mrumru81
03.06.11, 10:36
Teraz muszę odegrać się za wszystkie koty od cholernej baby, sąsiadki Kusamy.
W środę wracając z pracy zostałam zaciągnięta przez sąsiadow, "u nas na wycieraczce siedzi pani kotek. My go karmimy, on się boi, nie możemy wejść do mieszkania. Niech pani go zabierze. Kotek, patrzę mój, biorę idę do siebie. U mnie wszystki koty w domu - zdziwione. Nowy do klatki. W czwartek pojechał do Boliłapki na kastrację. Wróci. Szukam mu domu, jest domowy, przytulasty, klon Tolka. To jest bliska rodzina mojego Ziutka i Tolka. Tak bliska, że pomyliłam się i zabrałam go do domu. Znaki szczególne, klejnoty zobaczyłam dopiero u siebie.
Baba cholerna mnoży koty, nie kastruje, nie sterylizuje i wypuszcza. Kusama wie, ile kasy wydałam na ratowanie kotów wyrzuconych przez podłą staruchę. Ile nerwów, korowodów do wetów, bo babsztyl wyrzuca...
I teraz mi poradźcie, co zrobić.
Może poproszę Straż Miejską (?),żeby ze mną i przewodniczącym wspólnoty, poszła do baby, z jej wykastrowanym już kotem. Niech babsko daje mi te koty do kastracji i adopcji, trudno. Wszystko zniosę, tylko nie to mnożenia i podrzucanie.
Smród na klatce, tam gdzie mieszka baba i Kusama jest tak silny, że wspólnota zainstalowała psikacze dezodorantu w ścianie.
Chyba z tego upału coś wreszcie zrobię z tą podłą staruchą!