W Polsce wychodził tylko na balkon. Bałam się go wypuszczać na dwór,
chociaż nie raz próbował mi zwiać. Dwa tygodnie temu przyjechał ze
swoją siostrą do Anglii. Tu w Anglii mieszkam na I-szym
piętrze i nie mam balkonu. Nie chciałam więzić kota w domu,
zwłaszcza, że dotąd była piękna, słoneczna pogoda. Poza tym, tu w
Anglii jest inne podejście do zwierząt niż w Polsce, tu ludzie
naprawdę kochają zwierzęta i nie ma tu bezdomnych kotów czy psów.
Nie bałam się, że ktoś mógłby mu zrobić krzywdę. Zaczął wychodzić do
ogródka pod domem, potem biegał po ogródkach sąsiadów (nie mieli nic
przeciwko, bo pytałam) ale wracał. W piątek po południu wybiegł z
domu i dotąd go nie ma. Jesteśmy wszyscy zrozpaczeni, jego siostra -
kotka, dużo spokojniejsza i ostrożniejsza chodzi po domu i
pomiałkuje. Moje dzieci na przemian płaczą i się modlą, żeby kot
wrócił.
Dziewczyny, czy kiedyś zwiał wam kot? Jak długo go nie było?
Dodam, że moj kocur został wykastrowany w wieku 6 miesięcy, teraz ma
1,5 roku.
Pocieszcie mnie jakoś