kocianna
24.02.04, 20:27
Figiel miał zapalenie płuc. Męczymy się już z tym dwa tygodnie, co wet powie,
że jeszcze trzy dni kontrolnie antybiotyk, bo jest dobrze, to znów kaszle.
Co rano i co wieczór czeka na niego 10 cm3 różnych syropków i rozpuszczonych
tabletek w strzykawkach bez igieł (żaden inny sposób nie działa), do tego
zastrzyk (ten ostatni szybki i bezbolesny).
Kot zaczął się mnie potwornie bać, jeżeli jestem w domu nie wychodzi spod
szafy, złapany zamienia się w rackdolla i zaczyna rzęzić. Apetyt ma, jeżeli
karmi go mój mąż, ode mnie nie zje już nic.
Złapanie go graniczy z cudem, syropki pił jako tako, odkąd weszły tabletki -
ślini się i wypluwa wszystko.
Po takiej operacji trzęsie się cały i kilka godzin dochodzi do siebie.
Im intensywniej jest leczony, tym gorzej wygląda. Zostały z niego same
wielkie, przerażone oczy (a na początku choroby był radosnym, żywym
koteczkiem, uwielbiającym pieszczoty i ze wspaniałym apetytem - tylko
kaszlał).
Co robić?