Dodaj do ulubionych

Wola Boza, szukanie jej

10.07.05, 20:09
Witajcie!

Jak rozumiecie slowa naszego Pana odnosnie szukania i czynienia woli Bozej.
Jan. 5:30
"Nie moge sam z siebie nic uczynic. Jak slysze, tak sadze, a sad mój jest
sprawiedliwy, bo staram sie pelnic nie moja wole, lecz wole tego, który mnie
poslal."(BW)
Luk. 22:42
"Mówiac: Ojcze, jezli chcesz, oddal ten kielich ode mnie; wszakze nie moja,
lecz twoja wola niech sie stanie."(BW)


W jaki sposob szukacie woli Bozej w Waszym zyciu, co stanowi Wasza podstawe,
na czym sie opieracie, jakich uzywacie "metod", aby byc przekonanym o tym, ze
Wasza decyzja jest zgodna z wola naszego Ojca Niebianskiego?

Pozdrawiam
Anton
Obserwuj wątek
    • oleswava Re: Wola Boza, szukanie jej 11.07.05, 20:13
      Moje szukanie Bożej woli nie wyglada zbyt skomplikowanie. PO prostu proszę w
      modlitwie, by Bóg mi pokazał co robić dalej, którą decyzję podjąć. Nie ślęczę
      godzinami w zamkniętym pokoju wsłuchując się w Jego głos, bo mając na głowie
      małe dziecko i dom zwyczajnie nie mam na to czasu. Czasami moja prośba o
      wskazanie kierunku jest nader prymitywna - między garami i praniem dosłownie
      rzucam jedno zdanie: "Boże, no please, powiedz mi co dalej". Zawsze mam potem
      wyrzuty sumienia, że powinnam poświęcić więcej czasu i bardziej się wsłuchać w
      Bozy głos, ale z reguły Bóg się nie obraża i zupełnie znienacka podczas
      suszenia włosów przychodzi "olśnienie".
      A co do tego, jak tu poznać czy to mówił Bóg, czy tez jakiś "inny głos", to
      czasami po prostu "wiem, że wiem", a czasami nie jestem pewna aż zrobię to coś,
      co wydaje mi się, że chciał bym zrobiła.
      Przepraszam, że nie skomentowałam wersetów, ale po prostu przyjmuję je bardzo
      dosłownie.
      Ola i Basia (23.09.04)
      nowe fotki Basi:
      www.wirtualny-dom.webpark.pl/basia.html
      • anton1 Re: Wola Boza, szukanie jej 15.07.05, 20:20
        Witajcie,

        dziekuje za podadnie szczerych wypowiedzi.
        Chcialbym zapytac sie rowniez, czy w rozpoznawaniu Woli Boga szukacie rowniez
        odpowiedzi w Pismie Swietym, w jego przykladach, w przykladach swietych Starego
        Testamentu, Jezusa i swietych Nowego Testamentu. Czy np. przyklad postepowania
        Jozefa w Egipcie (syna Jakuba)nie jest czasem dla Was przykladem w podejmowaniu
        decyzji? Czy np. podtepowanie Rut Moabitki w stosunku do jej tesciowej czy tez
        narodu Izraelskiego nie moze byc pomocne. Czy np. sytuacje z zycia Jezusa,
        Apostolow i ich uczni nie stanowia podstawy do Waszych rozmyslan w kwestii
        poznania Woli Bozej?
        Ogolnie mowiac rozumiem, ze najwazniejsza rzecza w zyciu chrzescijanina jest
        praca nad soba, nad charakterem, walka ze swoim Ja, podbijanie siebie. To
        wszystko oczywiscie z pomoca Boza.
        1 Tes. 4:3
        "Taka jest bowiem wola Boza: uswiecenie wasze ..."(BW)

        Pozdrawiam
        Anton
    • bja74 Re: ech 12.07.05, 09:42
      Zazdroszczę tym, którym słuchanie i posłuszeństwo Bogu przychodzzi samo.
      Mam ze słuchaniem i podporządkowaniem się ogromny problem. Potrzeba wiary każe
      milczeć, czekać i wsłuchiwać się. Potrzeba charakterku wyrywa się do działania,
      często niepotrzebnego i niszczącego - w mysl zasady, ze dobrymi chęciami piekło
      wybrukowano...
      Dociera do mnie wola boża dopiero wówczas, gdy już całkiem opadnę z sił i
      wypalę się w swoich ludzkich zabiegach.
      Cięzkie to szukanie w moim przypadku, ale rezygnować z niego nie chcę. Może
      czas dojrzalszej wiary nadejdzie.
      • madziaq Re: ech 12.07.05, 20:47
        Hmmm... Ja chyba nie mogę o sobie powiedzieć, że jakoś aktywnie SZUKAM woli
        Boga. Często gdy z Nim rozmawiam, mówię "bądź wola Twoja". Wiem, że Bóg da mi
        to, co jest dla mnie najlepsze i ta świadomośc mi daje poczucie bezpieczeństwa.
        Jak dotąd nie "kłóciłam" się z tym, co dostałam z Góry.
        Natomiast w codziennych sytuacjach w momentach podejmowania decyzji itp. nie
        myślę świadomie "co Bóg by chciał, żebym zrobiła". Nie słysze też "głosów" smile,
        które podpowiadałyby mi, jaki wybór jest słuszny. Jakoś tak bardziej całościowo
        oddaję Bogu każdy dzień, wszystko co zrobię dla siebie i innych, a potem jakoś
        to idzie do przodu smile
      • anton1 Re: ech 15.07.05, 20:21
        Witajcie,

        dziekuje za podadnie szczerych wypowiedzi.
        Chcialbym zapytac sie rowniez, czy w rozpoznawaniu Woli Boga szukacie rowniez
        odpowiedzi w Pismie Swietym, w jego przykladach, w przykladach swietych Starego
        Testamentu, Jezusa i swietych Nowego Testamentu. Czy np. przyklad postepowania
        Jozefa w Egipcie (syna Jakuba)nie jest czasem dla Was przykladem w podejmowaniu
        decyzji? Czy np. podtepowanie Rut Moabitki w stosunku do jej tesciowej czy tez
        narodu Izraelskiego nie moze byc pomocne. Czy np. sytuacje z zycia Jezusa,
        Apostolow i ich uczni nie stanowia podstawy do Waszych rozmyslan w kwestii
        poznania Woli Bozej?
        Ogolnie mowiac rozumiem, ze najwazniejsza rzecza w zyciu chrzescijanina jest
        praca nad soba, nad charakterem, walka ze swoim Ja, podbijanie siebie. To
        wszystko oczywiscie z pomoca Boza.
        1 Tes. 4:3
        "Taka jest bowiem wola Boza: uswiecenie wasze ..."(BW)

        Pozdrawiam
        Anton
    • patka.f Re: Wola Boza, szukanie jej 13.07.05, 15:29
      A ja staram sie cały czas być otwrta na działanie Ducha Świetego...Po prostu
      słucham w codzienności- w tym co robie..Czasem w danej sytuacji (kiedy ona już
      sie dzieje i nie ma czasu na dłuże rozmyślaniasmile po prostu wiem- co powinnam
      zrobic. Nie mniej jednak wszystkie poważne decyzje dotyczące mojego życia staram
      sie rozeznawać bardzo dokładnie..i wtedy nie wystarcza mi, że wydaje mi się, ze
      wiem co powinnam zrobić- czekam na jakieś znaki i jedność w tym rozeznaniu razem
      z mężem...Dzieki temu wiem- że jestem tu- gdzie powinnam była być ...i sparwia
      mi to duża radosc...że staram sie chodzić ścieżkami Panasmile
      • sion2 Re: Wola Boza, szukanie jej 14.07.05, 12:51
        Staram się szukać woli Boga przez kształtowanie sumienia, przez modlitwę i
        wzmacnianie zaufania Jemu. Bardzo rzadko są sytuacje kiedy WIEM że wypłeniam
        wolę Boga. Sądzę że taka "wiedza" nie jest koniecznie potrzebna, natomiast
        niezbędny jest wysiłek ciągłego poszukiwania tej Bożej woli. Bo gdy ktoś WIE to
        już szukac nie potrzebuje, może wpaść w pychę, ze "tak, ja pełnię wolę Boga". A
        jak ktoś ciągle jest w postawie szukania, to jest uniżony, prosi o swiatło,
        czeka, żebrze i zdaje się na miłosierdzie Boże a nie na swoje umiejętności
        rozeznawania. Ma szansę na wzrost w pokorze, ktora jest miła Bogu.

        U mnie we wspólnocie mówi się że wola Boża to nie jest coś lecz Ktoś. Czyli że
        jak rozeznaję wydarzenia i pragnę przede wszystkim spotkac sie z Bogiem to to
        zawsze nastąpi. Myslę że każdy z nas nie jest w stanie sam rozeznać zawsze jaka
        jest Jego wola, nie potrafi jej przyjąć, i że Bóg o tym wie bardziej nawet od
        nas. Więc sądzę że tak naprawdę to On nas szuka, On się pochyla i daje się poznać.

        Pomoca dla mnie jest zawsze spowiednik, ktory zna mnie X lat, wie jakimi drogami
        Bóg do tej pory mnie prowadził, potrafi to ogarnąć. Musze powiedzieć że
        posłuszeństwo jemu nigdy nie spowodowało u mnie złych skutków. Wiem że ten
        człowiek jest b. Boży i służy Jemu całym sercem, modli sie za mnie i jest mi
        pomocą w rozeznawaniu woli Boga.

        Czasem Bóg daje mi poznać że stalo sie coś zgodnie z Jego wolą, gdy po prostu
        czuję pokój i umocnienie. A najczęstszą pułapką w jaką wpadam jest
        racjonalizowanie i poleganie na własnym rozumie. A drogi Boże nie są naszymi
        drogami..... Poza tym pomocą jest także Maryja. Parę miesięcy temu miałam taką
        trudną decyzję do podjęcia, która mogła radykalnie zmienić moje życie. Nie
        mogłam rozeznać czego oczekuje Bóg, ani nikt mi pomóc nie mógł. Wiec z całych
        sił zaczęłam przyzwać Maryję i prosić Ją żeby wyprosiła mi łaskę, że w tej
        ciemności cokolwiek wybiorę, żeby stało się tak jak Bóg chce. Decyzję podjęłam.
        po paru miesiącach okazało się, ze gdybyn podjęła inną, wydarzyłyby się rzeczy
        okropne, zniszczyłabym sobie życie.
        • otryt Re: Wola Boza, szukanie jej 15.07.05, 09:16
          sion2 napisała:

          >Pomoca dla mnie jest zawsze spowiednik, ktory zna mnie X lat, wie jakimi
          >drogami Bóg do tej pory mnie prowadził, potrafi to ogarnąć. Musze powiedzieć że
          >posłuszeństwo jemu nigdy nie spowodowało u mnie złych skutków. Wiem że ten
          >człowiek jest b. Boży i służy Jemu całym sercem, modli sie za mnie i jest mi
          >pomocą w rozeznawaniu woli Boga

          Myślę, że jest właśnie tak jak piszesz, gdy mówisz o rozpoznawaniu woli Bożej.
          Dla mnie spowiedź jest sprawą pomiędzy mną a Bogiem, spowiednik zaś koniecznym
          pośrednikiem, który raz lepiej a raz gorzej mnie rozumie. Moim zdaniem istotą
          spowiedzi jest wyznanie grzechów i rozgrzeszenie, rozmowa jest sprawą
          drugorzędną. Nie miałem nigdy stałego spowiednika, więc słabo rozumiem te
          sprawy. Jednak chciałbym o coś zapytać. Dlaczego łączy się odmienne funkcje
          spowiednika i kierownika duchowego? Przecież sprawy duchowości to znacznie
          większy obszar niż nasza grzeszność. Dlaczego kierownik duchowy musi być osobą
          duchowną? Może nie musi? Dlaczego relacja ta jest asymetryczna, na kolanach, o
          której świadczy choćby słowo kierownik? Przecież dobry przyjaciel w szczerej
          rozmowie może zwrócić uwagę na różne sprawy, dać impuls do pójścia w jakimś
          kierunku. Może to nastąpić pod wpływem rozmowy z żoną, dzieckiem, kimkolwiek.
          Impuls taki może być obopólny, ubogacenie wzajemne, tak jak wzajemnie
          powinniśmy swoje brzemiona nosić. Kim był Jan Tyranowski dla Karola Wojtyły?
          Przyjacielem czy kierownikiem duchowym?

          Wolę Bożą bardzo często przekazywali światu dzieci lub ludzie prości, biedni,
          bez wykształcenia, np. dzieci z Fatimy lub siostra Faustyna. Ci wykształceni,
          osoby na wysokich stanowiskach kościelnych często stanowili znaczącą
          przeszkodę. Buntuję się, gdy widzę traktowanie siostry Faustyny w klasztorze,
          jak nawet tam liczy się status społeczny i majątkowy. Nie podoba mi się to
          kierowanie duchowe, wyjątkiem jest jedynie ksiądz Sopoćko. Czy tak zawsze musi
          wyglądać przekazywanie ważnych Prawd Bożych człowiekowi? Przez cierpienie?

          Pozdrawiam serdecznie
          Mirek
          • sion2 do otryta 15.07.05, 19:04
            Przez przypadek trafiłeś w mojego "konika" smile. W weekend postaram ci się szeroko
            odpowiedzieć, dziś nie dam rady bo miałam badanie prawie całodniowe i padam z nóg.

            Kierownikiem duchowym wcale nie musi być osoba duchowna smile.
            • otryt Re: do otryta 15.07.05, 19:10
              Dziękujęsmile
              Bedę mógł poczytać dopiero w środę, bo za chwilę wyruszam nad nasze jezioro w
              lesie. Po czterech dniach pracy teraz mam 4 dni wypoczynku.

              Pozdrawiam
            • samboraga Re: do Sion 19.07.05, 09:28
              Sionkusmile dasz radę napisać? czy jesteś zajęta za bardzo?
              bo ja też czekam niecierpliwie na Twój 'szeroki' post o kierownictwie duchowym -
              ale jak jesteś zajęta to sobie cierpliwie przycupnę i poczekam dalej

              (a badania mam nadzieję, że dobrze wyszłysmile
              • sion2 Re: do Sion 19.07.05, 12:55
                oj własnie przyszłam na forum w celu usprawiedliwienia, mam troszkę zawalony
                czas w te dni ale może coś dobrego z tego będzie smile

                napisze koniecznie i na pewno tylko że chyba za dzień, dwa smile
          • sion2 Wreszcie piszę......... 25.07.05, 14:30
            Ciągle miałam wrazenie ze starczy mi czasu na napisanie tego co obiecałam pomimo
            udzielania się w wątku o chrzcie ... no i się przeliczyłam.

            Otryt: najchętniej przesłałabym ci 2 zeszyty formacyjne Ruchu Rodzin
            Nazaretanskich do którego należę a którego charyzmatem w Kosciele jest własnie
            m.in. kierownictwo duchowe.
            Krótko mówiąc mozna wyróznić kilka modeli kierownictwa duchowego. Od razu jednak
            zaznaczę że kierownik duchowy to nie:
            - kierownica czyli on nie ogranicza w swojej posłudze mojej wolnej woli, nie
            odbiera mozliwości decyzji itd.
            - nie zastępuje działania Ducha św.

            Kierownik duchowy powinien według św. Teresy odznaczac się: dobrym rozenaniem,
            doświadczeniem i wiedzą. To trzecie nie jest konieczne, najważniejsze są cechy
            wynikające z czyjegoś zaangażowania w modlitwę i relację z Chrystusem.
            Najwłaściwszym kierownikiem duchowym jest Duch św. Osoba ludzka podejmująca się
            takiej posługi, sama jest jeszcze "w drodze", powinna wyprzedzać na drodze do
            świętości swojego podopiecznego, ale jednocześnie nie sprowadzać całej posługi
            do "kierowania" tylko bardziej do towarzyszenia.
            W zakres kierownictwa duchowego wchodzą nie tylko sprawy sumienia, ale także
            szeroko rozumianego życia duchowego, relacji z ludźmi, odczytywania woli Boga z
            wydarzeń itd. Wszystko zalezy od penitenta! Wszelkie zasady są ustalane przez
            penitenta. Dlatego można mówic o:
            - poradnictwie duchowym
            osoba korzystająca z niego często radzi się róznych osób, nie jest z kimś
            związana jako swoim przewodnikiem, rady jakie słyszy nie są dla niej
            zobowiązujące, ten kto daje rady nie może oczekiwac posłuszeństwa ani wymagać
            pójścia za radą, on po prostu towarzyszy na drodze, poszukujący jest zobowiązany
            rozeznawać rady jakie mu są udzielane, posługę może świadczyć świecki człowiek
            albo kapłan czy zakonnica

            - towrzyszeniu duchowym
            często jest to w zakonach, mistrzyni nowicjatu albo przełozony towrzyszy duchowo
            na jakimś etapie zycia, występuje tu posłuszeństwo ale raczej ze względu na
            urząd, może świadczyć to świecki choć raczej to juz trudne będzie, bo zwykle
            wchodzi w grę tutaj formowanie do określonego celu np.: ślubów zakonnych

            - ojcostwie duchowym
            tutaj najważniejsza jest pokora i zaufanie penitenta, szczerość i otwracie; jest
            to model św. Faustyny Kowalskiej, zajrzyj do jej Dzienniczka pod hasłem
            "kierownictwo duchowe" znajdziesz mnóstwo ustępów w ktorych ona się wypowiada na
            ten temat
            ojcostwo duchowe raczej powinno być świadczone przez kapłana czy zakonnika, bo
            jest szczególnego rodzaju relacją duchową
            poza tym kwestia spowiedzi: jesli chcę aby dana osoba rzeczywiście prowadziła
            mnie do Boga to przecież przeszkodą do zjednoczenia z Nim są nasze grzechy
            (nieuznawane, ukryte, nieświadome, niezauwazone) i nasza nędza (też w zakresie
            gdy jej nie uznajemy, nie chcemy zobaczyć, a nie z samego faktu że jest, bo bez
            Boga nikt święty nie jest). Jeśli więc nie mówię kierownikowi duchowemu o swoich
            grzechach no to własciwie według mnie cała relacja może być zakłamana. W
            spowiedzi człowiek jest zobowiązany do szczerości, a w zwykłej rozmowie mozna
            się "kamuflować", zakładać "maskę" i byc zwyczajnie nieszczerym.
            Bo tu nie chodzi o rozwiązywanie problemów "czy mam podjąć tę i te pracę" "czy
            mam wyjechac tam i tam" tylko chodzi o szukanie i uczenie się odczytywania mowy
            Boga przez każde wydarzenie. Chodzi o odpowiedź dawaną Bogu, a On oczekuje
            róznych odpowiedzi, w zależności od etapu zycia duchowego na jakim znajduje się
            człowiek.
            cdn.
          • sion2 Wreszcie piszę........ cz.2 25.07.05, 15:02
            Ojcostwo duchowe polega na tym, ze w odpwoiedzi na twoją pokorę i zdanie się na
            Boga On udziela kapłanowi szczególnego światła co do twojej duszy. Trzeba tego
            doświadczyć, przekonac kogoś że tak się dzieje, nie za bardzo się da.
            Św. Faustyna pisała o wierze że słowa kierownika duchowego są słowami Jezusa
            (rzecz jasna tylko te które odnoszą się do spraw duchowych i sumienia a nie
            jakieś gadki o pogodzie i wszelkie luźne kontakty). Wiadomo że ze sakramentem
            spowiedzi jest związana szczególna łaska, ta łaska jest dawana tylko kapłanowi.
            Kiedy prowadzi się rozmowe duchową w czasie spowiedzi, można doświadczyć cudów.
            Wiele razy ja sama (choć od pokory jestem tak daleko jak wschód od zachodu)
            doświadczałam tego, że np. kapłan mówi słowa i kwestie odnoszące się do spraw o
            jakich nie miał pojęcia że sie wydarzyły.
            Istnieje też wiele niebezpieczenstw związanych z taka posługą np. przywiązanie
            do kierownika duchowego, traktowanie go jak "guru", zwalanie winy na niego gdy
            coś się niespodziewanego wydarzy "a ja byłam posłuszna" itd.

            Generalnie najbardziej kierownictwo przydaje się i najpełniej zaczyna istnieć w
            momencie gdy ktoś jest przez Boga wprowadzany w oczyszczenia duchowe. Znikają
            wtedy emocje w kontakcie z Bogiem, znika łatwośc modlitwy, pojawiają się duze
            trudności w relacjach z ludźmi itd. Człowiek jest zagubiony niezdolny do
            samodzielnego "prowadzenia się" gdyż nic nie wydaje mu się oczwiste i łatwe. Bo
            Bóg zaczyna wtedy człowieka podciągać do swojego poziomu, do życia duchowego a
            przestaje zniżać się do poziomu człowieka w sensie dostarczania mu emocji,
            uczuć, poczucia ładu i szczęścia itd. Wtedy wielu ludzi odchodzi od Boga gdy nie
            znajdą kierownika duchowego który już sam to przeszedł i wie jak poprowadzić
            daną osobę.
            Mozna o tym pisać i pisać, jakbyś chciał konkretów jeszcze możesz też zapytać na
            priv albo mogę ci wysłać zeszyty.

            Co do twoich pytań: rzeczywiście że obszar kierownictwa to cos więcej niż nasza
            grzesznosc lecz ona gdy jej nie widzimy gdy nie potrafimy zrozumieć sedna naszej
            rekacji na coś tam, stanowi przeszkodę do otworzenia się na Boga. Najważniejsze
            jest otwierać się na Boże przebaczenie, ale to nie może nastąpić gdy ktoś nie ma
            nic do uznania. A nędza ludzka jest ogromna i jest odkrywanie trwa całe życie,
            jest to zstępowanie do ludzkiej duszy coraz głębiej Bożego miłosierdzia. Bo to
            Bóg czyni nas świętymi i doskonałymi ale warunkiem jest uznawanie coraż głębsze
            swojej nędzy, aby On miał co przebaczać smile.
            Relacja kierownictwa nie jest relacją "na kolanach", chyba że w czasie
            sakramentu pokuty, ale wtedy uniżenie penitenta jest zaadresowane do Chrystusa a
            nie kapłana. Rozmowa duchowa może być w pokoju, na krzesłach czy gdziekolwiek
            indziej. Raczej kierownictwa nie da się ograniczyć tylko do wyznania grzechów,
            gdyż pozostaje cała sfera duchowa do omówienia niekoniecznie przy spowiedzi.
            Jedna uwaga: to penitent wybiera sobie kierownika. Nigdy nie powinno to być za
            pierwszym czy rugim spotkaniem. Ja miałam kilku kierowników (zmieniali sie z
            przyczyn niezaleznych ode mnie) i zawsze czekałam cierpliwie modląc się, na znak
            od Boga wewnętrzny że "to jest ten, którym będe się posługiwał względem ciebie".
            Towarzyszy temu w moim przypadku pokój wewnętrzny, pewność jakby niezależna od
            mojej woli. Ale nie jest to żadna reguła, gdyż Bóg każdego inaczej może prowadzić.
            Są kapłani w kosciele którzy są po prostu jakoś wybrani przez Boga do pełnienia
            takich duchowych funkcji. Moim kierownikiem był krótko ks. Dajczer (autor
            "Rozważań o wierze"), mam nadzieję że kiedyś zostanie ogłoszony świętym.

            Co do cierpienia - chyba wolę na priv.
            Pozdrawiam. Kasia
            • otryt Re: Wreszcie piszę........ cz.2 25.07.05, 20:21
              Dziękuję Kasiu, za tak obszerną i wyczerpującą odpowiedź. Odpisuję tak na
              gorąco. Na tej drodze nie jestem aż tak daleko, intuicyjnie wyczuwam jednak, że
              jest dokładnie, tak jak piszesz. Miałem fałszywe wyobrażenie o kierownictwie
              duchowym, myślałem, że trzeba się pożegnać z własną wolą. Co się jednak dzieje,
              gdy masz inny pogląd niż kierownik duchowy i chciałbyś inaczej? Czy nie zostają
              zakłócone w ten sposób relacje międzyludzkie z kierownikiem duchowym? Chciałbym
              przeczytać najpierw "Dzienniczki" siostry Faustyny, znalazlem w
              sieci "Rozważania o wierze" ks. Tadeusza Dajczera. Te "Dzienniczki" przychodzą
              do mnie z różnych stron. Niedawno słuchałem fragmentów czytanych w naszym
              kościele przez Dorotę Segdę. Z całego cyklu tektów religijnych czytanych przez
              wybitnych polskich aktorów właśnie "Dzienniczki" zrobiły na mnie największe
              wrażenie. Rozpoznawanie sensu wydarzeń, staram się to robić samodzielnie. W
              ostatnim czasie miały miejsce nieprawdopodobne zdarzenia wokół mojej osoby.
              Namacalnie poczułem opiekę Bożą.

              W pierwszej mojej notce pisałem o spowiedzi jako o sprawie pomiędzy mną a
              Bogiem. Potem pojechałem do lasu i w kontakcie z naturą, zdałem sobie sprawę,
              że jest błąd w takim rozumowaniu. Istnieje przecież społeczny wymiar grzechu.
              Grzech dotyka nie tylko mnie, ale i ludzi w jakiś sposób ze mną powiązanych, a
              może nawet wszystkich ludzi. Grzech pierworodny był katastrofą kosmiczną,
              pojawiła się śmierć, całe stworzenie, nawet materia, zostało w jakiś sposób tym
              grzechem dotknięte.

              Pozdrawiam serdeczniesmile
              Mirek

              • sion2 Re: Wreszcie piszę........ cz.2 25.07.05, 20:55
                otryt napisał:

                > Dziękuję Kasiu, za tak obszerną i wyczerpującą odpowiedź. Odpisuję tak na
                > gorąco. Na tej drodze nie jestem aż tak daleko, intuicyjnie wyczuwam jednak, że
                >
                > jest dokładnie, tak jak piszesz. Miałem fałszywe wyobrażenie o kierownictwie
                > duchowym, myślałem, że trzeba się pożegnać z własną wolą. Co się jednak dzieje,
                >
                > gdy masz inny pogląd niż kierownik duchowy i chciałbyś inaczej? Czy nie zostają
                >
                > zakłócone w ten sposób relacje międzyludzkie z kierownikiem duchowym?

                To zalezy. Gdyz zasadniczo kierownictwo duhcowe nie polega na tym, że kierownik
                podaje mi rozwiązanie jakiś moich zewnętrznych problemów. Takie sprawy zdarzają
                się , ale rzadko i zwykle wypływa to z wcześniejszych wielu omawianych sytuacji.
                Natomiast zawsze jest tak, że mogę być nieposluszna jeśli chcę. No i zawsze
                kierownik mówi mi kiedy widzi, że jakaś sytuacja, ludzie, relacje czy problemy
                zagrażają mi w jakiś sposób tzn. mojej relacji z Bogiem. Spostrzeżenia mojego
                kierownika są zawsze "w głąb" problemu tzn. dlaczego coś się dzieje, co Pan
                Bógdo mnie mówi przez to i to, jakiej odpowiedzi WEWNĘTRZNEJ oczekuje. Gdy
                człowiek wewnętrznie przyjmie i odpowie na Boży głos, wtedy także wymiar
                zewnętzrny sprawy powoli się rozprostowuje. Przykład: ktos ma strasznego szefa w
                pracy. Jest niemiły, jest uciążliwy, niedocenia pracownika, ciągle wydaje głupie
                dyspozycje i nie chce przyznac się do błędu. Idzie z tym do kierownika i:
                - moze szukać odpowiedzi na pytanie "czy ja mam szukać innej pracy?" "jak mam
                znosić mojego szefa"
                - może szukać odpowiedzi na pytania "co Bóg mi mówi przez tego człowieka" "jaka
                jest moja reakcja na jego zachowanie?" "jaka jest przyczyna tego, ze tak nie
                denerwują jego docinki?"
                W pierwszym przypadku szuka się rozwiązań które raczej nie leżą w zakresie
                rozeznawania kierownika duchowego, a juz na pewno nie bez próby znalezienia
                odpowiedzi na pytania zawarte w drugim punkcie. Może się w rezultacie omawiania
                sprawy z punktu widzenia zewnetrzengo okazać że Bóg chce takiego a nie innego
                działania praktycznego, ale nie jest to konieczne. Najczęściej okazuje się ze
                przyjęcie wydarzen w odpowiedniej postawie powoduje diametralną zmianę sytuacji.
                Ja odpowiadam z punktu widzenia duchowości RRN, to znaczy że my wierzymy w tzw.
                duchowośc wydarzń. Wierzymy że nic w naszym życiu nie wydarza się przypadkowo,
                że wszystkim kieruje Bóg, mówiąc do nas przez wszystko i wszystkich wokół. I
                kierownik duchowy poomaga odczytać mowe Boga.
                Wiele razy byłam nieposłuszna kierownikowi i zawsze okazywało się po prostu
                później że miał rację. NIe zaburza to naszych relacji, gdyż ani ja ani on nie
                dbamy o relacje "ludzkie" pomiędzy nami. Ja przed nim nikogo nie udaję, nie dbam
                o to zeby on mnie "lubił", żeby spełnić jakieś jego oczekiwania itd. Po prostu
                nasza relacja jest duchowa a nie przyjacielska czy partnerska. Im bardziej
                dojrzały kapłan tym łatwiej o relację duchową. Penitent nie powinien ani bać się
                kierownika ani starać się dobrze przed nim wypaść. Kiedy ja go nie posłucham
                potem się do tego przyznaję, ale przebacza mi to Chrystus. W żaden sposób to nie
                niszczy mojej relacji z kierownikiem.
                Im bardziej Bóg kogoś przybliża do siebie, tym bardziej odkrywa przed nim jego
                nędzę. Ale też tym bardziej chce mu udzielić siebie czyli przebaczenia i łaski.
                Wtedy często rady duchowe kierownika krzyżują pychę penitenta. No i tu jest
                kwestia wiary, zaufania i pokory penitenta. Może zaufać, że to dla jego dobra a
                może się zbuntować i odmówić współpracy. Ale zawsze może potem wrócić i otrzymac
                jeszcze więcej łaski.




                Chciałbym
                >
                > przeczytać najpierw "Dzienniczki" siostry Faustyny, znalazlem w
                > sieci "Rozważania o wierze" ks. Tadeusza Dajczera. Te "Dzienniczki" przychodzą
                > do mnie z różnych stron. Niedawno słuchałem fragmentów czytanych w naszym
                > kościele przez Dorotę Segdę. Z całego cyklu tektów religijnych czytanych przez
                >
                > wybitnych polskich aktorów właśnie "Dzienniczki" zrobiły na mnie największe
                > wrażenie. Rozpoznawanie sensu wydarzeń, staram się to robić samodzielnie. W
                > ostatnim czasie miały miejsce nieprawdopodobne zdarzenia wokół mojej osoby.
                > Namacalnie poczułem opiekę Bożą.

                Tak polecam: "Dzienniczek" św. Faustyny Kowalskiej
                i "Rozważania o wierze" także
                w "dzienniczku" znajdziesz mnóstwo słów samegho Jezusa o korzystaniu z
                kierownictwa duchowego


                >
                > W pierwszej mojej notce pisałem o spowiedzi jako o sprawie pomiędzy mną a
                > Bogiem. Potem pojechałem do lasu i w kontakcie z naturą, zdałem sobie sprawę,
                > że jest błąd w takim rozumowaniu. Istnieje przecież społeczny wymiar grzechu.
                > Grzech dotyka nie tylko mnie, ale i ludzi w jakiś sposób ze mną powiązanych, a
                > może nawet wszystkich ludzi. Grzech pierworodny był katastrofą kosmiczną,
                > pojawiła się śmierć, całe stworzenie, nawet materia, zostało w jakiś sposób tym
                >
                > grzechem dotknięte.
                >
                > Pozdrawiam serdeczniesmile
                > Mirek
                >

                Ja również, Kasia smile
        • anton1 Re: Wola Boza, szukanie jej 15.07.05, 20:26
          Witajcie

          dziekuje za podadnie szczerych wypowiedzi.
          Chcialbym zapytac sie rowniez, czy w rozpoznawaniu Woli Boga szukacie rowniez
          odpowiedzi w Pismie Swietym, w jego przykladach, w przykladach swietych Starego
          Testamentu, Jezusa i swietych Nowego Testamentu. Czy np. przyklad postepowania
          Jozefa w Egipcie (syna Jakuba)nie jest czasem dla Was przykladem w podejmowaniu
          decyzji? Czy np. podtepowanie Rut Moabitki w stosunku do jej tesciowej czy tez
          narodu Izraelskiego nie moze byc pomocne. Czy np. sytuacje z zycia Jezusa,
          Apostolow i ich uczni nie stanowia podstawy do Waszych rozmyslan w kwestii
          poznania Woli Bozej?
          Ogolnie mowiac rozumiem, ze najwazniejsza rzecza w zyciu chrzescijanina jest
          praca nad soba, nad charakterem, walka ze swoim Ja, podbijanie siebie. To
          wszystko oczywiscie z pomoca Boza.
          1 Tes. 4:3
          "Taka jest bowiem wola Boza: uswiecenie wasze ..."(BW)

          Pozdrawiam
          Anton
      • anton1 Re: Wola Boza, szukanie jej 15.07.05, 20:26
        Witajcie!

        Dziekuje za podadnie szczerych wypowiedzi.
        Chcialbym zapytac sie rowniez, czy w rozpoznawaniu Woli Boga szukacie rowniez
        odpowiedzi w Pismie Swietym, w jego przykladach, w przykladach swietych Starego
        Testamentu, Jezusa i swietych Nowego Testamentu. Czy np. przyklad postepowania
        Jozefa w Egipcie (syna Jakuba)nie jest czasem dla Was przykladem w podejmowaniu
        decyzji? Czy np. podtepowanie Rut Moabitki w stosunku do jej tesciowej czy tez
        narodu Izraelskiego nie moze byc pomocne. Czy np. sytuacje z zycia Jezusa,
        Apostolow i ich uczni nie stanowia podstawy do Waszych rozmyslan w kwestii
        poznania Woli Bozej?
        Ogolnie mowiac rozumiem, ze najwazniejsza rzecza w zyciu chrzescijanina jest
        praca nad soba, nad charakterem, walka ze swoim Ja, podbijanie siebie. To
        wszystko oczywiscie z pomoca Boza.
        1 Tes. 4:3
        "Taka jest bowiem wola Boza: uswiecenie wasze ..."(BW)

        Pozdrawiam
        Anton
    • biker3 Re: Wola Boza, szukanie jej 21.07.05, 11:56
      ja kiedy nie wiem co mam zrobić w danej sprawie albo w jakim iść kierunku to modlę sie o Ducha Św. Potem często otwieram Pismo Św. i bardzo często poprzez słowo dostaję odpowiedź na moje pytania. Wiem też, żę Pan często posyła różnych ludzi do nas aby nas nakierowali na dobrą drogę. Myślę, że trzeba się modlić o rozeznanie Jego woli i o otwarte serce.
      • anton1 Re: Wola Boza, szukanie jej 21.07.05, 21:17
        Witaj,

        tez mi sie wydaje, ze Bog uzywa glownie trzech metod do przekazania nam jego
        woli, tj. jego Slowa, jego Ducha i jego Opatrznosci. Mysle, ze w samym Slowie
        Bozym jest bardzo duzo bezposrednich wskazowek do naszego zycia. I chociaz
        czasy bardzo sie zmienily, to jednak mozna sie wiele nauczyc. Rowniez jego
        wplyw poprzez Ducha, jego zasady sprawiedliwosci i milosci, maja na nas wplyw w
        poszukiwaniu jego woli. Jego opatrznosci, czyli kierowanie naszym zyciem, moga
        byc rowniez tak obszerne, ze czasem i one sa jednoznaczne w podjeciu wlasciwej
        woli. Tak jak piszesz i ja uzywam modlitwy jako srodka w poszukiwaniu tej woli.

        Pozdrawiam
        Anton

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka