matylda1001
01.01.14, 14:42
Czytam po raz kolejny "Rodzinę Połanieckich". Tym razem, być może pod wpływem tego Forum zwróciłam uwagę na coś, co dotychczas umknęło mojej uwadze. Książkę (albo chociaż serial) znają raczej wszyscy.
1. Pierwsze spotkanie Maryni i Połanieckiego w Krzemieniu.
"- Dobranoc pani
I wstawszy wyciągnął do niej rękę. Panna zaś podała mu swoją daleko mniej serdecznie niż na powitanie, tak że dotknął zaledwie końców jej palców"
2. Wizyta Połanieckiego u Pławickich w Hotelu Rzymskim. Gdy Połaniecki wszedł do pokoju Pławicki siedział przy biurku. Nawet nie wstał na powitanie gościa.
"Jednakże otworzenie ramion ograniczyło się tym razem do wyciągnięcia przez stół ręki, którą Połaniecki uścisnął"
3. To samo spotkanie, ale już z Marynią.
"Połaniecki, wstawszy, skłonił się, a gdy zbliżyła się do stołu, wyciągnął ku niej na powitanie rękę. Ona podała mu swoją.
Nie ma sensu książki przepisywać, ale takich sytuacji jest wiele. Nie tylko Połaniecki jako pierwszy wyciąga rękę do kobiety. To samo robi Zawiłowski w stosunku do panny Castelli. Bohaterowie podają sobie te ręce dowolnie, w najróżniejszych konfiguracjach, pozach, sytuacjach. Stary pan Zawiłowski też wyciąga jako pierwszy rękę do kobiet i mężczyzn, siedząc! (no cóż, podagra)... Wszystko to są ludzie z towarzystwa, dobrze wychowani, którzy nie pozwoliliby sobie na gafy. Sienkiewicz też przecież nie był prostakiem. Zresztą nigdy nie słyszałam, żeby ktoś ze współczesnych zarzucał mu propagowanie w książkach prostackich zachowań. Widocznie wtedy panowały takie zasady, ale jak to się ma do twierdzenia, że współczesny s-v opiera się na dobrych, wypracowanych przez pokolenia zasadach? Szczególnie jestem ciekawa co o tym sądzi Buba, który jest bardzo wyczulony w kwestii podawania ręki.