Dodaj do ulubionych

żona, kochanka, spotkanie

18.08.14, 02:36
Dzień dobry.
Jak powinny (lub odpowiednio: powinni) zachować się żona, która dowiedziała się o romansie (łącznie z personaliami) i kochanka (wiedząca o istnieniu żony), kiedy dochodzi do przypadkowego spotkania, spowodowanego np. wspólnym kręgiem znajomych? Trudno powiedzieć, dla kogo sytuacja jest bardziej niezręczna. Czy obie powinny zachowywać się jak gdyby nigdy nic, mimo że obie wiedzą (i wiedzą, że ta druga wie....)? Okazać dystans, chłód, niechęć? Bo chyba żadna nie powinna robić czytelnych aluzji...
Obserwuj wątek
    • nm.buba011 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 07:17
      - zgodnie z s-v. Spokojnie i grzecznie.
    • baba67 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 08:06
      Ja to bym wykorzystala okazje zeby poinformowac pania(grzecznie) ze papiery rozwodowe juz zlozylam i bardzo by sprawe przyspieszyl jej udzial w charakterze swiadka, bo zamierzam rozwiesc sie z orzeczeniem o winie.Jesli pani jest naprawe na tyle glupia zeby poslubiac palanta to sie radosnie zgodzi(bo szybciej), jesli traktuje pana jako kochanka rekreacyjnego to sie przestraszy ze bedzie miala go wkrotce na glowie z jego smierdzacymi skarpetkami i moze zdezerteruje.W obu wypadkach ja zyskuje.
      Agresja rzadko kiedy sie oplaca.
      • kornel-1 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 08:38
        baba67 napisała:

        > Ja to bym wykorzystala okazje zeby poinformowac pania(grzecznie) ze papiery roz
        > wodowe juz zlozylam i bardzo by sprawe przyspieszyl jej udzial w charakterze sw
        > iadka, bo zamierzam rozwiesc sie z orzeczeniem o winie.Jesli pani jest naprawe
        > na tyle glupia zeby poslubiac palanta to sie radosnie zgodzi(bo szybciej), jesl
        > i traktuje pana jako kochanka rekreacyjnego to sie przestraszy ze bedzie miala
        > go wkrotce na glowie z jego smierdzacymi skarpetkami i moze zdezerteruje.W obu
        > wypadkach ja zyskuje.
        > Agresja rzadko kiedy sie oplaca.

        "Palant", "śmierdzące skarpetki".

        Ktoś ma problem.

        Kornel
        • baba67 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 08:46
          Moze ty?
          • kornel-1 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 08:59
            baba67 napisała:

            > Moze ty?

            Tak, rzeczywiście mam problem z osobami, które nie potrafią oddzielić merytorycznego przekazu od swoich urazów i fobii. Ciężko się z nimi dyskutuje i współpracuje.

            Kornel
            • baba67 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 09:04
              To naprawde wspolczujesad Bo ja nie mam zadnych.Lubie ludzi nazywajacych rzeczy po imieniu nawet jesli nie zgadzam sie z ich opiniami.
              • kornel-1 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 10:06
                Na jakiej podstawie przypisujesz panu z wątku śmierdzące skarpetki? Własnych doświadczeń życiowych?
                Współczuję.

                Kornel
                • baba67 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 10:19
                  Bo taka jest fizjologia. 95% osobnikow dojrzalych plci obojga po calym dniu chodzenia w skarpetkach ma te czesc ubioru hm powiedzmy niepachnaca fijolkami. Moze miescisz sie w tych 5% osobnikow niskopotliwych ktorzy moga nosic skarpety nawet 2 lub 3 dni. Ale potem jednak i tak niepachna lilija i trzeba je wyprac. rozumiem ze skarpetki po zuzyciu wyrzucasz( slyszalam o wizytach w chinskim centrum i kupowaniu skarpet hurtem po 1 zl jako jedorazowki) i problem smierdacych skarpet jest Ci obcy.
                  Ciesze sie ze moglam Cie w tej materii oswiecic. Nikt nie jest doskonaly, kazdy jakies braki w wiedzy ma.
                  • kornel-1 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 22:17
                    baba67 napisała:

                    > Bo taka jest fizjologia. 95% osobnikow dojrzalych plci obojga po calym dniu cho
                    > dzenia w skarpetkach ma te czesc ubioru hm powiedzmy niepachnaca fijolkami.


                    Przykre te Twoje doświadczenia.

                    Tym niemniej, napisałaś:

                    "Jesli pani jest naprawe na tyle glupia zeby poslubiac palanta to sie radosnie zgodzi(bo szybciej), jesli traktuje pana jako kochanka rekreacyjnego to sie przestraszy ze bedzie miala go wkrotce na glowie z jego smierdzacymi skarpetkami i moze zdezerteruje."

                    Nie zaś:

                    Jesli pan jest naprawdę na tyle glupi zeby poslubiac idiotkę to sie radosnie zgodzi, jesli traktuje panią jako kochankę rekreacyjną to sie przestraszy ze bedzie mial ją wkrotce na glowie z jej smierdzacymi skarpetkami i moze zdezerteruje.


                    ...chociaż w Twojej ocenie 95% kobiecych skarpetek pod wieczór cuchnie.

                    > Ciesze sie ze moglam Cie w tej materii oswiecic. Nikt nie jest doskonaly, kazdy
                    > jakies braki w wiedzy ma.


                    Materia, która była przedmiotem mojego zainteresowania, była inna. Tak czy owak, dziękuję za próbę wyjaśnienia.

                    Kornel
            • bene_gesserit Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 19:23
              > Tak, rzeczywiście mam problem z osobami, które nie potrafią oddzielić merytoryc
              > znego przekazu od swoich urazów i fobii. Ciężko się z nimi dyskutuje i współpra

              Nie ma przymusu. To trochę tak, jak siedzeniem na darmowym seansie, - jeśli ci się nie podoba, to się nie męcz i wyjdź z kina, zamiast boleśnie wzdychać. Jeśli masz problem z dyskusją z ludzmi, to z nimi nie dyskutuj. I tym bardziej - nie wszczynaj dyskusji.
              • kornel-1 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 22:09
                bene_gesserit napisała:

                > Nie ma przymusu. To trochę tak, jak siedzeniem na darmowym seansie, - jeśli ci
                > się nie podoba, to się nie męcz i wyjdź z kina, zamiast boleśnie wzdychać. Jeś
                > li masz problem z dyskusją z ludzmi, to z nimi nie dyskutuj. I tym bardziej - n
                > ie wszczynaj dyskusji.


                Niepotrzebnie się wtrącasz.

                k.
                • bene_gesserit Re: żona, kochanka, spotkanie 19.08.14, 17:57
                  Niepotrzebnie tu sie odzywasz.
                  • kornel-1 vot sovremennaya kul'tura 19.08.14, 18:30
                    bene_gesserit napisała:

                    > Niepotrzebnie tu sie odzywasz.


                    Cała gesserit. Jak zwykle nie ma nic do powiedzenia smile
                    Ot, zaznaczy swą obecność jakąś głupią uwagą. big_grin

                    Kornel
                    • bene_gesserit Trollujesz 19.08.14, 20:41
                      W dodatku to, co napisałeś, jest chamskie. Niepotrzebnie się tu odzywasz.
                      • kornel-1 bene gesserit, znów zaśmiecasz wątek! 19.08.14, 21:48
                        Proszę moderatorów o zrobienie porządku z bezsensownymi postami bene_gesserit!

                        Kornel
                        • bene_gesserit Kornel, przestań trollować. Wstyd. 20.08.14, 22:00

        • minniemouse Re: żona, kochanka, spotkanie 20.08.14, 02:52
          kornel-1 napisał:
          Ktoś ma problem.

          Nie ktos tylko obecna pierwsza zona palanta ktora musi zbierac jego porozrzucane smierdzace skarpetki,
          pozniej jego teraz kochanka a w przyszlosci druga zona wink

          Minnie
          • kornel-1 Re: żona, kochanka, spotkanie 20.08.14, 07:22
            minniemouse napisała:

            > Nie ktos tylko obecna pierwsza zona palanta ktora musi zbierac jego porozrzuca
            > ne smierdzace skarpetki, pozniej jego teraz kochanka a w przyszlosci druga zona wink


            Jak zbierasz śmierdzące skarpetki swojego palanta, to pierzesz na bieżąco, czy raz na tydzień?

            Kornel
            • minniemouse Re: żona, kochanka, spotkanie 20.08.14, 11:32
              kornel-1 napisał:
              Jak zbierasz śmierdzące skarpetki swojego palanta, to pierzesz na bieżąco, czy raz na tydzień?

              wprawdzie nie mam pojecia co to pytanie ma wspolnego z poprzednim tematem,
              ale jak tak koniecznie chcesz wiedziec...

              Nie zbieram w ogole bo u nas sa kosze na pranie (na biale i kolorowe,
              na reczniki i na rozne)
              i kazdy od razu wrzuca tam gdzie trzeba.
              pranie robi sie raz na dwa tygodnie, miesiac.
              od razu tez ci wyjasniam iz moj maz mnie nie zdradza,
              z zadnymi jego kochankami spotykac sie nie musze
              czy to celowo czy przypadkowo, palantem wiec zadnym tez nie jest.

              Minnie
              • kornel-1 Re: żona, kochanka, spotkanie 20.08.14, 11:58
                minniemouse napisała:

                > Nie zbieram w ogole bo u nas sa kosze na pranie (na biale i kolorowe, na reczniki i na rozne) > i kazdy od razu wrzuca tam gdzie trzeba. > pranie robi sie raz na dwa tygodnie, miesiac.

                Skąd więc przekonanie, że palant z wątku różni się od Twojego palanta? Może też wrzuca skarpetki do kosza?

                Kornel
    • gazeta_mi_placi Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 09:43
      Można spróbować porozmawiać np. o upodobaniach erotycznych wspólnego Misia.
      • baba67 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 09:48
        [i]Wymiana doswiadczen na pewno wzbogaci i ozywi wspolne zycie.Niemniej w publicznym miejscu to chyba nie najlepszy pomysl. Moze umowic sie na jakas osobna kawke?
        O ile pani zona nie zamierza zmieniac statusu zony ani kochanka swojego to lepiej zawsze zgoda ichmoscianki,zgoda.
    • kol.3 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 09:49
      Jak dla mnie taka pani nie byłaby stroną, w związku z czym byłaby ignorowana. Stronami są mąż i żona.
      • baba67 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 09:57
        Ja tam uwazam ze kazde spotkanie mozna wykorzystac . Dlaczego mam ignorowac moja dobrodziejke ktora pokazala i z kim naprawde zyje? Przeciez im wczesniej zaczac zycie oparte a prawdzie a nie a zludzeniach tym lepiej.I alimenty wieksze mozna wyszarpac. Nie, to by byla niewdziecznosc.
    • kol.3 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 09:54
      Najlepszym wyjściem w przypadku zdrady jest natychmiastowe spakowanie męża i sprezentowanie go kochance z całym dobrodziejstwem inwentarza, tzn. z opieraniem i karmieniem bez prawa powrotu, terapii itp. w związku z czym przypadkowe spotkania i podobne rozterki są mało prawdopodobne.
      • baba67 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 10:04
        A , uswiamdomilas mi ze zona w tymze miejscu bedzie obecna z mezem. No nie, zupelnie sobie tego nie wyobrazam po warunkiem ze zonie kochanka nie przeszkadza.
        Wtedy nie ma przeszkod zeby sie zaprzyjaznic w celu wymieniania cennych doswiadczen.
        • kol.3 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 10:25
          Chyba jednak w tej sprawie nie odbieramy na tych samych falach smile
          • baba67 Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 11:01
            Mozliwe, ale Twoj wpis o spakowaniu meza natychmiast jest bliski mojemu ewentualnemu modus operandi. dlatego pojawienie sie towarzysko gddziekolwiek z niewiernym malzonkiem byloby wykluczone.
            Mozna natomiast przyjac scenariusz -maz wyrzucony zatrzymal sie gdzies tymczasowo a ja kochanke spotykam niezaleznie w sytuacji zawodowej np.
            • kora3 Ustalmy o jaką sytuację chodzi 19.08.14, 10:30
              Przepraszam, że się wtrące miłe panie, ale mam wrażenie, że chyba nie o takiej samej każda z Was myśli.
              Wg mnie wątkodawczyni chodzi o następującą sytuację:
              1. Pani żona WIE, że mąż ma kochanke
              2. Pani żona WIE, kto nią jest
              i takie sa warunku wyjściowe w momencie spotkania się pań oko w oko.

              Wynika z tego, że pani zona nie chce/na razie nie chce pana męza z powodu zdrady porzucać, stąd go nie spakowała i nie wywaliła z domu i towarzyszy mu na imprezie.

              Jest to wg mnie inna sytuacja, niż taka, w której pani żona przypuszcza, że mąż kogoś na boku ma, czy też przypuszcza, że jest tym kims właśnie spotkana znajoma, albo ewentualnie dowiaduje się tego od kogoś w tym momencie.
              • kornel-1 Re: Ustalmy o jaką sytuację chodzi 19.08.14, 12:35
                kora3 napisała:

                > Wynika z tego, że pani zona nie chce/na razie nie chce pana męza z powodu zdrad
                > y porzucać, stąd go nie spakowała i nie wywaliła z domu i towarzyszy mu na impr
                > ezie.

                Jakieś dziwne stereotypy,powielasz.

                Jeśli zdradzona żona ma ochotę, może spakować swe manatki i opuścić dom męża.

                Kornel
                • minniemouse Re: Ustalmy o jaką sytuację chodzi 20.08.14, 03:06
                  kornel-1 napisał:
                  Jakieś dziwne stereotypy,powielasz.

                  Jeśli zdradzona żona ma ochotę, może spakować swe manatki i opuścić dom męża.


                  moze. moze tez zaraz podac go do sadu o orzeczeniu rozwodu z jego winy, za zdradzanie,
                  i zazyczyc sobie grubo ponad polowe ich wspolnego mienia, lacznie z mieszkaniem ktorego sie
                  wlasnie wyprowadzila, plus alimenty.

                  Ma wszelkie szanse wgrania dobrze sprawy poniewaz sama jest w porzadku.

                  Minnie
                  • kornel-1 Re: Ustalmy o jaką sytuację chodzi 20.08.14, 06:09
                    minniemouse napisała:
                    > moze. moze tez zaraz podac go do sadu o orzeczeniu rozwodu z jego winy, za zdra
                    > dzanie, i zazyczyc sobie grubo ponad polowe ich wspolnego mienia, lacznie z mieszkaniem
                    > ktorego sie wlasnie wyprowadzila, plus alimenty.


                    Kolejne stereotypy. Mieszkanie, dom itp. nie musi być wspólnym majątkiem małżonków.

                    Kornel
                    • baba67 Re: Ustalmy o jaką sytuację chodzi 21.08.14, 09:50
                      Bywa tak, ale wspolnym majatkiem jest w takiej wiekszosci przypadkow ze uogolnianie jest tu uprawnione.
                      Jestes jakim fanem bigamii? poliamorii? To sie zabezpiecz- dorob sie majatku,spisz intercyze zobaczysz jakim hot shitem staniesz sie po slubie(na naszym ukochanym portalu twierdza ze najwieksze wziecie maja zajeci).Uwaga tylko dla Kornela-to byl zart.
                      • kora3 Stereotypy i fakty 21.08.14, 11:43
                        Wiesz Babo - ja się muszę zgodzić częściowo z Kornelem - pisząc o rozstaniu się ze zdradzającym mówimy o pakowaniu mu walizek i powiedzeniu papasmile a tymczasem fakty sa takie, że nawet jeśli mieszkanie/dom jest wspólne/y i nie stanowi majątku odrębnego "zdradzacza" wcale nie ma on obowiązku wynieść się z lokum. Wiec tak naprawdę owo "wystawianie" walizek to tylko takie powiedzonko. Nawet jeśli lokum stanowi majątek odrębny zdradzonej żony, to o ile małżonek jest zameldowany ma on prawo do zamieszkiwania. Dopiero w przebiegu procesu o podział majątku, rzadziej w trakcie sprawy rozwodowej regulowane są tematy zamieszkiwania małżonków o ile sami nie dogadają się wcześniej.
                        W praktyce w sytuacji, gdy mieszkanie/dom są wspólne, to kobieta o ile zostają przy niej małoletnie dzieci otrzyma prawo do użytkowania wraz z nimi większej jego części, ale będzie musiala spłacić czesc przypadającą eksmęzowi o ile zdecydują, ze się on wyprowadzi.

                        Chciałabym też zwrócić Wam drogie panie uwagę na jedną rzecz. Otóż stereotyp jaki z pasją powtarzacie w temacie orzeczenia o winie nie jest absolutnie prawdą! Polski porządek prawny nie przewiduje kary finansowej, ani innej za zdradę, a orzeczenie nawet całkowitej winy jednej ze stron w sprawie rozwodowej nie oznacza wcale, że strona ta podczas podziału majątku dorobkowego otrzyma mniej.
                        Jedyną sankcją finansową przy orzeczeniu wyłącznej winy jest koniecznośc pokrycia kosztów postepowania rozwodowego, choć wcale nie jest to zawsze stosowane, bowiem osoba całkowicie winna rozkładowi małżeństwa może być przecież w trudnej sytuacji materialnej i prosić sąd o zwolnienie z kosztów, które w takich przypadkach pokrywa Skarb Państwa.
                        No i osoba winna rozpadowi małżeństwa - także gdy winę orzeczono częściową, czyli z winy obojga nie może ubiegać się o alimentowanie ze strony byłego współmałzonka.

                        Mitem jest, że osoba zdradzana w małżeństwie, która dowiedzie wyłącznej winy współmałżonka DOSTANIE odeń alimenty. MOŻE się jedynie o nie ubiegać i wcale nie jest pewne, że je otrzyma. To zależy o wielu czynników - przede wszystkim od tego czy ma dochody i jakie, jakie ma możliwości zarobkowe, a jeśli ich nie ma to dlaczego. No i naturalnie zależy to także od sytuacji finansowej winnego rozkładu pożycia byłego małzonka.

                        Tymczasem na tym i innych forach też powielany jest ów mit - to szkodliwe, bo niezorientowane osoby wprowadzać może w błąd!

                        Oczywiscie, jeśli osoba winna rozkładowi jest honorowa, to sama zaproponuje zabezpieczenie finansowe współmałżonkowi, jeśli ten wsparcia potrzebuje. Tylko, że nie czarujmy się moje panie Babo i Minniewink - żeby się z kims podzielić kasą, to niestety trzeba ją zwyczajnie mieć.
                        60 metrowe mieszkanie w kredycie to nie jest żaden "majątek" do dzielenia. To co dostaną obie strony to ochłapy. Podobnie - na jakież to niebotyczne alimenty może liczyć niepracująca (ale nie chora, nie na macierzyńskim) eksżona gościa, który zarabia np. 3,5 tysia? A sama mnie Babo dyscyplinujeszsmile przypominając mi, że 3,5 tysiaka to może i średnia, ale sporo ludzi zarabia poniżej niej!
                        Na naprawdę sute alimenty na dzieci i ewentualnie siebie może liczyć była zona typa, który zarabia jakieś sensowne pieniądze, a nie parę groszysmile Jeśli typowi temu zależy przy tym na uniknięciu skandalu, to była żona może faktycznie wynegocjować dobre warunki finansowe, ale tak naprawdę tylko jeśli wykaze on dobrą wolę - sam z siebie, albo pod strachem przed wspomnianym skandalem.

                        • baba67 Re: Stereotypy i fakty 21.08.14, 11:50
                          No bo panie chetne na kochanki biedakow sobie nie wybieraja. Kochanka wymaga bajeru . kolacyjek, wypadow na miasto,prezencikow-kolejny stereotyp,a moze jednak nie.
                          Jak chlopina usilujacy z zona ledwo zwiazac koniec koncem, borykajacy sie z kredytem moze byc atrakcyjny dla takiej pani?
                          • kora3 Re: Stereotypy i fakty 21.08.14, 12:19
                            Głęboko się Babo mylisz - ulegasz kolejnemu stereotypowi po prostu. Owszem, panie nastawione na sponsoring najpewniej poszukują panów zajętych, dyskretnych i zasobnych, bo to oczywiste. Panie, którym zależy tylko na seksie nie są zainteresowane ani stanem majątkowym pana, ani życiem prywatnym - ważne, żeby gość był dyskretny, podobał się i był dobry w łóżku.

                            Ale my zdaje się mamy mówić o klasycznej sprawie pt. romans. A to z kim ktoś romansuje zwykle zależy po prostu od środowiska w jakim się obraca - głownie znajomi, praca, hobby.
                            Kochanki i kochanków mają nie tylko gwiazdy jakieś, prezesi itp. mają także najzwyklejsi ludzie - hydraulicy, nauczycielki, kasjerki z supermarketów , kierowcy itd ...

                            Stereotypem jest też wiązanie romansu tylko z seksem. Tak bywa, ale wcale nie jest to czeste.
                            • baba67 Re: Stereotypy i fakty 21.08.14, 12:28
                              No na pewno tak jest skoro tak piszesz. Twoje znajomosci sa tak szerokie i dla mnie nietypowe...Wlasciwie to jaki procent Twoich znajomych to to ludzie w stalych zwiazkach(niekoniecznie malzenskich, ktore maja dzieci, nie zdradzaja sie itp nudy.
                              10 %?
                              • kora3 Re: Stereotypy i fakty 21.08.14, 12:45
                                No i po co Babo jesteś złośliwa? smile
                                Istotnie - z racji pracy i jej specyfiki znam pewnie więcej ludzi reprezentujących zróżnicowane środowiska, niż osoba obracająca się tylko w kręgu ludzi o zbliżonym do niej samej statusie społecznym i poziomie.
                                Ale to po czym piszę jest widoczne gołym okiem i nie trzeba mieć wcale szerokich znajomości, żeby to wiedzieć.

                                Co do Twego pytania - 90 proc. moich znajomych (takich na serio, nie zawodowo, czy przelotnie) ma dzieci - nic w tym dziwnego, w ogóle większosc ludzi ma dzieci. Jakieś 90 proc. z nich ma te dzieci ze zw. stałych i w takich jest, albo było (i np. rozwiodło się, owdowiało, rozstało). Ilu było zdradzonymi, albo aktualnie jest czy też sami zdradzają? Nie wiem - nie mogę o takim czymś powiedzieć jeśli nie mam pewności.
                                Natomiast muszę rzec, że bliskie Tobie środowisko, czyli nauczyciele , których znam sporo jest chyba dość romansowesmile bo jakieś 50 proc. znanych mi dobrze nauczycieli i nauczucielek to osoby rozwiedzione, z których większość rozwiodła się bo brala w rogi, albo sama je komuś przyprawiała smile
                                • baba67 Re: Stereotypy i fakty 21.08.14, 21:51
                                  To ja w jakims dziwnym miejscu pracowalam, a mala miejscowosc, jedyny skandal o ktorym slyszalam to o mezu leciwej juz pani geografki ktorej maz-artysta lubil dzialac w terenie...A naprawde bylam niezle poinformowana.Ale dawno temu tam pracowalam, teraz mlodziez jakas nienormalna stres wiekszy to i sie atrakcji szuka gdzie indziej.
                                  • kora3 Re: Stereotypy i fakty 22.08.14, 22:31
                                    Jakoś mi się to kupy nie trzyma Babo w swietle przywoływanych tu przez Ciebie przykładów życiowych na okoliczność wspomnianego poinformowania, ale niech Ci będziesmile
                                    Ja wiem co wiem z pierwszej ręki, a raczej rąk, więc...
                        • ebro888 Re: Stereotypy i fakty 21.08.14, 21:25
                          W rzeczy samej.
                        • minniemouse Re: Stereotypy i fakty 22.08.14, 00:33
                          kora3 napisała:
                          To co dostaną obie strony to ochłapy. Podobnie - na jakież to niebotyczne alimenty może liczyć niepracująca (ale nie chora, nie na macierzyńskim) eksżona gościa, który zarabia np. 3,5 tysia?

                          To jest w sumie nieistotne, Koro. istotne jest to, ze zdradzajacy malzonek dostanie po kieszeni
                          tak czy siak.
                          a regularnie placic przez X lat nie lubi nikt,
                          czy to bedzie 10zl, czy 100 czy 10000 miesiecznie.
                          Ta liczba symbolizuje przypomnienie ze dokonalo sie zdrady za ktora otrzymalo sie kare,
                          a w przypadku dzieci jasne ze suma moze doktliwie walnac po kieszeni.
                          Jak mowia, mile zlego poczatki...

                          Minnie
                          • kora3 Re: Stereotypy i fakty 22.08.14, 21:57
                            minniemouse napisała:
                            >
                            > To jest w sumie nieistotne, Koro. istotne jest to, ze zdradzajacy malzonek dost
                            > anie po kieszeni
                            > tak czy siak.


                            No właśnie NIE Damo. To jest właśnie ten szkodliwy mit, który niektórzy szerzą nie znając realiów i prawa.
                            Alimenty na byłego małzonka nie są formą kary dla tego, kto ma je płacić. W praktyce w Pl są one stosukowo rzadko orzekane, ale jeśli to ich wysokość naprawdę nie zależy skali winy płacącego. Mogą zostać orzeczone także wówczas, gdy do rozwodu doszło bez orzekania o winie.

                            > a regularnie placic przez X lat nie lubi nikt,
                            > czy to bedzie 10zl, czy 100 czy 10000 miesiecznie.
                            > Ta liczba symbolizuje przypomnienie ze dokonalo sie zdrady za ktora otrzymalo s
                            > ie kare,
                            > a w przypadku dzieci jasne ze suma moze doktliwie walnac po kieszeni.
                            > Jak mowia, mile zlego poczatki...


                            Damo, powtórzę raz jeszcze: alimenty na byłego współmałzonka nie są formą kary, a formą WSPARCIA dla tegoż, jeśli to konieczne. Wystąpić o nie może kazda ze stron jeśli rozwód orzeczono bez orzekania o winie oraz strona uznana za niewinną przy orzeczeniu winy.
                            Może WYSTĄPIĆ, ale wcale nie oznacza to, ze alimenty na siebie otrzyma! Sąd ocenia nie tylko obecne położenie materialne występującej strony, ale także jej możliwości co do polepszenia swej sytuacji. Orzekając alimenty sąd bierze pod uwagę możliwości finansowe, położenie oraz INNE zobowiązania alimentującego.
                            • minniemouse Re: Stereotypy i fakty 23.08.14, 02:37
                              kora3 napisała:
                              Damo, powtórzę raz jeszcze: alimenty na byłego współmałzonka nie są formą kary, a formą WSPARCIA dla tegoż, jeśli to konieczne. Wystąpić o nie może kazda ze stron jeśli rozwód orzeczono bez orzekania o winie oraz strona uznana za niewinną przy orzeczeniu winy.

                              Zle mnie zrozumialas Koro.
                              oczywscie ze wszelkiego rodzaju pieniadze jakie otrzymuje kobieta po rozwodzie sa forma wsparcia,
                              czy to w postaci alimentow dla niej samej czy dla dzieci,
                              ale byly maz odczuwa to jako dotkliwa dziure w porftelu nawet jesli ma placic na wlasne dzieci. i przewaznie wcale nie ma na to ochoty z wlasnej woli.

                              bardzo rzadko sie zdarza ze byly maz placi chetnie i z wlasnej woli, na 10 przypadkow 9-8 to nakazane sadownie alimenty.

                              mam w tym doswiadczenie na przykladzie wielu moich kolezanek i ich bylych z ktorymi mialam okazje miec (nie) przyjemnosc rozmawiac o fakcie nakazu placenia na dzieci.
                              (no fakt, ze alimentow na zone nie dostala zadna, ale tez zadna nie byla zdradzona)
                              Kazdy ale to kazdy byl wsciekly ze sad nakazal placic jakas sume (zalezna od wysokosci zarobkow) na dzieci, bez wyjatku kazdy uwazal ze za wysoka, a w ogole to niepotrzebna
                              bo skoro odeszla to "niech sama je utrzymuje i rzad i tak placi".
                              na zwrocenie uwagi ze to dalej ich dzieci i placa na dzieci nie na zone,
                              a dzieci nie sa przeciez niczemu winne, mieli gotowa jadowita odpowiedz ze "aaa, widzisz, to trzeba bylo o tym pomyslec zanim sie zlozylo pozew o rozwod".
                              Krotko mowiac, nienawisc i embarrassment ze zony smialy zostawic jego- pana meza,
                              wzgardzic nim, polaczane z checia ukarania bylej zony przyslaniala im zdrowy rozum.
                              i portfel.

                              Minnie
                              • kora3 Re: Stereotypy i fakty 23.08.14, 12:11
                                Widzisz Damo ...
                                Znam wiele "rozstanych" ludzi z dziećmi i bez i róznie to bywa z tym płaceniem na dzieci - nie powiedziałabym, że faceci (bo zwykle dzieci zostają przy matce) z załozenia płacili na nie niechętnie. W moim środowisku zwykle sprawy alimentowania omawia się przed rozwodem, spisuje i przedstawia w pozwie. Dlaczego, skoro strony sa dogadane? Ano dlatego, że sąd MUSI ustalić miejsce pobytu małoletnich dzieci (przy matce, czy przy ojcu) oraz zabezpieczyć ich potrzeby. Można sobie to też spisać notarialnie i dołączyć do pozwu, ale po co skoro można przy okazji rozwodu.
                                Wśród moich znajomych nie ma sytuacji, żeby ojciec uchylał się od płacenia alimentów, matka zresztą - bo zdarza się choć rzadko, ze dziecko zostaje przy ojcu. Niemniej takie sytuacje na pewno się z rózną czestotliwoscią w roznych środowiskach zdarzają i nie bywają wcale rzadkością.

                                Tak wiec alimenty w Pl nie zawsze ustalane są sądownie, ale w przypadku oficjalnego rozstania rodziców, czyli rozwodu sąd MUSI albo sam zabezpieczyć potrzeby dzieci zasadzajac alimenty wg swego rozeznania, albo mieć wiedzę w temacie tego zabezpieczenia w postaci propozycji stron, na którą obie się dobrowolnie zgadzają i którą sąd sankcjonuje.

                                W PL sytuacja, gdy "rząd płaci" występuje wówczas, gdy ojciec dziecka jest znany, ale nie można go namierzyć, a także wówczas, gdy można, ale jest niewypłacalny - bezrobotny bez prawa do zasiłku nieposiadający dóbr mogących roszczenia alimentacyjne zabezpieczyć.
                                Wówczas, aby uzyskać pieniądze na dzieci od państwa należy wnieść pozew o alimenty, uzyskać orzeczenie ich i wdrożyć postępowanie komornicze. Komornik stwierdzi, że nie jest w stanie wyegzekwować alimentów od rodzica, bo nie ma z czego i zaświadczy to dla państwa, które będzie płacić za rodzica, a ten stanie się jego dłużnikiem.
                                Znam osobiście przypadek, gdzie małżeństwo nie ma rozwodu, ale nie mieszka razem. Pozostaje w dobrych relacjach, ojciec dzieckiem się zajmuje, zabiera je na spacery, CZASEM coś mu kupi, bo pracuje jedynie dorywczo. Żona MUSIAŁA wnieść o alimenty i pójsc do komornika, bo inaczej nie dostała by kasy od państwa.
                  • kora3 Może w Kanadzie, na pewno nie w PL 21.08.14, 11:55
                    Damo - być może kanadyjskie prawo w tym zakresie jest takie, jak napisałaś - nie wiem. Polskie - nie. Oczywiście zażadać to sobie niemal wszystkiego wolno smile tylko, że na pewno się tego nie dostanie tylko dlatego, że małżonek był uprzejmy zdradzić.

                    Ta sytuacja w PL jest możliwa tylko, jeśli małżonkowie spisali intercyzę w temacie, że w razie zdrady np. ze strony meza ma on oddać tyle a tyle z majątku oraz płacić takie, a takie alimenty. Wówczas sąd nic do tego nie ma, można się jedynie doń zwrócić, jeśli strona nie dotrzymuje umowy.
                    • minniemouse Re: Może w Kanadzie, na pewno nie w PL 22.08.14, 00:46
                      kora3 napisała:
                      Oczywiście zażadać to sobie niemal wszystkiego wolno

                      tak gleboko sie nie orientuje w prawie polskim i kanadyjskim zeby wiedziec jakie sa roznice.
                      wiem ze tutaj jest podzial majatku zazwyczaj po rowno ale juz prawdopodobnie nie np jesli maz jest w armii bo obowiazuje go moral conduct, a zdrada to nie jest zachowanie moralne.
                      W ogole jesli maz pracuje na stanowisku gdzie skandal jet niepozadany to w sadzie mozna
                      wykorzystac to z latwoscia przeciwko niemu, tak ze zdrada prawie nigdy nie jest postepkiem bez konsekwencji. trzeba tylko dowodow na zdrade a z tym zazwyczaj nie ma problemow.

                      tak czy siak, wloczenie wkrotce-ex po sadach tez do jego przyjemnosci nie nalezy..

                      A intercyza to zupelnie inna rzecz, to ustalone z gory, wiadomo.

                      Minnie
                      • kora3 Re: Może w Kanadzie, na pewno nie w PL 22.08.14, 22:25
                        W Pl podział majątku, czy wysokość ewentualnych alimentów na byłego współmałzonka nie są zależne od tego dlaczego para się rozstała.
                        Oczywiscie w pewnych okolicznościach skandal związany z rozwodem z powodu zdrady może być powodem dla którego strona zdradzajaca zgodzi się dobrowolnie na finansowe oczekiwania strony zdradzonej - sama o takowej sytuacji tu pisałam.
                        ALE właśnie DOBROWOLNIE, a nie z mocy prawa. Jeśli ktoś CHCE płacić alimenty na dzieci, czy byłego współmałzonka w wyższej wyskosci niż wynika to z ich rzeczywistych potrzeb, czy też CHCE oddać przy podziale majątku więcej, niż zasądziłby sąd, to sądu to nie obchodzi Damo.
                        Owszem, włoczenie się po sądach to nic przyjemnego, ale też nic az tak strasznego. Pewnie, ze lepiej się dogadać, notarialnie spisać podział majątku i sprawy alimentowania i rozwieść się spokojnie, ale nie zawsze tak się da i nie każdy tak chce.

                        PS. w odpowiedzi na inny Twój post w temacie zapomniałam napisać, że alimenty orzeczone na wspołmałzonka nie są wcale dożywotnie. Jeśli sytuacja finansowa alimentowanego ulegnie poprawie (bezrobotny znajdzie pracę, pani będąca na wychowawczym wróci do pracy, chory wyzdrowieje i jest już zdolny do pracy, czy też alimentowany po prostu się wzbogaci np. wygra na loterii, otrzyma spadek) alimentujący występuje do sadu o zniesienie obowiązku alimentacyjnego i z ogromnym prawdopodobieństwem sad uzna jego racje. Podobnie o zmniejszenie albo zawieszenie alimentów na byłego wspólmałzonka może wystąpić alimentujący, gdy jego sytuacja materialna się pogorszy - straci pracę, albo jego pobory zmaleją, zachoruje i przejdzie np. na rentę itp. Podobnie może zrobić, gdy jego stan finansowy pozostaje taki sam, ale pojawią się nowe zobowiązania np. urodzi mu się dziecko.
                        • minniemouse Re: Może w Kanadzie, na pewno nie w PL 23.08.14, 02:55
                          kora3 napisała:
                          W Pl podział majątku, czy wysokość ewentualnych alimentów na byłego współmałzonka nie są zależne od tego dlaczego para się rozstała.

                          Korciu, ponownie, to wszystko nie ma wiekszego znaczenia, chodzi o to, ze jest inaczej w przypadku gdy dwoje ludzi sie rozstaje uczciwie, bo po prostu doszli do wniosku ze nie chca byc razem.
                          inaczej gdy np. maz ma kochanke, ukrywa sie z nia, sprawa sie wyda itd,
                          czyli nieuczciwie,
                          wtedy zwykle te wszystkie procesy, alimenty sa jednak uciazliwe dla meza ktory ukrywal sie bo
                          najczesciej nie zalezalo mu z roznych wzgledow na rozwodzie z zona.
                          Wtedy zwykle te procesy sa raczej niepozadane, zdarza sie ze maz traci pieniadze i kariere
                          bo np. to zona byla majetna a pracowal dla firmy jej ojca itp.
                          a jeszcze jak przyznaja alimenty na dzieci to juz calkiem ruina.

                          sama znam taki podobny przypadek, tylko dziewczyna z chlopakiem, ale dlugoletni zwiazek,
                          ona miala dobra prace jako menadzer w jednej firmie i zalatwiala mu dobrze platne kontrakty.
                          ale niestety raz sie upil i poszedl do lozka z jakas panienka.
                          gwoli scislosci zawsze byl flirciarzem, ale poki co nie przekraczal granicy.
                          gdy girfriend sie w koncu dowiedziala, a byla bardzo zazdrosna, wywalila go na zbity ryj
                          a kontrakty skonczyly sie jak nozem ucial.
                          jego standard zyciowy nagle ulegl znacznemu pogorszeniu...

                          Minnie
                          • kora3 Re: Może w Kanadzie, na pewno nie w PL 23.08.14, 12:19
                            Samo, sorry ale sporo w Twoich wypowiedziach sprzeczności - raz kobieta nie może wyrwać od bylego meza alimentów na dzieci, a zaraz potem rozwód rujnuje faceta. smile

                            Mniejsza o to zresztą ...Ja tylko wskazuję na to, że wbrew stereotypowi powód rozwodu nie ma wpływu na podział majątku dorobkowego.
                            • minniemouse Re: Może w Kanadzie, na pewno nie w PL 23.08.14, 22:27
                              kora3 napisała:
                              Samo, sorry ale sporo w Twoich wypowiedziach sprzeczności - raz kobieta nie może wyrwać od bylego meza alimentów na dzieci, a zaraz potem rozwód rujnuje faceta.

                              Nic takiego nie napisalam Koro, znowu zle mnie zrozumialas.
                              podalam przyklad kiedy biedny maz wzbogacil sie wylacznie na malzenstwie z zona
                              i dlaczego mogloby mu byc nie na reke rozwodzenie sie i dzielenie majatku.
                              (a wlasciwie zaczelo sie od tego jakich to klopotow moze narobic niewiernemu mezowi zona,
                              ale mniejsza juz z tym)
                              skoro wszedl w malzenstwo biedny a podzial majatku
                              dzieli sie nie tym co mieli przed tylko w co w trakcie zarobili razem,
                              to dostanie o wiele wiele mniej
                              niz sobie wyobraza, bo sam nie wniosl w malzenstwo praktycznie nic,
                              a to co wspolnie zarobili trzeba podzielic na pol.
                              jesli zona byla sprytna a zaloze sie ze tak to ze wzgledow finasnowych pewne dobra nalezaly np do firmy nie do niej. on wiec tego nie dostanie.
                              i jesli maja dzieci, to zanim znajdzie prace
                              a sad na pewno nakaze placic alimenty na dzieci, i naliczy to do tylu.
                              o to mi chodzi ze to go zrujnuje a w kazdym razie moze.
                              no chyba ze mu sie poszczesci i zaraz trafi mu sie dobrze platna praca.
                              ale mnie chodzi o cos innego, ze to sa klopoty nikomu niepotrzebne.

                              na dzieci Koro sad zawsze ale to zawsze przyzna alimenty,
                              i beda przyznane tak dlugo dopoki dziecko chodzi do szkoly - przynajmniej tak jest u nas.
                              nawet samo dziecko moze pozwac rodzica do sadu o alimenty.
                              gorsza sprawa z wyegzekwowaniem takiego nakazu no ale o ile rodzic pracuje to
                              da sie nakazac pobierac prosto z pensji.
                              sprawa natomiast komplikuje sie jesli nie pracuje, lub jesli pracuje na czarno i bierze gotowke - wtedy rzeczywscie bardzo trudno 'wyrwac' alimenty na dzieci. no ale to znowu taki ojciec
                              ma klopoty innego gatunku, bo musi sie martwic zeby nie wpasc jesli pracuje nielegalnie
                              a jak nie pracuje naprawde to jego poziom zycia jest kiepski - tak czy siak zycie ma nieciekawe
                              a gdy tylko wroci do pracy, sad nakaze oddac zalegle alimenty.
                              z ktorej strony by nie patrzec, jest zle.

                              Podam ci taki przyklad jak mozna byc bogatym i biednym jednoczesnie.
                              Kiedy Ozzy Osbourne zaczal kariere w Black Sabbath zyl jak milioner.
                              mieszkal w domach wartych kilka milionow dolarow, jezdzil Maserati, Rollsami,
                              Jaguarami itd itp
                              ale kiedy rozwiazal kontrakt z firma z ktora mial umowe to okazalo sie ze jest biedny
                              jak mysz koscielna, a wszystko co mial miescilo sie w czarnym worku na smiecie.
                              dlaczego? bo firma owszem placila za niego i za caly zespol ale tez i wszystko bylo na imie firmy z ktora mieli kontrakt.
                              domy, samochody, wyposazenie zespolu (instrumenty) zakupione byly -,
                              nawet chyba niektore ich ubrania kupowane byly na wlasnosc firmy. jedyna rzecz ktora kupil
                              "na siebie" to byl dom ktora firma kupila na imie jego pierwszej zony na jej zadanie
                              wiec to nawet nie byla jeszcze jego wlasnosc a jego zony i mu ten dom
                              oczywscie zabrala po rozwodzie.
                              zdawaloby sie taki bogaty czlowiek a naprawde bez grosza przy duszy, okazalo sie.
                              bardzo polecam jego autobiografie "Jestem Ozzy" czy "Ja, Ozzy" - dokladnie tytulu
                              nie pamietam ale jest swietnie napisana, naprawde swietnie smile

                              Minnie
                              • kora3 Re: Może w Kanadzie, na pewno nie w PL 24.08.14, 18:45
                                Gamo, no mam wrazenie, ze się nie rozumiemy, bo ...ja piszę dokładnie to samo co Ty w temacie alimentowania dzieci, a Ty mnie przekonujesz, że na dziecko zawsze zostaną zasadzone alimety. TAK, toż napisałam Ci: nawet jeśli rozwodzący się mazłonkowie przed rozwodem umówią się polubownie w temacie alimentów i czasu jakie dziecko ma spedzac z rodzicem, z którym nie mieszka i zgodnie oświadcza to sadowi podczas rozwodu i tak zostanie to zapisane w orzeczeniu.
                                To sa oczywistości Damo...

                                Ja jedynie staram się pokazac, że nieprawda jest iż:
                                1. Strona niewinna rozkładowi małżeństwa ZAWSZE dostanie alimenty na siebie
                                2. Wyskość alimentów na dzieci, czy siebie (jeśli na byłego współmałzonka sąd przyzna) zalezą od powodu z jakiego orzeczono rozwód.
                                3. Powód dla którego orzeczono rozwód ma wpływ na podział majątku dorobkowego
                                4. Orzeczenie alimentów na rzecz niewinnego rozkładu pożycia współmałżonka jest forma kary dla winnego.
                                To jest wszystko nieprawda smile
                                • minniemouse Re: Może w Kanadzie, na pewno nie w PL 25.08.14, 04:44
                                  Koro, przeczytalam moje posty ponownie i rzeczywscie moze co nieco niejasno napisalam,
                                  wiec wyjasniam jeszcze raz -
                                  napisalam ze zona MOZE podac o alimenty na siebie a czy je dostanie na pewno to raczej prawdopodobnie tylko w przypadku gdy maz jest zolnierzem bo ich obowiazuje tzw kondukt moralny, czyli maja sie prowadzic moralnie, dawac swietlany przyklad i nie zdradzac zon - a na pewno jest tak w USA.
                                  poza tym to moze 'wyrwac' jakies alimenty na siebie jak ma zdolnego prawnika
                                  ale rzeczywscie nie ma 100% gwarancji.
                                  moze tez wystapic o odszkodowanie za straty moralne i wyrownanie utraty standardu zycia itd, jak np wystapila zona Mccartneya, Stella- ale jak mowie trzeba miec dobrego prawnika.
                                  wiele kobiet na to po prostu nie stac. i nie wiedza jak sie za to zabrac, jak np w przypadku
                                  ludzi ktorzy zglaszaja sie o pomoc do gazety bo nie umieja sami poradzic sobie z jakims problemem wink
                                  moze jakby umialy to byloby wiecej wyplacanych alimentow lub odszkodowan?

                                  natomiast w przypadku dzieci alimenty naleza sie zawsze no chyba ze np. zona oszukiwala meza bo nie byly to jego dzieci biologiczne, i on o tym nie wiedzial. ale jesli wiedzial i uznal je legalnie za swoje to powiedz mi Koro jakie moga byc podstawy aby ojciec nie placil na swoje dzieci? przynajmniej tu w Kanadzie i USA jest to nie do pomyslenia aby ojciec (czy matka)
                                  opuscili swoje dzieci i nie pomagali w utrzymaniu ich.
                                  wsrod swoich znajomych nie znam nikogo takiego tzn ex-a komu udaloby sie wywinac od placenia na swoje dzieci.
                                  oczywscie nikt nie ma zludzen ze rzad tak z dobroci serca nad biednymi pol-sierotkami tak sie uzalil,
                                  tu chodzi po prostu o ogromne oszczednosci jakie rzad zarabia na zmuszaniu ex-
                                  rodzicow do lozenia na swoje porzucone pociechy - im wiecej bowiem rodzice loza tym mniej zasilku rzad wyplaca.
                                  a jak rzad moze na czymkolwiek zaoszczedzic to czarno widze gdziekolwiek i jakiekolwiek mozliwosci nie-placenia, lol

                                  wysokosc alimetnow oczywscie jest uzalezniona od wielu czynnikow ale my juz rutynowo sie nie rozumiemy smile
                                  ty sie skupiasz na paragrafach i liczbach a ja ci zyciowo tlumacze jakie to up..we uzerac sie
                                  ze sprawami papierkowymi i latac po sadach, i placic obojetnie jakie sumy.

                                  1. Strona niewinna rozkładowi małżeństwa ZAWSZE dostanie alimenty na siebie

                                  czasem moze dostac.

                                  > 2. Wyskość alimentów na dzieci, czy siebie (jeśli na byłego współmałzonka sąd p
                                  > rzyzna) zalezą od powodu z jakiego orzeczono rozwód.


                                  z reguly przyznaje bo to obowiazek rodzica placic na swoje dziecko, a wysokosc zalezy przewaznie od zarobkow rodzica ktory odszedl. jest to zywkle pewien procent od sumy ktora zarabia ale niekoniecznie, wieku dzieci, i nie tylko. - przynajmniej tak jest u nas.

                                  > 3. Powód dla którego orzeczono rozwód ma wpływ na podział majątku dorobkoweg
                                  > o


                                  moze moze miec, ale chyba nie musi

                                  > 4. Orzeczenie alimentów na rzecz niewinnego rozkładu pożycia współmałżonka jest
                                  > forma kary dla winnego.


                                  zastanow sie Koro, o co mi chodzi - o to ze jest nieprzyjemnoscia, nie 'kara'
                                  zadana przez sad smile

                                  zdradzajacy maz na pewno sie nie ucieszy jesli dostanie nakaz placenia alimentow na zone ktorej juz nie ma.
                                  za to ma druga ktora tez kosztuje, i jeszcze moze dzieci na ktore tez musi placic alimenty .
                                  o to tylko mi chodzilo..
                                  to tak jakbys musiala jeszcze dlugo splacac dalej nowy samochod ktory zaraz rozbilas.
                                  a do tego musisz kupic sobie nowy...

                                  Minnie
                                  • kora3 Re: Może w Kanadzie, na pewno nie w PL 25.08.14, 10:24
                                    Dameczko, mam wrażenie, że się nie możemy porozumieć, bo ja opieram się na polskich realiach i prawie, Ty zaś na amerykańskich, czy kanadyjskich tychże.
                                    Ważne jest też, że ja piszę jak sama napisałaś "o paragrafach" - tak! Bo one są i nie sposób nie brać ich pod uwagę omawiając jakąś konkretną sytuację, tak samo jak nie da się jej oderwać od rzeczywistości, w jakiej się ona ze tak powiem dzieje np. w polskiej, czy kanadyjskiej.

                                    Mnie naprawdę nie idzie o nic innego, jak o realizm Damo. Pisanie/mówienie, że "zdradzona żona dostanie od zdrajcy sowite alimenty na siebie" jest tzw. pobożnym zyczeniem smile - pewnie wielu ludzi uważałoby za sprawiedliwe, żeby zdrajca musiał za swój czyn zapłacić, jeśli nie wiezieniem, to kasą smile - ale tak nie jest.

                                    Nie wiem dlaczego przekonujesz mnie, że rodzic ma łozyć na swoje dzieci - toz to oczywistośc. Co więcej - uważam, że taki który nie chce łozyć to ..... wykropkowałam, bo nie chcę uzywac wulgaryzmówsmile

                                    Jednakowoż w PL w pewnych środowiskach alimenty na dzieci wyplaca państwo, bo rodzic, który ma łozyć nie jest w stanie ich płacić - jest np. bezrobotnym bez prawa do zasiłku i nie ma majątku mogącego być zabezpieczeniem alimentacyjnym. W takiej sytuacji można obowiązkiem alimentacyjnym obciążyć dziadków - rodziców rodzica nie mogącego płacić, ale w praktyce jest to rzadka sytuacja, bo zwykle ci sa także w trudnej sytuacji materialnej.
                                    Gdy nie ma komu fizycznie płacić na dziecko, ktoś musi zabezpieczać jego potrzeby i tym kims jest państwo, które robi to za rodzica, a ten staje się jego dłużnikiem. Wyskości świadczenia alimentacyjnego w takiej sytuacji niezależnie od tego jaką wysokość alimentów zasadzi sąd nie może przekroczyć kwoty 500 złotych na każde dziecko.

                                    Nierzadko Damo w takich sytuacjach bywa tak, że taki ojciec przekazuje rozne sumy na potrzeby dziecka matce, z którym ono pozostaje, bo pracuje np. na czarno i dorywczo, ale dzieje się to nieoficjalnie i nieregularnie. Oficjalnie i regularnie placi za niego państwo.

                                    W PL wyegzekwowanie sądownie jakichś pieniędzy za stratę moralną w postaci zdrady graniczy raczej z cudem Damosmile
                                    Możliwe teoretycznie byłoby to w dwóch przypadkach jak sądzę:
                                    1. Gdyby osoba zdradzana zapadła wskutek tejze zdrady na chorobę przenoszoną drogą płciową, co nawet jeśli choroba ta jest uleczalna naraziłoby ją na wstyd i upokorzenie, a także utratę zaufania społecznego. Mogłaby też domagać się zwrotu kosztów leczenia.
                                    2. Osoba zdradzana popadła wskutek zdrady w stan psychiczny, który uniemożliwia jej normalne życie i egzystencję.
                                    Tu jest jednak sprawa trudna, bo zasadniczo nikt z nas nie odpowiada za niestabilność emocjonalną, czy szerzej psychiczną innych.
                                    Zatem tu szansa byłaby, ale tylko wówczas, gdyby strona zdradzana była w stanie wykazać, że zdradzający swiadomie i z premedytacją DRĘCZYL ją psychicznie mając swiadomośc do jakiego stanu ja to doprowadzi.
                                    Tego rodzaju postępowania jak opisałam są możliwe na drodze sądowej, ale nie sa czescią spraw rozwodowych, nie muszą wcale dotyczyć mazłoznków, a zasądzone odszkodowania i zwroty kosztów nie są formą alimentowania.


                                    A teraz Damo, żeby nie teoretyzować, ani nikogo nie "obgadywać" przyjrzyjmy się memu własnemu przykładowi. Mój rozwód z mego pozwu został orzeczony bez orzekania o winie.
                                    Na koniec tego postępowania sąd poinformował mnie i mego eksmęża, że kazde z nas może w tym momencie wystąpić o zabezpieczenie roszczeń alimentacyjnych, które wyegzekwować będzie można w razie potrzeby przez 5 lat od uprawomocnienia się rozwodu, o ile strona występująca z roszczeniem nie wejdzie w tym czasie w nowy zw. małzenski.
                                    Żadne z nas nie wystąpiło smile ALE KAZDE - mogło.
                                    Z tym, ze nawet gdybyśmy sobie to zastrzegli w orzeczeniu rozwodu oboje, to wcale nie byłoby to równoznaczne z tym, że ten, kto próbowałby to wyegzekwować dostałby alimenty na siebie.
                                    To zależałoby od tego czy sąd uznałby takie roszczenie za zasadne w danym momencie, a strona mająca płacić była w stanie to robić.

                                    Załozmy jednak inną sytuację: ja wnoszę o rozwód bez orzekania, ale mój eksmąż dowiaduje się, że niedługo po nieformalnym rozstaniu z nim i jego wyprowadzce weszłam w związek z innym męzczyzną. Założmy, że udowadnia wyłączną winę mnie (mało prawdopodobne, bo na pewno bym się nie poddała i wyciagneła to, co on wyprawiał). Czyli w tej sytuacji on jest strona mogącą ubiegać się o alimenty na siebie. Jego standard życia po rozstaniu ze mną znacznie się obniżyl, to prawda. Wyniósł się z mojego mieszkania i zamieszkał z rodzicami w dużym co prawda mieszkaniu, ale o niższym standardzie, w miejscu skąd musiał dość daleko relatywnie dojezdzac do pracy no i jako, ze cofnęłam mu pełnomocnictwo do konta nie mógł korzystać z zarobionych przeze mnie pieniędzy, które były kilka razy większe niż jego zarobki.
                                    Ale mimo to szanse na to, by w tym momencie sąd przyznał mu alimenty ode mnie były bliskie zeru Damo smile
                                    Dlaczego? Ano dlatego, że w pojęciu sadu był on wówczas osobą zdrową, młodą, wykształconą i pracującą! Nawet jeśli z pracy miał o wiele mniej kasy, niż eksżona to mógł to zmienić, miał takie możliwości! Sąd na pewno brałby też pod uwagę to, że przez czas rewania małżeństwa utrzymanie mieszkania, samochodów i tzw. życie realizowane było głownie z moich pieniędzy, podczas gdy mój eksmąż w tym czasie zarabiał grosze , bo umówiliśmy się, że robi sobie doktorat w trybie asystentury, co wiązało się z mikrymi dochodami. Sad wziąłby pod uwagę także to, że w tym czasie mając możliwości dorobienia sobie (legalnie) nie korzystał z nich.
                                    Teraz może skorzystać, bo mnie się już odechciało go sponsorować - proste. Nie miałoby dla sądu znaczenia, że go w swietle prawa zdradziłam (a zdradziłam, weszłam w zw. z innym facetem formalnie bedac jego zoną, fakt, że było to już po jego wyprowadzce nie ma tu znaczenia). Dla sadu miałoby znaczenie na ile ten człowiek popadł w niedostatek wskutek rozwodu i na ile może on poprawić swą sytuację. Nie dostalby pewnie ode mnie ani groszasmile
                                    • minniemouse Re: Może w Kanadzie, na pewno nie w PL 26.08.14, 06:52
                                      kora3 napisała:
                                      Dameczko, mam wrażenie, że się nie możemy porozumieć, bo ja opieram się na polskich realiach i prawie, Ty zaś na amerykańskich, czy kanadyjskich tychże.

                                      Chyba tak Koro, to moze byc przeszkoda w ocenianiu sytaucji chociaz wydaje mi sie ze jesli chodzie o armie, wojsko, to kodeks honorowy bedzie i tu i tam takis sam, ale moze sie myle.
                                      Konkretnie, jeszcze raz powtorze, wewnetrzne prawo miliatarne nie pozwala na zdrade
                                      i z tego tytula zdradzana zona (lub maz) przyznaje alimenty na zone lub meza.
                                      A wkazdym razie prawdopobienstwo jest duze ze przyzna.

                                      Plus, dla mnie jeszcze wazny plus, ty lubisz zajmowac sie detalami technicznymi a ja uwazam ze niekiedy gorzej jest byc wlasnie "ciaganym po sadach" i miec z tym kolomyje, urwanie glowy, zawracanie glowy, przykrosci, i wlasnie wolaloby sie zaplacic i miec to z glowy
                                      niz tak babrac i babrac i w tym tez jest niezla zemsta a ty jakos, widze, cos pomijasz taki aspekt smile

                                      Pisanie/mówienie, że "zdradzona żona dostanie od zdrajcy sowite alimenty na siebie" jest tzw. pobożnym zyczeniem

                                      ale tak moze byc Koro.

                                      Nie wiem dlaczego przekonujesz mnie, że rodzic ma łozyć na swoje dzieci - toz to oczywistośc.
                                      przepraszam Korciu, rzeczywscie za szybko czytalam i zle zrozumialam smile

                                      Jednakowoż w PL w pewnych środowiskach alimenty na dzieci wyplaca państwo, bo rodzic, który ma łozyć nie jest w stanie ich płacić - jest np. bezrobotnym bez prawa do zasiłku i nie ma majątku mogącego być zabezpieczeniem alimentacyjnym.

                                      tu jest tak samo, a zatem w tym sie zgadzamy smile

                                      Gdy nie ma komu fizycznie płacić na dziecko, ktoś musi zabezpieczać jego potrzeby i tym kims jest państwo, które robi to za rodzica, a ten staje się jego dłużnikiem.

                                      a tego to doprawdy nie wiem, nie ma pojecia jak tu to dziala czy oddaje sie takie pieniadze czy nie. ale chyba nie, malo tego, na dzieci do 18-tego roku zycia kazdy dostaje "benefity rodzinne" nawet gdy pracuje. moze to byc np zwolenienie od placenia podatku przy zakupach (federal) a moze byc pewna suma wyplacana przez rzad prowinycjny na dziecko dla kazdej rodziny zaleznie od zarobkow.

                                      Oficjalnie i regularnie placi za niego państwo.


                                      A u nas panstwo placi tez do pewnej maxymalnej sumy ale jesli moze do tej sumy odciagnac
                                      od pracujacego ojca, to wyciaga, zeby nie bylo watpliwosci
                                      powiedzmy ze Pani X na dziecko dostala max sume 500zl.
                                      pan exX zarabia 100zl i doplaca 200zl
                                      wiec rzad daje juz tylko 300.
                                      jedynie pani X dostanie 800 jesli pan exX nie przyzna sie ile naprawde zarabia,
                                      i nie przyzna sie ze daje pani X te 200zl, czyli na czarno.
                                      jesli wpadna, to pani X bedzie musiala oddac wszystko od momentu kiedy zaczela dostawac
                                      gotowke od pana exX i jeszcze oboje zostana ukarani finansowo.

                                      Załozmy jednak inną sytuację: ja wnoszę o rozwód bez orzekania, ale mój eksmąż
                                      dowiaduje się, że niedługo po nieformalnym rozstaniu z nim i jego wyprowadzce weszłam w związek z innym męzczyzną


                                      ja mysle ze sprawa lezy w momecie jak maz sie wyprowadzil bo tu juz mozna
                                      za latwoscia udowodnic rozklad malzesntwa, rozstanie za zgoda obu stron itd
                                      wiec jaka zdrada? smile

                                      Minnie
                                      • kora3 Re: Może w Kanadzie, na pewno nie w PL 26.08.14, 10:23
                                        minniemouse napisała:


                                        > Konkretnie, jeszcze raz powtorze, wewnetrzne prawo miliatarne nie pozwala na zd
                                        > rade
                                        > i z tego tytula zdradzana zona (lub maz) przyznaje alimenty na zone lub meza.
                                        > A wkazdym razie prawdopobienstwo jest duze ze przyzna.


                                        Nie, w Pl czegoś takiego nie ma Damo. Żołnierz a także funkcjonariusz (np. policji, SG) ma się zachowywać godnie na służbie i poza nią, ale z pewnoscią zwyczajna zdrada małzenska nie jest traktowana jako zachowanie niegodne. Taki ktoś mógłby mieć w pracy kłopoty, gdyby jego zachowanie było nieobyczajne np. zostałby przyłapany w miejscu publicznym na seksie.
                                        Ale nadal nie miałoby to zadnego wpływu na wysokość ewentualnych alimentów na współmazłozonka!

                                        >
                                        > Plus, dla mnie jeszcze wazny plus, ty lubisz zajmowac sie detalami technicznym
                                        > i a ja uwazam ze niekiedy gorzej jest byc wlasnie "ciaganym po sadach" i miec z
                                        > tym kolomyje, urwanie glowy, zawracanie glowy, przykrosci, i wlasnie wolaloby
                                        > sie zaplacic i miec to z glowy
                                        > niz tak babrac i babrac i w tym tez jest niezla zemsta a ty jakos, widze, cos
                                        > pomijasz taki aspekt smile


                                        Nie, wcale nie pomijam Damo. Pisząc z Babą w innym watku i dotykając tematu zdradzanych żon pozwoliłam sobie zauważyć, ze opisywana przeze mnie zdradzana zona robi b. głupio nie podając o rozwód niewiernego meza teraz. Bo teraz jej mąż jest tzw. osobą z pierwszej ligi "świecznika". Skandal rozwodowy może mu poważnie zaszkodzić w karierze, nie ze oficjalnie, ale zwyczajnie rozgłos wokół takiej sprawy byłby dlań niekorzystny. Za rok, dwa ten pan przejdzie na emeryturę, przestaną się nim interesować brukowce a także ludzie z jego obecnie najbliższego otoczenia. Jeśli teraz chciałaby owa zona rozwodu, to pan zrobi finansowo wszystko, by był on cichy i spokojny, ale potem już nie.

                                        >
                                        > Pisanie/mówienie, że "zdradzona żona dostanie od zdrajcy sowite alimenty na
                                        > siebie" jest tzw. pobożnym zyczeniem

                                        >
                                        > ale tak moze byc Koro.


                                        Może - ale w praktyce głownie wówczas, gdy taki eksmąż z dowolnej przyczyny (szlachetność, strach przed skandalem) dobrowolnie podejmie się płacenia.
                                        >
                                        >
                                        > a tego to doprawdy nie wiem, nie ma pojecia jak tu to dziala czy oddaje sie ta
                                        > kie pieniadze czy nie. ale chyba nie, malo tego, na dzieci do 18-tego roku zyci
                                        > a kazdy dostaje "benefity rodzinne" nawet gdy pracuje. moze to byc np zwoleni
                                        > enie od placenia podatku przy zakupach (federal) a moze byc pewna suma wyplacan
                                        > a przez rzad prowinycjny na dziecko dla kazdej rodziny zaleznie od zarobkow.


                                        W Pl dłużnik, czyli niepłacący rodzic powinien zwrócić te pieniądze, ale w praktyce tak się nie dzieje. Może iśc też do wiezienia, gdy uporczywie uchyla się od płacenia alimentów.
                                        Wspomnianego przez Ciebie socjalu w PL nie ma sad Samotny rodzic może się opodarkować z dziecmi, może także otrzynać na nie różne zasiłku, ale nie są to duże pieniądze.
                                        >
                                        > ja mysle ze sprawa lezy w momecie jak maz sie wyprowadzil bo tu juz mozna
                                        > za latwoscia udowodnic rozklad malzesntwa, rozstanie za zgoda obu stron itd
                                        > wiec jaka zdrada? smile


                                        Damo, polski porządek prawny uznaje małżeństwo za małżeństwo z wszystkimi jego konsekwencjami dopóki nie zostanie ono oficjalnie rozwiązane, albo "zawieszone" poprzez separację. Możesz 10 lat nie zyć z mezem, nie mieszkać z nim., ale jeśli nie przeprowadziłaś rozwodu, ani nie spisałaś z nim intercyzy to ...odpowiadasz za jego długi smile
                                        Bo jesteś zoną! Państwo uznaje, że skoro nic z tym nie robiłaś Ty i nie robił on to taka sytuacja wam odpowiadala. Jeśli nie masz rozwodu - jesteś mezatkąsmile Jeśli nedac nią sypiasz z innym gościem, to popełniasz zdradę małżeńską - prostesmile
                                        Czy sąd brałby pod uwagę, że rzecz stała się już po wyprowadzce mego meza? Zalezy - od sadu i od niego też zależy jak by to interpretował kochana. W niecały miesiąc po wyprowadzce meza w moim życiu pojawia się inny mezczyzna. Facet, którego wcześniej znałam, tylko nie miałam z nim czas jakiś (kilka lat) kontaktu bezpośredniego. Miałam via mail, czy komunikator, ale nie jakiś bardzo czesty.
                                        Zapewne prawnik mego meza usiłowałby dowieść, iż musiałam mieć romans z gościem wcześniej (nie miałam) i dlatego pozbyłam się meza z domu. Nie sądzisz, ze wygląda to prawdopodobnie?smile Wygląda Damo. Podczas drugiej i ostatniej rozprawy rozwodowej ja już mieszkałam z tym meżczyzną, a od wyprowadzki mego meza nie minał rok.
                                        Jasne, ja bym pewnie podnosiła, że nie miałam wcześniej romansu z tym panem (ani z żadnym, bo tak niestety smile było), mogłabym na te okoliczność wykazać, że w naszej wcześniejszej korespondencji nie było nic damsko-męskiego, nie spotykaliśmy się też w realu przez kilka lat. Tylko, że to byłoby trudno udowodnić - prawnik meza pewnie podnosiłby, ze nie przekazałam sądowi całej korespondencji, a udowodnić, że się z kims nie spotykało wcale jest znacznie trudniej niż udowodnić, ze się z kimś spotykałosmile
                                        Jasne, u mnie było tak, że nim doszło do wyprowadzki meza jakiś rok wcześniej mieszkaliśmy już w zasadzie w różnych pokojach i nie żyli z sobą jak mąż i zona, czyli byleśmy w nieformalnej separacji, co mogło potwierdzić kilku świadków. Sąd brałby to pod uwagę, ale nadal byłabym osobą, która w rozumieniu prawa meza zdradzała.
    • bene_gesserit Re: żona, kochanka, spotkanie 18.08.14, 19:18
      Wszystko zależy od tego, jak żona traktuje męża.
      Bo jaki ma sens teoretyczna awantura, kpiny, traktowanie jak powietrze i cała reszta potencjalnego repertuaru zdradzanej, jeśli dostaje się tylko kochance? Moim zdaniem ciekawsze pytanie dotyczącej tej sytuacji to 'jak zdradzana żona powinna traktować zdradzającego męża?'.

      Zasadniczo, to żona powinna okazać klasę, bo tylko dzięki takiemu zachowaniu może mieć szacunek dla siebie (a jednocześnie zagrać na nosie tej drugiej, i Misiowi również). Okazanie emocji w tej sytuacji (czy to przez akcję typu 'ty ścierko, kłaki ci powyrywam' czy przez odwracanie sie plecami i pomijanie milczeniem) oznacza przegraną, imo. Noi nie ma nic wspólnego z dobrymi manierami.
      • minniemouse Re: żona, kochanka, spotkanie 19.08.14, 05:54
        Sytuacja trudna, niewatpliwie. mozna sobie powiedziec ze nastawiamy sie psychicznie tak
        jakbysmy nic nie wiedzieli, czyli naturalnie,
        ale i z dystansem i bez przyjazni do tej osoby.
        zeby bylo jasno - wrogo tez nie. po prostu obojetnie.


        Minnie
        • poczta.kwiatowa Re: żona, kochanka, spotkanie 04.09.14, 13:42
          po prostu obojetnie.
          Ze względy na emocje z dwóch, a nawet trzech stron jest to zupełnie nierealne.
    • kora3 Re: żona, kochanka, spotkanie 19.08.14, 10:18
      Z punktu widzenie SV sprawa jest oczywista -pani zona powinna udawać, że nic nie wie o tym, iż pani kochanka jest kochanką jej meza, pani kochanka powinna udawać, ze z mezem pani zony nic jej nie łączy, a ona pojęcia nie ma, że pani żona wie, iż łączy.

      Przypadkowe spotkanie w szerszym gronie to nie jest czas i miejsce na załatwianie spraw związanych z jakims trójkątem. Dlatego też uważam rady typu, by pani kochance proponować świadkowanie na sprawie rozwodowej za co najmniej nietrafione. Mam na myśli taką propozycję w miejscu i w czasie o jakim mowa, a nie w ogóle.
      W ogóle można takie coś zaproponować, można o takim czyms uprzedzić, ale tylko w sytuacji, gdy naprawdę składa się pozew.

      Z zupełnie czysto ludzkiego punktu widzenia - no niestety, w takiej sytuacji na pewno może być trudno zachować się z klasą. Ale właśnie z klasa zachowuje się osoba, która udaje, ze nic nie wie. Robienie ze swojego życia prywatnego przedstawienia być może powoduje chwilową ulgę, ale tak naprawdę później komus takiemu jest zwyczajnie wstyd, ze się nie opanował.

      No i pozostaje jeszcze jedna kwestia - zakładam, że w tym wątku chodzi o sytuację, gdy pani żona ma pewnośc, że spotkana pani jest istotnie kochanką meża. Niemniej bywają takie osoby, które kochanka, czy kochankę swej "połówki" widzą w każdym kogo owa "połowka" zna. W takiej sytuacji jakieś "wycieczki" w temacie (jak tu proponowane) mogą się skończyć nie tylko skandalem towarzyskim, ale także b. nieprzyjemnymi konsekwencjami, także finansowymi. Bo jeśli chodzi o poważne osoby, które nie mają powodów poczuwać się do winy, to jest spore ryzyko, że wyciągną konsekwencje z pomawiania ich i słusznie.
      • bene_gesserit Re: żona, kochanka, spotkanie 19.08.14, 20:45
        kora3 napisała:

        > Z punktu widzenie SV sprawa jest oczywista -pani zona powinna udawać, że nic ni
        > e wie o tym, iż pani kochanka jest kochanką jej meza, pani kochanka powinna uda
        > wać, ze z mezem pani zony nic jej nie łączy, a ona pojęcia nie ma, że pani żona
        > wie, iż łączy.

        Ale właściwie dlaczego powinna udawać?
        Nie chodzi o to, zeby czyniła głośne uwagi na ten temat albo wszczynała awanturę, ewentualnie puszczała jadowite aluzyjki, czytelne dla wszystkich zgromadzonych, ale po co ma udawać, że nie wie, o co cho, tzn np że jej mąż spotyka się z nią co czwartek?
        • kora3 Re: żona, kochanka, spotkanie 20.08.14, 14:43
          Bene, jak dla mnie ta sytuacja jest czysto hipotetyczna, ale zdaje się watkodawczyni wspomniała, ze idzie o taki układ, ze OBIE panie wiedzą o sobie i wiedzą, że ta druga tez wie, ze każda z nich wie
        • bene_gesserit Re: żona, kochanka, spotkanie 20.08.14, 22:02
          Ależ zrozumiałam sytuację. Co nie zmienia faktu, że imo udawanie nie jest tu wymogiem s-v. Wymogiem s-v w tej sytuacji jest jedynie nie poruszanie spraw intymnych przy osobach trzecich.
    • mozambique Re: żona, kochanka, spotkanie 19.08.14, 10:29
      niezaleznie od tego jak sie zachowają to obie bedą czuć satysfakcjonującą wyższość nad rywalką

      ja bym byl ciekawa jak w takiej sytuacji ( spotkanie trojga zainteresowanych) powinien zachowac się jurny misio?
    • posenerka Re: żona, kochanka, spotkanie 19.08.14, 21:06
      Co za chore pytanie???

      Żona powinna się zachować tak jak uważa, ma ochotę i chce.

      Pan ślubował, pan się zobowiązał, pan chyba był zdrowy na umyśle jak brał ślub?
      Jak bierze kredyt i nie spłaca to bank chyba nie pyta o sv i samopoczucie tylko dąży do spłaty długu.

      Żona jak ma ochotę to niech zwyzywa i już. Sorry ale jak się bierze za cudzego męża to z konsekwencjami.

      I błagam, bez tekstów, że mąż winny bo to inna działka. Wina męża oczywista, poczuje w kredytach...
      Ale kobiety, które biorą się za cudzą własność, tudzież faceci, którzy biorą się za cudzą własność powinni być traktowani jak złodzieje, ponosić konsekwencje.
      Chyba, że udowodnią, że sprawdzili wszystkie okoliczności i potencjalny partner wydawał się nie mieć zobowiązań.
      • bene_gesserit Re: żona, kochanka, spotkanie 19.08.14, 21:10
        Pytanie było o konwencję s-v. Pomyliły ci się porządki więc.
        • posenerka Re: żona, kochanka, spotkanie 19.08.14, 21:16
          Jak zachować sv przy ludzkiej podłości?

          Pomyśl o sv jak ktoś zechce Ci uprowadzić dziecko, bo ładne.
          • bene_gesserit Re: żona, kochanka, spotkanie 19.08.14, 21:23
            Zdrada w wykonaniu Misia to coś zupełnie innego, niż uprowadzenie nieletniego, obawiam się. Misio jest odpowiedzialny sam za siebie, poza tym jest dorosły i dojrzały społecznie, czyli ma wszelkie dane i umie osądzić sytuację, panować nad popędami, przewidywać skutki decyzji. Siedmiolatka, nawet jeśli jest skuszona cukierkami przez miłą panią porywaczkę, nie ponosi zadnej odpowiedzialności za sytuację. Misio owszem.

            Jeśli zdradzana urządzi kochance burdę, nie daj borze połączoną z rękoczynami, ale nawet jeśli nie, to i tak kompletnie nic na tym nie zyska - przeciwnie, obnaży swoją słabość. A nie o to w tym chodzi. No chyba, ze własnie o to?
            • posenerka Re: żona, kochanka, spotkanie 19.08.14, 21:29
              Misio, Misio. Misio...
              A gdzie kobieca solidarność jajników?
              Misio to tylko misio i on podlega odrębnej karze ale panie, które chwytają się cudzych mężów powinny wiedzieć, że też nie są bezkarne.
              Sorry, rodzina to dla mnie świętość. kara dla misia swoją drogą ale pani, która się wpycha w taki związek nie pozostanie bez konsekwencji.

              Zero SV dla zdzir. wink

              Że da w pysk to znaczy, że pokaże swoją słabość? Najważniejsze jest, by się sama dobrze poczuła. Obojętnie czy kopnie, czy przemilczy czy da w pysk.
              Jak przy czymś takim można mówić o SV?

              Co mówi SV o bzykaniu cudzych partnerów?
              • baba67 Re: żona, kochanka, spotkanie 19.08.14, 22:43
                Miej na uwadze jednak zupelnie niewinnych swiadkow awantury.
                Ja bym nawet wybaczyla jednorazowy eksces,jesli bylby polaczony z odpowiednio duzym kacem moralnym. Faceci tak maja ze im sie czasem przelacza z gory na dol
                Jednak kochanka to nieuczciwosc trwajaca pewien czas , facet ktory sie na to decyduje to zwykla zalosna palancina z ktora nie chcialabym miec nic wspolnego. Nie sobie pani zabiera swa "zdobycz" , po co te demonstracje?
              • kora3 Re: żona, kochanka, spotkanie 20.08.14, 14:34
                Postać "Misia" jest tu kluczowa Posenerko, bo od swojego meza/partnera powinno się móc oczekiwać lojalnosci i wierności. Od obcej kobiety - niekoniecznie.

                Oczywiście nie znaczy to, że taka kobieta jest bez winy - zakładając, ze miała swiadomosc iż wchodzi w relację z mezczyzną zajętym rzecz jasna.
                Ale nie można mówić , ze "sięgała po cudzą własność" smile W naszym porządku prawnym żaden człowiek nie może stanowić własności innego. Nie można go zatem traktować jak przedmiot.
                Powiem brutalnie - jeśli kobieta/ facet nie chce kogoś to taka osoba może na rzesach stawac i nic z tego nie wyniknie. Jeśli kobieta/ facet zdradza, to dlatego, ze CHCE i tego przede wszystkim zdradzana osoba bez względu na płeć musi mieć swiadomosć.

                Jednakowoż - jak wspomniałam - pani będącej kochanką chwalić za co nie ma. Tylko, że my tu nie rozmawiamy o moralnej ocenie kochanej, a o najwłaściwszym zachowaniu w tej opisanej sytuacji.
                W tym przypadku, jak w bardzo wielu innych zasady jakie podpowiada nam SV są najlepsze także z czysto ludzkiego punktu widzenia.
                Takie "ulżenie" sobie publicznie może na chwilę rozładować emocje, ale najczęściej sprawia, że taka żona naraża się na smiesznosc i politowanie przynajmniej części otoczenia. Potem jej emocje już miną, ale niestety wstyd za swoje zachowanie pozostaje.

                Kiedyś, dobrych już parę lat temu w środowisku aktorskim wybuchł skandal. Maż jednej z aktorek wdał się w romans z drugą i zonę dlań porzucił. Stało się to dość nagle, wiec owa żona była kompletnie zdezorientowana. Na łamach kolorowej prasy, w popularnych talk schow wieszała na tamtej psy, a meza wzywała do opamiętania. Nic nie pomogło, maż rozwiódł się z nią i nadal był z tamtą. Jako ,że nie szło tu o jakieś wielkie gwiazdy no i nic się nie zmieniało wszystkich wkrótce znudził temat zdrady wiecznie wywlekanej przez ekszonę.
                A ona nadal go wałkowała. To naprawdę było b. dawno temu, a do dziś b. wielu ludziom owa aktorka kojarzy się tylko z tym cyrkiem, jaki wyprawiała po zdradzie i odejściu meza, a nie z rolamisad
                Naprawdę było to załosne i chociaż ja jako młoda wówczas osoba współczułam jej początkowo, to potem zaczęło mnie już drażnić, jak się ta kobieta poniżała. Bo to było ponizajacesad
                W pewnym momencie zaczęłam rozumieć gościa, że pozbył się tak namolnej baby ...
              • bene_gesserit Re: żona, kochanka, spotkanie 20.08.14, 22:04
                Bez obraz, to bardzo prymitywne, co piszesz. "Dać w pysk"? "Kara"? Żenada. Zemsta czasem bywa ożywcza, ale nie na poziomie solówy. Chyba, ze chodzi o panie w wieku gimnazjalnym big_grin
    • eridan Re: żona, kochanka, spotkanie 21.08.14, 07:21
      Noo, na tak postawione pytanie odpowiedzi próbują dać tony książek i kilometry taśm filmowych. Nie ma moim zdaniem żadnej sensownej odpowiedzi, bo to zależy głównie od kulturowego kręgu, w jakim się człowiek obraca. Najczęściej podejmuje się tutaj decyzje pod wpływem emocji oraz presji ze strony otoczenia. Myślę, że w takim przypadku decyduje też poziom obrzydzenia daną sytuacją. Niektórzy wymiękają od razu, inni trochę później. Smrodu padliny nie da się przetrzymać.
      • kornel-1 Re: żona, kochanka, spotkanie 21.08.14, 07:52
        eridan napisał:

        > Noo, na tak postawione pytanie odpowiedzi próbują dać tony książek i kilometry
        > taśm filmowych. Nie ma moim zdaniem żadnej sensownej odpowiedzi, bo to zależy g
        > łównie od kulturowego kręgu, w jakim się człowiek obraca.

        Zapewne masz na myśli książki i filmy z różnych kręgów kulturowych. To może trochę dezorientować.

        ROTFL

        Kornel

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka