beduinka
14.02.05, 12:39
29.01.2005 SOBOTA
Jest już po północy, gdy okńczę psiać sprawozdanie Koła Naukowego Arabistów i
przesyłam je do Duni. Czas wziąść się za pakowanie. Znów jadę do Egiptu,
ponownie będę w Kairze - czuję się szczęśliwa i cieszę się, że czasem działam
bez zastanowienia. W każdym razie wyjeżdżam do Egiptu, choć kilka godzin temu
jeszcze się tego nie spodziewałam. Pakowanie nie zajmuje mi wiele czasu,
robię to już prawie, że automatycznie. Jeszcze kładę się na kilka godzin spać
i wstaję wcześnie rano, bowiem na godz. 7 powinnam być na lotnisku. Jednak
rano okazuje się, że jestem zatkana od kataru, kaszlę, boli mnie głowa i
brzuch - wiem jednakże, że nie zrezygnuję z wyjazdu, a wręcz Egipt będzie dla
mnie najlepszym lekarstwem.
Po przyjeżdzie na lotnisko okazuje się, że lecę do Egiptu wraz z moim
nauczycielem języka arabskiego i jego żoną. Sidzimy koło siebie w samolocie,
więc lot mija mi nadspodziewanie szybko. Na lotnisku w Hurghadzie kupuję
wizę, a następnie ustawiam się w nadspodziewanie długich kolejkach do odprawy
paszportowej. Tam spotykam Sanę - naszą forumowiczkę. Razem też jedziemy z
lotniska do centrum. Wysiadam pod biurem alGouny, rezerwuję autobus do Kairu
na godz. 18 i proszę, by posadzić koło mnie kobietę. Jadę do Sakkali, by
wymienić pieniądze. Spaceruję też, odwiedzam kilku znajomych. Zaglądam na
plażę Aloha Beach. Piję sok z trzciny cukrowej - stęskniłam się za tym
smakiem. Kupuję sobie kheemar i wracam do biura alGouny, gdzie opłacam bilet
(55LE). Dzwonię też z budki telefonicznej do Saida - cieszy się jak dziecko,
że przyjechałam. Tymczasem czekając na odjazd autobusu piję sobie w
pobliskiej kawiarni karkade. Okazuje się, że jedzie ze mną do Kairu Polka -
Barbara, która przyleciała tym samym samolotem. Gdy kupowała bilet
powiedzieli jej, że będzie siedziała koło Amiry - choć ona na początku nie
wiedziała, kim jest Amira. To tak a propos spełnienia mojej prośby, by nie
siedział koło mnie mężczyzna, a kobieta. Autobus zatrzymuje się na trasie na
ok. pół godziny. Wtedy głodna decyduję się zjeść posiłek. Decyduję się na
makaron z sosem i smażoną cukinię. W autobusie leci film "Kallam Mama" -
który widziałam już wcześniej co najmniej trzykrotnie.
Do Kairu dojeżdżamy na tyły muzeum ok. godz. 23:40, odprowadzam Basię do
metra na Tahrir i sama idę na Talaat Harb i do Hotelu Meramees, gdzie już
mieszkałam w czasie wcześniejszych wizyt w Kairze. Biorę pokój jednoosobowy,
dostaję jeszcze zniżkę (płacić będę 25 zamiast 30 le za noc - wliczone
śniadanie). Zmęczona zasypiam - spędziłam dzisiaj napierw prawie 6 godzin w
samolocie z W-wy do Hurghady, a potem podobną ilość czasu w autokarze z
Hurghady do Kairu...ufff
Warszawa - Hurghada - Kair