Dodaj do ulubionych

Na końcu będzie Chaos

14.10.03, 14:35
Minęło już dwanaście lat, odkąd przyszedł na świat. Był teraz ślicznym
chłopaczkiem o złotych oczach, a zarazem największą gwiazdą popkultury. Cóż,
jeśli ktoś w XXI wieku decyduje się objawić jako Mesjasz, musi się z tym
liczyć. Zwłaszcza, gdy mając trzy lata, umie budować zdania wielokrotnie
złożone, zasób słów opiewa w miliony, gdyż opanowane do perfekcji ma
kilkadziesiąt języków... a to wszystko nic, złotooki gówniarz powoduje dziwne
zakłócenia rzeczywistości, przedmioty wokół niego zmieniają kształt i barwę,
zaczynają żyć, rozmawiać, czasem znikać lub zmieniać się w coś zupełnie
innego. Co ciekawe, to samo dotyczy zwierząt, ludzie natomiast są jakby
odporni na dziwną magię Złotookiego. Owszem, ich ubranie... oni sami jednak
pozostają sobą.

Złotooki szybko zdobywa popularność, występuje w kilku tokszołach, kamery nie
odstępują go na krok, już jako pięciolatek zaczął tytułować się Panem Chaosu.
Zdobył swoich wiernych w zastraszającym tempie, dziś jego wyznawcy to ponad
trzy miliardy dusz, i drugie tyle sympatyków. Świat nie jest już taki jak
dawniej, mamy Boga chodzącego po Ziemi. Co ciekawsze, bóg ten wcale nie
uważa, że stworzył świat. On go tylko chce.. zmienić.

By być bliżej Boga i zdobyć jego względy wystarczyło chcieć widzieć chaos
wokół siebie i w imie Jego. Oczywiście wymagało to wiary, siły psychicznej,
chęci poświęcania na to czasu. Okazało się, że można być niewielką namiastką
Złotookiego. Po odpowiednim treningu, co poniektórym udawało się zmienić
kolor długopisu albo spowodować, by kwiatek rósł jak na drożdżach.

Wkrótce najlepsi z najlepszych osiągnęli poziom zbliżony do Złotookiego.
Stali się oni jego prorokami i zastępcami, klasą kapłańską nowej religii. A
że był on nie tylko bogiem, ale i Gwiazdą, najbardziej popularnym człowiekiem
na Ziemi, każdy niemal chciał się zbliżyć do niego, zdobyć sławę, pieniądze i
władzę. Bo i ta powoli stawała się udziałem Wyznawców Chaosu...
Obserwuj wątek
    • aard Mi się podoba, nawet bardzo :-) 14.10.03, 15:07
      Wrzucaj ciąg dalszy! Jeśli chcesz mieć czyste pole tutaj, to ten mój post można
      przecież usunąć...
      • eyemakk Re: Mi się podoba, nawet bardzo :-) 14.10.03, 15:57
        nie chce czystego pola. dyskusja jest jak najbardziej wskazana. ciąg dalszy
        dopisze jutro, bo to powstaje spontanicznie.

        hyhy,
    • szprota1 Pisz, Eye, dobre to jest:)/nt 14.10.03, 19:08

    • eyemakk II 21.10.03, 10:43
      Wrócił z pracy zmęczony. Projektowanie sieci neuronowych nie było wcale tak
      proste, jak wielu się wydawało. I do tego ciągłe skupienie i kontemplacja w
      imię Chaosu, napinające neurony do granic wytrzymałości i uniemożliwiający
      choćby chwilowe odprężenie.

      "Rika jak zwykle jeszcze na wydziale" westchnął, wspominając miłość swojego
      życia. Od niedawna mieszkali razem, wciąż jeszcze nie mogąc się tym
      nacieszyć. Łączyła ich miłość i fascynacja nową wielką religią (o ile można
      religią nazwać coś co nie opiera się na wierze, lecz jest namacalne). Tak w
      ogóle to poznali się gdy to wszystko startowało, gdy jakiś zapaleniec w
      hipermarkecie pokazywał możliwości nowego Porządku, który wkrótce nadejdzie.
      Miał zdjęcie pewnego sześciolatka, miał też białą kulę, którą siłą woli
      zmieniał w kulę czarną. Gdy ludzie podejrzewali jakąś techniczną sztuczkę,
      brał ich rzeczy osobiste i zamieniał kolorami. Pod warunkiem, że czerń w
      biel, lub odwrotnie.

      W sumie słaby był, jak na obecne standardy.

      Wtedy właśnie poznali się z Mariką. Pamiętał, co wtedy czuł, jakieś wrażenie
      przełomu, magię, powodowaną także przez tę śliczną czarnowłosą dziewczynę
      stojącą obok. Jej głośne wyrazy zachwytu dodały mu odwagi. Zagadał ją,
      wkrótce potem zaczęli wspólnie rozmawiać na temat "proroka" jak go wtedy
      nazwali. On maturzysta, ona kończyła gimnazjum. Zaczęli coś, co trwało już
      sześć lat, związek oparty na miłości do siebie i fascynacji Chaosem.

      Oboje bardzo chcieli coś znaczyć w Nowym Porządku. Po prostu kochali te nowe
      możliwości, magię, która stała się Ciałem. Ich uczucie pomagało rozwijać
      swoje możliwości, wspierać się, gdy brakowało sił. Liceum, studia, praca i
      wiele chwil spędzonych razem na szaleństwach młodości, ale i w skupieniu,
      zmieniając kolory przedmiotów, ich położenie a ostatnio także i kształt.

      Wiedzieli, że są dobrzy. Już dawno zauważyli, że on bardziej działa rozumem,
      a ona uczuciem. On musiał myśleć, ona czuć, by coś się wydarzyło. Po pewnym
      czasie to zaczęło się ujawnia samoistnie. Chaos dawał o sobie znać gdy
      zdawał egzaminy, gdy się nad czymś usilnie zastanawiał, gdy myślał. U niej -
      gdy była na kogoś zła, wkurzona, gdy płakała, gdy czuła ból, lub też w
      momentach szczęścia. On lepiej zmieniał kształty i kolory otoczenia, ona
      potrafiła coś rozgrzać, zamrozić a nawet sprawić by z nikąd leciała jej
      ulubiona melodia.

      Ostatnio zauważyli dwie rzeczy, które ucieszyły ich bardzo. Po pierwsze -
      czasem nie musieli wcale się koncentrować, myśleć o Chaosie, by wokół nich
      otoczenie wykazywało tendencje do zmiany kształtu, koloru itp. Pod
      warunkiem, że byli blisko siebie. Gdyż - po drugie właśnie - kiedy byli
      razem ich możliwości rosły wielokrotnie. Oczywiście, ćwiczyli też osobno,
      ale było to jak skakanie wzwyż z dwudziestokilowym obciążeniem.

      Gdy siedzieli wtuleni w siebie, lub chociaż trzymali się za ręce, byli
      naprawdę potężni.
    • aard W górę, celem 14.11.03, 10:59
      Gdyż ponieważ Eyemakk obiecał był...
      • eyemakk i obietnicy dotrzyma...... <nt> 14.11.03, 11:53

    • eyemakk III 17.11.03, 15:04
      Z uczelni wróciła zmęczona, jak zwykle.

      Genetyka była bowiem jeszcze trudniejszym kierunkiem, niż się wszystkim
      wydawało. I do tego tak trudno oderwać się od życia prywatnego, od obu miłości,
      które ostatnio powoli stawały się jednym. Od zawsze miłość i Chaos były ze sobą
      ściśle powiązane, od dnia gdy pewien fajny chłopak zagadał ją w hipermarkecie.
      Marcin i jej nowa ideologia pojawiły się w tym samym dniu i zaczęły podążać
      jednym torem. Na dodatek ich więź się wzmacniała, zauważyła już dawno że Chaos
      traktował ją i Marcina jak jedną osobę. Krążył pomiędzy nimi wzmacniając
      siebie, wzmacniając ich, rozwijał uczucie do poziomu niespotykanego dotąd u
      dwojga ludzi, choćby najbardziej zakochanych w sobie... A dziś na ostatnim
      wykładzie, zamknęła oczy, widziała wszystko co robi jej ukochany. Patrzyła jego
      oczami, jak w grze komputerowej lub dawnych reality shows. Tak dużo dziwnych
      rzeczy działo się ostatnio, a ona jakoś to wszystko przyjmowała ze
      spokojem. "Od szesnastego roku życia żyję w świecie cudów, ale teraz nawet
      największe cudy to rutyna" pomyślała sobie.

      Na drzwiach pulsowało czerwone serduszko, w przedpokoju kwiaty wyrastały z
      podłogi a w łazience z kranu płynęła woda z aromatem jej ulubionych perfum. To
      niesamowite, jaki ostatnio był dobry, zarówno jeśli chodzi o umiejętności, jak
      i jego stosunek do niej. Czuła jego obecność, choć go nie widziała, celowo
      gdzieś tam się schował. Tylko ona i cuda, tak, lubili taki zabawy.

      Gdy tylko wyszła spod prysznica był przy niej. Pojawił się nagle i wtulił w
      siebie z całej siły. Zaiskrzyło między nimi. Dosłownie, drobne błyskawice
      oplatały ich ciała. "Co się z nami dzieje, zobacz..." zaczęła mruczeć tuląc się
      do jego piersi; "łaska Chaosu spłynęła na nas" stwierdził nieco ironicznie,
      troche żartobliwie... wiedział jednak, że coś wisi w powietrzu. Oboje wiedzieli.

      Gdy godzinę później tulili się do siebie leżąc pod pościelą, po ich łóżku
      chodziły małe widmowe sarny i wiewiórki, na suficie świeciło niebo z zorzą
      polarną i kometami, a ich kot prowadził zażartą dyskusję ze swoją szmacianą
      piłką. Chaos osiągnął punkt kulminacyjny, a mieszkanie to stało się jego
      świątynią.

      c.d.n.
    • blq IV 25.07.04, 20:31
      Nagle gwiazdy zaczęły spadać, jak płatki śniegu, wprost na podłogę. Z gwiezdnego
      pyłu uformowała się postać, postać znajoma obojgu partnerom. To był On,
      dwunastoletni Przywódca. Pan Chaosu.

      Zawstydzona swoim strojem (a raczej jego brakiem), oraz fryzurą, bałaganem na
      łóżku... Nawet nie pomyślała, instynktownie poczuła, co by było w tej chwili
      właściwe. W ułamek sekundy siedzieli wraz z Marcinem, czyści, ubrani odświętnie,
      na skraju pięknie przyścielonego łóżka.

      "Dziękuję, za tak ujmujące przyjęcie" Złotooki na wpół mówił, na wpół
      porozumiewał się telepatycznie. "Najwyraźniej podjąłem właściwą decyzję".

      Gdy już ochłonęli, Marika przełamała tremę: "Właściwą decyzję... Panie?"

      Złotooki uśmiechnął się. Jednak wyraz jego twarzy przedstawiał coś jeszcze.
      Zawstydzenie!

      "Naprawdę, nie powinniście mnie tak nazywac. Może ci kapłani karierowicze, albo
      szefowie koncernów medialnych. Z nich mam niezłą zabawę, ale wy..."

      "Tak?" w końcu i Marcin zebrał się na odwagę.

      "Cóż, nawet ja nie potrafię wszystkiego" zaczął Złotooki. "Powiedzmy, że
      wybrałem was do pewnej bardzo ważnej misji. Akurat Was, choć pretendentów było
      wielu.

      Gospodarze domu wyglądali na zaskoczonych, Złotooki kontynuował więc. W
      międzyczasie ponad nim pojawiły się dwa widmowe ekrany, na których zaczęły
      przelatywać zdjęcia ludzi.

      "Widzicie ich?. To kandydaci do tej roboty. Często samozwańczy kandydaci.
      Świecznik mojej armii kapłanów. W przeważającej większości - aparatczyki,
      rutyniarze, wewnętrznie skłóceni, egoiści. Chciałem uniknąć tego. Moje
      ugrupowanie miało być Nową Drogą. Jednak pewnych rzeczy chyba nie można uniknąć?"

      Młody Pan Chaosu najwyraźniej posmutniał. Jego smutek był szczery, a On i Ona
      doskonale go rozumieli. Im też nie podobała się brawura, zadufanie w sobie oraz
      pycha Najwyższych Kapłanów Chaosu. Obnosili się zarówno władzą, popularnością,
      bogactwem jak i umiejętnościami.

      "Uznałem - kontynuował Złotooki - że muszę poszukać kogoś o braku pychy, a
      wystarczających umiejętnościach. Kogoś, kto w życiu kieruje się uczuciem..."

      "Zobaczcie, ten obraz oczarował mnie jakiś czas temu" Na monitorach dwa zdjęcia,
      młodych Murzynów. "Kenijczycy. Przez trzy lata wytrwale ćwiczyli. Mimo ciężkiej
      pracy w fabryce, postanowili osiągnąć coś razem. Wspierali się, zamiast
      konkurować, jak to robią małżeństwa wśród mojego kierownictwa."

      Ekrany przedstawiały teraz tę samą scenę. Dwoje kenijskich zakochanych, tuląc
      się do siebie, wpatruje się w kawałek piaskowca. Nagle kamień zaczyna zmieniać
      kolor. Po około minucie jest całkowicie czarny.

      "Uznałem, że do mojego zadania potrzebuje kogoś takiego jak oni; kogoś
      połączonego miłością. Z troszkę większymi umiejętnościami"

      Marika i Marcin spojrzeli na siebie, uśmiechając się.

      "Aż dziwne, że wcześniej na to nie wpadłem".
      • aard Blq, pliz... 27.07.04, 11:04
        Nie każ tym razem tam długo czekać na kolejną część...
        • blq oh nono... 27.07.04, 12:24
          oh nono...

          nastepna bedzie albo jeszcze w tym tygodniu, albo jak wrocisz w pn do pracy - to
          najpozniej. i przypuszczam, ze bedzie to ostatnia czesc, choc moze przedostatnia. :)
    • blq V 02.08.04, 22:18
      Oboje, w jednej chwili, zechcieli zadać te same pytania. Czemu oni, co mają
      zrobić? To wszystko było takie nagłe, takie fascynujące... Jednak już nowe
      zjawiska zajęły ich umysły. Stali (a raczej lewitowali) w pozornie kompletnej
      próżni. W miejscu tym czuć było jednak jakąś energię i siłę.

      "Odpowiadam na nieubłagalne w tej chwili pytanie" - zaczął Złotooki - "To
      miejsce sam sobie stworzyłem, a może odkryłem. Prawdopodobnie istniało gdzieś
      wcześniej, tego nie wiem. Służy mi do przemyśleń, medytacji, tworzenia dzieł
      artystycznych, jak i technicznym wynalazków. Pokażę wam kiedyś" - dodał.

      Marika i Marcin czuli się wspaniale. Samotnia Złotookiego pogłębiała ich więź,
      niemal namacalnie doświadczali miłości. Czuli coś jeszcze, wrażenie, którego
      jednocześnie wstydzili się i pragnęli. To było takie niesamowite.

      "W tym miejscu wasza moc jest silniejsza dziesięciokrotnie" - wyjaśnił Złotooki
      - "Dzisiejszego dnia przejdziecie test, test na swoją wiedzę i umiejętności.
      Tylko razem możecie osiągnąć swój cel." - dodał.

      O dziwo, doskonale zrozumieli, czego od nich oczekiwał. Wprawdzie cel samego
      testu pozostawał dla nich tajemnicą, jednak od początku dostrzegali w tym jakiś
      sens, może przeznaczenie, może powołanie?

      Ich wiedza miała zostać wzmocniona w stopniu równym, jak twórcza moc. W
      ogarniającym oceanie informacji skupić się mieli na tym, na czym znają się
      najlepiej, zgodnie ze swoim wykształceniem. Bo choć w każdej dziedzinie
      dościgali teraz profesorów, to Samotnia Złotookiego najbardziej pogłębiła
      znajomość tego, z czego dobrzy byli i przedtem.

      "Skupcie się, kochani. Już czas."

      Trzymając się za ręce przystąpili do testu.
      • aard Czy pustka jest odmianą chaosu? 24.08.04, 15:21
        Bo jeśli nie, to jeszcze nie powinno być końca opowiadania... :-(
    • blq VI 02.03.05, 03:22
      "Sieć neuronowa, tak. Tutaj to takie proste, wręcz prostackie. Podstawy, wykute
      na pamięć, ale w tym magicznym miejscu jakże zrozumiałe i przejrzyste. Neuronowe
      przetwarzanie informacji. Neuron liniowy, nieliniowy. Metody uczenia,
      architektura sieci. Budowa klasyfikatora, Sieć Hopfielda, funkcja energii.
      Metoda propagacji wstecznej błędu, budowa pamięci asocjacyjnej, pamięć
      rekurencyjna. Sieć Kohonena, algorytmy miękkiej selekcji... miliardy obrazów, co
      i jak zrobić, wiedza wszystkich profesorów neuroinformatyki... więcej, o wiele
      więcej, teraz... teraz już jest wszystko jasne, te problemy techniczne,
      tajemnice, białe plamy i brakujące ogniwa. Banał, oczywistość, truizm...

      Dzieło. To TAK powinno wyglądać, perfekcyjna sieć neuronowa, a raczej coś wiele
      więcej. Tylko że... tego się nie da zrobić z metali, półprzewodników a nawet
      nadprzewodników, polimerów i najnowszych nanomateriałów. Technicznie jest ok,
      ale brakuje... życia?"

      "Życie, mój ukochany, życie to jest kwas. Pamiętasz, jak się wtedy zgrywałeś z
      moich pierwszych wykładów? Kwasy nukleinowe... Metody badania kwasów
      nukleinowych i biosynteza białek. Elokologia, ekogenetyka, genetyka molekularna
      i submolekularna... Wiesz, chyba jestem w stanie pomóc, mam pewien ciekawy
      pomysł... Pamiętasz, byłeś ze mną na wykładzie z tym profesorem, co pracował nad
      ludzkim genomem...? Opowiedział tyle ciekawych rzeczy... o, teraz widzę, jak
      bardzo się mylił w paru sprawach, to nie jest do końca tak.. to nie jest takie
      proste... podczas analizy polimorfizmu długości fragmentów restrykcyjnych..."

      Patrzył na tę parę. Wspaniali ludzie. Genialni, fakt, nie bez jego pomocy.
      Doprawdy, wspaniała chwila, to widzieć. Od zawsze wiedział, że jest kimś
      wyjątkowym, żywym asemblerem nanotechnologii. Lewitacja, niewidzialność a nawet
      podróże w czasie.

      Ale nawet on nie wiedział jednego, gdyż sięga pamięcią dopiero w okolice
      trzeciego dnia swego życia...

      Teraz już wiedział.
      • aard Hurra! Nareszcie!! :-)) /ale przeczytam w domu 02.03.05, 16:47

        • aard Przeczytałem w tramwaju 03.03.05, 13:27
          enigmatyczna koncówka. Chyba należało się tego spodziewać...
    • h8red Na końcu będzie Chaos 02.03.05, 08:07
      oraz sromota i pojebowisko
      • szprota Re: Na końcu będzie Chaos 02.03.05, 12:05
        i rozwolnienie
        • h8red uuuu 02.03.05, 14:45
          szprota napisała:

          > i rozwolnienie

          złapało???
          • huann uuuu 02.03.05, 14:47
            przejmie donoszę:


            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10322&w=13368939&a=21195559
    • h8red Na końcu będzie 02.03.05, 21:35
      ostatni wagon
      • szprota wykasować!!!! [nic] 02.03.05, 21:41

    • kalurza_bronzowego_plynu Na końcu będzie benzyna ekstrakcyjna 03.03.05, 17:03

    • h8red A właśnie, że nie 03.03.05, 17:35
      Na końcu będzie zdrowo ponad 25000 :)))
      • aard Ejże! 03.03.05, 17:41
        h8red napisał:

        > Na końcu będzie zdrowo ponad 25000 :)))
        To będzie jakiś koniec? :/
    • huann Re: Na końcu będzie Chaos 03.03.06, 19:02
      na końcu jest ten wątek nim nacisnę 'wyślij'.
      ratować - nie ratować? :>
      • aard ratować 20.03.06, 15:57
        może kiedyś doczekamy się Chaosu...? ]:->
        • karmazynowy.meteor2017 Karmazynowego Chaosu /ni/ 15.03.07, 21:59

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka