Dodaj do ulubionych

"Co wolno wojewodzie, to nie Tobie

20.03.14, 11:00
kasztelanie"

No właśnie. Sytuacja taka: ojciec na stałe nie mieszkający z dzieckiem (10 miesięcy) zabiera to dziecko sam na spacer (bez asysty matki malucha, za jej zgodą). Spotyka dwie kobiety. Jedna z nich jest jego przyjaciółką (w prawdziwym tego słowa znaczeniu), dziecko zna, dtuga jest znajomą.
Ojciec dziecka podaje przyjaciółce małego, a ta bierze go na rece. Chwilę potem po dziecko wyciąga ręce znajoma. Ojciec daje jasno do zrozumienia, ze nie chce, by znajoma brała małego na ręce (rzecz dzieje się na wolnym powietrzu). Znajoma się obraża.
Waszym zdaniem - słusznie?

PS. Znajoma wie, że ojciec przyjaźni się przyjaciółka wiele lat i zna ona dziecko.
Obserwuj wątek
    • aqua48 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 20.03.14, 11:09
      Wiesz, ja nigdy nie brałam małych dzieci ani tym bardziej niemowląt na ręce bez WYRAŹNEJ zachęty ich rodziców.. Dla mnie to bez dyskusji, a obrażanie się o brak zgody jest dziwne. Dziecko to nie nowa, markowa torebka do podziwiania, tylko człowiek, może się też obcej osoby wystraszyć.
      • ach_dama_byc_z_kanady Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 20.03.14, 12:23
        10 mies ro juz prawie roczne dziecko, trudno powiedziec jaka byla sytuacja, jesli dziecko jest niesmiale to rzeczywscie moglo sie przestraszyc u obcego na kolanach
        i odmowa jest zrozumiala.
        pytanie tylko jak ojciec to uzasadnil skoro znajoma sie obrazila.
        chociaz czasami mozna jak namilej, a i tak sa tacy co sie obraza.

        Minnie
        • kora3 O ile mi wiadomo 20.03.14, 12:30
          to uzasadnił to tym, ze nie chce, aby dziecko było zbyt ufne wobec osób całkiem obcych.
          • matylda1001 Re: O ile mi wiadomo 20.03.14, 16:17
            kora3 napisała:

            > to uzasadnił to tym, ze nie chce, aby dziecko było zbyt ufne wobec osób całkiem
            obcych. <

            Pewnie to nie będzie na temat, ale przyznam się, że zupełnie nie rozumiem postawy tego ojca. Nie można wychowywać dziecka na odludka. Potem to się mści w żłobku/przedszkolu lub gdy trzeba zostawić dziecko pod czyjąś opieką. Maleństwo uczy się świata również poprzez poznawanie nowych ludzi i nie należy mu tych kontaktów ograniczać. Jeszcze przez kilka lat będzie rosło pod bacznym spojrzeniem rodziców, więc nic mu nie grozi ze strony nieprzyjaznych obcych. Na tłumaczenie, że nie wszystkim należy ufać, przyjdzie czas wtedy, jak dziecko zacznie już coś rozumieć.
            • madzioreck Re: O ile mi wiadomo 21.03.14, 23:29
              Pewnie to nie będzie na temat, ale przyznam się, że zupełnie nie rozumiem posta
              > wy tego ojca. Nie można wychowywać dziecka na odludka.

              Super, nie bądź odludkiem i niech Cię dotyka, bierze na ręce i przytula każdy, kto zechce. Nie pozwolisz - strzeli focha. Fajna wizja? No to teraz wyobraź sobie, że dziecko to też człowiek, tylko mały, a nie zabawka.
            • kora3 A ja go rozumiem doskonale 22.03.14, 11:28
              bo nie chodzi tu o jak to ujęłaś "wychowywanie na odludka", tylko o nierobienie z dziecka zabawki dla wszystkich, którym się zachce je obcałowywać, obściskiwać, przytulać.

              Dla mnie całkiem naturalne jest, ze rodzice sobie nie życzą, żeby całkiem obce osoby obściskiwały ich dzieci. I nie chodzi tu tylko o względy higieniczne, ale także o względy bezpieczeństwa dla dziecka.
              Jeśli nauczy się je, że KAZDY może je przytulać, dotykać, nawet jeśli jest całkiem nieznajoma osobą, to będzie na to pozwalać i będzie zbyt ufne wobec obcych. a to może się dla niego kiedyś skończyć bardzo źle.
              • urko70 Re: A ja go rozumiem doskonale 28.03.14, 14:06
                kora3 napisała:

                > bo nie chodzi tu o jak to ujęłaś "wychowywanie na odludka", tylko o nierobienie
                > z dziecka zabawki dla wszystkich, którym się zachce je obcałowywać, obściskiwa
                > ć, przytulać.
                >
                > Dla mnie całkiem naturalne jest, ze rodzice sobie nie życzą, żeby całkiem obce
                > osoby obściskiwały ich dzieci. I nie chodzi tu tylko o względy higieniczne, ale
                > także o względy bezpieczeństwa dla dziecka.
                > Jeśli nauczy się je, że KAZDY może je przytulać, dotykać, nawet jeśli jest całk
                > iem nieznajoma osobą, to będzie na to pozwalać i będzie zbyt ufne wobec obcych.
                > a to może się dla niego kiedyś skończyć bardzo źle.

                Pytanie czy to 10miesięczne dziecko rozróżnia obie te kobiety?
                Z tego co przedstawiłaś w starterze jest to mocno wątpliwe aby dziecko nie
                mieszkające z ojcem rozróżniało przyjaciółkę ojca od znajomej ojca. Może przyjaciółka
                widziała to dziecko iileż razy ale to nie znaczy, że dzeicko ją zapamiętało, kojarzy jako "swoją".
                Czyli argument o nie przyzwyczajaniu dziecka do obcych (abstrachując w tym miejscu
                od jego słuszności) jest co najmniej wątpliwy ponieważ z jedną obca dla dziecka osobą
                mogło się dziecko zetknąć a z druga obcą dla dziecka osobą już nie?
                • kora3 Re: A ja go rozumiem doskonale 30.03.14, 11:31
                  Dziecko z pewnością kojarzy "przyszywaną" ciocię, ale nie w tym rzecz. Rzecz także nie w ocenie metod wychowawczych rodziców, a w tym, że nie ma podstaw obrażać się o to, że jest się postrzeganym przez kogoś dokładnie zgodnie ze swoim statusem u tego kogoś/w tej sytuacji.

                  Po prostu nie trafiają do mnie argumenty, że ktoś obraza się za to, że nie ma statusu, jakiego nie masmile

                  Sama miałam taką sytuację, gdy "obrażona" i "wykluczona" poczuła się moja ciotka. Poczuła się, choć nie miała najmniejszych powodów. Poczuła się tak, bo jest dziwna i czescsmile

                  Ciotka ta jest jedną z 2 sióstr mojej mamy. Po ślubie cywilnym (który miał miejsce parę miesięcy przede kościelnym) urządzaliśmy małe przyjęcie. TYLKO dla najbliższych: rodzice, rodzeństwo (nasze nie naszych rodziców), dziadkowie, chrzestni. Od tej reguły zrobiliśmy tylko 1 wyjątek, ale mniejsza o niego, bo to nie ten wyjątek był przyczyną obrażenia się ciotki.

                  Ciotka poczuła się obrażona, bo ...nie została zaproszona na to przyjątko (wesele organizowaliśmy po kościelnym i naturalnie, ze była na liście gości, ba - w czasie, gdy braliśmy cywilny ona już została zaproszona). Jej zdaniem na to przyjecie także powinna zostać zaproszona, tylko nie za bardzo wiem - dlaczego. owszem, moja druga ciotka i jej mąż zostali zaproszeni na nie, bo są moimi chrzestnymi. Ta ciotka nie jest, ani jej mąż, wiec dlaczego miała zostać zaproszona? No nie było powodu, prawda? Ale ciotka najwyraźniej poczuła się urażona, ze ...nie jest moją chrzestną smile, troszkę późno, bo po 25 latachsmile.

                  Co ciekawe - ani siostra mojej teściowej nie poczuła się urażona brakiem zaproszenia na to przyjęcie, ani siostra teścia (choć jej brat, jako chrzestny zaproszony został), ani nikt z rodzeństwa mojego taty. Nie poczuła się urażona także moje kochana kuzynka - córka moich chrzestnych. Bo wszyscy są/byli normalni i normalnie traktowali sytuację: młodzi robią kameralne przyjęcie po cywilnym, proszą tylko ww. - jeśli nie jestem jednym z ww. to nie zostanę zaproszony/a - proste.
                  A ta ciotka się obraziła, bo ...? No właśnie nie wiem dlaczego smile

                  -----
                  Korcia
                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                  • urko70 Re: A ja go rozumiem doskonale 31.03.14, 09:34
                    kora3 napisała:

                    > Dziecko z pewnością kojarzy "przyszywaną" ciocię, ale nie w tym rzecz. Rzecz ta
                    > kże nie w ocenie metod wychowawczych rodziców, a w tym, że nie ma podstaw obraż
                    > ać się o to, że jest się postrzeganym przez kogoś dokładnie zgodnie ze swoim st
                    > atusem u tego kogoś/w tej sytuacji.

                    W tym właśnie rzecz czy dziecko kojarzy czy nie kojarzy przyjaciółkę ojca, ojca nie
                    mieszkającego z dzieckiem od 10mcy. Ponieważ tym stykaniem się z obcymi
                    uzasadniałaś zachowanie ojca.
                    Z Twojego pierwotnego postu nie wynika, że dziecko zna / kojarzy przyjaciółkę.
                    Gdyby nie znało to druga kobieta miałaby podstawy do odczucia, ze została
                    negatywnie potraktowana przez ojca.


                    > Po prostu nie trafiają do mnie argumenty, że ktoś obraza się za to, że nie ma s
                    > tatusu, jakiego nie masmile

                    Ja to zrozumiałem inaczej. Obraża się czy robi się przykro bo została potraktowana
                    jak "trędowata". Uważam, że ojciec powinien w momencie kiedy:
                    "daje jasno do zrozumienia, ze nie chce"
                    równocześnie wyjaśnić powód swojego swojej niechęci, chodzi mi o coś w stylu:
                    "przepraszam ale dziecko nie zna Cię, a my chcemy wyrobić w nim pewną
                    nieufność w stosunku do nieznajomych"
                    i okrasić to szczerym i życzliwym uśmiechem.
                    • kora3 Re: A ja go rozumiem doskonale 31.03.14, 10:01
                      urko70 napisał:
                      >
                      > W tym właśnie rzecz czy dziecko kojarzy czy nie kojarzy przyjaciółkę ojca, ojca
                      > nie
                      > mieszkającego z dzieckiem od 10mcy. Ponieważ tym stykaniem się z obcymi
                      > uzasadniałaś zachowanie ojca.


                      Zachowanie ojca uzasadniałam JEGO PRAWEM do tego, że może wychowywać swoje dziecko jak chce.

                      > Z Twojego pierwotnego postu nie wynika, że dziecko zna / kojarzy przyjaciółkę.

                      Wynika, jest to bowiem napisane smile

                      > Gdyby nie znało to druga kobieta miałaby podstawy do odczucia, ze została
                      > negatywnie potraktowana przez ojca.


                      Nie, nie miałaby takiego prawa, bo wcale nie musiałaby wiedzieć czy dziecko tę drugą panią zna, czy nie. Tu akurat wiedziała, ale to nie ma nic do rzeczy.


                      >
                      > Ja to zrozumiałem inaczej. Obraża się czy robi się przykro bo została potraktow
                      > ana
                      > jak "trędowata".


                      Rwierdzila, ze czuje się obrazona, wiec pewnie się obraziła.

                      > równocześnie wyjaśnić powód swojego swojej niechęci, chodzi mi o coś w stylu:
                      > "przepraszam ale dziecko nie zna Cię, a my chcemy wyrobić w nim pewną
                      > nieufność w stosunku do nieznajomych"
                      i okrasić to szczerym i życzliwym uśm
                      > iechem.


                      Przytoczyłam wypowiedź ojca, która brzmiała mniej więcej tak jak ta, którą teraz manipulując podaleś, a mianowicie: "Nie pogniewaj się , ale oboje staramy się nie uczyć go zbytniej ufnosci wobec obcych"

                      manipulujesz, bo rodzice nie chcą uczyć dziecka nieufności, ani zbytniej ufności wobec obcych. Mają takie prawo!
                      Ta pani jest dziecku obca, wiec została potraktowana jak każdy inny mu obcy człowiek
                      • urko70 Re: A ja go rozumiem doskonale 31.03.14, 10:33
                        kora3 napisała:

                        > >
                        > > W tym właśnie rzecz czy dziecko kojarzy czy nie kojarzy przyjaciółkę ojca
                        > , ojca nie
                        > > mieszkającego z dzieckiem od 10mcy. Ponieważ tym stykaniem się z obcymi
                        > > uzasadniałaś zachowanie ojca.

                        >
                        > Zachowanie ojca uzasadniałam JEGO PRAWEM do tego, że może wychowywać swo
                        > je dziecko jak chce.

                        Poniżej Twoje słowa:
                        "Jeśli nauczy się je, że KAZDY może je przytulać, dotykać, nawet jeśli jest całk
                        iem nieznajoma osobą, to będzie na to pozwalać i będzie zbyt ufne wobec obcych"


                        > > Z Twojego pierwotnego postu nie wynika, że dziecko zna / kojarzy przyj
                        > aciółkę.

                        >
                        > Wynika, jest to bowiem napisane smile

                        Zacytuj proszę. smile


                        > > Gdyby nie znało to druga kobieta miałaby podstawy do odczucia, ze zost
                        > ała
                        > > negatywnie potraktowana przez ojca.

                        >
                        > Nie, nie miałaby takiego prawa, bo wcale nie musiałaby wiedzieć czy dziecko tę
                        > drugą panią zna, czy nie. Tu akurat wiedziała, ale to nie ma nic do rzeczy.

                        Wiedziała, że została potraktowana gorzej, a nie wiedziała z jakiego powodu.


                        > > równocześnie wyjaśnić powód swojego swojej niechęci, chodzi mi o coś w
                        > stylu:
                        > > "przepraszam ale dziecko nie zna Cię, a my chcemy wyrobić w nim pewną
                        > > nieufność w stosunku do nieznajomych"
                        i okrasić to szczerym i życzliw
                        > ym uśmiechem.

                        >
                        > Przytoczyłam wypowiedź ojca, która brzmiała mniej więcej tak jak ta, którą tera
                        > z manipulując podaleś, a mianowicie: "Nie pogniewaj się , ale oboje star
                        > amy się nie uczyć go zbytniej ufnosci wobec obcych"

                        W pierwotnym poście nie było żadnej wypowiedzi ojca. Jeśli w którejś z gałęzi
                        wątku ją przytaczałaś to ja jej nie widziałem tym samym nie mogłem zmanipulować
                        czegoś czego nie widziałem - wieć daruj sobie takie wypowiedzi bo nie są ani grzeczne
                        ani prawdziwe.

                        > manipulujesz, bo rodzice nie chcą uczyć dziecka nieufności, ani zbytniej ufnośc
                        > i wobec obcych. Mają takie prawo!

                        Dziecko naturalnie ufa wszystkim dokoła, obojętnie czy to matka czy pielęgniarka,
                        więc ci rodzice chcą nauczyć go nieufności.
                        A może masz większe doświadczenie w wychowywaniu dzieci? smile


                        > Ta pani jest dziecku obca, wiec została potraktowana jak każdy inny mu obcy czł
                        > owiek

                        To kolejny wątek w którym stawiasz pytanie a następnie próbujesz wszystkim,
                        którzy mają inne niż Twoje zdanie udowodnić że nie mają racji, że racje masz Ty.
                        • kora3 Re: A ja go rozumiem doskonale 31.03.14, 10:48
                          urko70 napisał:
                          >
                          > Poniżej Twoje słowa:
                          > "Jeśli nauczy się je, że KAZDY może je przytulać, dotykać, nawet jeśli jest cał
                          > k
                          > iem nieznajoma osobą, to będzie na to pozwalać i będzie zbyt ufne wobec obcych"


                          Tak, właśnie tak dokładnie - rodzice dziecka NIE CHCĄ, by było zbyt ufne wobec obcych i dlatego NIE GODZĄ SIĘ, by obce osoby brały je na ręce. mają takie prawo. Czego nie rozumiesz?
                          >
                          > Zacytuj proszę. smile

                          Post założycielski PS. - przeczytaj proszę


                          > Wiedziała, że została potraktowana gorzej, a nie wiedziała z jakiego powodu.


                          Została potraktowana zgodnie ze swoim statusem, który jest jej znany. Nie gorzej, a inaczej

                          > To kolejny wątek w którym stawiasz pytanie a następnie próbujesz wszystkim,
                          > którzy mają inne niż Twoje zdanie udowodnić że nie mają racji, że racje masz Ty
                          > .
                          Rwoim zdaniem rodzice nie mają prawa nie chcieć, by kto popadnie brał na rece ich dziecko? Osobliwe...
                          • urko70 Re: A ja go rozumiem doskonale 31.03.14, 11:06
                            kora3 napisała:

                            > > Poniżej Twoje słowa:
                            > > "Jeśli nauczy się je, że KAZDY może je przytulać, dotykać, nawet jeśli je
                            > st całkiem nieznajoma osobą, to będzie na to pozwalać i będzie zbyt ufne wobec o
                            > bcych"

                            >
                            > Tak, właśnie tak dokładnie - rodzice dziecka NIE CHCĄ, by było zbyt ufne wobec
                            > obcych i dlatego NIE GODZĄ SIĘ, by obce osoby brały je na ręce. mają takie praw
                            > o. Czego nie rozumiesz?

                            Nie rozumiem, czemu uzasadnianie sprowadziłaś do posiadania prawa czego
                            nikt nie kwestionował, a pominęłaś kwestię stykania się z obcymi.


                            > > Zacytuj proszę. smile
                            >
                            > Post założycielski PS. - przeczytaj proszę

                            Przeczytałem i stwierdzam, że tam nie ma słowa o tym, że dziecko zna
                            przyjaciółkę ojca z którym nie mieszka od 10 miesięcy.
                            Jeśli mi coś umyka to ponownie proszę o zacytowanie.


                            > Wiedziała, że została potraktowana gorzej, a nie wiedziała z jakiego powo
                            > du.

                            >
                            > Została potraktowana zgodnie ze swoim statusem, który jest jej znany. Nie gorze
                            > j, a inaczej

                            Gorzej bo był to wyraz braku zaufania w sytuacji ktoś inny został nim obdarzony.
                            Gorzej bo druga kobieta miała dziecko na ręku.


                            > > To kolejny wątek w którym stawiasz pytanie a następnie próbujesz wszystki
                            > m,
                            > > którzy mają inne niż Twoje zdanie udowodnić że nie mają racji, że racje m
                            > asz Ty
                            > > .
                            > Rwoim zdaniem rodzice nie mają prawa nie chcieć, by kto popadnie brał na rece i
                            > ch dziecko? Osobliwe...

                            Nigdzie nie napisałem, że nie mają prawa więc to "osobliwe" wsadź sobie
                            gdzieś bardzo głęboko.
                            Moim zdaniem szukasz potwierdzenia swojego widzenia świata, a wszystkim
                            innym próbujesz udowodnić, że jest po Twojemu.
                            • kora3 Re: A ja go rozumiem doskonale 31.03.14, 13:18
                              urko70 napisał:
                              >
                              > Nie rozumiem, czemu uzasadnianie sprowadziłaś do posiadania prawa czego
                              > nikt nie kwestionował, a pominęłaś kwestię stykania się z obcymi.


                              Bo zasadniczo nie jest ważne jakie zasady mają rodzice, tylko to, ze mają do nich prawo. Równie dobrze mogliby sobie nie życzyć, żeby ich dziecko ktoś obdarowywał zabawakami militarnymi, albo częstował słodyczami.

                              >
                              > Przeczytałem i stwierdzam, że tam nie ma słowa o tym, że dziecko zna
                              > przyjaciółkę ojca z którym nie mieszka od 10 miesięcy.
                              > Jeśli mi coś umyka to ponownie proszę o zacytowanie.


                              A co ma do znajomości pani przyjaciółki fakt zamieszkiwania dziecka z ojcem, albo nie?
                              >
                              > Gorzej bo był to wyraz braku zaufania w sytuacji ktoś inny został nim obdarzony

                              Nie, nic nie było o ZAUFANIU, było o zasadzie, ze nie dają obcym na ręce - ta pani JEST obca dla dziecka - co jest niezrozumiałe?

                              > .
                              > Gorzej bo druga kobieta miała dziecko na ręku.
                              >


                              No, a jeszcze inna w brzuchu wcześniej je miała i co? smile

                              > Moim zdaniem szukasz potwierdzenia swojego widzenia świata, a wszystkim
                              > innym próbujesz udowodnić, że jest po Twojemu.


                              Przecież nie zaprzeczasz, ze rodzice mają prawo ustalić sobie zasady wychowania dziecka i się uch trzymaćsmile Zatem chyba też "po takiemu" widzisz swiat smile
                              • urko70 Re: A ja go rozumiem doskonale 31.03.14, 13:31
                                kora3 napisała:

                                > urko70 napisał:
                                > >
                                > > Nie rozumiem, czemu uzasadnianie sprowadziłaś do posiadania prawa czeg
                                > o
                                > > nikt nie kwestionował, a pominęłaś kwestię stykania się z obcymi.

                                >
                                > Bo zasadniczo nie jest ważne jakie zasady mają rodzice, tylko to, ze mają do ni
                                > ch prawo.

                                I nadal próbujesz dyskutować z czymś czego nikt nie kwestionował, a pomijasz
                                to o czym była mowa.


                                > > Przeczytałem i stwierdzam, że tam nie ma słowa o tym, że dziecko zna
                                > > przyjaciółkę ojca z którym nie mieszka od 10 miesięcy.
                                > > Jeśli mi coś umyka to ponownie proszę o zacytowanie.

                                >
                                > A co ma do znajomości pani przyjaciółki fakt zamieszkiwania dziecka z ojcem, al
                                > bo nie?

                                Dlaczego nie chcesz zacytować fragmentu co do którego napisałaś że został napisany?



                                > > Gorzej bo był to wyraz braku zaufania w sytuacji ktoś inny został nim
                                > obdarzony

                                >
                                > Nie, nic nie było o ZAUFANIU, było o zasadzie, ze nie dają obcym na ręce - ta p
                                > ani JEST obca dla dziecka - co jest niezrozumiałe?

                                Danie dziecka komuś na ręce to oznaka zaufania do danej osoby, niedopuszczenie
                                aby dana osoba wzięła dziecko na ręce to oznaka braku zaufania.
                                Dla Ciebie to temat "zza szybki".


                                >
                                > > Moim zdaniem szukasz potwierdzenia swojego widzenia świata, a wszystkim
                                > > innym próbujesz udowodnić, że jest po Twojemu.

                                >
                                > Przecież nie zaprzeczasz, ze rodzice mają prawo ustalić sobie zasady wychowania
                                > dziecka i się uch trzymaćsmile Zatem chyba też "po takiemu" widzisz swiat smile

                                Tu nie o prawie do wychowywania mowa.
    • matylda1001 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 20.03.14, 12:25
      A co by było złego w tym, że znajoma wzięłaby dziecko na ręce? Oczywiście przy założeniu, że maleństwo nie protestuje.
      • ach_dama_byc_z_kanady Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 20.03.14, 12:27
        Wtedy nic, wtedy ojciec strzelby niemile fochy.

        Minnie
        • ach_dama_byc_z_kanady Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 20.03.14, 12:28
          *strzelalby*
        • urko70 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 28.03.14, 14:09
          ach_dama_byc_z_kanady napisała:

          > Wtedy nic,

          Skoro "nic" to nie było uzasadnienia odmowy wzięcia na ręce dziecka przez druga kobietę.
      • kora3 nie wiem Matyldo 20.03.14, 12:29
        ja pytałam, czy można się o coś takiego będąc tą znajoma obrazić, a nie czy należy dawac do niańczenia swoje dziecko każdemu, kto ma na to ochotę. Te decyzje zostawiam rodzicom dziecka
        • matylda1001 Re: nie wiem Matyldo 20.03.14, 13:07
          Obrazić? nie wiem, chyba nie, ale mnie byłoby przykro, gdyby się okazało, że kontakt ze mną mógłby dziecku w jakikolwiek sposób zaszkodzić. Sama, jako matka, też nie potrafiłabym zrobić komuś takiej przykrości, po co? Nikomu znajomemu, nawet mało, nie będzie przyjemnie, gdy się dowie, że jest uważany za osobę zupełnie obcą.
          • kora3 Re: nie wiem Matyldo 22.03.14, 11:40
            matylda1001 napisała:

            > Obrazić? nie wiem, chyba nie, ale mnie byłoby przykro, gdyby się okazało, że ko
            > ntakt ze mną mógłby dziecku w jakikolwiek sposób zaszkodzić.


            Ależ nie z Toba, jako Toba, tylko po prostu z obcą osobą. Zaszkodzić czy mogłoby - no niby nie, bo jak? Tylko, ze rodzice tego dziecka stoja na stanowisku, ze nie należy dziecka uczyć zbytniej ufności do calkiem obcych ludzi. Uwazam to stanowisko poniekąd za bardzo rozsądne.

            Sama, jako matka,
            > też nie potrafiłabym zrobić komuś takiej przykrości, po co? Nikomu znajomemu, n
            > awet mało, nie będzie przyjemnie, gdy się dowie, że jest uważany za osobę zupeł
            > nie obcą.


            Litości Matti smile - dlaczego ktoś kto jest osobą obcą, miałby źle się poczuć z tego powodu, że jest osobą obcą? Na serio - nie rozumiem.
            To właśnie ktoś, z kim jesteś blisko potraktowany, jak osoba obca miałby podstawy do do tego, żeby było mu przykro.

            Abstrahując od dzieci - dorośli ludzie także mają różne relacje z różnymi ludźmi.
            Z jednymi witają się bardziej serdecznie, z innymi - mniej. To całkowicie zrozumiałe.

            Ostatnio przypadkiem spotkałam moja przyjaciółkę, której podczas zakupów towarzyszyła jej siostra, którą to siostrę znam b. mało, widziałam ją kilka razy w życiu,
            Z przyjaciółką wymieniłam serdeczne uściski, z siostrą jej - miłe "dzień dobry". Czy tej siostrze było przykro, że nie uściskałam jej także? Nie! Dlaczego miałabym, skoro ledwo ją znam?
            Myslę, ze raczej nie obraziłaby się, gdybym potraktowała powitanie z nią równie serdecznie, jak z jej siostrą, ALE z pewnoscią by się zdziwiła. Bo przecież nasza relacje nie uprawnia do takich gestów.
            • ann.38 Re: nie wiem Matyldo 22.03.14, 11:51
              kora3 napisała:

              > Z przyjaciółką wymieniłam serdeczne uściski, z siostrą jej - miłe "dzień dobry"
              > . Czy tej siostrze było przykro, że nie uściskałam jej także? Nie! Dlaczego mia
              > łabym, skoro ledwo ją znam?
              > Myslę, ze raczej nie obraziłaby się, gdybym potraktowała powitanie z nią równie
              > serdecznie, jak z jej siostrą, ALE z pewnoscią by się zdziwiła. Bo przecież na
              > sza relacje nie uprawnia do takich gestów.
              >
              Opisana przez Ciebie sytuacja jest całkiem inna. Tak jakbyś wyrwała się z uściskiem do tej siostry (fakt, że niepotrzebnie) a Ty by Cię ostudziła: Przepraszam, ale nie mam zaufania do znajomych, którzy nie są przyjaciółmi. Nawet nie wiem, czy tamten tata powiedział: przepraszam.
              • kora3 Re: nie wiem Matyldo 22.03.14, 12:10
                ann.38 napisał(a):

                . Tak jakbyś wyrwała się z uścis
                > kiem do tej siostry (fakt, że niepotrzebnie) a Ty by Cię ostudziła: Przepraszam
                > , ale nie mam zaufania do znajomych, którzy nie są przyjaciółmi.


                Ann - dorosły człowiek (nawet niekoniecznie dorosły zarazsmile) ma w takiej sytuacji wiele niewerbalnych sposobów, na okazanie hmmm zdziwienia taką nieuprawniona serdecznością. Ba - czasem całkiem bezwiednie je stosuje usztywniając ciało, lekko się odchylając do tyłu itd.

                Rzecz jednak w tym, że tu nie szło o brak zaufanie do tej pani, tylko o to oboje rodzice nie chcą dziecka uczyć zbytniej ufności wobec obcych mu ludzi.
                To jest zbyt małe dziecko, żeby mu wtłumaczyć, ze ta pani jest mu co prawda obca, ale tatuś ja zna, wiec w drodze wyjątku można się dać wziąć jej na ręce.
                Jeśli będą pozwalac wszystkim przypadkowo spotkanym znajomym brać dziecko na ręce, to cała idea z nauczeniem go, żeby nie było zbyt ufne wobec obcych pada.


                Nawet nie wiem
                > , czy tamten tata powiedział: przepraszam.


                Masz na myśli to, czy powiedział to przed uzasadnieniem? Powiedział dokładnie (wiem z relacji jego przyjaciółki):" Nie pogniewaj się, ale staramy się nie uczyć go zbytniej ufności wobec obcych"
                • baba67 Re: nie wiem Matyldo 22.03.14, 12:21
                  Nie powinien dawac dziecka na rece swojej przyjaciolce.
                  Reakcja znajomej bardzo przesadna, zgadzam sie, jednak takie podkreslanie ze ta pani jest cacy a ta juz be jest nie na miejscu.Ja bym poczula sie urazona, choc pewnie bym zmilczala i nie dala tego odczuc.
                  Ludzie ktorym zona zaczyna przyprawiac rogi niedlugo po slubie nie sa specjalnie empatyczni, paradoksalnie wlasnie tak. Czlowiek empatyczny wyczuwa innych, nigdy by sie z taka hm, pania nie ozenil.
                  • kora3 Re: nie wiem Matyldo 22.03.14, 12:38
                    baba67 napisała:

                    > Nie powinien dawac dziecka na rece swojej przyjaciolce.
                    > Reakcja znajomej bardzo przesadna, zgadzam sie, jednak takie podkreslanie ze ta
                    > pani jest cacy a ta juz be jest nie na miejscu.


                    Wiesz co Babo? Ja czegoś nie rozumiem. Dla NIKOGO nie jest tajemnica, że relacje między ludźmi bywają różne. Ktos jest twoim przyjacielem, ktoś inny dobrym kumplem, jeszcze ktoś po prostu kolegą, a jeszcze ktoś inny - znajomym.
                    Wyjaśnij mi dlaczego znajomemu miałoby być przykro, że nie traktujesz go jak przyjaciela? Przecież to OCZYWISTE.

                    Ja bym poczula sie urazona, cho
                    > c pewnie bym zmilczala i nie dala tego odczuc.


                    Ale dlaczego poczułabyś się urażona Babo? Czym? Tym, że rodzice obcego ci dziecka, których ledwo znasz uczą je, by nie było zbyt ufne wobec obcych i dlatego nie dają go na ręce obcym osobom?

                    > Ludzie ktorym zona zaczyna przyprawiac rogi niedlugo po slubie

                    Zaprawdę nie wiem jakim sposobem weszłaś w posiadanie informacji, jakoby kolega ów był niedawno po slubie, zapewniam Cię jednak, że to jest nieprawdasmile

                    nie sa specjalni
                    > e empatyczni, paradoksalnie wlasnie tak. Czlowiek empatyczny wyczuwa innych, ni
                    > gdy by sie z taka hm, pania nie ozenil.


                    Babo, nie gniewaj się, ale znów zarzucasz stereotypami. Pomijam fakt, ze nie wiadomo skąd wysnulas wniosek, ze państwo ci byli w kryzysie małżeńskim niedługo po ślubiesmile, to w życiu bywa naprawdę róznie i nie wszystko zawsze jest takie, jak się wydaje. Nie jest to zresztą istotne w tej historiismile
                    • baba67 Re: nie wiem Matyldo 22.03.14, 13:03
                      Bo pierwsze dzieci sie ma niedlugo po slubie.Na ogol.To stereotyp, ale jakos tak wcale niezle uzasadniony statystykami.
                      Skojarzylo mi z podobna historia. Panna mloda miesiac po slubie wdala sie w romans z dobrym przyjacielem meza Zaszla i rzeczywiscie trzeba bylo ustalac czyje dziecie jest.
                      Niektore kobiety sa poligamiczne.
                      Nie wiem dlaczego poczulabym sie urazona-tak mam, moze malostkowa jestem.
                      • kora3 Re: nie wiem Matyldo 22.03.14, 13:55
                        baba67 napisała:

                        > Bo pierwsze dzieci sie ma niedlugo po slubie.Na ogol.To stereotyp, ale jakos ta
                        > k wcale niezle uzasadniony statystykami.


                        A skąd wiesz, ze to jego pierwsze dziecko?smile

                        > Niektore kobiety sa poligamiczne.


                        a co w tym dziwnego?

                        > Nie wiem dlaczego poczulabym sie urazona-tak mam, moze malostkowa jestem.

                        No sorry, ale chyba w tym przypadku - tak smile
              • madzioreck Re: nie wiem Matyldo 23.03.14, 00:57
                A za co niby tata miałby przepraszać?

                >Opisana przez Ciebie sytuacja jest całkiem inna.

                To jest dokładnie taka sama sytuacja. Osoba, z którą relacja nie daje podstaw do takiej poufałości. Tylko jakoś mnóstwo ludzi uważa, ze dorosły ma prawo wyznaczać granice, kto może obściskiwać, a dziecko traktuje się jak maskotkę.
                • kora3 dokladnie Madzioreck 23.03.14, 01:04
                  ta pani nie poczuła się urazona tym, że z nią pewnie pan przywitał się stosownie do ich wzajemnej relacji - "cześc", "dzień dobry" oddanie uścisku ręki, a z przyjaciółka pewnie uściskiem, albo cmokiem w policzek.
                  TO nie jest "pokazywanie",. ze z kims ma się relację bliższą? JEST - tylko nikogo nie dziwi to u dorosłych.
            • matylda1001 Re: nie wiem Matyldo 22.03.14, 13:18
              kora3 napisała:

              > Ależ nie z Toba, jako Toba, tylko po prostu z obcą osobą. Zaszkodzić czy mogłoby - no niby nie, bo jak? Tylko, ze rodzice tego dziecka stoja na stanowisku, ze nie należy dziecka uczyć zbytniej ufności do calkiem obcych ludzi. Uwazam to stanowisko poniekąd za bardzo rozsądne. <

              Co nie zmienia faktu, że ja to w dalszym ciągu ja, i to mnie byłoby przykro. Gdybym była znajomą ojca, to nie byłabym osobą całkiem obcą, a dziecka nie należy uczyć nieufności do ludzi. Za kilka lat przyjdzie czas na tłumaczenie wobec kogo ma być ostrożne, a komu może zaufać. Teraz to nie ma znaczenia.

              > Litości Matti smile - dlaczego ktoś kto jest osobą obcą, miałby źle się poczuć z tego powodu, że jest osobą obcą? <

              Koro, zdecyduj się - obcą czy znajomą? Czy ci państwo zostali sobie przedstawieni przez przyjaciółkę w czasie tego spotkania, czy tych dwoje znało sie wcześniej? Dla mnie osoba zupełnie obca, to np. pani, którą mijam na ulicy. Pani sklepowa, w sklepie gdzie codziennie, od lat robię zakupy, nie jest zupełnie obcą osobą, chociaż obcą. Gdybym ją spotkała na gruncie towarzyskim, traktowałabym troche inaczej niż kogoś, kogo widzę pierwszy raz w życiu.

              > Z przyjaciółką wymieniłam serdeczne uściski, z siostrą jej - miłe "dzień dobry". Czy tej siostrze było przykro, że nie uściskałam jej także? Nie! Dlaczego miałabym, skoro ledwo ją znam?

              Tej sytuacji nie da się porównac z opisaną na wstępie historią, no ale spróbujmy... Po grzecznym dzień dobry, rozmawiasz tylko z koleżanką, siostrę ignorujesz?

              > Myslę, ze raczej nie obraziłaby się, gdybym potraktowała powitanie z nią równie
              serdecznie, jak z jej siostrą, ALE z pewnoscią by się zdziwiła. <

              A gdyby to zdziwienie było tak wielkie, że siostra odskoczyłaby od Ciebie jak od zapowietrzonej, jak byś się czuła?
              • baba67 Re: nie wiem Matyldo 22.03.14, 13:25
                No dokladnie o to chodzi. Ale i Kora to rozumie, bo tytul jaki dala watkowi jest bardzo trafny.
              • kora3 Matyldo - jeszcze raz 22.03.14, 13:52
                Mowa o osobach obcych DLA DZIECKA - a takim są także dalecy znajomi jego rodziców.
                Ta kobieta, jak już wspominałam, ledwie zna tego ojca, nawet nie wiedziała, ze niecaly rok temu został ojcem. To nie jest zażyła znajomość, przyznasz?

                Na pewno ma on także w otoczeniu osoby, które on zna lepiej, ba widuje może często (np. współpracowników), których jednakowoż nie zaprasza do domu, gdy spedza w nim czas z dzieckiem, czy też nie chadza z nimi w odwiedziny u matki tego dziecka.
                Takie osoby TAKZE są DLA DZIECKA - obce. I nic w tym obraźliwego, czy nieprzyjemnego wobec nich.

                Ja tego tatę ( i mamę też ) znam towarzysko i bliżej, a dziecko widziałam już parę razy, ale wyobraź sobie nie musiano mi wyjaśniać, ze jestem dla dziecka osobą obcą, bo choć nie ma dzieci wiem, że dzieciątko w takim wieku szybko zapomina osoby, z którymi nie ma stałej styczności. A PRZEDE WSZYSTKIM to mnie by nie powstała w głowie myśl, żeby chcieć brać na rece, obcałowywać, obściskiwać OBCE dziecko.

                Nie wiem naprawdę dlaczego ludzie tak robią kompletnie nie licząc się z tym, że to nie jest dla dziecka ani higieniczne, ani wychowawcze!
                Nieprawda jest też Matyldo, że na wychowanie w tym także wychowanie w zakresie tego, aby dziecko nie było zbyt ufne wobec obcych przyjdzie czas później. Dziecko "koduje" informacje wynikające z obserwacji nawet gdy jeszcze nie umie mówić. Nie można potem od 3-latka wymagać, żeby nie był zbyt wylewny wobec obcych, jeśli się każdemu znajomemu dawało go na rece, jako niemowlaka.
                • matylda1001 Re: Matyldo - jeszcze raz 22.03.14, 14:25
                  kora3 napisała:

                  > Mowa o osobach obcych DLA DZIECKA <

                  10-miesięczne dziecko nie ma własnych znajomych.

                  >A PRZEDE WSZYSTKIM to mnie by nie powstała w głowie myśl, żeby chcieć brać na rece, obcałowywać, obściskiwać OBCE dziecko. <

                  już napisałam o tym, że nie powinno sie tak robić, ani na to pozwalać. Zresztą o tym wiedzą wszyscy rozsądni ludzie. Skąd jednak przypuszczenie, że znajoma zachowałaby sie w ten sposób? a przyjaciółka, czy ojciec wyrwałby jej młodego, gdyby zabrała sie do całowania?

                  > dzieciątko w takim wieku szybko zapomina osoby, z którymi nie ma stałej styczności.<

                  Właśnie dlatego przypuszczam, że dla tego dziecka obie panie były równie obce. No, chyba że dziecko widzi przyjaciółkę ze trzy razy w tygodniu i to nie tylko na spacerze.

                  >Nieprawda jest też Matyldo, że na wychowanie w tym także wychowanie w zakresie tego, aby dziecko nie było zbyt ufne wobec obcych przyjdzie czas później. Dziecko "koduje" informacje wynikające z obserwacji nawet gdy jeszcze nie umie mówić. Nie można potem od 3-latka wymagać, żeby nie był zbyt wylewny wobec obcych, jeśli się każdemu znajomemu dawało go na rece, jako niemowlaka. <

                  Koro, nie chcę sie tu kreować na ekspertkę, ale mam dwie dorosłe córki. Obie przystosowane do życia w społeczeństwie, wychowywane (pod tym względem) inaczej niż dziecko Twojego znajomego. Wyszło im na dobre. Poza tym jestem babcią, wnuczka w maju skończy cztery lata, wnuczek w styczniu skończył dwa lata. Jestem jak najbardziej na bieżącosmile Wiem co jest w stanie zakodować 10 miesięczne niemowlę i wiem, kiedy dziecko jest w stanie odróżnić znajomego od obcego. Postępując tak, jak Twój znajomy można jedynie sprawić, że dziecko będzie nieufne w negatywnym znaczeniu. Może być problem w żłobku, przedszkolu, szkole, dalszym życiu. W skrajnym przypadku można wychować socjopatę. Ot, co może sobie zakodować maleństwo.
                  • baba67 Re: Matyldo - jeszcze raz 22.03.14, 14:32
                    Czy Ty Koro znnasz jakies szczesliwe malzenstwa nie tylko z opowiadan?
                    Bo z tego co nam przedstawiasz to same Superexpressy. Tylko pies kotem jeszcze nie spali, a najwierniejszesa kocie lapy choc i tak nie zawsze.
                    • kora3 Re: Matyldo - jeszcze raz 22.03.14, 15:06
                      baba67 napisała:

                      > Czy Ty Koro znnasz jakies szczesliwe malzenstwa nie tylko z opowiadan?


                      pewnie, od groma smile

                      > Bo z tego co nam przedstawiasz to same Superexpressy. Tylko pies kotem jeszcze
                      > nie spali, a najwierniejszesa kocie lapy choc i tak nie zawsze.


                      niepotrzebnie jesteś złosliwa Babo ...
                  • baba67 Re: Matyldo - jeszcze raz 22.03.14, 14:35
                    Matyldo-socjopatia to w genach.Ale mizantropa tak, mozna wychowac.
                    • matylda1001 Re: Matyldo - jeszcze raz 22.03.14, 15:22
                      baba67 napisała:

                      > Matyldo-socjopatia to w genach.Ale mizantropa tak, mozna wychowac.

                      Uwarunkowania genetyczne są ważne bo w przypadku niewłaściwej socjalizacji dziecka, działanie trafia na podatny grunt. Jednak socjopatia nie musi mieć podłoża genetycznego. O (nie)przystosowaniu do życia społecznego często decyduje wychowanie. Tak mnie przynajmniej uczono.
                      • baba67 Re: Matyldo - jeszcze raz 22.03.14, 15:32
                        Ja natomiast jestem pod wielkim wrazeniem ksiazki autobiograficznej Johna Douglasa, wspoltworcy idei profilowania przestepcow na uzytek FBI,ktory probuje odpowiedziec sobie na to pytanie w wielu momentach i jednak sklania sie ku genetyce jako glownemu czynnikowi wzmocnionemu lub oslabionemu wychowaniem.Psychopata zawsze jest socjopata ale odwrotnie tak nie jest.
                  • kora3 Re: Matyldo - jeszcze raz 22.03.14, 15:04
                    matylda1001 napisała:
                    >
                    > 10-miesięczne dziecko nie ma własnych znajomych.

                    ALE ma w otoczeniu osoby, które ZNA - takie, z którymi się często styka.

                    >
                    > już napisałam o tym, że nie powinno sie tak robić, ani na to pozwalać. Zresztą
                    > o tym wiedzą wszyscy rozsądni ludzie. Skąd jednak przypuszczenie, że znajoma za
                    > chowałaby sie w ten sposób? a przyjaciółka, czy ojciec wyrwałby jej młodego, gd
                    > yby zabrała sie do całowania?


                    Ale dlaczego ojciec miałby czekac na calowanie, SKORO wraz z matką wyznają zasadę, że nie daje się OBCYM dziecka na rece?
                    >
                    > Właśnie dlatego przypuszczam, że dla tego dziecka obie panie były równie obce.

                    Żle przypuszczasz - bo przyjaciółka ojca nie tylko jest chrzestną dziecka, ale spedza z nim dużo czasu. Zarówno wówczas, gdy mały przebywa z ojcem, ale także wówczas, gdy jest normalnie u mamy.

                    > No, chyba że dziecko widzi przyjaciółkę ze trzy razy w tygodniu i to nie tylko
                    > na spacerze.


                    Widzi codziennie - matka dziecka i owa przyjaciółka są sąsiadkami od pewnego czasu.

                    Może być problem w żłobku, przedszkolu, szkole, dalszym życiu.
                    > W skrajnym przypadku można wychować socjopatę. Ot, co może sobie zakodować male
                    > ństwo.


                    Matyldo, no błagam - nikt tego dziecka nie uczy, żeby reagowało histerycznie na obcych, natomiast nie daje każdemu kto ma chęc do trzymania na rekach. Tak robi WIELU rodziców i wcale nie budzi to zdziwienia.
                    nawiasem mówiąc - sa dzieci, które w wieku niemowlęcym poważnie chorują i w zasadzie poza rodzicami i białym personelem nikt nie ma do nich dostępu i jakos nie sa potem socjopatami.
                    TO dziecko bawi się z innymi dziecmi ( m.in dzieckiem owej przyjaciółki - roczniakiem) WIDUJE osoby obce odwiedzające matkę, rodzeństwo. Nie jest jedynie przyjęte, by brano je na rece, całowano, przytulano
    • ann.38 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 20.03.14, 13:40
      Uzasadnienie było faktycznie nieprzyjemne. Powiedziałabym raczej, że dziecko boi się nowych osób. Wiem, że to zazwyczaj widać, czy się boi, czy nie, ale jednak byłoby zręczniej/grzeczniej. Zresztą w tej sytuacji, gdyby tak bardzo zależało mi na tym, aby tamta pani nie brała dziecka, to nie dawałabym też tej przyjaciółce. Co do obrażania się, to nie wiem, co dokładnie kryje się za tym określeniem. Nie odeszłabym nagle bez pożegnania z pogardliwym spojrzeniem, ale pomyślałabym, że to jakiś buc niesympatyczny i unikała kontaktu.
    • mocno.zdziwiona Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 20.03.14, 13:49
      Nienawidzę tego powiedzonka. No nienawidzę...

      Ale do tematu - jak dla mnie to tatuś się zachował jak dzikus. Przepraszam za wartościujące stwierdzenie, niezgodne z SV, ale tej znajomej na pewno zrobiło się bardzo niemiło. Może nie powinna się była wyrywać, ale skoro już tak się stało to ojciec (w mojej ocenie) powinien pozwolić jej potrzymać chwilkę to dziecko. To nie jest obca kobieta, ale znajoma osoba. I ufność ufnością, ale to był wielki afront i wcale się nie dziwię, że kobieta się obraziła. Mi też byłoby co najmniej przykro.
      • aqua48 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 20.03.14, 21:33
        mocno.zdziwiona napisała:

        > Ale do tematu - jak dla mnie to tatuś się zachował jak dzikus, tej znajomej na pewno zrobiło się bardzo niemiło. Może nie powinna się była wyrywać, ale skoro już tak się stał
        > o to ojciec (w mojej ocenie) powinien pozwolić jej potrzymać chwilkę to dziecko

        No wybacz, ale małe dziecko nie jest rzeczą, którą daje się do potrzymania każdemu kto ma na to ochotę, żeby się przypadkiem nie obraził..

        Choć przyznam, że tłumaczenie ojca jest dla mnie niezrozumiałe, każdy kto ma dzieci wie, że naturalnie przechodzą one okresy socjalizacji oraz nieśmiałości.
        Kwestia uczenia dziecka ostrożności w kontaktach z obcymi wypływa wtedy kiedy dziecko samo decyduje o nawiązywaniu kontaktów. Dziesięć miesięcy to na pewno za wcześnie na taką naukę. Jednak obrażać się z pewnością nie było o co.
        • ach_dama_byc_z_kanady Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 20.03.14, 21:56
          Czy znajoma miala prawo/ dobrze zrobila ze sie obrazila?

          Moim zdaniem czy to mile czy nie, rodzice jednak maja prawo "nie zyczyc sobie"
          czy to z kolei z ich strony kulturalnie czy nie.
          Jesli ojciec zachowal sie nieprzyjemnie i malo kulturalnie to mimo wszystko znajoma nie powinna robic z tego powodu zamieszania. mogla i na pewno poczula sie dotknieta
          i zrobilo jej sie przykro za takie 'olanie' ,
          ale nie glosno obwieszczac swego oburzenia z tego powodu.

          Minnie
        • mocno.zdziwiona Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 24.03.14, 12:46
          aqua48 napisała:
          No wybacz, ale małe dziecko nie jest rzeczą, którą daje się do potrzymania każdemu kto ma na to ochotę, żeby się przypadkiem nie obraził..

          Ale to nie jest "każdy kto ma ochotę", ale znajoma osoba. Nie jestem za dawaniem na ręce dziecka każdej pani w parku lub sąsiadce z osiedla, ale tu była przyjaciółka i znajoma. Skoro spotkał z obiema to wg mnie bardzo niekulturalnie i niepotrzebnie w tym momencie podkreślił stopę relacji. Jedna została wyróżniona a druga zdegradowana. Wg mnie zupełnie niestosownie.
          • baba67 Dokladnie tak nt 24.03.14, 13:54

          • matylda1001 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 24.03.14, 18:06
            mocno.zdziwiona napisała:

            >Ale to nie jest "każdy kto ma ochotę", ale znajoma osoba. Nie jestem za dawanie
            > m na ręce dziecka każdej pani w parku lub sąsiadce z osiedla, ale tu była przyj
            > aciółka i znajoma. Skoro spotkał z obiema to wg mnie bardzo niekulturalnie i ni
            > epotrzebnie w tym momencie podkreślił stopę relacji. Jedna została wyróżniona a
            > druga zdegradowana. Wg mnie zupełnie niestosownie.<

            Rany boskie! Przecież to proste jak konstrukcja cepa. W kilku zdaniach zawarłaś to, na czym ja od kilku dni zdzieram sobie paznokcie smile Dlaczego jedni rozumieją, a drudzy wręcz przeciwnie? od czego to zależy... od stopnia wrażliwości? od nastawienia do drugiego człowieka? od własnej samooceny? Już zaczynam się gubić smile
            • kora3 "zdegradowanie" i "wyróznienie" 24.03.14, 19:09
              rzuciły mi się teraz w wypowiedzi Mocno Zdziwionej. Bardzo to istotny i ważny element.

              Pozwolę sobie na takie "mundurowe" skojarzenie, pozornie, nieco OT.

              Otóż zdarza się, ze osoby mojej profesji (np.) rozmawiają z przedstawicielami słuzb mundurowych. Nie wszyscy potrafią odczytac prawidłowo dystynkcje na pagonach i zdarza się, że "zdegradują" majora do kapitana, albo młodszego brygadiera do starszego kapitana, albo "awansują"/"wyróżnią" chorążego do porucznika, albo i majora, ewentualnie aspiranta do inspektorasmile Nikt im w normalnej rozmowie glowy za to nie urywa, aczkolwiek większość czy to "zdegradowanych", czy "awansowanych" poprawia takiego rozmówcę, by potem już na fonii, na wizji, czy w gazecie był prawidłowy stopień. Co jest także w interesie dziennikarza.

              Ale zdarzają się nierzadko dziennikarze, szczególnie ci mający z tymi służbami często do czynienia, którzy prawidłowo odczytują dystynkcje z pagonów. I do majora mówią "panie majorze" , a do starszego chorążego prawidłowo "panie chorąży" smile. Zdarza się, ze się z osobami różnych stopni tej samej służby mundurowej rozmawia jednocześnie.

              I teraz proste zapytanie: czy nazywając majora majorem "wyróżnia się" go na tle chorążego jednocześnie "degradując" chorążego? Nie! Bo major ma stopień majora, a chorąży chorążego.
              Teraz możemy sobie zmienić "stopień" na "status w relacji". smile Bliska osoba ma status bliskiej osoby, obca - obcej. Nie ma żadnej degradacji, ani wyróżniania - obie osoby, jak wspomniani mundurowi sa traktowane zgodnie ze swoim statusem, podobnie jak tamte nazywane zgodnie ze swoim stopniem. "Degradacja" to jest traktowanie/ nazywanie gorzej/nizej niż stanowi status/ stopień, "wyróżnianie" lepiej niż ww. stanowią. Nazywanie/traktowanie zgodnie ze statusem jest całkiem normalne i ten kto ma status/ stopień niebliski/ niższy nie ma powodu, by się czuc urażonym, nawet gdy chciałby mieć status/ stopień bliższy/ wyższy. Nie ma - wiec nie ma się o co obrazać, ani czuc urażonym.
    • annthonka Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 21.03.14, 15:52
      Ja w sumie rozumiem obie strony.

      Ojca - bo dziecko to nie "dobro przechodnie", które trzeba podać każdej obcej osobie, która sobie tego zażyczy.
      Znajomą - bo tłumaczenie ojca było głupie i nieprzyjemne i miała prawo poczuć się niemiło.

      Mimo to uważam, że bardziej "nabroił" ojciec, bo gdyby po prostu powiedział, że dziecko boi się nieznanych sobie osób, to nie doszłoby do powstania nieprzyjemnej sytuacji.


      • ann.38 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 21.03.14, 17:10
        No własnie też tak myślę. Uważam, że nawet jakby to grzeczniejsze uzasadnienie było naciągane i mniej wiarygodne, to i tak było lepiej. Tyle, że teraz modna jest asertywność i czasami brak miejsca na takt, empatię, kulturę osobistą.
        • matylda1001 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 21.03.14, 18:39
          ann.38 napisał(a):

          > Tyle, że teraz modna jest asertywność i czasami brak miejsca na takt, empatię, kulturę osobistą.<

          Asertywność nie wyklucza taktu, empatii, kultury.
    • baba67 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 21.03.14, 19:33
      Ojciec na stale nie mieszkajacy z dzieckiem to zaden ojciec. Z drugiej strony nic dziwnego ze takiego buca zona kopla noga(sorry mam faze na Reymonta).
      • kora3 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 08:03
        baba67 napisała:

        > Ojciec na stale nie mieszkajacy z dzieckiem to zaden ojciec

        Dlaczego Babo?
        Przecież zdarza się w życiu tak, że ludzie mają dziecko/dzieci i się rozstają. Najwazniejsze, żeby dziecko/dzieci wiedziało/wiedziały, ze oboje rodziców nadal je kocha i uczestniczy w ich życiu.
        W tym przypadku tak jest.

        . Z drugiej strony n
        > ic dziwnego ze takiego buca zona kopla noga(sorry mam faze na Reymonta).


        A można kopnąć jakąś inną częścią ciała? To tak na marginesiesmile - bo nie chcąc się wdawać w szczegóły pożycia wspomnianego taty z żoną - ja sądze, ze na jego miejscu także bym się wyprowadziła.
        • baba67 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 09:07
          Jasne-matka ma wszystkie problemy a ojciec same przyjemnosci. Na dodatek ojciec jest ten cudowny a matka ta zla. Nie wierz w bajki Korciu.
          Rodzic to ten od nitty gritty reality.
          Napisalam ze facet jest bucowaty bo nie potrafil wybrnac inaczej nic tylko piacha w nos.
          Rodzic oczywiscie ma prawo nie zyczyc sobie zeby ktos dziecko bral na rece ale na litosc NIE TAK.
          • kora3 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 11:10
            baba67 napisała:

            > Jasne-matka ma wszystkie problemy a ojciec same przyjemnosci. Na dodatek ojciec
            > jest ten cudowny a matka ta zla. Nie wierz w bajki Korciu.


            Babo, z całym szacunkiem, ale w tej konkretnej sytuacji - nie masz racji.
            A te sytuację znam nie z wysłuchania od pana, tylko z relacji jego jeszcze zony

            > Napisalam ze facet jest bucowaty bo nie potrafil wybrnac inaczej nic tylko piac
            > ha w nos.


            Wiesz, powiem ci - ja się temu człowiekowi dziwię, ze naprawdę nie zapakował komuś w twarz w związku ze swoją sytuacją małżeńską. Ale zasadniczo dobrze, ze się opanował

            > Rodzic oczywiscie ma prawo nie zyczyc sobie zeby ktos dziecko bral na rece ale
            > na litosc NIE TAK.


            Jak mówię - nie bylam swiadkiem tej scenki. Jednakowoż wiele razy słyszałam, jak rodzice nie życzylu sobie, by uch dzieci częstować słodyczami, przytulać, całować - głownie ze strony ludzi całkiem obcych i wcale mnie mnie to ani nie dziwi, ani nie bulwersuje
            >
            >
            • baba67 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 11:46
              Ale przeciez nie osobie ktora ma przyjazne zamiary. Takiej osobie mozna odmowic ale milo.Wtedy obraza sie tylko ktos wyjatkowo malostkowy.
              W pewnych sytuacjach(hipotetycznie-gacha zony) potraktowanie kogos w liscia jest zrozumiale.
              • kora3 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 12:28
                baba67 napisała:

                > Ale przeciez nie osobie ktora ma przyjazne zamiary.

                Babeczko, ale my mówimy o NIEMOWLAKU. I o tym, ze rodzice starają się go nauczyć, żeby nie był szczególnie ufny wobec obcych osób - to znaczy osób, których NIE ZNA.
                To jest za małe dzieciątko, żeby mu wyklarować, że ma rozeznać intencje czyjeś, zamiary, a także ten ktoś jest znajomym mamusi, czy tatusia.
                Zatem na TYM ETAPIE wychowania dziecka, po prostu nie dają go na rece, ani nie pozwalają obściskiwać i calowac wszystkim swoim znajomym, bo ro dziecko nie ma percepcji, by ich bodaj zapamiętać, jako znajomych rodziców.


                Takiej osobie mozna odmowic
                > ale milo.


                Wtedy obraza sie tylko ktos wyjatkowo malostkowy.


                A CO było niemiłego w powiedzeniu, jak powiedział?

                > W pewnych sytuacjach(hipotetycznie-gacha zony) potraktowanie kogos w liscia jes
                > t zrozumiale.


                No niby tak, ale co to da?
                Tej pani wszelako pan z liscia nie potraktował, on jej grzecznie powiedział neutralny tekst Babo
                • baba67 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 12:33
                  Niemile nie jest to co powiedzial tylko ze zaznaczyl roznice miedzy jedna pania a druga.Gdyby nie dal dzidzzi na rece zadnej z pan tlumaczac ze ograniczaja liczbe osob do ktorych dziecko chodzi na rece do najblizszej rodziny wszytko byloby w porzadku.
                  Kultura tego pana jest z gatunku wypracowanych za co mu chwala, Cos takiego jak ktos bez sluchu grajacy na jakims instrumencie.Nie czai niuansow.
                  • kora3 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 12:46
                    baba67 napisała:

                    > Niemile nie jest to co powiedzial tylko ze zaznaczyl roznice miedzy jedna pania
                    > a druga.Gdyby nie dal dzidzzi na rece zadnej z pan tlumaczac ze ograniczaja li
                    > czbe osob do ktorych dziecko chodzi na rece do najblizszej rodziny wszytko bylo
                    > by w porzadku.


                    Ale dlaczego mialby kłamać?

                    > Kultura tego pana jest z gatunku wypracowanych za co mu chwala, Cos takiego jak
                    > ktos bez sluchu grajacy na jakims instrumencie.Nie czai niuansow.


                    Babo, a nie przyssało Ci do głowy, że ten gość po prostu nie wpadl na to, ze baba, która go ledwie zna, a jego dziecka wcale będzie chciała zaraz brać je na rece?
                    Przyznam się, że mnie by nie przyszło do głowy wyrazać taką chęć wobec obcego dziecka ledwie mi znanej osoby.
                    • baba67 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 12:50
                      Ty natomiast dobrze rozumiesz o czym pisze.Wlasnie o to chodzi-pan nie umie grac ze sluchu. Jak ma nuty to nie falszuje.
                      Po co ma klamac-no coz, po co sklamalas parze mlodej ze ciotke na dworcu czeka?
                      Moglas powiedziec kulturalnie i prawdomownie-sorry, wszystkiego dobrego ale nie spedzam czasu na imprezach ktore mnie nie bawia.Nie zrobilas tego wiec wiesz w czym rzecz.
                      • kora3 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 13:38
                        baba67 napisała:
                        baba napisała:
                        > Po co ma klamac-no coz, po co sklamalas parze mlodej ze ciotke na dworcu czeka?
                        > Moglas powiedziec kulturalnie i prawdomownie-sorry, wszystkiego dobrego ale nie
                        > spedzam czasu na imprezach ktore mnie nie bawia.Nie zrobilas tego wiec wiesz w
                        > czym rzecz.


                        Widzisz Babeczko kochana, to zupełnie dwie różne sytuacje.
                        Ja wówczas skłamałam, bo prawda o tym dlaczego chce opuścić to hmm niby wesele byłaby dla młodej pary przykra, a powiedzenie jej niepotrzebne poza tym.

                        Natomiast to co powiedział ów gośc tej pani jest prawdą całkowicie neutralną.
                        Nie ma nic dla tej pani przykrego, ani obraźliwego w tym, ze jakaś para mająca dziecko stara się je uczyć, by nie było zbyt ufne wobec obcych. To, że ta pani jest obca nie jest także dla niej przykre, ani obraźliwe - to jest kolejny neutralny fakt.

                        Powiem ci, że gdybym ja była matką dziecka i nie chciałabym komuś dac go na ręce, bo miałabym wątpliwości co do jego zdrowia, czy higieny to sama bym użyła takiego neutralnego argumentu wobec tej osoby.
                    • matylda1001 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 13:28
                      kora3 napisała:

                      > Ale dlaczego mialby kłamać? <

                      ... żeby nie robić przykrości?

                      > Babo, a nie przyssało Ci do głowy, że ten gość po prostu nie wpadl na to, ze baba, która go ledwie zna, a jego dziecka wcale będzie chciała zaraz brać je na rece? <

                      Padło na ojca, ale gdyby to była matka, to przewidziałaby taką sytuację. Ludzie często interesują sie dziećmi znajomych nie dlatego, że zapałali do nich nagłą miłością, niepozwalającą się opanować, ale dlatego, żeby sprawić przyjemność rodzicom. Nie ja wymyśliłam powiedzenie - "kochamy tych, którzy kochają nasze dzieci" i zapewniam Cię, że coś w tym jest.
                      • kora3 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 14:00
                        matylda1001 napisała:
                        >
                        > ... żeby nie robić przykrości?

                        ale dlaczego komus normalnemu miałoby sprawić przykrość, ze ktoś tak chce wychowywać swoje dziecko oraz uważa go za osobę dziecku temu obcą, jeśli taki faktycznie jest?
                        >
                        > Padło na ojca, ale gdyby to była matka, to przewidziałaby taką sytuację.

                        stereotyp ...smile

                        Ludzie
                        > często interesują sie dziećmi znajomych nie dlatego, że zapałali do nich nagłą
                        > miłością, niepozwalającą się opanować, ale dlatego, żeby sprawić przyjemność r
                        > odzicom. Nie ja wymyśliłam powiedzenie - "kochamy tych, którzy kochają nasze dz
                        > ieci" i zapewniam Cię, że coś w tym jest.


                        Wiesz ZAINTERESOWANIE nawet kurtuazyjne nie musi chyba zaraz przejawiać się w braniu na ręce, calowaniu, obściskiwaniu. Można je wyrazić b. prosto słownie "O jaki śliczny chłopczyk! Jak ma na imię? Kiedy się urodził?" nie da się Matyldo? Da smile
                        • baba67 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 14:25
                          I znow sie wypowiadasz autorytatywnie o sprawach o ktorych nie masz pojecia.
                          Jesli nie jest to pierwsze dziecko pana i pan ma swoje lata to powinien miec wiecej inteligencji emocjonalnej bo nabywa sie ja z latami.
                          • kora3 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 14:44
                            Babo, a Ty znów popadasz w protekcjonalny tonsad
                            Pan ma niecałą 40-stkę, to jego 3 dziecko. Wcześniejsze ( sporo starsze od malucha) wychowywali w podobnym duchu - żadne nie jest niemiałkiem, odludkiem ...

                            masz rację co najmniej częściowo co do inteligencji emocjonalnej, tylko ja braków jej u pana nie dostrzegam.
                            Rodzic ma pełne prawo do tego, żeby nie chcieć, by ktoś (dana osoba, grupa osób) brały na ręce jego dziecko - zgodzisz się?
                            Nietaktowne byłoby, gdyby pan powiedział komus "Nie, nie możesz wziąć na rece mego dziecka, bo kaszlesz, może to gruźlica", "Nie , nie możesz (...), bo widać, ze jesteś na bakier z higieną" itp.
                            Powiedzenie komuś, że "nie pogniewaj się, ale staramy się nie uczyć go zbytniej ufności do obcych" jest NEUTRALNE.
                            Nikogo nie obraza, ani nie uraza, tylko skrajnie małostkowa osoba może to odebrać pejoratywnie.

                            To jest tak, jakbym usiadła w tramwaju na miejscu dla kobiety w ciąży i obraziła się na kogoś, kto słusznie powiedziałby mi, ze nie powinnam zajmować tego miejsca, jeśli nie jestem w ciąży.

                            Dlaczego miałabym być traktowana jak kobieta w ciaży, skoro w ciąży nie jestem? Dlaczego obca dla dziecka osoba miałaby być traktowana, jak nieobca, skoro jest OBCA?
                            • baba67 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 14:57
                              No i dobrze ze z dziecmi wszystko OK. Rozumiem ze wszystkim dzieciom pana tatusiuje gach pani?
                              Marnujesz sie jak jak bym miala takich znajomych tobym kupe kasy zarobila piszac powiesci obyczajowe...
                              Skoro pani przygruchala sobie innego pana po wieloletnim szczesliwym pozyciu to znaczy ze miala powod. ycie rzeczywiscie bywa skomplikowane. A pan dalej wydaje mi sie antypatyczny.
                              • kora3 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 15:09
                                baba67 napisała:

                                > No i dobrze ze z dziecmi wszystko OK. Rozumiem ze wszystkim dzieciom pana tatus
                                > iuje gach pani?


                                Nie, dlaczego. Przyszły maz pani to przyszły mąz pani - te dzieci mają swojego ojca, który się nimi interesuje, kocha je, dlaczego ktoś inny miałby być dla nich ojcem?

                                > Marnujesz sie jak jak bym miala takich znajomych tobym kupe kasy zarobila pisza
                                > c powiesci obyczajowe...


                                Dziwne jakieś - statystycznie i bnas coś co 3 małżeństwo się rozpada, wiec nietrudno wcale "mieć takich znajomych" - trudno raczej mając ich wielu "takich" nie mieć smile

                                > Skoro pani przygruchala sobie innego pana po wieloletnim szczesliwym pozyciu to
                                > znaczy ze miala powod. ycie rzeczywiscie bywa skomplikowane. A pan dalej wydaj
                                > e mi sie antypatyczny.


                                Nie uważam, by temat watku był odpowiedni do roztrząsania spraw tej pary Babo
                                • baba67 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 15:36
                                  Przepraszam, masz racje ze nie miejsce. Ale ja mam wrazenie ze Ty moze podswiadomie takie dywagacje prowokujesz.
                                  Po co informacja ze ojciec z dzieckiem nie mieszka w poscie zalozycielskim? Jakie to ma znaczenie? Nie mozna po prostu napisac ze ojciec z dzieckiem byl na spacerze i spotkal obie panie. Ojciec na spacerze to takie dziwo?Musi byc koniecznie uzasadniony?
                                  • kora3 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 15:42
                                    w sumie masz rację ...ten szczegół nie był WAm potrzebny - podświadomie myślałam o tym, że rodzice nie sa razem, ale mają taki sam stosunek do dawania dziecka na rece każdemu kto zechce
                                    • matylda1001 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 16:23
                                      kora3 napisała:

                                      > w sumie masz rację ...ten szczegół nie był WAm potrzebny<

                                      Za to na samym początku zabrakło informacji, że ta przyjaciółka jest chrzestną matką małego, przyjaciółką obojga rodziców, a z racji bliskiego sąsiedztwa widuje dziecko codziennie.
                                      • kora3 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 22:11
                                        nie no - napisałam, ze dziecko przyjaciółkę zna. To, ze jest chrzestną nie ma wiele do rzeczy - ja jestem chrzestną mojego siostrzeńca, a widuję go z konieczności raz na parę miesięcy
                                • baba67 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 15:47
                                  Przyszly maz pani bedzie mial te dzieci na codzien, z ich zlymi dniami, problemami i rykiem.Skomplikowane rozliczenia finansowe.Wieczne kompromisy Niechec starszych dzieci ktorym zabral normalna rodzine.
                                  Tatus bedzie mial te dzieci na telefon i weekendowe wyjazdy. W sumie niezle sie chlopina urzadzil.Normalna kobieta nie decyduje na taki manewr majac dwojke dzieci jedno w drodze. Facet musi miec feler.Brak inteligencji emocjonalnej to powany feler.
                                  To jest material na Pulitzera, tak tylko sugeruje.
                                  • kora3 To jest zwyczajnie życie 22.03.14, 15:52
                                    babo i ja nie mam zamiaru tu tego roztrząsać bo ani miejsce to, ani czas.
                                    To sa osobiste sprawy tych ludzi.
                                    • baba67 Re: To jest zwyczajnie życie 22.03.14, 15:57
                                      Nie oczekuje tego absolutnie. Ale to nie jest zwyczajne zycie, przynajmniej dla mnie.
                                      • kora3 Re: To jest zwyczajnie życie 22.03.14, 22:13
                                        no statystyki pokazują, że nie jest to nic nadzwyczajnego, ze ludzie się rozstają - także - mając dzieci.
                                        • baba67 Re: To jest zwyczajnie życie 23.03.14, 09:00
                                          No ale niekoniecznie dorabiajac rogi mezowi z ktorym sie jest w ciazy i ma sie dwoje dzieci. To raczej nie jest zwyczajne zycie tylko jakis dramat psychologiczny.Ta zona musiala byc naprawde nieszczesliwa z mezem co swietle historyjki niedziwne. To ze sama znam przytoczona historyjke pt" Jak naiwny zakochany poslubil kobiete otwarta" to nie znaczy ze jest to zwyczajne zycie.
                                          • kora3 Re: To jest zwyczajnie życie 23.03.14, 12:05
                                            Babo to na pewno jest społecznie ciekawy temat, ale nie na to forum, serio.
                                            • baba67 Re: To jest zwyczajnie życie 23.03.14, 12:20
                                              Co zrobie , facet wydaje mi sie antypatyczny a Twoje zachwyty mocno na wyrost.
                                              • kora3 Re: To jest zwyczajnie życie 23.03.14, 13:09
                                                baba67 napisała:

                                                > Co zrobie , facet wydaje mi sie antypatyczny a Twoje zachwyty mocno na wyrost.
                                                >


                                                babo, a skad pomysł, ze ów pan budzi mój zachwyt? Bo znów - nie wiem. Przepraszam, ale Ty często wyciągasz b. daleko idące wnioski z niczego.
                                                Czy to iż iwazam pana za kulturalnego to zaraz jest jakiś "zachwyt" ?
                                                • baba67 Re: To jest zwyczajnie życie 23.03.14, 13:51
                                                  Dla mnie okreslenie ze ktos jest taktowny i kulturalny to bardzo duza pochwala, moze stad ten zachwyt.
                                                  • kora3 Re: To jest zwyczajnie życie 23.03.14, 14:03
                                                    a dla mnie stwierdzenie jakiegoś, w tym przypadku akurat pozytywnego faktu.
                                                    Moje zdanie na jego temat podziela także jego eksmałzonka Babo. Bo na jego miejscu niejeden pewnie zmieszałby ją z błotem w sadzie, do znajomych itd. a także niejeden starałby się dokuczyć w ramach zemsty. A on - nie. Nie rozwija tematu swego bylego małżeństwa, nie kłoci się z nią, nie robi kwasów. Owszem - o przyjaźni miedzy tymi eksami trudno mówic, ale zachowują poprawne i kulturalne relacje.
    • milamala Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 21.03.14, 21:50
      Rodzic ma prawo sam decydowac kto ma prawo brac na rece jego potomka. Obrazanie sie nie na miejscu. Moze byc przyjaciolce przykro, ale takie jest zycie. Dziecko to nei zabawka.
    • kora3 Moi mili 22.03.14, 08:10
      nie bylam przy tej sytuacji.
      Wiem natomiast, że ów tato jest człowiekiem taktownym i kulturalnym. Wiec nie przypuszczam, żeby wobec znajomej zachowa się obcesowo.
      Czy wyjaśnienie jego w termacie niechęci do dawania dziecka na ręce komu popadnie było niegrzeczne?
      Moim zdaniem - nie. Jak słusznie ktoś tu napisał - dziecko to nie zabawka.

      Szczerze mówiąc nie za bardzo rozumiem ludzi, którzy tak bardzo chcą obcałowywać i przytulać cudze, nieznajome im dzieci. Ani to dla dziecka zdrowe, ani przede wszystkim - wychowawcze.


      Korcia
      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
      • baba67 Re: Moi mili 22.03.14, 09:09
        Moze umie byc taktowny i kulturalny ale tu mu najwyrazniej nie wyszlo.
      • ann.38 Re: Moi mili 22.03.14, 09:42
        Widzisz Koro, jaki to jest sens opisywać przypadki znajomych, usłyszane itp. Piszesz- "o ile mi wiadomo", "nie przypuszczam". To może być w tej sytuacji duża różnica, co dokładnie i jak powiedział. Poza tym, na czym polegało "obrażenie" się tej pani? Informację masz zapewne tylko od tego "taktownego i kulturalnego" taty. Pobiegła z płaczem? Zwyzywała go? Powiedziała, co mysli o takim zachowaniu i rozluźniła kontakty? Mam wrażenie, że czasami, to "obrażenie się" to takie słówko pomocne, aby przerzucić problem na drugą stronę i zasugerowanie, że to osoba dziecinna, obrażalska, z niską samooceną (skoro zmartwiła się moją opinią).
        • baba67 Re: Moi mili 22.03.14, 09:52
          Dokladnie. Co konkretnie zrobila znajoma? zareagowala jak ktos komu zrobilo sie przykro? Ja bym tez tak zrobila.
          Zostawianie kobiety kiedy sie ma male dziecko nie swiadczy o tym panu dobrze.Pewnie ze Korcia sie nie dziwi ze sie wyprowadzil-dziecko sie drze, kobieta nerwowa, sfrustrowana i przemeczona, najlepiej sie po prostu wyprowadzic.Taktownie i kulturalnie.
          Z wyjatkiem sytuacji kiedy kobieta ma juz innego partnera jest to zwyczajnie cienkie.
          • kora3 Re: Moi mili 22.03.14, 11:18
            baba67 napisała:

            > Dokladnie. Co konkretnie zrobila znajoma? zareagowala jak ktos komu zrobilo sie
            > przykro? Ja bym tez tak zrobila.


            Konkretnie powiedziała do przyjaciółki pana, z którą była, że jest obrazona, bo potraktował ja jak "trędowatą".

            > Zostawianie kobiety kiedy sie ma male dziecko nie swiadczy o tym panu dobrze

            Ja w adekwatnej sytuacji także bym ja, jak to ujęłas, zostawiła. A Ty? No kto wie ...


            .Pe
            > wnie ze Korcia sie nie dziwi ze sie wyprowadzil


            Nie, absolutnie się nie dziwię - też bym tak zrobiła.

            -dziecko sie drze, kobieta nerwo
            > wa, sfrustrowana i przemeczona, najlepiej sie po prostu wyprowadzic.Taktownie i
            > kulturalnie.


            On się wyprowadził nim dziecko przyszło na świat Babo. Owszem - taktownie i kulturalnie. Nie wiem ilu z nas w adekwatnej sytuacji byłoby stać na to ...

            > Z wyjatkiem sytuacji kiedy kobieta ma juz innego partnera jest to zwyczajnie ci
            > enkie.


            No właśnie ma i miała tylko nie wspomniała o tym męzowi.
            • baba67 Re: Moi mili 22.03.14, 11:58
              A czy to dziecko aby jego?
              No normalnie na klasykow sie zebralo. jest u Kochanowskiego taka fraszka do takiej sytuacji.
              • kora3 Aby tak Babo 22.03.14, 12:12
                nie wdając się w szczegóły - miał on co do tego takie same wątpliwości, co Ty, które zostały rozwiane za pomocą testów (bez udziału sadu, za zgodą i przy współpracy matki)
                • baba67 Re: Aby tak Babo 22.03.14, 12:36
                  Predzej podam reke uczcowej prostytutce(nie okradajacej klientow) niz takim osobom jak ta pani.
                  • kora3 Re: Aby tak Babo 22.03.14, 12:39
                    baba67 napisała:

                    > Predzej podam reke uczcowej prostytutce(nie okradajacej klientow) niz takim oso
                    > bom jak ta pani.


                    Podawaj komu chcesz smile - tylko to jest watek nie o podawaniu reki, a o niedawaniu dziecka obcym na ręce smile
        • kora3 Informację mam od drigiej pani 22.03.14, 11:14
          jego przyjaciółki, która przy tym była. Pan się wraz z dzieckiem wkrótce oddalił, a panie nadal spędzały czas razem i to owej przyjaciółce pana (przyjaciółce - bez podtekstów, bo pewnie zaraz się pojawiąsmile) znajoma powiedziała, ze jest na pana obrazona, bo potraktował ją jak "tędowatą" - cytat.
          • ann.38 Re: Informację mam od drigiej pani 22.03.14, 11:32
            Faktycznie takich słów użyła: "jestem obrażona?". Zazwyczaj ludzie mówią coś w stylu:" ale on się zachował", no ale może tu było inaczej. Czyli powiedziała koleżance, co poczuła. Będziemy oceniać jej uczucia? Poza tym, to nie była obca osoba pchająca się z łapami tylko znajoma, a raczej dwie znajome, tyle, że jedna dużo bliższa. Niekoniecznie trzeba w towarzystwie tak podkreślać, że ten bliższy przyjaciel, a ten dalszy. No i w końcu nie odnosisz się do tego, co kilka osób pisało- ma prawo nie dawać na ręce, ale mógł to ładniej uzasadnić. Ale tu wracamy do tego, że Ciebie przy tym nie było i nie wiesz dokładnie, jak ojciec się zachował, bo teraz go bronisz, że taki taktowny.
            • kora3 Re: Informację mam od drigiej pani 22.03.14, 11:55
              ann.38 napisał(a):

              > Faktycznie takich słów użyła: "jestem obrażona?".

              No tak powiedziała do swojej koleżanki, a przyjaciółki tego pana, że czuje się przezeń obrazona, bo potraktował ją jak "trędowatą"

              . Będziemy oceniać jej uczucia?

              Wiesz - uczucia uczuciami, odczucia odczuciami. Ale jeśli np. idę z kolezanką i spotykamy jej przyjaciółkę, to ja nie mam jakichś dziwnych odczuć w związku z tym, że z kolezanka spotkana pani pewnie serdeczniej się przywita, niż ze mną.

              Poza tym - nie wiem skąd kobiecie wziął się wątek "tredowatej" - gośc nie powiedział, że nie chce, żeby brała dziecko na ręce, bo obawia się, ze mały czyms się zarazi od niej, tylko wyjaśnił, że oboje z matką dziecka nie chcą go uczyć zbytniej ufności wobec obcych.
              Co w tym wskazuje na jakiś "trąd" u niej?

              Poza tym, to nie była obca o
              > soba pchająca się z łapami tylko znajoma, a raczej dwie znajome, tyle, że jedna
              > dużo bliższa. Niekoniecznie trzeba w towarzystwie tak podkreślać, że ten bliżs
              > zy przyjaciel, a ten dalszy.


              Niekoniecznie też trzeba zaraz "pchać się z łapami" do cudzych dzieci, prawda?
              Ta kobieta ojca dziecka ledwo zna - nawet nie wiedziała, że został niedawno ojcem! Trudno taką znajomość nazwać "dalszą przyjaźnią" - cokolwiek termin ten miałby oznaczać.
              On nie podkreślał, w stylu, ze "nie, bo mało się znamy" tylko uzasadnił, jak wspomniałam.


              No i w końcu nie odnosisz się do tego, co kilka os
              > ób pisało- ma prawo nie dawać na ręce, ale mógł to ładniej uzasadnić. Ale tu wr
              > acamy do tego, że Ciebie przy tym nie było i nie wiesz dokładnie, jak ojciec si
              > ę zachował, bo teraz go bronisz, że taki taktowny.


              Opis jego zachowania i uzasadnienie odmowy podania dziecka znam z relacji jego przyjaciółki obecnej przy tym. Dziewczyna jest szczerze zdziwiona, że tamta poczuła się urazona tym uzasadnieniem. Dlaczego gośc miałby kłamać? Przecież to nic nagannego, ani obraźliwego, że uczą dziecko, by nie było zbyt ufne w stosunku do obcych osób.
              A ta pani - w odróżnieniu od przyjaciółki taty - jest dziecku całkowicie obca!
              Gdyby tak każdemu swojemy znajomemu i znajomej matka i ojciec pozwalali na branie dziecka na ręce (przytulanie, całowanie itd.) to calą te naukę diabli by wzięli, bo to jest małe jeszcze bardzo dziecko, które nie rozumie, że ta pani to jest znajoma taty, czy mamy.

              Uważam argumentację gościa za logiczną oraz wyrażoną grzecznie i taktownie
              • baba67 Re: Informację mam od drigiej pani 22.03.14, 12:00
                Pchac sie z lapami to specjalnie nie wypada.Niemniej nie nazwalabym uzasadnienia pana taktownym.
                • kora3 A Rwoim zdaniem CO powinien powiedzieć? 22.03.14, 12:21
                  Kłamac, ze dziecko się boi obcych? po co?

                  Moim zdaniem gość zachował się normalnie i taktownie - tak ustalili z matką dziecka, takie mają (moim zdaniem słuszne) przekonanie, które nikogo nie obraza i nie stawia w złym swietle.
                  Trzeba mieć naprawdę ała na swoim punkcie, żeby takie uzasadnienie, bedac osobą dla tego dziecka obcą odczytać, jako cos osobiście nieprzyjemnego.

                  Mojej siostrze, która poczęstowała bawiącego się z jej synkiem chłopca jakimiś cukierkami, czy chrupkami, matka dziecka zwróciła uwagę, żeby tego nie robiła, bo ona uczy dziecko, by nie brało nic do jedzenia od obcych. Moja siostra przeprosiła i tyle. Nie poczuła się urazona, natomiast zastanowila się, czy aby ta mama nie ma racji...
                  • baba67 Re: A Rwoim zdaniem CO powinien powiedzieć? 22.03.14, 12:29
                    Alez ja nie uwazam ze takie przekonanie jest zle. Nietaktowne jest tylko podkreslanie roznic w towarzystwie bo to niepotrzebnie sprawia przykrosc.
                    Oczywiscie jesli jestem z kolezanka a ta spotyka przyjacipolke ktora ja ledwo znam to jasne ze z nia ie obsciska a mi powie czesc, reke poda czy kiwnie glowa. Na tym etapie to jest wszystko naturalne, schody zaczynaja sie pozniej. Podkreslanie w towarzystwie ze ja z Kasia to jak siostry jest nietaktowne.
                    • kora3 Ale on ciczego nie podkreślał 22.03.14, 12:43
                      Nie powiedział: "Nie bierz go na ręce, bo jesteś obca. Kaśka wzięła, ale to moja serdeczna przyjaciółka od 20 lat"

                      Uzasadnienie odmowy podania dziecka tej pani nie było żadnym podkreślaniem, było całkowicie neutralne - staramy się nie uczyć go zbytniej ufności wobec obcych osób - tyle.
                      Ta kobieta WIE przecież sama, ze ona jest dla dziecka OBCA, a przyjaciółka jego ojca - nie.
              • matylda1001 Re: Informację mam od drigiej pani 22.03.14, 13:53
                kora3 napisała:

                >Gdyby tak każdemu swojemy znajomemu i znajomej matka i ojciec pozwalali na branie dziecka na ręce (przytulanie, całowanie itd.)

                A czy wzięcie cudzego dziecka na ręce jest jednoznaczne z przytulaniem, całowaniem? Tego nie wolno robić w żadnym razie, ale tego ten ojciec nie miał powodu podejrzewać.

                >to calą te naukę diabli by wzięli, bo to jest małe jeszcze bardzo dziecko, które nie rozumie, że ta pani to jest znajoma taty, czy mamy. <

                Po co dziecku taka nauka w wieku 10 miesięcy? Jeśli w celu kształtowania nawyków, to chybiony pomysł.
                • kora3 Re: Informację mam od drigiej pani 22.03.14, 14:03
                  matylda1001 napisała:
                  >
                  > A czy wzięcie cudzego dziecka na ręce jest jednoznaczne z przytulaniem, całowan
                  > iem? Tego nie wolno robić w żadnym razie, ale tego ten ojciec nie miał powodu p
                  > odejrzewać.


                  nie jest równowznaczne, ale branie na ręce przez kazdą przypadkowa znajomą osobe, która ma taką chęc TEŻ jest niezgodne z tym, czego ojciec i matka chcą malucha nauczyć.
                  Powiedz mi PO CO w ogóle brać na rece OBCE dziecko bez zachęty ze strony jego rodziców?
                  >
                  > Po co dziecku taka nauka w wieku 10 miesięcy? Jeśli w celu kształtowania nawykó
                  > w, to chybiony pomysł.


                  a ja wcale nie uwazam, że chybiony.
    • ann.38 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 16:37
      Swoją drogą dziwne, że człowiek, który ma już swoje lata, wychowuje trzecie dziecko, wierzy, że od tego czy niemowlaczka będą brać na ręce znajome zależy to, czy ono jako kilku czy kilkunastolatek będzie pozwalał obściskiwać się komu popadnie i czy będzie zbyt ufne wobec obcych.
      • baba67 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 16:44
        Rodzice maja prawo do roznych teorii ale wszystko powinno byc z wyczuciem. Takt, to jest to (nie posiadam za duzo zatem doceniam w pelni).
      • kora3 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 22:18
        nie. dla mnie to nie jest dziwne - i nie chodzi o to, jak dziecko będzie reagować jako kilkunastolatek, a właśnie KILKU - latek. Nastolatkowi można wiele wyjaśnić, maluch w wieku przedszkolnym reaguje na zasadzie wyuczonych zachowań.
        Nie ma sensu zaznajamiać takie dziecko z przepisami ruchu drogowego, gdy ma 3 lata, lepiej mu nie pokazywać, ze można przejść na czerwonym świetle, gdy nic nie jedzie, prawda?
        • matylda1001 Re: "Co wolno wojewodzie, to nie Tobie 22.03.14, 23:57
          kora3 napisała:

          > lepiej mu nie pokazywać, ze można przejść na czerwonym świetle, gdy nic nie jedzie, prawda? <

          Oj, prawda, prawda... ale jeszcze lepiej zacząć od 10 miesiąca wink Czym skorupka za młodu nasiąknie...
          • kora3 Wiesz Matyldo 23.03.14, 00:14
            nie mam doświadczenia z wychowywaniem dzieci, ale z czasów, gdy mnie wychowywano pamiętam, że konsekwencja to bardzo ważny element w przekazywaniu dziecku tego, czego się chce je nauczyć.
            Dlatego może moi rodzice nie mieli problemu z tym, żebym po sobie sprzątała, jako nastolatka, bo kiedy miałam kilka lat wymagali, żebym zebrała porozrzucane przez siebie zabawki. Tak, ze z tą skorupką coś na rzeczy jest smile

            A poza tym - naprawdę nie wiem co jest zlego w tym, ze rodzice mają jakiś zamysł co do wychowania swego dziecka, w dodatku spójny u obojga i się go trzymają.
            Nie pojmuje też dlaczego dziecko miałoby być traktowane, jak jakaś atrakcja i dawane na rece komu popadnie, bo ktoś się obrazi. Dla mnie raczej osoba, która bez zachęty ze strony rodzica, jak to ktoś tu już określił "pcha się z łapami" do dziecka jest niekulturalna i nietaktownie się zachowuje.

            Wspomniałaś coś o tym, że na rece to ok, ale całować obce dziecko, obsciskiwac - to już nie Twoim zdaniem. Ok - to załóżmy, że jest taka mama/taki tata, którzy nie mają nic przeciw wzięciu malucha na rece przez kogoś, ale żeby je całował - nie chcą. No i co? Bierze taki ktoś na rece i zaczyna obcałowywać - co mogą TAKTOWNIE zrobić?
            • matylda1001 Re: Wiesz Matyldo 23.03.14, 01:19
              kora3 napisała:

              > nie mam doświadczenia z wychowywaniem dzieci, ale z czasów, gdy mnie wychowywan
              > o pamiętam, że konsekwencja to bardzo ważny element w przekazywaniu dz
              > iecku tego, czego się chce je nauczyć. <

              Oczywiście, pod warunkiem, że to ma sens. Ja nie widzę sensu w uczeniu dziecka nieufności do wszystkich jak leci, tak na wszelki wypadek. Takie działanie uważam nawet za szkodliwe. Natomiast gdy dziecko jest starsze, warto nauczyć je ostrożności w kontaktach z otoczeniem, ale to już coś zupełnie innego.

              > Nie pojmuje też dlaczego dziecko miałoby być traktowane, jak jakaś atrakcja i dawane na rece komu popadnie.<

              Dla tych, ktorzy lubią dzieci, maleństwo jest swojego rodzaju atrakcją, w pozytywnym znaczeniu. Nawet jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w jakiej znaleźli się ludzie, o których tu rozmawiamy, bo wiele takich sytuacji widziałam i sama w wielu uczestniczyłam. Spotkali się, zaczęli rozmawiać, dziecko zaczęło marudzić. Ojciec wyjął synka z wózka. Od tej chwili wszyscy skupili się na dziecku. Chrzestna wzięła chłopczyka z rąk ojca, a znajoma, nie chcąc wypaść na obojętną wyciągnęła ręce do dziecka z pytaniem "Przyjdziesz do mnie"? Wtedy musiało paść to mało delikatne NIE POZWALAM. Naturalnie mogę się mylić co do przebiegu zdarzenia, ale nie co do sensu. I jeszcze raz zapytam - co by się stało, gdyby kobieta przez chwilę potrzymała to dziecko na rękach?

              >, bo ktoś się obrazi<

              Jestem przekonana, że jeśli ta kobieta rzeczywiście się obraziła, to nie dlatego, że nie pozwolono jej wziąć dziecka na ręce, ale z powodu sposobu, w jaki ten zakaz wyartykułowano.

              > Dla mnie raczej osoba, która bez zachęty ze strony rodzica, jak to ktoś tu już określił "pcha się z łapami" do dziecka jest niekulturalna i nietaktownie się zachowuje. <

              Wiesz, gdyby ta kobieta sama zaczęła wyciągać dziecko z wózka, to na pewno nie byłoby ani kulturalnie ani taktownie. Gdyby zaczęla wyrywać malucha z objęć cioci, to można by powiedzieć, że pcha się z łapami. Ale takiej sytuacji nie było?

              >> Wspomniałaś coś o tym, że na rece to ok, ale całować obce dziecko, obsciskiwac - to już nie Twoim zdaniem. Ok - to załóżmy, że jest taka mama/taki tata, którzy nie mają nic przeciw wzięciu malucha na rece przez kogoś, ale żeby je całował - nie chcą. No i co? Bierze taki ktoś na rece i zaczyna obcałowywać - co mogą TAKTOWNIE zrobić? <

              Ja bym "zauważyła właśnie", że dziecku przesunęła się pieluszka i zabrałabym je z kolan "całuśnika" w trosce o jego garderobę smile
              • znana.jako.ggigus mam to same odczucia co do sytuacji 23.03.14, 01:37
                mogłabym napisać taki sam postsmile)
                • kora3 zatem mozesz mi wyjaśnic 23.03.14, 02:16
                  dlaczego rodzic, który nie chce, by ktoś (konkretny, grupa ludzi) bral jego dziecko na rece musi się jednak na to zgodzić, bo ten ktoś ma chęć?
                  • ach_dama_byc_z_kanady Re: zatem mozesz mi wyjaśnic 23.03.14, 06:33
                    kora3 napisała:
                    dlaczego rodzic, który nie chce, by ktoś (konkretny, grupa ludzi) bral jego dziecko na rece musi się jednak na to zgodzić, bo ten ktoś ma chęć?

                    Nie musi sie wcale godzic. musi tylko odmowic grzecznie i tak, aby nie urazic uczuc osoby
                    ktorej odmawia.

                    osoba "odmowiona" z kolei, nie powinna sie obrazac z powodu odmowy (wykonanej grzecznie i taktownie).


                    Minnie
                    • kora3 jak byłoby w tym przypadku taktownie? 23.03.14, 12:08
                      Baba zwraca uwagę, że "obraźliwe" moglo być tu słowo "obcy". Czy "nieznajomy" byłoby lepsze?
                      • baba67 Re: jak byłoby w tym przypadku taktownie? 23.03.14, 12:18
                        Ta pani nie jest nieznajoma, ale masz racje, brzmi lepiej. jeszcze lepiej by brzmialo osob ktorych dziecko dobrze nie zna z dodatkiem (niekoniecznie prawdziwym) bo reakcja dziecka bywa rozna.A tak naprawde najlepisj nie dopuszczac do klimatow rodzinnych kiedy trzecia osoba sie w tych klimatach nie miesci.
                        • kora3 Re: jak byłoby w tym przypadku taktownie? 23.03.14, 13:04
                          baba67 napisała:

                          > Ta pani nie jest nieznajoma,

                          - dla dziecka Babeczko JEST smile

                          ale masz racje, brzmi lepiej. jeszcze lepiej by br
                          > zmialo osob ktorych dziecko dobrze nie zna z dodatkiem (niekoniecznie prawdziwy
                          > m) bo reakcja dziecka bywa rozna.A tak naprawde najlepisj nie dopuszczac do kli
                          > matow rodzinnych kiedy trzecia osoba sie w tych klimatach nie miesci.


                          Babeczko wybacz, ale nie da się tak żyć. Ludzie mogą przypadkiem na ulicy spotkać ojca, matkę, brata, siostrę, ukochaną, przyjaciela i co? Mają nie dopuszczać do klimatów, bo jakiś znajomy się obrazi, ze nie jest potraktowany jak brat?
                          • baba67 Re: jak byłoby w tym przypadku taktownie? 23.03.14, 14:00
                            No wlasnie-dla dziecka jest nieznajoma.Slowo obcy jest niemile.Podkreslenie nieznajomych dla dziecka czyni sytuacje nieco przyjemniejsza. I mozna sobie darowac te gadki o ufnosci czy nieufnosci bo sie mozna narazic na opinie dziwaka.
                            Jak to nie da sie tak zyc-przez kilka minut na ulicy ?Naprawde?Nie mozna sie powstrzymac od zapraszania do siebie w obecnosci kogos kto nie jest zaproszony?Rozmawiania tylko o swoich sprawach w dobie tel kom? Powaznie piszesz?
                            • kora3 Re: jak byłoby w tym przypadku taktownie? 23.03.14, 14:06
                              baba67 napisała:

                              > No wlasnie-dla dziecka jest nieznajoma.Slowo obcy jest niemile.Podkreslenie nie
                              > znajomych dla dziecka czyni sytuacje nieco przyjemniejsza


                              No możliwe

                              . I mozna sobie darowa
                              > c te gadki o ufnosci czy nieufnosci bo sie mozna narazic na opinie dziwaka.


                              Dlaczego? Przecież większość rodziców chce, żeby dziecko nie było zbytnio ufne wobec obcych.

                              > Jak to nie da sie tak zyc-przez kilka minut na ulicy ?Naprawde?Nie mozna sie po
                              > wstrzymac od zapraszania do siebie w obecnosci kogos kto nie jest zaproszony?Ro
                              > zmawiania tylko o swoich sprawach w dobie tel kom? Powaznie piszesz?


                              Babo, teoretycznie można, ale naprawdę nie wiem co jest złego w tym, że bliska kolezanka powie do mnie na odchodnym po przypadkowym spotkaniu w obecności innej - "No to wpadnę jutro do Ciebie"
                              • baba67 Re: jak byłoby w tym przypadku taktownie? 23.03.14, 14:14
                                No nie ma jesli KOLEZANKA POWIE.Troche inaczej zabrzmi jesli TY POWIESZ-to wpadnij do mnie jutro, pogadamy.Choc to jeszcze nie gafa oczywiscie.
                                • kora3 Ale dlaczego? 23.03.14, 14:23
                                  Dlaczego Babo? właśnie tego usiłuje się w tym watku dowiedzieć! Dlaczego niebliska mi znajoma miałaby czuc się niemile z tym, że wpadnie do mnie bliska mi kolezanka.
                                  Przecież WIE, ze nie jesteśmy blisko, Babo, WIE.

                                  To jest dokładnie tak, jakby ktoś będący z kims na "pan/pani" czuł się głęboko dotknięty tym, że inna osoba w ich towarzystwie jest na "ty". Np. bo mówienie komus per Ty z reguły oznacza blizsza relację, niż gdy się "panuje", prawda? No i co? w tej sytuacji trzeba mowić per pan/pani do kogoś z kim się jest na Ty, czy też ta osoba, która jest na per pani ma natychmiast zaproponować przejście na Ty? no nie
                                  • baba67 Re: Ale dlaczego? 23.03.14, 17:28
                                    No to co ze wie? Nieeleganckie to jest i juz. Moze nie nietakt ale cos takiego na pograniczu.Nie chodzi o to ze kolezanka poczuje sie dotknieta. Gdyby chciala sie tak samo blisko przyjaznic to by wlozyla w to troche czasu i zaangazowania, widac woili luzniejsze relacje.
                                    ALE jesli w obecnosci mniej bliskiej kolezanki zapraszam bardziej bliska komunikat jest "ciebie nie zapraszam". Nie rozumiem po co takie roznicowanie.
                                    No chyba ze chodzi o impreze na ktora kupiono bilety.
                                  • matylda1001 Re: Ale dlaczego? 23.03.14, 22:57
                                    kora3 napisała:

                                    > Dlaczego Babo? właśnie tego usiłuje się w tym watku dowiedzieć! Dlaczego niebliska mi znajoma miałaby czuc się niemile z tym, że wpadnie do mnie bliska mi kolezanka.
                                    Przecież WIE, ze nie jesteśmy blisko, Babo, WIE. <

                                    No dobrze... Załóżmy że jest taka sytuacja. Blisko Twojego domu spotykasz dwie panie, idą razem. Obie znasz, chociaż jedna jest Twoją dobrą koleżanką, a druga tylko znajomą. Dochodzisz do wniosku, ze to doskonała okazja do zaproszenia koleżanki do swojego domu na kawę i pogaduchy. Teraz, natychmiast. Masz przy tym świadomość, że panie nie wybrały się razem np. na spacer, czy po zakupy, ale wyszły z pracy i podążają w kierunku przystanku, gdzie każda z nich wsiądzie do swojego tramwaju. Co zrobisz w takiej sytuacji?
                                    • ach_dama_byc_z_kanady Re: Ale dlaczego? 24.03.14, 01:18
                                      Załóżmy że jest taka sytuacja. Blisko Twojego domu spotykasz dwie panie, idą razem. Obie znasz, chociaż jedna jest Twoją dobrą koleżanką, a druga tylko znajomą. Dochodzisz do wniosku, ze to doskonała okazja do zaproszenia koleżanki do swojego domu na kawę i pogaduchy. Teraz, natychmiast. Masz przy tym świadomość, że panie nie wybrały się razem np. na spacer, czy po zakupy, ale wyszły z pracy i podążają w kierunku przystanku, gdzie każda z nich wsiądzie do swojego tramwaju. Co zrobisz w takiej sytuacji?

                                      Nie wiem co Kora by zrobila w takiej sytuacji ale to co ja bym zrobila
                                      zapytalalbym czy panie gdzies sie razem wybieraja. po uslyszeniu odpowiedzi ze nie,
                                      powiedzialabym bliskiej kolezance jak nie spieszysz sie do domu to wpadnij na kawe.
                                      i tyle.
                                      po prostu wszystkie trzy wiemy jaka jest relacja.

                                      dodam ze nie raz bylam w takiej sytuacji, na obu koncach kija.

                                      Minnie
                                      • baba67 Re: Ale dlaczego? 24.03.14, 07:39
                                        Ja bym tak nie zrobila, czulabym sie z tym zle. Niemniej nie jest to nietakt o ile sie oczywiscie zapyta czy nie ida gdzies razem i przeprosi druga pania za odebranie nawet potencjalnie krotkiego(do przystanku) towarzystwa.. Bedac pania "zostawiona" nie obrazilabym sie nawet zyczyla milych ploteczek.
                                        Ale tak mam, wiem, ze to nieracjonalne.
                                        • ach_dama_byc_z_kanady Re: Ale dlaczego? 24.03.14, 20:49
                                          baba67 napisała:
                                          Ja bym tak nie zrobila, czulabym sie z tym zle. Niemniej nie jest to nietakt o ile sie oczywiscie zapyta czy nie ida gdzies razem i przeprosi druga pania za odebranie nawet potencjalnie krotkiego(do przystanku) towarzystwa.. Bedac pania "zostawiona" nie obrazilabym sie nawet zyczyla milych ploteczek.

                                          A co powiesz Babo na:
                                          po zapytaniu czy panie sie gdzies razem wybieraja i ze nie: sluchaj Kasiu, mam sprawe do ciebie, moze bys wpadla do mnie na moment?"

                                          Minnie
                                          • ach_dama_byc_z_kanady Re: Ale dlaczego? 24.03.14, 21:11
                                            W ostatecznosci- mozna wyslac dyskretnie sms - nie chce urazic znajomej,
                                            zrob cos abys do mnie teraz wpadla bez niej na kawe. czekam w domu smile. Kora

                                            Minnie
                                            • baba67 Re: Ale dlaczego? 24.03.14, 21:47
                                              Tez dobrze.
                                          • baba67 Re: Ale dlaczego? 24.03.14, 21:45
                                            Na pewno lepiej brzmi, tak samo prosba o pomoc. To nie jest jakies wykluczanie, wiadomo ze wszyscy nie pomoc wszystkim we wszystkim wiec sie zwracamy do tych co moga.
                                    • baba67 Re: Ale dlaczego? 24.03.14, 07:34
                                      Zaprosi, niby dlaczego nie? Przeciez ta znajoma wie ze Korcia jest z druga pania blisko i ze zapraszaja sie na kawki.
                                      Wersja dla mnie jedyna dopuszczalna-pojsc z obiema paniami na przystanek liczac na to ze tramwaj znajomej przyjedzie pierwszy.Jesli nie, no coz.
                                      • kora3 haha 24.03.14, 10:00
                                        baba67 napisała:

                                        > Zaprosi, niby dlaczego nie? Przeciez ta znajoma wie ze Korcia jest z druga pani
                                        > a blisko i ze zapraszaja sie na kawki.
                                        > Wersja dla mnie jedyna dopuszczalna-pojsc z obiema paniami na przystanek liczac
                                        > na to ze tramwaj znajomej przyjedzie pierwszy.Jesli nie, no coz.


                                        Jasnowidz z ciebie Babeczko, raczej kiepski - napisałam bowiem, jak rozegrałabym taką sytuację, gdybym naprawdę poczuła gwałtowną potrzebę zaproszenia koleżanki bliskiej - teraz - zaraz.

                                        To zwykle można finezyjnie rozegrać nie kłamiąc przy tym, ani nie podkreślając, ze te się zaprasza, a tamtej nie.
                                        Schodu zaczynają się, gdy osoba niebliska koniecznie chce korzystać ze statusu bliskiej i taka sytuacja miała miejsce właśnie w opisanej scence z dzieckiem.
                                        Tu nie było czegoś takiego, ze oto ojciec mowi "Proszę Kasiu mego dzieciaka na rece, a Tobie Basiu nie dam, boś obca". Czy Wy naprawdę nie rozgraniczacie sytuacji, gdy nie tylko ktoś podkreśla brak bliskości sam z siebie, lecz osoba niebliska pcha się w "kompetencje" bliskiej?

                                        to jest właśnie taka sytuacja, jak opisana przeze mnie kiedyś, że idzemy naszą paczką do domu kolegi, a tu baba obca w zasadzie pyta, czy może iśc z nami. Tu nawet nie zapytała, czy może wziąć małego, tylko wyciągnęła po niego rece.
                                        Czy naprawdę nie widać, ze takie zachowania sa NIETAKTOWNE?
                                        • baba67 Re: haha 24.03.14, 10:14
                                          Oj kochana, jakbym ja chciala byc jasnowidzem, szczegolnie w moim fachusmile
                                          To ze pani zachowala sie nietaktownie to od samego poczatku pisalam tu sie zgadzamy w 100%
                                          Ta sytuacja z kobieta ktora sie dosiadla do paczki jest dla mnie bardzo przekladalna.
                                          I tu i tu osoba nie miala zlych zamiarow, i tu jakos tak poczula sie troche czescia towarzystwa. W obu wypadkach odmowa jest najbardziej dopuszczalna tyle tylko ze w sytuacji z knajpa duzo trudniejsza. W wypadku dziecka wystarczy latwe klamstewko (dziecko boi sie nieznanych sobie osob) bo ta teoria o ksztaltowaniu nieufnosci to bardzo niemila jest poza tym ze dziwaczna.
                                          W wypaku knajpy zacze;la sie od niezrecznsci towarzyskiej(a tej pani dziekujemy) i tak sie skonczylo jak sie skonczylo.Cos posial to zbierasz.
                                          • kora3 Re: haha 24.03.14, 11:05
                                            baba67 napisała:

                                            > Oj kochana, jakbym ja chciala byc jasnowidzem, szczegolnie w moim fachusmile
                                            > To ze pani zachowala sie nietaktownie to od samego poczatku pisalam tu sie zga
                                            > dzamy w 100%


                                            Zatem wychodzimy od tego, że NIE NALEZY SAMOWOLNIE USIŁOWAC BRAĆ NA RECE CUDZYCH DZIECI, bo to jest niegrzecznie, a jeśli się to robi, to należy liczyć się z tym, że rodzic zwróci nam uwagę?

                                            > Ta sytuacja z kobieta ktora sie dosiadla do paczki jest dla mnie bardzo przek
                                            > ladalna.
                                            > I tu i tu osoba nie miala zlych zamiarow


                                            Babo, ale zamiary nie mają tu niczego do rzeczy - podkreślam to któryś raz. My mówimy tu o tym CO WYPADA, a czego NIE. Nie wypada brać bez zachęty na ręce cudzych dzieci i nie wypada wpraszać się na spotkania - nieprawdaż? No i szafa gra, a komoda tańczy.
                                            Następnie dyskutujemy jak taktownie wybrnąć z takiej sytuacji, gdy ktoś wspomnianych zasad dobrego wychowania się nie trzyma.

                                            , i tu jakos tak poczula sie troche cz
                                            > escia towarzystwa


                                            No i? jej odczucia nie jaką nic do rzeczy - inicjatywa - czy to zaproszenia, czy podania dziecka nie jest po stronie tych pań.

                                            W wypadku dziecka wystarczy latwe
                                            > klamstewko (dziecko boi sie nieznanych sobie osob) bo ta teoria o ksztaltowaniu
                                            > nieufnosci to bardzo niemila jest poza tym ze dziwaczna.


                                            Niekształtowaniu zbytniej ufności - nie sądze, ze jest dziwaczna. Wiekszosc rodziców upomina dzieci, by: nie otwierały drzwi osobom obcym, nie wsiadały z nimi do samochodu, ani nigdzie nie chodziły, nie dawały się takimż skusić na ciastka czy cukierki. Tylko, że większość rodziców jest niekonsekwentna i najpierw pozwala malucha brać na rece komu popadnie, a ww. mądrości naucza, gdy jest większy już.

                                            > W wypaku knajpy zacze;la sie od niezrecznsci towarzyskiej(a tej pani dziekujem
                                            > y) i tak sie skonczylo jak sie skonczylo.Cos posial to zbierasz.


                                            Niezrecznosc była ze strony PANI Babo. Nie wypada wpraszać się do kogoś.
                                            • baba67 Re: haha 24.03.14, 11:53
                                              Nie wypada zapraszac o siebie wszystkich osob przy stoliku z wyjatkiem tej jednej. Co innego gdyby grupki byly dwie -jedna idaca gdzies druga nie.
                                              Uczymy dziecko tego czy owego kiedy dziecko ma wystarczajce moce poznawcze.
                                              W tym wypadku jest to niesympatyczne wlasnie w takich sytuacjach i bez sensu bo dziecko zbyt male.zasada niedawania dziecka kazdemu kto chce jest natomiast dobra-nie wiadomo co taka nieznana osoba za zarazka ma akurat i jak dziecko reaguje na obcy zapach i glos.Takie tlumaczenie ludzie naorawde rozumieja o ile jest taktownie wyrazone.Ten pan moze bywa taktowny ale nie tu.
                                              • kora3 Re: haha 24.03.14, 12:10
                                                baba67 napisała:

                                                > Nie wypada zapraszac o siebie wszystkich osob przy stoliku z wyjatkiem tej jedn
                                                > ej. Co innego gdyby grupki byly dwie -jedna idaca gdzies druga nie.


                                                a co Babo w sytuacji, gdy np. wszystkie siedzące przy stoliku osoby wybierają się potem gdzieś. np. do domu osoby, której nie ma w tym miejscu, sa z nią umówione. Dosiada się ktoś znajomy, potem wszyscy poza nią się zbierają i ...? Nie wypada zabierać ze sobą niezaproszonej osoby, prawda? Nie wypada się też wpraszać, ale sa ludzie bezczelni. Co robisz? Kłamiesz, ze idziecie do domu? a jeśli ta bezzcelna osoba mieszka w pobliżu kogoś z grupy i deklaruje chęc pójścia z nim?

                                                > Uczymy dziecko tego czy owego kiedy dziecko ma wystarczajce moce poznawcze.

                                                Babo, to jest nieprawda. Już bardzo maleńkie dzieci uczą się. Nie zdając sobie z tego sprawy tak uczymy się np. mówić - słuchając innych. Dlatego każdy specjalista ci powie, ze nie należy mowić do dziecka symulując seplenienie w dziecinny sposób, nawet gdy jest maleńkie, bo dziecko to słyszy i zapamiętuje. Gdy zaczyna mówić wymagasz, żeby mówiło poprawnie, poprawiasz je, gdy sepleni, albo przekreca wyrazy, tymczasem ono ma zakodowane nieprawidłowe mówienie z czasów, gdy jeszcze nie mówiło.
                                                Jestem na bieżącosmile bo nie tak dawno miałam okazję rozmawiać w ramach pracy z logopedami. Wbrew temu co się wydaje bardzo często seplenienie u dzieci w okresie, gdy już nie powinno go być nie jest związane z jakąś dysfunkcją aparatu mowy, a właśnie nawykowe. .

                                                Po co taka niekonsekwencja? najpierw przyzwyczajać dziecko, że każdy może je brac na rece, a potem uczyć, że nie każdy może je dotykać? Jak to ma sens?
                                    • kora3 Dla mnie b. proste 24.03.14, 08:59
                                      Upewniam się, że panie nie wybierają się gdzieś razem. Jeśli nie mówię do bliskiej koleżanki: "Kasiu, jeśli to nie kłopot, chciałabym Cię prosić o pomoc w pewnej sprawie. Możemy chwilkę porozmawiać?"
                                      Jak znam życie kolezanka mniej bliska pożegna się grzecznie po kilku uprzejmościach i pójdzie, a wtedy będę mogła zaproscić koleżankę bliską do siebiesmile

                                      Tylko, ze Matti, to jest sytuacja, gdy inicjatywa jest po mojej stronie , a sytuacja z dzieckiem jest dokładnie odwrotną. Tzn. to baba pchająca się z lapami naprasza się. To jest dokładnie tak, jakby w sytuacji z koleżankami ta bliska spotkawszy mnie powiedziała "Kora, mam do Ciebie sprawę, możemy teraz pogadać?" - na co ta niebliska "To ja z wami".

                                      Moja siostra miała kiedyś następującą sytuację: ona zadzwoniła do bliskiej koleżanki, która gdzieś na mieście była z inną. Miała do niej jakąs pilną sprawę i zapytała, czy ta bliska kolezanka może do niej wpaść. Była dość swieżo po porodzie, w nienajlepszej jeszcze formie (poród cieżki), z małym dzieciątkiem w domu. Bliska koleżanka potwierdziła - wpadnie. A ta niebliska zapytała z kim gadała i do kogo wpadnie. Bliska nie skłamała - do K., bo ma do mnie sprawę. Na co Niebliska "Ach, K! Znam ją! chyba niedawno urodziła! Idę z Tobą!"
                                      Bliska kolezanka może nie była zbyt taktowna Twoim zdaniem, ale powiedziała "Wiesz, ona ma sprawę osobistą do mnie, po za tym jest świeżo po powrocie ze szpitala z małym, wiec nie chciałabym jej zaskakiwać tym, że przyjdę z Tobą" Tamta się naburmuszyła, ale odczepiła.
                                      A tak naprawdę to nie było ządnego powodu, żeby ona spontanicznie szła z tą Bliską to mojej siostry, bo ani się za dobrze nie znają (z pracy jedynie, inny dział), ani nie kolegują, poza tym moja siostra jej nie zapraszała, ani nie prosiła o spotkanie.
                                      Nie będziesz mnie chyba przekonywać, że propozycja Niebliskiej, iż pójdzie z Bliską była taktowna i kulturalna? Wiem, zaraz będzie o intencjach smile, ale naprawdę one tu nie mają Niczego do rzeczy Matti.
                                      • baba67 Re: Dla mnie b. proste 24.03.14, 10:03
                                        Wg tego co napisalas to jednak poczulabys ze maly wybieg jest potrzebny a nie prosto z mostu-Ciebie Kasiu na herbatke a tej pani dziekujemy.
                                        Nikt naprawde nie twierdzi ze pani zachowala sie taktownie, nawet ja.Nie dawalam dziecka komukolwiek z obawy przed zarazkami.
                                        Jednakowoz przetlumaczywszy Twoja sytuacje z dzieckiem na sytuacje z druga pania to tekst bylby taki
                                        Wybacz Basiu ale dla mnie jestes wlasciwie obca osoba a problemy ktore bede omawiala sa bardzo prywatne.
                                        • kora3 Re: Dla mnie b. proste 24.03.14, 11:21
                                          baba67 napisała:

                                          > Wg tego co napisalas to jednak poczulabys ze maly wybieg jest potrzebny a nie
                                          > prosto z mostu-Ciebie Kasiu na herbatke a tej pani dziekujemy.


                                          To nie jest żaden wybieg Babo, a jeśli Niebliska ma tak narąbane, jak znajoma pana od dziecka, to poczuje się pewnie "wykluczona", bo jak mogę mieć sprawę do Bliskiej, a do niej nie i dlaczego sprawy nie mogę przy niej omawiaćsmile Jeśli Niebliska jest normalna, to jak wspomniałam - po kilku słowach jeszcze pożegna się i pójdzie w swoją stronę nieurazona i niezainteresowana jakaż to sprawę miałam do Bliskiej.

                                          > Jednakowoz przetlumaczywszy Twoja sytuacje z dzieckiem na sytuacje z druga pan
                                          > ia to tekst bylby taki
                                          > Wybacz Basiu ale dla mnie jestes wlasciwie obca osoba a problemy ktore bede om
                                          > awiala sa bardzo prywatne.


                                          Nie Babo - jeśli już to przede wszystkim Basia musiałaby się pchać na omawianie owej sprawy, bo pani do dziecka pchała się z łapami. Gdyby Basia się pchała to adekwatny tekst byłby taki: "Nie gniewaj się Basiu, ale to bardzo osobista sprawa nie do omawiania w gronie znajomych" - dla mnie wobec osoby bezczelnej (a taka Basia byłaby pchając się na omawianie sprawy, gdy nikt jej o to nie prosi) jest całkowicie ok.

                                          Ostatnio nawet "zapuściłam" podobny tekst wobec osoby nachalnej. Umówiłam się z dobrym kumplem w celu omówienia jego osobistych spraw. Usiedliśmy, podchodzi znajoma nr 1 (bardziej mnie, niż koledze znana) : "Cześć, można się dosiąść?" ja: "Cześć Aniu. wiesz, przepraszam, ale mamy do omówienia kilka spraw..." Ania: "Oj to nie przeszkadzam, na razie" - normalna sytuacja. Ania nie robi niczego nietaktownego, przysiadanie się w tym miejscu do także dalszych znajomych jest przyjęte). Ja także nie robię nic nietaktownego - odmawiam podając przyczynę. Teraz podchodzi znajoma nr 2: takie samo pytanie pada i taka sama odpowiedź, tylko z innym imieniem. Ale ta osoba nie odchodzi tylko nawija "A co wy za tajemnice wspólne macie?" - brzmi to zartobliwie ale już jest b. nietaktowne. Ja: "ano mamy, takie nasze" znajoma: "Ale aż takie, ze nie mogę usiąść", ja "Tak, aż takie. Gdyby takie nie były omawialibyśmy to w szerszym gronie"
                                          • baba67 Re: Dla mnie b. proste 24.03.14, 11:59
                                            Nie zgadzam sie i juz tak zostanie.
                                            Nie nazwalabym pani chcacej wziac dziecko na rece nachalna(chciala okazac tak swoje zainteresowanie) tak jak kobiety ktora sama zostaje przy stoliku bo reszta towarzystwa z ktorym spedzila jakis czas tej pani juz dziekuje.
                                            Ta druga baba ktora sie chciala dosiasc nachalna jest a Wasza reakcja adekwatna.
                                            Jest roznica dla mnie zasadnicza ale w zaden sposob Cie nie przekonam wiec sciana.
                                            • kora3 Re: Dla mnie b. proste 24.03.14, 12:33
                                              baba67 napisała:

                                              > Nie nazwalabym pani chcacej wziac dziecko na rece nachalna(chciala okazac tak s
                                              > woje zainteresowanie)


                                              a przepraszam bardzo TY tak obcym zupełnie dorosłym okazujesz zainteresowanie babo? tak, ze ich DOTYKASZ? A może pozwalasz tak okazywać innym zainteresowanie sobą? Pozwalasz się dotykać poufale obcym?

                                              tak jak kobiety ktora sama zostaje przy stoliku bo reszta
                                              > towarzystwa z ktorym spedzila jakis czas tej pani juz dziekuje.


                                              W przedziale kolejowum Babo także spędzasz z ludźmi czas i nawet czasem pewnie wdajesz się w pogawędkę, ale jednak wysiadasz na swojej stacji, czy też jedziesz do końca trasy, bo nie wypada zostawić towarzystwa?
                                              Babo - inną sprawą jest, gdy się z kimś UMÓWIŁAŚ towarzysko, nawet jeśli to nie jest ktoś bliski. Wówczas na pewno nie wypada pozostawiać tej osoby samej. Ale jeśli się nie umawiałaś, a znajoma osoba tylko się do Was/ciebie dosiadła to wypada.
                                              • baba67 Re: Dla mnie b. proste 24.03.14, 14:05
                                                Nie, nie okazuje tak zainteresowania doroslym, Co to za argument w ogole?
                                                Branie dziecka na rece tak dlugo bylo spoleczne akceptowane ze jeszcze jakis czas pozytywne podejscie do tego gestu zostanie.Zbyt poufale jak na znajomosci dotykanie doroslych nigdy akceptowane nie bylo.Niczego procz demegogii w tym porownaniu nie ma.
                                                Obojetnie czy sie z kims umowilas czy nie w momencie kiedy ta osoba staje sie czes ia stolikowego towarzystwa samej sie jej nie zostawia na zasadzie a my idziemy gdzie indziej bo to pachnie remiza.Moemy ewentualnie zbierac sie do domu,
                                                Ja nie przekonam Ciebie, Ty nie przekonasz mnie chocbys zrobila szpagat na rzesach , scianka.
                                                • kora3 Re: Dla mnie b. proste 24.03.14, 14:53
                                                  baba67 napisała:

                                                  > Nie, nie okazuje tak zainteresowania doroslym, Co to za argument w ogole?

                                                  Żaden argument, to było PYTANIE.
                                                  A dlaczego tak nie okazujesz Babo?

                                                  > Branie dziecka na rece tak dlugo bylo spoleczne akceptowane ze jeszcze jakis cz
                                                  > as pozytywne podejscie do tego gestu zostanie.


                                                  wiesz, ja myślę, ze to pozostanie akceptowane społecznie na zawsze smile - trudno sobie wyobrazić opiekę nad małym dzieckiem bez brania go na rece, o okazywaniu mu uczuć przez bliskich nie wspomnę.

                                                  Zbyt poufale jak na znajomosci do
                                                  > tykanie doroslych nigdy akceptowane nie bylo.Niczego procz demegogii w tym poro
                                                  > wnaniu nie ma.


                                                  Babo - ale jeśli relacja jest bliska to poufałe dotykanie dorosłych jest i było akceptowane.
                                                  Małe dziecko nie może wyrazić wprost swej akceptacji dla dotykania jego, wiec kto ma o tym decydować czy dziecko wolno dotykać komus, czy nie? Najcześciej - rodzice.

                                                  > Obojetnie czy sie z kims umowilas czy nie w momencie kiedy ta osoba staje sie c
                                                  > zes ia stolikowego towarzystwa samej sie jej nie zostawia na zasadzie a my idzi
                                                  > emy gdzie indziej bo to pachnie remiza


                                                  A skąd "argument" o jakiejś remizie? Idziemy bo: chcemy do domu, wybieramy się do kina itd.

                                                  .Moemy ewentualnie zbierac sie do domu,

                                                  Albo do pracy, nie? Tylko, ze taka osoba zostanie tak czy owak SAMA przy stole.

                                                  > Ja nie przekonam Ciebie, Ty nie przekonasz mnie chocbys zrobila szpagat na rzes
                                                  > ach , scianka.


                                                  Ale spróbujmy jednak Babosmile od tego jest forum.

                                                  z tego co piszesz wynika, że:
                                                  1. Nie wypada wyjść i pozostawić takiej osoby samej
                                                  2. Wypada jednak, jeśli się chce iść do domu.

                                                  Teraz rodzi się pytanie: co to zmieni dla takiej osoby, czy wszyscy z towarzystwa do którego się dosiadła (a nie z nim umówiła) pójdą do domu, czy do kina np. Wszak i tak zostanie sama, jako i sama przyszła .
                                                  Oczywiście można jej zaproponować kino także, ale można też z dowolnej przyczyny nie chcieć tego robić. Zasadniczo wcale się takiej osobie nie musi owo towarzystwo tłumaczyć dokąd wychodzi. Może, ale takiego obowiązku nie ma. Jeśli wiec owo towarzystwo oznajmia "To my się będziemy już zbierać..." i nic więcej, to taki "dosiadacz się" wcale nie powinien pytać dokąd.
                                                  • baba67 Re: Dla mnie b. proste 24.03.14, 15:31
                                                    Wiesz, rzeczywiscie, tekst -to sie bedziemy zbierac jest jak najbardziej na miejscu. Nie informuje ze idzie sie do kumpla na dalszy ciag imprezy. Tekst nie klamie, ale nie zacheca do dopytywania gdzie (bo pytanie brzmi troche glupio)bo sugeruje ze do domu.
                                                    Jesli pytanie gdzie jednak by padlo to sie smiejemy ,wychodzimy i juz.Mozna jeszcze dodac mamusia/zonusia.podusia
                                                    Jesli dana osoba chce wyjsc z nami,mozna sie pozegnac na pierwszym zakrecie.
                                                  • kora3 Re: Dla mnie b. proste 24.03.14, 15:49
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Wiesz, rzeczywiscie, tekst -to sie bedziemy zbierac jest jak najbardziej na mie
                                                    > jscu. Nie informuje ze idzie sie do kumpla na dalszy ciag imprezy. Tekst nie kl
                                                    > amie, ale nie zacheca do dopytywania gdzie (bo pytanie brzmi troche glupio)bo s
                                                    > ugeruje ze do domu.


                                                    Wiesz babo, rzecz w tym, że podczas tamtego zdarzenia padło właśnie coś takiego "To my lecimy" czy cuś z naszej strony.

                                                    > Jesli dana osoba chce wyjsc z nami,mozna sie pozegnac na pierwszym zakrecie.

                                                    A widzisz - pani owa nie tyle zapytala dokąd idziemy, co właśnie skojarzyła, ze do domu. Tylko, że tak: przyjaciółka, która tam była z nami mieszka niedaleko, ale w przeciwnym kierunku, przyjaciel daleko, ale kawałek w tym samym kierunku co ja i pani, a ów kolega, do którego szliśmy w tym samym kierunku co ja przyjaciel i pani, tylko, ze b. blisko. Ta kobita mieszka koło mnie praktycznie.
                                                    Więc gdybyśmy chcieli ją, ze tak powiem "zgubić" po drodze nie zdradzając się, że idziemy jednak do tego kolegi a nie do domów, to musielibyśmy sporo drogi nadłożyć. smile

                                                    No bo tak: kolega udaje, ze odprowadza przyjaciółkę - idą w przeciwnym do nas kierunku, znikają z pola widzenia nam - wracają do kolegi. Tu luz, ale gorzej ze mna i przyjacielem. Załozmy, iż udajemy, ze on odprowadza mnie (i panią te siłą rzeczy). Praktycznie doszlibyśmy prawie do mnie, bo ona koło mnie mieszka i musielibyśmy wracać, a nie jest to b. blisko od domu kolegi. Po prostu nie zawsze da się zgubić łatwo taką osobę. smile
                                      • matylda1001 Re: Dla mnie b. proste 24.03.14, 12:03
                                        kora3 napisała:

                                        > Upewniam się, że panie nie wybierają się gdzieś razem. Jeśli nie mówię do bliskiej koleżanki: "Kasiu, jeśli to nie kłopot, chciałabym Cię prosić o pomoc w pewnej sprawie. Możemy chwilkę porozmawiać?" Jak znam życie kolezanka mniej bliska pożegna się grzecznie po kilku uprzejmościach i pójdzie, a wtedy będę mogła zaproscić koleżankę bliską do siebiesmile<

                                        Jesteś pewna, że tak dobrze znasz życie? smile a co by było, gdyby ta mniej bliska koleżanka zachowała się tak, jak ta daleka koleżanka Twojej siostry? Sama podałaś przykład świadczący o tym, że wszystko jest możliwe smile
                                        Ja wybrałabym najprostszą metodę. Zaproponowałabym kawkę OBU. Jak znam życie wink dalsza by się wymigała, bo moje towarzystwo wcale nie musi być dla niej takie atrakcyjne, ale może jednak wcale życia nie znam? W każdym razie potraktowałabym obie panie jednakowo. Co z tym zrobią to ich sprawa.

                                        > Tylko, ze Matti, to jest sytuacja, gdy inicjatywa jest po mojej stronie <

                                        Tym trudniej, bo to Ty musisz sprawę załatwić tak, żeby ta druga nie odczuła swojej "gorszej" pozycji. Ona oczywiście zdaje sobie sprawe z tego, że z racji charakteru znajomości jej pozycja jest "gorsza", ale dlaczego miałabyś to podkreślać?

                                        >. To jest dokładnie tak, jakby w sytuacji z koleżankami ta bliska spotkawszy mnie powiedziała "Kora, mam do Ciebie sprawę, możemy teraz pogadać?" - na co ta niebliska "To ja z wami". <

                                        Jak widać to nieważne, kto, co, kiedy, komu zaproponuje. Ta trzecia zawsze może chcieć się przyłączyć. Może (w sytuacji podbramkowej) należałoby się jednak trochę przesunąć, żeby dla niej też miejsca wystarczyło ? wink

                                        >Nie będziesz mnie chyba przekonywać, że propozycja Niebliskiej, iż pójdzie z Bliską była taktowna i kulturalna? Wiem, zaraz będzie o intencjach smile, ale naprawdę one tu nie mają Niczego do rzeczy Matti. <

                                        smile Nie, nie będę Cie do niczego przekonywać, i o intencjach też nic nie będzie, bo sytuacje oceniam tak, jak Ty. Dodam tylko, że tej bliskiej koleżance łatwiej było zachować się tak, jak sie zachowała, niż Twojej siostrze, gdyby miała wybierać (telefon ułatwił).
                                        • kora3 Dla mnie to też b. proste:) 24.03.14, 12:25
                                          matylda1001 napisała:
                                          >
                                          [i]> Jesteś pewna, że tak dobrze znasz życie? smile a co by było, gdyby ta mniej bliska
                                          > koleżanka zachowała się tak, jak ta daleka koleżanka Twojej siostry? Sama poda
                                          > łaś przykład świadczący o tym, że wszystko jest możliwe smile


                                          w opisanej przez Ciebie sytuacji - nie chcąc z dowolnej przyczyny zapraszać pani Niebliskiej do domu, zaproponowałabym kawiarnię. smile Przecież wcześniej nie mówiłam, do Bliskiej, że chcę z nia moją sprawę omówić w domu. smile

                                          > Tym trudniej, bo to Ty musisz sprawę załatwić tak, żeby ta druga nie odczuła sw
                                          > ojej "gorszej" pozycji. Ona oczywiście zdaje sobie sprawe z tego, że z racji ch
                                          > arakteru znajomości jej pozycja jest "gorsza", ale dlaczego miałabyś to podkreś
                                          > lać?


                                          No to też NIE podkreślałam, ale dałam jasno do zrozumienia, ze zależy mi na pomocy Bliskiej i to z nią chce porozmawiać, nieprawdaż?
                                          >
                                          > Jak widać to nieważne, kto, co, kiedy, komu zaproponuje. Ta trzecia zawsze może
                                          > chcieć się przyłączyć. Może (w sytuacji podbramkowej) należałoby się jednak tr
                                          > ochę przesunąć, żeby dla niej też miejsca wystarczyło ? wink


                                          wyjść należy od tego Matyldo, ze taka chęc przyłączenia się BEZ ZACHETY jest nietaktowna. Nie chodzi o to, żeby odpłacać się byciem nietaktownym, a o to, żeby to sobie uświadamiać.

                                          Co do Twego pytania... bardzo Cie proszę, nie pogniewaj się, ale sama przyznałaś, a także pokazałaś swoimi poglądami na różne sprawy tego rodzaju, ze nie jesteś osobą asertywną. To jest Twoja sprawa - żeby jasność była, ALE nie należy mylic braku asertywności z wymogami kultury. Kultura nie wymaga od nas ani rezygnacji ze swoich zasad, ani dawania sobie wejśc na głowę bez osoby niekulturalne - wszystko jedno dlaczego (z jakimi intencjami) niekulturalne.

                                          Zatem, wracając do twego pytania - nie należałoby - można "się przesunąć" jeśli ma się na to ochotę i jeśli nie koliduje to z Twoimi sprawami. Zatem jeśli spontan kawka z przyjaciółka miała być tylko pogaduchami, to można "zabrać" na nie tę trzecią. Jeśli się miało zamiar pogaduchy odbywać smile w domu, ale trzeciej się nie ma ochoty tam zapraszać, to się przenosi je do np. kawiarni i finał. Ale jeśli miałaś zamiar omówic z przyjaciółką ważną dla Ciebie osobistą sprawę, to nic nie stoi na przeszkodzie, by trzeciej powiedzieć, ze taką wlaśnie sprawę masz do omówienia z przyjaciółką.
                                          • matylda1001 Re: Dla mnie to też b. proste:) 24.03.14, 17:53
                                            kora3 napisała:

                                            > zaproponowałabym kawiarnię. smile<

                                            O kawiarni nic nie wspomniałam smile

                                            > wyjść należy od tego Matyldo, ze taka chęc przyłączenia się BEZ ZACHETY jest nietaktowna<

                                            No to właśnie ja bym zachęciła smile

                                            > Co do Twego pytania... bardzo Cie proszę, nie pogniewaj się,<

                                            Ja już kiedyś napisałam, że obrażanie się nie jest moim ulubionym zajęciem?

                                            >sama przyznałaś, a także pokazałaś swoimi poglądami na różne sprawy tego rodzaju, ze nie jesteś osobą asertywną.<

                                            To jest prawda, w pewnym sensie. Asertywne zachowanie to pojęcie względne.

                                            >ALE nie należy mylic braku asertywności z wymogami kultury.<

                                            A asertywności nie należy mylić z zachowaniami wynikającymi z egoizmu, samouwielbienia i nieumiejętności wczucia się w drugiego człowieka. Że o pospolitym chamstwie jedynie wspomnę.

                                            > Zatem, wracając do twego pytania - nie należałoby - można "się przesunąć" jeśli ma się na to ochotę i jeśli nie koliduje to z Twoimi sprawami<

                                            Ja! ja! ja!... czy ja jestem pępkiem swiata? Warto robic komus przykrośc tylko dlatego, żeby moje było na wierzchu?
                                            • kora3 Re: Dla mnie to też b. proste:) 24.03.14, 18:30
                                              matylda1001 napisała:
                                              >
                                              > O kawiarni nic nie wspomniałam smile

                                              a ja wcale nie sugerowałam, ze wspominałaś Matyldo smile
                                              Zdaje się mieliśmy się określić CO każde z nas zrobiłoby w danej sytuacji. Wiec ja napisałam co ja zrobiłabymsmile.

                                              Nie jestem domatorką i niespecjalnie lubię jak to się mowi, siedzieć w domusmile Ani w swoim, ani w cudzym. Jeśli już planuję spotkania towarzyskie, to raczej poza domem. W moim domu bywa stosunkowo niewielka grupa ludzi, z którymi jestem blisko. Zatem JA zakładam, ze mogłabym nie mieć ochoty podejmować w nim niezbyt bliską znajomą, choć wcześniej zakładałam, ze podejmę spontanicznie bliską koleżankę. Czy teraz jasne?
                                              >
                                              > No to właśnie ja bym zachęciła smile

                                              A ja - zależy.
                                              >
                                              > Ja już kiedyś napisałam, że obrażanie się nie jest moim ulubionym zajęciem?

                                              Owszem i nawet to pamiętam, uważam jednak że wypada podkreślić, ze nie mam na celu urażenia Ciebie, jak bodaj teoretycznie mogłabyś odczytać moja uwagę.
                                              >
                                              > To jest prawda, w pewnym sensie. Asertywne zachowanie to pojęcie względne.


                                              Nie, to jest dość precyzyjna sprawa akurat.

                                              >
                                              > A asertywności nie należy mylić z zachowaniami wynikającymi z egoizmu, samouwie
                                              > lbienia i nieumiejętności wczucia się w drugiego człowieka. Że o pospolitym cha
                                              > mstwie jedynie wspomnę.


                                              Owszem, toteż mówiąc tzw. swoimi słowamismile asertywnością można z grubsza określić umiejętność KULTIRALNEGO niepozwalania wejść sobie na glowę. smile
                                              >
                                              > Ja! ja! ja!... czy ja jestem pępkiem swiata? Warto robic komus przykrośc tylko
                                              > dlatego, żeby moje było na wierzchu?


                                              Matyldo miła - jak piszę gdzie indziej do Ggigus - ludziom bywa przykro/ czują się urażeni/ obrażeni czasem z całkiem irracjonalnych powodów, po prostu nie mając do tego podstaw. Bywają też osoby roszczeniowe, które są właśnie egoistami i nie liczą się z potrzebami/ sprawami innych.
                                              Możesz czynić zadość ich irracjonalności, albo egoizmowi, jeśli tak chcesz, ale nie jest to wymagane do bycia kulturalnym.

                                              Nie jesteśmy pępkami świata, ale inni - także nie są. I o to cały czas chodzi. Każdy ma prawo mieć swoje zasady i kierować się nimi w życiu, prawda? Ja np. mam taką zasadę, że w domu podejmuję tylko osoby z którymi jestem blisko. Ta zasada byłaby tylko wówczas egoistyczna, gdybym ochoczo bywała w domach ludzi niebliskich, a ich do siebie nie zapraszała. Ale ja tak nie robię - jeśli osoba niebliska proponuje mi spotkanie w swoim domu, to ja proponuję spotkanie na gruncie neutralnym. Mogę uczynić wyjątek od tej reguły, gdy cel spotkania jest taki, ze musi być ono w domu tej osoby, albo z istotnych przyczyn z jej strony spotkanie na gruncie neutralnym jest niemożliwe.
                                              jeśli ktoś się za to na mnie obraziłby/poczuł tym urazony to ten ktoś nie liczyłby się ze mną, nieprawdaż? Miałby takie cos "ja, ja, ja"

                                              Podobnie mam zasadę, ze nie pożyczam ubrań, szczególnie takich "blisko ciała" i butów. Mogę uczunic wyjątek od tej reguły, gdy ktoś u mnie w domu np. oblałby się czyms od stóp do głow, choć w takiej sytuacji buty takiej osobie już bym dala, a nie pożyczyła, tak samo jak bieliznę - te ostatnią ma się rozumieć - nieużywaną. Co ta osoba potem z tym zrobiłaby, to jej sprawa.
                                              Jeśli ktoś obraza się na mnie za to, ze z zasady ww. nie pożyczam, to ona nie liczy się ze mną.

                                              Podobnie znow - jeśli wspomniane spotkanie spontan z przyjaciółką idącą ze znajoma na przystanek autobusowy miałoby być tylko pogaduchami, to z pewnoscią nie miałabym nic przeciw temu, żeby wspomniana kolezanka też poszła, choć z jej strony nietaktowne byłoby wyrazanie takiej checi bez zachęty ze strony mojej, albo przyjaciółki. ALE jeśli miałaby pogadać z przyjaciółka na temat ważnych, pilnych i osobistych spraw, to tak - myślałabym o sobie, a nie o tym, ze znajoma ewentualnie, być może, całkiem niewykluczone nie ma co zrobić z wolnym czasem i chętnie by nam potowarzyszyła i posłuchała o moich sekretachsmile
                                              W takiej sytuacji na pewno bym jej nie zachęcała do towarzyszenia nam, a gdyby wyraziła taką chęc, grzecznie, ale stanowczo dała do zrozumienia, ze to nienajlepszy pomysł.

                                              Uwazam to za zdrowe i normalne.
                  • baba67 Re: zatem mozesz mi wyjaśnic 23.03.14, 12:14
                    Myslec, w kazdej sytuacji myslenie ma kolosalna przyszlosc. Jesli podchodza do niego na spacerze dwie panie, to sie nie dopuszcza do klimatow rodzinno ciuci dzidzi z braniem na raczki tylko grzecznie rozmawia z obiema paniami na tematy neutralne a nastepnie zegna.Chyba ze nie ma sie takich zasad a druga pani jest tez zainteresowana tematem Niezbyt taktowne jest nawet umawianie sie z jedna pania na wizyte czy przyjecie na ktore druga pani nie jest zapraszana bedac w tak malym gronie.
                    • kora3 Kompletnie się nie zgadzam 23.03.14, 13:06
                      Byłoby nietaktownym takie zapraszanie, gdyby osoba niezapraszana bodaj z założenia (np. z tytułu pokrewieństwa/powinowactwa) miała status podobny do zapraszanej.
                      Wówczas - owszem.
                      • baba67 Re: Kompletnie się nie zgadzam 23.03.14, 13:52
                        No i masz prawo sie nie zgadzac-roznijmy sie pieknie.
                        • kora3 :) nt 23.03.14, 13:59

              • kora3 Re: Wiesz Matyldo 23.03.14, 02:15
                matylda1001 napisała:
                >
                > Oczywiście, pod warunkiem, że to ma sens. Ja nie widzę sensu w uczeniu dziecka
                > nieufności do wszystkich jak leci, tak na wszelki wypadek.


                Wodzisz roznice pomiędzy "uczeniem nieufności", a "nieuczeniem zbytniej ufności"? Bo ja tak. Nie uczą dziecka zbytniej ufności do OBCYCH. Co w tym dziwnego?

                Takie działanie uważ
                > am nawet za szkodliwe. Natomiast gdy dziecko jest starsze, warto nauczyć je ost
                > rożności w kontaktach z otoczeniem, ale to już coś zupełnie innego.


                Czyli, najpierw uczymy dziecko, ze każdy jak leci może je brać na rece, a potem uczymy je ostrożności w kontaktach z otoczeniem? Nie dostrzegasz tu niekonsekwencji?

                >
                > Dla tych, ktorzy lubią dzieci, maleństwo jest swojego rodzaju atrakcją,
                > w pozytywnym znaczeniu.


                No i ? Mogą sobie popatrzeć na dziecko, skoro takie dla nich atrakcyjne, ale dlaczego mieliby brać je na rece wbrew woli rodzicow?

                "Przyjdziesz do mnie"? Wtedy m
                > usiało paść to mało delikatne NIE POZWALAM.


                padlo "Wybacz, ale staramy się nie uczyć go zbytniej ufności wobec obcych" - co tu mało delikatnego?

                I jeszcze raz zapytam - co by się
                > stało, gdyby kobieta przez chwilę potrzymała to dziecko na rękach?


                To, że ojciec ulegając presji zlamalby zasadę, której oboje zmatka dziecka się trzymają i która uważają za słuszną.

                Wybacz Matyldo, ale ja w ogóle nie pojmuje, jak można o coś takiego pytac i sugerować, ze nic by się nie stało. Wszystko jedno DLACZEGO rodzice nie chcą dawac na rece dziecka komus - bo tak mają, bo się boją, ze upuści, bo mają wątpliwości co do czyjegoś zdrowia, czy higieny - mają prawo swojego dziecka nie dawać na ręce i czesc.

                >
                > Jestem przekonana, że jeśli ta kobieta rzeczywiście się obraziła, to nie dlateg
                > o, że nie pozwolono jej wziąć dziecka na ręce, ale z powodu sposobu, w jaki ten
                > zakaz wyartykułowano.


                Napisałam Ci jak - treraz Ty mi napisz, jak nalezało, żeby pani nie czula się obrazona smile

                >
                > Wiesz, gdyby ta kobieta sama zaczęła wyciągać dziecko z wózka, to na pewno nie
                > byłoby ani kulturalnie ani taktownie. Gdyby zaczęla wyrywać malucha z objęć cio
                > ci, to można by powiedzieć, że pcha się z łapami. Ale takiej sytuacji nie było?


                Nie, nie było, ale nadal uważam, że bedac obcą osobą nie wypada samemu wuciagac rak po czyjes dziecko.

                >
                > Ja bym "zauważyła właśnie", że dziecku przesunęła się pieluszka i zabrałabym je
                > z kolan "całuśnika" w trosce o jego garderobę smile


                Ale Matyldo - powtórzę jeszcze raz - dlaczego rodzic ma się godzić na branie jego dziecka na rece przez kogos, jeśli tego z dowolnej przyczyny - nie chce?
                • baba67 Re: Wiesz Matyldo 23.03.14, 09:05
                  Niekulturalne jest slowo OBCY. Nietaktowne jest podkrelanie roznic w statusie znajomosci w gronie trzyosobowym.
                  Powiedzonko co wolno wojewodzie ma inna wersje-to nie tobie smrodzie' ktora to wersja dokladnie obrazuje takie zachowanie. Wykluczajace, w wersji ostrej pogardliwe(nie, pan nie zachowal sie pogardliwie, tylko raniaco i nietaktownie).
                  • kora3 czyli gdyby powiedział: 23.03.14, 12:07
                    "Nie pogniewaj się, ale staramy się nie uczyć go zbytniej ufności do nieznajomych" to byłoby ok?
                    • matylda1001 Re: czyli gdyby powiedział: 23.03.14, 12:32
                      kora3 napisała:

                      > "Nie pogniewaj się, ale staramy się nie uczyć go zbytniej ufności do nieznajomych" to byłoby ok? <

                      Zdecydowanie lepiej. No, może bez tego "nie pogniewaj się" (bo i za co?). Jest takie, powiedzenie: "gówno i kał są tym samym, ale inaczej pachną" Może nie brzmi to najprzyjemniej, ale pomaga zrozumieć.
                      • kora3 Zatem chodzi tylko o słowo 23.03.14, 13:08
                        "obcy"? Przecież poniekąd to synonim nieznajomego. smile
                        Porównanie "kałowe" - nie analogiczne. Słowo "gów...o" to jednak wulgaryzm.
                        • matylda1001 Re: Zatem chodzi tylko o słowo 23.03.14, 13:23
                          kora3 napisała:

                          >> "obcy"? Przecież poniekąd to synonim nieznajomego. smile <

                          Poniekąd... jak w zdaniu poniżej smile

                          >> Porównanie "kałowe" - nie analogiczne. Słowo "gów...o" to jednak wulgaryzm. <

                          O! Tobie wykropkowało, a mnie - nie smile
                          Analogiczne, jak najbardziej. Wszystko można powiedzieć bardziej lub mniej delikatnie. Można walnąć prosto z mosty - pani ma nowotwór - beznadziejna sprawa, a można powiedzieć to samo ale inaczej. Trochę wyczucia, trochę empatii i da się radę.
                          • kora3 Re: Zatem chodzi tylko o słowo 23.03.14, 14:08
                            matylda1001 napisała:
                            >
                            > O! Tobie wykropkowało, a mnie - nie smile

                            sama wykropkowałam smile

                            > Analogiczne, jak najbardziej. Wszystko można powiedzieć bardziej lub mniej deli
                            > katnie. Można walnąć prosto z mosty - pani ma nowotwór - beznadziejna sprawa, a
                            > można powiedzieć to samo ale inaczej. Trochę wyczucia, trochę empatii i da się
                            > radę.


                            Matti, ale nie porównujmy rozmowy o śmiertelnej chorobie z niedawaniem obcym dziecka na tece, bo już zaczyna zakrawac to na absurd
                            • matylda1001 Re: Zatem chodzi tylko o słowo 23.03.14, 22:42
                              kora3 napisała:

                              >> sama wykropkowałam smile <

                              No, przecież wiem smile

                              > Matti, ale nie porównujmy rozmowy o śmiertelnej chorobie z niedawaniem obcym dziecka na tece, bo już zaczyna zakrawac to na absurd<

                              Tylko pozornie smile Znam takich, którzy pacjentów nie oszczędzają. Podobnie jak ten ojciec, ktory nie oszczędził znajomej. Że kaliber nie ten? ano nie, ale sens jednakowy.
                              • kora3 Re: Zatem chodzi tylko o słowo 24.03.14, 10:43
                                wiem, ze są tacy którzy pacjentów nie oszczędzają, ale co innego dowiedzieć się o tym, że się jest śmiertelnie chorym Matyldo, a co innego usłyszeć, ze jacys rodzice nie uczą dziecka zbytniej ufności do obcych, gdy się obcą osobą dla dziecka jest.

                                Moja siostra nie miała takiej żelaznej zasady, ze jeśli osoba mało dziecku znana, to nie ma szans na branie na rece, choć niechętnie raczej pozwalała na to, by przypadkowe osoby brały na rece jej syna, gdy był mały, bo teraz to już "stary" chłop i za wielki na ręcesmile

                                Ale GDYBY miała i wyjechała takim tekstem DO MNIE, nawer delikatniej w stylu "Staramy się nie uczyć go zbytniej ufności do osób, których nie zna" - to byłoby mi BARDZO, bardzo przykro Matyldo. Choć prawdą jest, ze dziecko, gdy było małe, to mnie pewnie nie kojarzyło, bo widywało raz na kilka miechów. Ale ja jestem jej siostrą, która dlatego nie ma styczności czestej z dzieckiem, bo mieszka daleko. Rozumiesz różnicę Matyldo?
                                • aqua48 Re: Zatem chodzi tylko o słowo 24.03.14, 21:10
                                  kora3 napisała:

                                  > Moja siostra nie miała takiej żelaznej zasady, ze jeśli osoba mało dziecku znan
                                  > a, to nie ma szans na branie na rece,
                                  > Ale GDYBY miała i wyjechała takim tekstem DO MNIE, nawer delikatniej w stylu "S
                                  > taramy się nie uczyć go zbytniej ufności do osób, których nie zna" - to byłoby
                                  > mi BARDZO, bardzo przykro Matyldo.

                                  Ale w przykładzie nie ma mowy o siostrze tylko o znajomej. Dalszej. Czy masz Koro zwyczaj brania na ręce napotkanych na ulicy obcych malutkich dzieci?
                                  Ja nawet jak cudzego psa chcę pogłaskać to zazwyczaj (czasami cudzy pies mknie do mnie i rzuca mi się w ramiona smile) pytam czy można. I niekiedy właściciel odpowiada, że nie. Wtedy podziwiam z daleka.
                                  Ale kiedy ja miałam psa to zdarzało się, że podchodził do nas ktoś z dzieckiem pytając czy dziecko może go pogłaskać, i na moją odpowiedź, że lepiej nie (mój pies nie przepadał za nieprzewidywalnymi w odruchach małymi dziećmi i potrafił przestraszyć porządnie, a nawet dziabnąć ostrzegawczo), bywało, że spotykałam się z oburzeniem lub obrazą.
                                  • kora3 Chyba się nie zrozumiałyśmy Aquo 25.03.14, 05:40
                                    aqua48 napisała:
                                    >
                                    > Ale w przykładzie nie ma mowy o siostrze tylko o znajomej. Dalszej. Czy masz Ko
                                    > ro zwyczaj brania na ręce napotkanych na ulicy obcych malutkich dzieci?


                                    Toż właśnie pisałam Matyldzie o mojej siostrze i jej dziecku i o tym, że MNIE byłoby przykro w takiej sytuacji i miałabym prawo czuc się przykro, bo chodzi o dziecko, któremu nie jestem obca. Wskazałam jej te różnicę. Nie mam zwyczaju wcale z własnej inicjatywy wykazywać chęci brania na ręce cudzych dzieci, które są mi obce, choć jeśli rodzic mnie zachęca do tego, zwykle nie odmawiam, chyba, ze dzieciatko jest b. maleńkie, bo najzwyczajniej w swiecie boję się, ze mogę przez brak doświadczenia zrobić takiemu maluszkowi jakąs krzywdę.

                                    Ale GDYBYM jakoś b. gwałtownie zapragnęła wziąć na rece dziecko kogoś znajomego, z którym nie mam kontaktu (z dzieckiem) i usłyszała taką odp. jak ta pani, to w żadnym razie nie poczułabym się urazona, bo i czym? Że ktoś powiedziałby mi, iż nie dają dziecka obcym na rece, by nie wzbudzać w nim zbytniej ufności wobec obcych osób? Co w tym obraźliwego, ze się jest wobec jakiegoś dziecka osobą obcą, nieznaną mu? Jesli to prawda, to o cóz tu się obrazać?

                                    > Ja nawet jak cudzego psa chcę pogłaskać to zazwyczaj (czasami cudzy pies mknie
                                    > do mnie i rzuca mi się w ramiona smile) pytam czy można. I niekiedy właściciel odp
                                    > owiada, że nie. Wtedy podziwiam z daleka.


                                    Normalne zachowanie smile

                                    > Ale kiedy ja miałam psa to zdarzało się, że podchodził do nas ktoś z dzieckiem
                                    > pytając czy dziecko może go pogłaskać, i na moją odpowiedź, że lepiej nie (mój
                                    > pies nie przepadał za nieprzewidywalnymi w odruchach małymi dziećmi i potrafił
                                    > przestraszyć porządnie, a nawet dziabnąć ostrzegawczo), bywało, że spotykałam s
                                    > ię z oburzeniem lub obrazą.


                                    Natomiast gdyby Twój pies zareagował nieprzychylnie na ruchy dziecka spotkałabyś się z kłopotami. kompletnie nie pojmuję dlaczego ludzie się obrażają o takie coś.
                                    • ach_dama_byc_z_kanady Re: Chyba się nie zrozumiałyśmy Aquo 28.03.14, 12:06
                                      kompletnie nie pojmuję dlaczego ludzie się obrażają o takie coś.

                                      bo pewnie im sie glupio robi, moze maja niski self-esteem.
                                      najlepiej to wyjsc z sytuacji z humorem i zapytac znajomego z usmiechem
                                      "a ciebie/a tatusia moge?" (wziac na rece) i napiecie zelzeje.

                                      Minnie
                                      • baba67 Re: Chyba się nie zrozumiałyśmy Aquo 28.03.14, 13:48
                                        Wiekszosc sie nie obraza ale zwyczajnie jest im przykro.
                                        • aqua48 Re: Chyba się nie zrozumiałyśmy Aquo 28.03.14, 14:05
                                          baba67 napisała:

                                          > Wiekszosc sie nie obraza ale zwyczajnie jest im przykro.

                                          Tyle, że to już nie problem osoby grzecznie, choć stanowczo odmawiającej zgody. Warto sobie wypracować taki system poczucia własnej wartości, który nie pozwala na hodowanie poczucia odrzucenia lub krzywdy z tak błahego powodu.
                                          • baba67 Re: Chyba się nie zrozumiałyśmy Aquo 28.03.14, 21:41
                                            Jedno z drugim malo ma wspolnego.Odczucia sa odczuciami.
                                            Szczegolnie jesli brak zgody wyraza sie co prawda w formie grzecznej ale malo sympatycznie.
                                          • kora3 No wlasnie! Usiłuję to bezskutecznie 30.03.14, 10:49
                                            przekazać niektórym. To, ze nie ma obiektywnego powodu o takie coś się obrażać, ani nawet do odbierania tego, jako przykre.
                                            Osoba przewrażliwiona na swoim punkcie może się poczuć przykro z dowolnego powodu, ale to nie jest przesłanka do tego, by niewolniczo ulegać jej zachciankom.
                                            • ann.38 Re: No wlasnie! Usiłuję to bezskutecznie 30.03.14, 11:07
                                              kora3 napisała:


                                              > Osoba przewrażliwiona na swoim punkcie może się poczuć przykro z dowolnego powo
                                              > du, ale to nie jest przesłanka do tego, by niewolniczo ulegać jej zachciankom.

                                              Niekoniecznie musi być przewrazliwiona na swoim punkcie. Może ma inne zasady postepowania wobec ludzi i zrobiło jej się przykro, że ją potraktowano w okreslony sposób. Ponadto, myślę, że gdyby pani zwróciła uwagę temu panu na miejscu, to wtedy moglibyśmy rozstrząsać to w ramach zasad dobrego wychowania. Natomiast skoro poskarżyła się koleżance, to trudno rozprawiać, czy miała rację. Koleżanka też nie musiała zaraz donosić Tobie. Może ta pani faktycznie jest przewrażliwiona, ale niekoniecznie chce obnażać się przed wszystkimi.
                                              • kora3 Ann ja tej pani nie znam 30.03.14, 11:13
                                                trudno zatem mówić o donosie smile koleżanki do mnie. Myśmy omawiały SYTUACJĘ, a nie te panią.
                                                Piszesz, ze może ona ma inne zasady postępowania z ludźmi - ok. Może mieć jakie chce - ale powinna szanować także innych, prawda?
                                                Prawo rodzicow do wychowywania dziecka wg swoich zasad gwarantuje Ann KONSTYTUCJA RPsmile nie zważając na samopoczucie innych.

                                                Za poza tym - nie każdy chce łamac swoje zasady, żeby się inni nie obrazili. Jeśli tylko odmawia czegoś w sposób grzeczny, to nie robi nic złego. Nie wszyscy chcą być "kochani" przez cały świat swoim kosztem.
                                                • ann.38 Re: Ann ja tej pani nie znam 30.03.14, 12:26
                                                  Ty naprawdę zrozumiałaś, że ja uzasadniam, że pan powinien dać jej dziecko? Bez sensu taka dyskusja, kiedy przeinaczasz. nikt nie pisal, ze miał dać. Były głosy że mógł grzeczniej uzasadnić. Ja natomiast napisalam, że pani mogło być przykro i że to nie jest kwestia sv.
                                                  • kora3 Ann po kolei 30.03.14, 12:53
                                                    Choć nie brak także głosów, ze "nic by się nie stało", gdyby pan dziecko kobiecie dał, to Ty tak nie pisałaś.

                                                    Pamiętam głosu o tym, ze mógł grzeczniej uzasadnić. Tylko, ze to "grzeczniej" to w wydaniu jednych jest z ożyciem słowa "nieznajomych", zamiast słowa "obcych", albo jakieś kłamstewko, ze dziecko boi się nieznajomych/obcych.

                                                    Otóż właśnie mnie chodzi o to, że słowo "obcy" nie jest pejoratywne, w każdym razie z założenia. Ta znajoma jest dziecku obca i nie ma tu nic obraźliwego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka