abatka32
19.11.05, 22:00
We wrześniu do naszego ogródka przybłąkała się lub została wrzucona mała
kotka. Przygarnęliśmy ją. Dzieci były zachwycone. Ja także. Była piekna,
wesoła, słodka, kochana, grzeczna i mądra.
W ostatni podziedziałek przyjęchał do nas dostawczy samochód, który (jak się
później okazało miał jeszcze na "pace" karmę dla zwierząt i ryby). Nikt nie
zauważył, że Kicia, która akurat biegała po dworzu - wskoczyła do niego.
Samochód odjechał razem z kotkiem.
Tego dnia najpierw szukalismy Kici na podwórku, choć nigdy nie znikała.
Wieczorerm wpadliśmy na pomysł, że może wskoczyła do tego samochodu.
Zdobyliśmy telefon kierowcy, pojechaliśmy do hurtowni (o godz. 22) do której
on zawiózł tę nieszczęsną karmę. Niestey nie znaleźliśmy Kici. Następnego
dnia, we wtorek, byliśmy tam i rano i wieczorem - nikt jej nie widział. W
środę ja byłam w dzień, chodziałm po olbrzymiej hurtowni i okolicy - bez
skutku. Mąż jeżdził dwa razy wieczorem - o godzinie 00.30 udało mu sie ją
zobaczyć, ale była tak wystraszona, że uciekała, nie udało się jej złapać.
Jeżdzimy tam codziennie, wołamy, siedzimy w samochodzie czekamy, że może
przyjdzie (codziennie od godz. 21 do 23), wszyscy pracownicy wiedzą o kotku,
jest obiecana nagroda 500 zł. Ale się nie udaje!
Tam jest tyle dzikich kotów!
Ja nie mogę sobie z tym poradzić. Jest mi jej tak bardzo żal. U nas było jej
tak dobrze, a teraz...
Mam potworne wyrzuty sumienia. Dzieci tęsknią i płaczą. Ja codziennie
płaczę. Ale jak odnależć kota w Warszawie kiedy on jest wystraszony,
przerażony i nie chce podchodzić do ludzi.
Przepraszam, że tyle piszę, ale nie mam komu tego powiedzieć. Mąż już chyba
ma dosyć. Chce wziąć nowego kota ze schroniska. Przed dziećmi udaję, że nic
się nie stało i opowiadam im bajki o kotach podróżnikach...
ps. Kicia zaginęła w hurtowni na ul Chodakowskiej w Warszawie. Jest prawie
cała czarna. Ma białe skarpetki i na tylnej białej skarpetce czarną łatkę.
Może któś widział...