Dodaj do ulubionych

jak TO sie zaczelo...

30.11.06, 15:26
czyli zwierzenia w Klubie Anonimowych Chustocholikow :-)

oczywiscie od Dziecka ale..
u mnie przyczynil sie Internet.
bylam w drugiej ciazy - czekalam na Macka. szukalam roznych ciekawostek.
najpierw natrafilam na chuste-kangurke firmy Zefir. wtedy to byla chyab jedyna
chusta w Polsce. chciaslam kupic ale sie jakos tak nie moglam zdecydowac. w
koncu jak MAciek mial chyba cztery miesiace uszylam taka chuste, bo kolega dal
mi wykroj (byl kiedys w "Dziecku"). szylam dwa razy bo pierwsza byla za duza.
no i najpierw porazka ale jakos sie nauczylam nosic.
a potem spotkalam Mysie i ona mnie oswiecila, ze chusty to nie tylko takie na
ramie, ze sa jeszcze wiazane. zachwycialm sie i szczerze zalowalam, ze jakos
nie trafilam na to kilak miesiecy wczesniej...
kupilam flanele, dalam do obrebienia. zawiazalam. rewelacja! chusty z kolkamiu
uzywalam czasem po domu wsadzajac malego na biodro a na reszte wyjsc wiazana.

a jak sie okazalo, ze bede miec trzecie dziecko. i Mysia miala mi kupic
uzywana w second handzie ale sie okazalo, ze hoppediz ma wyprzedaz letnia i
kupilam w koncu Hoppediza z czefo jestem niezmiernie zadowolona.

teraz bedzie ekstremum: dla trzeciego dziecka nie zamierzam kupowac wozka (ten
po Macku sprzedalam na wiosne a dwa miesiace pozniej sie okazalo, ze jestem w
ciazy..). Maciek bedzie jezdzil czasem w spacerowce albo tuptal na spacerkach
a mlode bedzie w chuscie :-)
Obserwuj wątek
    • wroba Re: jak TO sie zaczelo... 30.11.06, 16:17
      A my męczyliśmy się z nosidełkami, aż do 11 miesiąca. Używałam ich, bo
      mieszkamy na trzecim pietrze bez windy i miałam problemy z wyjściem na zewnątrz
      z wózekiem i Małym jednocześnie, więc brałam go w nosidełko i targałam brykę z
      piwnicy. Tylko potem koszmarnie bolały mnie ramiona i kręgosłup. W sierpniu
      trafiłam na forum i całkiem przypadkiem przeczytałam post Mysi "kto chce
      wypróbować chustę wiązaną" jak weszłam na ich stronę i zobaczyłam zdjęcia
      Feliksa w chuście to wiedziałam, że muszę mieć takie cudeńko ;) W poście był
      telefon do Mysi więc pomyślałam raz się żyje, może akurat i dla mnie chust
      starczy. Telefon odebrał Marcin i powiedział, że nie ma problemu i tego samego
      dnia wyślą mi chustę. Moja radość była ogromna :))) A fakt, że Kasia i Marcin
      wysłali mi chustę, pomimo, że nie dostali jeszcze za nią pieniędzy, ani mnie
      nie znali, świadczy o ich WIELKIM sercu :))) W dodatku później mieli ze mną
      trochę przejść, bo chustę zgubiła firma kurierska (Kasiu dziękuję za alnielską
      cierpliwość ;), ale na szczęście wszystko dobrze się zakończyło i do moich rąk
      trafił prześliczy Hopp. No i oczywiście od tamtej pory zarówno ja jak i mój
      Młody darzymy chustę wielką miłością.
      Ostatnio jednak staram się Pawła dużo w niej nie nosić :( bo od jakiegoś czasu
      planujemy następnego dzidziusia i nic nam z tego jakoś nie wychodzi,
      postanowiłam więc się oszczędzać. A jest co dzwigać, bo mój młody waży już ze
      12 kg.
      No i tak to właśnie z nami było.
      Kasiu jeszcze raz wielkie dzieki :)
    • mysia125 Re: jak TO sie zaczelo... 03.12.06, 19:03
      A ja sie przeprowadzalam. Przeprowadzka byla w fazie mocno zaawansowanych
      przygotowan, gdy sie okazalo, ze przewoze przez granice nie tylko pol
      warszawskiego mieszkania i cwierc olsztynskiego, ale i Obywatela Na Gape.

      Zgodnie z wszelkimi prawami dotyczacymi pozytywnych emigracji postanowilam
      zanurzyc sie w otaczajaca rzeczywistosc. Z racji hormonow byla to jakby dosc
      jednostronna zabawa ;)zabralam sie za niemiecki od strony dzieciowej - na
      szczescie nie mialam problemow z biologiczna strona rzeczy, bo wyksztalcenie
      swoje robi...ale nawet dwujezyczny Osobisty mial troche zagwozdek ze
      specyficznymi slowami dotyczacymi chocby wyprawki.

      Poszlismy wybierac wozek, gdy bylam w 3 miesiacu ;))) w tym samym czasie
      rozgladalismy sie bacznie po niemieckich ulicach, odktywajac sporo gadzetow
      kompletnie w Polsce nieznanych. Na przyklad ze zdumieniem zobaczylam, ze w
      Niemczech nie uswiadczysz na ulicy chusty typu kolkowego. Rodzice holduja trzem
      stylom:
      -wozek - w formie glebokiej wypelniony ogromna puchata koldra lub w formie
      spacerowej z nieodlaczna skora barana jako podsciolka. W takim wozku dziecie z
      tej kategorii jezdzi gdzies tak do zerowki, malowniczo zlobiac wzorki w
      trotuarze wystajacymi kopytkami,
      - nosildo babybjorn, konecznie z dzieckiem wiszacym twarza do swiata, co od
      samego pczatku przyprawialo mnie o rozpacz. A ze mi hormony szalaly, zaczepialam
      rodzicow i mowilam im o fizjologicznej stronie takiego noszenia ;)
      -chusty wiazane - co dla mnie bylo maksymalnym czadem. Cudownie to wygladalo,
      wiec poszlismy raz czy drugi na konsultacje do doradcow noszeniowych, zeby sie w
      ogole dowiedziec, z czym to sie je. Wtedy sie dowiedzialam, dlaczego nie moglam
      tego cudu tak od razu wylowic w sklepach - po niemiecku chusta to wlasnie taki
      kawalek materialu, cala reszta to "worki do noszenia". "pasy do noszenia" lub
      "pomoce do noszenia".

      Mialam zbyt duzo wolnego czasu, zylke lingwistyczna, studia dosc naukowe - wiec
      zaczelam szukac NAPRAWDE dobrej chusty. Wtedy jeszcze nie myslalam, ze mozna sie
      zupelnie obejsc bez wozka,wiec nie chcialam wydawac na nia masy kasy. A ze dla
      Niemcow bardzo wazne sa wyniki oeko-testow, mialam przed soba praktycznie kilka
      do wyboru. Spodobal nam sie Hoppediz, choc nazwe ma pokrecona ;)

      i to byl strzal w dziesiatke :))))))))
      naprawde, gdybym kiedykolwiek miala powiedziec swojej intuicji "dziekuje". to
      chyba bym podziekowala za wozek i za chuste.
      No i okazalo sie, ze to jest zarazliwe ;))))
      Nie bylo wyjazdu do Polski bez chusty - rzeczywiscie kupowanie za granica nie
      jest zbyt proste, a do tego drogie. No i przyklad Ithilhin mnie zachecil -
      pamietam, ile zesmy czasu spedzily na naszym rowiesniczym forum gadajac o
      sposobach noszenia, na probach wiazania "na odleglosc". Latalam na kursy do
      doradcow, do fizjoterapeutow,obkladalam sie ksiazkami, zeby sprawdzic to czy
      tamto. Nie powiem, moj niemiecki zyskal ;))

      A gdy jechalismy we wrzesniu do Polski i mielismy kupic kilka chust dla
      znajomych - wzielismy kilka sztuk wiecej, korzystajac z letniej wyprzedazy. Caly
      czas czulam, ze jest to nie fair, ze dziewczyny w Polsce nie wiedza o istnieniu
      takich chust. I okazalo sie to strzalem w dziesiatke - pozniej zobaczylam, ile
      mam najrozniejszych wpisow na blogu i jak puchnie mi skrzynka. I od tej pory
      szerzymy mode ;)))

      To chyba wszystko na poczatek ;))))
      --------------------------------------
      Kasia & Felix 23/01/2005
      Felix for beginners
      • kajkasz1 Re: jak TO sie zaczelo... 27.01.07, 23:13
        A u nas (tzn. Kubka i mnie) zaczęło się od przypadku i nagle odkrytej miłości
        do internetu. Wcześniej służył mi tylko do pracy (komp i internet), ale kiedy
        urodził się Kubek, który zostawiał mi wolne wieczory, nabrałam ochoty
        na "wydawanie" kasy. Wiadomo, z wózkiem po porodzie nie ma co marzyc o wielkich
        zakupach, a w mojej dziurze (Chojnice) i tak ciekawostek nie znajdę. I
        przypadkowo weszłam do sklepu, w którym były Babybean. Już, już miałam wysłać
        zamówienie (w gorącej wodzie kąpana), ale mnie natchnęło i wstukałam w
        googlach "chusta". Niestety (dzisiaj to wiem) nie wypadły żadne wiązane, ale
        znalazłam Bebelulu. Za dwa dni przyszła piekna przesyłka i ... leżała
        rozpakowana przez jakiś tydzień, zanim odważyłam się umieścić w niej mojego
        szkraba. Pierwsze domowe próby wypadły, oględnie mówiąc, bladawo. Więc
        postawiłam wszystko na jedną kartę i ... wyszłam z Kubkiem w chuście na
        pierwsze szczepienie. I to był strzał w dziesiątkę. Odtąd bujamy się i lulamy z
        większymi (lato i szpital) i mniejszymi (widzimisię mojego synka) przerwami.
        Jako fanka chust jestem dumną posiadaczką Bebelulu Lulu i Kangalu oraz
        chusta.pl. A jako że niedawno trafiłam na tą stronę chyba niedługo zawita do
        nas wiązana. Bo w końcu nie ma na co czekać. Synek rośnie.
    • guruburu Re: jak TO sie zaczelo... 03.12.06, 22:19
      U nas to właściwie było jeszcze przed dzieckiem :P
      Chusta i noszenie dziecka to były rzeczy, na które z mężem mieliśmy już pomysł
      zanim de facto zabraliśmy się do pracy nad dzieckiem. Mąż zdecydowanie ma fobię
      wózkową. Ja tam osobiście do wózków nic nie mam (chyba, ze mnie próbują
      rozjechać). Z racji wykształcenia mamy 'egzotyczne' zainteresowania i myśleliśmy
      sobie, ze fajnie by było wykombinować coś takiego, jak np. meksykański szal
      (rebozo), w którym matki noszą swoje dzieci. W dobie internetu zajęło mi to
      kilka dni i po różnych poszukiwaniach i przekopaniu się przez multum stron
      zdecydowałam się, ze najlepsza dla nas będzie chusta wiązana. Pod koniec ciąży
      odkryłam stosowne sklepy w okolicy i kupiliśmy, co trzeba. Wózka natomiast, jak
      dotąd, się jeszcze nie dorobiliśmy :DDD.
    • z_agatka Re: jak TO sie zaczelo... 04.12.06, 17:13
      O chustach dowiedziałam się, kiedy Jaś był już na świecie. Koncepcja była
      kusząca, ale w domowym budżecie brakło miejsca na chustę, a z kolei na
      samodzielne uszycie... czasu. Pomysł powrócił, kiedy pojawiła się Młodsza
      Istotka - między maluchami jest 15 miesięcy różnicy, potrzebowałam wolnej pary
      rąk ;-)
      Na wakacje pojechaliśmy w tym roku z pojedynczym wózkiem - Starszy miał 1,5
      roku, Młodsza 4 miesiące - wózkiem i chustą "jeździli" na zmianę :-)))
    • madzialu Re: jak TO sie zaczelo... 04.12.06, 22:01
      A ja jestem chustowym żółtodziobem! Bo w chuście noszę Maćka dopiero od końca
      września. A wszystko dzięki Guruburu, która założyła wątek "Nasze dzieci w
      chustach"! Jak zobaczyłam jak super wyglądają małe kangurzątka to zaczęłam
      drążyć, szukać, podczytywać obcojęzyczne strony, aż w końcu któraś z dziewczyn
      z forum dała mi kontakt do Mysi, jako ekspertki i propagatorki Hoppediza. I
      udało się:) I mam! (dzięki Kasiu raz jeszcze)
    • asiamamusia Re: jak TO sie zaczelo... 05.12.06, 09:50
      U nie pomysł o zakupie chusty pojawił się jak córeczka miała ok. miesiąc. Była
      bardzo płaczliwym dzieckiem, kolkującym, potrzebującym dużo kontaktu. O
      istnieniu chust wiedziałam z internetu. Kupiliśmy wtedy najprostszą chustę i
      chyba najtańszą ze strony chusta.pl. Na początku, przez jakieś 2 miesiące,
      doskonale się sprawdzała. Do momentu kiedy córeczka nie chciała juz leżeć. Na
      siedzenie w takiej chuście było zdecydowanie za wcześnie, kiedy próbowałam ją
      położyć - był wrzask. No i wtedy zaczęłam szukać czegoś innego. Czytałam dużo o
      chustach wiązanych i idea mi się podobała, przerażały mnie jednak 2 rzeczy:
      cena i skomplikowane wiązania. Nie wiedziałam poza tym czy córeczka, która nie
      była przyzwyczajona od początku do tego typu noszenia go zaakceptuje.
      Postanowiłam wtedy uszyć sama taką chustę z flaneli. Nie sprawdziła mi się ona
      niestety. Materiał nie był wystarczajaco rozciągliwy, wystarczająco śliski, no
      i w ogóle jakiś taki cienki, wpijał się w ramiona. Zrezygnowałam więc.
      Wyjeżdżaliśmy na wakacje, potrzebowaliśmy czegoś, kupiliśmy więc polskie
      nosidełko. To była już porażka totalna. Szelki słabo się regulowały, dziecko
      wisiało gdzies między nogami... Mieliśmy też tę chustę ze strony chusta.pl i
      nosiliśmy w niej trochę córkę na biodrze, ale materiał wpijał jej się w nóżki.
      Wtedy zaczęłam myśleć o profesjonalnej chuście wiązanej. Najpierw kupiliśmy
      chustę z elastycznego materiału, którą szybko oddaliśmy do sklepu, nie
      wytrzymywała ciężaru dziecka. Potem dopiero trafiłam na bloga Felixa. Bardzo mi
      się spodobały zdjęcia tam i na stronie Hoppediza. No i postanowiłam kupić taką
      chustę. Sprawdza się super.
      Taka jest nasza historia. Także nosimy się od początku, tylko ciągle w czym
      innym:) W wiązanej noszę od kiedy Maja skończyła 5 miesięcy. Teraz ma 10.
    • felonia Re: jak TO sie zaczelo... 06.12.06, 09:46
      Ja zobaczyłam reklamę chust bebelulu w magazynach dla młodych mam. Od razu
      zapragnęłam mieć taką i wysłałam męża do sklepu parę tygodni po porodzie.
      Trochę źle zrobiłam, że nie skonsultowałam z forumowymi mamami mojego pomysłu,
      bo teraz bardziej odpowiednie wydają się jednak wiązane chusty a nie te z
      kółkami. Ale liczy się chęć noszenia dziecka inaczej niż w wózku. Chusta była
      chyba moją deską ratunku, bo mieszkam na trzecim piętrze bloku bez windy, a mój
      wózek waży 14kg. Początki były trudne i rozczarowujące. Myślałam że po prostu
      włożę dzidzię do worka i pójdę na miasto. Niestety mój maluszek okazał się być
      zbyt drobny do takiej ogromnej LULU. Ściągałam maksymalnie kółka, a szkrab
      leżąc nadal wisiał na wysokości bioder. Chusta poszła w kąt na trzy miesiące.
      Teraz dziedzic ma 3,5mca i zaczynam go nosić pionowo. Gdybym kupiła Nati,
      mogłabym nosić bobasa od samego początku. Na szczęście jest on bardzo lekki i
      podejrzewam, że jak skończy rok nie będzie ważył więcej jak 8-10kg. Jeszcze
      dłuuuuugo sobie pokanguruję :) i popróbuję różnych chust. Tylko żal mi, że zima
      idzie - a to nienajlepszy czas dla początkujących chustomaniaków.
    • agamamaani Re: jak TO sie zaczelo... 06.12.06, 11:08
      moje skromne poczatki to 2,5 roku temu gdy urodziła się Ania..
      wtedy już usłyszałam od znajomej, żę na ulicach Wiednia nosi się dzieci na
      sposób 'cygański" czyli w chustach.. dużo nie myśląc wzięłam stary szal (
      szeroki tkany szal) i zawiązałam go sobie na ramieniu i tak nosiłam Ankę.. nie
      była to żadna profesjonalna chusta, nie znałam sposobów noszenia,polecanych
      teraz przez rozmaitych producentów - robiłam to intuicyjnie - nosiłam ją tak
      mniej więcej do 3ciego miesiąca bo potem się bałam.. nie wiedziałam też ze są
      chusty robione..
      potem, gdy już dowiedziałam sie, że jestem w drugiej ciązy w TV i gazetach
      pojawiało się coraz więcej reklam premaxxów i bebelulu.. a że w tazw.
      międzyczasie moja siostra urodziła syna to poszłam z nią i jej synkiem do sklepu
      przymierzac chusty.. włozyliśmy go do bebelulu i tragicznie nam wpadał do
      środka.. siostra kupiła chuste.pl a ja premaxxa - trochę jednak żałuję,ze
      wydałam kase na niego, bo ma dośc cienki pasek na ramię i to powoduje, że gdy
      nie nosze kurtki to wrzyna mi się w plecy -ale w taką pogode jak teraz premaxx
      sprawdza się nieźle noszony na grubą kurtkę - Franek mieści się w nim w zimowym
      kombinezonie i nie przykrywam go żadnym kocykiem - chusta go utula wystarczająco..
      czasami gdy ide po starszą do przedszkola to ją do chusty wkładam ( waży dopiero
      13 kilo choć ma 2,5 roku) żeby nie dreptała swoimi zmęczonymi nóżkami obok wózka..
      o wiązanej bym pomyślała, gdybym była szczuplejsza.. teraz bym pewnie dziene
      wyglądała z tłuszczem obwiązanym chustą :D

      myślę, aby zrobić sobie kolejną kółkową ale z porządnego materiału - kasy za
      dużo nie mam ( nasz budżet jest raczej skromny) a chusty kocham.. Franek
      praktycznie od urodzenia jest noszony - przydaje mi się chusta zwłaszcza w domu
      gdy muszę się zająć dwójką na raz - w chuście śpi Franek lub sobie je a ja moge
      spokojnie układac klocki lub czytac starszej bo ręce mam wolne :D
      dla mnie to rewelacja..
      • stillgrey do agamamaani 14.04.07, 11:52
        Aga, bo mam zagwozdke i nie wiem czy to ja jakas nieprzytomna jestem czy z data
        na forum cos nie tak;)
        post jest z marca 2006, Franek urodzil sie we wrzesniu, a Ty piszesz, ze nosisz
        go od urodzenia itd. no kurcze, logicznie rzecz biorac to mi wychodzi, ze go
        jeszcze na swiecie nie bylo:D oswiec:)
        • stillgrey Re: do agamamaani 14.04.07, 11:54
          no nie, ja mam chyba omamy:D teraz mi sie wyswietla data grudniowa:D
          ide cos zjesc bo moze to z glodu;)
          • agamamaani Re: do agamamaani 14.04.07, 20:47
            omamy masz :) zdecydowanie :)
            pozt jest z grudnia :) zaraz potem zresztą porzuciłam premaxxa i sprzedałam go w
            cholerę i zakupiłam Nati :) wcześniej podarłam prześcieradło aby się przekonać
            czy mi się spodoba :)
            potem dokupiłam hoppa a teraz czekam na kółkową :D hehe
    • magme Re: jak TO sie zaczelo... 06.12.06, 15:20
      U nas chusta krótko bo dopiero od dwóch tygodni, a dlaczego? bo Krzys w wieku
      3 miesięcy ważył 7 kg i mama sie wystraszyła co będzie dalej..:)
      A na serio , wózek po schodach wnosić jest cięzko, zawsze miałam prawą nogę w
      siniakach, poza tym Mały nie lubi leżeć na płasko, więc zaczęłam szukać na
      forum jakiejś alternatywy do noszenia - chusty lub nosidła, trafiłam na bloga
      Kasi- Mysi i stąd już była prosta droga do zakupu hoppediza, z czego jestem
      bardzo zadowolona,i Krzyś też zadowolony -na spacerku rozgląda się ciekawie i
      przytula do mamy, a mama ma dwie wolne ręce i nie bolą jej plecy. Kasiu jeszcze
      raz dziękuję! Aha jak wychodziłam na pierwszy spacer mąż się założył z kumplami
      z pracy że nie zawiążę sama chusty i pójdę z wózkiem, przegrał oczywiście! :)
    • solidna Re: jak TO sie zaczelo... 14.12.06, 14:01
      Na wlasnie nie pamietam, skad zrodzil sie pomysl zakupienia chusty. W kazdym razie kupilam chuste.pl i jestem z niej bardzo zadowolona. A raczej bylam, bo w wakacyjnych podrozach chusta gdzies zginela. Zaluje jedynie tego, ze kupilam ja tak pozno- syn mial 7-8 m-cy i wlasciwie nosilam go tylko w 2. pozycjach, na brzuchu i na boku.
      Teraz czekamy na rozdwojenie i marzy mi sie, noszenie dwojki dzieci w chustach. Ja bede nosila malenstwo w krotkiej chuscie (jeszcze do zrobienia) a maz syna w dlugiej (tez do zrobienia).
      A... i nie zamierzamy kupowac wozka glebokiego, bo na 1000% nie bede go dzwigac po schodach na 2. pietro. Wiec ma byc ekstremalnie, jak u Ithilhin:)
    • visenna2 Re: jak TO sie zaczelo... 18.12.06, 12:00
      Witam wszystkie chustofanki:)
      Ja jeszcze w ciąży drążyłam temat chust. Chciałam wiązaną, ale znalazłam tylko
      Didymosa za ciężkie pieniądze, więc dałam spokój.
      Kupiłam bebelulu - totalna porażka. Było mi niewygodnie, zwłaszcza że mam
      bardzo, ale to naprawdę BARDZO dużą córę.
      Miałam też nosidełko - porażka maksymalna. Młoda w ogóle nie chciała być w nim
      noszona.
      W końcu na "niemowlaku" któraś z dziewczyn wspomniała o Nati. Od razu znalazłam
      stronę w necie i dwa dni później, z mieszanymi uczuciami (byłam zniechęcona
      przez bebelulu) wyszarpałam stosowną kwotę i kupiłam:)
      Już przy pierwszym wiązaniu (kieszonka) obie z Młodą wiedziałyśmy ze to jest
      TO :D Za pierwszym razem trochę za luźno zawiązałam, ale potem już było ok.
      Zuza uwielbia być noszona, noszę ją w domu i na spacer czasami też (budząc
      ciekawość na ulicy:) W domu w sytuacjach awaryjnych (choroba, zęby) nawet śpi w
      chuście i ewidentnie jest jej dobrze.
      Czas noszenia ostatnio nam się skraca, bo Zuza jest coraz cieższa, waży coś
      około 14 kilo. Trochę mi siadają kolana:)
    • k.sg Re: jak TO sie zaczelo... 18.12.06, 23:40
      Witam!
      Chustomaniactwa nabawiłam się podczas przeglądania forum. Jak zobaczyłam fotkę
      Guruburu z jej maleństwem w chuście, a potem inne mamy chustowe, to również
      zapragnęłam mieć takie cudo. Podjęciu decyzji pomógł fakt, że wybieraliśmy się
      na małą rodzinną wyprawę, a wózek był rzeczą, której nie udało się nam włożyć do
      "maxi autka". Dzięki Mysi nabyłam Hoppediza i po szybkim kursie wiązania mogłam
      zadziwiać przechodniów widokiem Kubusia w chuście.:-)))
    • mamalina Re: jak TO sie zaczelo... 19.01.07, 21:48
      w zasadzie opisalam sie dokladnie w osobnym watku, ale zapomnialam wspomniec, ze to wszystko
      dzieki kolezance z mojej internetowej "grupy wsparcia"!
      kolezanka, jako mieszkanka Berlina, haslo Didymosa zarzucila "na grupie" a potem sie Hopp znalazl
      milo od Didy tanszy a piekny
      pod jej swiatlym wplywem przegrzebalam internet, odkrylam mamatoto i tbw, i syna nosze od
      pierwszych tygodni zycia - jakos sie przy starszej corce chustami kółkowymi nie zaraziliśmy...
      no ale jak przy synku poooszlo, to uszylam sobie kilka innych typow chust i wsrod znajomych (i obcych
      na spacerach spotykanych) nosicielstwo propaguje, starajac sie nie przeginac :D
      aktualnie, jak widzialy na zywo dioneja i solidna, na topie mamy podegi w typie fusion (model nosidla
      koreanski, szmata kolorowa z napisem American Print zakupiona przez znajomych w RPA, reszta
      materialow - sklep blawatny na Bielanach...)
      tyle jeszcze nosidel przede mna :D ergo, mei tai, obuhimo... tylko czy dzieci nastarcze?

      z nosicielskim pozdrowieniem!
      • abiela Re: jak TO sie zaczelo... 28.01.07, 12:41
        mamalina napisała:

        > w zasadzie opisalam sie dokladnie w osobnym watku, ale zapomnialam wspomniec, z
        > e to wszystko
        > dzieki kolezance z mojej internetowej "grupy wsparcia"!
        > kolezanka, jako mieszkanka Berlina, haslo Didymosa zarzucila "na grupie" a pote
        > m sie Hopp znalazl

        :))))
        Gdy byłam w ciąży poznana przez net koleżanka pokazała mi chustę, więc kupiłam
        sobie didymosa i jux tak zostało. Gdy Flora miała 10 miesięcy jechaliśmy na
        żagle do Grecji i do didymosa dołączyło ergo - i tak zostało. Teraz chusta w
        kącie leży, a ergo jest rewelacją.
    • cebolla Tak TO sie zaczelo :) 30.01.07, 17:25
      W końcu mam chwilkę i moge się do chustomaniaczek dołączyć:) Moje początki miały
      miejsce chwile po narodzeniu Jaśka, który właśnie wczoraj skończył 6 mc. Jako
      nowoczesna młoda matka postanowiłam rozejrzeć sie po świecie i poszukać pomysłów
      na zdrowe, ekologiczne i aktywne rodzicielstwo. No i zaczeło sie przekopywanie
      Internetu. Tak trafiłam na temat chust. Najpierw chciałam sobie sama jakąś
      uszyć, ale brakło mi odwagi by włozyc mojego Szkrabika w coś niesprawdzonego.
      Rozważałam bebelulu, ale cos mi ciągle nie pasowało. W prezencie otrzymałam
      chuste.pl, ale niestety nie radziłam sobie z nia zbytnio... W końcu trafiłam na
      chusty długie i postanowiłam taką mieć! Natknęłam sie na chusty NATI i wkrótce
      stałam się szcześliwa posiadaczką jedynej polskiej chusty tego typu. A potem
      trafiłam na Mysie :) i dzięki niej uzyskałam fachowe porady no i poznałam
      Hoppendiza. I w tym momencie zadecydowało szczęsie-wygrałam niemiecką chustę w
      konkursie na ich stronie! To jeszcze bardziej połączyło mnie z Mysią, dzięki
      której w chusta po długich perypetiach trafiła w końcu do nas. Teraz wiec mamy 2
      chusty i wszyscy jesteśmy bardzo z tego powodu zadowoleni:)
    • kajkasz1 Moje pierwsze kroki 03.02.07, 13:55
      Właśnie odebrałam moją chuste od mamy, zaplątałam i juz wiem
      a) jak tylko bedę mogła najszybciej kuoie sobie oryginała i już nie zdejmę,
      chyba, że do wanny i łóżka
      b) bawełna z lycrą nadaje się, ale raczej nie na wiązaną - jest troszkę za
      sztywna
      c) 4,3 m to na podwójny X troche za krótko
      d) coś mi sie pomieszało i ścięte pod kątem 45 stopni końcówki skróciły
      dodatkowo chustę

      Zdjęcia za chwilę
      • kajkasz1 Re: Moje pierwsze kroki 05.02.07, 15:52
        Zapomniałam o zdjęciu, sorry.

        src="fotoforum.gazeta.pl/photo/8/rg/lc/e2am/yWZPNyVSxlVhlL642B.jpg"
        alt="Mój chuściarski debiut" title="Mój chuściarski debiut" /></a>
        • ithilhin Re: Moje pierwsze kroki 05.02.07, 18:24
          kajka fajny kolorek :-)
    • novaaga Pierwszy raz przede mną... 05.02.07, 11:49
      Hej,witam jako debiutant na forum i debuitant chustowy. Jeszcze przed
      narodzeniem dziecka i przed jakąkolwiek myślą o nim widziałam w tramwaju
      prześliczą mulatkę, która okręcona była kawałem materiału, a w chuście spało
      sobie jeszcze śliczniejsze dzieciątko. Cały tramwaj, ze mną na czele, wpatrywał
      się maślanymi oczkami. No i kiedy powstał i urodził się mój mały Tymek myśl o
      chuście wciąż żywa, zwłaszcza,że mały nie przepada za wózkiem, a ja jestem
      mikrych rozmiarów i targanie wózka po schodach dla mnie to katorga...Więc z
      niepokojem oczekuję na listonosza, który niebawem przyniesie przesyłkę z
      chustą...Mam tylko nadzieję,że mały ją polubi (nie będzie miał wyjścia :) i
      będziemy śmigać jak dzikuski po ulicah Poznania :) ...już nie mogę się
      doczekać...
    • mama_idy06 Re: jak TO sie zaczelo... 06.02.07, 23:51
      U mnie zwyczajnie, w internecie. Byłam w 5 mcu, kiedy zobaczyłam na allegro
      premaxa. No i kupiłam.Nic jeszcze wtedy dla dziecka nie mialam i to był pierwszy
      zakup. Dopiero później doszły ubranka itp. Mała po urodzeniu zbytnio nie chciala
      w niej leżeć, bo torba za wielka i ona w niej gineła. Jakoś przypadkiem na forum
      karmienia piersią otworzył mi się wątek z linkiem do chust, przejrzałam forum,
      fotki i czym predzej taką sobie uszyłam , pouczyłam się wiązań przez jeden
      wieczór, rano wypróbowałam na maleństwie i zaczełam nosic. I tak nosze ją już od
      prawie 3 mcy.
    • teane Re: jak TO sie zaczelo... 14.04.07, 17:42
      hmmmm... jakby to powiedzieć... to wszystko przez was! ale od początku
      Jak byłam w ciązy, to oglądałam gdześ w sklepie chusty chyba bebelulu. Sama idea
      noszenia bardzo mi się podobałą ale jakoś tamte chusty do mnie nie przemówiły. I
      kiedyś przypadkiem, grzebiąc sobie w necie natrafiłam na wasze forum i
      zachwyciłam się zdjęciami dzieci w chustach. troche musiało mi się to w głowie
      ułożyć i stwierdziłam, że ja też spróbuje. niestety fundusze skromniutkie, więc
      uszyłam sobie sama (tu wielki dzięki dla Marty, bo gdyby nie jej stronka, to
      nadal nie mogłabym się cieszyć urokami noszenia). Najpierw wiązaną, potem
      kółkową i teraz często urzywam obie. Kasjan ma już 7,5 miesiąca i 9 kg, więc
      jest co nosić, ale bez chusty nasze spacery nie były by takie przyjemne. jak
      znudzi mu się jazda w karecie, to hop do chusty i wszyscy są zadowoleni... synu,
      bo widzi wszystko i może się przytulić, mama, bo synu zadowolony no i
      przechodnie, bo nie muszą słyszeć ryków - krzyków mego dziecka :)
    • anifloda Re: jak TO sie zaczelo... 14.04.07, 21:24
      Już nie pamiętam. Może wyczytałam w jakiejś gazecie, albo na jakimś forum?
      Helenka nie tolerowała wózka, więc rozpaczliwie szukałam rozwiązania. W każdym
      razie trzy i pół roku temu wbiłam hasło "chusta" w google i wyskoczyła mi taka
      strona:
      poradnia-dla-matek.republika.pl/chusty1.html
      Zadzwoniłam pod podany numer i pani uszyła dla mnie pierwszą chustę - granatową.
      Nosiłam w niej ponad dwa lata, wózka używałam naprawdę sporadycznie. Potem z
      Kostkiem w ciąży już wiedziałam, że chcę go nosić a moja chusta miała kilka
      mankamentów, więc po dłuższych poszukiwaniach w sieci znalazłam hamalu, która
      wydawała się być lepszym rozwiązaniem i upolowałam takową na allegro. Kiedy
      Kostek się urodził kiepsko odwodził nóżki i miał podejrzenie dysplazji więc
      bałam się, że w kółkowej nie będę mogła go nosić. Wtedy znalazłam na allegro
      Nati. Mąż kupił mi ją na gwiazdkę. Potem znalazłam forum, dowiedziałam się o
      Hoppie i dostałam takiego na urodziny, a na końcu na Wielkanoc kupiłam sobie
      jeszcze Polekonta.
      W tej chwili mam więc pięć chust i w ogóle nie używam wózka.
    • kasiak37 Re: jak TO sie zaczelo... 16.04.07, 17:38
      ja jeszcze nie zaczelam ale mi sie bardzo spodobalo:).W tym tygodniu jade wybrac
      na zywo i zakupic chuste:).Juz sie nie moge doczekac.Juz sie przymierzylysmy z
      moja Lila na spotkaniu z chusciata kolezanka i nam sie bardzo
      spodobalo:).Dolacze do Was na dniach:)
    • vega_k_w Re: jak TO sie zaczelo... 25.05.07, 10:52
      Witam wszystkie chustowe mamy :)
      Moja przygoda się zaczęła, kiedy jeszcze byłam w ciąży. A że ciąża była
      zagrożona i musiałam leżeć, to całe dnie buszowałam po internecie w
      poszukiwaniu wyprawki dla dziecia. Uwielbiam wszelkie wynalazki i na allegro
      znalazłam premaxa. Polowałam tylko na jakąś okazję, nie spieszyło mi się, bo
      termin miałam na luty. Na moje i Małego szczęście pod koniec listopada 2006
      trafiłam na allegro na aukcję Mysi a potem na jej stronę. Zachwycona zdjęciami
      Felixa napisałam do Mysi z prośbą o jednobarawną, czerwoną chustę - odpisała,
      że nie ma problemu. Wtedy była promocja ze szmatką ciamkatką, domówiłam jeszcze
      plecaczek i na początku grudnia przyszedł do mnie piękny hoop :) paris (Dzięki
      jeszcze raz Kasiu). Oczywiście od razu wzięłam się do nauki wiązania i tu
      klapa... nie chciał mi wyjść żaden z tych zaawansowanych węzłów przesównych czy
      jak one się tam nazywają... Myślę, porażka - kasa wyrzucona w błoto, bo nie
      umiem sobie poradzić z tymi metrami materiału.
      Chustę porzuciłam.
      Mały urodził się 27 stycznia 2007 i ciągle nosiłam go na rękach - nie dlatego,
      żeby się tego domagał :) po prostu mnie szkoda było go odłożyć choćby na
      chwilę, bo przecież tak szybko rośnie, więc nie mogę przegapić ani chwili :)
      Z czasem robił się coraz cięższy :) i w końcu mąż mi wjechał na ambicję, że
      potrafię tylko wydawać pieniądze na głupoty, których później nie używam.
      Uparłam się i w końcu nauczyłam się wiązać kieszonkę. Mały był umiarkowanie
      zachwycony, ale specjalnie nie protestował. Za to ja odkryłam, że chusta to
      jest to czego nam było potrzeba. Węzeł przesówny też nie jest nieodzowny, bo
      wystarczy zawiązać zwykły supeł :) - wersja dla blondynek.
      Trafiłam z jakiejś sygnaturki na to forum, przeczytałam, że Mysia przyjeżdża na
      warsztaty. Zapisałam się na 15 maja i nauczyłam się wiązać podwójnego x :)
      Niestety połknęłam bakcyla - dzieci tak ślicznie wyglądały zamotane w
      różnokolorowych chustach, że ... musiałam rozszerzyć moje zasoby chustowe. Na
      aukcji upolowałam używaną nati fale dunaju, a donkaczka wylicytowała dla mnie
      na niemieckich aukcjach didymosa eva. Już się nie mogę doczekać, kiedy
      przyjedzie do Polski :) Czuję, że na tym się nie skończy, bo marzę jeszcze o
      delhi... i jakiejś chuście w kwiatki :)
      Mały już polubił chustowanie i dzielnie podlewa z mamą działkę o 6 rano :) i
      wieczorem - chwilowo w ciągu dnia jest za ciepło na motanie, chociaż czasem nam
      się zdarza na wypady do sklepu, no i po domu :)
      Mały waży już ponad 7 kg i tylko boję się, żeby za szybko nie urósł, bo będę
      musiała postarać się o kolejnego lokatora do chusty :)
      Pozdrawiam,
      Kasia (Mateusz 7lat, Tymoteusz 3,5 miesiąca)
    • jowitaiczterykoty Re: jak TO sie zaczelo... 25.05.07, 12:51
      :)
      Lilka miała straszliwe kolki. Pani doktor zapisała jakieś kropelki, które
      skutkowały tym, że dziecko było bardzo senne i miało permanentne rozwolnienie.
      Ponieważ doszłam do wniosku, że nie jestem w stanie truć dziecka lekami w
      nieskończoność, zaczęłam szukać w internecie innych metod zwalczania kolki. I
      tak przeczytałam o chustach. Na początku myśleliśmy o bebelulu. Nie chcieliśmy
      zamawiać w ciemno, więc udaliśmy sie z Małą Li do sklepu w celu wypróbowania.
      Zdecydowanie jej sie nie spodobało. Wtedy pomyślałam o chuście wiązanej i
      napisałam do kilku osób, które kupiły na allegro hoppa. Chciałam wiedzieć, czy
      się sprawdza i w ogóle... No i jedna z osób podała mi linka do forum :)(WIELKIE
      DZIĘKI ZULAM3!!!) A dalej to już wszyscy wiedzą... poszukiwałam gdańszczanki,
      która by mi pokazała na moim dziecięciu co i jak. Dzięki Starogardzkiej_mamie
      załapałam się na warsztaty, na których okazało się, że wiązana chusta to jest
      to. Lilka po zamotaniu natychmiast usnęła :) W domu poświęciłam kawał poszewki
      na kołdrę i zrobiłam chustę. Teraz z utęsknieniem czekam na swoje urodziny, bo
      mąż obiecał mi hoppa Antigua w prezencie. :) Normalnie pierwszy raz cieszę się,
      że się starzeję :)
      Pozdrawiam
      Jowita i cztery koty
      • zulam3 Re: jak TO sie zaczelo... 25.06.07, 22:01
        A bardzo proszę, ciesze się że się przydało :)))
        Też mamy antiguę
    • chochols Re: jak TO sie zaczelo... 19.06.07, 21:50
      Franciszka noszę od urodzenia - najpierw chusta.pl. potem premaxx ateraz od
      tygodnia hopp i wreszcie trafiłam na to, co mi odpowiada. Z premaxxa mi wyłaził
      bo jest ruchliwy a hoppa nie daje rady rozsunąć :-)ale z kolei premaxx się
      sprawdza "na szybko" gdy mam ylko jedną rękę to bez odkładania Francka mogę go
      założyć, co jest niemożliwe z hoppem (albo jeszcze brak mi wprawy hehehe) na
      razie zaraziłąm kolezankę i wzbudzam powszechne zaciekawienie. Dziś było
      pierwsze spanie na spacerze w wiążaniu koala. Genialne to jest.
    • bodzinka Re: jak TO sie zaczelo... 21.06.07, 08:16
      Moja mama nosila w robionej chuscie mojego brata, teraz juz 9 letniego, wiec ja
      odkad urodzil sie Malutek szukalam chusty.Jednak z kasa u nas krucho wiec nic
      nie zakupilam, a ta robiona mi sie po prostu nie podobala.Maly rosl a mnie
      marzenie o chuscie gdziecs tam gniotlo i roslo sobie i dojrzewalo.W koncu moj
      malzonek zalozyl mi internet i na allegro znalazlam chuste-nosidelko.Od razu
      sie w niej zakochalam, ale wiekszosc osob torpedowala moj pomysl.A po co ci to,
      a dziecku bedzie niewygodnie, masz wozek, gdzie bedziesz w tym chodzic itp,
      itd.Koszmar:(Jedynie moja mama caly czas mnie zachecala do kupna.Karolek jest
      cycowy wiec uwielbia byc przy mamie, a mama czasem nawet herbaty nie umiala
      zrobic z Maluchem na reku.Wiec 2 tygodnie temu, wkurzona na caly swiat, po
      wizycie u pediatry z wozkiem, siadlam i zamowilam chuste-nosidelko.Potem
      mielismy jeszcze przeboje bo nam ja wcielo na poczcie, i w zeszla sobote w
      koncu spelnilo sie moje marzenie.Karolek ma juz 7,5 miesaca i z lekkim strachem
      sadzalam go w chuscie.Maly od razu zaczal sie na glos smiac, a teraz kiedy
      widzi, ze ja zakladam to szarpie za nia z radosnym pochukiwaniem, ostatnio
      wyrywal sie z rak babci i probowal wejsc do chusty glowa.Mamy chuste niecaly
      tydzien i juz ja kochamy:)Jestem wsciekla na siebie, ze sluchalam innych i nie
      postaralam sie o nia wczesniej.Chusta jest fantastyczna:)Nawet jak zabieram
      wozek to chuste mam ze soba:)Zakochalam sie w niej i Malutek tez od pierwszego
      wlozenia:)
      • alexkieszek Re: jak TO sie zaczelo... 28.07.07, 20:15
        U mnie zaczęło się od artykułu w Zwierciadle :) Pisali o dziewczynie która robi
        BebeLulu. Chusty nie przypadły mi do gustu, ale sam pomysł rewelacja. I zaczęłam
        poszukiwania. Już miałam kupować, aż tu ortopeda mówi BROŃ BOŻE, ZAKAZ. Aże było
        to przy mężu to jak zakaz to zakaz :)Ale napisałam do Kasi Vega_k_w i namówiła
        mnie w poniedziałek na HOOPa ;0 przyszedł w piątek od razu zapaliłam się do
        wiązania. Wyszedł mi przesuwny i nawet kangurek jakoś wyszedł. Franio zachwycony
        bo mama mogła bawić się w "zegary" i bimbać dowoli :). A dodam, że moje Franisko
        to prawie 7-miechowe chłopczysko, które waży ponad 8500 :) i za długo nosić się
        go nie da :)

        Za namową Kasi trafiła dziś na spotkanie chustowe i jestem zakochana. Po
        powrocie ze spotkania strzeliliśmy sobie krótką drzemkę i na miasto hehe.
        Wzbudziłam wielką sensację i niestety kilka negatywnych emocji, ale jak
        usłyszałam, że co to sobie wyobrażam tak męczyć dziecko, to się wkurzyłam i
        uprzejmnie odpowiedziałam pewnej Pani: "czy ja pytałam Panią o zdanie?"

        Jutro mama przywozi maszynę i zabieram się za szycie plecaczka :) i jakiś
        gryzaków ;)

        Chusta to jest to :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka