Witam...
Przedstawiałam się jakiś czas temu, ale krótko przypomnę.
Niedoczynność na tle hashimoto, przeciwciała, mam jedną wizytę za sobą -
dostałam na trzy miesiace dawkę euthyroxu 25. Początkowo poczułam się
świetnie, jednak po jakimś czasie wszystko wróciło do "normy".
Wizytę mam wyznaczoną dopiero na marzec. Przy okazji dowiadywania się o wyniki
biopsji powiedziałam o swoich dolegliwościach, ale pani odrzekła, ze teraz
jest taka pogoda, że wszyscy źle się czują...
W dodatku wraz z euthyroxem zapisała mi Jodid - pytałam w różnych miejscach i
na różnych forach i wszyscy zdecydowanie odradzali mi branie jodidu...
Gdy zapytałam o suplementację selenem, powiedziała, ze to nie ma sensu...
A ja czuję, że jest ze mną coraz gorzej...

mam złe samopoczucie, tyję, bolą
mnie gnaty, jestem rozdrażniona, nic mi się nie chce... nie rozczulam się nad
sobą, ale czemu ja się tak muszę męczyć.
W chwili desperacji sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam umówić sie do lekarki
mojej mamy - mama jest zadowolona, bo troskliwa i wydaje się sensownie gadać...
W przyszłym tygodniu postanowiłam sama zrobić badanie TSH i pójść do niej...
Czy dobrze robię? Może jednak powinnam bardziej ufać lekarzowi? W końcu tamta
została mi gorąco polecona...
Co myślicie?