Byłam dziś w schronisku. Zawiozłam moje pracowicie gotowane dla Pusi mięsko, którym oczywiście wzgardziła. Już na parkingu witają nas kojce ze szczeniakami łobuziakami, które JESZCZE są wesołe. Zwiedzania nie było, bo dziś dzień świąteczny. Pogadałam tylko z pracownikiem przy wejściu ale jak zobaczyłam na jednych drzwiach napis "pokój kotów" to mi się słabo zrobiło. Chłopak powiedział, że kotów mają dużo i wszystkie oprócz jednego stare. Gdybym miała przy sobie kotorbę, to już bym była dokocona.
Przez całą drogę do domu walczyłam ze łzami
Wiem, że tam wrócę i nie wyjadę z pustymi rękami
Pewnie to, co tu piszę nie jest niczym nadzwyczajnym ale chciałam się wygadać.
Wróciłam do domu, wycałowałam moją księżniczkę i zapytałam, czy pamięta, że jeszcze rok temu głodna i zmarznięta pałętała się po cmentarzu w Jaśle.
Na szczęście chyba już nie pamięta, bo tylko się rozmruczała