W zasadzie to nie wierze ze mam szanse rozwiazac patowa sytuacje w domu mojego Brata bo koty nie moje, dom tez nie

)
Ale sobie podywaguje...
Brat mial dwa koty Grisza byl wykastrowany , spokojny , nie wadzil nikomu i Bulbulezar , syn jego. piekny , rasowy , burmanski kot , niewykastrowany .
Grisza zaginal w niewyjasnionych olicznosciach i Bulbuzar pozostal sam.
B. jet na dzis nadal niewykastrowany, wychowal sie w blokach a teraz mieszka w domu na wsiz i jest kotem wychodzacym.
Pupil Brata , kaprysny , nerwowy Rezydent , da sie poglaskac ale sam nie podejdzie , jest zakochany w Bracie i tylko Go uznaje...
Dwa lata temu pojawila sie Alicja. jako kociatko przyszla do domu Bratostwa , spodobalo Jej sie i zostala.
Pierwszy rok to byl horror , walki kocie na okraglo . Malenka kotka , poldzika wywalczyla czesc terytorium i jest kotem mojej niepelnosprawnej Mamusi , pisalam o tym na tym forum wczesniej.
Na dzis jest tak ze koty sie mijaja, pod nieobecnosc Brata sa walki ale malo nasilone, Brat goni B. za przesladowanie Alicji,
Alicja wyraznie schodzi B. z drogi ale jak trzeba to fuknie albo przylozy.
Jest wysterylizowana.
Koty funkcjonuja dobrze ale osobno i pojawiaja sie napiecie.
I tak sobie pomylalam jakby sie pojawil Trzeci ...
Ma taka mysl w ogole sens ?
Kran