No własnie tak było. Zdechł jak dychawiczny szczur. Pieściliśmy się z matim
nad nim, ostrożnie wsadziliśmy do piekarnika, łaziliśmy na palcach, żeby nie
było wstrząsów, a on drań najpierw urósł, a potem zdechł. Ma dwa cm wysokości
i cały jest dorodnym zakalcem. Rozpacz! Po pierwsze tyle kasy w błoto, po
drugie ociach przed rodziną, po trzecie lubię sernik, a tu do jedzenia gniot.
Faceci stwierdzili, że jeść się da i zmłócili pół blachy jak tylko ostygł.
pech chciał, ze w tym czasie zapu...