Dodaj do ulubionych

Czego nie wypada pracownikowi uczelni...

02.03.09, 20:08
Jestem studentką tuż przed obroną pracy mgr, zaproponowano mi pracę na uczelni i doktorat. No i się zastanawiam, co będę musiała zmienć w życiu prywatnym :) Czy np. będę mogła szaleć na dyskotece (nie mam tu na mysli jakichś ekscesów alkoholowo-narkotykowych, ale taniec)? Niby pracownicy uczelni też ludzie, ale... jak ich postrzegają studenci "poza uczelnią" i jak to wpływa na ocenę ich pracy jako naukowców?
Podam przykład z autopsji. Miał z nami wykłady taki doktor, nosił garnitur na co dzień. Pewnego dnia zobaczyłam go w ogródku piwnym z grupą jakichś kolesi, było gorąco więc miał krótki rękaw odsłaniający ogromny tatuaż na ramieniu! Wiem, że może jestem jakaś niedzisiejsza, ale jakoś kłóci mi się to z etosem naukowca :) z kolei koleżanka studiująca na innej uczelni opowiadała, że wykład prowadzi babka z 5 kolczykami w uchu. Mój brat z kolei mówił, że "przyłapał" swojego wykładowcę w parku jak się obściskiwał z jakąś laską. Niby ludzka rzecz, ale wszyscy inaczej patrzyliśmy na naszych wykładowców po tych "odkryciach" :) (tzn podawaliśmy w wątpliwość ich wiedzę). Ciekawi mnie, co o tym sądzicie? Czy macie podobne odczucia czy to ja jestem jakaś przewrażliwiona? A sami, czy zmieniliście jakieś swoje zwyczaje po rozpoczęciu pracy na uczelni?
Obserwuj wątek
    • greylin Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 02.03.09, 20:43
      Chyba jednak jesteś przewrażliwiona.
      Zapewniam Cię: naukowcy mają życie prywatne. Mam znajomych, ba, nawet męża i
      dziecko (tak, pracownicy uczelni mogą się rozmnażać ;) ).
      Naukowcy i nauczyciele to w końcu też ludzie.
      I, o ile do tej pory dobrze się prowadziłaś, nie będziesz musiała jakoś
      drastycznie zmieniać swojego życia.
      :)
    • babazgaga Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 02.03.09, 21:38
      Jesteś przewrażliwona
      Ja mam kolczyk w nosie, kilka w uchu, jeszcze niedawno
      krwistoczerwone włosy, chadzam do knajp i restauracji, i nie widzę w
      tym nic zdrożnego, jakoś mi się nie kłóci to z byciem naukowcem czy
      dydaktykiem.
      Tak, zmieniłam obyczaje po podjęciu pracy na uczelni, a dokładnie
      dorobiłam stałego chłopa, własnego lokum i stać mnie na taksówki.
      Nie przyjdzie mi już więc do głowy obściskiwać się z kolesiami w
      parku ani wracać po pijaku nocnym autobusem z czeredą studentów do
      domu. Ale zaraz zaraz, to chyba z powodu zestarzenia się przez te 10
      lat, a nie samej pracy na uczelni;)
      (to ironia była, jakby co)

    • bumcykcyk2 Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 03.03.09, 00:46
      W zasadzie prawie wszystko wypada, poza jakimś ekstremum. Pracownik
      uczelni to nie ksiądz i nie musi się obnosić z uduchowieniem,
      ascezą, celibatem, brakiem tatuaży itp. Chcesz być chodzącą
      moralnością i wzorem_do_naśladowania_dla_maluczkich? Dostrzegam tu
      jakąś niedojrzałość... ja potrafię odezwać się do studentów grubym
      słowem gdy sytuacja tego wymaga, nie taję na wykładach że lubię się
      zabawić, a po przykładnym odbyciu zajęć i zakończeniu stosunku
      zależności służbowej potrafię umówić się ze studentką na randkę z
      seksem włącznie... i przez wiele lat nie zauważyłem aby moja
      naukowość i społeczne postrzeganie mojej osoby na tym ucierpiały.
      • nina.jozefina Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 03.03.09, 08:35
        Ty chyba żartujesz sobie... naprawdę uważasz, że umawianie się ze studentkami na randkę i seks po zajęciach to normalne? Może tylko Ci się wydaje, że społeczne postrzeganie Twojej osoby, w tym Twoich kompetencji, na tym nie ucierpiało. Tacy jak Ty są przedmiotem plotek wśród studentów, i jak sądzę wśród współpracowników. Myślisz, że te studentki, z którymi się umawiasz na seks (mam tylko nadzieję, że nie w zamian za zaliczenie przedmiotu...), nie plotkują o randkach z Tobą wśród koleżanek? No to chłopie uważaj, bo możesz mieć poważne kłopoty, szczególnie, jak jakaś panna potraktuje seks bardziej na poważnie niż Ty... Był u nas na uczelni taki jeden doktor Casanova (taką miał ksywę bo podobnie jak Ty umawiał się ze studentkami), i studenci mieli o nim niezbyt pochlebne zdanie w ogóle - chociaż fachowcem w swojej dziedzinie był świetnym. To jest właśnie przykład jak zachowanie w sferze prywatnej może wpłynąć na społeczne postrzeganie kompetencji. Takie zawody jak lekarz, pracownik uczelni, nauczyciel czy prawnik to zawody tzw społecznego zaufania, czy nam się to podoba czy nie. Tym samym, niektóre zachowania po prostu "nie przystoją" (jakkolwiek staroświecko to zabrzmi).
        • bumcykcyk2 Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 03.03.09, 10:10
          Skoro pragniesz zostać naukowcem, to musisz zacząć od nauki czytania
          ze zrozumieniem.

          1. Napisałem wyraźnie, że ze studentkami umawiam się wyłącznie
          wtedy, gdy już nie prowadzę z nimi zajęć, jak również wtedy gdy
          wiem, że ich w przyszłości nie będę prowadzić. Jak więc mogę
          zaliczać za seks? Masz głowę napchaną jakimiś bzdurami z brukowców i
          myślisz prostacko i infantylnie niczym red. Cebula z programu
          tvn "Uwaga". Ew. niedyskrecja studentki pogrążyłaby w oczach kolegów
          przede wszystkim ją, a nie mnie, nie sądzisz?
          2. Życia seksualnego ludzi nie można zamknąć na kluczyk. Równie
          dobrze możesz ogłosić wśród naukowców prohibicję. Z podobnym
          skutkiem ;-)
          3. Masz chyba b. mało do czynienia z lekarzami, prawnikami i
          nauczycielami skoro podtrzymujesz mit o elitarności, posłannictwie i
          szczególnej moralności przedstawicieli tych zawodów. Niestety, od
          bardzo dawna nie są to już "zawody społecznego zaufania", tylko
          profesje dokładnie takie jak każde inne. Tak samo jak można napotkać
          na taksówkarza chama czy pijanego dróżnika, tak też trafiają się
          profesory głąby, doktorzy bez kręgosłupa moralnego itp. itd.
          Osobiście nie mam sobie nic do zarzucenia i uważam, że trzymam
          standardy jakich powinno się ode mnie wymagać.
          4. Zejdź na ziemię z obłoków, bo dalsze życie będzie dla Ciebie
          udręką i wiecznym rozczarowaniem.
          • nina.jozefina Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 03.03.09, 23:54
            No ok bumcyk, zwracam Ci honor. Odpisałam pośpiesznie przy porannej kawce, nie do końca doczytując Twoją wypowiedź dt "zakończenia stosunku zależności". Powiedzmy, że teoretycznie już nigdy nie będziesz prowadził zajęć ze studentkami, z którymi się umawiasz. Ja jednak dalej nie popieram umawiania się wykładowcy ze studentkami z tej samej uczelni. I nie zgadzam się, że niedyskrecja studentki pogrążyłaby tylko ją - niestety, ale Ty ryzykujesz o wiele więcej. Z Twojego postu wywnioskowałam, że raczej umawiasz się z wieloma studentkami niż jesteś w stałym związku z byłą studentką. No więc dajmy na to, że taka panna-jedna-z-wielu się w Tobie zakocha, będzie chciała czegoś więcej, a Ty jej mówisz że "no sorry to tylko seks bez zobowiązań". Zraniona, rozpowie z zemsty że ją np molestowałeś. Mało prawdopodobne? To sobie poczytaj ten oto wątek: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=91516315&v=2&s=0, to się przekonasz, jakie mogą być studentki...
            Odnośnie 2 wypowiedzi - nie wiem, do czego pijesz - czy ja powiedziałam, że naukowcy nie mogą mieć życia seksualnego? Tym razem to Ty nie czytasz ze zrozumieniem. Mówiłam jedynie o pewnych zachowaniach "na zewnątrz" - w zaciszu domowym to wolnoć Tomku...
            • bumcykcyk2 Re: 04.03.09, 12:56
              Ryzyko, że trafi się na osobę niezrównoważoną emocjonalnie jest
              ZAWSZE, podobnie jak w każdym kontakcie międzypłciowym
              przekraczającym barierę czyjejś intymności.

              Podałaś linka do typowej historii z psychofanką, miałem kiedyś w
              początkach kariery podobną akcję z osobą, z którą oficjalnie
              zamieniłem może dwa słowa, nigdy się nie umówiłem, ani nawet choćby
              minuty nie przebywałem sam na sam! Była to prowincjonalna przygłupia
              gęś, która zakochała się w chłopcu ze swoich wyobrażeń, a na totalny
              ignor odpowiedziała fizyczną agresją.

              Odpowiem Ci tak, że staram sie mieć nosa do ludzi, zresztą nie tylko
              gdy umawiam się na randkę. Nie jestem nieomylny i trafiają mi się
              wpadki, ale osób infantylnych, niedojrzałych i skrajnie głupiutkich
              staram się unikać. Poza tym nie jestem lowelasem, który macierzysty
              wydział traktuje jak burdel a la carte, i robię to tylko od czasu do
              czasu wtedy gdy akurat nie jestem w innym związku. EOT Pozdrawiam

          • hatchet01 to ja się dołożę do Kolegi :) 04.03.09, 00:47
            z garniturem zwykle kojarzę akwizytorów (sorki "przedstawicieli handlowych").
            pod krawatem jeżdżą kierowcy autokarów. czy im czegoś nie wolno? przecież też
            mają kontakt z ludźmi :)

            a teraz coś o mnie: od kilkunastu lat biegam po stadionie z szalikiem klubowym.
            jeżdżę na mecze wyjazdowe, gdzie zawsze siedzę w klatce dla przyjezdnych. po
            każdym meczu ledwo mówię - to od dopingu.

            jeżdżę usportowionym autem. korzystam z cb radio jak akwizytorzy i kierowcy
            ciężarówek (nie każdy zestaw ciężarowy to TIR!)

            mam wielu kolegów z wykształceniem od podstawowego wzwyż. z niektórymi spotykam
            się dość często w lokalnym barze. a mój najlepszy kolega ... nosi koloratkę. co
            nie przeszkadza by od czasu do czasu pochlać tak konkretnie :D

            aha - mieszkam w małej miejscowości i jestem publicznie rozpoznawalny. może
            rzeczywiście powinienem "zesztywnieć" i wskoczyć w garnitur?
            • kostkiewicz321 Re: to ja się dołożę do Kolegi :) 15.03.09, 08:30
              Koleżanka jest dosyć przewrażliwiona ale Tw. wypowiedź jest przegięciem w drugą
              stronę. Osobiście uważam, że wszelkie przejawy "kibolstwa" powinny być na
              uczelniach surowo tępione. I nie ma znaczenia, że jak przypuszczam, jeździsz
              sobie na mecze w swoim prywatnym czasie. Tak jak faszyzm kibolstwo nie jest
              zajęciem na pół etatu. I proszę nie pisz, że że ty jesteś z tych, którzy tylko
              machają szalikiem na wyjazdowych meczach.
              • hatchet01 Re: to ja się dołożę do Kolegi :) 16.03.09, 00:35
                kostkiewicz321 napisał:

                > Koleżanka jest dosyć przewrażliwiona ale Tw. wypowiedź jest przegięciem w drugą
                > stronę. Osobiście uważam, że wszelkie przejawy "kibolstwa" powinny być na
                > uczelniach surowo tępione. I nie ma znaczenia, że jak przypuszczam, jeździsz
                > sobie na mecze w swoim prywatnym czasie. Tak jak faszyzm kibolstwo nie jest
                > zajęciem na pół etatu. I proszę nie pisz, że że ty jesteś z tych, którzy tylko
                > machają szalikiem na wyjazdowych meczach.

                przegięciem to ja nazwałbym Twoją wypowiedź :)
                na uczelni nie noszę szalika ani koszulki klubowej :) jedynie klubowy mam
                breloczek przy kluczyku od auta :) nie wrzeszczę też na wydziale :)
                poza tym jakoś nie mogę dopatrzyć się niczego złego w kibicowaniu drużynie. nie
                potrafię też tego jakoś odnieść do uczelni. wyobrażenie o kibicach masz
                widocznie tylko na podstawie relacji z mediów. rozbawiłeś mnie swoją
                wypowiedzią. NZUL! :D
            • pr0fes0r Re: to ja się dołożę do Kolegi :) 15.03.09, 12:40
              Hehe, z tymi meczami u mnie to samo, tylko z wyjazdów niestety musiałem
              zrezygnować parę lat po habilitacji, bo niestety czasu na wycieczki po Polsce
              już nie mam.

              To co, ziom, umówimy się na ustawkę za stacją benzynową?
              • hatchet01 Re: to ja się dołożę do Kolegi :) 16.03.09, 00:36
                ustawka za stacja? przecież tam jest monitoring i mnóstwo świadków! zaraz by się
                białe kaski zjechały! :)
          • alba.alba Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 12.03.09, 21:08
            bumcykcyk2 napisał:
            > 1. Napisałem wyraźnie, że ze studentkami umawiam się wyłącznie
            > wtedy, gdy już nie prowadzę z nimi zajęć, jak również wtedy gdy
            > wiem, że ich w przyszłości nie będę prowadzić. Jak więc mogę
            > zaliczać za seks?

            Nie od dziś wiadomo, że sama obietnica czegoś tam też może być korzyścią osobistą/majątkową, także taka dorozumiana obietnica, wynikająca z okoliczności, niekoniecznie wyrażona expressis verbis. Jeżeli wykładowca ze studentką w trakcie trwania zajęć nie kryją do siebie ponadprzeciętnej sympatii i na egzaminie ustnym podczas niewyczerpującej odpowiedzi studentki wykładowca mrugnie do niej oczekiem, a ona to odwzajemni, po czym spotkają się na seks kilka dni po egzaminie, to jest to również ocena za seks, tyle że odłożony w czasie. Wiadomo, że w gabinecie uczelnianym nie czas i nie miejsce na seks. Tak samo jak petenci potrafią płacić łapówki za samą obietnicę określonego zachowania się urzędnika, np. poinformowania o planach zagodpodarowania przestrzennego, gdy te będą miały projekty zmian, w celu zakupu intratnej nieruchomości. Nie ma gwarancji, że plany te się w ogóle zmienią i kiedy. Tak samo nie ma gwarancji, czy studentka przyjdzie na spotkanie po owym egzaminie, ale SPOTKANIE TO POZOSTAJE W ZWIĄZKU FUNKCJONALNYM Z EGZAMINEM.
            • bumcykcyk2 Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 13.03.09, 16:36
              Alba.alba bardzo lubię Cię czytać, bo jest to zwykle interesujące kuriozum
              myślowe. Oczywiście - masz w pełni rację!!! Każdy seks ze studentką ma podtekst
              materialnej korzyści, która może wszak być niedorozumiana i odłożona w czasie.
              Np. za 10 lat jako dyrektor firmy mogę dać jej pracę, albo ona jako agent
              pośrednictwa nieruchomości taniej sprzeda mi segment. Najlepiej od razu wsadzać
              do pierdla i wywalać z wilczym biletem z uczelni. Będzie moralnie i spokojnie.
              Buziaczki
    • dr_pitcher Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 03.03.09, 05:41
      Nina: Litosci! - wszak naukowiec tez czlowiek. Moja rada - badz soba.
      Od lat jestem profesorem na uczelni, ale rowniez czlowiekiem z lekka
      niepowaznym, lubiacym sie smiac, czasem wypic i wyglupic. DO glowy by mi nie
      przyszlo, ze czegos "nie wypada". Naukowiec to zawod jak kazdy inny i TYLKO
      zawod (nawet jak ktos do niego ma powolanie.

      I tak powinno byc z wszystkimi profesjami - no moze nie bankowcy, lekarze i
      prawnicy - on sa zbyt powazni i musza dac przyklad spoleczenstwu (oczywiscie
      zartuje)
    • mirusz Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 03.03.09, 10:57
      nina.jozefina napisała:

      > zaproponowano mi pracę na uczelni
      > i doktorat.

      Zaproponowano Ci pracę czy studia doktoranckie?

      >Czy np. będę mogła szaleć na dyskotece (nie mam tu na mysli jakichś ekscesów

      Nikt Ci tego nie zabrania.

      > Podam przykład z autopsji. Miał z nami wykłady taki doktor, nosił garnitur na c
      > o dzień. Pewnego dnia zobaczyłam go w ogródku piwnym z grupą jakichś kolesi, by
      > ło gorąco więc miał krótki rękaw odsłaniający ogromny tatuaż na >ramieniu!

      Wiesz, ja znam policjanta z tatuażami, czy adiunkta z kolczykiem w nosie. Dziś takie rzeczy są elementem codziennej kultury. Decyduje przede wszystkim, a przynajmniej dla mnie: co człowiek reprezentuje, jak postępuje, a nie jak wygląda. Ktoś może nosić garnitur, a zachowywać się jak gnida, a może mieć porządny kręgosłup moralny i zabawne ubranie.

      >Mój brat z kolei mówił, że "przyłapał" swojego
      > wykładowcę w parku jak się obściskiwał z jakąś laską.

      No przepraszam bardzo, czy pracownik naukowy nie może mieć życia prywatnego, jak ma podtrzymywać bliskie kontakty? Przytulanie kogoś w miejscu publicznym nie jest uważane za przejaw niemoralności itp.
      Czy Ty nie masz zbyt wysokich wymagań i standardów przyzwoitości?
      Może też uważasz, że nie powinno się chodzić z kimś za rękę po ulicy?

      Wiadomo, że ludzie o takich rzeczach na pewno powiedzą, że kogoś tam spotkali, widzieli, bo to jest nowe, inny obraz osoby, którą znają. Podobnie będą gadać, że wykładowce czy szefa w kąpielówkach spotkali nad morzem na wakacjach, albo widzieli jak kupował stary samochód na giełdzie.Bo po prostu na codzień tego nie doświadczają.

      >Niby ludzka rzecz,

      Tak, ludzka rzecz.

      >ale ws
      > zyscy inaczej patrzyliśmy na naszych wykładowców po tych "odkryciach"

      Tzn. czegoś się nauczyliście, że jest więcej niż jedno spojrzenie, więcej niż jeden aspekt danego zagadnienia.
      • nina.jozefina Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 03.03.09, 23:57
        "Zaproponowano Ci pracę czy studia doktoranckie"

        I pracę, i studia doktoranckie.
    • devon07 Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 03.03.09, 14:38
      brawo nina józefina! uważam, że do okresowej oceny pracowników
      naukowych należy włączyć kryteria takie jak posiadane tatuaże i
      skłonność do okazywania uczuć w miejscach publicznych...wszak w
      sposób oczywisty poddają one pod wątplipwość rzetelność wiedzy
      delikwenta, jego predyspozycje badawcze i dydaktyczne...
    • krysiulka Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 03.03.09, 14:49
      > Mój brat z kolei mówił, że "przyłapał" swojego
      > wykładowcę w parku jak się obściskiwał z jakąś laską. Niby ludzka > rzecz, ale
      wszyscy inaczej patrzyliśmy na naszych wykładowców po tych >"odkryciach" :) (tzn p
      > odawaliśmy w wątpliwość ich wiedzę).

      Aha - czyli chodząc za rękę po ulicy z moim narzeczonym byłam...hmmm...gorszym
      inżynierem, a tym samym doktorantką i wykładowcą, niż wcześniej, gdy nie chodziłam?

      Zabawne ;)
      • edyta540 Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 04.03.09, 12:35
        Gratuluję propozycji pracy na uczelni -też bym tak chciała:)))
        Bardzo dobrze rozumiem Twoje rozterki,niby najwazniejsze są
        kompetencje naukowe, ale ludzi są tylko ludzmi i i tak plotkują;)
        Jeśli jednak prowadzisz nrmalne życie, bez zbytnich ekscesów - to
        będzie ok!!Powodzenia!
        • nina.jozefina Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 04.03.09, 17:33
          Dzięki Edytko! Wiesz miałam dużo szczęścia - pracę dostałam właściwie dzięki temu, że udało mi się zaraz po licencjacie załapać jako research assistant na uczelni zagranicznej, w projekcie finansowanym z programów ramowych, po powrocie do Polski niejako "przyciągnęłam" za sobą projekt na ręce mojego promotora - zespół, w którym pracowałam, zapytał, czy nie znam dobrego partnera polskiego do współpracy w projekcie, no i tak się zaczęło. Co do wątku - cieszę się, że mnie rozumiesz - mimo, że słyszę tu różne głosy, to obawy podobne do moich ma wiele osób. Znam np osoby, które po podjęciu pracy na uczelni za nic nie poszłyby na dyskotekę w obawie przed spotkaniem swoich studentów ("co oni o mnie pomyślą"), zmieniły też zupełnie swój styl ubierania się.
          • flamengista ale to co innego 04.03.09, 18:58
            "Znam np osoby, które po podjęciu pracy na uczelni za nic nie poszłyby na
            dyskotekę w obawie przed spotkaniem swoich studentów"

            Tak się składa, że - przynajmniej w Krakowie tak jest - my (pracownicy naukowi)
            dokładnie wiemy, do jakich knajp chodzą nasi studenci. I takie knajpy omijamy,
            bo jest pełno innych.

            Tyle że nie wynika to z tego "co sobie studenci pomyślą", ale ze zwykłej
            bezczelności co poniektórych żaków, dodatkowo stymulowanej procentami. Zdarzyło
            mi się już być poproszony o wpis przy piwie, zapytany o wyniki kolokwium etc.

            Zastanawiałbym się też nad piciem na umór w lokalu (to dla tych, co lubią takie
            rozrywki). Szanse natrafienia na swoich studentów podczas wymiotowania o 3 nad
            ranem na Floriańskiej są - zgodnie z prawem Murphy'ego - niemal 100-procentowe;)
    • nina.jozefina Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 03.03.09, 23:56
      "Posiadana wiedza nie ma nic wspólnego ani z życiem osobistym"

      "Posiadana" nie, "postrzegana" - tak.
    • flamengista w zasadzie wszystko wolno, jeśli 04.03.09, 18:53
      jest się wystarczająco dobrym naukowcem.

      Richard Feynman potrafił do swojej nowej pracy (w Cornell University) przyjechać
      spóźniony, w związku z czym pierwszą noc na kampusie zamiast w mieszkaniu
      służbowym spędził na ławce przed dziekanatem. Jego przyszli studenci uznali go
      za kloszarda.

      Co nie przeszkodziło mu zostać jednym z najwybitniejszych fizyków w historii i
      laureatem nagrody Nobla.

      Aż tak ekscentryczni jak Feynman być nie musimy, ale... Problem przez Ciebie
      poruszony dla mnie w ogóle nie istnieje.

      Nie wolno ew. molestować studentek i biegać nago po kampusie. Reszta dziwnych
      zachowań najwyżej może budzić lekkie zażenowanie, ale jest tolerowana.
    • migind Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 05.03.09, 19:09
      @nina.jozefina

      Ja Cię z góry bardzo przepraszam, bo nie zamierzam Cię urazić, ale...
      O ile Twoje pierwsze pytanie mnie wyłącznie rozbawiło, to już następne wypowiedzi zirytowały, bo wskazują że Ty nie masz zwykłych wątpliwości, tylko masę uprzedzeń.
      Nigdy nie oceniaj ludzi po wyglądzie. Nigdy nie oceniaj ludzi po tym, jak zachowują się w danej sytuacji, jeśli nie wiesz o co chodzi w tej właśnie sytuacji. I nie zastanawiaj się zbyt często, jak Cię ludzie postrzegają. Przede wszystkim, jak napisał już ktoś wcześniej, przede wszystkim BĄDŹ SOBĄ. I oby Twoje schematyczne, wąskie myślenie nie wpływało na wnioskowanie i wyniki pracy naukowej, tego szczerze życzę.
    • mmaupa Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 05.03.09, 21:10
      Mam 24 lata i jestem doktorantka. Wiekszosc moich znajomych i przyjaciol to
      studenci, mlodsi ode mnie o rok, lub kilka lat. Czy powinnam zerwac z nimi
      znajomosc? Czy moge przyjaznic sie tylko z doktorantami i doktorami, w dodatku
      wylacznie tymi pod krawatem? Czy mam zrezygnowc z tanca towarzyskiego (moja
      pasja!), ktory wymaga sporej ilosci samoopalacza i noszenia dosc skapych
      sukienek? Czy powinnam zerwac z moim chlopakiem-doktorantem? Czy musze ukrywac
      sie z kazdym drinkiem? Czy kiedykolwiek bede mogla jeszcze pojsc do klubu????

      W mojej grupie badawczej sporo osob ma tatuaze, ubiera sie bardzo na luzie,
      farbuje wlosy na dziwne kolory i imprezuje w studenckich klubach. Nie maja przez
      to problemow ze swoimi studentami, wrecz przeciwnie, sa bardzo lubiani. Zreszta
      np. podczas pracy w terenie i tak wszyscy pracownicy nocuja w jednym
      domku/namiocie/bazie - moja studentka widziala mnie z recznikiem na mokrych
      wlosach, w rozciagnietych dresach i z zapuchnietymi ze zmeczenia oczami. I co? I
      nic.

      Ciekawi mnie, gdzie pracowalas wczesniej - wydaje mi sie, ze zagraniczne
      placowki na ogol sa bardziej zrelaksowane pod tym wzgledem.
      • mpit78 Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 06.03.09, 00:13
        tak jak ktos napisal powyzej - oranicza nas dokladnie to samo co reszte wspolzyjacych uczestnikow zycia spolecznego. Ja osobiscie gram w zespole (grind - czyli jedna z brutalniejszych odmian muzyki) i zdarza sie, że spotykam swoich studentów na koncertach. Garnitur wdziewam tylko w wyjątkowe okazje i to nie dlatego ze nie lubię, lecz z inne go powodu - zajęcia prowadzę zwykle z wykorzystaniem kredy i szkoda mi garniaka :).

        Co do ludzi moralizujących - z własnego doświadczenia wyniosłem, iż największe świństewka robią właśnie ci, którzy najwięcej nawijają na temat zasad, moralności itede. Ja np uważam, iż ze studentami dobrze jest prowadzić politykę jawności i otwartości - oczywiście na partnerskich zasadach - no i oczywiste jest, że takie podejście zostaje zaakceptowane tylko wtedy, gdy wychowawca/wykładowca ma co zaprezentować i jest dobry w tym, co robi.

        • agentka1981 A ta pani z pięcioma kolczykami... 29.03.09, 21:39
          ... to przepraszam na jakiej uczelni?? Bo tak się składa, że ja mam pięć
          kolczyków i od niedawna prowadzę zajęcia ze studentami ;P

          Droga Nino! Pamiętaj, że uczelnia ma być miejscem, gdzie panuje tolerancja. A
          każdy naukowiec ma prawo do odrobiny szaleństwa :)
      • klawiatura_zablokowana Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 15.02.10, 19:45
        Mnie też to ciekawi, ostatecznie np. uniwerki w USA są znane z tego, że całe
        zespoły badawcze przychodzą w kolorowych dresach i wygodnych klapkach. To u nas
        sobie sztywniackie towarzystwo wymyśla takie rzeczy jak np. garsonka w
        laboratorium ;)

        A pytania autorki wątku mnie też rozśmieszyły, bo świadczą o jakimś
        bałwochwalczym podejściu do pracy na uczelni. Bez przesady, doktorant czy doktor
        to nie jest prezydent, na którego zwrócone są oczy całego świata i który musi
        być nieskazitelny. Jak byłam na studiach, to ze swoją kadrą jeździliśmy w teren,
        paliliśmy razem papierosy, jedliśmy hamburgery na dworcu, spaliśmy na stojąco w
        pociągu, przedzieraliśmy się przez błoto... było kulturalnie, ale nikt nie robił
        z nich bóstw. I ja też bym nie chciała, żeby ze mnie ktoś robił takie bóstwo.

        Czego nie wypada pracownikowi uczelni? Nie wypada np. upić się przy studentach i
        współpracownikach. Na imprezach trzeba trzymać jakiś poziom, chyba że balujemy w
        gronie ścisłych znajomych i nikt niepożądany nas nie zobaczy, jak się zataczamy.
        Ale dlaczego miałoby nie być wolno tańczyć? Ja byłam na studiach, gdzie to
        właśnie młodzi wykładowcy uczyli na imprezach tańców ludowych, był to element
        nauki "po godzinach".

        Jeśli chodzi o seksualne sprawy - nie prowadzę na uczelni namiętnych
        telefonicznych rozmów z małżonkiem, a wybierając rano ciuchy staram się dobrać
        rzeczy neutralnie - młodzieżowo i swobodnie, ale bez przesadnego sexy. Żadnych
        mini i głębokich dekoltów (niepraktyczne, gdy trzeba się pochylić nad ławką).
        Unikam czarnego podobnie jak kolega wyżej, bo po 90 minutach z kredą w ręku
        zamieniam się w zakurzoną mumię :D

        I tyle w zasadzie. Moim zdaniem te same zasady, co w każdym miejscu pracy.

        O wiele trudniejszą sprawą jest dla doktoranta utrzymanie dystansu ze
        studentami, zwłaszcza starszymi, którzy go pamiętają z młodszych lat - te osoby
        często wręcz otwarcie oczekują dostawania piątek "na gębę". Inna sprawa to
        aklimatyzacja w środowisku starszej kadry - bo nagle niedostępny profesor to
        osoba, z którą mamy wspólną paczkę herbaty i klucz do gabinetu. Trzeba się
        odnaleźć, wyczuć, co wolno, a czego nie w naszej nowej pozycji. Pierwszy rok
        jest pod tym względem takim chrztem bojowym - przynajmniej tak było u mnie.

        Pozdrawiam wszystkich doktorantów!
    • dr_pitcher Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 02.04.09, 05:58
      zadawac tak idiotycznych pytan
    • alba.alba Nie wypada się rozwodzić 04.04.09, 19:28
      A przynajmniej na wydziale prawa na takich wykładowców źle patrzą pozostali współpracownicy. Wychodzą oni z założenia, że jak prawnik dobrowolnie podpisuje zobowiązanie prawne, to powinien z żelazną konsekwencją się z niego wywiązywać, bez względu na okoliczności.

      A skąd o tym wiem? Mówią mi o tym koledzy z samorządu studenckiego, którzy mają bliższy kontakt z wykładowcami. Jak któryś z nich się rozwodzi, to cały wydział jest poruszony. Tym bardziej, że rozwód najczęściej orzeka kolega kolegi owego rozwodzącego się nieszczęśnika.
    • matdokt Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 05.04.09, 11:21
      U mnie w Instytucie pewien doktor parę lat temu chodził w skórzanych spodniach i
      z paroma kolczykami w każdym uchu. Chodziłem do niego wtedy na wykład i wcale mi
      to nie przeszkadzało.
    • zdeprecjonowana Re: Czego nie wypada pracownikowi uczelni... 03.05.16, 12:13
      Niestety, nie jest tak 'kolorowo', jak niektórzy piszą ;) Studenci bywają bardziej krytyczni wobec nas, niż my wobec nich.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka