Dodaj do ulubionych

Zginął mi kot, poradźcie :-((

20.10.08, 11:16
W Polsce wychodził tylko na balkon. Bałam się go wypuszczać na dwór,
chociaż nie raz próbował mi zwiać. Dwa tygodnie temu przyjechał ze
swoją siostrą do Anglii. Tu w Anglii mieszkam na I-szym
piętrze i nie mam balkonu. Nie chciałam więzić kota w domu,
zwłaszcza, że dotąd była piękna, słoneczna pogoda. Poza tym, tu w
Anglii jest inne podejście do zwierząt niż w Polsce, tu ludzie
naprawdę kochają zwierzęta i nie ma tu bezdomnych kotów czy psów.
Nie bałam się, że ktoś mógłby mu zrobić krzywdę. Zaczął wychodzić do
ogródka pod domem, potem biegał po ogródkach sąsiadów (nie mieli nic
przeciwko, bo pytałam) ale wracał. W piątek po południu wybiegł z
domu i dotąd go nie ma. Jesteśmy wszyscy zrozpaczeni, jego siostra -
kotka, dużo spokojniejsza i ostrożniejsza chodzi po domu i
pomiałkuje. Moje dzieci na przemian płaczą i się modlą, żeby kot
wrócił.
Dziewczyny, czy kiedyś zwiał wam kot? Jak długo go nie było?
Dodam, że moj kocur został wykastrowany w wieku 6 miesięcy, teraz ma
1,5 roku.
Pocieszcie mnie jakoś sad
Obserwuj wątek
    • joisana Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 20.10.08, 11:36

      Masz rację z podejściem zwłaszcza do kotów w GB, ale wypadki
      zdarzają się wszędzie. Mówisz że kot poznał najpierw otoczenie i
      dopiero się wypuścił dalej i nie wraca. Przyczyn moze być kilka,
      trzymam kciuki za taką ze po prostu zabalował i wróci. Może być też
      tak, ze ktoś go na siłę przygarnął. Kot ma medalik, tudzież tatuaż
      albo chip? W GB chyba nieusuwalne oznaczenia są obowiązkowe? Jedyne
      co mozesz zrobić to rozwiesić ogłoszenia, prosić sąsiadów którzy
      mają psy i je wyprowadzają aby się rozglądali za Twoim Kociskiem i
      zajrzeć do najbliższych lecznic bo a nuż tam trafił bo musiał, lub
      ktoś go adoptował i przyniósł na badanie no i ogłoszenie też tam
      rozwieś. Oby wszystko skończyło się dobrze.
      • joisana aaa 20.10.08, 11:40

        moja kotka zwiała na 2 tygodnie cały ten czas przesiedziała w
        piwnicy sąsiedniego domu, nie reagowała na nawoływania nawet jak z
        sąsiadem przeszukiwaliśmy tą piwnicę. Po 2 tygodniach cudem ją
        złowiłam, chudą brudną i wystraszoną. Koty to krótkowidze a w chwili
        stresu nawet głos ukochanej pani nie skłoni ich do wyjścia z
        ukrycia. Jest duża szansa, że Twój przestraszył się czegoś i zaszył
        tak skutecznie, zę znaleźć go trudno, ale moze być pod przysłowiowym
        nosem więć nei ustawaj w poszukiwaniach, zaangażuj do nich kogo się
        da i wracaj w juz przeszukane miejsca.
        • nioma Re: aaa 20.10.08, 12:02
          porozwieszaj ogloszenia
          moze wszedl do jakiegos ogrodka i mily czlowiek go przygarnal bo
          pomyslal, ze kotek jest bezdomny?
          dowiedz sie tez gdzie sa zawozone znalezione zwierzeta, schronisko?
          ja jestem dobrej mysli, powinien wrocic
    • bettina40 Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 20.10.08, 15:32
      Niestety już nie wróci, zginął pod kołami samochodu. Byłam dziś w
      najbliższej lecznicy. Ktoś go tam zaniósł w sobotę. Miał microchip,
      więc o pomyłce nie ma mowy. Nie mogę więcej pisać bo łzy zalewają mi
      oczy. Co mam powiedzieć dzieciom, jak wrócą ze szkoły?
      • scrivo Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 20.10.08, 20:18
        Biedny mały imigrantsad(( współczuję ci serdecznie. Dzieciom musisz powiedzieć, przecież nie wciśniesz im "kitu". Niech przepłaczą swoje bo jak się kocha naprawdę to ma się prawo do łez. Siostry kociaka już nigdy nie wypuścisz na zewnątrz, prawda? Jesli masz 20-30 minut dziennie do dyspozycji, spróbuj wychodzić na spacery z osieroconą kicią na smyczce. Na pewno przywyknie i polubi, dla ciebie to będzie czas relaksu od domowych upierdliwosci a dla kota radosć wielka jesli tylko przetrwasz początkowy czas niecierliwych obwąchiwań i lęku przed nową przestrzenią. Mooja Norka wychodzi tak od ponad 2 lat ogromnie po psiemu ciesząc się na każdy spacer. Franko też zacznie wychodzić od wiosny, na razie za młody i za głupiutki. Przykro mi z powodu waszej straty, takze ze względu na osieroconą kociczkę.
        • mary4 Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 20.10.08, 21:12
          łącze się w bólu z Tobąi rodzinką,
          przykro mi bardzo...
          takie jest życie czasem fajne a czasem do d..y. ...
      • basia_2804 Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 20.10.08, 22:15
        bardzo mi przykro ... sad trzymajcie sie dzielnie i placzcie ile
        wlezie, to pomaga ...
        • nioma Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 20.10.08, 22:31
          Bardzo mi przykro, jedyne co mi przychodzi do glowy, to to, ze
          lepiej znac nawet najgorsza prawde niz zyc w niepewnosci.

          Powiedz dzieciom prawde. Tak trzeba.
          Trzymajcie sie jakosc.
          • bettina40 Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 20.10.08, 23:07
            Dzięki serdeczne za słowa pocieszenia. Płaczę cały dzień. Kot był
            cudny i kochany, miał tylko 1,5 roku. Zrobiłam tak wiele, żeby mógł
            przyjechać na Wyspy, a żył w Londynie tylko 2 tygodnie.
      • joisana Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 21.10.08, 10:27

        Współczuję sad .
      • the_dune Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 21.10.08, 19:15
        współczuję bardzo sad
        ostatnio żegnałam dwa koty, a z moją starą kocicą nie miałam jak się
        pożegnać, bo wyszła i nie wróciła...
        co do dzieci - ja swoim zawsze mówię prawdę, ryczymy razem (tak było
        przy pierwszej znajdce, która odeszła...), taki jest świat, że
        wszyscy odchodzą kiedyś-tam...

        ściskam wirtualnie...
    • salma75 Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 21.10.08, 09:49
      Biedny kocio...sad
      A źle mu było jak był niewychodzący....? sad
      Do szczęścia potrzebne mu to chyba nie było...sad
      • jarka63 Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 21.10.08, 11:15
        Weźmy jej nie dołujmy, i bez tego ma wyrzuty pewnie.
        • salma75 Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 21.10.08, 11:23
          jarka63 napisała:

          > Weźmy jej nie dołujmy, i bez tego ma wyrzuty pewnie.

          Pewnie ma...Miejmy nadzieję, że kolejny kocio wychodzący nie będzie...Po prostu
          żal mi tego kota....sad
          • bettina40 Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 21.10.08, 23:11
            Nie przyszło mi do głowy, że wybiegnie na ulicę. Myślałam, że jak go
            wypuszczę na trochę do ogródka to nic się nie stanie. On był taki
            szybki, przyczajał się pod drzwiami i czekał na sposobność, żeby
            czmychnąć. Nie sposób było go zatrzymać w domu. Wychodził tylko na
            krótko i zaraz wracał. Gdybym mogła przewidzieć co się stanie nie
            spuściłabym go z oczu.
            • the_dune Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 22.10.08, 09:11
              to prawie niemożliwe - utrzymać kota w domu, jeśli jego marzeniem
              jest świat na zewnątrz... Nie miej aż takiego poczucia winy, to
              niczego nie zmieni, a Ty się - biedna, zadręczysz sad
              2 lata temu moja koteczka zwiała z 5 piętra u rodziców (oddana tam
              na parę dni w sytuacji absolutnie bez wyjścia), z teoretycznie
              zamykanego balkonu, pilnowali jej, balkon jest przeszklony, ale mój
              niewychodzący kot znalazł ten moment i czmychnął i przeżył raczej,
              bo wielomiesięczne poszukiwania jej samej lub "śladów" po tragedii
              nie dały rezultatów. Nie ma na to mocnych. Przeznaczenie raczej, bo
              nie wygoniłaś kotka z domu... Na pewno pamięta Ciebie, jako
              wspaniałą i troskliwą osobę smile

              uściski
    • salma75 Nie masz racji the_dune... 23.10.08, 20:45
      ...odrobina dobrej woli i samozaparcia i praktycznie każdego kota można
      przyzwyczaić do niewychodzenia. Sama mam 3 takie koty. Dwa przywykły bardzo
      szybko, jeden troszkę dłużej się opierał i wyjścia domagał, ale i on stał się w
      końcu 100%-owym kotem domowym.
      Naprawde takie niereformowalne jednostki zdarzają się bardzo rzadko. Nasza
      fundacja wyłapuje tylko koty wolnożyjące i wszystkie trafiają do domów
      niewychodzących. Przyzwyczajają się i w rezultacie żyją długo i szczęśliwie.
      Poza tym kocio autorki wątku był wcześniej kotem niewychodzącym, więc nie
      przypuszczam by jakieś potworne parcie na wyjście miał...Ot, został
      niepotrzebnie na ten dwór wypuszczony sad.
      • bettina40 do salmy... 24.10.08, 10:25
        Był kotem niewychodzącym, ale parcie na wychodzenie miał zawsze.
        Uciekał notorycznie na klatkę schodową oraz na najwyższe piętro
        bloku, w którym mieszkaliśmy w Polsce. Całe swoje młode życie
        spędzał na balkonie, nawet jak było zimno. Tu w Anglii nie ma domów
        z balkonem, przy wszystkich prawie domach są ogródki. Wynajęłam
        mieszkanie na I pietrze takiego domku. Było ciepło. Kot zaczął
        skakać na trawę pod domem z okna. Nie było siły, żeby go utrzymać w
        domu. Czmychał jak nie oknem to drzwiami. Wszystkie okoliczne koty
        sąsiadów wychodzą na dwór i biegają po ogródkach. Moja kotka jest
        dużo spokojniejsza i trzyma się domu. Kocur, choć wykastrowany w 6-
        tym miesiącu życia był obieżyświatem sad
        Wczoraj moje dzieci się z nim pożegnały, ja nie mogłam tam wejść,
        żeby zobaczyć go nieżywego, po prostu nie mogłam...
        • kotapsota Re: do salmy... 24.10.08, 14:03
          Bettina, przytulamy Cię mocno, mocno-ja i moje dwa "rezydenty" i
          maluch, który dziś opuści dom o 17 i pojedzie do nowego domku.
          Rozumiem Twój ból-tak samo straciłam swojego pierwszego kota i sama
          go wzięłam z ulicy juz nieżywego. Nie dożył nawet roku. Nie
          zadręczaj się. Pisz, jak masz ochotę. Wiemy wszyscy,że jest Ci
          ciężko. Przytulamy Cie mocno i cieplutko.
          Joanna
        • the_dune Bettina 24.10.08, 16:33
          chciałam tylko powiedzieć, że współczuję Ci i coś napisać, żebyś się
          już nie zadręczała, bo to i tak niczego nie zmieni... Bez sensu, bo
          rozpoczęła się dyskusja teoretyczna w Twoim wątku, niepotrzebnie
          chyba. Przpraszam.
          Sciskam i łączę się w bólach, po ostatniej znajdce płakałam na
          zmiane ze starszą córką długo... łzy pomagają, czas też. Lampuś jest
          już w innym wymiarze i - dalej będę wierzyć, że pamięta Ciebie i Was
          jako swoją najlepszą ludzką rodzinę smile
          Trzymaj się.
    • salma75 Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 24.10.08, 11:04
      bettina, mieszkam w domku, za domem pole, przed domem ogród, ale za tym ogrodem
      ulica, średnioruchliwa. Mam dwa balkony, taras. Koty to członkowie mojej
      rodziny. Dzieci, mąż, ja kochamy je bardzo...Jesteśmy odpowiedzialni za ich
      bezpieczeństwo! Nigdy nie zdecydowałabym się na ich wypuszczanie. Nie interesuje
      mnie przerób kotów jaki co niektórzy uprawiają - był kot, wpadł pod samochód, no
      to będzie następny uncertain. I żeby było jasne - nie piszę tu o Tobie, nie wiem o
      Tobie wiele, nic o Twoich poprzednich zwierzakach. Wychodzący kot gra w rosyjską
      ruletkę sad. I przepraszam, muszę to napisać - nie żal mi tych, którzy płaczą po
      takim zwierzaku. Wiedzieli na co swoje zwierzę narażają, świadomie to robili.
      Kota żal mi bardzo sad. I dzieci tęskniących za tym kociakiem również sad.
      • katia.seitz Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 24.10.08, 11:28
        No tak, pewnie kota da się przyzwyczaić do niewychodzenia. Zasadniczo zgadzam
        się z salmą co do tego, że wychodzenia kota z domu jest zawsze ogromnym ryzykiem
        - niestety, doświadczyła tego Kicia moich rodziców, która wyszła i nie wróciła
        sad Ja sama nie zdecydowałabym się na kota wychodzącego - za bardzo bałabym się,
        że coś mu się stanie.

        Cały problem w tym, że gdybyśmy przyznawali prawo do trzymania kotów tylko tym,
        którzy ich nie wypuszczają, to pewnie dwie trzecie kotów straciłoby domy.

        Na osiedlu moich rodziców wszystkie koty to koty wychodzące. Niektóre wychodzą
        tak już siedem lat i zawsze wracają. Kicia miała mniej szczęścia... Na
        pobliskich ogródkach działkowych - w okolicy, gdzie mieszkają moi rodzice -
        okociła się kotka, są małe kociaki do wzięcia. Jeśli znajdą się dla nich domy,
        te domy z pewnością będą domami wychodzącymi - innych w tej okolicy nie znajdziemy.

        Są ludzie, którzy są gotowi wziąć do domu kota, karmić go, zapewnić opiekę
        weterynaryjną, dopieszczać - ale nie są gotowi na potężną rewolucję w domu i
        stylu życia (np. nieotwieranie balkonowych drzwi na ogródek - moi rodzice całe
        lato siedzą sobie przy otwartych drzwiach, osiatkowanie wszystkich okien lub ich
        nieotwieranie itp.)

        Chyba lepiej, żeby kot wychodził i przeżył choć te dwa - trzy lata - a może
        więcej, jeśli będzie miał szczęście - pod czułą opieką ludzi, niż żeby zmarł z
        głodu i zimna na działce.

        A bettinie przekazuję wyrazy współczucia. Sama teraz przeżywam zaginięcie Kici,
        bardziej chyba niż moi rodzice sad
        • salma75 Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 24.10.08, 12:34
          Katiu, nasza fundacja od lat oddaje koty TYLKO do domów, z których zwierzęta te
          nie wychodzą samopas. Mała selekcja i okazuje się, że naprawdę ludzi godzących
          się na to jest coraz więcej. Mają oni po prostu świadomość, że ich pupil pożyje
          z nimi trochę dłużej niż statystyczny kot wychodzący. I zabezpieczają siatką
          balkony, nawet te na parterze, by kot nie uciekł. Warto się wysilić troszkę by
          potem nie płakać...
          • katia.seitz Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 24.10.08, 17:08
            Ano, może za jakiś czas świadomość i podejście ludzi się zmieni. Choć, jak
            wynika z wypowiedzi autorki wątku, również na Zachodzie, gdzie podejście do
            zwierząt jest diametralnie lepsze i problem bezdomności został opanowany, ludzie
            wciąż wypuszczają koty. Ale przynajmniej są one chipowane...
            Gdzie nam do tego - póki co, u nas wciąż natrafić można na postawy takie jak
            autorki tego postu:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=86321038&a=86365327
      • smolimo Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 24.10.08, 23:19
        " I przepraszam, muszę to napisać - nie żal mi tych, którzy płaczą po
        > takim zwierzaku. Wiedzieli na co swoje zwierzę narażają, świadomie
        to robili.
        > Kota żal mi bardzo sad. "

        Proszę powiedzieć to rodzicom dzieci tych mniejszych lub większych,
        którzy śmieli wypuścić je z domu, a nie trzymać je na uwięzi do
        końca ich życia, bo przecież świat na zewnątrz to ruletka i tylko
        zatrzymując swe dziecko w domu rodzic może mu zapewnić długie lata
        życia, bez żadnych zagrożeń...Powiedz to rodzicom, którzy stracili
        dziecko w wypadku samochodowym, bo śmiali je wypuścić na wycieczkę
        szkolną.
        Ten wpis jest bardzo egoistyczny i nie na miejscu w tym wątku. Dla
        niektórych z nas nasze koty są tak bezcenne jak dzieci.
        Utrzymywanie kota na siłę w domu, kiedy są warunki po temu aby mógł
        wychodzić, kiedy kot wyraża chęci jest zupełnie niezgodne z naturą i
        jest wyrazem wygody dla właściciela i egoizmu ludzkiego, a nie
        wyrazem zapewnienia dobru kotu, który na swe nieszczęscie nie może
        się wypowiedzieć w swoim imieniu. Zezwalanie kotu na wychodzenie nie
        można wrzucić do jednego worka, można to robić na różne sposoby i z
        różnym przekonaniem i podejściem do zwierzęcia.
        Osoba, która pozwala kotu poczuć, że żyje i pozwala mu na poznanie
        świata na zewnątrz, jednocześnie starając się zadbać o jego
        bezpieczeństwo na ile to możliwe, bez pozbawiania go wolności i
        radości życia zgodnego z naturą zwierzęcą, która robi to świadomie i
        w zasadzie cierpi, bo wie, co się może zdarzyć, a jednocześnei widzi
        ile radości sprawia to jej ukochanemu kotu, czyni to bynajmniej nie
        dla własnego spokoju, ale dla szczęscia kota. Natomiast dla takiej
        osoby wypuszczanie kota to więcej problemów i zmartwień, dla
        człowieka dużo wygodniej byłoby zatrzymać takiego kota w domu i
        koniec. Czy zatrzymanie kota w domu, który staje sie co raz bardziej
        osowiały i odrętwiały, wpada w depresje, non stop je, bo nie ma nic
        więcej do robienia, pomimo godzinnych starań aby go rozbawić,
        dziesiątkach zabawek, kryjówek, na które kot nie zwraca uwagi,
        pomimo zapewnieniea mu towarzystwa kociego. Doprowadzenie kota do
        otyłości, bo zgodnie z naturą nie może się wyhasać i jadać wtedy
        kiedy czuje potrzebę, a nie żeby zabić czas i tę potworną nudę, jest
        takie ludzkie i korzystne dla zdrowia kota?
        Taka wypowiedź jest bardzo krzywdząca i starająca sie podzielić
        ludzi na czarnych i białych, tych co się martią i tych co mają kota
        gdzieś, tych co traktują kota jako członka rodziny i tych co
        traktują go jako tylko zwierzę. Tak nie ma w życiu, życie jest dużo
        bardziej skomplikowane. I fakt, że pozwalam moim kotom wyjść na
        dwór, po 3 letnim więzieniu ich w domu nie oznacza, że o nie nie
        dbam, a wręcz przeciwnie. Odkąd pozwalam im wyjść na dwór mam mniej
        czasu dla siebie i bardziej się poświęcam, a czynię to bo pragnę
        szczęścia dla nich, a nie chcę tylko dążyć do tego, żeby mnie było
        wygodnie. Koty tak jak ludzie mają różne charaktery, jedne trzymają
        się bardziej domu i trzymane w domu nadal wykazują objawy bycia
        szczęśliwym, inne nie i nie można wszystkich kotów traktować tak
        samo oraz potępiać wszystkie osoby, które pozwalają kotom na
        odrobinę wolności.
        • bettina40 Do smolino 25.10.08, 16:50
          Dziękuję Ci, że napisałaś ten post. Powoli się otrząsam z tragedii,
          która mnie spotkała. Mój kot był szczęśliwy na zewnątrz. Wychodził
          tylko na chwilę i ktoś za nim wychodził, żeby mieć go na oku. Był
          członkiem rodziny, traktowałam go jak moje następne dziecko.Biorąc
          dwa kotki z fundacji brałam pełną za nie odpowiedzialość.
          • salma75 Re: Do smolino 25.10.08, 16:56
            Mogę wiedzieć z jakiej fundacji pochodzą kociaki? Może być na maila. Napisz
            proszę. I powiadom fundację co się stało. Tak się zwykle robi...
        • salma75 Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 25.10.08, 16:54
          Chybione porównanie smolimo uncertain
          Zaraz usłyszę to co zwykle wykrzykują przeciwnicy sterylizacji zwierząt - że jak uważamy iż sterylizacja zmniejszy liczbę zwierzaków w schroniskach to może trzeba propagować masową sterylizację kobiet, a mniej dzieci będzie w domach dziecka...uncertain
          Nie sądzisz, że człowiek to jednak trochę wyżej zorganizowana istota niż kot?? Czy któryś rodzic puszcza samopas dziecko 1-2 letnie na ulicę? Bo jeśli już porównywać kota i dziecko to chyba takie najmłodsze - najmniej rozumne...Oczywiście, dzieciaki 10-12-letnie nie są "trzymane na uwięzi" jak to pięknie ujęłaś. Wiesz dlaczego? Bo wpaja im się, uczy np. że ktoś może je skrzywdzić i z obcymi rozmawiać nie należy, a jak przechodzi się przez ulicę to trzeba najpierw spojrzeć w lewo, potem w prawo i jeszcze raz w lewo. Kota niczego takiego nie nauczysz! I to jest ta subtelna różnica a Twoje dramatyczne porównanie po prostu nie na miejscu ("Powiedz to rodzicom, którzy stracili dziecko w wypadku samochodowym, bo śmiali je wypuścić na wycieczkę szkolną." - żenujące... uncertain).
          I nie pisz mi, że są warunki żeby kot wychodził jak kilkaset metrów dalej ulica biegnie. No świetne warunki, nie ma co!
          O jakim egoizmie Ty mówisz??
          Egoizmem jest chęc przedłużenia życia kotu??
          Widziałas kiedyś zwierzę umierające po potrąceniu przez auto?? Miałaś takie na swoich kolanach??
          Albo kota, którego ktoś podpalił??
          A może kociaka, z którego pies częściowo skórę zdarł??
          Ja tak...
          Jestem egoistką, bo nie funduję swoim zwierzakom takich atrakcji uncertain
          Dziękuję serdecznie za takie "poznanie świata na zewnątrz".
          I zapraszam do siebie (Poznań) - możesz obejrzeć moje 4 koty - [cytuję Ciebie]: osowiałe i odrętwiałe, wpadające w depresje, non stop jedzące, bo nie mają nic więcej do robienia, pomimo godzinnych starań aby je rozbawić, dziesiątki zabawek, kryjówek, na które kot nie zwraca uwagi, pomimo zapewnienia mu towarzystwa kociego.[koniec cytatu]. Ostrzegam, zdziwisz się.
          I jeszcze Ci napiszę - mój sąsiad ma wychodzącego kocura, kot ledwo chodzi taki jest gruby? Kot wychodący! Je Kitekata i resztki ze stołu Pana - w dużych ilościach. I na nic się zdaje kocie wychodzenie. Normalnie żywiony DOMOWY kot wygląda normalnie i nie ma znaczenie, że jest kotem niewychodzącym.
          W ogóle szkoda mi czasu na odpisywanie na teksty typu "pozwalam moim kotom wyjść na dwór, po 3 letnim WIĘZIENIU ich w domu". Ech...
          Nie wiesz o czym piszesz. Zbyt mało kociego nieszczęścia widziałaś, na Twoje szczęście...
          • smolimo Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 25.10.08, 20:04
            Nie bój się, wysterylizowałam wiele kotów i nie oceniaj tak szybko
            ludzi, których nie znasz, ja nie oceniam Ciebie, zwróciłam tylko
            uwagę na zbyt szybkie wydawanie opinii i ich niestosowność w danym
            momencie. Skąd wiesz ile tragedii widziałam ludzkich i zwierzęcych
            i będzie lepiej jeśli nie będziesz marnować swego czasu na takie
            wypowiedzi.
            Każdy robi swoje wg. własnych przekonań, których nabrał z życiem.
            Ja nie potępiam osób, które zdecydowały się zatrzymać kota w domu,
            ani nie potępiam tych którzy je wypuszczają robiąc to z głową.
            Twoje poglądy są zgodne z naturą kobiety, tak, czasem egoizmem jest
            chęć przedłużenia życia zwierzęciu, bo najczęściej robimy to dla
            siebie a nie dla niego, to nas boli jego odejście.
            Twój przykład jest nietrafiony, nie ma przykładu, który potwierdzi
            Twą jedyną teorię szczęścia dla kota, bo życie nie jest takie
            proste, każda sytuacja jest inna i każde zwierzę i właściciel to
            odrębna historia.
            • basia_2804 Re: Zginął mi kot, poradźcie :-(( 25.10.08, 22:53
              dziewczyny, dajcie proszę spokój, przynajmniej nie w tym wątku.
              Przeciez tu nie chodzi o to, kto ma racje wypuszczajac kota albo
              zostawiajac go w domu, a kto nie... zginal kociak... uszanujmy to ze
              Bettina i jej dzieciaki cierpia, nie powodujmy poczucia winy, bo to
              jeszcze bardziej boli... Nikt nie chcial zle...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka