Dodaj do ulubionych

Żegnamy ząbki

29.12.20, 21:35
Niestety nie udało się zachować uzębienia Hesi. Jutro jedziemy na zabieg usunięcia wszystkich zębów. Wiem, że chore zęby i dziąsła u kota to samo zło, ale obawiam się samej operacji, narkozy, a potem gojenia. I wiem, że bezzębne koty radzą sobie nieźle z jedzeniem, trochę trzeba im pomóc miękką karmą. Gucio po usunięciu zębów zdecydowanie odżył, ktoś kto nie wiedziałby o tym byłby zaskoczony widząc go przy posiłku. Zębów została pozbawiona również Gałeczka, też radziła sobie dzielnie.
A zdjęcia Hesi z Guciem, tak mi wpadły w oczy jak przeglądałam folder kotów. Takiej przyjaźni jak przy Guciu niestety już nie ma i pewnie nie będzie...

Kciuki wskazane!
Obserwuj wątek
    • basia_2804 Re: Żegnamy ząbki 30.12.20, 12:17
      będzie dobrze, ale pamiętam ten stres przed zabiegiem usunięcia ząbków u Kapsla, ale nie było wyjścia, tyle czasu się biedak męczył z nawracającym zapaleniem dziąseł, antybiotyki, sterydy itp ... Kapselkowi zostawił wet siekacze i kły, poszły wszystkie trzonowe, po zagojeniu się dziąseł kot jak nowy, zleciał z wagi (i dobrze bo po tych sterydach za dużo kota było), futerko lśniące, kotu wróciła chęć do rozrabiania... Po narkozie wiadomo będzie chodziła jak pijana przez pewnien czas, ale to mija, dziąsła się niestety długo goją, ja na początku karmiłam strzykawką, potem tylko mokre ale suche też skubie. Powodzenia ! Daj znać jak kocina to zniosła, kciuki trzymane smile
      • barba50 Re: Żegnamy ząbki 30.12.20, 22:32
        Odebrałam Hesiulę ok. 15. Po powrocie do domu wyszła z transportera i przypięła się do pierwszej z brzegu miski shock Zmieniłam więc zawartość w miseczce na mięsnego gerberka, wciągnęła nosem. Nie wymiotowała. Nie zataczała się (po narkozie). Jedynie bardzo źle znosiła opatrunek na wenflonie (mam jutro zawieźć ją na kroplówkę). Musiałam odwinąć - wydaje się, że sam wenflon jest za mocno przyplastrowany do łapki. Miejmy nadzieję, że nic złego się nie stanie. Podchodziłam do zrobienia opatrunku na tym wenflonie dwa razy, ale larum było przeokropne i odpuściłam. Zła wiadomość jednak jest taka, że ponoć jest w płucach płyn, pozostałość po stanie zapalnym dróg oddechowych. Jutro dopytam co robić.
        Zawiozłam do Boliłapki przy okazji Pepka z takim samym problemem, jego również czeka pożegnanie z zębami sad
        Aaa - Hesia zachowała kły i siekacze. I fajnie, będzie jej łatwiej konsumować wink
        • babcia47 Re: Żegnamy ząbki 30.12.20, 23:37
          Pusiolowi zostawili kły w tym jeden złamany jeszcze przed przyjazdem do mnie, większe już były przyrządzone i po jednym grobowcu na górze i na dole morski po przeciwnych stronach. Przez kilkanaście godzin kulał mi się po podłodze, bo nie dało się to utrzymać na legowiski i ciągle gdzieś w amoku się wybierał. Jak duża wełniana piłeczka z łapkami do góry.. ale potem przypiął się do chrupek, bo miękkiego nie bardzo lubi i młuci bez problemu. Fakt odżył, skończyły się stany zapalne i wyciek slinki z jednej strony pyszczka. Nie wali już też z mordki
      • wiesia.and.company Re: Żegnamy ząbki 15.01.21, 19:54
        Kły i siekacze miała też zostawione Grosieńka (miała plazmocytarne zapalenie jamy ustnej). Ale dzielnie wszystko jadła, chrupała. A Hesi zapewne wróciła radość życia, bez bólu zębów i dziąseł lepiej się żyje. Sama wiem, bo zęby miałam słabiutkie. A jak Pepek? Trzymajcie się!
        • barba50 Re: Żegnamy ząbki 16.01.21, 14:38
          Heśka to totalna aparatka wink Nikt by nie przypuszczał, że kilka dni temu przeszła operację, łącznie z narkozą. Je, nawet sporo, śmiejemy się, że puści nas z torbami. Co prawda najchętniej konsumuje musy, ale ostatnio i chrupki są jadane.
          Z Pepciem niestety jest kiepsko, żeby nie powiedzieć źle. Zrobiliśmy badania pod kątem rwania zębów, ale okazało się, że w tej chwili mamy poważniejszy problem. Wątroba i nerki. Dostał dziesięć dożylnych kroplówek z lekami, ale właściwie bez zdecydowanej poprawy (kolejne wyniki były ciut lepsze, ale niezadowalające). Efekt codziennych wizyt w lecznicy prócz mikrej poprawy zaowocował złym stanem psychicznym, zdecydowanym protestem do kolejnych wizyt w lecznicy. Odpuściliśmy. Od kilku dni jest w domu, tylko na encortolenie i helicidzie. Jest co prawda spokojniejszy, sporo śpi. Niestety bardzo słabo je i widać po nim chorobę.
          No i mamy dylemat. Leczyć na siłę czy dać mu żyć w domu, w cieple, z naszą troską... Nie jest to jeszcze czas by się żegnać, ale czujemy, że jest to coraz bliższe...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka