na klatce schodowej znalazłam krzyczącego ok.10 tygodniowego kociaka
nie wiem co mam myśleć bo okoliczności były o tyle niejasne jak i
dziwne
po północy obudził mnie maż że na klatce słychać straszne miałczenie
w pierwszej chwili myślałam że to któryś z naszych bezdomniaczków
sie wślznął do klatki(domofony) i nie ma jak się wydostać stąd ten
krzyk
wyleciałam na klatkę,z drzwi obok wychodził sąsiad (typu blokowa
młodzież)z psem bez kagańca (karmiciel mi powiedział że chłopak
chwalił się koledze że pies ma już na koncie dwa zagryzione koty!!!-
okoliczności nie znam) na piętrze czekał jego kolega
ponieważ nie wiedziałam co się dzieje a znam psa że jest agresywny
do kotów nakazałam (gówniarz ma przede mną respekt)wziać psa
na "krótką" smycz
dwa piętra niżej stał i darł sie maluszek ...nie ma opcji...sam do
klatki nie wszedł...ktoś mu w tym pomógł
no nie wiem...jakoś podskórnie...intuicja...utwierdza mnie w
przekonaniu że gnoje przynieśli kociaka dla krwawej!!!zabawy dla
tego psa nie przewidzieli że kociak się zacznie wydzierać...
nie chce mi sie wierzyć w zbieg okoliczności!
Kociak-chłopczyk jest szaro bury w typie bengala

)) oczka zdrowe,
uszy czyste,taki zdrowy rozmruczany maluch, oswojony, zdecydowanie
zna ludzką rękę jest teraz u mnie w kuchni, po południu pojedzie do
weta na oględziny i odrobaczanie
nie może u mnie zostać ... mam już cztery futerka
Forumki...bardzo prosze... pomóżcie mi znaleźć dla tego mruczanka
malucha o umaszczeniu via bengalika dom(Warszawa/okolice i nie
tylko)
wieczorem postaram się wstawić zdjęcia