Dodaj do ulubionych

Bańkowski

29.05.03, 09:38
Podobno został wydany słownik etymologiczny w/w autora. Po pierwsze, co to za
człowiek, po drugie, czy ktoś się zetknął z tym dziełem i czy warto w nie
inwestować?
Ze stron słowiańskich dowiedziałem się tyle, że Bańkowski uważa Hunów za
Słowian, Attylę tłumaczy jako "ode tła", a języki germańskie traktuje jako
bliższe słowiańskim niz bałtyckie. Czyli jest kontrowersyjny.
Obserwuj wątek
    • reptar Re: Bańkowski 29.05.03, 12:00
      Mam pierwszy tom, drugi za mną chodzi, trzeci - nie mam pojęcia, czy go wydano.
      Jestem zielony, jeśli chodzi o etymologię, więc nie podejmę się oceny. Ja mogę
      powiedzieć tyle, że wydany jest ładnie   wink

      Kiedyś powoływałem się na tym forum na Bańkowskiego (chodziło o wyraz "kaka",
      od którego powstały "kaczka" i "kaczę"). Bańkowski krytykuje nieco Brücknera,
      ale to chyba taka odwieczna tradycja (Stiller wiesza psy na Słomczyńskim itd.).
      • ja22ek Re: Bańkowski 29.05.03, 16:37
        Brueckner z kolei wywodzi nazwę kaczki od zdrobniałej Kasi. Prawdziwa nazwa
        (ęty) zanikła sad
        • kicior99 Re: Bańkowski 29.05.03, 17:48
          Bankowska to byla prezes ZUS =) A czy ten facet wydal cos jeszcze? A jaka
          uczelnie reprezentuje? Nestyety, w Pile jest nie do dostania
    • sze Re: Bańkowski 29.05.03, 17:47
      > Podobno został wydany słownik etymologiczny w/w autora. Po pierwsze, co to za
      > człowiek

      Z życiorysu na wyklejsce wynika, że śmieszny. Taki jakiś erudyta -
      renesansowiec, który przy okazji zajmowania się różnymi rzeczami w życiu
      machnął sobie w międzyczasie słownik etymologiczny, którego nie było w stanie
      napisać kilka pokoleń polonistów uniwersyteckich.

      >, po drugie, czy ktoś się zetknął z tym dziełem i czy warto w nie
      > inwestować?

      Zainwestować te 120 PLN na pewno warto, choćby dlatego, że nie ma nic innego
      poza tym i Brücknerem.

      Jedno jest pewne: facet myśli niezależnie i ma własne zdanie. To wbrew pozorem
      w nauce dość rzadkie. Nawet jeśli się myli, to samodzielne poszukiwanie prawdy
      jest najcenniejsze i najciekawsze. Warto wiedzieć, co Bańkowski myśli, dla
      konfrontacji z innymi. Nie tylko z Brücknerem, bo i z np. Vasmerem, który jest
      znakomity i przydatny, ale teraz już chyba nie do dostania.

      > Ze stron słowiańskich dowiedziałem się tyle, że Bańkowski uważa Hunów za
      > Słowian, Attylę tłumaczy jako "ode tła", a języki germańskie traktuje jako
      > bliższe słowiańskim niz bałtyckie. Czyli jest kontrowersyjny.

      Zajrzyj pod hasło 'pasożyt'. I poczytaj o żydokomunie, która narzuca głupią
      ortografię smile Nie tylko naukowo kontrowersyjny smile

      Aha, trzeciego tomu - od 'P' chyba nie ma. Albo nie wydany, albo jeszcze nie
      napisał.
    • reptar cytaty ze wstępu autorskiego 29.05.03, 17:55
      Może jakieś wyobrażenie dadzą Wam fragmenty wstępu autorskiego, wszystkie rzecz
      jasna autorstwa samego Bańkowskiego:


      (str. XIII-XIV):
      Zresztą niewiele to językowi polskiemu zaszkodzi, że dziś w tekstach polskich
      amerykanofilów jest pół na pół polszczyzny i angielszczyzny, jak nie
      zaszkodziło, że w XVII-XVIII wieku było w tekstach polskich absolwentów
      kolegiów jezuickich pół na pół polszczyzny i łaciny. To tylko krótkotrwałe mody
      na popisową cudzoziemszczyznę, spływającą z czasem jak woda po gęsi z rodzimych
      zasobów leksykalnych.
      Prawdziwymi szkodnikami językowymi sa natomiast patriotyczni kancerofile,
      postulujący zastąpienie każdego wtrętu obcego jakimś rakowatym potworkiem, jak
      np. ciągnik (zamiast ciągacz) albo krawężnik (zamiast krawędnik).
      Ich ojcem i prekursorem był wybitny polski erudyta renesansowy Jan Mączyński,
      autor słownika łacińsko-polskiego wydanego w 1564 r. w luterańskim Królewcu
      pt. "Lexicon Latino-Polonicum". Zadaniem głównym ówczesnego leksykografa było
      do każdego wyrazu łacińskiego dopasować albo dorobić jednowyrazowy jego
      odpowiednik "barbarzyński" (jak angielski, francuski, niemiecki, polski), by w
      ten sposób umożliwić przekłady machinalne (dziś maszynowe) z łaciny jako
      europejskiego języka międzynarodowego na dany dialekt "wulgarny" (dziś
      narodowy): słowo za słowem i słowo za słowo.
      Otóż ów Mączyński, najpilniej zajęty zwalczaniem papizmu, niewiele miał czasu,
      by na postulowane odpowiedniki łacińskich dobierać autentyczne słowa polskie,
      jak to sumennie czynili jego mało znani poprzednicy, piszący małe wokabularze
      łacińsko-polskie. Zamiast je dobierać wolał tworzyć od ręki słowa
      pseudopolskie, nie istniejące faktycznie, nigdy przez nikogo nie używane. A
      tworzył je sobie raz zgodnie, raz niezgodnie z normami słowotwórstwa polskiego.
      (...) Na szczęście, jezuici polscy uznawszy kacerski Leksykon Mączyńskiego za
      dzieło szatańskie, wielce szkodliwe dla wiary katolickiej, od razu wykupili i
      spalili większość jego egzemplarzy, by propagować w zamian swój Tezaurus. (...)
      Zapoczątkowana przez Mączyńskiego tendencja do sztucznego pomnażania słownictwa
      polskiego rakowatymi nowotworami, postulowanymi do przekładu modnych wyrazów
      obcych, odżyła w czasach "oświeceniowego" (czytaj: obskurnego) neorenesansu za
      Stanisława Augusta.


      (str. XIV):
      Fanatycznych zwolenników "faktografii ścisłej", upatrujących nowe fakty w
      każdym nowym błędzie drukarskim, by z niego zrobić nowe hasło w swym słowniku,
      w słowniku niniejszym zapewne razić będzie tendencja do zacierania ostrej
      granicy między sferą faktów a sferą hipotez, zresztą znamienna dla
      etymologistów z rozmysłu obalających słupy graniczne między historią a
      prehistorią.


      (str. XXI):
      Autor niniejszego słownika przez użycie "chyba" lub "zapewne" zaznacza, że daną
      hipotezę uważa za bardziej prawdopodobną od innych. Przez użycie "może"
      sygnalizuje, że danej hipotezy nie uważa za całkiem nieprawdopodobną, a więc
      niejako pozostawia ją do rozważenia innym. Przez użycie "podobno" zaznacza, że
      cytuje hipotezę cudzą, której stopnia prawdopodobieństwa nie miał okazji albo
      checi badać.


      (str. XXV):
      W odróżnieniu od autorów większości innych słowników autor tego nie uznaje
      zapożyczeń z "łaciny średniowiecznej", twierdząc, że tak nazywany jezyk nie
      istniał. Idzie o teksty napisane w średniowieczu łaciną klasyczną, gęsto
      nadziewane barbaryzmami, czyli słowami niełacińskimi w formie zlatynizowanej,
      jak np. w dokumentach staropolskich zwrot "cum borris, lassis et graniciebus"
      ("z borami, lasami i granicami"). Jeśli taką drogą weszło do języka polskiego
      jakieś tak zlatynizowane słowo staroniemieckie, na pewno nie jest zapożyczeniem
      z żadnej łaciny.


      (str. XLVIII):

      IV. Autorecenzja słownika krytyczna.

      Słownik ten został z rozmysłu opracowany taką metodą, żeby - w kraju
      chwalebnych anarchistów, którzy zwykli bywać drożdżami w każdym cieście
      cudzoziemskim i zakalcem w ciastach krajowych - nie spodobał się nikomu w
      swojej "sensacyjnej" całości, tylko niektórym podobając się w takich a takich,
      a niektórym w innych szczegółach.
      Każdy uważny czytelnik od razu zauważy, że jego niegodziwy autor, nie szanujący
      żadnych świętości narodowych, a w temacie nie dość kompetentny jako lepszy
      satyryk i teolog niż etymolog, chcąc przedstawić swoje karkołomne hipotezy jako
      wiarygodniejsze od innych, opiera je zawsze na odbiciach znanych sobie faktów w
      krzywym zwierciadle swojego wątłego umysłu.
      Podobnie czynili tylko autorzy nad miarę samowolni i wolnomyślni, posyłający
      pod gilotynę owych tchórzliwych kompilatorów, którzy kalkują wszystkie zastane
      krzywizny umysłu swoich sławnych poprzedników z dokładnością do jednego
      mikrona, żeby ich wiernemu kopiście nikt nie zarzucił najmniejszej dewiacji.
      Autor tego słownika jest umyślnym dewiantem, który żałując papieru na cytowanie
      złotych myśli swoich wielkich prekursorów, pracowicie wywabia z kart ich
      zapisy, żeby na ich miejscu wymalować swoje nowatorskie esy-floresy.
      Sądzi bowiem, że każdego nowego roku z poprzedniego pozostaje tylko tyle
      naukowości, ile przed 1 stycznia opublikowano wątpliwości, rodzących nowe
      kwestie do rozstrzygnięcia. Zatem - jeśli mu będzie sądzone pożyć jeszcze lat
      kilka, zapewne sam się śmiać będzie z tego, co oddał do druku w dekadenckim
      roku 2000, zamykającym minione tysiąclecie głupoty Polaków i innych, na pozór
      rozsądniejszych narodów.
    • ja22ek Re: Bańkowski 30.05.03, 09:15
      Bruecknera dlatego m.in. tak dobrze mi się czyta, że nie stroni od osobistych
      uwag. Widzę, że Bańkowski jest podobnym typem, co mnie tylko zachęca do zakupu
      jego dzieła. No i to, że nie jest polonistą, stanowi duży plus smile

      Co do innych polskich słowników etymologicznych, u Klemensiewicza znajduję
      wzmiankę o wielotomowym słowniku wydawanym od mniej więcej drugiej wojny
      światowej. Może coś kojarzycie? Jeszcze sprawdzę w domu kto za cz.
      • kicior99 Re: Bańkowski 30.05.03, 12:17
        ja22ek napisał:

        > jego dzieła. No i to, że nie jest polonistą, stanowi duży plus smile
        >
        Mozesz jakos rozwinac te mysl? Bo wydaje mi sie ze to dziala w obie strony...
        • ja22ek Re: Bańkowski 30.05.03, 13:51
          Zgodzisz się zapewne, że z punktu widzenia etymologa studia polonistyczne
          zawierają niewiele pożytecznych treści. Nie jest problemem dla entuzjasty
          wszystko to opanowac załóżmy w pół roku. Od tego momentu polonista-naukowiec i
          amator mają równe szanse. Niebycie polonistą daje szanse pełnego
          skoncentrowania sie na zadaniu, bez potrzeby rozpraszania się na gnębienie
          studentów lub wygłaszanie pogadanek dla ludu. Poza polonistyką liczy się też
          znajomość języków, która w kręgach pozapolonistycznych jest równie szeroka jak
          wśród polonistów. Nie od rzeczy jest też świeżość spojrzenia, co pozwala na
          uniknąć utartych ścieżek, w jakie niechybnie wprowadza polonistów uniwersytet.

          Teraz proszę o rozwinięcie drugiej strony.
          • sze Re: Bańkowski 31.05.03, 22:52
            Niebycie polonistą ma plusy, ale - uważam - inne. Na przykład takie, że
            polonistyka nie zmierza do badania faktów językowych, tylko do kształtowania
            ich według z góry przyjętych założeń. Nie jest chyba przypadkiem, że drugi
            polski słownik etymologiczny napisał genialny outsider, a nie szacowne grono z
            polonistyki na którymś z głównych polskich uniwersytetów.

            > Poza polonistyką liczy się też
            > znajomość języków, która w kręgach pozapolonistycznych jest równie szeroka
            > jak wśród polonistów.

            Obawiam się, że wśród polonistów jest wręcz niższa.
            • kaj.ka Re: Bańkowski 05.06.03, 09:47
              Jeśli nie czytaliście opinii "szacownego grona", to poczytajcie w wolnej
              chwili:

              www.rjp.pl/opinie/etymologiczny.php
              • sze Re: Bańkowski 06.06.03, 23:12
                Ha, ciekawa lektura.

                1. Puzynina – jad, nienawiść i kompleksy. Uwagi merytoryczne na pewno słuszne,
                choć i tu widać przede wszystkim żałość, że Bańkowski olał sobie wieloletnie
                przyczynkarstwo państwa polonistów i doszedł własnymi metodami do jakichś
                rozwiązań („crying...)Autor nie korzystał z kartoteki wyrazowej Słownika języka
                polskiego XVII i pierwszej połowy XVIII wieku (...)”wink.

                2. Jacek Bocheński się zbłaźnił i koszmarnie ośmieszył. Wprawdzie słownika nie
                czytałem – pisze – ale „opowiadam się za napiętnowaniem przez Radę utworu pana
                Bańkowskiego jako publikacji obrażającej w ogólności dobre obyczaje i godność
                człowieka, a w szczególności łamiącej normy etyki naukowej”. Hitler, Stalin,
                Bocheński... Gratulacje.

                3. Pan Kreja (NB ciekawe, czy sam odmienia się „Kreji” czy to tylko wynalazek
                webmastera smile wprawdzie nie jest już czerwono-brunatnym totalitarystą, ale
                łagodnie modyfikować rzeczywistość jednak lubi. „Może warto by przygotować
                jakiś, przez kogoś innego napisany, suplement do Słownika prof. Bańkowskiego,
                przynajmniej do haseł najbardziej "nacechowanych"?” Tia. I nazwisko z okładki
                wymazać.

                4. Prof. Saloni – jedyny rozsądny. Rozumiem, że jako konsultant słownika sam
                siedzi na ławie oskarżonych i musi się bronić, ale i tak nie pozbawiło go to
                odwagi do własnego zdania. „Rada wydała swoją opinię i wystąpiła do wydawcy z
                określonymi żądaniami. Uznała bowiem, że w swej ironii i kpinie autor
                przekroczył granice wymaganej obecnie poprawności politycznej. Czy podjąwszy
                takie działania, Rada Języka Polskiego nie zajęła czasem pozycji Urzędu
                Cenzury?” Ha, ha. No właśnie.

                5. Śp. Ibis – generalnie nie cierpię faceta, wkurzają mnie jego obskuranckie
                dywagacje. Tym razem jednak pokazał się był od zdecydowanie rozsądnej strony.

                6. Wojtyła-Świerzowska. I taka powinna być recenzja. Ścisła, naukowa i
                merytoryczna. Zjeżdża Bańkowskiego jak burą sukę – i ma prawo. Żadnego jadu ani
                ciągotek do palenia na stosie tego, co niewygodne. Cały czas tylko dręczy
                człowieka pytanie: po jaką cholerę taki ogrom wiedzy, skoro uczone zespoły
                etymologów nie są w stanie wypuścić z siebie najmarniejszego choćby słowniczka
                etymologicznego?! Choćby w wersji mini, taki kieszonkowy, a może choćby tylko w
                postaci jednowersowych objaśnień etymologicznych w słowniku jęz. polskiego?!
                Nic. Null.

                Jak znam życie, jeśli jakaś ekipa polonistów się w końcu weźmie za opracowanie
                słownika etymologicznego, na bank ŻADNYCH pomysłów Bańkowskiego pod uwagę nie
                weźmie, choćby jako inspiracje do własnych poszukiwań, bo po prostu do niego
                nie zajrzy... Co jest bardzo smutne.
    • ja22ek Sławski 05.06.03, 08:53
      Właśnie sprawdziłem, że w latach 1952-75 pod kierunkiem Sławskiego były
      wydawane zeszyty słownika etymologicznego naszego pięknego języka. Czy ktoś
      może cokolwiek skrobnąć na ten temat?
      • kicior99 Re: Sławski 05.06.03, 12:55
        Mam wrazenie ze sie zatrzymalo gdzies w polowie ale tylko slyszalem... A
        slownik mam we wdziecznej pamiecui bo dzieki niemu wygralem kilka zakladow =)
      • sze Re: Sławski 06.06.03, 23:16
        > Właśnie sprawdziłem, że w latach 1952-75 pod kierunkiem Sławskiego były
        > wydawane zeszyty słownika etymologicznego naszego pięknego języka. Czy ktoś
        > może cokolwiek skrobnąć na ten temat?

        Przeczytaj opinię pani praslawistki Wojtyły-Świerzowskiej na temat słownika
        Bańkowskiego (link gdzieś powyżej), pisała o tym. Jednym słowem: jest to dzieło
        znakomite pod każdym względem, naukowe, obszerne, wyważone, udokumentowane,
        autor poświęcił mu swe pracowite życie. Niestety, kończy się na Ł.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka