kora3
27.02.15, 09:09
Chodzi o następująca sytuację: ktoś dzwoni do osoby, z która ma kontakt na bieżąco i pyta, czy jest może gdzieś tam (np. w danym mieście, miejscu). "Wydzwoniony" odpowiada, ze nie. Wówczas ten, kto dzwoni mówi "a no to przepraszam, zadzwonię później" - dla mnie zupełnie normalne. Tymczasem ta "wydzwoniona" osoba zaczyna domagać się wyjaśnień "ale co? o co chodzi?". Ten, kto dzwoni nie to, ze nie chce powiedzieć, tylko po prostu nie widzi sensu tego (moim zdaniem poniekąd słusznie), bo skoro "wydzwoniony" nie jest gdzieś, to nie może np. pomóc i dyskutując tylko traci się czas.
Mowa,. co podkreślam, o osobach mających kontakt na bieżąco, zatem wyjaśnień "a co a po co?" osoba dzwoniaca może udzielić "wydzwonionemu" później, gdy się zdzwonią, albo spotkają w wolnym czasie i bez pospiechu.
A wy jak sądzicie? Czy w takiej sytuacji należy szczegółowo wyjaśnić "wydzwonionemu" czego by się odeń oczekiwało, gdyby był w miejscu,. o jakie pytamy?