lola_22
11.09.07, 00:19
Po pierwsze fakty obciążające nasze grono:
- było nas 5 + 7 dzieci
- nie zamówiłyśmy obiadu (mimo, że wg obsługi to pora obiadowa
była ;-D - 16-17)
- nie siedziałyśmy spokojnie przy stoliku tylko w zależności od
potrzeby wstawałysmy by się lub koleżankę zamotać, stałyśmy bujając
dziecko w chuście ewentualnie wyławiałyśmy coś spod stołu
(starszaka, grzechotkę etc)
- i mea culpa - trochę zbyt długo wyciągałam Zosię z pół plecaczka
(tyle zdążyłyśmy) kiedy już zdecydowała, ze nmotanie jej się nie
podoba
Po drugie okoliczności łagodzące:
- na drzwiach widniała jak byk nalepka "lokal przyjazny dzieciom"
- okal był przestronny i nie wchodziłyśmy nikomu do talerza
- nie puszczałyśmy dzieci samopas zajmowałyśmy się nimi , tylko po
prostu taka grupka milusińskich z których jedno gaworzy do
grzechotki, drugie chce soku a trzecie zaczepia kolege w chuscie
zawsze bedzie głosniejsza niz para zakochanych patrzacych sobie bez
slowa w oczy
- na fali ogólnospołecznej propagandy na rzecz macierzyństwa bez
wyrzeczeń, chciałyśmy mile spędzić popołudnie w kawiarni , żeby nie
mówili, że popadamy w depresję gotując kaszki i podcierając pupy ;-
P ot tak zamarzyło nam się "wyjście do ludzi".
I co my najlepszego zrobiłyśmy: (opis wydarzeń po trzecie)
z racji na kaprysna jesienną aurę kolejne spotkanie w chustowym
gronie wyznaczyłyśmy sobie w Cafe Dynia na ul. Krupniczej. Zebrało
nas się całkiem sporo wiec nasza grupka zajmowała całą kanapę +
kilka krzeseł przy dwóch stolikach w centrum sali. Po mniej wiecej
godzinie podeszła do nas kelnerka prosząc tonem nie znoszacym
sprzeciwu o przeniesienie się w inną część sali (pomijam fakt, ze
koło toalet, bo to akurat najmniej dołujące) PONIEWAŻ INNI GOSCIE
SKARŻĄ SIĘ NA HAŁAS A JEST PORA OBIADOWA I Z DZIECMI TUTAJ
PRZESZKADZAMY.
Chyba sie domyslacie, jaka była nasza reakcja - poprosiłyśmy o
rachunek,zeby jak najszybciej opuścić to miłe miejsce. Przy płaceniu
rachunku doszło do nas na dokładkę, że:
- to nie na miejscu przyprowadzać dzieci do kawiarni i NARAŻAĆ
INNYCH na ich płacz i inne odgłosy !!!
- są przecież przedszkola (była 17:00 a dzieci miałyśmy w większości
chustowe więc średnia wieku była bliższa 1 roku niż 3 lat)
- obsługa też włąsnych myśli nie słyszy , ale nie mogą nas
całkowicie wyprosić bo mają naklejkę "lokal przyjazny maluchom" na
drzwiach
Dalszą częśc spotkania odbyłyśmy w formie plenerowej stojąc pod
parasolami opustoszałego ogródka sąsiedniej kawiarnii - z tamtąd nas
nie wyprosili.
Wnioski , do jakich tam doszłyśmy:
1. miejsca powszechnej rozrywki są dla LUDZI nie dla matek (rodziców
etc),
1a. lotne hasla i głośne akcje służą promocji nie realizacji w
rzeczywistości ( o tym wiecej
tutaj:forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=410&w=67711982&v=2&s=0
- lektura otwiera oczy na swiat w ktorym żyjemy)
2.dzieci powinno sie rodzic a nastepnie trzymac w domu , najlepiej w
dzwiekoszczelnym pokoju
3. matki powinny rzecz oczywista albo pozostawac aktywnymi
bizneswomen, ktore kawiarnie traktuja jako miejsce sluzbowych
spotkan albo pozostawac w domu (opcja dzwiekoszczelna jak
najbardziej aktualna, mozna dorzucic przyciemniane szyby) az do
osiagniecia przez dziecko wieku (przed)szkolnego
4. najwięcej do powiedzenia w kwestii co kobieta będąca matką
ewentualnie może a czego robić nie powinna mają inne kobiety -
obowiązuje tu logika amnezyjno-kompensacyjna (u starszych pań - ja
sie męczyłam to i wam dobrze nie będzie) lub amnezyjno-
perspektywiczna - młode dziewczyny zapominają, że i one kiedyś
zechcą by macierzyństwo nie skazywało ich na odosobnienie. Drogie
panie - jesteście z siebie dumne ???
PYTANIE NA ZAKOŃCZENIE:
- I CO Z TYM ZROBIĆ , BO ZIGNOROWAC TO PÓJSCIE NA łATWIZNĘ
ps. TERAZ ODKRYŁAM, ŻE NIKT NAM SIE DO CHUST NIE PRZYCZEPIŁ !!! hi
hi - przez gardła im nie przeszło czy jak ?