iga1983
24.04.09, 10:49
Czytam rózne wątki dotyczace teściowej na tym forum i dochodze do
wniosku że nie tylko ja mam z teściową problem, a nawet niektórzy
maja gorsze problemy. Niestety moja tesciowa nie należy do tych
nielicznych cudownych.
Kiedy poznałam mojego męża nie ssadziłam że wraz z nim bede musiała
dostosować sie do jego mamusi.Wszystko byłoby dobrze gdyby nie to że
moj mąz jest bardzo zwiazany ze swoją mamą. Mieszkamy oddzielnie ale
i tak czesto jeżdzimy do tesciów. Moja teściowa jest bardzo aktywna
kobieta, ma swoj sklep z artykułami plastycznymi i sama maluje
obrazy. Pomijam fakt że potem kazdemu je wciska. Był czas ze kazda
nasza decyzja musiała być zaakceptowana przez "głowe rodziny"
czyli "mamusie". W tym roku zarządziła że bierzemy ślub koscielny
i "robimy" (tzn. ona nam robi) wesele. Sale ogladaliśmy jedna wiec
nie bylo wyboru w dodatku był tylko jeden termin, zespołu tez nie
wybieraliśmy bo tesciowa nam juz załatwiła zespól nawet nie wiedzac
jak graja.
Dodatkowo w grudniu urodziłam coreczke i w dzień wesela bedzie miała
7 miesiecy a ja ją bede musiała zostawić na dwa dni, w maju kończy
mi sie macierzyński i nie wiem co z moją praca. Szlag mnie trafiał
na początku teraz przyjełam to do wiadomości, bo wnic nie moge
zrobic. Probowaliśmy rozmawiać o tym ze moze bysmy z tego
zrezygnowali ale niestety nie udało sie. Mamusia zarzadziła i juz,
przeciez trzeba sie pokazac.
W pewnym momencie juz nie wytrzymałam i podtrzymywana na duchu przez
meza postanowiłam porozmawiać szczerze z moja tesciowa. Nie opłacało
sie. Nasłuchałam sie ze jestem chamska wulgarna i na kazdym kroku ją
obrazam, pomimo tego ze zawsze strofuje mojego meża a jej syna zeby
sie nie nabijał z własnej matki.W kazdym razie wyszło na to ze to ja
jestem ta zła a ona chce tylko dla nas dobrze.Uwielbia kazdemu
układac zycie nie zwarzajac na plany innych. Ma być tak jak ona chce
i juz. Do domu po rozmowie z nia wrociłam do domu strasznie
zdołowana. Normalne jest że moja tesciowa kupuje ubrania mojemu
mezowi i przy kazdej wizycie stwierdza ze moj małzonek jest
strasznie chudziutki patrzac wymownie na mnie.
Ostatnio robiliśmy chrzciny naszej małej u tesciow w domu.
Przyjechałam do nich tydzień wczesniej zeby pomoc, z trzymiesiecznym
i piecioletnim dzieckiem . Tyrałam jak głupia żeby chociaż nie
powiedziała ze wszystko musi robić sama, mała u tesciów zachowuje
sie zupełnie inaczej niz w domu, potrafi budzic sie w nocy po 7 razy
z wrzaskiem i ja musze byc na chodzie, ciezko tez jest w dzień bo ma
swoje przyzwyczajenia a niestety spedzanie czasu u dziadków wyglada
zuppełnie inaczej niz w domu. Dodatkowo sie jeszcze przeziebiłam ale
doszłam do wniosku ze dam rade bo to nie potrfa długo i niebawem
wrocimy do domu.Sma z dwojka dzieci mylam tarasy, sprzatałam
łazienki i myłam podłogi, drzwi i pare innych rzeczy.Ogolnie robiłam
wszystko co chciała moja tesciowa. Kiedy już przyszedł dzień chrzcin
wstałam o godzinie szostej no bo trzeba pomoc nie wazne ze byłam
ledwo ciepła bo mała w nocy plakała. Pomagałam przez cały ranek,
jedzenie stół a w miedzy czasie dziecko. Potem wyjazd do kościoła i
powrót do domu, nic nie jadlam od rana bo nie bylo kiedy, zaczeło
sie najgorsze podawanie gosciom,u mojej tesciowej goscie są
najwazniejsi. Skonczylo sie na tym ze obiad mnie i meza ominą bo nie
dotarliśmy do stołu naczas i moja tesciowa zdazyła juz obiad
sprzatnoc akurat wtedy kiedy ja karmiłam mała. Szlag mnie trafił.
Mysle no nic moze dalej bedzie lepiej, nie było. Moja tesciowa ma
dwie synowe, mnie i przyszła synową drugiego syna. niestey druga
synowa nie musi niczego robic, zamyka sie w pokoju z syniem i
aschodzi na dół juz na sam koniec i dodatkowo trzeba jej usługiwać.
Oczywiscie dzieci nie maja. No wiec jak sie okazało cały czas
musiałam latac kolo stolu w miedzy czasie uspokajajac mała bo był
cholernie zmeczona całą tą szopką . koło 15 padałam na nos a czekał
nas jeszcze powrót do domu. Moja tesciow aoczywiscie miała bardzo
ambitne zajecie zabawiania gosci a ja cała reszte. Szlag mnie
trafiał jak słyszałam toasty za panią domu wtedy kiedy ja nawet nie
zdazyłam nic zjesc. Moja tesciowa błyszczała. No i w koncu nadszedł
genialny czas powrotu do domu. Byłam najszczesliwsza kobietą pod
słoncem, niestety zostały jeszcze naczynia do zmywania. Trafchciał
ze musieliśmy do nich przyjechac dwa dni pozniej, no i mi sie
oberwało "że zostawiła ja z garami do zmywania i ze dziewczyny
zmywały gary dwie godziny po imprezie", dziewczyny to siostry
cioteczne mojego meza, ona nawet nie ruszyła tych garów. Nie
wytrzymałam , w drodze powrotnej do domu popłakałam sie juz ze
złosci, tyrałam jak kon przez cały tydzien sprzatajac jej dom i
pomagajac w gotowaniu(bo ja gotowac u niej nie moge bo pewnie sadzi
ze nie umiem) i zajmujac sie dwojka dzieci i nawet
głupiego "dziekuje" nie uslyszałam. Od tamtej pory nie chce miec z
nia zadnego kontaktu. Moj maz twierdzi ze powinnam z nią po raz
kolejny powaznie porozmawiac, mojemu tesciowi jest za nią wstyd a ja
nie wiem co mam z tym wszystkim zrobic. Nie chce z nią rozmawiac bo
wiem jak to bedzie wygladało. Znowu wyjde na tą zła a ona sie tak
poswieca.
P{rosze powiedzcie mam z nia gadac czy dac sobie spokoj. boje sie ze
po tej rozmowie zepsuje stosunki miedzy nia a jej wnukami czyli
moimi dziecmi a nawet jednym dzieckiem bo mała reaguje na nią
placzem jak tylko sie zbliży. (to tez duzy problem bo dziecko jej
nie lubi).