marcinesz
18.11.06, 01:53
Byłem w dwóch gabinetach medycyny tybetańskiej w Warszawie: Narantem na
Łuckiej oraz Medical na Chmielnej.
W Narantem (dosyć duża przychodnia) zajęło się mną dwoje Mongołów - pani Giga
i pan, który nie przedstawił się z imienia, ale z którym głównie rozmawiałem,
jako że bardzo dobrze mówi po polsku. Pani obadała mnie z pulsu dosyć długo i
dokładnie (tak mi się subiektywnie wydaje), obejrzała również język, oczy,
skórę na twarzy, palce u rąk. Pan głównie tłumaczył, choć sam z siebie
również zadawał jakieś pytania. Następnie przeprowadzili ze mną "wywiad",
próbując wybadać, czy ich podejrzenia mają potwierdzenie w przebytych przeze
mnie schorzeniach / dolegliwościach. Część ich podejrzeń miała potwierdzenie,
część nie. Następnie obejrzeli moje nadania morfologii, mocz oraz USG jamy
brzusznej. Po obejrzeniu badań stwierdzili, że faktycznie moim głównym
problemem jest niedomaganie wątroby, które przekłada się również na
nadciśnienie, częste infekcje dróg oddechowych, jak również kłucie w klatce
piersiowej / pod łopatką. Dali mi zioła na, jak stwierdzili, oczysczenie
organizmu, wzmocnienie go i zabezpieczenie go przed infekcjami, jak również
leczenie wątroby. Zalecili dietę (na biurku znajdowały się "standardowe"
karteczki z dietą - nie wolno wg nich np. jajek, żółtego sera, malin,
truskawek, malin, gruszek, wieprzowiny itd.) oraz niepodejmowanie w trakcie
leczenia wysiłku fizycznego (co mnie zmartwiło, bo chciałem zapisać się na
hatha-jogę...) i co więcej, zalecili odstawienie leczenia tradycyjnego, jakie
otrzymałem od hepatologa (leki osłonowe na wątrobę - Essentiale Forte,
Heparegen). Dodatkowo zaoferowali akupunkturę na problemy z kręgosłupem
lędźwiowym, jakie miewam po wysiłku (wg nich początki zmian zwyrodnieniowych).
W Medical (wynajmowane 2-pokojowe mieszkanie - wielkość znacząco mniejsza niż
Narantem) zajęła się mną starsza pani Mongołka - nie przedstawiła się z
imienia. Pani obadała mnie z pulsu stosunkowo krótko, obejrzała język, oczy,
palce u rąk, zbadała ciśnienie, wypytywała o częstotliwość, kolor i zapach
moczu. W zasadzie nie przeprowadzała ze mną "wywiadu", a po prostu
stwierdziła, że problem u mnie polega na niedomaganiu nerek i wątroby. Nie
wywnioskowała, tak jak w Narantem, częstych infekcji dróg oddechowych.
Obejrzała moje nadania morfologii, mocz oraz USG jamy brzusznej. Stwierdziła,
że wątroba jest lekko otłuszczona, ale raczej przez dietę zbyt bogatą w
węglowodany. Dała mi zioła na oczyszczenie organizmu, nerki i wątrobę.
Zaleciła również dużo pić, szczególnie moczopędnych napojów, poza tym pić od
czasu do czasu na czczo ciepłą wodę z cytryną, żeby oczyścić wątrobę.
Stwierdziła, że wysiłek fizyczny nie przeszkadza, bo wątroba nie jest w aż
tak złym stanie. Co do leczenia tradycyjnego od hepatologa, jak również leków
na nadciśnienie, stwierdziła, że mogę je dalej przyjmować - z tym, że jeśli
ciśnienie będzie na dobrym poziomie, to żeby leków na jego obniżenie wtedy
nie stosować codziennie. Również zaoferowała akupunkturę / masaże na problemy
z kręgosłupem lędźwiowym.
Wrażenie na pacjencie na pewno lepsze robi Narantem - wielkością i
podejściem. Co do skuteczności - hmmm, trudno mi na razie się wypowiadać.
Dostrzegam pewne plusy i minusy w jednym i drugim podejściu. Zdecydowałem
jeszcze udać się do doktora Romanowskiego - słyszałem o nim dużo dobrego.
Wiem, że może to wyglądać na łapanie kilku srok za ogon, ale nie chciałbym
polegać na tylko jednej opinii - wypowiedzi dra Romanowskiego robią wrażenie,
podczas gdy w przypadku gabinetów tybetańskich bazowałem na poleceniu
forumowiczów (za które oczywiście dziękuję - każde doświadczenie wnosi coś
dobrego).
A co Wy o tym myślicie?