Dodaj do ulubionych

nie mam juz sily :(

31.08.05, 15:20
przez kilka lat modlilam sie (doslownie) zeby znalezc jakiegos bezpanskiego
zagubionego kotka. wiedzialam ze mimo sprzeciwu rodziny w takiej sytuacji nie
kazali by mi go oddac.przez tyle lat nie natrafilam na takiego.... tigera
wyratowalam z opresji,postawilam mame i siostre przed faktem dokonanym, ze
mam kota i teraz zabieram go do dreamlandu. jak na ironie losu teraz, gdy w
zadnym wypadku kota nie moge przygarnac ( wyjazd za 3 mce a odczekiwanie po
czipowaniu 6 ) co chwile widze jakies kociaki. w wiekszosci przypadkow sa
dzikusami wolno zyjacymi wiec je po prostu dokarmiam ale dzis...
przed blokiem mojego chlopaka pojawila sie koteczka na oko polroczna.
sliczna, srebrzysta, pregowana ktos ja musial wyrzucic bo rozpaczliwie
mauczla probujac sie dostac do klatki. jest taka ufna.dala sie poglaskac,
wziac na rece...nie moge jej wziac!!!!!!!!!tiger nie ma prawa nawet pchly
zlapac, nie mowiac o jakiejkolwiek infekcji.poza tym nie mam jej komu oddac.
nikt z moich znajomych nie chce kotasad kupilam jej jedzenie i poprosilam
siostrzenca mojego mena ( bo men juz w uk) o opieke nad tym stworzonkiem. to
dobre dziecko i wiem ze jej krzywdy nie zrobi ale co dalej???!!!! nawet do
piwnicy to kocie wejsc nie moze bo blok swiezo ocieplony i wszystkie okienka
zakratowane.
nie wiem co robic sad
moze ktos chce taka sliczna srebrna koteczke?
albo ma pomysl jak jej pomoc?
serce mi peka....sad
to jakies fatum...
Obserwuj wątek
    • wiesia.and.company Re: nie mam juz sily :( 31.08.05, 15:52
      Rany, co za fatum dzisiaj! Same przygnębiające wiadomości. Marta, ile masz
      czasu na szukanie domu dla maleństwa? Ja nie dam rady, moi znajomi też nie, bo
      zakoceni wszyscy (minimum trójka). Ale może ktoś się trafi? No bo taki
      bezdomny, kiedyś domowy, na siłę pakujący się do klatki schodowej... A może
      znasz tam jakąś samotną panią (czasem wysiadują na ławkach pod blokiem), ta
      może nie, ale może ona zna jakąś kociarę z jednym kotkiem tylko....? No wiesz...
      łańcuszkiem...ludzie o sobie wiedzą z plotek dużo, albo dozorczyni wie, kto
      lubi koty?
      Pozdrawiam
    • mama007 Re: nie mam juz sily :( 31.08.05, 16:28
      marta skad jestes?
      po pierwsze dom tymczasowy, a potem szukac, szukac, szukac. to domowa kotka, z tego co piszesz bedzie bezproblemowa raczej, powinna znalezc dosc szybko dom.
      napisz skad jestes koniecznie!
      pozdrawiam
      Aga
      • marta.kunc Re: nie mam juz sily :( 31.08.05, 17:18
        jestem z radomia. wyjezdzam za 2 tygodnie do uk na 2 tygodnie. nie moge
        zaryzykowac wziecia jej do siebie nawet na te 2 tyg bo siostra nie zaopiekuje
        sie 2 kotami i tak ledwo wyblagalam opieke nad moim kocuchem.tam sie nikt tym
        nie interesuje.wszyscy to olali.ot kolejny kot..sad
        nikt z moich znajomych tez chetny nie jest.
        POMOCY sad !!!!!
    • tosia_4 Re: nie mam juz sily :( 31.08.05, 17:22
      Marta, a może ta koteczka komuś zginęła, wymknęła się przez uchylone drzwi?
      Mojej sąsiadce właśnie tak kotka uciekła, nawet nie zauważyła kiedy. Może
      trzeba by na tej bramie ogłoszenie powiesić o znalezieniu kici?
      • marta.kunc Re: nie mam juz sily :( 31.08.05, 17:25
        juz pytalam. nikomu nie zginela. to jest blok niewielki.wszyscy sie
        znaja.zreszta byla -jest taka chuda ze niemozliwe zeby zginela dzisiaj i ktos
        tego nie zauwazylsad
        jestem zrozpaczona.do schroniska nie zadzwonie.juz raz tam zawiozlam
        znalezionego kociaka.nigdy wiecej.do tej pory nie moge sie otrzasnac...sad
    • marta.kunc przysiegam 31.08.05, 17:58
      ze zasponsoruje sterylke i wyprawke temu kto ja przygarnie!!!!!!!!!!!
      kobitki i faceci poszukajcie kogos lub pomyslcie, moze ktos z was ja przygarnie?
      • mama007 Re: przysiegam 31.08.05, 20:09
        marta,
        jesli sytuacja bedzie patowa i zupelnie beznadziejna do czasu Twojego wyjazdu , i jesli bedziesz miala jak podrzucic te kotke do Krakowa to ja sie nia moge tymczasowo zajac. TYMCZASOWO dlatego, ze nie wydole w opiece nad trzema kotami, zwlaszcza teraz. poza tym nie wiem czy mi sie Burek do konca wyleczyl i nie chce jej brac, zeby potem jeczec, plakac i z ciezkim sercem oddawac...
        na troche moge ja wziac, zawsze to lepsze niz jak maja ja pierwsze mrozy dosiegnac. ale trzeba zaczac szukac jej naprawde powaznie domku, bo ja dlugo u siebie jej nie bede mogla miec, a poza tym nie wiem jak koty ja zaakceptuja (kocur pewnie ok, ale nie wiem jak Kota).
        w kazdym razie tak jak napisalam - w sytuacji patowej przywiez ja do mnie smile
        bedzie odbrze, glowa do gory
        jesli jeszcze obiecujesz sterylke to tym latwiej kogos dla niej znajdziemy.
        masz jak zrobic zdjecia?
        pozdrawiam
        Aga
        • marta.kunc aga 31.08.05, 22:09
          wiem jak masz ciezka sytuacje i wiem, ze masz serce wielkosci co najmniej
          empire state buildingsmile
          bede intensywnie szukac, juz zaalarmowalam kogo sie dalo i czekam na newsy.
          WYKORZYSTAM CIE smile TYLKO W SYTUACJI PODBRAMKOWEJ.
          W TAKIM WYPADKU POZWOLE SOBIE NAPISAC NA MAILA PRIV.O ILE NIE MASZ NIC
          PRZECIWKO.CZY TO TEN CO JEST POD TWIOMI POSTAMI NA CZERWONO?
          pozdrawiam z calego sercasmile
          • mama007 Re: aga 31.08.05, 22:13
            ok,
            ja tez wszedzie bede pytac gdzie sie da.
            najczesciej uzywam adresu agafka007@vp.pl , jesli napiszesz na gazetowy to też odbiorę, tylko tma nie zaglądam tak często po prostu.
            w każdym razie gdyby coś to jestem gotowa do wykorzystania smile
            pozdrawiam
            Aga
          • annskr Re: aga 01.09.05, 08:38
            Wstaw wątek na miau - do kociarni
            forum.miau.pl/viewforum.php?f=13
            • wiesia.and.company Re: Oj dziewczyny...dobre macie serca! 01.09.05, 11:34
              Tu się trochę powzruszałam. Ale mama007 ma rację: najpierw brać potem się
              zastanawiać, gdzie podrzucić. Pamiętam wypowiedź redaktor z Kocich Spraw
              (pamiętacie, było było), jak to szukała miejsca dla malutkiego udomowionego
              wyrzuconego kotka, który się błąkał i rozpaczliwie szukał domu. Znalazła
              szczęśliwie chętnego i wtedy kociątko zostało przejechane przez samochód. Od tej
              pory zdecydowała: brać, ratować życie, a potem szukać lokum.
              Powodzenia!
              • marta.kunc Re: Oj dziewczyny...dobre macie serca! 01.09.05, 12:41
                w moim przypadku niestety nie moge isc za glosem serca tylko rozsadku. po
                pierwsze mam pokoj z kuchnia
                wiec kicia musialaby nieokreslona ilosc czasu siedziec w lazience bo do tigera
                nie moge jej wypuscic gdyz:
                a) nie moze miec kontaktu z nieszczepinymi/nieodrobaczonymi itp. zwierzetami
                b) I TO CHYBA WAZNIEJSZE - TIGER JEST BARDZO AGRESYWNY WOBEC INNYCH KOTOW.gdy
                mial 4 miesiace moja mama znalazla malutka koteczke - ktos wyrzucil ja z
                samochodu- bardzo chcialam ja zatrzymac ale tiger urzadzil jej i nam jesien
                sredniowiecza.lal ja okropnie, gryzl itp.kotke udalo sie znalezc domek z
                ogrodkiem a ja pomyslalam ze jego zachowanie to wynik tego ze nie jest
                wykastrowany.ale w wielkanoc tego roku 3 mce po kastracji kolega chcial
                zostawic u nas na 3 dni swojego kota (tez kastrat) cale szczescie ze zrobilismy
                probe generalna kilka dni wczesniej.... to byla masakra....sad
                tiger jest naprawde duzym kocurem(WYSOKOSC 40 CM) i wet mowi ze jest jednym z
                tych niewielu kastratow ktorzy pomimo zabiegu sa b. silnie dominujacy i
                agresywni.

                pocieszam sie tym, ze okolica tego bloku gdzie jest kicia jest bardzo spokojna,
                w poblizu nie ma jezdni,jest trawa i duzo krzakow a dzieci nie sa agresywne
                tylko opiekuncze i dokarmiaja koty, znosza im pudelka kartonowe.....ja tez jej
                dzis znowu zaniose jedzonko...

                caly czas szukam.....

                TRZYMAJCIE KCIUKI...I TEZ SZUKAJCIE
                • wiesia.and.company Re: Do: marty.kunc 01.09.05, 14:51
                  40 cm to jak mój Kubuś (zwany przeze mnie dzikusem Kubongo z powodu szaleńczych
                  galopad i dzikich okrzyków). Czasem przeleci i przeze mnie i przez inne koty,
                  tak sobie z powodu głupawki (po znojach w kuwecie uwieńczonych bogatym plonem).
                  Agresywny jest natomiast Uran, duży, czarny, syczał zawsze, warczał, pluł i
                  rzucał się na mnie, kiedy przynosiłam do domu następnego kota . KOTA, nie
                  kociczki. Uran się bał, w gruncie rzeczy to mały tchórz, dlatego ze strachu
                  robił się agresywny. Tak więc Twój Tiger może być po kastracji łagodny dla
                  przeciwnej płci, zwłaszcza małej kotki, którą w hierarchii od razu ustawi
                  jako "tę drugą, po Bogu". Na kocura reagował nawet po kastracji, bo tak już
                  jest. Musi minąć czasem sporo czasu, żeby kocury się przyzwyczaiły do siebie, a
                  i to próbują ustawić się hierarchicznie, więc dochodzi do scysji.
                  Moja kotka, dorosła bezdomna, miła, przyniesiona do domu do dorosłych sześciu
                  kotów została przywitana syczeniem. Dwa tygodnie mieszkała na jednym parapecie,
                  dwa tygodnie na drugim parapecie, tydzień na górnej szafce w łazience.
                  Wypłaszały ją z kuwety koty zainteresowane zapachem. Ale stopniowo...stopniowo.
                  Nastąpiła powolna asymilacja. Najpierw zaakceptowały ją dwa kocury, potem
                  dopiero trzeci, ale długo trwało. Kotki ją omijały i czasem powarkiwały na
                  siebie. Bez bitki, czasem grożenie łapą.
                  Trudno powiedzieć, czy to Ci pozwoli spróbować przysposobić małą koteczkę, duży
                  wykastrowany Tiger może nie czuć w niej wroga w ustaleniu hierarchii domowej, a
                  jej może imponować taka siła i podda mu się całkowicie. Ja czasem miałam
                  pretensje do siebie, że może zbyt szybko decydowałam się dać najlepsze, co
                  mogłam nowemu bezdomnemu, ale na początku. Potem byłam już zadowolona, nie
                  żałuję żadnej decyzji. A moi domownicy stanowią zgrane stado, czasem się
                  poboczą, czasem któreś przestraszy znienacka drugie wychodząc nieoczekiwanie
                  zza drzwi, ale dzięki temu mają też i atrakcje. Jak w życiu. Potem śpią jedno
                  przy drugim a najlepiej jedno i drugie zgodnie na mnie.
                  Fajnie jest ze stadkiem! Wszyscy! wszyscy chcą Cię przywitać, a to skarcisz
                  jedno, a to drugie, pogłaszczesz jedno, to i drugie też. Lubię być w tym kółku
                  zainteresowań kocich, czego Ci życzę. A nuż...?
                  Pozdrawiam Cię
                  • marta.kunc WIESIU... 01.09.05, 17:01
                    ja juz ci kiedys pisalam ze marze o takiej gromadzie jaka ty dysponujesz....
                    niestety z powodu wyjzdu, przygarniecie kolejnego kota jest dla mnie kompletnie
                    awykonalne...sad
                    poki co dowiedzialam sie, ze kicie ktos wzial. jutro tam pojde i dokladnie
                    popytam...
                    mam nadzieje ze wszystko bedzie ok....troche sie boje
                    no nic....
                    trzymajmy kciuki!!!!
                    • wiesia.and.company Re: Trzymam kciuki, żeby tylko dobre wieści..... 02.09.05, 13:34
                      Pozdrawiam.
                      • marta.kunc niestety... 02.09.05, 14:56
                        kici nikt nie wzial. ludzie ja co prawda glasza, wynosza mleko...ale nikt jej
                        nie chce sad ja tez dzisiaj jej zanioslam jedzonko...kicia poki co w dobrej
                        formie, nawet brzuszek juz nie taki zapadniety ale kosci pod skora czuc nadal...
                        zawiadomilam juz wszystkich znajomych ale na razie brak chetnych sad ciagle
                        szukam...w razie czego bede szukala transportu zeby kicie zawiezc do mamy007
                        czyli superagismile
                        moze ktos z forum chociaz w ten sposob bedzie mogl pomoc mnie i tej koci?
                        zwracam za paliwo i oferuje poznanie 2 kocich mam z przerostem serca nad
                        rozumem oraz jedne pieknej koculkismile
                        • mama007 marto 02.09.05, 15:02
                          tylko jedno- jezeli ja sie tak przywiaze do tej kotki, ze nie bede w stanie jej oddac to Cie potem udusze!! pisze, zeby bylo wszystko jasne smile jesli jedna z nas w tajemniczych okolicznosciach przestanie zagladac na forum to znaczy, ze ja zadusilam marte i mam nowego kota tongue_out
                          pozdrawiam
                          Aga

                          ps
                          tez sie rozgladam po znajomych. zly okres teraz, ale moze kogos znajdziemy.
                          • marta.kunc aga 02.09.05, 16:25
                            jak ja ciebie doskonale rozumiem....smile ja musze sie sama za pysk trzymac zeby
                            jej nie wziac bo obawiam sie tego samego scenariusza a na wywoz drugiego kota
                            jest:
                            1)za pozno bo do permanentnego wyjazdu 3mce a okres "kwarantanny" po czipowaniu
                            6 mcy
                            2)za drogo dla mniesad EMIGRACJA 1 KOTA DO WIELKIEJ BRYTANII TO KOSZT 4000
                            ZLOTYCH (slownie: cztery tysiace zlotych)!!!! juz jestem na skraju bankructwa
                            przez mojego pacanka. ale kocham go miloscia szalona wiec coz robic..trza bulic
                            za zwierza smile
                            no nic, szukajmy intensywnie!!!!
                            pozdrawiam czola chylac przed sercem twem wielkim,
                            Marta smile
    • mama007 marto kombinuj transport do krakowa :) 04.09.05, 16:20
      odbierze kotke ode mnie pini (Asia ze Slaska), mam od niej Kotę. znajdzie malej domek. wiec zalatw transport do mnie, a reszta pojdzie big_grin
      cieszysz sie???? smile)))

      odezwij sie do mnie najlepiej na gg 7836106 to sie jakos umowimy. wezmiesz ja do weta przed wyjazdem do mnie? zeby moje nic nie zlapaly przy okazji.

      bedzie dobrze smile
      pozdrawiam
      Aga
      • marta.kunc aga... 04.09.05, 16:51
      • marta.kunc za szybko enter 04.09.05, 17:42
        no coz... zeby fatum bylo pelne to ja tez wczoraj znalazlam kici domek ale
        problem w tym ze nie moglam dzisiaj znalezc kici.pytalam i juz wczoraj
        wieczorem sie nie pokazala. sa 4 mozliwosci:
        a)poszla gdzies w chwilowe tango(tydzien na dworzu robi swoje - odezwaly sie
        instynkty)i wroci
        b)ktos ja wzial bo 1/4 bloku sie nia zachwycala i kogos wreszcie ruszylo
        sumienie
        c)tam niedaleko jest osrodek dla niepelnosprawnych dzieci i tam dokarmiaja koty
        dzikuski - stroz, dzieci, kadra i moze tam gdzies sie schowala a ze krzakow i
        drzew duzo to jej nie wypatrzylam ale moze jeszcze wypatrze
        d)o tej mozliwosci nie chce nawet pisac zeby sie nie sprawdzila
        aga!!!poki co nic nie odwoluj bo nade mna naprawde ciazy fatum i dopoki koty
        nie znajde i nie zawioze do tego nowego domku (mama mojej kolezanki co ma juz
        jedna odratowana kotke) to wole miec plan awaryjny.wet juz zaalarmowany ze
        wrazie czego ma mnie przyjac z tym nieborakiem bez kolejki.bede tam chodzic co
        2 - 3 godziny...mam nadzieje ze ja odnajde.
        pozdrawiam - marta z dusza na ramieniu sad
    • mama007 marto i co tam?? 06.09.05, 17:03
      bo Asia pyta jak , wiadomo cos co z kotka? jakby co to nowy domek nadal czeka
      pozdrawiam
      Aga
      • marta.kunc aga napisze dzisiaj wszystko na priva...:/ 07.09.05, 12:33
    • groha Re: nie mam juz sily :( 07.09.05, 13:04
      Z zapartym tchem śledzę ten wątek i co trochę odsapnę, to znów się niepokoję. A
      tak jestem spragniona happy endów... Właśnie czekam na pojawienie się małych,
      które wkrótce powije dzika kotka i już widzę te schody, które przyjdzie
      pokonać, zanim znajdzie się im dobre ręce. No i kotce trzeba zapewnić byt.
      Trudno. Jesteśmy zahartowani w tej walce. Jak się ma takie pękające serca, to
      nie ma chwili spokoju, czyż nie? Ale ciekawa jestem, co z tą srebrzaneczką?
      Marto? Ja już nie wiem, za co trzymać kciuki - za Twój wyjazd, czy za tę
      kotkę... Trzymam więc za ogólne rozwiązanie wszelkich Twoich problemów.
      Jestem pełna podziwu dla Ciebie i tej niesamowitej kobiety z Krakowa, naprawdę.
      Jawicie mi się, jako dwa kocie aniołysmile
      • wiesia.and.company Re: No właśnie..... 07.09.05, 13:20
        Groha, bardzo to pięknie napisałaś. Nic dodać, nic ująć. Podpisuję się i sercem
        i rękami.
        Pozdrawiam i martę.kunc, i mamę007 ,i Ciebie i wszystkich zaangażowanych
        forumowiczów/czki.
        • marta.kunc do wszystkich zainteresowanych 07.09.05, 19:26
          przyznam ze to co napisze bedzie troche pogmatwane bo ja sama jestem skolowana
          i bardzo zagubiona w tej calej sytuacji.
          niestety a moze stety kotki poki co nie odnalazlam.po przepytaniuokolicznej
          dzieciarni i mieszkancow bloku znalazlam sie w punkcie wyjscia, czyli nie
          wiedzialam nic. w akcie desperacji zagadnelam pania ktora nalezy do osiedlowej
          ekipy porzadkowej tzn i zamiata i przycina zywoploty i podlewa klomby i takie
          tam.okazalo sie ze pani doskonale wiedziala o ktorego kota mi chodzi gdyz kicia
          stolowala sie w tejze ekipy kanciapie ale 4 dni temu zniknela. pani ta
          swierdzila, iz prawdopodobienstwo ze kocie sie cos stalo jest nikle gdyz ktorys
          z czlonkow ekipy znalazlby jej trupa i wiedzieliby o wszystkim. pani ta
          zadenuncjowala kolege - wspolpracownika ktory kote lubil szczegolnie wiec ja
          niewiele myslac zostawilam jej swoj nr telefonu by ten kolega zadzwonil do mnie
          czy cos o kocie wie i podkreslilam ze koty szukam desperacko bo domek (nawet 2
          do wyboru) czeka. no wiec kolega - wspolpracownik zadzwonil, poszlam sie z nim
          spotkac i dowiedzialam sie ze:
          - kota byla kochana i dokarmialo ja wielu ludzi
          - sa inne, dorosle koty ktore on i inni mieszkancy dokarmiaja i pieszczochaja
          - on jest prawie pewien ze ta kotke przytgarnela jedna taka kocia aktywistka co
          ja szczegolnie holubila.pokazal mi nawet blok w ktorym owa pani mieszka (
          wiezowiec 16 klatek)ale nie potrafil podac dokladniejszych namiarow.
          ty sie wlasnie zajmowalam przez 2 dni milczenia. wymierne efekty to :
          - wyrobienie sobie przeze mnie opinii nawiedzonej wariatki
          - zdjecie przez 2 osoby z bloku mojego chlopaka swiezo zalozonych kratek
          uniemozliwiajacych kotom dostep do piwnic
          - troche wiecej miseczek z jedzonkiem pod oknami

          mam nadzieje ze cos z tego mojego belkotu zrozumieliscie/zrozumialyscie. czuje
          sie rozbita bo z jednej strony chce wierzyc ze kota ma juz dom a z drugiej moj
          wrodzony pesymizm podpowiada mi scenarisze typu: chciala wchodzic do klatek.
          weszla. poszla do piwnicy. ktos jej nie zauwazyl. zamknal. krata w okienku...itd
          moj nastroj waha sie od rozpaczy do nadziei. cholera juz sama nie wiem co mam
          czuc....
          jedno jest pewne. bede jej dalej szukac....

          ps.grocha i inni trzymajcie kciuki za mnie w ogole bo ten wyjazd i otaczajaca
          mnie kocia polska rzeczywistosc mnie regularnie dobijaja. a o wyjezdzie to
          niedlugo zaloze watek sprawozdawczo - informacyjny coby wszyscy kociarze byli
          swiadomi jak wyglada emigracja z futrzakiem.OBLED.
          • mama007 marta 07.09.05, 22:42
            odpisze Ci na priva, ale teraz mam sodome i gomore, a jeszcze komendat byly dzisaj sie bronil, wiec magistra oblewal, nastroj taki jakis, Mloda wlasnie usypiam dopiero, wstaje co dzien o 6 rano, padam o tej porze totalnie... w kazdym razie watek sledze, Asi napisze co i jak. jakby co to nastepny doemk znajdziemy. Aska w tym dobra, jak juz pisalam , mam od niej Kote smile piszkoniecznie na biezaco na forum co i jak
            pozdrawiam
            Aga

            ps
            jak nie padne za chiwle to napisze maila za moment, ale wlasnie zasypiam, wiec roznie moze byc......... pozdr
          • groha Re: do wszystkich zainteresowanych 08.09.05, 00:49
            Marto, ja wiem, że wrodzony pesymizm jest gorszy, niż kurzajki i ciężko z nim
            walczyć, ale sama popatrz:
            a) zrobiłaś dla Srebrzanki, a przy okazji dla osiedlowych kotów wszystko, co
            było możliwe w tej sytuacji. A nawet więcej. Teraz uwierz, że kota jest w
            dobrych rękach. Państwo od zamiatania na pewno mają rację.
            b) ogólna ocena Twojego osiedla wcale nie jest taka zła, skoro tyle osób
            dokarmia, pieszczochra i lubi koty. I że te koty w ogóle SĄ. A także istnieją
            inne kocie aktywistki, które nie są traktowane, jak szkodliwy element. To jest
            pozytywne i wcale nie tak częste zjawisko, naprawdę.
            c) wierzę, że formalności dotyczące emigracji z kotem były koszmarne. Ale
            pewnie już masz je w większości za sobą? Więc odetchnij z ulgą. Wkrótce
            otrzepiesz sandałki z polskiego kurzu i zaczniesz żyć na nowo. A co
            najważniejsze - z własnym kotem u boku! Czyż to nie piękne?
            Podsumowanie tego krótkiego zestawienia wskazuje, że Twoja szklanka, jeśli nie
            całkiem, to na pewno DO POŁOWY JEST PEŁNAsmile Więc nie wymyślaj już powodów do
            zmartwień, tylko pakuj się starannie. A ja będę trzymać kciuki, żebyś czegoś
            nie zapomniałasmile
            Pozdrawiam cieplutkosmile
            • wiesia.and.company Re: do wszystkich zainteresowanych 08.09.05, 09:56
              Podziwiam Marto Twój upór i konsekwencję w szukaniu koteczki i domu dla niej.
              W rezultacie nawet dwa domy. Uruchomiłaś łańcuszek ludzi i dobrych chęci.
              Dowiedziałaś się, że na Twoim osiedlu koty krzywdy nie doznają (raczej). Kotek
              zamknięty w piwnicy na pewno by płakał, a z tego co napisałaś wnioskuję, że
              sporo jest ludzi dokarmiająych i interesujących się ich losem - płaczący kotek
              spowodowałby już ich interwencję, a także zamieszkalych w blokach
              właścicieli/opiekunów kotów. Nie martw się zatem, że kotka jest w piwnicy.
              Pewnie nie. I rację ma w stu procentach groha, bardzo to dobrze ujęła. Możesz
              bez niepokoju i z czystym sumieniem jechać z własnym Ukochanym Kotem.
              Pozdrawiam
    • marta.kunc Re: nie mam juz sily :( 09.09.05, 08:08
      DRUGI DOMEK TEZ JESZCZE CZEKAsmile NO ZOBACZYMY CZY ODNAJDE TE DELIKWENTKE.DZISIAJ
      IDE NA KOLEJNY SPACER WYWIADOWCZY....
      • wiesia.and.company Re: Podziwiam upór i się cieszę w imieniu koteczki 09.09.05, 11:45
        że ktoś tak o nią walczy. Ależ masz siły jeszcze, masz....
        Powodzenia i sukcesu w poszukiwaniach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka