kaj.ka
27.04.07, 14:24
Dążenie do poprawności prowadzi nieraz do absurdów. Tak jest, na przyklad, we
wątku "na dworzu??". Ja też puściłem tam dla prowokacji małego "bąka", że
forma "na dworze" nosi cechy rusycyzmy. I niektórzy sie na to tak jakby
zalapali. A przecież obie formy są równouprawnione, i to nie powinno budzić
wątpliwości. Czy powiesz tak, czy tak, to jesteś rozumiany (-a). Czego więcej
trzeba? Tolerancji! Nie przynosi mi ujmy, kiedy mówię "dzieciaki poszły na
pole", jak jestem w Malopolsce. Kiedy jestem w Kraśniku, to na czereśnie
chętnie mówię trześnie. A jak jestem w Plocku, to czasem wyrwie mi
się "kełbasa, "kedy". Wcale nie urąga to poprawnosci. Mam świadomość języka
jako bogatej całości o wielu barwach i różnych odcieniach.
Kiedyś, że pozwolę sobie na setymentalne wspomnienie, istniało coś takiego
jak "kultura języka" - nauka uprawiania, pielęgnowania mowy, która zajmowała
poczesne miejsce w programach szkolnych, od szkoły podstawowej poczynajac, aż
po wydziały filologiczne. Kiedyś istniały w szkołach, w domach kultury
zespoły żywego słowa; kiedyś organizowane były turnieje krasomówcze (ostatnie
chyba odbywały się na Zamku Golubskim).