baloo1
14.11.03, 09:13
Wczoraj w radio uslyszalem piekna wiadomosc. Termin "Mac job" wszedl
oficjalnie do jezyka angielskiego. Pojawil sie w nowym wydaniu ktoregos z
licznych slownikow i oznacza, jak siedomyslamy "race nuzaca, zazwyczaj
krotkotrwala, nie wymagajaca zadnych kwalifikacji i nie dajaca perspektyw
rozwoju". Czyjakostak.
Blyskawicznie zareagowal rzecznik (czy ktorys z dyrektorow) Mac Donalda i
wyrazil swoje oburzenie, dodajac, iz jest to "policzek wymierzony dziesiatkom
tysiecy pracownikow Macdonalda,ktorzy pracuja rzetelnie i z poswieceniem,
blebleble". Czyjakostak.
Kurdebalans, jakja rozumiem oburzenie Pana Rzecznika. Coz makdonald winien ?
Na pocieszenie ufundowalem mu swoja prywtna nagrode Zaklinacza Slow.
Postanowilem tez, ze w duchu i na swoj prywatny uzytek bede stosowal
termin "Mac job" na okreslenie pracy interesujacej , wysokokwalifikowanej ,
pelnej perspektyw i prestizowej. Ukoje skolatane nerwy Pana Rzecznika a przy
okazji na pewno polepszy to warunki pracy osobom zatrudnionym u rzeczonego
makdonalda.
B.
Macie swoich kandydatow do Orderu Zaklinacza lub Pogromcy Slow ?