Dodaj do ulubionych

dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapnelem

15.12.04, 15:39
kalorie: 77777( chyba... )
papierosy: 17 i jedna siódma
volty: 220
amunicja: jak na razie full
Wyładowali nas na jakimś pustkowiu. Pełno piachu (zresztą od jakiegoś czasu
nic innego nie widzę) aż zamek w moim dzielmym pistolecie Berylu szczęka ze
zgrzytem. Kazali się okopać tylko ten piach taki jakiś sypki i osuwa się na
dół dołka i nic nie można wykopać. Na chełmie mam antenę kierunkową, niby że
jak bym chciał się z bazą tego ... to mam się obrócić w kierunku Warszawy i
zacząć nadawać. Wroga jeszczenie widzieliśmy ale w moim plutonie jest jeden
co się chwali, że widział w telewizji, że to jakieś obdartusy. Ci ze sztabu
też mówią, że niema się czego bać. Chyba nie jestem zbyt naiwny... do
zobaczenia dzienniczku. Ku chwale matczyzny!!!
Obserwuj wątek
    • meteor2017 Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 15.12.04, 15:55
      Kopiemy tak juz drugi tydzien, Starszy szeregowy Józek zartuje, ze
      przyjechalismy tu nie po to by walczyc, tylko w czynie spolecznym wykopac
      Biełomor Kanał. Idiota z tego Józka, gdzie Morze Białe, a gdzie pustynia, na
      moje wyczucie... a nos mam dobry - po zapachu gnojowicy juz za drugim niuchem
      poznaje sklad gatunkowy zagrody. No wiec na moj nos kopiemy kanal Kair-Kapsztad.
      Po drodze wykopalismy troche ruder, a nawet calych miast - nic dziwnego ze
      podupadly, co za imbecyl buduje miasta posrodku pustyni przed rekultywacja. Od
      nas byu sie uczyli, tak pieknie zrekultywowalismy Pustynie Bledowska i tym
      czarnuchom arabom moglibysmy pomoc... A moze wlasnie to robimy? Moze to nie
      kanal, a system irygacyjny kopiemy?
      W kazdym razie znaleziony budulec wykorzystujemy do wzmacniania okopu, cegly sa
      co prawda marne i co druga w rekach sie rozsypuje, ale troche kamienia tez bylo.
      Na niektorych ktos narysowal komiks. Kreska prymitywna, tresc taka ze ja bym
      lepsza wymyslil, ale chlopaki sie nudza siedzac w okopie, to i taki chlam
      czytaja. Jak to mawiaja, na pustyni i skorpion ryba.
    • moostank dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapnelem 17.12.04, 21:13
      kalorie: 34256
      papierosy: 52 i dwadzieścia osiem sześćdziesiątych piątych
      volty: 110~220
      amunicja: jakoś kurwa mniej...
      No, ale się działo, boski wiatr nie ma przebacz! Jak się z okopu wychyliłem
      żeby ze sztabem się połączyć to normalnie zobaczyłem jakiegoś ałtoktona jak się
      gramoli przez ten piach normalnie. Myślę: a jak to terrorysta jakiś... w sumie
      już blisko jest... ja się tu będę z bazą kontaktował a on mi okop wysadzi...jak
      pomyślałem tak zrobiłem: jeden granat, drugi i poprawić z pancerzownicy, i
      huzia pruć do niego z dzielnego Beryla.
      Amunicja się skończyła, patrzę a ten sobie w najleprze idzie ku mnie...
      podchodzi i słyszę po polsku: "Tato kazali spytać czy wody nie przynieść bo
      trochę słoneczko przypieka..."
      Się okazało, że to dzieciak jakiegoś studenta Szkoły Filmowej w Łodzi co tam
      sie normalnie uczył w latach osiemdziesiątych. A bezczelny swoją drogą tak na
      ostrzał nie reagować. Ci w sztabie coś o kagańcu oświaty mówili... już my im
      taki kaganiec założymy, że niebędą wiedzieli którędy do szkoły...a co...
      • meteor2017 dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapnelem 06.04.05, 23:35
        1 kg ziemniaków
        3 kg pomarańczy
        0.5 kg kwaszonej kapusty
        zgrzewka piwa
        wiadro amunicji
        papier do dupy
        mydło do rąk
        gwóźdź
    • h8red dziennik Brygadiera Wąsa? 19.02.06, 12:09
      A dlasze odcinki? No? Kolega się opuszcza. Uuuuu, nie dobrze, baaaardzo nie
      dobrze :>
      • szprota pociągniemy kolegę 19.02.06, 17:30
        do odpowiedzialności. za wąsa!
        • vauban Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapnel 21.10.06, 00:05
          Niniejszym melduję, że Brygadier Wąs nic nie napisze sam, z powodu mianowicie że
          poległ ku chwale i nie żyje.
          A to było tak: brygadier i ja (kapral Zezol, na rozkaz) byliśmy na patrolu.
          Patrol to taki grill - bar w sąsiedniej oazie, to się tam z chłopakami ze służby
          urywamy na kiełbaski (z goryla są, z szympansa, a ze świni nie ma. Dlaczego ?) i
          piwko, niby nie wolno, ale Pan Kapitan nie widzi, to można. No i już wracaliśmy,
          kiedy pan brygadier chciał na chwilę za wydmę, bo po paru piwach to goni, i
          tylko co się wychylił, to wziuut ! I tylko kurz zobaczyłem, i hełm pana
          brygadiera, jak leci w powietrzu. Aż się antenka wygła.
          Bo za wydmą, to nie było już wcale pustyni, tylko nowa autostrada, i TIR jak
          jechał, to mu pan brygadier prosto pod koła się zatoczył. My niezwyczajni, u
          nas, jak budują autostradę, to latami, a tutejsze dzikusy to nic nie uszanują,
          wieczorem spokój, piaseczek, palma czasem odbija, a rano - autostrada. I jak tu
          się ustrzec od wypadku ? Na unitarce i na BHP nic nie mówili. Tylko, żeby nie
          łapać trypra i żeby po jedzeniu umyć ręce.
          Jak ja do pana brygadiera doskoczyłem, wyciągnąłem na piasek, to dychał jeszcze,
          i mówi, ale tak cicho, słabo, jak nie on, bo na codzień to głos zawsze pan
          brygadier miał jak dzwon, jak krzyknął "pobudka, kurwa, wstawać, chuje !" - to
          każdy wstawał, a teraz cichutko do mnie powiedział: "Zyzol, ku..." I umarł pan
          brygadier, tak zupełnie na śmierć. Ja rozumiem, że chciał powiedzieć "ku chwale
          matczyzny", tylko nie zdążył. No, to w bazie zameldowałem, że poległ, bo ku
          chwale to się polega, a nie TIR-em, nie ?
          Mam teraz trochę czasu, bo niewinnie mnie zaraz Pan Kapitan kazał zamknąć w
          areszcie, to może trochę napiszę, jak tu u nas fajnie.
          Kapral Zyzol.
          • huann Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 21.10.06, 00:07
            vauban napisał:

            (z goryla są, z szympansa, a ze świni nie ma. Dlaczego ?)

            (bo to nieludzkie ostatnio mieć coś wspólnego z małpami, w przeciwieństwie do świń)
            • vauban Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 22.10.06, 01:23
              Ku chwale, to jest, to znowu ja, kapral Zezol.
              Kochana Mamo ! (Bo może Mama też przeczyta), więc: Kochana Mamo !
              Tu u nas jest wszystko dobrze i w zupełnym porządku. Najpierw, to straszyli, że
              na misji to nam będzie źle i niebezpiecznie, ale na miejscu okazało się, że nie
              jest tak źle, jak straszyli. Misjonarzy tu jest trzech. Jeden taki chudy, nie za
              sympatyczny, nic innego nie robi, tylko chodzi po bazie i pacierze klepie. Z nim
              się ani nie pogada, ani piwa napije, bo on ciągle swoje i swoje. A to, że ziemia
              płaska, a to, żeby nie wierzyć w Darwina, nikt go nie słucha, bo nie wiadomo, o
              czym gada. Żeby tak o RGPpanc, albo o WKM, a on tylko o tajemnicach chwalebnych
              i tajemnicach serdecznych. O tajemnicy wojskowej ja wiem, żeby nie mówić nikomu,
              ile mamy haubic (a nie mamy ani jednej), ale o chwalebnej ?
              Drugi jest taki bardziej do ludzi, gruby i piwo lubi. Z nim jest tylko taki
              kłopot, że mu wieczorem strasznie na dziewuchy chce się, i trzeba pilnować kóz
              transportowych, bo jak się raz jeden dostał do zagrody, to na drugi dzień wody z
              oazy nie było na czym przywieźć, bo wszystkie obolałe były. To teraz pilnujemy,
              by do koziej zagrody go nie puszczać, zwłaszcza, gdy wstawiony. A pić potrafi,
              jak nie przymierzając świętej pamięci organista z Pipulkowa, tylko się namyślam,
              czy czasem kiedyś nie napije się jak tamten czystej wody. To jest chyba straszna
              śmierć, tak się utopić, i w dodatku na pustyni.
              Tego trzeciego, to mało kto widział, jeden mówi: wysoki, drugi, że niski - nie
              wiadomo. U Pana Kapitana cięgiem siedzi i coś z nim omawia. Najważniejsze, że
              podobno to on rozkazy wydaje, i, jak mówią, Pan Kapitan we wszystkich sprawach
              się go słucha. Mszę odprawia ten pierwszy, i jest wtedy fajnie, bo szarże
              słuchają go, a my, prości żołnierze, palimy sobie za wydmą. Zanim skończy, to
              musimy saperkami pety odgarniać, boby zasypało.
              Jeść nam dają dosyć, gotujemy sobie zresztą obierki za barakiem, amunicji trochę
              przymało, bo każdy chce mieć naszyjnik z łusek. Ostatnio od kucharza odkupiłem
              za dwie paczki fajek trochę łusek z karpia, co z Wigilii zostały, i ja teraz też
              mam piękną chustę rezerwisty. Co prawda, ja jestem niby zawodowy, ale chłopaki
              robią, to ja też chciałem mieć, bo mundur się zdziera i w czymś trzeba chodzić.
              W takiej chuście to przewiewniej i mniej się odróżniamy od tubylców, co chodzą
              cali pozawijani w prześcieradła. (Mamo, jakby Mama miała jakieś stare
              prześcieradła, to niech Mama przyśle na pocztę polową, tu świetnie idą i za dwa
              można mieć pół wielbłąda. Jak za cztery, to całego, ale składanego z dwóch
              półtusz, na takiego na chodzie to trzeba najmniej pięć, i czasami wkleją starego
              po remoncie, więc trzeba uważać).
              Wczoraj żeśmy budowali bunkier dla dowództwa, to fajnie było, bo dało radę
              cement i deski sprzedać miejscowym za bimber. Bunkier nawet wyszedł, z tego,
              cośmy nie dali już rady sprzedać, ścianki ma z tych starych cegieł dla
              niepoznaki betonem pomazanych, ale stoi ! Martwię się tylko, co będzie, jak ktoś
              się zorientuje, że ten beton w ścianach to sam prawie piasek i trochę gipsu (bo
              cement sprzedaliśmy calutki. I bimbru jest na tydzień jeszcze, to nie jest źle).
              Ja na razie kończył będę, bo od chwili, kiedy z aresztu wyszedłem, to mnie
              strażnicy, com ich zapoznał, ciągle na karty namawiają. Buty jeszcze mi zostały,
              to się odegram.
              Pozdrawiam -
              kapral Zyzol.

              • vauban Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 22.10.06, 22:35
                Niom, niom, ziomy, tu jA, czYli szErEgowy MatusiŃszczak !
                Kapral lerzy pjany, to ja sie do ląptopa dorwaŁem, i Wysyłam Papatki do RodzinY,
                a zwuaszcza Marjolki, Mamy i Taty !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                u nas disiaj Balanga bo kapitan wygrał w totka piontke i wszystkim stawia wienc
                na bazie dzisiaj Balanga !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                A te araby to z daktyli bimber robiom taki ze nawet szwagroszczak nie robi
                takiego powieccioe mu ze jest zlamas i bagnet mu w DUPE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                I huj pozdroffki szeregowy matusiak..........................................!!!
                • vauban Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 23.10.06, 20:28
                  Oj... ojojojoj... Pooobuuuudkaa... Moja głowa !
                  To znowu ja, kapral Zezol. Ale balanga była - kto mi narzygał do butów ?
                  Matusiak ? Dziesięć dni aresztu, a za papatki dodatkowo dziesięć dni szorowania
                  latryny !
                  A z tym bimbrem z daktyli, to racja. Jak dolalim paliwa rakietowego, to się
                  nawet pić da, tylko że rakiety ziemia - ziemia to już raczej nie odpalimy, gdyby
                  co - nie poleci, nie ma na czym, he he he !
                  Teraz zaganiam kompanię do sprzątania, bo Pan Kapitan w tajemnicy powiedział, że
                  jutro ma być niespodziewana inspekcja. Chłopaki szorują, czyszczą, aż miło
                  popatrzeć. Jak skończą, to każę jeszcze umyć puszki po konserwach ze śmietnika,
                  ustawimy w magazynie, z wierzchu postawię te trzy pełne, co je zakamuflowałem
                  pod łóżkiem polowym, i jakby się inspekcja pytała, to wszystkie pełne i nic
                  żeśmy nie przehandlowali !
                  Amunicji do czyszczenia nie dam, bo znowu wszystko wystrzelają do skorpionów, a
                  ja chcę sobie złapać jakiegoś większego, żeby mi w namiocie stróżował. Pan
                  Kapitan ma u siebie na smyczy takiego jak dwie dłonie, nikt poza Księdzem
                  Borowikiem nie wchodzi do jego namiotu, bo się boją. Ksiądz może, bo skorpion
                  jego się boi, zwłaszcza po tym, jak ksiądz czytał mu "Nasz Dziennik" na głos. To
                  teraz jak go widzi, od razu się pod łóżko chowa. Ja bym swojego najprzód
                  ogłuszył, albo mu "Nie" poczytał...
                  O, zauważyłem przez służbową lornetkę, że z "Patrolu" wraca jakichś dwóch
                  dezerterów ! Ja im dam, jeśli mi nie niosą kiełbasek (te z szympansa są lepsze).
                  • vauban Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 02.11.06, 23:25
                    Kiełbaski były niestety znowu z goryla...
                    No, i po inspekcji i po strachu. Nabrali się na te puszki, he he ! Tylko, jak
                    jakiś pułkownik zapytał magazyniera Śrutkę o stan amunicji, tożem się spocił -
                    chociaż w tym klimacie pocę się ciągle, jakby kto wiadrem lał - bo zapomniałem
                    schować łuski pod kuchnią, wtedy jakby kto pytał, to z ryb na Wigiliję. A że
                    Wigiliji nie było jeszcze u nas na jednostce, to co ? Zima idzie, to i Wigiliją
                    będzie. A z tą amunicją, to było tak, że chłopaki jak napisałem, do skorpionów
                    walą - i w żaden sposób wytłumaczyć im nie idzie, że państwowa, a ja się mam
                    rozliczyć. Nawet taką tablicę postawiłem, dwa dni malowałem, a na niej napis, że
                    w Bagdadzie widać "czy wiesz, ile kosztuje jeden pocisk ?" - a pod spodem
                    etykiety z fabryki, a te dranie nic, ino by strzelali i strzelali. Zabiorę im te
                    karabiny, i tyle.
                    Nawet już kazałem warcie pozabierać im magazynki, ale cwaniaki ładują od razu do
                    komory i co mam im zrobić...
                    Najważniejsze, że z tymi konserwami się udało ! Zamówiłem u Księdza Borowika
                    mszę dziękczynną, ale na wszelki wypadek nie powiedziałem mu, za co. I tak mam
                    wrażenie, że czegoś się domyśla. Kawał chujka, jak wszystkie klechy. No, ale do
                    Pana Boga ma możność powiedzieć, to ja z nim żyć w zgodzie muszę, nawet, jak
                    mnie nie pasuje.
                    Ku chwale matczyzny i ministrów, cześć !
                    • vauban Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 13.11.06, 22:35
                      W imię Ojca Borowika, i syna Ojca Borowika... tfu, coś nie tak - jeszcze raz:
                      Ku Chwale Matczyzny melduje się na rozkaz !
                      Ostatnio na bazie niewiele się dzieje, tylko kucharz się otruł, jak spróbował
                      obiadu, co go właśnie nagotował, i musieliśmy go na sygnale pancerką do szpitala
                      powiatowego w oazie odwieźć. A mówiłem, żeby nie sypał do kotła tych przypraw z
                      bazaru, to mnie słuchać nie chciał. I po kocówie też nie przestał. To ma za
                      swoje, drań jeden uparty.
                      Rozchód konserw w normie, rozchód amunicji = zero (w końcu pozabierałem
                      chłopakom karabiny), cisza u nas i spokój. Tylko mnie myśl taka męczy, że skoro
                      taki spokój tutaj, to po co tu siedzimy ? I co u innych brygad, co na odcinku
                      stoją, może tam coś się dzieje - bo inaczej byśmy chyba tu nie siedzieli po
                      pępki w piachu, no nie ?
                      Znajomy kapral z zaopatrzenia po poufnemu mnie powiedział, że szykuje się wielka
                      ofensywa przeciwko wrogowi. On nie wiedział, co i jak, ale obiecał się
                      dowiedzieć. Wierz tu pijanemu. Trzy dni, i ciągle nic nie wiemy.
                      Ale trwamy, jak przykazali, na posterunku !!!
                      • vauban Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 22.04.07, 16:11
                        Czuwaj !
                        Awantura na jednostce była, ale po kolei.
                        Poszło najprzód o kota. Kilku szeregowców, same Warszawiaki, przygarnęło
                        bezdomnego kota i ze skromnego żołdu karmili go. Taki kotek - maskotek. Ale jak
                        mu do pary kotkę chcieli przygruchać, to gruchnęło. Pan Kapitan zabronił, i
                        tamtego kota też wyrzucił własnoręcznie, że niby do charakteru jednostki nie pasuje.
                        Chłopaki się buntować zaczeli, że im kota zabierają, i poszli na skargę do
                        Kapitana. Tak marudzili, że w końcu pozwolił kota wziąść z powrotem, ale tylko
                        jednego. Jak kot zdechnie sam, wolno by im było drugiego wziąść.
                        Ale niezadowolenie zostało w szeregach, bo na froncie sami ochotnicy, a tu nawet
                        kota mieć nie można. Kapral, co się Pana Kapitana pytał, jak to jest, bo w końcu
                        my za demokrację niby się bijemy, to usłyszał, że żadnej demokracji nie będzie,
                        tylko ma szereg równać, żołnierzy musztrować, a jakby który coś narzekał, od
                        razu do paki. Porządek musi być. Chyba, że nie chce być kapralem.
                        No, dobra. Ale teraz inni kaprale szemrać zaczęli, że nazwa brygady nie taka, że
                        nie mówi im się całej prawdy, że dowodzić im nie dają... To ich Pan Kapitan do
                        porządku przywoływał, ale oni swoje.
                        W końcu Pan Kapitan westchnął, i do wszystkich kaprali nas powiedział tak: mnie
                        rozkazuje Pan Pułkownik, jemu Pan Generał, a jemu znowu Sztab Generalny. I jak
                        mi Pan Pułkownik mówi, że na jednostce ma być porządek, to ja wam mówię, że ma
                        być. Rozkazów nie podważać, dowództwa autorytetu nie szargać. I żadnego
                        frater... nizjowania się z szeregowcami ma od dzisiaj nie być, co mówią w
                        okopach słuchać, ale nie potakiwać, jak który narzeka - od razu mąciciela - do paki.
                        Tak powiedział, i teraz jest spokojnie. Ale ja to sobie myślę, że jak się
                        zaciągałem, to myślałem, że za wolność, i żeby wszystkim dobrze było, a tu kota
                        nie dadzą żołnierzom trzymać...
                        • lavinka Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 22.04.07, 17:43
                          Pytanie czy warto ginąć za kota?
                          Markietanka lavinka ;-))))
                          • szprota jeśli za kogokolwiek 22.04.07, 19:09
                            to właśnie za kota :)
                            • lavinka Re: jeśli za kogokolwiek 22.04.07, 22:41
                              A tak zapomniałam. A co dopiero za dwa koty :)
                              • szprota nie licząc psa 22.04.07, 22:49
                                a właściwie psówy moich rodziców, spadku po babuni.
                                • czlowiek.paroovka Nie licząc hot-doga 22.04.07, 22:55
                                  ... jak za kogos warto ginac, to za hot-doga poki jeszcze cieply.
                                  • vauban Re: Szproto, 22.04.07, 23:16
                                    czy Śledzisz ?
                                    • szprota pogoń za szrapnelem? owszem 23.04.07, 00:02
                                      i kręcisz się na GG, tak.
                                  • huann Re: Nie licząc hot-doga 23.04.07, 12:03
                                    i kit-kata :]
                        • vauban Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 08.11.07, 00:06
                          Baaczność !
                          Na ramię, bruń ! Do nogi, bruń ! Spocznij. Kompania, wolno palić !
                          Dawno nas nie było. Na naszym odcinku, znaczy, nic się nie wydarzyło. Nawet
                          wroga artyleria strzelała dobre kilka kilometrów od nas. Się nawet dziwiliśmy,
                          bo to zupełnie puste pole, a te głupie chuje zaorali je równo. Sadzić tam pewno
                          nic nie będą.
                          Były pewne problemy z umundurowaniem. Ale teraz, po zdobyciu przez drugi
                          batalion nieprzyjacielskiego magazynu, wszyscy mamy śliczne granatowe, znaczy,
                          wojskowe, dresy. Takie z tszema paskami, i napisem Najk na pierwsi.
                          Nudzimy się. Podobno front przesunął się o czterysta kilometrów w przód.
                          Czyścimy fuzje, żremy remanenty, ogólnie stoimy na straży. Jakoś to będzie, a i
                          żaden z chłopaków nie narzeka. Żołd płacą. W sumie, to nawet nieźle być na
                          tyłach. Jeszcze, żeby kuchnia działała...
                          • lavinka Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 08.11.07, 01:47
                            To co jecie?
                            • vauban Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 08.11.07, 10:35
                              Przecież mówię wyraźnie i po żołnierskiemu: remanenty. Znaczy, to, co się zostało.
                              • vauban Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 08.11.07, 10:45
                                Przyszła poczta, gazety i najnowsze wiadomości. Na spadochronie nam zrzucili, bo
                                okazuje się, że front naprawdę się przesunął, ale nie 400 kilometrów w przód,
                                tylko 600 kilometrów w tył, i podobno jesteśmy odcięci.
                                W zasadzie, to nic się przez to nie zmieniło. Remanenty się kończą, więc
                                wysłałem paru chłopaków, żeby zapolowali. Dałem im karabiny z magazynu, ale bez
                                naboi, bo jeszcze sobie albo komuś krzywdę by zrobili.
                                W poczcie i w gazetach o tym, że się rzund zmienił. Może nas ktoś wreszcie do
                                domu stąd zabierze ? Ale, kto wtedy będzie trwać ku chwale ?
                                Pobiłem kucharza i rekord: cztery szczury na godzinę. Kucharz chciał z nich
                                zrobić zupę, dlatego go pobiłem. Niech sobie sam nałapie, a potem gotuje,
                                cwaniaczek.
                                • lavinka Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 10.11.07, 20:38
                                  Ach szczury... biedne zwierzątka... to już nie było kaloszy?
                                  • vauban Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 10.11.07, 22:41
                                    Oj, lavinko... Będzie jeszcze gorzej, jak wytępią szczury. Zauważ, że dziarscy
                                    wojacy są na pustyni: z lewej ruchliwa autostrada, z prawej jeszcze nie wiem,
                                    ale chyba tory superszybkiej kolei, a oni pomiędzy... Skąd mają wziąść kalosze ?
                                    • vauban Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 14.11.07, 02:59
                                      Mam nawet niezły pomysł na cykl opowiadań, ale nie mogę go jakoś nazwać. Nawet
                                      nie pamiętam jak pierwotnie chciałem to zrobić, jakieś niejasne przebłyski w
                                      stylu "Msza za miasto Arras". Miałem na myśli raczej "Rzeź zwiniętym arrasem",
                                      ale, to nie to samo. O, Allach, któż przywróci mi moje błądzące myśli,
                                      Insz'Allach, Bismillach ! (Opowieść wschodnia również wchodzi w grę).
                                      • lavinka Re: dziennik Brygadiera Wąsa; w pogoni za szrapne 15.11.07, 01:33
                                        Kalosze bierze się z przydziału :)

                                        Mila arrasowa?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka