DZIEN DOBRY
Byłam obserwatorem tego forum odkąd powstało, czasem o cos zapytałam. Dziś
zaś ku pokrzepieniu serc opowiem o swojej ciaży.....
Po kolei.
10 tydzień - krwawienie - myslę że straciłam Maluszka - tydzień w szpitalu,
sytuacja sie wycisza, krwiak większy od Dzieciątka,
12 tydzień znowu krwawienie
13 to samo,
14 znowu krwawienie i znowu szpital.
Do 18-tego tygodnia lezenie plackiem, mnóstwo prochów i ciągły płacz, strach
i obawy....
20 tydzień...wizyta u prof. Respondek - diagnoza - wielowodzie, w czasie usg
p. Prof. nie widzi zoładka Dziecka......panika, przez kolejnych 8 tygodni
żadne usg nie "widzi" żołądka,
28 tydzień - podczas pobytu w szpitalu (anemia) dostrzegają zoladek, kamień
spada mi z serca.....
30 tydzień - nie czuję ruchów, ktg w szpitalu, z Dzieckiem ok, ale skurcze
piszą się jak do porodu...pobyt w szpitalu, odesłanie do kliniki na poród
przedwczesny, bo w powiatowym szpitalu brak respiratora......
Nic sie jednak nie dzieje....z powrotem do domku.....
34 tydzień, znowu nie czuję ruchów

...Znowu szpital....na szczeście jest ok..
37 tydzień....wysokie ciśnienie, obrzęki.......
38 tydzien.....budzę się w nocy....skurcze co 8 minut.......
Rankiem......RODZĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
mam synka.
Zjadłam tony prochów, wylalam wannę łez, jestem znerwicowana.......ALE
SZCZESLIWA.....
UDALO SIE MIMO PROBLEMÓW
Pomijam kolejne diagnozy lekarzy w stylu za duza glówka albo coś tam za
małe.....
POZDRAWIAM SERDECZNIE. NADAL BEDĘ WAM SEKUNDOWAC I MOCNO TRZYMAC KCIUKI
A.