Obserwowałam go dzisiaj niedaleko domu, do którego wkrótce się
wprowadzam.
Siedział z mamusią na terenie strzeżonego parkingu. To znaczy
mamusia siedziała. On (ona?), jakieś 3 miesiące, ze zdumieniem
oglądał falujące trawy (wiatr był), napadał na gałązki, wreszcie
padł na grzbiecik i zaczął obgryzać ogon mamusi

Obserwowałam go z przyjemnością przez kilka minut - śliczny
pręgowany szaro-burasek! Potem zrobiło mi się strasznie przykro,
kiedy sobie pomyślałam, że teraz tak słodko się bawi, taki radosny,
a co go czeka w przyszłości? Los kota smietnikowego? Śmierć pod
kołami samochodu?
Dopiero przyjaciółka zasugerowała mi, że może on i mamusia nie są
śmietnikowcami. Może to są koty parkingowe? W sensie - zaopiekowane
przez pracowników parkingu? Bo oba, a zwłaszcza maluch, tak dobrze
wyglądają, na takie zadbane...
Przy okazji zapytam na parkingu, jak to z nimi jest

Ale śliczne
to było, ten igrający z wiosną, mały, przemądrzały kociak