Witajcie
Dziś dokociłam się dzikuskiem ok. 4-miesięcznym. Postanowiłam go złapać, bo
baraki na budowie, pod którymi mieszkał, są w poniedziałek zabierane gdzie
indziej i nie wiem, co by z nim się działo - idzie zima w końcu. Podczas
przerwy śniadaniowej go zwabiłam i po bojach zapakowałam w karton i zawiozłam
do domu. Wypuściłam go w kuchni - natychmiast zwiał za lodówkę i szafki.
Zostawiłam mu koło lodówki mleko i kuwetę. Drzwi do kuchni zamknęłam, bo
musiałam wracać do pracy a nie wiedziałam, co na to moja dorosła kicia Julka.
Gdy wróciłam z pracy mleko było wypite a w kuwecie - urobek (mądry kiciuś
) Dzikusek oczywiście za szafkami.
Mój dylemat wiąże się z jedzeniem dla koteczka. Jak jestem w domu, to
chciałabym zostawiać otwartą kuchnię, żeby kiciuś miał szansę wyjść i poznać
mieszkanie (może się odważy w nocy?) Z drugiej strony chciałabym żeby jadł. A
otwarte drzwi do kuchni oznaczają, że Julka mu wszystko pożre (to kot bez dna
- jak się bardzo obje, a w misce jest nadal jedzenie, to chwilę potrawi i
idzie się dopychać i tak w kółko, aż miska w końcu będzie pusta).
I nie wiem teraz co z tymi drzwiami. Zamykać czy nie?
Na razie po przyjściu z pracy go zamknęłam, jak już przestałam korzystać z
kuchni bo chcę, żeby coś zjadł.
Myślę, że Julka nic małemu nie zrobi bo był u nas ostatnio parę dni kociak od
siostry i to on "rządził" w tym czasie. Tylko co z tym jedzeniem dla dzikuska?
A może lepiej, żeby taki dziki kot najpierw oswoił się z jednym
pomieszczeniem? A może jednak w oswajaniu się pomoże obecność drugiego kota?
Sama nie wiem.
E-kropka w kropce