magda1217
08.10.06, 19:33
właśnie było. Kiedyś się nawet chwaliłam na tym forum, że mam
cudowny, "częsty" seks. Był taki. Do momentu, kiedy nie zaczęłąm odczuwać
potrzeby większej aktywności ze strony męża (dodam jeszcze-ja: lat prawie 29,
mąż: skończone 34, 7 lat po ślubie, 9 lat znajomości, dzieci brak). Do
niedawna ja byłam stroną częściej inicjującą zbliżenia, gotową na
eksperymenty itd, nie potrzebowałam dłuższej gry wstępnej, "dochodziłam" bez
problemów. Starałam się dla męża (odpowiedni stój, techniki). Aż w końcu
nadszedł moment, kiedy już mi się nie chce tego wszystkiego robić, teraz ja
oczekuję podniecania, zainteresowania. A z drugiej strony nie widzę sensu
zbytniego zaangażowania (patrz wyżej np. seksowny strój), bo mam dość.
Dlaczego tylko ja?! Dlaczego tak rozleniwiłam swojego mężczyznę, że teraz on
sie tłumaczy, iż jego tzw. krzywa spada, a moja rośnie i stąd moje wymagania.
Wszystko to może brzmi sucho i nieskładnie, ale nie wiem, jak przełamać
impas - tłumaczyłam wiele razy, prośbą i groźbą, spokojem i awanturą
typu "czy ja ci się juz znudziałam". Widzę jak to wszystko przekłada się
teraz na moje trudności z osiągnięciem satysfacji (nie czuję się
przygotowana). I co z tego, że obie strony wiedzą, co jest nie tak?
Poradzicie?