Dodaj do ulubionych

Ogniem i mieczem

07.09.07, 15:36
ROZDZIAŁ I

Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i
ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.
Współcześni kronikarze wspominaja, iż z wiosny szarańcza w
niesłychanej ilości wyroiła się z Dzikich Pól i zniszczyła zasiewy i
trawy, co było przepowiednią napadów tatarskich. Latem zadarzyło się
wielkie zacmienie słońca, a wkrótce potem kometa pojawiła się na
niebie. W warszawie widywano też na miastem mogiłę i krzyż ognisty w
obłokach; odprawiano więć posty i dawano jałmużny, gdyż niektórzy
twierdzili, że zaraza spadnie na kraj i wygubi rodzaj ludzki.
Nareszcie zima nastała lekka, że najstarsi ludzie nie pamiętali
podobnej.

TŁUMACZENIE WOLNE

Rok 1647 był to kurwa pojebany rok, w którym w pizdu omenów na
niebie i kurwa glebie niesło jakieś masakry i nadpopierdolone
zjawiska. Współcześni gryzi kurwa piórowie zajebybują w swojej
czasze w stecz, iż z jakiejś hujowej wiosny, jakaś szarańcza
wypierdoliła się na z Pojebanych Pól i rozjebała zasiewy i marychę.
Co kurwa było pierdolednią zajebów skosów. Latem słońce się kurwa
zaćpało, huj huj potem wujebała się kometa.
W Warszafce wypizdziło na nieboskłonie kiłę/mogiłę i hardcorowy
krzyż w kurwa cumulusach; nie wpierdalano więc nic do żarcia, dawano
jałmuchę, bo kurwa niektórzy pierdolili, że zaraza wypieprzy się na
kraj i kurwa wykatrupi ziomali. Pizda zima kurwa była lekka, nawet
najstarsze zmarchole nie mogły wyjebać w swej pamięci kiedy to
było...
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka