wiecie co, ja nie lubie jak mi smutno. bardzo nie lubie. ale tak jakos, eh,
zle mi
jakby ktos mial dobry humor i chcial go stracic to niech czyta dalej...
smutno mi, bo...
bo wieje wiatr, bo zimno jest, bo nie mam SWOJEGO miejsca, bo koty sa w
krakowie, a ja nie, bo nie wiem co bedzie dalej, bo zrobilam sie nerwowa i
zachowuje sie jak histeryczka momentami, bo mamy prezydenta-kurdupla (nie
odwoluje sie do polityki tylko wygladu), bo nie mam pieniedzy, bo nie mam
pracy, bo nie wiem czy bede dalej nalezala do zwiazku strzeleckiego, bo musze
przeczytac Chlopow, Ziemie obiecana, Popioly, Ludzi bezdomnych, Noce i dnie,
Ulissesa i w cholere innych ksiazek, na ktore srednio mam teraz ochote..., bo
czuje sie taka malutka i samotna, bo przestalam cwiczyc, bo tutaj nie ma
sciany wspinaczkowej

((((((, bo nie mam roweru, bo nie stac mnie na wlasne
auto, bo mi dziecko awantury na kazdym kroku robi, bo, bo, bo..... do jutra
tak moge pisac
zasmiecam forum, wiem, ale mnie jakos to dobija wszystko. nie chce tu byc
nie chce byc zalezna od tylu ludzi

nie chce wciaz prosic o cos
a do tego noga mi sie popsula

uszkodzony nerw czy cos tam. nie wiem, bo na
tym zadupiu w paitek przed dlugim weekendem nawet nie mozna dorwac
ortopedy... PRYWATNIE nie mozna!
beznadzieja

czuje sie jak taki maly zblakany szczeniaczek