Dodaj do ulubionych

jest koszmarnie:(

16.12.05, 18:11
czy chociaz COS nie moze mi sie udac?sad
wczoraj wieczorem wrocila Yoko. Wiadomo, nici ze sterylki Lenki, wiec
pojechalam po poludniu po psisko i wrocilam w nocy, bo rano do roboty. Wracam
z pracy, i co widze?
Po pierwsze widze, ze Yoko ma rozjechane ucho. Uszyska ma wielkie, bylo co
rozjechac. Przypuszczam, ze wiem, co sie stalo, wiec na kolana i szukam
Toski.
Po drugie widze, ze nie widze Toski. Toske znalazlam po ponad polgodzinnym
szukaniu za pomoca Leny (zaczela warczec, jak ja wyczula za szafa w
garderobie - nie wiem, jak ona sie wcisnela). Podrapala mnie niemilosiernie
jak chcialam ja wyciagnac. Wyciagnelam. Yoko skacze i szczeka jak wariatka.
Toska zwiala syczac jak zmijka. Yoko rzuca sie za nia w pogon.Lena
niewzruszona wypina tylek i mnie podrywa.
Teraz Toska siedzi w lazience - zamknieta i zestresowana na maksa.
Nie zauwazylam, zeby miala jakies obrazenia (moj Boze, Yoko by ja zagryzla
raczej niz "obrazila" na ciele). Ale tez nie mialam okazji sie przyjrzec.
Nie wiem, czy mogla zarazic czyms Yoko? W koncu drapnela ja do krwi..
Mam isc do veta? Jest jakies zagrozenie? Kotka nie byla szczepiona jeszcze bo
ciagle jej sie oczka paprza - dostawala antybiotyki,juz z oczkami bylo
ladnie, a dzis patrze -slipko czerwone, zalzawione.
Wiecie co?Pomozcie mi znalezc dobry dom dla Toski.
Yoko nie da jej zyc. Ledwo Lene akceptuje, choc i jej daje popalic, ale nigdy
tak na serio...
Obserwuj wątek
    • umfana Chyba trzeba rozdzielić futrzaki 16.12.05, 19:44
      Cleo masz rację... Nie ma rady... trzeba chyba rozdzielić towarzystwo, bo się
      "zagryzie". Szkoda Twoich nerwów i zdrowia zwierzaków ;o) Zrobiłaś co mogłaś!
      Ja jak szukałam domków dla koteczków dałam darmowe ogłoszenia w Stołecznej i
      Ofercie. Było spore zainteresowanie kitulkami! Wybrałam raz starszą panią, oraz
      młode małżeństwo. Ta starsza pani to był strzał w dziesiątkę. Kotka ją
      pokochała. Pani do mnie dzwoniła i odpowiadała, jak koteczka się czuję.
      Małżeństwo nigdy się nie odezwało, chociaż mieli to zrobić. Do dziś nie mogę
      sobie darować, że im dała dwie kochane istoty... Skoro nie zadzwonili nie byli
      wiarygodni. Bardzo uważaj jak będziesz wydawać kitkę!
      Daj ogłoszenia też w necie:
      forum.miau.pl/
      www.zakoceni.pl/
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=664
      • cleo_1 jak mi szkoda... 16.12.05, 19:57
        Umfana, nawet nie wiesz, jakmi zalsad(((
        Toska jest taaaka kochana, juz ja pokochalam, tak sie przytula, jak ktos mogl
        takie slonce wyrzucic na dwor?
        Jak znalezc dobre rece?
        Wy macie dobre rece - ktoras z Was, dziewczyny, nie chce Toski?sad((
        PS nawet nie moge z Toska wyjsc poza prog lazienki. Tak, jakby byla tam
        niewidzialna linia, ktora ja parzy. Jak zblizam sie do drzwi, staje sie
        niespokojna, jak tylko przekrocze prog, wyrywa mi sie i skacze po plecach,
        uciekajac do swego azylu..
        Ja mysle, ze ja to powinnam miec kota takiego, ktory stanalby okoniem do
        Yoko.Znam takiego, ale juz jest zajety. Yoko wyraznie nie toleruje Toski, choc
        nie miala problemu z Pysiem, kotkiem kuzynki.Z Pysiem to dopiero byla zabawa!
        Ale Pysio nie uciekal przed nia, walnal ja raz po mordzie i hierarchia zostala
        ustalono. A Toska? To klebek strachu i nerwow, choc...
        No i wlasnie dlatego tak mi zal. Dzis rano uslyszalam w lazience jakies dziwne
        odglosy. Lekko uchylilam drzwi (raczej zostawiam jej zapalone swiatlo) i
        patrze, a moja sliczna Toska... bawi sie turlajac po podlodze muszelke (co
        prawda nie zachwycil mnie fakt, ze zwalila z polki pol mojej kolekcji, ale co
        tam...)
        Bawila sie tak cudnie, jakby zapomniala o calym swoim nieszczesciu. Stala sie
        na chwile mloda, skora do figlow koteczka! i bylo jej z tym cudnie do twarzy, a
        raczej, do pyszczkasmile
        • umfana Ja mam dwie wariatki walczące o terytorium :( 16.12.05, 20:10
          Ja mam w domu dwie kotki, które nie akceptują innych kotów. Szeba nie może się
          nawet pogodzić z tym, że mieszka z siostrą(jest zazdrosna). Stara się to
          okazywać sikaniem na moje ciuchy, łóżko i kojce Fuńki.
          Gdy otworzę balkon gdzie siedzą dzikie koty, Kociepanny prychają czując obce
          zapachy sad Przez szybę oczywiście jest wielka miłość i zabawa, ale jak chcę
          oswoić dziką gromadkę to stadko ucieka i domowce się jeżą sad((
          Popytam wśród znajomych z reala.
      • misia007 Re: Chyba trzeba rozdzielić futrzaki 16.12.05, 20:08
        Umfana ma rację, dla Tosi najlepsza byłaby starsza pani.Do mojej dość sędziwej
        cioci trafil w zeszłym roku ,potwornie znerwicowany biedak, którego poprtzednia
        pani wprowadziła sie do pana z dogiem.Kot metrykalny zreszta wyrywał sobie futro
        ze stresu.Po miesiacu pobytu u cioci zapałal do niej tak ogromnym uczuciem, ze
        stres minąl i kotek rozkwitł, ciocia zresztą też, więc korzyść jest
        obopólna.Może ktoś z forumowiczów mataka miłą ciocię?
        • cleo_1 Re: Chyba trzeba rozdzielić futrzaki 16.12.05, 20:17
          sluchajcie, moze to okropne, co napisze, ale jak starsza Pani umrze?
          Toska ma dopiero rok, daj jej Boze kolejnych 15.
          Starsza Pani moze tyle nie pozyc, i potem co - schronisko?
          Ech..
          • umfana Wiem ... myślałam o tym 16.12.05, 20:25
            Moja kita trafiła do starszej pani przez jej córkę i męża córki- kociarzy. To
            oni postanowili załatwić sowjej Mamie kotkę. Sami mają koty. Byli super
            przygotowani na zabranie kota. Mieli trasporter. Siedzieli u mnie tak długo aż
            kitka troszeczkę oswoiła się z nimi i nie bała się wejść sama do nosidełka.
            Później ich Mama do mnie dzwoniła zdając realcje z pierwszych dni pobytu u niej
            Kitulki.
    • misia007 Re: jest koszmarnie:( 16.12.05, 22:17
      Cleo nie przesadzaj, umrzec można w kazdym wieku, a koty raczej dobrze sie
      czuja w towarzystwie starszych osób.Moi sąsiedzi, mili państwo po
      siedemdziesiatce przygarnęli w zeszłym roku trójke rodzeństwa z
      podwórka.Podejrzewam, że nie mieli takich dylematów co sie z nimi stanie po
      naszej śmierci a nawet jakby odmłodnieli
      przy nich.Nie sądzę, żeby te koty na podwórku miały wiekszą szansę.Tosi trzeba
      poświecić duzo czasu,a kto ma go na zbyciu wiadomo emeryci.Zresztą dla starszych
      osób kontakt z kotem ma dobroczynny wpływ, na ich życie.
      • cleo_1 Re: jest koszmarnie:( 16.12.05, 23:14
        Nie lubie starych ludzi. Nie mam dobrych doswiadczen z nimi.Wiem, ze sa
        przemile staruszki i fajni staruszkowie,ale ja ich nie spotykam. Obawiam sie,
        ze moze im nie starczyc cierpliwosci, bo Toska jest naprawde dzikuska. Na razie
        bedzie u mnie, bede czegos szukac, Was tez prosze o pomoc.
        Kiedy ja glaszcze, nie chce jej oddawac!
        Same przeciez wiecie, jak to jest, ona jest u mnie miesiac, juz naprawde bardzo
        mam ja w sercu...
        • umfana musi być dobrze! 16.12.05, 23:46
          Cleo ja mam obseję, że mogę stracić życie wypadku i co stanie się wtedy z moimi
          Kociepannami? Nie mam nikogo kto by zaopiekował się nimi sad Każdego dnia
          wychodząc do pracy "modlę" się, aby wrócić szczęśliwie do domu... do mojej Koterii.
          A propos starszej pani to nie myśl o 75 letniej osobie ;o) ale o takiej "babci"
          w wieku 50 lat... Przecież 50 letnia osoba to człowiek w średnim wieku! O
          staruszce możemy mówić, gdy ktoś ma 80 lat :o) Szukaj po prostu wszędzie i wśród
          młodych i starszych ludzi. Nie ma reguły. Trzeba tylko sprawdzić czy kotek idzie
          w odpowiednie ręce, aby później nie pluć sobie w twarz tak jak ja...
          Poza tym może Twoje zwierzaki w końcu się przekonają do siebie?! Czy wiesz jak
          moje Kociepanny się boją? Ile ran sobie robią w walkach? I to są siostry z
          jednego miotu! Poźniej wylizują sobie ranki :o)))
          Pozdr!Umfi
          • cleo_1 Re: musi być dobrze! 16.12.05, 23:54
            Umfana,
            ja co prawda nie odczuwam tego strachu co Ty, bo gdyby mnnie szlag trafilmoimi
            dzieciakami mialby sie kto zajac, ale nie zmienia to faktu,ze ciagle sie
            martwie, jak przezyje ICH smierc, kiedys tam, mam nadzieje, ze za 100000 lat.
            Ale ad rem. Zaskoczylasmnie swoimi Kociepannamismile Co prawda na zdjeciach
            wygladaja nader charakternie, ale zeby az tak?smile
            Coz, ja nie boje sie o koty, one na pewno by sie siebie nauczyly. Najbardziej
            balam sie o Yoko i mialam racje. Jest tak zaborcza,jak tylko mozna sobie
            wyobrazic, na ile jej pozwalam, w sensie ze dochodzi do granic przeze mnie
            postawionych i chetnie poszlaby dalej i Lenie leb urwala za to, ze biore ja na
            rece. Ale z Lena to sie razem wychowaly, wiec jest inaczej, potem jest zgoda i
            bywa nawet, ze wyswiadczaja sobie wzajemnie jasniepanskie przyslugi lub tez
            tluka sie dla zabawy.
            Problem w tym, ze Toska NIGDY nie wyjdzie z lazienki,jak bedzie Yoko. Wiec jak
            mam je do siebie przyzwyczajac?sad Nawet na rekach nie moge z nia dalej jak do
            drzwi lazienki podejsc
            • umfana Re: musi być dobrze! 17.12.05, 00:01
              Poważnie... rano i wieczorem kocice robią galopadę po domu w której biją, drapią
              aż kłaki lecą. Późnie głaszcząc je wyczuwam zadrapania.
              Fuńka stara się w chwilach spokoju wylizywać Szebę, ale Szebirka nie lubi tego i
              często reaguje agresją znowu.
              Przeważnie jedna siedzi w jednym pokoju a druga w drugim sad
              Koteczki są z jednego miotu i w dzieciństwie we dwie się bawiły.
              • cleo_1 a to numer! 17.12.05, 00:07
                moze z czasem imprzejdzie i znowu bedzie zgoda. z wiekiem ponoc koty
                lagodnieja, choc pewnie nie wszystkie.
        • yanga Re: No kurcze... 21.12.05, 22:20
          Ja też jestem starsza pani!!!!!!! Mam 65 lat i co, nie mogę miec kotów?
          • cleo_1 Oj, nie! 22.12.05, 09:53
            "starsza" to myslalam naprawde stara, bardziej 80-85 letnia staruszka.
            i bardziej tez niz o wieku myslalam o sprawnosci ciala i umyslu. tacy mocno
            starsi ludzie czesto maja swoje wlasne przekonanie i zdanie, i nikt ani nic nie
            jest w stanie tego zmienic. nie chca niczego nowego sie nauczyc, nic zmienic w
            swoim zyciu.
            oczywiscie, jak to mowi moj vet, to sprawa osobnicza.
            a 65 lat - dopiero wtedy zaczyna sie korzystanie z zyciasmile bo czlowiek nie musi
            sie rozprasza na ta durna pracesmile)
            opowiem Ci (Wam) taka historie. jak jestem u rodzicow z Lenka, wszystkie okna
            niestety musza byc pozamykane. no bo rodzice mieszkaja na 9 pietrze w bloku.
            jest to b. uciazliwe zwlaszcza latem. kiedy my wychodzimy na dzialke, babcia
            zostaje (babcia nie wychodzi w ogole z domu) i zostaje Lenka. Zawsze babci
            mowimy: jak chcesz sobie wywietrzyc, zamknij kota w jednym pokoju, otworz okno
            w drugim i pamietaj, zeby zamknac okno przed wypuszczeniem kota. Babcia na to:
            tak, tak bede pamietac. Po czym po chwili zastanowienia dodaje: no a jakby cos
            sie tam stalo, to ja im odkupie tego kota, odkupie...
            smile))) czy sad(((??
            chyba smile)))
            zdarzylo jej sie, ze nie pamietala, ja wchodze do pokoju, a kot na parapecie
            OTWARTNEGO okna wywachuje szpary. Ze ja to przezylam i nie zeszlam smiertelnie,
            to cud...
            I mimo, ze moja babcie bardzo, bardzo kocham, to jednak jej starosc jest
            prawdziwa staroscia, i moze byc - nawet nie upierdliwa ale niebezpieczna.
            babcia np. na gaz postawila kiedys czajnik elektryczny...teraz jak to pisze
            sama sie smieje, ale co by bylo, gdyby mama wtedy nie wrocila z zakupow, trudno
            powiedziec (moze ktos wie?smile
            Babcia ma prawie 80 lat, ale tak troche sama zrobila z siebie taka
            niepelnosprawna (gazu nie nauczy sie wlaczac BO NIE). Mysle, ze wiele zalezy od
            tego, jak sie komu chce..
            A Ty, dziewczyno, piszesz na forum, obslugujesz kompa, z calym przekonaniem
            twierdze, ze moze jestes nawet mlodsza odemnie!!
            bardzo serdecznie Cie pozdrawiam i przeprszam wszystkich, ktorych swoja
            pochopna wypowiedzia moglam (niechcacy!) urazic.
            I strasznie mi milo i ciesze sie, ze sa tu takie osoby ja Tysmile
            baaardzo duze usciskismile
          • cleo_1 Re: No kurcze... 22.12.05, 09:54
            i cytujesz Bulhakowasmile
            na pewno NIE JESTES starsza Panismile

            > Ja też jestem starsza pani!!!!!!! Mam 65 lat i co, nie mogę miec kotów?
            • yanga Re: No kurcze... 22.12.05, 23:44
              Dobrze, już dobrze... Głassssk. A co do pracy, to w życiu nie byłam tak
              zapracowana, jak na emeryturze. I tak już musi zostać do końca życia niestety,
              a może i stety smile.
              • cleo_1 :) 23.12.05, 10:58
                wielkie usciski dla zapracowanej i odpocznij sobie chociaz w Seitesmile
    • umfana Cleo napisałam na Republice Kociej 17.12.05, 17:58
      w Twojej sprawie:
      www.zakoceni.pl/index.php?showtopic=2763
      Daj tam znaka.
      Pozdr
      • cleo_1 Re: Cleo napisałam na Republice Kociej 18.12.05, 00:46
        dzieki - napisalam
        • umfana Dziś napisałam na Miau 18.12.05, 18:15
          forum.miau.pl/viewtopic.php?t=36588
          • umfana Bardzo ważne info ! 18.12.05, 18:43
            Cleo zobacz, cyt:
            "ja > ... Pamiętam że Cleo jechała po Melę na drugi koniec Polski z Warszawy.

            Beliowen > W takim razie najpierw musi sie skontaktowac z Ryska, z tego co
            wiem, umowa adopcyjna zobowiazuje ja do tego."
            forum.miau.pl/viewtopic.php?p=1445778#1445778
            • esterka8 Re: Bardzo ważne info ! 18.12.05, 21:54
              cleo a skąd Ty jesteś? i napisz mi ile ta Tosia ma? ja ostatnio nie mam zbyt
              wiele czasu na forum, tylko zaglądam, więc chyba cos mnie ominęło z tą kicią
              • umfana Esterka 18.12.05, 23:24
                Cleo jest z Warszawy.
                Znalazłam dziewczynę od której Cleo ma Tosię i ta osoba ma zadzwonić do Cleo i
                razem może coś wymyślą w tej sprawie...
                Musi być dobrze i już!
                :o)
                • cleo_1 Umfana 19.12.05, 00:47
                  dzieki bardzo za te wszystkie akcje.
                  dzis pracowalam caly dzien nie mialam czasu zeby tu zagladac.
                  toske oswajam troche na sile nawet, chocby po to, zeby nowym wlascicielom bylo
                  lzej - choc moze jednak zostanie?
                  nie wiemsad
                  dzis odkrylam cos super.
                  dzies po raz pierszy Toska zaczela sie we mnie wtulac pycholkiem w czasie
                  glaskania (ofkors w lazience, na stojaco). to jest cudne, Lenka tak niestety
                  nie robismile Potam, jak juz byla w swoim koszu, zaczelam ja glaskac po calym
                  cialku, taki masaz (zwierzaki moje, oba, uwielbiaja takie masaze) i ona
                  sluchajcie, polozyla sie na grzbiecie, skulila lapki i wystawila mi mruczac jak
                  ruski traktor cale brzucho!!
                  Alez jej bylo dobrze, i jak to fajnie wygladalosmile
                  slodzik z niej
                  a Lena wszystko obserwowala (znacie ten uwazny wzrok, ktory czujecie na plecach
                  i juz wiecei, ze wasz kot na was patrzy). Jak ja wzielam na rece zaczela
                  brachac ze niby czuc mnie obca kocizna, a ja niezrazona - panienki przystawiam
                  blizej siebie, syk, krzyk, lapki wpowietrzu i po sprawie.
                  chyba jest zazdrosna troche o moje wycieczki do lazienki, po przyszla do mnie,
                  patrzy na klawiature, siedzi przede mna i stara sie myziac.
                  skontaktuje sie z Aga, z ktora zalatwialam adopcje Tosi, jutro moze.
                  ale Toski nie oddam do schroniska.
                  • babka71 cleo_1 19.12.05, 10:43
                    Na wszystko potrzeba czasu , także spokojnie nie panikuj, jak widzisz nowa
                    kocina Tośka juz Cię pokochała, a jak Ciebie pokochała to i reszta też ją
                    pokocha...
                    Jak masz warunki domowe na 3 zwierzaki to nie rezygnuj tak szybko.....TRZYMAM
                    KCIUKI i wierzę , że się ułozy Zobaczysz!!!
                    Nie wiem tylko jakiej rasy jest pies Yoko?/ czy suka, jak się mylę to popraw..
                    (pamietam radę/ post ze smarowaniem swoją śliną nowego kota, podobno działa..
                    p.s odpisałam na priva
                    pozdrawiam
                  • umfana Re: Umfana 19.12.05, 20:24
                    Z tymi pieszczotami to piękna akcja :o)
                    Mam nadzieję, że wszystko jeszcze będzie Ok!
    • groha Re: jest koszmarnie:( 19.12.05, 01:12
      Tosia już pokazała Ci brzuszek?? Cleo, udało Ci się dokonać cudu! I Ty mówisz,
      że ona jest dzikuska? To Ty nie widziałaś mojej Frotki. To dopiero był dzikus.
      Przez pierwszy miesiąc nie było mowy o żadnym głaskaniu, przez drugi - łaskawie
      pozwalała przelotnie dotknąć łebka, po następnym - przestała się kulić i
      uciekać, gdy się do niej zbliżaliśmy. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co to
      stworzenie przeszło w poprzednich domach, że przestało ufać ludziom na bank. I
      była wtedy sama, nie miała w domu konkurencji. A Tosia ma za sobą piekiełko i
      mimo to JUŻ nabrała zaufania! Na razie do Ciebie, ale to dobrze wróży na
      przyszłość. Myślę, że w spokojnym domu bez innych zwierząt, błyskawicznie
      przestanie być dzikuską. Jednak gdzie znaleźć kogoś takiego, jak Ty, kto będzie
      miał tyle cierpliwości i zrozumienia dla zwierzaczka? Oby się udało. Będę
      trzymać kciuki, bo śledziłam Wasze losy, współczując Tosi i podziwiając Ciebie,
      więc już się do Was przywiązałamsmile Pozdrawiamsmile
      • esterka8 cleo 19.12.05, 21:01
        mam nadzieję, że wszystko się ułoży, jeśli nie dasz rady pogodzić towarzystwa,
        to znajdziesz Tosi nowy dom. Trzymam za Was kciukiwink)
      • angieblue26 Re: jest koszmarnie:( 19.12.05, 21:09
        Moj Zurek niedal sie dotknac przez 2.5 tygodnia. Co wiecej, chowal sie w
        poscielniku, i tylko szuranie w poscieli i ubywajace z miseczki chrupki ( a i
        to w nocy) zdradzaly obecnosc kota w domu.
        Calymi dniami lezalam na podlodze i wolalam kota. Nauczylam sie miauczec -
        Zurek odpowiadal mi z poscielnianych czelesci.
        Potem powoli zaczal sie pokazywac. Najpierw na kilka sekund, potem minut.
        Kiedy zjadl przy mnie chrupki poplakalam sie ze szczescia.
        Potem, lezac plackiem na podlodze (mam nadzieje, ze nie uznacie mnie za
        wariatke) tracalam nosem zabawke, w kierunku kota. Zur kadzego dnia osmielal
        sie na kolejny krok. Nigdy nie lapalam go na sile, czekalam, az on przyjdzie z
        wlasnej woli.
        Moj maz stwierdzil, ze kot sie nigdy nie przyzwyczai. Usmiechnelam sie, ze
        nzdury gada, ale w glebi duszy sama mialam powazne obawy..
        Az w koncu, ktoregos wieczoru, kiedy bylismy juz w lozku, poczulam, ze cos
        delikatnie skrada sie w moim kierunku.
        To "cos" to byl Zurek smilePolozyl sie przed moja twarza, ze schowanymi
        pod "piersia" lapkami (nazywam to pozycja na matrone smile))i dluuuugo parzyl mi
        w oczy ( byla pelnia, wiec widzialam dokladnie smile))...
        Patrzyl tak i patrzyl, po czym polozyl mi sie w ramionach i tak spal do bialego
        rana.
        Lzy mi ciekly ze szczescia, to byla prawdziwa "wigilijna opowiesc".
        Nie sztuka jest kochac "latwego kota", prawdziwa satysfakcje daje
        tylko "trudna" milosc, pomimo wszystko.
        Pozdrawiam,
        Ola
        • umfana Re: jest koszmarnie:( 19.12.05, 21:12
          Olu,
          Czytając Waszą historię łezka kręci się w oku :o) Cudowna!
          • angieblue26 Re: jest koszmarnie:( 19.12.05, 21:15
            smile Dzisiaj nawet kiedy spedzamw toalecie dluzej niz 2 minuty kot wyje pod
            drzwiami, slychac go w calym bloku smile
            Na Swieta do Polski leci z nami. Nie wybrazam sobie Wigilii bez Zurka.
            Na wakacje tez polecial z nami do Warszawy smile
            • umfana Re: jest koszmarnie:( 20.12.05, 14:14
              Kot podróżnik :o) Mój Rumcajs- syjamek też z rodzina podróżował wszędzie... na
              wakacje :o)
        • cleo_1 moze nie bedzie tak zle? 20.12.05, 10:38
          Ola, a ja sie poplakalam ze wzruszenia czytajac o Tobie i Zurku.
          Nie znalam historii Zurka, jak ogladalam zdjecia tego slodzika Twojego,
          myslalam, ze to taki kotus, przylepne bejbi.
          Groha, Umfana, Ola i wszystkie inne osoby piszace na tym forum - dziekuje za
          wszystkie slowa otuchy, czytajac je wierze, ze BEDZIE dobrze!
          Nic nie jeste wiekszym balsamem na moja dusze jak czytanie tego forum.
          Ja chora, na zwolnieniu lekarskim, Lenka skonczyla poranne kurcgalopki, siedzi
          teraz u Toski.
          • gattara Re: moze nie bedzie tak zle? 21.12.05, 17:43
            Witaj Cleo,
            Napewno bedzie dobrze, tylko trzeba troche czasu. JEDEN KOT PREDZEJ SIE
            ADAPTUJE, DRUGI WOLNIEJ.Przepraszam, wcisnal mi sie capslock. A to tez zalezy,
            od tego, jakie mial przejscia. A Tosia na brak tychze narzekac nie moze. Chyba
            Groha napisala, ze przeszla piekielko. Ja bym napisala pieklo, tu nie ma co
            zdrabniac. Ona Ci juz zaufala, ten brzuszek wystawiony, to najwyzszy dowod
            kociego zaufania. Mowie to z doswiadczenia, mam , od 2 tygodni, 8.kota, i
            jestem w trakcie obserrwacji adaptacji, Jakos idzie, bedzie dobrze. Nie zawsze
            tak bylo, agresji coprawda nie bylo, ale dlugo bardzo nowy sie adaptowal.
            zawsze przygarnialam jakies nieszczescia, z reguly dorosle. Jakos sie
            dogadywaly, miedzy soba i z psem (psa tez mam). Nie znam yorkow, nie wiem, jaki
            jest u nich poziom agresji. Z Lenka moze nie bedzie milosci, ale beda sie
            tolerowac.Moze jeszcze tydzien moze dwa. Zycze tobie, Twej rodzinie i Twoim
            zwierzakom szczesliwego zakonczenia.Nie oddawaj Tosi, to naprawde sie ulozy.
    • milak13 Re: jest koszmarnie:( 21.12.05, 23:54
      Tuśka wprowadziła się do nas 3 tygodnie temu. Piszę: wprowadziła, bo to nie my
      ją zaprosiliśmy tylko ona sama zdecydowała że będzie tu mieszkać. Gdy zobaczyła
      wielkiego psa i kocura przeraziła się z jeżeniem, parskaniem itd ale
      powiedziała: cóż najwyżej oni się wyprowadzą, bo ja napewno nie. Po czym Hesio
      rzucił się na nią i wyrwał jej kupę futra. Kilka dni mieliśmy stały dyżur przy
      zwierzakach: ten wchodzi, tamten wychodzi, jeden na dworzu, drugi w domu, potem
      zmiana, zamykanie drzwi - cyrk. Myślałam, że tak będzie wyglądała reszta mojego
      życia. Nie znam historii Tuśki, przyszła do nas jako kociczka "wiosenna" - tak
      powiedziała weterynarz. Raczej marzec niż później. Ale tam gdzie była na pewno
      nauczyła się asertywności: Hesiowi rzuci od czasu do czasu parę słów
      (podejrzewam że nieparlamentarnych bo wygląda na ulicznicęsmile), psu wskakuje
      znienacka z parskaniem na posłanie i nim się nasza stara, niedowidząca suka
      zorientuje co się dzieje już jest na drugim końcu pokoju. I pies i kot nie
      kochają jej, ale dają jej spokój bo wyraźnie irytuje ich jej parskanie i
      wystawianie pazurów. Jak Tuśka jest przy misce, Hesio siedzi tyłem i udaje że
      nie widzi. Jak Hesio je a Tuśka pochodzi do niego, Hesio zostawia jedzenie i
      odchodzi dumnie. Pewnie go mdli na jej widok. Może się nie pokochają, ale chyba
      już się nie zjedzą. U ciebie też się wszystko ułoży. Toska już Ciebie
      zaakceptowała, a to dla niej najważniejsza, żeby nabrała pewności siebie i żeby
      wiedziała że ma w kimś oparcie. Acha, i zastosowałam metodę mojego męża: gdy 4
      lata temu przybył do nas Hesio nasza suka (sznaucer olbrzym) kompletnie nie
      tolerowała kotów. Mój mąż pokazywał jej Hesia 100 razy dziennie i mówił "zobacz
      jaki śliczny, mały piesek" i albo mu uwierzyła, albo uznała że z wariatami nie
      ma co dyskutować ale najważniejsze że zaakceptowała Hesia, zaczełą go
      wylizywać, szaleć z nim po mieszkaniu i gonić razem obce koty z podwórka.
      • cleo_1 o matko jaka cudna historia:) 22.12.05, 09:42
        i Autorce nie brakuje gibkosci jezyka
        usmialam siesmile)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka