ona-bez-taty
12.04.08, 21:41
Umarł 13 lat temu. Dlugo lezal w szpitalach, sparalizowany, po wylewie... teraz jestem juz duza, mam całe 19 lat, a nieraz leże i płacze pół nocy, bo jego nie ma... Nie radze sobie. Tesknie za nim, tesknie, tesknie, tesknie... Kiedys snila mi sie zmarła babcia. Powiedziala "Tatus jest tu ze mna w niebie. Kocha was i bardzo teskni". Najgorsze sa momenty kiedy zdaje sobie ze juz naprawde nigdy go nie zobacze... Nie bylo go kiedy szlam do szkoly, do komunii, kiedy mialam 18-stke, nie zawiozl mnie na studniowke... Nie bedzie go kiedy bede brała slub, nie zatanczy z nami w kolku na piosence "Cudownych rodzicow mam". A byl cudowny, zawsze usmiechniety, wesoły, radosny, zapatrzony w mame i nas. Teraz mam nigdy o nim nie mowi. A tak bym chciala wiedziec co lubil, jak na mnie mowil keidy bylam mala, czy nas kochal.Nigdy nikomu o tym nie mowilam,ze nie mam taty, jestem bardzo zamknieta w sobie. W poszukiwaniu milosci i szczescia pakuje w kazdy jeden zwiazek ktory konczy sie zanim sie na dobre nie zacznie. Nie umiem tak życ. Obiecałam sobie, ze jak spotkam milosc mojego zycia, stane z tym chlopakiem nad jego grobem i powiem "Tatusiu, jestem przeszczesliwa. Teraz mozesz juz odejsc". Tylko kiedy to bedzie...?
Tato, zawsze bede Cie kochała...