05.07.20, 20:57
O tym bidulu pisałam w wątku Syberiany
Małe, zabiedzone kocie, ważące 3,2 kg, a ponoć ma nie mniej jak 8 lat. Intensywnie dokarmiany, a że czas letni i drzwi otwarte powoli się przyzwyczaja do domowych warunków. Nie wyganiamy, ale sama nie wiem czy dobrze robimy, nie powinniśmy przyhołubiać kolejnego sierściucha, nawet z FIV...

https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/kb/yi/5p8s/iiMnA3DBfHq5ZN5lVB.jpg

https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/kb/yi/5p8s/CiQPuMAU30AgsKImtB.jpg

https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/kb/yi/5p8s/rOYTcCoYR3y8y3Z66B.jpg

Dzisiaj znalazł miejscówkę na zielonej kanapie smile Chyba wygodna wink

https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/kb/yi/5p8s/0RMWmycaRfy0RYTUVB.jpg

https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/kb/yi/5p8s/a5Rt5bjRBJnSAhD39B.jpg

No nic. Co ma być to będzie.
Obserwuj wątek
      • barba50 Serce mi się kraje - Lolcia 06.07.20, 11:57
        mysiulek08 napisała:

        serce sie kraje na jego widok sad

        Mysiulku serce mi się kraje na widok Loli, która odchodzi crying

        Są chwile, że zastanawiam się czy jeszcze oddycha. Sama nie wiem czy nie chciałaby już odejść, ale jak tu uśpić kocinę, która je... Bo je. Ale to jest chyba jedna z oznak chorej trzustki tzw. wilczy apetyt. Je i chudnie. W tej chwili waży 3,5 kg (w rozkwicie, w zdrowotności ważyła 6,5 kg). Skóra i kości. Ostatnio wymiotuje z rzadka, biegunki nie ma, choć jest przecież kotem wychodzącym, tyle, że na pewno zauważylibyśmy w ogrodzie jakieś ślady... Co dziwne, nie trzymamy diety. Je wszystko co ląduje w miskach, łącznie z surowym mięsem: kurczaczym, indyczym bądź wieprzowym. Dostaje wyłącznie kreon i sama nie wiem czy można jeszcze coś zrobić. I czy ona chciałaby żeby robić... Gdzie jest granica... 15 lat to kawał dobrego wspólnego życia, ale szkoda każdego kolejnego dnia. Nie pozwolę cierpieć o ile dane mi będzie zauważyć ten moment...

        Większość dnia spędza na gołej podłodze w przedpokoju...

        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/kb/yi/5p8s/bxrJQO3drlAvKA6KaB.jpg

        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/kb/yi/5p8s/STndVTNzUBExYoD2AB.jpg

        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/kb/yi/5p8s/s6jkBmHKij5ksYx5hB.jpg
          • wiesia.and.company Re: Serce mi się kraje - Lolcia 06.07.20, 15:10
            Basiu, napiszę dużo, długie będzie, bo to wynika z moich przemyśleń i przeżyć. Od pięciu lat ciągle myślę...

            15 lat dla kota wychodzącego to piękny wiek. Wiadomo, różne choroby się wtedy przyplątują.
            Lolkę widzę tutaj na stole, pochyloną i utrzymującą równowagę. Dla mnie dobry objaw. Chce jeść, ma siły na tyle, be czerpać radość z jedzenia. Odczuwa przyjemność. I to wspaniale.
            I bardzo dobrze, że dajecie jej jeść wszystko to, co lubi. Niech je, niech ma tę przyjemność.
            Wiadomo, na co umrze. Ale niech się cieszy życiem i ma osłodę życia.
            2,80 kg to znaczna różnica wobec jej poprzedniej wagi. Ale to nie jest waga "zejściowa". Mój Miluś w pewnym momencie ważył 2,20 a potem zaczął spadać z wagi, bo nie mógł jeść.
            Takie objawy są przy trzustce, ale takie potrafią być i przy cukrzycy, że kot je i chudnie.
            A na razie to Lolka ma siły i chęć jedzenia frykasów.
            Dlatego na razie uważam, że za wcześnie jest dać jej odejść - właściwie to zmusić do odejścia, bo ona na razie zdecydowała że chce jeść i żyć dla tej przyjemności.
            Czym innym jest pogodzenie się człowieka z myślą, że przyjdzie moment, w którym choroba zwycięży jej wolę życia. Będziesz wiedziała, gdy się wycofa, gdy będzie unikać kontaktu z kotami, z Tobą, ze wszystkimi, gdy się będzie chować.
            Pogodzona z jej odejściem raczej zrób wszystko by na razie miała swoje życie. Zdążysz ją poddać temu ostatecznemu trudnemu zabiegowi przejścia na drugą stronę. Jeśli zrobisz to teraz, możesz mieć do końca swojego życia wyrzuty sumienia lub też wątpliwości, które już zawsze będą Ci towarzyszyć powodują smutek i ból w sercu.
            Mówię to, bo to przeżywam. Moja Grosia miała operację usunięcia guza na podniebieniu miękkim. Rak płaskonabłonkowy, okropnie agresywny. Odrósł. Ale Grosia chciała żyć, miała radość z jedzenia, z uczestniczenia z życia w stadzie, z wyglądania z balkonu. Przez 1,5 miesiąca nie piła, bo nie mogła pić, języczek jej wystawał z boku pysia, bo guz go trochę wypychał. Ale leciała na jedzenie, siadała na pralce, gdzie ją 1,5 miesiąca karmiłam cieniutkimi kawałkami schabu wieprzowego moczonymi uprzednio w wodzie. Tylko schab nie przyklejał się jej do dziąseł, bo jest raczej "chrupki". Mięso uwielbiała. Natomiast ten guz rozrastał się na podniebieniu dolnym i powodował, że pękały naczynia krwionośne, chociaż to nie wywoływało bólu u Grosieńki. Za to ja prawie umierałam z niepokoju, widząc krwawe plamki lub ślady. Coraz większe to były plamy. A Grosia uczestniczyła we wszystkim, jadła, chciała jeść i przytulać się. Spanikowałam, gdy Grosia pochlapala krwią schody na korytarzu (tak, chciała chodzić na spacerki po korytarzu klatki schodowej i chodziłyśmy). Przyszła wieczorem na blat w kuchni, asystowała przy przyszykowaniach, wiedząc że za chwilę będzie krojenie mięsa, wskoczyła, zeskoczyła z blatu, znów wskoczyła. I wtedy przyjechał lekarz. Sama zamówiłam. I tak ją, oczekującą na pyszności, wyprawiliśmy w ostatnią drogę. I do tej pory myślę, że za wcześnie, że czuła się dobrze, to ja się bałam że się może zachłysnąć krwią (kiedyś). A przecież kot chodzi z pysiem częściej pochylonym w dół niż człowiek. Czyli nie byłoby to możliwe. Była żywotna, miała siły. Ja jej odebrałam życie. Za wcześnie. Za wcześnie. Jeszcze mogłyśmy się sobą cieszyć. I to mnie od sześciu lat prześladuje. Płakać mi się chce, gdy o tym myślę.

            Teraz leczę Leosię, od 8 miesięcy kroplówki. Były dożylne codziennie, potem 2 razy w tygodniu podskórne. Teraz był miesiąc z kroplówkami co drugi dzień. Wracamy znów do kroplówek 2 razy w tygodniu. Wszystkie badania krwi są OK, wiadomo kreatynina i mocznik są podniesione, USG wykazało poważną przebudowę nerek (miała 2 razy narkozę by wyciąć gruczolakoraka w uchu). Wiem, na co umrze. Ale klinicznie (czyli pod moją obserwacją pacjentki) jest na razie OK. Będziemy razem tak długo, jak ona będzie chciała. Leosia (i każdy kot) to pokazuje.
            Tego się Basiu trzymaj. Będziesz widziała i wiedziała. A na razie Lolka je, trzyma postawę przy jedzeniu, ma ochotę na jedzenie. Głaski dla Was obu!
            • mysiulek08 Re: Serce mi się kraje - Lolcia 07.07.20, 01:47
              Barbo, ja moge sie tylko podpisac pod tym co napisala Wiesia...

              Lola je, chce jesc, ma na to ochote i sile, zobaczysz kiedy nadejdzie Ta Chwila

              Krzykalda tez jadla, mniej ale jadla, zle zrobilo sie w ciagu 24h, jak zaczela sie "platac" to wiedzialam, ze juz niewiele jej czasu zostalo i niepotrzebnie na sile jeszcze probowalismy, Elvis odchodzil powoli...

              15 lat, piekny koci wiek, jest chora, wiesz co jej dolega i wiesz , ze odejdzie
              boli, wiem, Ty wiesz, daj jej zdecydowac kiedy wyruszy za TM

              sciskam
    • babcia47 Re: FIV-ek 08.07.20, 09:46
      Barbo, pewnie nie pamiętasz ale kiedyś poprosiłam Cie o zgodę na nazwanie znajdka Guciem po moim/Twoim ukochanym kocie. Znajdek był w tragicznym stanie, tak zabiedzony, ze w pierwszym momencie sprawiał wrazenie młodego kota. W sumie to syn go chciał wziąść ale okazało się, ze ma silną biegunkę, tak, ze robił gdzie stał. Dobrzy ludzie dokarmiali go mlekiem... wzięłam do siebie ale syn biegał gdy mógl z nim do lekarza na zmianę ze mną. Okazało się, ze ma swoje lata i jest po przejściach. Wet sugerował uśpienie ale w miarę leczenia kociasty robił się coraz silniejszy. Biegunka przeszła, chętnie jadł, gdy do niego ptzychodziłam był miziasty, sam się mył (wczesniej ja) nabierał ochoty na zabawę., ale oczywiście był słaby i zachudzony. Był na kwarantannie, bo zamówilłam testy na fiv i coś tam jeszcze ( zapłaciłam) .. niestety któregoś dnia mąż zadzwonił, ze Gucio nie żyje. Poprawa zdrowia była jego zgubą. Podpięłam firankę i podstawiłam krzesło, by mógł wskoczyć na parapet i wyglądać na zewnątrz ale on wybrał inną drogę, gdzie firana zwisała nieco poniżej parapetu. Do dziś jest dla mnie zagadką dlaczego zginął skoro spadł z ok 80 cm. Pewnie był jeszcze zbyt słaby. Wydałam połowe pensji na jego leczenir ale uważam, ze to były dobtze wydane pieniądze. Gucio po latach poniewierki przeżył 2,5 miesiąca kochany i kochając, w ciepełku i z pełną miską. Nie żałuję, ze go nie uspiłam
    • barba50 Re: FIV-ek 09.07.20, 13:27
      barba50 napisała:


      Małe, zabiedzone kocie, ważące 3,2 kg, a ponoć ma nie mniej jak 8 lat. Intensywnie dokarmiany, a że czas letni i drzwi otwarte powoli się przyzwyczaja do domowych warunków. Nie wyganiamy, ale sama nie wiem czy dobrze robimy, nie powinniśmy przyhołubiać kolejnego sierściucha, nawet z FIV...

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/kb/yi/5p8s/iiMnA3DBfHq5ZN5lVB.jpg

      Nie powinniśmy przyhołubiać... Ale przyhołubiliśmy... http://emots.yetihehe.com/1/bezradny.gif
      Serce nie sługa wink

      Dzisiaj znalazł miejscówkę na zielonej kanapie smile Chyba wygodna wink

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/kb/yi/5p8s/0RMWmycaRfy0RYTUVB.jpg

      No nic. Co ma być to będzie.

      A na kanapie można znaleźć kolana na których fajnie się śpi

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/kb/yi/5p8s/bfPtqBHcEP3qbyQVAB.jpg







      • mysiulek08 Re: FIV-ek 09.07.20, 18:14
        kiedy widze taka ulge w oczach i pozycji u bied, ktore choc na kres zycia znalazly swoj kawalek czlowieka to oczy mam jakies bardziej mokre..
        • wiesia.and.company Re: FIV-ek 09.07.20, 23:20
          Jakoś się najbardziej wzruszyłam, gdy teraz oglądałam zdjęcia małego zagubionego rudaska, patrząc na niego jak drzemiąc na kolanach czuje się równocześnie dumny, wyróżniony, spokojny i czujny, żeby go nikt z tej miejscówki nie wywalił, nie podsiadł. Ta główka, która już kimie, uszy, który są nastawione na nasłuchiwanie i oczy przymknięte. Jeszcze nie jest to pełny luz. Ale bardzo lubię oglądać takie główki z profilu. Moja Natalka też tak wygląda, gdy dumnie leży obok mojej głowy na poduszce (to jest wielka zmiana u Natalki, żeby tak leżeć i podstawiać brzuchol do miziania). Ale jeszcze boi się ustawić "twarzą w twarz". Co ten poprzedni właściciel (raczej właścicielka) jej zrobił, poza tym, że wziął na ręce i wyrzucił z okna bądź balkonu na moim osiedlu?
      • barba50 Re: FIV-ek 04.08.20, 10:59
        babcia47 napisała:

        Co tam słychać u Hudiniego?

        Kwitnie. No może to przesada. Raptem nie zrobił się wypasionym kocurkiem. Ale poprawił się, już trudno byłoby policzyć kosteczki kręgosłupa i dziwnie wydaje nam się, że urósł. Co chyba nie jest do końca prawdą, bo ponoć swoje lata ma, ale jakby się podniósł, wyprostował. Sierść troszkę lepsza, daje się myć mokrą gąbką, a potem chwilę czesać, ale dalej sam się nie myje. Trzyma się domu, ogrodu, na noc ma swoją miejscówkę na fotelu.
        Rozmawiałam wczoraj z wetem na temat jego kastracji, powiedział, że jeśli nie znaczy, nie włóczy się w poszukiwaniu chętnych kotek to żeby go zostawić tak jak jest, dokarmiać i dopieszczać. Ma to jak w banku.Zobaczymy za pół roku. Staje się bardziej wybredny, choć je sporo. I dobrze.
        Właściwie nie ma imienia. Ten Hudini to ksywka na użytek lecznicy (jakoś musieli go wpisać do komputera), tylko raczej myślałam o Chudinim (od chudy), no, ale to nieistotne. Najczęściej mówimy o nim Bidul, trochę na to reaguje, a między sobą mały, maluch, maleńtas. Z czasem się imię wyklaruje.
        • babcia47 Re: FIV-ek 04.08.20, 14:22
          Tuptał, tuptał i wygrał sobie domek szczęściarz jeden. To troszkę jak kiedyś Gucio o ile dobrze pamiętam. Dużo są częścią i zdrówka małemu Bidulowi 😸
        • mysiulek08 Re: FIV-ek 05.08.20, 08:09
          coz, po raz kolejny " co to milosc robi z kota"

          nie dziw sie, ze urosl, znalazl kawalek wlasnej podlogi, poczul sie bezpiecznie, przestal sie zginac i kulic, odzyl

          ps
          jak on Elvisa (*) mi przypomina ...
          • barba50 Re: FIV-ek 05.08.20, 11:45
            mysiulek08 napisała:

            coz, po raz kolejny " co to milosc robi z kota"

            Powiedzenie można odwrócić, no trochę zmienić: co to kot robi z człowiekiem?
            To jest trudne do ogarnięcia z rozumem. Mieliśmy nie przygarniać ani jednego kolejnego kota. I co? Zadurzyliśmy się oboje z mężem po uszy w tej kociej bidzie... Wpierw mówiliśmy sobie, że dokarmimy. Przychodził na miskę i znikał. Potem często zalegał w okolicy domu, a potem otworzyliśmy szeroko drzwi... I nawet diagnoza o FIV-ie nie zniechęciła nas. Chyba właśnie pomogła nam podjąć decyzję. I cały czas zastanawiam się czy można kochać bardziej? Bo wszystkie są ważne, cała siódemka, ale ta kocia bida skradła nasze serca...
            A tak wygląda dodatniego wyniku testu na FIV
            • babcia47 Re: FIV-ek 05.08.20, 16:00
              Hmmm, na początku był kot, potem doszła wilczycą, którą kot wychował, choć inna wilczycą go mocno poturbowała. Kot zginął A że był najukochańszy uznałam, ze następnego nie wezmę, bo mieszkam przy ruchliwej ulicy. Nic z tego, Sonia zmusiła mnie do wzięcia suknikota. Potem był tygodniowy maluch, którego razem wychowałysmy i znajdę na tymczasie,kociak, którego znajomy przywiózł nam o północy, bo wiedział, ze po stracie poprzedniego Sonia rozpaczą, korków można było policzyć żeberka ale psica musiała mieć swojego suknikota, niestety gdy miał 1,5 roku czymś się zatruła, niedawno wysłałam atropinę, której wet nie miał czasu podać sad, kundelek młody znaleziony na własnym podjeździe, którego mąż wziął " tylko" na karmienie, i po śmierci Soni kolejna wilczycą, którą mąż znalazł jako szczenię, i zamowienie kota by psica się i zsocjalizowała na czas z innym gatunkiem, dwa dni później znaleźliśmy kociaka we własnym garażu, już były 2 psy i 2 koty, potem dołączyła KotaPuma, którą studiowała z synem ale gdy dostał się do akademika została u mnie na stałe. Psy odeszły za TM, kocury też, wszystkie w słusznym wieku. Znalazłam pod piekarnią zamarzającego Franka, potem szefowa zesfatałanie z Pusiolem z wrocławskiej przychodni A na koniec zanotowała mnie Maleńtas czyli Werwa, bo tak się darła, ze slychac ją bylo przez ruchliwą ulicę i przy zamknietych oknach. Raz nakarmiona wróciła następnego ranka... i została. Taki los kociarzo- pisarzy ale przynajmniej jest nas piątka i jest miło
              • babcia47 Re: FIV-ek 05.08.20, 16:06
                Szefowa zaswatała mnie z Puchatkiem z wrocławskiej fundacji nomen omen " koci zakątek" 😀 A maleńtas mnie adoptowała. Początkowo myślałam, ze mama jej się tylko zapodziała ale okazało się, ze została sama, szybko zaakceptowała się w nowym domku i podbiła serce samotnika Puchatka
                • babcia47 Re: FIV-ek 05.08.20, 16:11
                  Zatruł się kotek, nie Sonia, wet miał mu podać atropinę ale tego dnia mu się nie chciało i następnego mąż z synem doniesli trupka, syn mocno przeżył, tym bardziej, ze wet był ojcem jego przyjaciela, już nie jest naszym wetem
              • mysiulek08 Re: FIV-ek 05.08.20, 17:32
                kazdy kociarz ma takie historie na koncie, bo mamy miekkie i pojemne serca i czasami sie nam rozum wylacza (nam na ten przyklad) ale co zrobic jak widzisz biede, ktora z glodu juz ledwo chodzi? albo malucha nie chcacego juz jesc, niemajacego sily zeby sie podniesc? wiesz, ze jak nie pomozesz, nie zbierzesz z drogi, nie zlapiesz to psy/zimno szybko skoncza to kocie zycie

                a potem sie podnosza, wyrastaja na kocie cuda i serce sie cieszy
                • babcia47 Re: FIV-ek 05.08.20, 18:35
                  No tak, zapomniałam o Guciu, kocie znajduj starym z biegunką straszliwą, którego leczenie pochłonęło sporo kasy ale ostatnie 2,5 miesiąca spędził już podleczony, kochany i kochający. Płakałam się gdy mąż zadzwonił ,ze zginął zaplątany w firankę, choć mieszkaliśmy razem tak krótko
                • babcia47 Re: FIV-ek 05.08.20, 18:46
                  Ps. Psy koty kochają, przynajmniej tak miały i mają wszystkie moje. To stereotyp który powtarza sporo ludzi, fakt mają odmienne zwyczaje, pies macha ogonem z radości, kot gdy jest wkurzony ale generalnie bez problemu się dogadają A gdy kot należy do rodziny, to pies czuje obowiązek by to bronić. Mój pierwszy Kuba został zaatakowany przez źle wychowaną wilczycę, miał złamaną szczękę, został mu jeden kieł wbity do środka morski, cierpiał na zapalenia śliniaki do końca życia. Słonie wychował, mieszkaliśmy tam jeszcze 7 miesięcy. Mała wobec wilczycy była uległa, bo starsza i większa.. aż tą nie zachowała się agresywnie wobec Kuby. Futro latało choć Sonia miała tylko 6 miesięcy i popędziła wredotę od jej Kubusia
                  • babcia47 Re: FIV-ek 05.08.20, 18:56
                    Ps2 standardowy rozmiar wilczycą to 40 kg i 60 cm w kłębek, moja miała 64 kg i 72 w kłębie i wieeelką miłosc do swojego stada. Ja byłam samicą alfa i przewodn8kiem stada, mąż do kochanua, z pisłuszeństwem było tak sobie , dzieci i kot do bezwzględnej ochrony , zapłacołam za nią 1,5 pensji i była warta kaxdej złotówki. Wet opisujący się psami straży granicznej chciał bym prowadziła dla nich hodowlę, nie bała się huku, wystrzałów, ognia i była tak karna, że gdy narysowałam jej kreskę i powiedziałam, ze za nią " łapa nie wolno" to nie przeszła a na polecenie nawet wydane gestem robiła wszystko. Zeszła w moich bobjęciach, nawet teraz robia mi sie mokre oczka, choc minęło 20 lat
                      • babcia47 Re: FIV-ek 05.08.20, 19:32
                        Ps 3 ludzie to tez fajne istoty. Moi współpracownicy znali Słoninę, bo byliśmy na wspólnych imprezach plenerowych. Gdy zeszła wystarczyło, ze byłam chwilę sama i zaczynałam płakać. Mieliśmy palarnię w sluzie banku( jestem palaczem) , gdy tylko strażnicy na monitoringu zobaczyli, ze tam jestem wysłali kogoś by mi towarzyszył i żebym nie płakała
                        • barba50 Re: FIV-ek 22.08.20, 12:22
                          FIV-ek! Nasz ci on. Pełnoprawny członek rodziny. Zaczipowany, obcięte pazurki, podgolone kłaczki. Jedynie ustalone z wetami, że kastrować maleńtasa nie będziemy. Nie ma takiej potrzeby. Nie znaczy, mocz nie śmierdzi, za pannami się nie ogląda. A narkozy mógłby nie przeżyć.

                          Ale żeby nie było za dobrze - zaniemógł nam Bambosz. Właściwie nie wiadomo było co mu jest, nie jadł, nie pił, znikał na długie godziny, a po powrocie kładł się w jednym miejscu prawie bez ruchu. Na dotyk w okolicy pyszczka zareagował agresją. I dopiero u weta okazało się, że ma spuchniętą prawą stronę pyszczydła i bardzo wysoką temperaturę (40,3 st). Co się stało nie wiadomo. Ugryzienie, uraz czyli może skądś spadł, kontakt ze złym człowiekiem, przyczyn może być wiele. Tak się z mężem zastanawiamy czy nie pogryzły go mrówki. Akurat w tym miejscu gdzie zazwyczaj zalega spod kostki na podwórku wyłazi żółty piasek i kłębią się takie małe czarne mrówki. Dostał wczoraj antybiotyk, lek przeciwbólowy i przeciwzapalny. Dzisiaj jest już zdecydowanie lepszy, normalnie zjadł śniadanie. O 16-tej kolejna wizyta w lecznicy. Prosimy o kciuki!
                            • babcia47 Re: FIV-ek 23.08.20, 19:57
                              I co tam u Bamboszka? Jak się czuje?
                              Malentas już znalazł sobie jakieś imię, bo inaczej zostanie imiennikiem mojej małej, choć ona nosi oficjalnie imię Werwa. Mi kojarzy się z Feliksem, Felkiem czyli szczęśliwym, bo choć ma fiv( też na f) to znalazł sobie szczęśliwy domek no i sam jak czytam szczęście przynosi swoją obecnością
                              • barba50 Re: FIV-ek 23.08.20, 22:30
                                Przynosi, nie da się ukryć. Ale imię jeszcze się nie wyklarowało. Nic to. Przyjdzie w którymś momencie samo.

                                Bambosz ma się zupełnie dobrze. Już wczoraj dr D. powiedziała, że gdyby nie miała opisu w od dr A. z poprzedniej wizyty i mojej relacji to uważała by, że przywiozłam do lecznicy zdrowego kota. Chyba żeby pokazać grubego kotka wink Podaję 2 razy dziennie antybiotyk, no bo jak się zaczęło to trzeba kontynuować, ale nie ma absolutnie żadnych objawów. Cieszę się!

                                Za kciuki dziękujemy.
                                • mysiulek08 Re: FIV-ek 25.08.20, 04:28
                                  Wiedzialam! wiedzialam, ze tak bedzie smile

                                  Bambosza jak nic jakas mrowa musiala 'dziabnac' za szybko sie wygoilo jak na cos powazniejszego

                                  zdrowia! dla wszystkich
                                      • barba50 Re: FIV-ek 04.09.20, 13:32
                                        Firanki w większości są całe. Jedynie w miejscach w których prowadzi droga na parapet, bądź właśnie na taras bywają siwe, czy wręcz czarne chociaż koty są rude.
                                        Dzisiaj też ruda sjesta w tym samym składzie.
                                        • babcia47 Re: FIV-ek 04.09.20, 16:09
                                          Skąd ja znam te przypadłości firanek? Te rudaski chyba się lubią gdy tak wespół w zespół zarzywają kapieli słonecznych A fivek w sumie u Was od niedawna ...
                                                  • barba50 Re: FIV-ek 06.09.20, 12:27
                                                    Nie Mysiulku. Grzbiecik wygląda nieźle, ale to tylko dlatego, że zostały wystrzyżone pozbijane kłaczki, które dosięgnęła maszynka. Dalej się nie myje. Ciałko (sierść?) zaczyna podśmiardywać co mnie bardzo martwi. Nie wiem co mam zrobić, kąpiel (o ile pozwoli) niewiele da, albo da na chwilę. Poza tym niepokoi mnie jakiś dziwny wysięk z pyszczka. No, ale jest obciążony wirusem, dopaść go może dużo różnych dolegliwości. Na szczęście je, wydala (chociaż tego akurat nie jestem pewna, nie zawsze zauważę).
                                                    Nic to. Żyjemy.
                                                  • mysiulek08 Re: FIV-ek 06.09.20, 18:30
                                                    a juz myslalam, ze lepiej

                                                    smrodek moze byc od nie mycia (moze suchy szampon?), a problemy z pysiem to raczej norma u fivkow i felvow

                                                    wazne, ze je, pije i jakos do przodu
                                                  • barba50 Re: FIV-ek 09.09.20, 12:58
                                                    Niech mi ktoś powie dlaczego?
                                                    Ano właśnie - od jakiegoś czasu małe śpi ze mną. Znalazł drogę do mojego pokoju na piętrze, łóżko jako miejsce do spania, układa się "w nogach" lub w zgięciu kolan i spokojnie przesypia całą noc. Czasami tylko mruczy jak traktor co niestety choć miłe zakłóca spokojny sen. I to wszystko jest ok. Nawet bardzo. Ale... no więc właśnie jest ale, albo nawet ALE. Dlaczego koty, które zazwyczaj ze mną spały, w łóżku lub jakimś posłanku w pokoju omijają moją sypialnię szerokim łukiem... Bywało, że na łóżku spał Mikołaj, Bambosz, Hesia, Rudalon. Nie wtulały się w siebie, ale obecność takiej ilości kotów im nie przeszkadzała. Teraz nawet nie zajrzą do pokoju. Jedynie wczoraj Mikołaj zaległ na poduszce przy mojej twarzy, ale dziwnie nerwowo się zachowywał i po małej godzinie zniknął z pokoju. Przyniosłam kiedyś na rękach Hesię, położyłam na łóżku i nawet nie minęła minuta jak zeskoczyła i już jej nie było.
                                                    Zastanawiam się jaka może być przyczyna. Bo choć nie kryję, że spokojniejszy jest w tym układzie mój sen, ale trochę mi brakuje tych moich ciepłych futerek.
                                                    Czy dlatego, że maluch niekastrowany? No, ale nie ma żadnych cech niekastrowanego kocura. Nie znaczy, nie jest agresywny w najmniejszym stopniu, mocz nie śmierdzi, oglądanie za pannami ani mu w głowie, jego obecność jest przez wszystkie koty akceptowana.
                                                    Czy dlatego, że czują, że jest chory? Gucio też był chory, a w niego wtulały się prawie wszystkie...
                                                    Dziwne to. No, ale chyba nic na to nie poradzę, zresztą co to za problem, jest po prostu inaczej.
                                                  • mysiulek08 Re: FIV-ek 09.09.20, 17:36
                                                    Moze byc tak, ze wlasnie pachnie im inaczej 'nie kocio' i traktuja go jak intruza, obcy element

                                                    mam takiego na stanie, z tym, ze to zdrowy, rozrabiacki kot ale jest z innej planety, nikt go z bandy nie rozumie co w efekcie daje to, ze Pan Wasik stal sie kocia persona non grata, jak on lezy na kanapie to zaden sie juz obok nie polozy, jak idzie swoim wezowym ruchem, to po drodze inne sie rozchodza, a on sie garnie do towarzystwa na swoj obcogalaktyczny sposob

                                                    tylko, ze u Ciebie to raczej bedzie zapach choroby i tego 'cos' co reszcie nie pasuje

                                                    ale skoro jako tako rudasa reszta zaakceptowala (lub ingoruje) to juz jest duzo
                                                  • babcia47 Re: FIV-ek 09.09.20, 22:11
                                                    A jak zachowują się wobec Dicka w ciągu dnia? Też go omijają? Tolerują? Na zdjęciach widziałam że jeden rudasek zaległe obok niego na tarasie, a w domu jakie są relacje? Może mocarstwo uznało, ze on potrzebuje Ciebie najbardziej i nie chcą tego zakłócać, tak jakby oddawał mu pierwszeństwo, u mnie zdarzały się takie sytuacje gdy któreś było w gorszej kondycji
                                                  • barba50 Re: FIV-ek 24.09.20, 12:27
                                                    Dawno nie pisałam, a się działo. Jakoś tydzień temu pojawiła się ropna wydzielina z pyszczka, smrodek, ogólnie było gorzej. Zdiagnozowano stan zapalny przyzębia, dostał convenię i steryd, kroplówkę. Dodatkowo plazmocytarne zapalenie opuszek w łapkach. Po powrocie do domu wieczorem kociak ledwo oddycha, z trudnością łapie oddech, dusi się, noc jakoś przespana, rano na sygnale do lecznicy. Zapalenie płuc i górnych dróg oddechowych. Kroplówki, kolejny antybiotyk. Ale z Hudusia twardy zawodnik. Dzielnie znosi kolejne wizyty w lecznicy, długie, czasami kilkugodzinne i powoli zdrowieje. Wszyscy zachwyceni jego gruchaniem, bo ten kot nie mruczy, a grucha jak gołąbek, czasami trudno go osłuchać, na prośby o chwilę przerwy w gruchaniu nie reaguje. Dzisiaj ostatnia wizyta, usg płuc, jest dużo lepiej, antybiotyk kontynuujemy w domu (razem z Mikołajem, który ma ostre zapalenie górnych dróg oddechowych). Zdrowy to on nie będzie nigdy, pomogłoby usunięcie wszystkich zębów, ale to u niego zabieg bardzo wysokiego ryzyka.
                                                    Cieszymy się z tego co jest i turlamy się do przodu...
                                                  • wiesia.and.company Re: FIV-ek 24.09.20, 23:30
                                                    Zdrówka na ile się da! Raz będzie lepiej, raz gorzej. Ale jak na razie zanosi się na lepiej... Antybiotyk przy płucach i przy plazmocytarnym zapaleniu tkanek jest bardzo wskazany (wiadomo) a poza tym świetnie robi na płuca i na plazmocytarne stymulujący obronę immunologiczną steryd Dexamethason. Nie Encorton, nie inny, a właśnie Dexamethason. Dexamethsson podaje się też przy astmie, właśnie przy chorobach płuc i układu oddechowego. W prasie medycznej wyczytałam (od czasu do czasu coś tam przejrzę na temat koronawirusa, bo jestem przeczulona na tle braku tlenu, niemożliwości wzięcia oddechu, miałam tak trzy lata temu i do teraz boję się tego panicznie, boję się duszenia) - otóż wyczytałam, że lekarze chyba właśnie w Chinach stosowali Dexamethason przy zaburzeniach oddechu i zapaleniu płuc. Spróbuj Barbo namówić lekarza, by zmienił steryd na Dexamethason. A steryd bardzo pomaga przy chorobach płuc i przy plazmocytarnym. Warto czasem spróbować czegoś, co się świetnie sprawdziło na moich dwóch kotach (astma i plazmocytarne zapalenie jamy ustnej, zapalenie dziąseł).
                                                  • babcia47 Re: FIV-ek 25.09.20, 20:39
                                                    Nikt tak wdzięczni nie potrafi cieszyć się nowym życiem i opieką swojego ludzia jak kot, nawet gdy jest w kiepskim stanie. Trzymamy za Was wszystkich kciuki.
                                                  • barba50 Re: FIV-ek 22.10.20, 16:40
                                                    Dzieje się źle. Utrzymuje się stan zapalny przyzębia, a że nic z tym nie można zrobić... Zostało obejrzane (usg) serce, kardiomiopatia pozapalna, dostaje leki, z plazmocytarnym zapaleniem opuszek nie można wejść z leczeniem ze względu na ogólny stan kociny, no i dzisiaj w lewej przedniej łapce opuszka mocno spuchła, a potem pękła sad Polała się żywa krew, ledwo udało mi się jakoś ją opatrzeć, wsiąść w samochód i pognać na umówioną wizytę, tę która miała potwierdzić lub nie ogólny stan kota i ew. sposób leczenia. Leczenie prawdopodobnie mało efektywne, co najwyżej można próbować mu ulżyć i obserwować. Do momentu kiedy zacznie cierpieć, a wtedy zdecydować o pożegnaniu... Smutno.
                                                    Łapka opatrzona, takiej ranki się nie szyje.
                                                    Wróciliśmy, podano obiad, małe zaległo na kanapie głośno gruchając. Zaraz dołączę do niego, udostępnię kolana, będziemy się cieszyć swoją bliskością...
                                                  • babcia47 Re: FIV-ek 22.10.20, 19:49
                                                    Pierwsze zdjęcie mordki tak wyraznie skierowanej w obiektyw. Ten cudny nosek o żagielek na nim do zakochania. Niech się trzyma maleństwo i nie traci chęci do walki. 5obie dużo wytrwałości i dobrych wieści o maluchy. Trzymamy za Was kciuki
                                                  • mysiulek08 Re: FIV-ek 22.10.20, 20:43
                                                    lapa boksera tongue_out takie pierwsze skojarzenie

                                                    wiesz Barbo jak to jest z fivkami, rudas nie mial takiej opieki jak Gucio, teraz ma, kiedy juz wszystko mu sie sypie sad

                                                    oby jak najdluzej bylo bez bolu

                                                    sciskam
                                                  • barba50 Re: FIV-ek 23.10.20, 15:23
                                                    Maluch już za TM. Już nie cierpi. My cierpimy, ale tak trzeba było. Długo będziemy mieć w pamięci małą rudą bidę z zadartym noskiem.
                                                  • mysiulek08 Re: FIV-ek 23.10.20, 17:44
                                                    😢 biegaj Hudini za TM... wolny od bolu, przytul sie do Prosiaczka, on bardzo to lubil i pomrucz z Elvisem...

                                                    smutno i przykro Barbo, tak bylo trzeba.... dalas mu milosci na ostatniej prostej jego zycia...
                                                  • babcia47 Re: FIV-ek 23.10.20, 23:26
                                                    Bardzo smutno nawet mi, bo zdążyłam go już bardzo polubić. Dzięki Wam, ze daliście mu domek i miłość na ostatnie chwile. Przytulam, bo moj smuteczek jest pewnie malutki przy tym, który odczuwacie. Poczeka tam na was za TM razem z Guciem, Zawadą, Gałeczką, Lolą i innymi. Niech mu tam będzie dobrze ( ' )
                                                  • wiesia.and.company Re: FIV-ek 24.10.20, 18:38
                                                    Bardzo mi przykro, bardzo szkoda że nie zdołał doświadczyć więcej tego dobra i raju, do którego trafił. I tylko jeden jedyny promyk: nie był pozostawiony sam sobie, miał dom, odchodził otoczony miłością, nie sam pod krzakami sad Bardzo to smutne i zawsze się zastanawiam dlaczego to takie niewinne istotki odchodzą, a nie skur... sad

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka