender studies nie podlega wątpliwości, to w momencie kiedy zaczynamy przenosić nasze badania na tę tożsamość płciową rozumianą w sposób biologiczny i traktować płeć jako rodzaj przemocy natury wobec człowieka, z której należy się wyzwalać, co jest oczywiście zagrożeniem dla rodziny, wtedy sprawa staje się mniej naukowa, bardziej ideologiczna. Ideologizacja nauki wszędzie jest szkodliwa. W przypadku gender studies, co widać według mnie już na co dzień, także wobec popularności tej problematyki, staje się poważnym problemem publicznym.

                                          Dostrzegam zagrożenie w debacie publicznej. To, co jest niezwykle cenne w studiach gender, jest przenoszone na płaszczyznę ideologiczną i to w sposób pochopny. Procesy społeczne mają swoją dużą bezwładność. Jestem przeciwnikiem tego, żeby jakiekolwiek tezy próbować przenosić w sposób szybki na grunt polityczny, wręcz legislacyjny. To jest wszędzie szkodliwe, a w przypadku gender jak najbardziej. "

                                          cytowane wypowiedzi pochodzą z:
                                          wpolityce.pl/wydarzenia/71757-prof-kleiber-o-gender-ideologizacja-nauki-jest-szkodliwa-w-przypadku-gender-studies-staje-sie-powaznym-problemem-publicznym
                                          Mam nadzieję że prof. Kleiber nie oberwie za swoją wypowiedź, no bo jak mógł dostrzec niebezpieczenstwo ideologizacji tak wybitnej dyscypliny naukowej?
                                          • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 03.02.14, 09:31
                                            Bardzo dobry komentarz. "Resortowe dzieci" to nie odpowiedzialnośc za to co w swoim zyciu robili rodzice czy tez inni członkowie rodziny - to stan umysłu.



                                            "Właśnie skończyłem czytać książkę „Resortowe dzieci. Media”, która pokazuje, że bardzo wiele „dziennikarskich autorytetów” III RP wzrastało w rodzinach działaczy i funkcjonariuszy partii komunistycznych oraz służb specjalnych. Pod koniec książki znalazłem fragment związany z moim rodzinnym miastem.



                                            Okazuje się, że Andrzej Morozowski, dziennikarz m.in. TVN24, “jest synem Mieczysława Morozowskiego, przedwojennego komunisty, od roku 1947 związanego z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego. Mieczysław Morozowski (właść. Mozes Mordka, syn Judka i Maszy) urodził się w wielodzietnej rodzinie piekarza z Mińska Mazowieckiego” (s. 391). Z osobowych akt funkcjonariusza Mieczysława Morozowskiego dowiadujemy się, jaka była jego reakcja na agresję sowiecką 17 września 1939 roku: „W Mińsku Maz. wraz z tow. Dąbrowskim Stanisławem i innymi tow. robiliśmy – stwierdza sam Mozes Mordka – przygotowania do uroczystego przyjęcia Czerwonej Armii, nie doczekaliśmy się tego zaszczytu, bo dowiedzieliśmy się, że Armia Czerwona oswobadza tylko teren do rzeki Bug” (s. 392). Włos się jeży na takie wyznania.



                                            Ktoś mógłby jednak zauważyć, że przecież dzieci nie odpowiadają za grzechy swoich rodziców. Już w Księdze Ezechiela Bóg sprzeciwia się powiedzeniu, że „Ojcowie jedli zielone winogrona, a zęby ścierpły synom” (18,2), i podkreśla, że „umrze tylko ta osoba, która grzeszy. Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę swego ojca ani ojciec – za winę swego syna. Sprawiedliwość sprawiedliwego jemu zostanie przypisana, występek zaś występnego na niego spadnie (18,20). Dziś mówimy, że nie ma odpowiedzialności zbiorowej. Każdy odpowiada ze swoje własne poglądy i czyny. Z drugiej strony jest pewna mądrość w przysłowiu: Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Nie można zanegować, że wychowanie i rodzinne koligacje często mają istotny wpływ na postawę jednostki.



                                            W Biblii znajdujemy liczne fragmenty, w których synowie są ganieni w kontekście czynów ich ojców. Prorok Jeremiasz woła: „Czy zapomnieliście o nieprawościach waszych przodków, […] swoich własnych nieprawościach i o nieprawościach waszych żon” (44,9). Św. Szczepan został ukamienowany, bo swoim oponentom wygarnął bez ogródek: „Jak ojcowie wasi, tak i wy. Któregoż z proroków nie prześladowali wasi ojcowie? Pozabijali nawet tych, którzy przepowiadali Sprawiedliwego. A wyście zdradzili Go teraz i zamordowali” (Dz 7,51-52). Również autor Listu do Hebrajczyków nie waha się, nawiązując do Starego Testamentu, wypomnieć grzechów ojców: „Nie zatwardzajcie serc waszych […], jak w dzień kuszenia na pustyni, gdzie kusili Mię ojcowie wasi przez wystawianie na próbę […]. Rozgniewałem się przeto na to pokolenie” (3,8-10). Jezus w sporze z faryzeuszami wskazuje na duchowe więzy: „Wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca [diabła]” (J 8,38).



                                            W pokazywaniu grzechów ojców nie chodzi zatem o obwinianie za nie dzieci, ale o zrozumienie, dlaczego dzieci znalazły się w tym, a nie innym miejscu, dlaczego mówią tak, a nie inaczej. Jednostkowe losy mogą być bardzo różne, dlatego też w pokazywaniu rodzinnych powiązań nie może być żadnego automatycznego przenoszenia ocen. Jeśli jednak widzimy, że wielu dziennikarskich celebrytów, którzy w pewnych sprawach mówią dziwnie jednym głosem, to wnuki i dzieci zajadłych komunistów i esbeków, to nie możemy twierdzić, iż to taki tylko zbieg okoliczności, nie mający żadnego znaczenia. Resortowe dzieci zdają się mieć kilka cech wspólnych, m.in. są przeciwko lustracji, choć kiedy trzeba w kogoś uderzyć na zamówienie, to bez krępacji po nią sięgają; na różne sposoby bagatelizują zbrodnie ludzi PRL-u zarzucając innym nienawiść; nie widzą w III RP chorych układów, za to w Kaczyńskim widzą największe zło; w mówieniu o Kościele operują tymi samymi stereotypami, przypominającymi dziwnie dawną resortową propagandę."

                                            www.fronda.pl/blogi/tantum-quantum/grzechy-ojcow,37480.html
                                            • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 04.03.14, 19:20
                                              Na szczęście nie wszyscy ulegaja pogoni za "polityczną poprawnością" i maja odwagę postępować i mówic zgodnie z wyznawanymi przez siebie poglądami:

                                              " Król dopuszczający zabijanie sam siebie pozbawia królewskości, bo odcina się od Boga, przejmując Jego rolę. W sytuacji zagrożenia ludzkiego życia od szlachetnie urodzonych wymaga się stanięcia w jego obronie.

                                              Przemysław Babiarz: W naszym obszarze kulturowym wciąż przeważają tendencje do rozmontowywania pewnego systemu wartości, który wywodzi się wprost z chrześcijaństwa. To kolejny element sytuacji, w której dziecko bawi się zabawką i odkręca kolejne kółko, by sprawdzić, czy ten samochodzik jeszcze pojedzie bez koła, zderzaka czy kierownicy. Dziecko eksperymentuje, bo się w ten sposób uczy, my natomiast mamy do czynienia z eksperymentem kulturowym, który mówi, że człowiek może sobie ustalić wszystko, nawet zabicie drugiego człowieka. W dodatku, ma to zrobić jakoby dla jego dobra, z miłosierdzia. To przewrotne myślenie! Eutanazję bardzo często uzasadnia się względami jakoby humanitarnymi, czyli współczuciem, co kompletnie obezwładnia sposób myślenia wielu ludzi, którzy nie przyglądają się bliżej problemowi, nie mają mocniejszego kośćca moralnego. Wydaje im się, że jeśli ktoś się męczy albo jego jakość życia jest niewystarczająca, to faktycznie można mu podać preparat, który go uśmierci.

                                              W mediach liczy się każdy głośny przypadek, choćby pojedynczy. Jest stosowany jako kolejny element argumentacji. Skoro Belgowie, których państwo stanowi niejako centrum zarządzania Unią Europejską wprowadzają takie prawo, to można je uznać za pewien rodzaj wzorca czy kierunku. W ostatnim dziesięcioleciu już kilkakrotnie przekonaliśmy się, że rzeczy, które wydawały się od nas odległe i nie do pomyślenia, by je zaproponować w Polsce, doszły i do naszego kraju. Do Polski ta fala zawsze dochodzi nieco później, ale dochodzi. Tempo dochodzenia fal demontażu chrześcijańskiego systemu wartości, stosowanego w praktyce dla norm społecznego współżycia, przyspiesza. Coraz pospieszniej wykręca się kolejne śrubki.

                                              Z pewnością nie należy z rezygnacją opuszczać rąk, ale dalej walczyć. To, że jedna walka została przegrana, nie oznacza, że następna nie ma szans. Najgorzej to dać się przekonać, że tak już musi być. Najgorzej dać się przekonać, że jest determinizm dziejowy i w tę stronę zmierza cywilizacja. "Choćby zmierzała prosto w przepaść, to nie da się jej zawrócić, bo parowóz dziejów jedzie w jedną stronę". To domorosła wiara w determinizm dziejowy i w to, że jeżeli tak się dzieje w innych krajach Zachodu, to po prostu tak ma być i ten demontaż wartości należy stosować także w Polsce.

                                              Król Belgii, podpisując ustawę dopuszczającą eutanazję małoletnich osób, niejako sam siebie pozbawił królewskości. Monarcha jest w dzisiejszym świecie zdominowanym przez demokrację pewnym eksponatem muzealnym. Przecież król to Boży pomazaniec, ktoś kto zasiada na tronie z woli Boga, a więc stanowiący odblask boskiej światłości. Monarcha, który składa podpis pod ustawą, dopuszczającą zabijanie drugiego człowieka, sam siebie pozbawia królewskości, bo sam odcina się od Boga, przejmując Jego rolę. Oczywiście, oddzielną kwestią jest to, czy naciskano na Filipa I, czy rzeczywiście musiał tę ustawę podpisywać... Jednak w sytuacji, kiedy zagrożone jest ludzkie życie od szlachetnie urodzonych wymaga się tego, by stawali w obronie tego życia."

                                              www.fronda.pl/a/przemyslaw-babiarz-dla-frondapl-krol-belgii-sam-pozbawil-sie-krolewskosci,35096.html
                                              • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 24.04.14, 13:20
                                                "

                                                Ja Palikociarni prawa – nawet do sejmowego czczenia Łyszczyńskiego – nie odmawiam. Choć pewnie polscy ateiści i laicyści, w tym zdecydowana większość posłów Twojego Ruchu, zwyczajnie nie wie, kto to był Łyszczyński. Nie wie, bo po prostu – może poza profesorem Hartmanem – świadomi ateiści występują w Polsce w ilościach śladowych. Czy więc – poza zwykłym politykierstwem i czystą nienawiścią do religii – naprawdę są jakieś powody by walczyć z sejmową uchwałą z okazji papieskiej kanonizacji?

                                                Posłowie Twojego Ruchu głośno oprotestowują sejmową uchwałę z okazji kanonizacji Jana Pawła II. Utrzymują, że są niewierzący. To rozumiem. Chcą zbić polityczny kapitał. To też rozumiem, chociaż uznaję to za szczyt podłości i politycznego cynizmu, którego jednak należało się po nich spodziewać. Trudno być tu zaskoczonym. Twierdzą jednak także, że bronią świeckości państwa. Cóż, przyznać trzeba, że bardzo to ciekawa konstrukcja. Dlaczego?

                                                Ano dlatego, że ledwie kilka dni temu, na warszawskim Starym Mieście, ci sami działacze Twojego Ruchu – nawet z aktorskim udziałem profesora Hartmana – w formie teatralnej inscenizacji, uroczyście obchodzili rocznicę stracenia Kazimierza Łyszczyńskiego – pierwszego polskiego ateisty.

                                                Tym publicznym przedstawieniem pokazali więc, że nie są zwolennikami żadnej światopoglądowej neutralności lecz ateizmu i agresywnego laicyzmu. Co więcej, czyniąc to publicznie, domagali się tym samym nie prawa do swobodnego życia dla ateistów i zwolenników laickiego państwa, lecz prawa do publicznego manifestowania tych poglądów. Bądźmy szczerzy. Przecież od tej manifestacji, do wniesienia przez posłów Twojego Ruchu projektu sejmowej uchwały ku czci Kazimierza Łyszczyńskiego droga jest krótsza niż się wielu wydaje.

                                                I żeby było jasne. Ja Palikociarni prawa – nawet do sejmowego czczenia Łyszczyńskiego – nie odmawiam. Choć pewnie polscy ateiści i laicyści, w tym zdecydowana większość posłów Twojego Ruchu, zwyczajnie nie wie, kto to był Łyszczyński. Nie wie, bo po prostu – może poza profesorem Hartmanem – świadomi ateiści występują w Polsce w ilościach śladowych. Czy więc – poza zwykłym politykierstwem i czystą nienawiścią do religii – naprawdę są jakieś powody by walczyć z sejmową uchwałą z okazji papieskiej kanonizacji?"

                                                jflibicki.blog.onet.pl/2014/04/24/kazimierz-lyszczynski-jan-pawel-ii-ruchu-palikota/
                                                • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 04.08.14, 12:49
                                                  Bardzo rozsądny głos dotyczący tzw. sprawy ks. Lemańskiego - a właściwie dwa głosy:

                                                  "Bardzo łatwo jest powiedzieć na Woodstocku, że struktury Kościoła są skostniałe, a biskupi beznadziejni. Tylko po co?

                                                  Nie mam zamiaru rozdzierać szat i krzyczeć, że były proboszcz parafii w Jasienicy pluje na własne gniazdo. Jednak po jego wystąpieniu na Przystanku Woodstock jednego jestem pewien - ksiądz Lemański zmarnował doskonałą okazję. Szkoda.

                                                  W mediach pojawiły się fragmenty jego wypowiedzi ze spotkania z młodzieżą na Woodstocku. Kilka z nich opublikował portal Tokfm.pl:

                                                  "Kościół jest niechętny Przystankowi Woodstock z zazdrości. Owsiakowi udaje się to, co im się nie udaje od lat. Jezus przyjąłby zaproszenie na Woodstock"; "Głos Kościoła w Polsce to nie jest głos Kościoła Powszechnego - inaczej mówi się w Czechach, Francji czy Rzymie. W Polsce to głos ludzi sfrustrowanych, tracących władzę, ich głos jest bezowocny, nieskuteczny"; "Przemiany w Kościele zależą od was. To wy w najbliższych latach kształtować będziecie oblicze Kościoła. W rodzinie bywa różnie, ale nie przestaje się w niej być. Są w Kościele ludzie różni - jedni chcieliby oblężoną twierdzę - i im nie można władzy oddać, są tacy, którzy zgadzają się na wszystko, i są też tacy, którzy chcą rodzinę uzdrowić. Czeka was ciężkie zadanie, zadanie na całe życie. To wy wniesiecie energię i nową jakość. Biskupi się nie zmienią. Powiem brzydko. Muszą wymrzeć".



                                                  Te i kilka innych wypowiedzi byłego proboszcza parafii w Jasienicy wprowadziły mnie w konsternację. Nie dlatego, że uważam przedstawiane przez niego tezy za całkowicie błędne i bezpodstawne. Sam wielokrotnie wyrażałem się krytycznie na temat pewnych postaw i zjawisk w naszym Kościele. Są biskupi, z których stylem duszpasterskim się identyfikuję, ale są też tacy, których sposób działania mnie irytuje. Trudno też nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że to od przebudzenia i zaangażowania młodych ludzi zależy przyszłość Kościoła.



                                                  Problem leży gdzie indziej. Chodzi o formę, miejsce i czas wypowiadania pewnych myśli. Czym innym jest rozmowa wewnątrz Kościoła, spór publicystów, osób zaangażowanych, świeckich, duchownych czy dyskusja w mediach, a czym innym wyjście do młodych ludzi - w tym wypadku takich, którzy w większości na co dzień z Kościołem raczej zbyt wiele wspólnego nie mają.



                                                  Spotkanie ks. Lemańskiego z uczestnikami Woodstocku było doskonałą okazją do zaintrygowania ich, zarażenia ich entuzjazmem wiary, dania świadectwa. Mówiąc krótko - po prostu do głoszenia Ewangelii. Oczywiście umiejętnie, nienachalnie, pamiętając do kogo się zwracamy i dostosowując do tych konkretnych warunków formę i sposób dzielenia się Dobrą Nowiną.



                                                  Nie chodzi o to, żeby wychodzić do zbuntowanej młodzieży i mówić im okrągłe zdania o tym, że Pan Jezus ich kocha, jest bardzo dobry i ma dla nich cudowny plan. Młodego człowieka trzeba przede wszystkim wysłuchać, próbować zrozumieć, dowiedzieć się, dlaczego jest wkurzony na Kościół, pomodlić się za niego albo razem z nim, spróbować zdobyć jego zaufanie, zburzyć mur.



                                                  Ktoś może powiedzieć, że taka była specyfika i konwencja spotkania, że ks. Lemański został zasypany trudnymi pytaniami. To nie jest dobre wytłumaczenie. Nawet na najtrudniejsze i bardzo niewygodne pytanie można odpowiedzieć mądrze i inspirująco. W mojej ocenie odpowiedzi ks. Wojciecha nie są ani mądre, ani inspirujące. Nie nazwałbym ich nawet niepokornymi i odważnymi. Widzę w nich raczej - niestety - szukanie taniego poklasku.



                                                  Bardzo łatwo jest powiedzieć na Woodstocku, że struktury Kościoła są skostniałe, a biskupi beznadziejni. Tylko, że takie stwierdzenia są po pierwsze krzywdzącym uproszczeniem, a po drugie trudno mi sobie wyobrazić, żeby takie słowa mogły coś zmienić w sercu drugiego człowieka. A przecież o to powinno nam chodzić."

                                                  www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,1723,ksiadz-lemanski-i-wymieranie-biskupow.html
                                                  i druga wypowiedź - tym razem w postaci linka gdyż cały tekst by sie nie zmieścił.

                                                  followjezus.blog.pl/2014/08/co-powiedzial-ks-lemanski/
                                                  • andrzej585858 Re: Głos rozsądku - 22.12.14, 09:32
                                                    Świetne podsumowanie wartości informacji serwowanej nam przez media:

                                                    " Że ponoć sejm to świątynia demokracji a debata sejmowa to swoista Msza święta. To jednak nie tak. Świętość świątyni gwarantowana jest przez Boga. Tego bym o sejmie i debacie sejmowej nie powiedział. To nie jest przestrzeń sacrum. Żaden chrześcijanin, który chociażby pobieżnie zna Apokalipsę, nie pokłoni się państwu. To nie oznacza, że w gmachu sejmu można robić wszystko.


                                                    Myślę sobie - niemożliwe, ale kto wie. Może się pomyliłem. Nie zaszkodzi sprawdzić.


                                                    Czytam bowiem, że pan Biedroń - prezydent miasta Słupska - spotka się z biskupem tegoż miasta o ile ten poprosi o audiencję. Ale sam do niego nie pójdzie. Problem w tym, że w Słupsku nie ma biskupa! Pan Biedroń dodaje, że w jego gabinecie krzyża nie ma. Wisi tam jednak portret świętego Jana Pawła II, godło Polski i, co zrozumiałe, symbol, pardon, herb miasta. Takie enuncjacje pan Biedronia przeczytałem w Gazecie Wyborczej. Materiał podpisany mig, wideo: TVN24/x-news. Znaczy się nikt tego nie podpisał.


                                                    Dowiaduję się, że tezy te głoszone były u pani Moniki Olejnik. W Kropce nad i. Nie wierzę. Ale skoro GW napisała - musiała to sprawdzić. Dla spokoju sumienia sprawdzam i ja. Bingo. Nikt z nich (pani redaktor ani prezydent) nie mówią o tym, że chodzi o biskupa Słupska. Zatem materiał GW nieco zmanipulowany. Pada jednak nieopatrznie, że może go, czyli biskupa, prezydent Biedroń spotka na rowerze. I co wtedy? Znowu muszę sprawdzić. Z Koszalina (siedziba biskupa) do Słupska niecałe 68 km (dokładnie wg Google 67,4 km). Jasne, że ordynariusz diecezji może być entuzjastą rowerów (niekoniecznie jednak w stronę Słupska), ale żeby 160 km na dzień (bo zakładam, że bp Dajczak będzie chciał wrócić do siebie) to nieco przesada. Oczywiście, można wtedy napisać do papieża Franciszka, że pasterz diecezji (urodzony w 1949) nie nadaje się na urząd, bo nie potrafi przejechać 160 km rowerem i jeszcze bez zadyszki pogadać z prezydentem. Brzmi przekonywająco. Tym bardziej, że i sam prezydent miasta nie miał blisko. Z jego rodzinnego Rymanowa do Słupska jest prawie 900 km. Czemu Słupsk? (wg Google z Rymanowa do Słupska jest 896 km). Mam wrażenie, że brać dziennikarska zbyt mało uwagi poświęca tej kwestii.


                                                    To są oczywiście figury retoryczne. Za nimi niestety kryje się pewien stan wiedzy, świadomości społecznej. Dotyczącej również takiej społeczności jak Kościół. Możemy urządzać dziedzińce pogan i dyskutować, ale z kimś, kto nie czyta, z kimś kto nie wie da się prowadzić dyskusję?


                                                    Gdyby nie GW nie wysłuchałbym całej rozmowy pana Biedronia z panią Olejnik. A i w niej było sporo manipulacji. Pan Biedroń udzielając ślubów cywilnych (no właśnie, jak to właściwie jest - ich się udziela czy je się rejestruje czy co?) będzie zazdrościł parom heteroseksualnym, bo i oni, homoseksualiści żyjący w związkach, drżą o zdrowie i przyszłość partnera. W związku z tym dlaczego by nie legalizować tych związków? Jednak ani pani redaktor ani pan prezydent Słupska z Podkarpacia nie chcieli zaznaczyć, że przy odrobinie wysiłku takie gwarancje już dziś udziela im, czyli tymże homoseksualistom, polskie prawodawstwo.


                                                    Rozmówcy nie omieszkali poruszyć również problemu zachowania pani poseł Pawłowicz. I tutaj prezydent Słupska zdumiał mnie najbardziej. Chcąc wykazać niestosowność postawy pani profesor, która podczas debaty poselskiej jadła i ponoć krzyczała odwołał się do metaforyki religijnej. Że ponoć sejm to świątynia demokracji a debata sejmowa to swoista Msza święta. To jednak nie tak. Świętość świątyni gwarantowana jest przez Boga. Tego bym o sejmie i debacie sejmowej nie powiedział. To nie jest przestrzeń sacrum. Żaden chrześcijanin, który chociażby pobieżnie zna Apokalipsę, nie pokłoni się państwu. To nie oznacza, że w gmachu sejmu można robić wszystko. To ograniczenie wynika z szacunku dla drugiego człowieka. Podobnie jak niewierzący w świątyni winien zachować się poprawnie. Nie ze względu na Boga, w którego nie wierzy a ze względu na bliźniego, którego wrażliwości doświadcza.


                                                    Kilka razy w moich felietonach poruszałem problem rzetelności, uczciwości intelektualnej. To kwestia posługiwania się sprawdzonymi informacjami i podawania sprawdzonych informacji. To również kwestia nie manipulowania dostępnymi informacjami. Raz jeszcze przekonałem się, że tej pokusie ulegają osoby, które w naszej przestrzeni medialnej uchodzą za autorytety.


                                                    To oczywiście nie zmienia faktu, że z okazji uroczystości Bożego Narodzenia panu prezydentowi Słupska, obywatelom miasta jak także pani redaktor życzę bożego błogosławieństwa."

                                                    www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,1874,lepiej-sprawdzac-informacje.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka