19.09.09, 21:06
Od wczesnego ranka myślę o tych dwóch kociakach wyrzuconych przed blok na trawnik. Biedaki siedzą tam już 3 tygodnie. Od rana rozmyślam nad tym i stwierdziłam, że ja muszę być ich DT, gdyż trzeba je stamtąd zabrać, bo:
1. wprawdzie dni są jeszcze ciepłe, nawet bardzo, ale noce już zimne (też nawet bardzo)
2. mieszkają przy skrzyżowaniu dwóch niezwykle ruchliwych ulic (kto mieszka w Warszawie zapewne wie jaka jest Gorczewska i Powstańców Śląskich)
3. mieszkają na osiedlu, gdzie TOZ wywiesiło ogłoszenie, że krzywdzenie zwierząt jest przestępstwem, więc pewnie zwierzaki nie mają tam za ciekawie
4. nie chcę, aby złapały jakąś okrutną chorobę od dłużej tam będących wolnożyjących kotów (i innych).

Argumenty mocne i decyzja wydaje się łatwa. Ale:
1. mam kotkę, która dopiero niedawno przestała sikać z róznych powodów (chorobowych i stresowych) i martwię się, jak zareaguje i czy sikanie nie wróci
2. mam małe mieszkanie, a w nim w każdym pomieszczeniu jakieś niezbędniki kocie, czyli w łazience i przedpokoju kuwety (i tych wolałabym nie ruszać ze względu na Małą), w kuchnni miski z wodą i jedzeniem - ale ten problem od rana rozwiązałam ufając, że zmiana pt. wystawienie misek z kuchni będzie do zaakceptowania przez Małą.

Podjęłam już, kilka godzin temu, decyzję, że wezmę je (akcja brania od środy w przyszłym tygodniu - wcześniej pracuję poza Warszawą i chyba nie będzie dobrze brać kociaki do siebie). Będą mieszkały w kuchni (innej możliwości nie mam). I ciągle myślę:
1. czy muszą być poddane kwarantannie i jeśli tak to jak długo?
2. jak będą reagować moje kotki na zamkniętą kuchnię (mają dostęp cały czas do wszystkich pomieszczeń w mieszkaniu) i nie wiadomo CO w niej w środku?
3.co zrobią jak małe w końcu wypuszczę? jak mam postepować?

I - generalne pytanie - jak mam znaleźć im dom? Tyle kotów jest do wzięcia, że nawet na forum tu i innych aż głupio mi pisać:weź mojego, jest super najfajniejszy itp. A nie mam szans, głównie finansowych, na zatrzymanie futrzaków.

I takie mam rozterki. Mam nadzieje, że przeczytacie i może podzielicie się jakimiś dobrymi radami, słowem..

Pozdrawiam serdecznie
Obserwuj wątek
    • mist3 Re: rozterki 19.09.09, 21:27
      to jest naprawdę trudna decyzja i doskonale cię rozumiem. mi się
      zdarzyło przetrzymywać kotka kilka dni w klatce-łapce
      (kwarantanna+opieka po sterylizacji - nie mam bowiem możliwości
      zamknąć jednego pomieszczenia w domu) oraz w piwnicy - ale to i tak
      było lepsze niż zostawienie kociąt tam, gdzie były.
      Ta koteczka, która była w klatce miała zaraz po sterylizacji zostać
      zabrana do nowego domu - jednak domek się rozmyślił. Byłam w
      rozpaczy - kotka już wzięta, zawieziona do lekarza, u mnie w domu
      trudna sytuacja (tata akurat był w fazie 'nie podoba mi się, że
      chcesz ratować wszystkie koty świata' i dawał mi to odczuć), moja
      kotka nie jadła, nie piła, nie siusiała - bo... bała się malutkiej
      koteczki zamkniętej w klatce, koteczka mimo, że po klatce nie
      szalała - i tak na pewno była zestresowana i nieszczęśliwa. Ale
      jednak jakoś się wszystko udało - niespodziewanie znalazł się dla
      niej superdomek (rozpowiadałam wszystkim w pracy i z najmniej
      oczekiwanej strony przyszedł odzew, jakiego kompletnie się nie
      spodziewałam). Nikt ci nie da gwarancji, że tak będzie w Twoim
      przypadku -ale ja mimo wszystko myślę, że jakiś miłośnik zwierząt
      czuwa nad nami u góry i jakoś udaje się takie sprawy doprowadzić do
      końca.
      Ja bym też brała -ale wiadomo - każda taka decyzja musi być
      przemyślana i podjęta samodzielnie.
      • mama.rozy Re: rozterki 19.09.09, 22:13
        pisz na wszystkich możliwych forach zwierzęcych,daj ogłoszenie na
        allegro,gratce,miau,gdziekolwiek.wywieś ogłoszenie w bloku gdzie mieszkasz.w
        sklepie w pobliżu.tylko na ogłoszeniach w necie pisz o możliwościach
        transportu.ja w wakacje pomagałam znajomej "rozprowadzić" 3 kociaki,szybko się
        udało,a nie były ani szczepione,ani odrobaczone.
        pozdrawiam,powodzenia.
        p.s.zrób im dobre zdjęcia i jeśli możesz,określ płeć.
    • marzenia11 środa 21.09.09, 07:09
      Najbardziej prawdopodobne, że właśnie w środę maluchy zamieszkają u mnie. To chyba ostatni dzień przed załamaniem pogody.
      I ma jeszcze jedno pytanie: biorąc koty do siebie jako DT nie boicie się, że będą na coś chore np. białaczka itp?
      • wladziac Re: środa 21.09.09, 08:07
        maluchy znajdki które udawało mi się wyłapać zazwyczaj miały kk i
        pchły więc zaraz po wizycie u weta kiedy przyszło zabrać je do domu
        zawsze izolowałam w osobnym pokoju,oczywiście wywołuje to niepokój u
        mojej bandy i czasami jest uciążliwe ale starałam się zawsze w
        między czasie w trakcie leczenia już szukać domków,oczywiście zawsze
        się boję o to czy moje nie zarażą się czymś gorszym ale jak do tej
        pory "udawało"się,w tym tygodniu czeka mnie coś gorszego bo mam
        umówioną kastrację dorosłego dzikuska i naprawdę trzęsę portkami co
        to będzie z jego przetrzymaniem,mam nadzieję że u Ciebie będzie
        wszystko w porządku i szybko znajdziesz im domki,daj ogłoszenia o
        adopcji gdzie się da,uda się,musi się udać,powodzenia i pozdrawiam
      • mam_to_w_nosie Re: środa 21.09.09, 11:35
        marzenia11 napisała:

        > I ma jeszcze jedno pytanie: biorąc koty do siebie jako DT nie boicie się, że bę
        > dą na coś chore np. białaczka itp?

        Tak, boimy się. Odizoluj najpierw kotki od swoich zwierzaków (choćby w łazience)
        i przy najbliższej okazji zrób im testy, żebyś miała pewność i mogła je spokojnie
        zapoznać z twoimi kotami.

        Co do szukania domów to wszystkie możliwe portale jakie przyjdą Ci do głowy,
        od typowo zwierzęcych jak adopcje.org po tematycznie niezwiązane jak gratka
        czy allegro. Poza tym ogłoszenia lokalnie, na słupach, pod sklepem itp.
        Możesz im założyć osobny wątek na forum miau.pl (+ ogłoszenie na stronie
        adopcyjnej). To są jeszcze kociaki, więc szansa na domek jest spora, na pewno
        się uda smile Trzymam kciuki.

        I nie przejmuj się, że takich ogłoszeń jest wiele, tak, to prawda, ale
        jak nie zmieścisz tych ogłoszeń to szanse będą niewielkie na znalezienie
        domku. Może właśnie twoje znajdki wpadną komuś w oko - dlatego jak już
        ktoś pisał potrzebne będą zdjęcia i w miarę możliwości określenie płci
        maluchów.
        • wiesia.and.company Re: środa 23.09.09, 19:25
          Marzenia! Dzisiaj zapewne miałaś dzień "O", czyli dzień odławiania i
          wprowadzania do domu. Na razie po prostu pozwól maluchom zamieszkać w jakimś
          oddzielnym pomieszczeniu (ha ha ha, u mnie to nigdy nie było możliwe na moich 36
          m2 - właściwie mogłam tak zrobić tylko w pokoju sypialnianym, ale znów tu
          WSZYSCY śpimy, na jednym łóżku, czasem któreś na innym legowisku. W rezultacie
          takie miejsce odosobnienia dla "nowego" to był większy pokój, z dostępem dla
          wszystkich, tyle że w kącie za zasłoną stawiałam transporter, budkę z (gąbka
          obleczona materiałem), niedaleko oddzielną małą kuwetę i przed transporterkiem
          miski z jedzeniem i wodą. Zresztą, kocia ciekawość pcha je do poznawania
          "nowego" i same sobie regulują stopień zaprzyjaźnienia lub wrogości. Za to
          niespełniona ciekawość prowadzi do tworzenia kocich wyobrażeń i budowania
          niepotrzebnych barier. "Strach ma wielkie oczy". Tak wynika z moich obserwacji.
          Początkowo bałam się o domowników, że któryś wprowadzi mi koci katar, ale koty
          domowe żyją w dobrych warunkach, są odporne, już nie łapią. KK jest niesłychanie
          groźny dla maluchów, dla dorosłych znacznie mniej, choć też przecież chorują,
          ale są silniejsze.
          To na razie tyle. No i czekam na informacje. Powodzenia!
          • marzenia11 Nie wiem czy dobrze zrobiłam.. 23.09.09, 23:13
            .. ale, niestety, mam jednego - drugi uciekł przegoniony przez dorosłe kocury, ktore chciały wejść do transportera po jedzenie. Czekałam 2 godziny na niego, ale na pewno się wystraszył. W efekcie został tam sam, tzn. z jakimś dorosłym kotem, który się zaopiekował maluchami. A tego jednego przywiozłam. Choć zastanawiałam się, co zrobić - wziąć jednego a po drugiego przyjechać jutro, czy też wypuścic tego którego złapałam, aby były razem.
            Wzięłam go. Nie wiem co trzeba robić w takich sytuacjach. Powiedzcie szczerze, wesprzyjcie albo zgańcie.
            • marzenia11 Re: Nie wiem czy dobrze zrobiłam.. 23.09.09, 23:27
              animalia.pl/galeria.php?id=64958
              • salimis Re: Nie wiem czy dobrze zrobiłam.. 23.09.09, 23:41
                Toż to prawie kot birmański,pewnie mieszaniec.Prześliczny.
                smile Trzymam kciuki aby udało się drugiego złapać.
              • wladziac Re: Nie wiem czy dobrze zrobiłam.. 23.09.09, 23:41
                dwa kotki złapać razem to bardzo trudne,ja bym nie wypuszczała
                złowionej ślicznoty bo nie wiadomo czy wystraszony da się jeszcze
                raz podejść,drugiego może na jakąś aromatyczną rybkę uda się złapać
                np tuńczyka,powodzenia
                • kirke18 Re: Nie wiem czy dobrze zrobiłam.. 24.09.09, 10:20
                  To z Warszawy? Jest zainteresowanie na animalii!
                  • wiesia.and.company Re: Nie wiem czy dobrze zrobiłam.. 24.09.09, 18:09
                    Dobrze zrobiłaś! Jeden to już połowa sukcesu! Warto się zaczaić na drugiego...
                    przyjdzie jeść. Brawo, zainteresowanie na animalii dobrze rokuje...
    • marzenia11 pierwsze wyjście z koszyka - wczoraj rano :) 25.09.09, 07:12
      animalia.pl/galeria.php?id=64999
      • mist3 Re: pierwsze wyjście z koszyka - wczoraj rano :) 25.09.09, 20:21
        ślicznotka. Tak jak mówią dziewczyny - na drugiego maluszka trzeba
        się znowu zaczaić. A nie masz możliwości pozyczyć klatki-łapki? Bo,
        że jeden ci wlazł do transportera i dał się w nim zamknąć to moim
        zdaniem cud (przynajmniej tak wynika z mojego doświadczenia łapaczki
        kotów) - św. Franciszek czuwa.
        • marzenia11 Re: pierwsze wyjście z koszyka - wczoraj rano :) 26.09.09, 00:17
          Drugi też włazł dzisiaj, ale... z drugim dorosłym kocurem sad(( zżerli wszystko i razem wyszli.. ech, wyciągnęłam kolejną puszeczkę, znow weszli razem i była powtorka z rozrywki. W efekcie po uczcie, ktorej prawdopodobnie nie zaznali dotąd w swym życiu pobiegli w trawę i harcowali, polowali wzjaemnie na siebie, na poruszane wiatrem listki. Ech, jutro już nie mogę pojechać, bo ciutkę się przeziębiłam, ale może tej kobitce uda się go złapać. Nie mam czasu na pożyczenie klatki-łapki, a zresztą gdyby weszły dwa to dwa by się złapały i co bym zrobiła z tym dużym?
          A złapany kotuchowaty kocurek jest niezwykle wygłodniały, połyka wręcz jedzenie i okrutnie cierpi na samotoność. Gdy słyszy moje zabawy z kotami to skacze po drzwiach od kuchni i miauczy, gdy wchodzę do kuchni natychmiast przybiega, łasi się, mruczy i nie mogę zrobić totalnie nic, bo cały czas jest pod moimi rękoma. Widać jednak jak uczy się zabawy - dałam mu myszkę to nie bardzo wiedział co ma z nią zrobić, a gdy dałam mu gołebie pióro, takie z parku, to teraz właśnie dobiegają mnie odgłosy z kuchni, odpowiednie smile)
          • mist3 Re: pierwsze wyjście z koszyka - wczoraj rano :) 26.09.09, 20:00
            życzę powodzenia i naprawdę podziwiam odwagę obydwu kotów - ja nigdy
            nie miałam takiego przyapdku. A może ten większy to ochroniarz?
            Wtedy rzeczywiście może być kłopot. W klatce-łapce można jednego
            kota zablokować kocem, a drugiego w tym czasie wypuścić.
            W każdym razie 3mm kciuki i zdrowia życzę.
          • elka_77 Re: pierwsze wyjście z koszyka - wczoraj rano :) 29.09.09, 12:18
            Marzenia, jak kociaki? Udało Ci się złapać czekoladowego?
            • marzenia11 Re: pierwsze wyjście z koszyka - wczoraj rano :) 29.09.09, 13:47
              Nie. Od niedzieli nie próbowałam, bo zajmuję się Szymankiem. Wczoraj podczas wizyty kontrolnej w innej lecznicy wet powiedział, ze jego zdaniem ma białaczkę, bo ma stale zęby, czyli około 6 miesięcy i jak na ten wiek to jest bardzo chudy, mały, ma stan zapalny dziąseł i nadżerki na dziąsłach i zaczął się koci katar. Kazał przyjść dzis rano na testy i wieczorem albo na kolejny antybiotyk bądź na eutanazję, zależnie od wyników.
              Załamałam się, dziś popołudniu idę na testy na Białobrzeską. Boję się też o moje kotki, choć Szymanek siedzi zamknięty w kuchni, a ja się przebieram i myję ręce.
              • barba50 Dobrze, że idziesz na Białobrzeską 29.09.09, 14:14
                Dziwny ten weterynarz, który chce usypiać kociaka przy pozytywnym wyniku testu na białaczkę (w ogóle dziwne takie spekulacje bez badań). Po pierwsze białaczka to nie wyrok, poza tym te objawy mogą świadczyć o zupełnie innych schorzeniach. Omijaj tego weta szerokim łukiem!
                • marzenia11 Re: Dobrze, że idziesz na Białobrzeską 29.09.09, 14:27
                  Dzięki barba, bo naprawdę płaczę z przerwami. Denerwuję sie okrutnie, ale cóż. Szymek jest taki słodki, rozrabiaka, zawadiaka itp. A że mały?? Dziś mam więcej zdrowego rozsądku i ciut chłodniejszą głowę, ale dopóki nie będę wiedzieć co i jak będę się denerwować.
                  Moje panny pewnie czują moje nerwy, ba panikę nawet i nie bawiłam się z nimi wczoraj ani dziś. Mała nasikała mi na łózko - pewnie stres. Od niedzieli obu, a zwłaszcza pilnuję jej, żeby wypiła rozpuszczone scanomune. Chciałam wczoraj kupić u tego weta to powiedział, ze nie ma takiej potrzeby! To od razu wydało mi się dziwne - przecież chyba nie zaszkodzi i nie można przedawkować??
                  • barba50 Re: Dobrze, że idziesz na Białobrzeską 29.09.09, 14:55
                    Jeszcze raz przeczytałam co napisałaś
                    Cytatwet powiedział, ze jego zdaniem ma białaczkę, bo ma stale zęby, czyli
                    około 6 miesięcy i jak na ten wiek to jest bardzo chudy, mały, ma stan zapalny
                    dziąseł i nadżerki na dziąsłach i zaczął się koci katar.

                    Po pierwsze co znaczy, że jest chudy i mały? Ile waży, bo przecież chyba zważył
                    kociaka? Stan zapalny dziąseł może dopaść wielu kotów, a koci katar u
                    nieszczepionego malucha bytującego na działkach to standard!
                    To się leczy, a
                    po wyleczeniu szczepi!

                    Zdenerwowałam się sad Napisz w której lecznicy byłaś i jak nazywa się ten pożal
                    się boże weterynarz.
                  • elka_77 Re: Dobrze, że idziesz na Białobrzeską 29.09.09, 14:56
                    Wiesz co, naprawde zmień tego weta, zwłaszcza że już wczesniej
                    pisałaś że z pierwszj wizyty nie byłas zadowolona. No i pamiętaj, ze
                    w razie potrzeby moja oferta pomocy jest aktualna.
                    • marzenia11 Szymuś, kocurek specjalnej troski... 29.09.09, 21:14
                      Szymus, kochane pyszczydło ma FIV. A oprócz tego kk (który się leczy, jest lepiej niż wczoraj) i świerzb w uszkach. Białaczki nie ma, jutro wyniki badań krwi (mogę się jeszcze czegoś strasznego dowiedzieć??).
                      Ale ufam, że znajdzie się dla niego dom ludzi, którzy pokochają go dla jego samego i zajmą się nim mimo choroby. Oczywiście za miesiąc powtarzamy test.
                      Więcej napiszę później - wczoraj po wizycie u weta miałam tragiczny wieczór, noc i dzisiejszy cały dzień, do momentu badania. Płakałam strasznie, moje kotki to wyczuły plus nie bawiłam się z nimi ani wczoraj, ani dziś rano i.... Mała nasikała w pokoju. Jest bardzo niespokojna i też martwię się o nią (ale nie za bardzo). Teraz, do 22ej jest czas zabawy więc pędzę, aby odstresować futra.
                      Potem napiszę. Dziewczyny, pomożecie mi? Jest sznasa na domek? Jakoś ufam, ze tak będzie. I co z tym drugim malcem, który tam został???
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka