Felicja to kotka, zgarnięta ze stacji benzynowej gdzieś pod Warszawą. Przyjechała do mnie na tymczas, dokładnie 14 Września. Była zarobaczona, wychudzona, przerażona. Długo walczyliśmy z pasożytami, ale udało się. Kotka przytyła, a na horyzoncie było widać domek... niestety, nic z tego nie wyszło (jak już się wali, to na całego) Tydzień temu wyczułam u Feli małe zgrubienie na brzuchu. Okazało się że to guz. Fela ma całą listwę mleczną do usunięcia.
"Fela ma guza na brzuszku

weterynarz powiedział że to tłuszczak. Cała listwa mleczna jest do usunięcia."
"Fela była dzisiaj na USG - niestety, wątroba i nerki nie pracują prawidłowo

podejrzewam że przez nadmierną otyłość - Fela ma przecież trzy kg nadwagi. Przed zabiegiem zrobimy jej pełne badanie krwi, moczu i rtg łapy. Tzw, badanie moczu zrobimy ciut wcześniej, o ile uda się "złapać" siuśki...
Wziełam trochę saszetek Obesity."
Dzisiaj zapytałam weta o koszt zabiegu... niestety, kwota przerasta moje możliwości. Sam zabieg to wydatek rzędu 200,00zł, a do tego dochodzi jeszcze koszt badań i opieki poooperacyjnej.
Muszę zebrać odwagę i poprosić o pomoc finansową - także na miau. Sama nie dam rady...
Ktoś się nią zainteresował, ale kiedy powiedziałam o zabiegu, to domek obiecał przemyśleć sprawę. Wątpie że się już odezwie...