Padme/Kluska jest skrzywdzonym kotem. Byla jak nic bita, miala zlamany ogon i ma uszkodzone oko. Widzi, ale z lewym okiem jest 'cos nie tak', swiatlo sie inaczej odbija, troche inaczej reaguje zrenica i widac mala plamke. To akurat jest najmniejszym jej problemem.
Kluska jak do nas nastala byla kotem bardzo wycofanym i chyba tylko wychowanie Luka i Leii trzymalo ja przy zyciu. Powoli, powoli pokonywala swoje strachy i juz bylo na tyle dobrze, ze nawet pozwalala sobie na spanie na kanapie w pozycji leniwego kota. Wprawdzie wystarczylo podejsc zbyt blisko i juz brala azymut na swoje servico, ale sukces byl. Bawila sie i sama i z dzieciakami. Normalniala po prostu.
Ale jakis czas temu wszystko sie skonczylo

Nie wychodzi z servicio, poleguje na stole, w koszyku wymoszczonym spiworem. Zlazi tylko do kuwety, do miski i jak cos ja przestraszy, ale to 'cos' to moze byc wszystko. Staramy sie jak mozemy, przesiadujemy z nia, glaskamy, rozmawiamy, czeszemy, czasami pos[aceruje po stole, czasami dojdzie do progu ale do kuchni juz nie wejdzie. Ba, nawet wizyty Kurnikowcow nie robia na niej wrazenia, a byla pierwsza do bitki z Kicia.Yoda i jak nastaly Kurnikowe Tymczasy to tez podchodzila pod ich drzwi i syczala, czasami bojac sie wlasnego syku zwiewala do siebie.
Nie wyglada na pychu na apatyczna, ale najwyrazniej odzyly w niej jej leki i nie wiemy co je spowodowalo

Fizycznie jak dotad w porzadku, je, kuwete odwiedza, bolu nie odczuwa.
Martwi nas jej stan, co z tego, ze zdrowa na ciele, jak dusza szwankuje. Caly czas jest skurczona, spieta, uniesiona reka powoduje jeszcze wieksze zamkniecie, dopiero po chwili glaskania zaczyna mruczec, kladzie sie na boku, pozwala na karesy brzuchowe.
Do tej pory pomagal jej feliway i krople bacha, w tej odslonie nie podzialalo. Zaczynamy powaznie myslec o psychotropach, ale tutaj weci nie maja zielonego pojecia o takim leczeniu.
echhh, biedna ta nasza Kluska