Dodaj do ulubionych

Pożegnanie

26.07.14, 19:09
W poniedziałek odeszła Grosia Wiesi.

Do końca dzielnie przeciwstawiała się nowotworowi. Cieszę się, że zdążyłem Ją poznać i zawsze będę pamiętał spokojnego Pulpecika...
Obserwuj wątek
    • elzbieta.24 Re: Pożegnanie 26.07.14, 19:48
      Żegnaj dzielna koteczko.Szczęśliwych łowów za TM.
      • wiesia.and.company Re: Pożegnanie 26.07.14, 20:00
        Dziękuję, Andrzeju. Ja się jeszcze nie pozbierałam. Chociaż wiedziałam przecież od 28. marca z czym mamy do czynienia.
        Napiszę o Grosi. Cały wątek poświęcony jej pamięci. Na razie się zbieram. I zbieram sad I jeszcze nie mogę sad
        • lisek.chytrusek Re: Pożegnanie 26.07.14, 20:25
          Tak mi przykro Wiesiu sad
          Pamiętam z jaką czułością o niej pisałaś, jak ją znalazłaś, karmiłaś po kropelce... Dałaś Grosi wiele lat dobrego życia.
        • hek_sa Re: Pożegnanie 26.07.14, 20:37
          Wiesiu trzymaj się, wszyscy wiemy jak boli strata przyjaciela, przytulam.
        • adrzewoj Grosia była warta osobnego wątku 26.07.14, 20:58
          To wyjątkowa koteczka.
        • wadera3 Re: Pożegnanie 26.07.14, 21:14
          Ściskam Wiesiu, mocno Ci współczuję.
          Grosia już nie cierpi.
    • jarka63 Re: Pożegnanie 26.07.14, 20:15
      Śpij spokojnie, Grosiu.
      Wiesiu, przytulam.
      • esimona Re: Pożegnanie 26.07.14, 20:33
        Żegnaj Grosiu, byłaś dzielną wspaniałą Koteczką.
        Wiesiu, pozbieraj się, czekamy na Twoje posty.
    • zaba_300 Re: Pożegnanie 26.07.14, 20:36
      Pa, Grosiu. Trzymaj się Wiesiu.
      • mag_da53 Re: Pożegnanie 26.07.14, 21:17
        [`]
        Wiesiu, przytulam mocno.
      • niutaki Re: Pożegnanie 26.07.14, 21:18
        Wiesiu kochana.... Serce peka na takie wiesci, Grosia za TM, nie chce sie wierzycsad biegaj tam kocinko szczesliwa...
        • miriam_73 Re: Pożegnanie 26.07.14, 21:58
          Ojej, jaka przykra wiadomość sad Wiesiu, ściskam mocno...
    • miriam_73 Re: Pożegnanie 26.07.14, 22:02
      https://img844.imageshack.us/img844/3245/wiesiaandcompanygrosia.jpg

      Biegaj za Tęczowym Mostem zdrowa i pogodna...
    • mysiulek08 Re: Pożegnanie 26.07.14, 22:02
      Wiesiu, najszczerzej Ci wspolczuje straty Twojej Przyjaciolki. Zrobilas co bylo w Twej mocy by jej ulzyc w ostatnich chwilach zycia. Spedzila z Toba nalepszy czas swojego zycia. Odeszla w milosci. Bedzie zawsze w Twoim sercu i moich/naszych/Zakatkowych myslach

      Grosiu, duzo zabawy za TM, udanych lowow. Pozdrow i Czarnego Pume i Gapcia i dwa niebieskiej maluchy, koty ktore nie doznaly tyle dobra co Ty kocino.


      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/4YwPlgZjIBYKzRUQyX.jpg
      • pi.asia Re: Pożegnanie 26.07.14, 22:06
        Wiesiulku, dobra istoto. Dałaś Grosi tak wiele serca, ciepła, opieki i starania, że to wszystko nie pójdzie na marne. Za TM czeka na Ciebie zdrowa, szczęśliwa, stęskniona Grosia.
        Przytulam.
        • panna_beata Re: Pożegnanie 26.07.14, 22:22
          Krótko tu jestem, na Zakątku, ale płaczę z powodu Grosi, jakbym znała ją od lat. crying
    • lampka_nocna5 Re: Pożegnanie 26.07.14, 22:32
      Grosiu, pozdrów Demonka i Tygryska.
      Wiesia, ona wróci.
      • salimis Re: Pożegnanie 26.07.14, 22:54
        Żegnaj Grosiu crying
    • stacie_o Re: Pożegnanie 26.07.14, 23:03
      Bardzo mi przykro.
      • kromisia Re: Pożegnanie 26.07.14, 23:14
        Oh, Wiesiu, nie wiedzialam.....tak mi przykro! Ale wiem tez, ze Grosia przezyla u Ciebie najwspanialsze lata.
        Sciskam Cie mocno!
        • wladziac Re: Pożegnanie 27.07.14, 08:27
          strasznie mi smutno,trzymaj się Wiesiu
          • zwiatrem Re: Pożegnanie 27.07.14, 10:17
            Trudno się pogodzić. Współczuję.
            Ktoś mi powiedział, że miejsce po ulubieńcu zaraz się zapełni i kot wróci w innym futrze.
            • grazyna1605 Re: Pożegnanie 27.07.14, 11:09
              Płaczemy razem z Tobą Wiesiu. Kociulka miała wspaniałe życie przy Tobie. Kiedyś ukoisz ból straty myśląc o tym, jaką zdrową i pogodną jest teraz Grosia za TM.
              • wiesia.and.company Re: Pożegnanie Grosieńki 27.07.14, 14:02
                Dzisiaj trochę powklejałam zdjęć Grosieńki. To mi jakoś pomaga patrzeć na nią i myśleć, jak się kochałyśmy, co przeżywałyśmy (po śmierci pierwszego mojego Gucia nie mogłam przez rok oglądać zdjęć, teraz robię inaczej).
                To jest epitafium dla Mojej Ukochanej Grosieńki. (oczywiście i tak to kropię łzami).
                Są koty i koty... Takie normalne koty z kocimi zachowaniami, i są koty szczególne, wyjątkowe.
                Dla mnie wyjątkowa była Grosieńka. To taka malutka córeńka, którą w lesie na drodze wyrzucono z okna samochodu i wychowałam ją na swojej szyi. I tego kontaktu nigdy nie straciłyśmy. Tego przy piersi, przy brzuszku, przy szyi. Zawsze się tak wtulałyśmy, do końca.
                Grosieńka była taką przylepką, przytulaskiem do wszystkich kotów. Lizały ją, ona nadstawiała pysio. Była taka cieplutka, kochana, z wielkimi oczami, ze znakiem zapytania w oczach, czasem ciuchutko zadawała gruchające pytanie - czy może teraz wskoczyć na kolana i tę radość, gdy wskakiwała do mnie na łóżko, wsuwała od razu dupeczkę pod kołdrę i przekładała się przez moje ramię. Ja podkładałam ramię, brzuszek do brzuszka i tak sobie oddychałyśmy w zbliżonym tempie. Pamiętam Grosiowe pomysły ściągania wiszących ubrań z wieszaka, uklepywania i wbijania się w ten zaciszny stosik. Grosiową dupeczkę w kuwecie, pysiaczek, ciałko, witanie w drzwiach, tuptanie za mną i sprawdzanie co robię. Radość, gdy szykowałam deski do krojenia mięsa i wiedziała, że będzie mięso, ulubione jedzonko. Widzę ją wszędzie, na balkonie, na lodówce (nie wskakiwała sama, ale zeskakiwała sama na blat). To Grosieńka mnie utulała, dawała odczuć, że mnie kocha, mruczała z oznakami ekstazy. Wikcia (to taka dorosła moja przyjaciółka) oddaliła się trochę ode mnie, gdy latem zeszłego roku zupełnie ogłuchła i wybrała rodzaj dumnej izolacji od stada - przeszła na kanapę do drugiego pokoju, gdzie jej towarzyszy dziecinna Fryga, ale też i Miluś, bo opieka Szefowej Stada nobilituje. Grosia pozostała ze mną (i Leosia też), Natalka u mojego boku poniżej poduszki. Moja ukochana Grosiulka. Tyle bym mogła napisać, tyle opowiedzieć, a przecież nie mogę aż tak dużo w tym pożegnaniu. Grosia mi towarzyszy jeszcze, bo widzę jej zarysy wszędzie, tu była, tam była, tu leżała na parapecie..., tu pod progiem balkonu...
                Po prostu wyjątkowa, ubóstwiana przeze mnie, uwielbiana za zgodność charakteru, za okazywanie miłości, czułości, nigdy nie była zbuntowana, nieobecna, niechętna, pamiętliwa. Ukochana Moja.
                Grosieńka chorowała na nieuleczalne zapalenie jamy ustnej (plazmocytarne zapalenie jamy ustnej, immunologiczna choroba). Od sześciu lat - a w sierpniu skończyłaby 10 lat - leczyłyśmy, poprawiałyśmy komfort życia Grosieńki. Czasem co dwa tygodnie, czasem co trzy tygodnie, raz na miesiąc, raz na trzy miesiące jeździłyśmy do lekarza prowadzącego ze specjalnością dentystyczną. Zeszły rok był wyjątkowy, bo nie musiałyśmy jechać po zastrzyk sterydowy lub antybiotyk. Ale ten rok: operacja usunięcia guza z podniebienia miękkiego dolnego 20.marca i potem wynik badania histop. że nowotwór płaskonabłonkowy. On się przyczaił i dopiero dał znać 3.czerwca - znów guz, 17.czerwca był już bardzo duży, Grosieńka przesuwała język na drugą stronę, potem trudniej się mieścił w pysiu, więc jak się zapomniała, to wysuwała duży fragment języka. Ale jadła mięso, kroiłam cienkie kawałki, maczałam w wodzie i tak dawałam Grosieńce (Grosia nie mogła chłeptać wody tym języczkiem odchylonym na bok). Od 17.czerwca robiłam jej codziennie zastrzyki opioidowe (jak z morfiny) przeciwbólowe, co 4 dni steryd. Grosieńka miała podwyższony próg bólu z powodu plazmocytarnego zapalenia jamy ustnej, więc te niedogodności nie były dla niej takie uciążliwe. Jadła częściej, chociaż mniej na jeden raz (bo ją trochę to męczyło), była silna, zachowywała się zupełnie normalnie, jak zdrowy kot. Lekarz przewidywał, że gdzieś w okolicach 24. czerwca może być kryzys, nowotwór pysia nie da jej jeść. A proszę: Grosia tak bardzo chciała żyć, tak bardzo chciała być ze mną (tak myślę), że dałyśmy radę dłużej o miesiąc. Tyle, że nowotwór utworzył kolejną narośl poniżej żuchwy, ona się rozrastała w kierunku gardła. I zaczęły się krwotoczne wypływy z pysieńka. Grosia nie zwracała na to uwagi, ja wycierałam jej pysiaczek, wymywałam. A ona na te moje zabiegi pozwalała, podstawiała dziobek. I jadła. I koło niej się kładłam (na łóżko już nie chciała, chyba za ciepło było byśmy się wtulały), i odwracała się do mnie brzuszkiem i pysiakiem, opierała łapki o moją twarz lub pierś i patrzyła intensywnie w oczy. Wiedziała. A ja jej mówiłam, że zawsze z nią będę, że nigdy nie opuszczę. I tak sobie leżałyśmy, Grosia mruczała i od czasu do czasu dodawała ugh takie super zadowolone, miłosne ugh - westchnienia.
                W poniedziałek miała krwotok z pysia, kapało, tworzyło malutkie kałuże. Wtedy już nie podobało jej się, że wycieram pysiak. Wybrała po raz pierwszy miejsce w korytarzyku, odwróciła się ode mnie plecami, chciała być zostawiona w spokoju. Wtedy zrozumiałam, że się wycofuje... I zamówiłam lekarza (tego prowadzącego, bardzo kulturalnego, bardzo wyrozumiałego) do domu na przeprowadzenie jej na Tęczowy Most. Czekałyśmy prawie 7 godzin (to znaczy ja umierałam), Grosieńce zrobiłam rano i po południu zastrzyki opioidowe przeciwbólowe, więc nie czuła takiego bólu, co raczej dyskomfort w pysiu podlepionym śliną i krwią. Ale na pół godziny przed przyjściem lekarza Grosieńka wstała, wskoczyła na blat i oczekiwała na przygotowania do krojenia mięsa. Znów się włączyła w rutynę domowego życia. I wtedy się okropnie przeraziłam, że jednak za wcześnie... że może odwołać lekarza... na co już było za późno. Ale też się bałam, że te krwotoki z pysia stają się coraz silniejsze, że co będzie jeśli rano krwotok będzie jeszcze bardziej obfity z tej narośli w okolicy gardła, że co będzie jeśli ona się udusi lub zachłyśnie własną krwią. Że ja tego bym sobie nigdy nie darowała, że bym tego poczucia winy nie przeżyła. Że może to będzie dzień jeszcze życia Grosi, ale już niczego więcej nie można zrobić. Grosieńka miała już wieczorem umęczone oczy. Ale ciągle zainteresowana mięskiem. Nie wiem czy by jadła (rano przed krwotokiem zjadła 3 maleńkie kawałki), ale chciała uczestniczyć.
                I przyjechał lekarz. I leżałam koło niej na chodniku, tam gdzie ostatnio lubiłyśmy, i głaskałam i mówiłam do niej. Lekarz się dyskretnie wycofał do kuchni, nie podglądał, potem sam ją zawinął w obrus, okleił plastrem, włożył sam do transportera. Ja bym nie była w stanie.
                Bardzo bardzo mi pomógł. A Grosia odeszła w domu, w znanym środowisku.
                Bała się wizyt u lekarza. Więc dlatego lekarz przyjechał. Ja ciągle nie wiem, czy nie pospieszyłam się o dzień, dwa, bo Grosia nie była zrezygnowana, nie wiem czy była gotowa odejść, nie wiem.... ale bałam się że jeśli krwotok ją dopadnie... Ciągle o tym myślę... Bo to nie było tak, że Grosia cierpiała jakoś bardzo, ten próg bólu miała wysoki, dostawała codziennie zastrzyki przeciwbólowe opioidowe, miała dyskomfort z powodu narośli w pyszczku... ale te coraz silniejsze krwotoki. Po prostu nie wiem, czy to był ten dzień, ten moment... pewnie mi to minie, bo realia są takie (lekarz mnie utwierdzał), ale moje myślenie jest pewnie trochę zaburzone... co mogłam, co powinnam... nic nie wiem już... ale to się z czasem uspokoi...
                We wtorek zawiozłam Grosieńkę w transporterze na cmentarz Psi Los. Tam pochowaliśmy Grosieńkę w grobie, gdzie ma towarzystwo Bartusia, Uranka, Lusi i Kubusia. No i tak fizycznie... ale ciągle koło mnie jest, z czasem pewnie ją wypuszczę, a teraz jeszcze nie... Muszę przeżyć żałobę i tyle.
                I rozumiem wszystkich czytających to moje pożegnanie: ciężko jest cokolwiek powiedzieć, na to nie znajduje się odpowiednich słów... wystarczy świeczka dla Grosi. Dla Grosieńki, Grosiuli... Dziękuję Wam za dobre słowa, za wspomnienie o Grosieńce.
                • wiesia.and.company Re: Pożegnanie Grosieńki 27.07.14, 14:15
                  I może jeszcze tak: Grosieńka wiedziała, że ją bardzo kocham. Było pomiędzy nami bardzo silne wzajemne uczucie. Nigdy nie klapnęłam jej nawet, chociaż czasem usłyszała ode mnie jakieś niezadowolone tony, byłyśmy ze sobą szczęśliwe o czym obie wiedziałyśmy.
                  I jeszcze na pożegnanie wkleję parę zdjęć, żeby widać było jej piękny pysiak, słodki, rozkoszne cieplutkie ciałko, nadstawianie brzuszka pod mizianki, i oto moja słodka Grosia, to z ostatniego miesiąca:

                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/ih/if/coof/zwYlwanyd2c4k6bwhB.jpg
                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/ih/if/coof/GtpqbPQDWP4bwoVN6B.jpg
                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/ih/if/coof/qppmrTq39yK0r1pbyB.jpg
                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/ih/if/coof/HnpabIOU4QKfDpFrMB.jpg
                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/ih/if/coof/zczYvwPtCmQLraC3GB.jpg
                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/ih/if/coof/AT45pswWb36vxRvBsB.jpg
                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/ih/if/coof/aawdLMlOzit4aUmFbB.jpg
                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/ih/if/coof/pwpDfRJ47TgQibwMhB.jpg
                  i ostatnie (na trzy dni przed śmiercią) na lodówce, widać jej cały słodziutki pysiak
                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/ih/if/coof/WK879bZwB8B9pJJPRB.jpg

                  Taką ją miałam, taka była. Moja Grosieńka
                  • peonka Re: Pożegnanie Grosieńki 27.07.14, 19:44
                    Chyba każdy z nas takich chwil sie boi... Ja teraz mieszkam za granicą, moje ukochane koty zostaly w domu, mają najlepszą opiekę na świecie, ale boję się, że mogę ich już nie zobaczyć, jeśli zdarzy się wypadek lub choroba... I tak sobie myślę, że nawet możliwość towarzyszenia przyjacielowi do samego końca jest darem.
                    Piękna jesteś Wiesiu. Myślę o Tobie i o Grosi.

                    Ja pocieszam się myślą, że jak umrę, będą tam już na mnie czekać dziadkowie, babcie i mój kochany pies.
                  • olinka20 Re: Pożegnanie Grosieńki 28.07.14, 10:17
                    Wiesiu, naprawde bardzo, bardzo mi przykro sad
                    Grosienko, biegaj sobie z naszymi kotełkami, z moją Chudzinką i innymi za TM.
                    [*]
                • mag_da53 Re: Pożegnanie Grosieńki 27.07.14, 14:17
                  Wiesiu, myślę, że zrobiłaś wszystko co było można. A różne myśli będą zawsze. Czas wcale nie leczy ran, ale je nieco zabliźnia. 9 sierpnia minie 17 lat jak umarła moja ukochana Amica, a ja nadal po niej płaczę...
                  Grosia miała szczęśliwe życie, teraz nic ją już nie boli.
                • aankaa Re: Pożegnanie Grosieńki 27.07.14, 14:22
                  (*) crying
                  • jan.kran Re: Pożegnanie Grosieńki 27.07.14, 14:57
                    Wiesiu , napisałas pięknie , Grosia zasłużyła na takie epitafium.
                    Jestem pewna że wszystko zrobiłas dobrze , znałaś Ją najlepiej.
                    Pomyśl że gdybyś czekala miałabyś z kolei myśli że za późno...
                    Moja przyjciółka od lat ma pudlel duże , zna sie swietnie na psach , trenuje je , ma doswiadczenie.
                    Jednak keidy odchodził kilka lat ukochany pies na prośbe dzieci czekała z jego uśpieniem i do dzis ma wyrzuty sumienia że za długo...
                    Nie ma idealnego momentu na rozstanie sie z ukochanym zwierzęciem ...mocno tulę..
                    Ula
                    • ajaksiowa Re: Pożegnanie Grosieńki 27.07.14, 16:40
                      crying
                      • alus59 Re: Pożegnanie Grosieńki 27.07.14, 17:15
                        Wiesiu bardzo mocno przytulam ...
                        • yvi1 Re: Pożegnanie Grosieńki 27.07.14, 17:44
                          [*]
                          Przytulam mocno.
                          • niutaki Re: Pożegnanie Grosieńki 27.07.14, 18:18
                            Piekna Grosia i piekna byla tez relacja, milosc miedzy Toba a kotenka, zapalam swiatelko dla kici, a Ty Wiesiu masz racje - musisz przezyc zalobe, badz dobra dla siebie.
                            Dla Grosi (*).
                            • klaryma [*] 27.07.14, 20:33
                              • monikate Re: [*] 27.07.14, 20:43
                                [*]....
                • zielistka00 Re: Pożegnanie Grosieńki 27.07.14, 20:50
                  Piękna była ta Wasza więź...
                  [*]
                • maadga Re: Pożegnanie Grosieńki 28.07.14, 13:28
                  [*]
    • annb Re: Pożegnanie 28.07.14, 09:44
      strasznie to smutne
      • wilowka Re: Pożegnanie 28.07.14, 10:25
        Strasznie smutne to wszystko. Ale mimo że się nie znamy, Wiesiu przytulam Cie mocno! Dałaś Grosi oprócz miłości i przyjaźni - spokój. Odeszła zasypiając z Twoimi głaskami. Ból Twój jest ogromny i ta odpowiedzialność - musiałaś podjąć decyzję, ale dzięki temu oszczędziłaś Grosi odejścia w samotności i strachu. To miłość i przyjaźń.

        • mitta Re: Pożegnanie 28.07.14, 11:45
          Wiesiu,
          Wszystko ma swój czas
          I przychodzi kres na kres ....

          Na Grosieńkę przyszedł jej czas, ale żaden kres nie zabierze Wam tych dziesięciu wspólnych pięknych lat. Przytulam.

          • wiesia.and.company Re: Pożegnanie 28.07.14, 12:33
            Bardzo Wam dziękuję za dobre, mądre słowa. Pomagają mi puścić Grosieńkę na Tęczowy Most. Dziękuję.
          • lysy-jack Re: Pożegnanie 28.07.14, 12:35
            Wiesiu,
            Myślami jestem z Wami.
            Kiedy odchodzi ktoś najbliższy z rodziny, nawet słońce inaczej świeci...

            • mist3 Re: Pożegnanie 28.07.14, 22:13
              Wróciłam z wakacji i nadrabiam wątki zakątkowe, a tu takie smutne wieści.
              Wzruszyłam się czytając Twój opis, Wiesiu.
              Cóż można napisać - wszystko jest banałem w obliczu śmierci kogoś bliskiego - bardzo ci współczuję Wiesiu
              (*)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka