Forum Sport Tenis
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Czas na podsumowanie

    IP: *.dynamic.chello.pl 01.12.13, 19:05
    Kilka tygodni przeleciało, liście i emocje opadły, jest grudzień i można z dystansu spojrzeć na miniony sezon, który był o niebo ciekawszy, niż poprzedni. Było i zagadkowo i fascynująco i kolorowo. Gwiazdą AO był niespodziewanie Wawrinka, chociaż nie dotarł nawet do ćwierćfinału, ale zagrał z Nowakiem chyba najbardziej ekscytujący mecz w sezonie. Potem już największe wrażenie robił nadspodziewanie udany i spektakularny powrót Rafy nie tylko do gry, ale na sam szczyt. My Polacy mieliśmy swój historyczny i niezapomniany Wimbledon i piękny polski ćwierćfinał z udziałem Dwóch Wspaniałych Biało – Czerwonych, którzy zaskakując wszystkich i pewnie samych siebie też, zafundowali nam masę dodatkowych emocji i tyleż samo radości. Poza wspaniałymi polskimi akcentami Wimbledon był szlemem wyjątkowym i szczególnym, bo obie korony ozdobiły głowy zupełnie nowych triumfatorów tego królewskiego turnieju, a jedna z nich okazała się być pierwszą i zarazem ostatnią, bo wieńczącą jak się wkrótce okazało, karierę tak często kontestowanej, a nawet obśmiewanej ze względu na dość toporny styl gry francuskiej tenisistki. Ta korona, akurat na tej głowie nie wszystkim pasowała, smakowała, nie wszystkich zachwycała, liczne kontrowersje wzbudzała, jako że trochę przypadkowej osobie, po nierównej konfrontacji się dostała. Temat zasługuje na odrębne potraktowanie i rozwinięcie w innym czasie i miejscu.
    Niekwestionowanym królem tego Wimbledonu był za to Andy Murray, który zawierzył trenerowi, postawili wszystko na jedną kartę i dopięli swego. Myślę, że gdyby wzorem innych sportów, wybierano najlepszego trenera sezonu, tytuł ten zasłużenie zdobył by właśnie Lendl, współautor i tylko drugoplanowy bohater tego sukcesu. Gdyby wybierać jeszcze inne najlepsze, to najlepszy pod każdym względem mecz sezonu, zagrali Nowak z Del Potro w półfinale Wimbledonu. Zagrali tenis, w którym koncentrowało się jądro i całe spektrum nowoczesnego tenisa, tenisa XXI wieku, to był azymut wyznaczający kierunek przyszłości dla tej dyscypliny.
    Niewątpliwie największym beneficjentem całego sezonu jest Rafa, u pań Serena i to cieszy, bo potwierdza, że miara Ich wielkości jest bezwzględna.
    Ten sezon dla nas Polaków był szczególnie udany, nie tylko za sprawą JJ-a i Kubota.
    Dużą i bardzo przyjemną niespodziankę sprawił Misiek Przysiężny kapitalną grą w końcówce sezonu, a także w nieco innej skali Kasia Piter, która pokazała wielki charakter i iście polską waleczność. Taką właśnie, jaką kibice kochają, uwielbiają i jakiej oczekują. To również za ich sprawą, nadchodzący sezon, jawi się jeszcze bardziej ekscytująco. Walczaków kochamy, w walczaków wierzymy i wszystkim walczakom w nowym sezonie sukcesów i szczęścia życzymy.
    Obserwuj wątek
      • Gość: Ekspert Re: Czas na podsumowanie IP: *.dynamic.chello.pl 01.12.13, 20:12
        podsumowanie sezonu zawsze należy rozważać w wielu kategoriach.
        sezon rozgrywany jest przez najszerzej rozumianą czołówę (100+ ->200 a nawet 200>300 nazwisk)
        przez przeciętnie rozumianą światową czołówkę czyli jakie 40 nazwisk ogólnie top 50
        przez ścisłą czołówkę rozumianą jako top 20, albo top16
        oraz przez liderów klasyfikacji czyli top5, czy ilu ich tam egzequo jest, 2, 3, 7 itp

        zazwyczaj mówi się o najlepszych i dopasowuje do nich najcięższych rywali którzy mogą być równani do najlepszych oraz opisuje bezpośrednie, i dalsze zaplecze.

        chociaż ogladałem w tym roku mało tenisa, i głównie w końcówce nawet patrząc na rozkład sił i wyniki, wydaje się że sezon ten jest kolejnym przejściowym sezonem spod znaku marazmu. sięgając nieco do historii, źródło współczesnego tenisa można znaleźć w przełomie wieków, czyli XX-XXI. jedna generacja została zastąpiona przez drugą, zróżnicowane style gry uniwersalnymi ale na ogół bardzo bogatymi wszechstronnymi overcourtowymi, prezentowanymi przez zawodników z lepszym przygotowaniem fizycznym, atletycznym, i kondycyjnym, natomiast mniejszym stopniem specjalizacji, akcentem przesuniętym na hard, ale też z zachowaniem mączkowych preferencji. wydaje się że poziom tenisa lat 2000-2003 był wyraźnie słabszy od lat 2004-2007, jeśli chodzi o największe postacie rozgrywek, i ich najwyższą formę, ale przejście z jednej generacji do drugiej w tenisie męskim było stosunkowo ciekawe, chociaż, brakowało tej gry jaką się pamiętało z drugiej połowy lat 90tych, w wykonaniu ówczesnych mistrzów rakiety. później doczekaliśmy się największych specjalistów od gry na ziemi, oraz całej plejady uniwersalnych ale mających swój indywidualny rys zawodników. plus jakiegoś zoptymalizowanego Federera który odebrał trochę przyjemność z obserwacji rywalizacji o te najważniejsze trofea. poziom wówczas mierzony topem był dosyć monotematyczny, bo był to Federer + Coria + Nadal, a potem Federer + Nadal, przy czym z wyraźnym podziałem ról. niemniej jednak była grupa tenisistów którzy mogli spokojnie być egzequo dwójkami-trójkami za nimi, chociaż brakowało czegoś w determinacji do rywalizacji, i nie trzeba tych postaci wymieniać. zarówno Henman w latach 90tych, jak i w połowie następnej dekady był jedynie jakąś tam 8 rakietą i poziom rywalizacji się nie obniżył. to co jednak stawiało okres lat 2004-2007 ewentualnie ponad okresem lat 90tych, to wyższy poziom zaplecza, tej pierwszej egzequo 20. cała masa zawodników o przejściowym rodowodzie, jak i Federerowsko-rocznikowych Volandrich, Dentów, Anciców dookoła. Kendricki, Bracialli, i wielu innych, to zaplecze które momentami mogło grać na poziomie tych najlepszych. różnice były bardzo niewielkie. pierwsza setka, była bardzo równa. dopełniało ją młode pokolenie utożsamiane z generacją Nadala-Djokovica. niestety od kilku lat mamy do czynienia z generacją Nadala - Djokovica, która już gra bez starszych od pokolenia Federera, którzy kiedyś świetnie je uzupełniali, i z 2 zawodnikami w formie przypominającej dawną, z generacji Federera czyli samym Federerem, i kto by się spodziewał - Ferrerem. liderem tej generacji, i stosunkowo najgorszym zawodnikiem z tych liczących się w poprzedniej dekadzie. generacja Djokovica-Nadala, to generacja która na tle tej poprzedniej, czyli Federera, postawiła na skuteczną pracę u podstaw wzamian za polot i technikę. skuteczne rzemiosło i powściągliwość idzie raczej śladami Nalbandiana i to w okrojonej wersji i Guillermo ale Canasa, z cierpliwej i długodystansowej szkoły argentyńskiej. poza Tsongą i Gasquetem, wśród czołowych postaci nie ma w tym pokoleniu żadnego szału. można na oddzielną dyskusję pozostawić samego Nadala, ale to jakby format który powinien być porównywany do Samprasa, Agassiego, Federera, a w tym porównaniu też nie mam wątpliwości jak jego tenis oceniać. tym bardziej w tym porównaniu nie widzę miejsca dla Djokovica, Murraya, czy Del Potro. i tylko same cyferki, tabelki i wyniki mogą przywieźć na myśl takie porównania. to najwyżej formaty Martinów, Kafelnikowów, Schuettlerów, Hewittów. to zupełnie inna ranga postaci. kto jest uzupełnieniem tej generacji? jest kilka sympatycznych postaci jednak w większości to postacie raczej kojarzące się z kimś takim jak kiedyś właśnie Vollandri, Kendrick, czy od biedy Arazi, Lopez. czyli uzupełnienie stawki pod względem rywalizacji. to są takie osoby jak Andujar, Fognini, Paire, którego może można porównać do Baghdatisa. czasami grają świetny tenis ale z wynikami już jest dużo gorzej. w sezonie więc niewiele znaczą. no i następna generacja - nieobecnych. co można więc powiedzieć o kolejnym takim samym sezonie jak dwa poprzednie, w konktekście przekroju społecznego? nic nowego. coraz słabsze pokolenie starszych tenisistów bierze co dostaje w prezencie od nieobecnych młodszych tenisistów. w ten sposób trwają jeszcze kariery Haasa, Hewitta, czy Robredo. którzy mimo dużo gorszej gry niż kilka lat temu, mogą się załapać na podobne wyniki. do tego mamy tu i ówdzie jakiś przebłysk zawodników z pokolenia Nadala-Pro czyli Tipsarevic, Wawrinka, Kohlschreiber. ale też tego przebudzenia masowo nie widać. w jednym sezonie średnio jeden tenisista. zresztą jak to jest jakiś Monaco to na prawdę nie ma o czym tu pisać. coraz słabsze pokolenie Federera, i coraz mniej obecne, najważniejsze postacie tej generacji właściwie zakończyły karierę, plus śpiące pokolenie Nadala które kończy się na krótkiej liście kilku nazwisk, plus daleko za nimi jakieś przebłyski gry pojedynczych zawodników pokolenia Janowicza, w zapleczu. do tego żadnych wielkich wyskoków formy i genialnych meczów, żadnych groźnych czarnych koni dla dominującej czołówki. poziom pierwszej 100? raczej słaby. poziom zaplecza tej setki - tu chyba się najwięcej dzieje. ale działo też od dawna. poziom top 50? niemrawy. poziom top 20? nijaki. poziom top 10? przeciętny. poziom gry Djokovica i Nadala, na pewno nie lepszy od Nadala i Federera z lat 2005, czy 2008. analogiczna sytuacja ma się odnośnie tenisa damskiego. tylko że tu od lat jest wiele gorzej. z jedną małą różnicą, że zaplecze top 20, top 30, jest trochę mniej przewidywalne. poziom liderek? są 2. Serena i Szarapowa, oraz Djokovicopodobna Azarenka. jest dużo fajnych tenisistek tylko żadna z nich nie gra, albo gra jeden turniej w sezonie.

        • Gość: Ekspert Re: Czas na podsumowanie IP: *.dynamic.chello.pl 01.12.13, 20:33
          podsumowanie polskie. czy sukcesy Janowicza i Kubota na Wimbledonie to nie aby luka wśród zawodników umiejących grać dziś w tym turnieju? poza nim, wielkiego szału nie było. Kubot poza Wimbledonem nie istniał. Janowicz, jest potencjalny, ma jakieś argumenty ale na razie to wystrzałowy zawodnik, jednak dobrze że chociaż takiego mamy. na pewno lepiej się zapowiada niż Soderling czy Berdych. Radwańska zaczęła spadać i to jedyny pozytywny news tego roku w przypadku polskich akcentów w tenisie. Piter? tak jak Radwańska. gra ten sam tenis co 3 lata temu, miarowo idą piłki na drugą stronę. robi to jakby bardziej płasko, precyzyjnie i mniej defensywnie, ale to głównie równość gry przede wszystkim, bez specjalnych akcji i zagrań. Przysiężny - akurat nie wiem, ale wyniki w większych turniejach co najmniej nie imponujące.

          Bartoli? nie tylko. Pennetta, Li, postacie które coś ugrały a powinny już kończyć karierę. znowu dziwne, że ciekawsze wydarzenia tworzą seniorki, a nie juniorki? ale tak na prawdę wracamy do głównego powodu słabych rozgrywek - pokolenia które powinno dziś dominować. to właśnie pokolenie Radwańskiej, Murraya, Azarenki, i Djokovica. co tam za wielkie postacie i listy nazwisk się znajdują? jakich ono ma liderów? no właśnie takich. zasadniczo równych, bez błysku, walecznych, regularnych, trudno przegrywających punkty, ale już jakoś fantastycznie ich nie wygrywających. to wszystko dobry zapychacz do średniej czołówki, ale nie kandydaci na liderów rozgrywek. w tenisie kobiecym sytuację ratuje Serena, Szarapowa której generacja też jest w rozsypce, a była dużo silniejsza od tej Radwańskiej. gdyby pokolenie Szarapowej i Radwańskiej dziś, grało tak jak ówczesnym etapie pokolenie Henin, to było zypełnie inaczej. tak samo byłoby zupełnie inaczej, gdyby tak grało dziś pokolenie Nadala i Del Potro jak kiedyś pokolenie Federera. przez kilka lat w WTA sytuację ratowała stara gwardia. siostry Williams, powracające i znikające Belgijki, Pennetta, Schiavone, Schnyder. w końcu jednak gwardia się wykrusza i teraz widzimy ogromną pustkę. generacja Szarapowej była, ale wtedy, teraz się wystrzelała. podobne tendencje ale z opóźnieniem, obserwujemy w tenisie męskim. sytuację ratuje Ferrer (!), Verdasco kilka lat temu, Melzer, Fish, Lopez, Haas, Robredo. ale oni się już skończyli albo kończą. tu i ówdzie wyszedł jeszcze Tipsarevic, Wawrinka, Tsonga, Gasquet. mogą jednak za rok się wystrzelać. i pozostanie kto? Djokovic, Nadal, Del Potro, i kilku grajków? trudno takie sezony uznawać na udane. poziom gry tych wielu tenisistów, nie jest zły. i tak było od dekady. poziom nawet zawodników ze 150 rankingiem co do samego stylu gry, jest w odniesieniu do pierwszej 20 wysoce konkurencyjny. technika czasami przekonuje w pełni. niestety nie ma tendencji do wygrywania. a jeśli mówimy o czymś takim jak sezon, to jednak podsumowuje się poziom gier, i rywalizacji. nie wygląda to rewelacyjnie, aczkolwiek być może po nudnym i wstecznym pokoleniu Nadala, i Radwańskiej, za rok, dwa zobaczymy coś co przypomni comeback sprzed 10 lat.
        • Gość: Luka Re: Czas na podsumowanie IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.13, 11:35
          Niezmiernie interesujące podejście do tematu, jak i cała wykładnia podsumowania sezonu w różnych, wykraczających poza przyjęte na forum standardy wymiarach i szerokim kontekście przemian tenisa na przestrzeni ostatnich dekad zaprezentowana przez eksperta zasługuje na uznanie, albo i więcej. Z generaliami trudno się nie zgodzić, bo przedstawiona, nie waham się użyć tego określenia ekspertyza jest interesująca, wnikliwa i pokrywa się na ogół z moim widzeniem i przemyśleniami. Natomiast dyskusyjne są kwestie ocen.
          Ostatni sezon jakkolwiek wlicza się jeszcze do okresu przejściowego, wykazał za sprawą nowych, młodych i obiecujących graczy znaczące symptomy wskazujące na wchodzenie do gry nowej i jakościowo innej generacji. Zatarł też tradycyjny podział ról charakterystyczny dla lat 2004 – 2007. Nadal w 2013 roku, w niczym nie przypomina Nadala z tamtych lat. Zmienił i cały czas zmienia sposób gry, czego efektem są ważne turnieje wygrane na hardzie, z US Open włącznie. W innej skali dotyczy to również Ferrera. W odróżnieniu od eksperta, widzę i to bardzo widzę w kolejnych rozdaniach miejsce dla Del Potro. Nie wykluczam Murraya, chociaż gdyby faktycznie rozstał się z Lendlem, Jego akcje stracą na wartości. Nie fascynuje mnie tenis Djokovica, ale imponuje mi Jego charakter, także osobowość, tak, czy inaczej będzie się liczył jeszcze jakiś czas w ścisłej czołówce. Podzielam, że za sprawą Djoka i Andy`ego, szału pewnie nie będzie, co najwyżej show, ale szału w nowym wydaniu też doczekamy, może nawet prędzej, niż później, czego wszystkim zainteresowanym serdecznie życzę.
          • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Czas na podsumowanie IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.13, 00:25
            no tak, moja ekspertyza jest najlepsza jak zawsze. tu się możemy zgodzić.

            co do oceny Nadala to jest tak że prawda leży po środku.
            z jednej strony ten facet zdominował mączkę w czasach kiedy najlepsi zawodnicy od mączki w historii byli (nie mówię o tenisie przed przełomem lat 80tych i 90tych bo i wtedy nie oglądałem). przecież to wtedy byli Puerta, Canas, Coria, Gaudio, Robredo, Ferrrero, Moya, Massu, Calleri, Volandri, Horna, Acasuso. owszem, nie było już starszych Hiszpanów, jak za początków ery Federera, Squillariego, Araziego, Riosa, ale nawet ci nie specjalizujący się w mączce jako swojej docelowej nawierzchni wypadali na niej czasem najlepiej, zwłaszcza takiej jak Roland Garros czy Rzym, nawet Stepanek zaczynał od ziemi! i na niej pokonał w Rzymie Federera! Ljubicic! Ljubicic na początku najlepiej grał na ziemi! ostatni turniej wygrał na zakończenie kariery w Monte Carlo! Nalbandian robił półfinały na ziemi! Davydenko najlepiej grał do końca kariery na ziemi, Gonzalez był totalnie uniwersalnym zawodnikiem ale skuteczność najlepszą chyba jednak miał na twardej mączce. Safin był świetny na ziemi i to była jego pierwsza ulubiona nawierzchnia w okolicach 2000 roku. tak więc w czasie kiedy poza wyjątkami, wszyscy potrafili grać na ziemi, a często byli na tej nawierzchni najskuteczniejsi, Nadal na świerzości zdominował tą nawierzchnię, w czasach, kiedy Federer na ziemi był praktycznie tak samo dobry jak na innych nawierzchniach. tylko że, Nadal okazał się a wcześniej Coria, jakby lekko lepszy. Djokovic, Murray, nie są na ziemi nawet w połowie tak dobrzy jak Federer. on trochę odpuszczał mączkę jeśli cokolwiek w życiu odpuszczał, i nie spodziewał się że potem taki Nadal go już do zwycięstwa nie dopuści. tego wątku nie rozwijałem w swojej ostatniej wypowiedzi, ale dzisiaj właśnie straciliśmy - tzn. około 5 lat temu, to co było domeną lat 2000-2008, a zwłaszcza w okresie 2003-2006, a więc bardzo bogatą reprezentację różnego stylu zawodników, którzy najlepiej grali na nawierzchni ziemnej. tam bardzo trudno było się przebić, a przecież nie wszystkich wymieniłem, co ze Starace, Danielem, i wieloma innymi specjalistami od ziemi? oni ginęli gdzieś po challengerach, dzisiaj, byliby dużo wyżej. tenis Nadala na ziemi najlepszy był na początku kariery, optymalny pewnie w 2008 roku, bo to najlepszy sezon w jego karierze, ale na samej ziemi bardzo porównywalny, a może pod pewnymi względami tak jak to określiłem, tej świerzości, to i nawet w 2007, 2006 było i lepiej. nigdy Nadal już nie grał tak dobrze na ziemi, i trawie jak w 2008 roku, i na hardzie jak w 2009 roku, kompleksowo. być może do dzisiaj nieco poprawił niektóre elementy na hardzie, ale całościowo nie wygląda to lepiej, niż w 2009. chociaż zapewne lepiej, niż w 2005, 2006, i jeszcze 2007 roku. z kolei na innych nawierzchniach niż ziemia, Nadal tak jak i na ziemi, miał trudniejszych rywali niż dzisiaj. Federer to raz. trudno go zastąpić dzisiaj Djokovicem, czy Murrayem. ale potem Blake, Gonzalez, Agassi na początku, Nalbandian, dobrze grający na hardzie na początku Robredo, kiedy miał więcej energii, Ljubicic, z czasem Playstation 3 w 2009 roku, ale i Moya, i Canas, i cała ta lista z powyżej też umiała grać na ziemi tak, żeby zabić Nadala. dziś wydaje się że metodę na zwycięstwo nad Nadalem ma hardzie ma z zawodników spoza top4 tylko Tsonga, który zresztą jest w zasadzie jak dla mnie w tej samej lidze nie tylko tenisowo, ale i wynikowo, tyle że rzadziej robi te wyniki. nie ma jeszcze szlema, jak Del Potro, Federer, Nadal, Murray czy Djokovic, ale z każdym z nich potrafi wygrać na szybkiej nawierzchni. poza tym oczywiście Nadal musi uważać na tych wszystkich z top4, tylko że kiedyś ta lista była wiele dłuższa, nie wspominając przecież o Fishach, Roddickach z atomowym serwisem, Haasach, Kieferach. tak więc podsumowuję - kiedyś Nadal wyspecjalizowany na kortach ziemnych, nie miał czego szukać na hardzie na którym umieli grać zawodnicy ery Federera. jak nie Nalbandian, to stary Agassi, jak nie Agassi to Gonzalez, jak nie Gonzalez, to nawet taki ktoś jak Kiefer/Robredo mógł go uszczknąć, łatwych meczów w każdym razie wiele nie było. zgadza się, w 2009 roku Nadal przestawił grę na nieco inne tory i teraz jest trudniejszym rywalem. tylko że przegrywać nie ma bardzo z kim do jakiegoś półfinału, czasem bardzo ćwierćfinału.

            David Ferrer, pierwszy raz zakomunikował nową edycję w 2007 roku w Szanghaju. potem jak by mała obniżka formy i w okolicach 20011 roku wszedł na swoje apogeum, jeszcze poprzedni sezon. niewiele zmieniając, ale będąc zawodnikiem bardziej doświadczonym, pewniejszym, dojrzalszym trochę podciągnął wyniki na nawierzchniach na których niegdyś się mniej liczył. ale nie w tym roku, kiedy to już widać że forma ulatuje. a wtedy ten facet robi życiowy ranking w top3. mimo, że na mniejszych turniejach ziemnych tyle nie ugrywa co kiedyś. to robi finał RG, ale przecież 3 nie tylko z takiego wyniku się bierze. Ferrer z 2 lata temu rzeczywiście grał dobrze, ale to ciągle nie jest zawodnik który choćby na kilka meczów wspina się na poziom zarezerwowany kiedyś dla tych wielkich graczy, jak chociażby Moya z kraju jego pochodzenia, czy Robredo ale tak z 2006 roku. i wyniki na hardzie, również świadczą o odpływie najtrudniejszych rywali na tej nawierzchni. a jak nie na mączce, nie na trawie, nie na tej, to na jakiej? odpowiedź brzmi: na żadnej! w każdej nawierzchni mamy deficyt, a to świadczy o słabości generacji która teraz niby przewodzi rozgrywkom. nigdy w życiu Ferrer by nie ugrał tyle na ziemi w latach 2002-2009, o hardzie nie wspominając. i nie dlatego że wtedy byli lepsi Nadal czy Federer.

            Del Potro. tak, Del Potro powoli buduje sobie doświadczenie, czai się, i będzie następnym tenisistą który spróbuje przejąć stery. zresztą najbardziej go z tej młodszej grupy lubię. pamiętać należy że ćwiczył swój forhend u Gonzaleza, a więc u samego mistrza. jednak kiedyś ta pierwsza wersja Del Potro, bardziej mi się podobała (jak grał z długimi włosami). delikatniej trochę odbijał piłkę, za to było więcej finezji i precyzji w tych jego długich i płaskich zagraniach. teraz trochę zaokrąglił się ten jego tenis, jest bardziej taki "Djokovicowy", tak jak i Djokovic zrobił się bardziej "Nadalowy". na początku grał nieco inaczej. pamiętaj że Del Potro wygrał z Nadalem na US Open w 2009 rolu: 6:2, 6:2, 6:2 i wtedy był w najwyższej życiowej formie. tak powinien grać tenisista z Nadalem, i wtedy tak się czasem grało. a dzisiaj nawet Del Potro sobie nie przypomina jak należy grać, i baloniarza po kątach ganiać.

            Murray niewątpliwie nieco poprawił swój tenis, ale to nie jest jednak zawodnik któremu powinniśmy kibicować. za bardzo przypomina w grze Radwańską i Simona.

            co się tam takiego zmieni to ja nie wiem w najbliższym czasie, na pewno w przyszłym roku zagra sezon Tsonga i Del Potro. to na pewno dobra wiadomość, bo to chyba najlepsze postacie w top 10 na ten moment, i Federer i Gasquet za zasługi historyczne.

            myślisz że Paire, Chardy, Fognini powalczą na wyższym poziomie? jakoś za bardzo nie przewiduję. mają potencjał na top10, ale tam pewnie nie będą. już najprędzej mój Fognini, bo na mącze jak prawię nie ma konkurencji. jakaś mobilizacja Nishikoriego, Tomica, Dolgopolova, Janowicza? wydaje mi się że średnio to wygląda. comeback Baghdatisa? może będzie bardziej wyrównany ten przyszły rok i wymieszany, ale myślę że z 2 lata potrzeba do jakiegoś przełomu. w Matosevica, Kamka itp raczej nie wierzę.
            • Gość: MACIEJ Re: Czas na podsumowanie IP: *.c3-0.elm-ubr2.qens-elm.ny.cable.rcn.com 03.12.13, 01:59
              Paire,Pospisil,Rosol poza Del Potro beda do ogladania.
            • Gość: Luka Re: Czas na podsumowanie IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.13, 13:32
              W pełni zgadzam się z tezą o słabości generacji, która aktualnie przewodzi, jak też widoczny jest ubytek specjalistów od poszczególnych nawierzchni. Dodałbym jeszcze ubytek tenisistów dużego formatu, którzy w ostatniej dekadzie ubiegłego wieku wyznaczali pułap sztuki tenisowej. Zarówno wtedy, jak i teraz, w setce, poza setką, nawet dużo dalej, było sporo tenisistów którzy osiągnęli poziom gry, którym byli w stanie zagrozić czołówce, ale z różnych powodów tego nie zrobili, albo się nie udało. Wcześniej, nie udało się m. In dlatego, że wtedy byli właśnie tacy specjaliści, nawet było ich wielu i były takie wielkie osobowości, których nie sposób było zabić, bo to byli zawodnicy którzy wychodząc na kort, walczyli o coś więcej i dużo więcej niż wielkie pieniądze. Z czasem jak w tempie dość zawrotnym, zaczęła do tenisa napływać coraz większa mamona, zaczęli też napływać zawodnicy nawet bardzo utalentowani, ale priorytetem nie było dla nich lepiej grać, tylko być skutecznym i wygrywać możliwie prostym sposobem, a nie sztuką tenisową. Tak też byli i w wielu przypadkach tak są dalej szkoleni, skoro sam serwis, bieganie, przebijanie i prowokowanie lepszego tenisowo rywala do podjęcia dużego ryzyka okazało się prostym i skutecznym sposobem na przebicie się do 20, czasem 10, albo jak w przypadku pańci jeszcze wyżej. Zaryzykuję tezę, że to właśnie przebijacze typu Simona, czy zupełnie innego, bardziej wysublimowanego typu Murray`a, z Nadalem w pierwszym okresie włącznie, wymusili niejako rozwinięcie się na szeroką skalę uniwersalnego tenisa, który Djokovic doprowadził do perfekcji. Różnica polega na tym, że Nadal, zawodnik i człowiek wielkiego formatu, bazując na niesamowitej kondycji i mega walecznym charakterze, wprowadził do swojej gry inne jeszcze atuty, jak topspin z rekordową rotacją, którym potrafi zabić każdego, natomiast inni przebijacze dochodzili w pewnym momencie do ściany i albo mieli trochę szczęścia, żeby wskoczyć oczko wyżej, jak Ferrer czy Radwańska, albo up.
              Ferrer zrobił absolutnie wszystko, żeby wejść na półkę zarezerwowaną dla wielkich mistrzów i był nawet bardzo blisko, za co należy mu się szacun, ale to było wszystko. Radwańska nie zrobiła zupełnie nic, poza zbyt późnym odstawieniem od piersi tatusia i swoje pięć minut przeleciało koło na wyrost zadartego nosa.
              Fenomen tenisa polega m. In. na tym, że zawsze potrafił się wybronić, stając w obliczu przeróżnych zagrożeń. W erze Open miały miejsce różnego rodzaju przestoje i zagrożenia zwiastujące kryzys. Najczęściej wiązało się to z zakończeniem kariery wybitnie uzdolnionej generacji tenisistów, kiedy wydawało się, że pustki po nich nikt nie będzie w stanie wypełnić. Podobnie jak życie, tenis też nie znosi pustki, więc pojawiali się nowi gracze, większego jak Tsonga, czy Gasquet formatu, jednak odczuwalny był deficyt wielkich osobowości.
              Po ostatecznym rozstaniu się z zawodowym tenisem Samprassa i Agasiego rozpoczęła się era Rogera Federera, był Coria, Rodick, miejscami szalał jeszcze Safin, było jeszcze paru innych młodych zdolnych i świetnie zapowiadających się, a kiedy pojawił się Nadal, zaczęła się złota era rywalizacji Rafy i Rogera trwająca do Wimbledonu 2010r.
              W czasie jak wielcy sztuką rywalizowali, do gry weszło paru wielkich wzrostem i chociaż innych wielkich atutów za dużo nie mieli, trochę namieszali. Coraz częściej mecze tenisowe zaczynały przypominać zawody serwisowe i tak rysująca się ścieżka rozwoju i przyszłości tenisa miejscami wyglądała dość marnie i to już było całkiem realne zagrożenie dla tej dyscypliny. Na szczęście, na tenisowej scenie było jeszcze paru wielkich, którzy dali odpór jednowymiarowym wielkoludom, podobnie dali i nadal dają jeszcze odpór przebijaczom.
              Z tym, że teraz już odpór zabijaczom tenisa potrafi dać również wchodząca do gry nowa generacja, w której zarysowują się nowe style, bardziej zróżnicowane, w których zgadzam się jest pewna dominacja tenisa uniwersalnego, bo musi być i jest nieuchronna, ale style są różnicowane odciśniętym znacząco piętnem osobowości Del Potro, Janowicz, Dołgopołow, Fognini, paru bardzo ciekawych Niemców, Paire, Dymitrow, Kaczanow, Donskoy, Evans i jeszcze śmiało można parę nazwisk dorzucić. Wedle rachunku prawdopodobieństwa z tej całej plejady wymienionych i jeszcze bezimiennych, wyłonią się niebawem zawodnicy na miarę wielkiego formatu i trzeba mieć nadzieję równie wielkich osobowości, zdolnych wejść do ścisłej czołówki, by z czasem przejąć stery i wyznaczać nowe, na najwyższym poziomie pułapy sztuki tenisowej. I wcale nie marzę, żeby to był Jeden dominator, czy nawet dwóch. Znacznie bardziej interesuje mnie taka sytuacja, jak była przed ostatnim US Open, kiedy pretendentów do tytułu było trzech, bo taka konkurencja zwiastuje nie tylko większe emocje, ale podnosi poziom, a wysoki poziom może gwarantować tylko wielka sztuka, której sobie i wszystkim życzę.

      • Gość: Luka Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 07.12.13, 20:39
        Można jeszcze słów kilka o damskim tenisie, w którym uprzednimi laty, praktycznie do ostatniego, nieco ciekawszego sezonu, za wiele się nie działo, a najmarniej było w okresach absencji Sereny.
        Serenie i jej Siostrze tenis zawdzięcza ogromnie dużo. To czego Wielkie Siostry dokonały ma znaczenie epokowe i obawiam się, że nawet zamierzenia państwa Federerów związane z planowaną przyszłą karierą Córek zapewne obliczoną na przebicie roli Wielkich Sióstr, nie będą wcale łatwe w realizacji, niewykluczone, że nawet niemożliwe i to z bardzo prostej przyczyny. Siostry William pod koniec ubiegłego wieku dokonały rewolucyjnego skoku w tenis zupełnie nowej generacji, wyprzedzając ówczesną epokę tenisa o kamień milowy. Od tamtej pory wchodzi już trzecie pokolenie tenisistek i żadne nie jest realnie w stanie sprostać, czy dorównać Siostrom w optymalnej formie, mimo Ich zaawansowanego wieku. Ten skok generacyjny był oczywiście starannie przygotowany, zaplanowany i bardzo konsekwentnie realizowany, bez pośpiechu, za to z sensem i rozmysłem. Powodzenie realizacji całego planu, możliwe było dzięki mądrości rodziców, którzy potrafili korzystać z wiedzy fachowców, doradców i nie wahali zdać się na profesjonalistów, firmując tylko formalnie kariery Córek poprzez zachowanie statusu trenera. Jedyną kwestią nie zaplanowaną okazał się być czas trwania tych karier, w których znalazło się jeszcze miejsce na rozwój innych pasji, studia Wenus i samo życie.
        Prawda jest brutalna, gdyby nie Wielkie Siostry, a ostatnimi laty głównie Serena, tenis damski spsiałby na amen i sama Szarapowa czy jeszcze Na Li, Petrowa nie za wiele byłyby w stanie uratować, z uwagi na częste i długie okresy absencji spowodowane kontuzjami, także z uwagi na coraz mocniej trzymającą się grupę wyrobnic typu Safina, Jakkovic, potem panien przebijackich, które przecierały ostro szlaki dla gry dosyć prymitywnej, ale na swój sposób promowanej, bo jak się okazywało – opłacalnej.
        Wydaje się, że miniony sezon może być przełomowym w tym sensie, że wreszcie dość wymiernie unaocznił bankructwo klasycznego przebijactwa, którego niechlubnym symbolem były Woźniacka – Radwańska - Errani, chociaż nie tylko one. Po dość długim okresie brylowania tej mierzwy, coraz liczniej również młodsze tenisistki nauczyły się, radzić sobie z tym nieciekawym sposobem gry. Skutkiem czego, panny przebijacie zostały zmuszone do szukania innych rozwiązań, co tylko na dobre dla tenisa już wyszło i zapowiada się że na dużo lepsze jeszcze wyjdzie.
        Ponadto pojawiła się już całkiem spora grupa nowych, młodych i wielce utalentowanych tenisistek, już prezentujących bardzo wysokie umiejętności i ciekawe style. Wiele z nich nie dysponuje jeszcze wystarczającym doświadczeniem, które mogą zdobyć wyłącznie poprzez granie z najlepszymi, natomiast już prezentują poziom, którym mogą zagrozić prawie całej pierwszej dziesiątce.
        Bouchard, Viktoria Duval, Lauren Davis, Keys, Mladenovic, Kurumi Nara, do tego młode Włoszki, Niemki, inne Amerykanki, w każdym razie nadchodzący sezon, zapowiada się dużo ciekawiej, niż wszystkie poprzednie i oby tak było.
        • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 07.12.13, 23:45
          ja tam wartość dodaną widzę głównie w Kerber (najbardziej podobnie gra do Marcelo Riosa, więc trzeba przyznać że jest dzisiaj kluczową tenisistką dla tenisa), i Kvitovej, w ostatnim czasie. o Mladenowić mówiłem już dawno ale w ogóle nie zrobiła punktów tak jak Rogowska.

          co do sióstr Williams, myślę że po prostu należy powiedzieć że męski tenis jest lepszy niż damski. i każdy kto stoi po stronie tak zwanego damskiego tenisa, stoi po prostu po stronie kiepskiego tenisa. jeśli ktoś lubi oglądać kobiecy tenis, przeciwstawiając jego "walory" męskiemu, nie chodzi mu zapewne o poziom sportowy. z damskiej wersji kobiecego tenisa, to pozostaje Schnyder, Kurnikowa, i Sabatini, zresztą moje ulubienice. już Schiavone, moim zdaniem jedna z ciekawszych tenisistek ostatnich 20 lat, Henin, Mauresmo, Davenport, siostry Williams, Clijsters, Szarapowa, to droga w stronę męskiej wersji tenisa, która jest po prostu doskonalsza, i swoją drogą skuteczniejsza. to samo jest z Ivanovic, Goerges itp. Serena poszła w stronę tenisa charakterystycznego dla męskich rozgrywek, a robienie z tego zarzutu, jest nieporozumieniem.

          Zvonareva, Szarapowa, Kuzniecowa itp pozostawiły po sobie dziurę pokoleniową, i grały najlepiej w sezonach kiedy jeszcze grało pokolenie sióstr Williams. teraz są nieobecne tak jak i starsze rywalki które zakończyły już karierę. Serena grając dziś sumarycznie tenis łatwiejszy do pokonania z racji dużo słabszego poruszania po korcie, pozostając pokazuje jaka jest różnica między aktualną stawką a poprzednią. w poprzedniej przynajmniej z 10 zawodniczek potrafiło rywalizować z Sereną, a dzisiaj prawie nikt nie potrafi. gdyby nie ona, to mielibyśmy już na tony farmazony żurnalistów o wspaniałym poziomie prezentowanym przez dzisiejsze liderki. tak przynajmniej widać kontrast, i ktoś wyznacza standard poziomu który powinien być zarezerwowany dla prawdziwej czołówki.

          tenis kobiet generalnie jest do oglądania od strony stylu gry, natomiast jest całkowitym nieporozumieniem oglądanie tego sportu dla "powagi rywalizacji". tu nie chodzi przecież nigdy o to, która tenisistka na prawdę gra lepiej. ale o to która ma ochotę swoją przewagę dowieźć do końca i wykorzystać do wygrania meczu. w ostateczności wygrywa w 95% meczów ta, która egzekwuje jakąkolwiek konsekwencję, z tego co potrafi zagrać na korcie, a nie ta która umie zadysponować lepsze umiejętności i akcje. stąd przecież sukcesy Radwańskiej, Woźniackiej i Errani. z niczego innego się nie biorą. po prostu 90% damskich pojedynków wygląda tak, że przez jakiś fragment czy parę momentów tenisistka lepsza gra sekwencję lepszych piłek, a potem przechodzi obok meczu i oddaje wygraną przeciwniczce. ta która tego nie robi - od razu jest w czołówce. próba udowadniania że lepsza jest ta, która udowadnia swoją przewagę przez cały mecz, a nie ta, która prezentuje huśtawkę nastrojów jest niedorzeczne, tak jak niedorzeczny jest cały kobiecy tenis. dlatego przy ocenie zawodniczki jedynym kryterium pozostaje to, co ona w ogóle próbuje przez cały pojedynek wykreować. jeśli ma pomysł na kilka fajnych uderzeń, to jest lepsza, a jak nie ma tej fantazji to nie ma w ogóle na co czekać. niczego więcej od kobiecego tenisa niż te kilka piłek nie można oczekiwać, bo poza nimi jest tylko albo lawina błędów albo przebijactwo.

          myślę że Venus Williams nie jest tenisistką "wszechczasów", tak jak to możemy powiedzieć o Marcelo Riosie, dla przykładu, czy Fernando Gonzalezie. to tenisistka którą bym stawiał poniżej Lindsey, a biorąc pod uwagę samą grę Kurnikowej czy Schnyder. myślę że Serena jest natomiast obok Henin jedną z 2 liderek w rankingu najlepszych zawodniczek 21 wieku. to że teraz jest lepiej, to nie znaczy że nigdy nie było konkurencji.

          no i co mam jeszcze powiedzieć ciekawego. niestety nie widzę w nowej generacji następczyń Schnyder, Sereny, Venus, Davenport, Henin itp. jest dość gęsto w zapleczu ale zawsze gdzieś jest ta bariera powyżej której nie potrafią podskoczyć.

          • maksimum Re: Co nieco o paniach 08.12.13, 07:04
            Schnyder i Kurnikova niczym sie nie zapisaly w tenisie.Kerber tez nie i juz sie niczym nie zapisze.

            Maszyna w wygrywaniu szlemow byla Steffi Graf.
            Ciut nizej byly Evert i Navratilova.
            Ale rewolucje w tenisie dokonaly siostry Williams,a takiej jak Serena,to nigdy nie bylo i nie bedzie.

            en.wikipedia.org/wiki/List_of_Grand_Slam_women's_singles_champions
            Seles byla lepsza od Henin,a o Davenport nie ma co wspominac tak jak i o Hingis,ktora byla taka ulepszona Radwanska.
            Seles popelnila zyciowy blad,ze przestala grac po ataku nozem na nia i wolala brac kase z ubezpieczenia niz meczyc sie na korcie a jak chciala wrocic to bylo juz za pozno.

            Serena miala 8:6 bilans z Henin i 4 ze zwyciestw Henin byly na maczce.

            www.wtatennis.com/head2head/player1/3541/player2/9044
            Moze ludzuie nie za bardzo kojarza fakty,ale Henin jest o rok mlodsza od Sereny i zupelnie nie nadaje sie na kort.
          • Gość: Luka Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 08.12.13, 11:00
            Pisząc tylko co nieco o damskim tenisie, świadomie stosuję skrót myślowy, odnosząc się głównie do dziury pokoleniowej zostawionej po znaczących dla tenisa postaciach, do których należy do wymienionej przez Ciebie listy dorzucić jeszcze Mary Pierce. Nie wiem jakie i czyje zarzuty masz na myśli w stosunku do Sereny, bo ja zawsze oceniałem i widzę Jej grę w samych superlatywach, zarówno wtedy kiedy przyjechała na AO z nadwagą, bezceremonialnie obśmiewana przez komentatorów i wygrała tego szlema w cuglach, jak i teraz, kiedy znacznie wzbogaciła swój repertuar i siłą rzeczy zmieniła sposób gry na bardziej wysublimowany i ekonomiczny.
            Rola Wielkich Sióstr, w tym rola Venus jest równie epokowa jak Sereny, ponieważ sama Serena bez Siostry tej wielkiej rewolucji by nie dokonała, bo do tamga trzeba dwojga, nie ma wielkiego meczu bez dwóch wielkich tenisistów i nie ma wysokiego poziomu, kiedy brak na tym poziomie konkurencji.
            To właśnie pokazał dobitnie również ostatni sezon. W którym Serena była jak samotny biały żagiel na morzu przeciętności.
            Schnyder to ogromny samorodny talent. Nie osiągnęła wielkich sukcesów, chociaż miała na to wystarczający i nawet więcej niż wystarczający potencjał, ponieważ praktycznie przez całą karierę bazowała tylko i wyłącznie na swoim talencie, nie mając profesjonalnego wsparcia ze strony wysokiej klasy trenerów, ani sztabu. Jej talent zmarnowany został głównie przez układy osobiste, które miały dominujący wpływ na wszystkie poczynania na korcie i na tym polegał jej dramat.
            Schiavone zdążyła jeszcze rzutem na taśmę zdyskontować swoje walory tenisowe i osobowe, a Kuzniecową pewnie jeszcze dzisiaj stać na wielki mecz i pokazanie klasy zbliżonej do znaczących postaci z tamtych lat, podobnie jak Ivanovic, być może nawet Zwonarewa. Na dzień dzisiejszy tenis drwi sobie z metryki, co wymownie potwierdził również ostatni sezon. Kvitowa ma jeszcze dużo przed sobą do osiągnięcia, teoretycznie Kerber też, przy założeniu wykonania sporej pracy nad stroną mentalną i znaczącego wzmocnienia osobowości.
            Wszystkie wielkie postacie tenisa, które osiągnęły historyczny sukces, cechowało to, że oprócz wysokiej klasy umiejętności, miały ponad przeciętne, znaczące osobowości. Na dzisiaj tenisistów o porównywalnie wysokich umiejętnościach jest wielu, natomiast jest pewien deficyt wielkich osobowości, a tylko takie są w stanie wykreować naprawdę wielki tenis.
            • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 08.12.13, 17:05
              mówiąc o Serenie miałem na myśli raczej opinie krytyczne pojawiające się wobec niej ze strony laików tenisowych których mamy jak wiesz też wśród dorywczych komentatorów w nadmiarze.

              cieszą mnie słowa uznania dla Marty Domachowskiej, w zakamuflowany sposób przybierające postać pochwał dla Venus. od zawsze mówiłem że Marta jest u nas najlepsza, a wszyscy wiemy że gra stylem najbardziej zbliżonym do Venus Williams. nie mówiłem że jest słaba, tylko że dominacja sióstr Williams nie jest taka przezroczysta jak by się mogło wydawać.

              początki gry tych dziewczyn to był dramat. grały gorzej od wielu dzisiejszych juniorek. kiedy ogładziły trochę swój tenis nie miały ciągle wiele do powiedzenia z Davenport, która grała dużo precyzyjniej, bezbłędniej, i bez większego wysiłku wygrywała punkty z miejsca. siostry za to lepiej się ruszały i tu mogły szukać swojej szansy.

              potem przyszła mocniejsza czołówka w której już nie dominowały, i nawet zaaplikowały sobie wyraźną przerwę. potem wróciły no i grały bardzo dobrze, ale trudno w tych czasach powiedzieć że nawet Serena była wyraźniej lepsza od reszty. chociaż też trudno było wskazać kogoś wyraźnie lepszego od sióstr.

              a tu podstępnie przemykają tu i ówdzie opinie, jakoby siostry Williams dwuosobowo zrewolucjonizowały tenis i prześcignęły swoją epokę. Twoja prelekcja też ocierała się o taką wymowę. a to nieprawda. jeśli chodzi o styl gry to prekursorski styl pokazywała Kurnikowa i Davenport które się pojawiły wcześniej. Seles, Pierce, Capriatti, ale też Schett, Majoli i kilka innych to była jak najbardziej współczesna wersja tenisa. z czasem do tenisa sióstr Williams dołączyły inne panie które uderzały mocno ale już nie tak skutecznie. tenis ten też ma swoje mankamenty. w ogromnym stopniu uzależniony jest od atletycznej kondycji, której brak mocno ogranicza grę obu tenisistek. o ile dzisiaj najbardziej wszechstronna Serena jest w stanie niemoc fizyczną pokonać, o tyle Venus z wyraźnie węższym spektrum możliwości nie gra jak fizyczność nie siedzi idealnie.

              myślę że bardziej przyszłościowy tenis zaprezentowała Davenport, dlatego że mogła wygrywać odbijając na pół gwizdka z miejsca i drepcząc niespiesznie do piłki. właściwie to ja nie przypominam sobie żeby ona biegła prawdziwie po korcie. a wiemy nie od dziś, że im mniej tenisista biega po korcie, tym wydaje się bardziej arystokratyczny.

              niżej już jest gorzej. nie każdy musi chcieć osiągnąć historyczny sukces. trochę by się przydało żeby zrobił taki wyskok raz w życiu z formą na kilka/naście miesięcy, ale też bez przesady. oczywiście kibicując danemu zawodnikowi czy jego podejściu do tenisa, stylowi, osobowości wolelibyśmy żeby grał jak najlepiej, jak najdłużej, ale to w sumie nie decyduje o ocenie tej postaci. dlatego myślę że Schnyder możemy spokojnie postawić powyżej sióstr Williams, i Kurnkową też. przecież było widać jak dobrze grają.

              • Gość: Luka Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 08.12.13, 23:25
                Roli Wielkich Sióstr, ich zasług dla światowego tenisa, w żadnym razie nie należy sprowadzać, ani ograniczać li tylko do okresów dominacji, wyjąwszy casus Sereny, bo ich rola polegała na czymś dużo więcej. To oczywiste, że nie pojawiły się na tenisowej plaży, wręcz przeciwnie, rozpoczynały karierę kiedy tenis damski miał się mocno, czołówka była nafaszerowana znaczącymi postaciami, a poziom, status i prestiż pierwszej dziesiątki, czy dwudziestki znaczył nieporównywalnie więcej, niż w ostatnich 5, czy więcej latach. Więc przebić się wcale nie przyszło łatwo, lekko i przyjemnie. Obie grały tenis nazwijmy to umownie siłowy i zgadza się, w stosunku do tenisa Davenport, czy jeszcze paru innych toporny i słabo wykształcony, ale na swój sposób niebezpieczny właśnie przez to, że był nie uładzony, przy tym mocny i nieprzewidywalny. Pojawienie się Dwóch Sióstr, grających taki nieobliczalny tenis stanowiło w y z w a n i e dla najlepszych, dla nich samych był stymulacją, rywalizacją, z upływem czasu coraz mniej mistrzyń było w stanie im sprostać. Wielkie Siostry nigdy nie były uczennicami, od początku do dzisiaj na korcie zawsze chciały pełnić podmiotową rolę i kreować grę, urodzone do gry mistrzowskiej, nie musiały przerastać mistrzów, bo same w swoim stylu są mistrzyniami, chociaż każda w nieco innym, Venus bardziej eleganckim, lepiej technicznie ułożonym i szlachetnym, Serena bardziej uniwersalnym i agresywnym. Ich ogromna rola polegała na tym, że rywalizując ze sobą i innymi mistrzyniami, wymuszały, windowały poziom tenisa, a w pewnym okresie mogły już tylko rywalizować ze sobą i naprawdę z wielkimi mistrzyniami. Sam piszesz, że najlepszy tenis Zvonarewa, Kuzniecowa, Szarapowa i inne grały najlepiej, kiedy grało pokolenie Sióstr Williams i to prawda. To samo tyczy Henin, Mauresmo, Davenport, Clijsters, Pierce, mogły na równych warunkach mierzyć się z Siostrami, które dla każdego kolejnego pokolenia stanowiły wyzwanie, z tym że Siostry stać na to do dzisiaj. Venus w końcówce sezonu zagrała znakomite mecze, na poziomie jakim na ten moment dziewięć z pierwszej dziesiątki może tylko pomarzyć. Kuzniecowa zagrała z Sereną wielki mecz, tylko dlatego że grała właśnie z Sereną, tak, jak wcześniej wielkie mecze potrafiły z nią zagrać Bartoli, Kerber, Stosur, czy Lisicka. Henin, młodsza, przeszła już do historii, wiele innych osiągnęło dużo i znaczyło wiele, ale tylko nieliczne postacie wniosły i potrafiły w wymiarze większym, niż tyczącym swojego pokolenia wyznaczyć tak wysoko i utrzymać tak długo mistrzowski pułap, jak uczyniły to Wielkie Siostry , które nadal są w grze i oby jak najdłużej
                • Gość: Autorytet Moralny Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 09.12.13, 01:25
                  no dobrze, chodziło mi o to żeby nie zabrzmiało to tak, że siostry Williams nadały jako jedyne ton jakiejś przyszłości tenisa, i zdeklasowały wszystkie rywalki, tak jak wiele najgłośniejszych postaci w historii dyscypliny, jaką jest tenis, połączyły skuteczność z grą na najwyższym poziomie i dlatego się o nich mówi dużo. grę na porównywalnym poziomie prezentowało jednak sporo innych kobiet, może nie jakieś tabuny, ale taką trzódkę to byśmy uzbierali, natomiast wyniki + grę prezentowało kilka mniej ale ciągle z 5-10 można by naliczyć. należy też rozgraniczyć mniej wszechstronny i bardziej uzależniony od siły tenis Venus, chociaż złożony z kilku elementów na najwyższym poziomie, oczywiście technicznych elementów, bardziej jednostronny, wyspecjalizowany od jak na warunki kobiecego tenisa doskonałego technicznie tenisa Sereny który może konkurować o miano najwszechstronniejszego w historii, obok Henin. mówienie o siostrach Williams jako parze, oczywiście ma swoje uzasadnienie, ale jednak wymyka się dostatecznej precyzji.

                  do zasług Sereny też przypisałbym zachowanie które można by określić wysoce kulturalnym, chociaż do wyrażeń Kurnikowej sporo jej jeszcze brakowało.

                  • Gość: Luka Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 09.12.13, 11:56
                    Właśnie fakt, że Wielkie Siostry były d w i e, miał kapitalne znaczenie dla kobiecego tenisa. Nie chodzi tylko o to, że stanowiąc dla siebie największą konkurencję, poprzez wspólne treningi, grę na takim, nie innym poziomie, w naturalny sposób umożliwiały sukcesywne testowanie i zwyżkowanie własnych umiejętności, ale co istotne grając w tych samych, czy różnych turniejach, razem, czy wymiennie, stymulowały i gwarantowały zwyżkowanie poziomu damskiego tenisa w wymiarze w pewnych aspektach nieporównywalnym do wpływów, jakie na rozwój tenisa miał w swoim czasie nawet tak fantastyczny, spektakularny i indywidualny tenis Navratilowej, czy równie spektakularny, ale bardziej jednowymiarowy tenis Graff. Wielkich mistrzyń, grających wielki tenis, również stylowo może nawet ciekawszy od tenisa choćby Sereny, które odcisnęły piętno wyjątkowego indywidualizmu, było wiele. Z dzisiejszego punktu widzenia dokonania wielkich i największych mistrzyń, nie miały tak dużego wpływu na ścieżki rozwojowe i kontrolę poziomu tenisa w ciągle jeszcze otwartej przestrzeni czasowej, jaki do dzisiaj jest udziałem Wielkich Sióstr i ta historia, tak wiele razy skazywana na wymarcie, nie jest zakończona, a historia Sereny będzie żyła, póki będzie żył tenis.
                    • Gość: Autorytet Moralny Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 09.12.13, 21:38
                      przeceniasz rolę sióstr Williams jednakże.

                      w każdym momencie była grupa zawodniczek do której można było równać, poza ostatnimi latami ale wiąże się to z absencją tenisistek które były najlepsze z ponad 5 lat temu.

                      siostry Williams są ciekawsze od powrotu bo miały albo zbyt dużą konkurencję i nie dało im się dominować, albo dlatego że są już starsze i muszą nadrabiać braki fizyczne.

                      na swój sposób nawet dziwi mnie nieskuteczność gry Venus Williams, ponieważ czasami grała bardzo dobre mecze a ledwo je wygrywała, bądź przegrywała na oko prezentując serie bardzo dobrych akcji.

                      ogólnie nie ma co popadać w egzaltację.

                      dwie, to były i siostry Malejewe. i co z tego? równie dobrze można zrobić zestawienie Malejewa lepsza plus jakaś tam Rubin czy Date-Krumm i będzie to miało taki sam wpływ na rywalki jak siostry Malejewe. wpływ sióstr Williams był spory na konkurencję, ale bez przesady w końcu! większy wpływ wywarła personalnie Davenport, w pewnych okresach Graf, czy później Henin. nie ma co przesadzać z superlatywami. to że były dwie też trochę dziwnie się oglądało jak grały ze sobą, bo przecież jak to uznać za mecz na śmierć i życie. mnie się natomiast podoba to że nie próbowały naraz za wszelką cenę dominować w tenisie, i dzięki temu mieliśmy zaciętą rywalizację w której siostry nawet jak by były pościgowymi a nie przodownikami pracy. to taka trochę funkcja jak Riosa czy Gonzaleza, zawsze najgroźniejsi, ale dużą część sezonu grający trochę w tle. ale zawsze mogą wyjść i wygrać i zaskoczyć. w zasadzie dopiero teraz tak Serena dominuje, a gra dużo słabiej niż kiedyś. przecież rusza się dużo mniej, i trzy razy wolniej, do tego pewnych uderzeń sprawnościowych nie wykonuje w ogóle. a wygrywa łatwiej niż kiedykolwiek dotąd.

                      Serena najlepiej grała w 2008 roku.

                      tak samo można powiedzieć że największy wpływ na tenis miał Agassi bo odciskał piętno od 1988 do 2006 roku, albo bracia amerykańscy Sampras i Agassi bo przez ponad dekadę wyznaczali poziom rozgrywek itd. byłoby coś w tym stwierdzeniu, ale przede wszystkim na amerykańskim hardzie, ale nie można przesadzać. tak to możemy dopiero dojść do laurek za wyznaczanie jakości gry na mączce przez hiszpańskich matadorów spod znaku Bruguery, Mantilli, Corretji, i Costy. masz tendencję do zbyt dużych hiperboli które wywodzisz z prostych łuków.
                      • Gość: Luka Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 10.12.13, 00:39
                        Prawdziwe wielkości nie muszą nic nikomu udowadniać, bo są klasą dla siebie. Nie muszą uganiać się za punktami po podrzędnych turniejach, nie muszą ich ciułać na kiepskich rywalach, czy rywalkach, żeby zapewnić sobie zaszczytne miejsce w rankingu, czy zagwarantować lepsze rozstawienie, drabinki ich nie interesują, bo są w stanie wygrywać z każdym, czy każdą. Dlatego mogą sobie grać kiedy chcą, gdzie chcą, mogą nie grać, mieć kaprysy, a jak im się zechce, to wrócą i sięgną po swoje.
                        Nawet w najlepszych okresach swojej gry i dominacji Wielkie Siostry nie zabiegały o żadne rekordy, szły po swoje najpierw w USO, bo ich ambicją w pierwszej kolejności był swój teren i oczywisty patriotyzm. Zgarnęły tam już od 1999 r cztery kolejne tytuły, nie dając w dwóch pierwszych latach ugrać Hingis, ani Davenport nawet seta, a dwoma kolejnymi podzieliły się między sobą.
                        Drugą równie wielką, s może i większą ambicją był wysoce prestiżowy Wimbledon i tam nie tylko powtórzyły swój wyczyn, tyle że od 2000 r, /Venus załatwiła Lindsay Davenport też w dwóch setach, a Henin w trzech, z tym że w trzecim nie dała jej ugrać nawet gema/.
                        W ciągu kolejnych 13 lat zgarnęły razem dziesięć królewskich tytułów, w tym o cztery walczyły ze sobą, w 2004 Serena przegrała z Szarapową, w 2006 dokładnie nie pamiętam, ale chyba nie grały, w 20011 Serena umierała, a Venus walczyła z nieuleczalną chorobą, z którą zmaga się nadal, co jej nie przeszkadza pokonać w wieku 33 lat vice liderkę rankingu i zagrać kapitalne mecze na super poziomie. Więc proszę nie pitol o siostrach Malejewych, bo nie o tym rozmiarze kapelusza jest mowa. I nie chodzi o to, kto jakie piętno odcisnął w danym okresie, tylko o to czyj tenis, w jakim wymiarze i za czyją sprawą znalazł przełożenie na tenis współczesny i z całą pewnością przyszły, kto te parametry wyznaczył i nadal wyznacza, bo to jest clou epokowej roli Wielkich Sióstr Williams.
                        • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 10.12.13, 01:11
                          o siostrach Malejewych mówiłem w kontekście pokrewieństwa. nie zgadzam się że tenis sióstr Williams odniósł większe piętno niż tenis Davenport i dla przykładu Kurnikowej. myślę że ten duet wywarł minimum takie samo piętno. mimo że w sumie mniej ich w rozgrywkach było. a Ty z pojęcia "siostry" od razu wywodzisz jakąś hiperbolę że jest to jakaś super ważna historia dla tenisa bo są to siostry. z ich punktu widzenia to są siostry niewątpliwie. a z punktu widzenia Znawców, Dyscypliny Jaką Jest Tenis, to dwie oddzielne zawodniczki. i tak jak większy wpływ na tenis mogła mieć Luksandra Dragomir i Amanda Coetzer, niż siostry Malejewe, tak większy wpływ mogły mieć Graf i Seles, albo Henin i Clijsters. dziś, rzeczywiście Serena ale znowu tu mówimy oddzielnie, ma chyba największy wpływ na przyszłość tenisa, bo pokazuje jak się gra "absolutnie". nie mówię przecież że Malejewe grały tak jak Williams, tylko że nie widzę sensu mówić o siostrach jako jakimś zjawisku nadprzyrodzonym które działa razem a nie oddzielnie.

                          co do udowadniania to się zgadzam, i uważam że w ogóle zawodnik nie musi udowadniać nawet w pojedynczym meczu że jest lepszy na wynik o ile pokazuje że jest lepszy na grę. no ale tu można by jeszcze zachować przestrzeń dla jakiejś polemiki. za to oczywiste jest że nie musi udowadniać nic w kolejnych "razach". tylko z tymi chorobami, nie twierdzę że to są choroby słabe, ale do 30+ roku życia większość zawodników ma jakieś cięższe choroby, i dlatego większość albo spada daleko w rankingu i już nie wraca tam gdzie byli przed chorobą, albo kończy kariery. dobrze wiesz czemu siostry Williams mogły sobie pozwolić na próbę powrotu na szczyt, dlatego że w rankingu jest Woźniacka i Radwańska. gdyby tam stała ta sama czołówka co w 2006 roku, mogłyby oczywiście zrobić to samo ale Serena by dziś raczej nie była liderką. z racji chociażby nieregularności startów. nie twierdzę żebyśmy deprecjonowali siostry Williams, z tego co teraz gra sam uważam że nic specjalnie lepszego nie ma. zwłaszcza od Sereny to nie ma na pewno. natomiast to kto się na kim będzie wzorował, i takie tam to proponuję zostawić z boku. wielu tenisistów kiedyś zapewne wzorowało się na Hewittcie, i Hingis. czy to dobrze - chyba znasz odpowiedź?
                          • Gość: MACIEJ Re: Co nieco o paniach IP: *.c3-0.elm-ubr2.qens-elm.ny.cable.rcn.com 10.12.13, 06:13
                            Nie wiem czemu ty z uporem pierd.... o Davenport i Kurnikovej.
                            Kurnikova nic nie ugrala w tenisie a Davenport tylko wtedy jak sie na nia gralo,bo gdy zostala pogoniona od linii do linii to natychmiast odechciewalo jej sie grac.
                            Miala potezny zasieg i to ratowalo sytuacje,ale te jej bieganie po korcie bylo tak pokraczne,ze szkoda nawet o tym wspominac.
                            W tamtym okresie nie bylo zbyt duzo zawodniczek ,ktore moglyby pogonic Davenport z rogu w rog i dlatego udawalo sie jej cokolwiek ugrac.
                            Teraz poziom rozgrywek jest duzo wyzszy i wiele zawodniczek gra po rogach dlatego Mladenovic czy Pliskove maja takie problemy z przebiciem sie,mimo ze lepiej biegaja od Davenport.
                            • Gość: Autorytet Moralny Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 10.12.13, 14:49
                              Macieju, nastąpiło niezrozumienie intencji mojej wypowiedzi.

                              rozmawiamy o klasie gry a nie klasie poruszania i zdobywania wyników. zarówno ja jak i Luka uważamy że nie trzeba odnosić wyników żeby mieć największy wpływ na dyscyplinę i być najwyższej klasy tenisistą. proponuję przeczytać wnikliwie historię tematu.

                              zaznaczyłem w niej że ten kto nie rusza się po korcie jest lepszym tenisistą od tego kto biega od rogu do rogu. im mniej ktoś biega, a do tego wygrywa tym jest lepszym. przecież dziś Serena czy Szarapowa mniej się ruszają od wszystkich innych tenisistek. mają to lepiej opanowane niż Davenport, ale jej wielkość polegała na tym że z miejsca kończyła piłki i nie musiała biegać i bronić się jak zwierzak.

                              zarówno Kurnikowa jak i Davenport nie starały się za bardzo wygrywać. jedna chciała grać jak najładniej, a nie jak najskuteczniej, mając potencjał do gry na wyniki zdecydowanie większy niż w tym czasie siostry Williams. natomiast Davenport nie zniżała się do głupiego biegania z rogu do rogu, i grała na swoich warunkach, a jak ktoś umiał zagrać ryzykownie i kątowo to często zbierał punkt, tylko ile osób mogło tak zagrać piłkę przeciw Davenport?

                              zastanów się co piszesz, bo z Twojego posta można by odnieść wrażenie że lepszy jest ten kto lepiej i więcej biega i bardziej mu zależy na wygranej. z tego wyjdzie że Nadal i Woźniacka są najlepsi na świecie.

                              oczywiście że bronią na Davenport było ją ruszyć z rogu do rogu tylko kto to umiał zrobić, to raz? a dwa, przecież Davenport świadomie oddawała te punkty bo jej się nie chciało biegać i bronić, co czyni z niej wielką tenisistkę od tenisa najwyższego. Kurnikowa nic nie ugrała bo nie chciała porzucić figury i lekkości gry na rzecz ostrych treningów i silenia się na wygrywanie poważne za wszelką cenę. to tak jak byś powiedział że Gasquet jest gorszy od Murraya bo gorzej znosi kondycyjnie spotkania. z tym że Gasquet ma kilka innych mankamentów, których nie miała Kurnikowa.

                              obie te tenisistki były przed siostrami Williams wielkimi gwiazdami a siostry Williams, w tym czasie nadrabiały sprawnością fizyczną żeby móc z nimi wygrać. to co cenię w tenisie sióstr Williams, to styl gry, ale nie atletyczna obudowa która go podpiera. dziś, być może ta siła w przypadku Sereny nie ma takiego znaczenia, tak czy inaczej na pewno nie wygrywa dlatego że lepiej biega. w tej chwili jej poruszanie po korcie i strategia gry przy innej stylistyce odbić, robi się podobna do Davenport. a przez niektórych chwalona Kvitova, do Davenport nawet nie ma jeszcze 1/3 dystansu, nawet jak się lepiej porusza.

                              • Gość: MACIEJ Re: Co nieco o paniach IP: *.c3-0.elm-ubr2.qens-elm.ny.cable.rcn.com 10.12.13, 15:29
                                Davenport grala podobnie jak Del Potro,jak pilka byla w zasiegu to posylala takie bomby ze trudno bylo je odebrac,ale jak pilka byla za daleko...to trudno.
                                Kournikova i Kirilenko maja niemal identyczne sylwetki,z tym ze Kirilenko nie dosc ze gra lepiej,to jeszcze wyglada o klase lepiej od Kournikowej,ktora ma prosta wsiowa urode i dlatego z jakims Hiszpanem sie zadala.
                                Kournikova ma 32 lata czyli tyle co Serena i przestala grac w tenisa 10 lat temu.
                                • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 10.12.13, 22:36
                                  Macieju, a którym Ty Maciejem jesteś, że się zapytam? bo kiedyś na forum był Tata Maciej, Duńczyk Maciej - Artur, oraz miał być Maciej - junior syn. mówisz w każdym razie jak Tata - Maciej, który mówił że ma żonę jak Kirilenko. gratuluję Tacie Maciejowi gustu, a Juniorowi Maciejowi mamusi. niemniej jednak do łóżka uważam że Kurnikowa mogłaby być lepsza. nie wiem czy wiesz ale w wielu prestiżowych filmach upodabniano modelki do Kurnikowej, natomiast do Kirilenko nawet nie słyszałem o takim przypadku. Kurnikowa już nie gra, dlatego że wolała się zająć działalnością alternatywną po kontuzji. natomiast styl gry Kurnikowej to była perfekcja stylu gry Szarapowej + Pennety + Venus Williams + Kirilenko, tylko grana bez użycia siły za to z największym z nich wszystkich przyspieszeniem piłki, i precyzją plasowania zagrań, najniższym torem lotu nad siatką, i najbardziej technicznym wykonaniem. Kirilenko gra dobry tenis, wielokrotnie ją chwaliłem, jednak to co gra Kirilenko "na siłę" żeby zagrać najlepszą z możliwych piłek, Kurnikowa grała z lekkością komara, za każdym razem.

                                  Davenport grała najmniej ruchliwy tenis dlatego mówimy że grała tenis arystokratyczny. Del Potro to już problemy ze wzrostem, w sumie źle się nie rusza, ale przy Nadalu, Ferrerze i takich biegaczach nie da rady im dorównać. gdyby ktoś taki jak Del Potro biegał jak Federer to nie było by na niego kalibra.

                                  • maksimum Kirilenko-Kournikova 6:0. 10.12.13, 23:52
                                    www.wtatennis.com/head2head/player1/4285/player2/9891
                                    Jak to sie stalo,ze przy tej niby dobrej grze Kournikova nie wygrala zadnego turnieju,a Kirilenko wygrala ich 6?
                                    Poza tym Kournikova ma nalana, obla twarz i ciezko sie na to patrzy z bliska,dlatego zadaje sie z jakims Hiszpanem.
                                    Kirilenko jest szybka,wysportowana i ma rysy twarzy w przeciwienstwie do Kournikovey.
                                    Lada dzien doopa i policzki Kournikovey beda wisiec,bo to jest taka uroda,a Kirilenko jest jedrna.
                                    • maksimum Re: Kirilenko-Kournikova 6:0. 11.12.13, 00:12
                                      Tu masz wsiowa Kournikova:

                                      www.youtube.com/watch?v=flJC1dOyIV8
                                      A tu jest Kirilenko:


                                      www.youtube.com/watch?v=i3api0R0Vig
                                      • maksimum Re: Kirilenko-Kournikova 6:0. 11.12.13, 00:31
                                        A tu jest Kournikova w 2009 czyli w wieku 28 lat a buzie ma zjechana na 35 lat.
                                        No i ten tatuaz na zadzie dodaje jej uroku.

                                        www.youtube.com/watch?v=6ZAhLDWxtyA
                                        • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Kirilenko-Kournikova 6:0. IP: *.dynamic.chello.pl 11.12.13, 00:57
                                          jako Ekspert, pragnę zauważyć że jest coś takiego jak seksapil a nie tylko posągowa uroda. nie twierdzę tym samym że Serena Williams jest seksbombą, ale gdybyś zapytał grono prawdziwych mężczyzn która z sióstr Williams jest bardziej seksi, wynik byłby przesądzony. z profilu zdecydowanie bardziej podoba mi się Venus. jeśli jednak zobaczysz jak się zachowują na korcie, i poza nim bardziej hot będzie Serena. podobnie jest w przypadku Kurnikowej. to najbardziej seksowna laska jaka grała w tenisa i osiągała jakieś wyniki. komuś się może bardziej podobać Sabatini, specyficzny gust, albo Kirilenko. nie jest zła, ale nie jest tak seksowna. można zawsze wyszukiwać jakieś niuanse, ale tak jak najlepszy tenisista ma najwięcej testosteronu, tak najlepsza tenisistka estrogenów. okiem Eksperta stwierdzam że więcej estrogenów ma Kurnikowa.

                                          a jak ktoś ma więcej estrogenów, to ma na myśli czasem inne sprawy niż dogranie do końca turnieju.

                                          nie wiem czy to jest dyskusja o tym czy Kurnikowa jest lepsza czy Kirilenko, bo jak tak to nie wygrasz. jeśli chcesz żebym uznał że bardzo od siebie nie udstępują to uznam, aczkolwiek to co przychodziło z lekkością Kurnikowej, Kirilenko przychodzi większym nakładem pracy i wysiłku, więc Kurnikowa musiała być lepsza w naturze.

                                          pytasz, czemu Kurnikowa nie wygrała żadnego turnieju. ale spójrz w jakich grała przed kontuzją, i z kim przegrywała, a poza tym jakie to były czasy i jakie rywalki. Kurnikowa zaliczyła tam 6 chyba miejsce w rankingu w tamtych czasach a Kirilenko ledwo zbliżyła się z 2 razy do 10, w czasach kiedy w środku 10 jest Radwańska, i Woźniacka na czele. nie wiem jak wiele turniejów trzeciej ligi grała Kurnikowa, ale z tego co pamiętam to ich nie grała. Kirilenko w turniejach wyżej punktowanych lepiej na pewno nie wypada.

                                          no i styl gry. Kirilenko tak jak Kurnikowa, próbuje grać ładnie i atrakcyjne warianty wybiera. nie uderza przypadkowych piłek, wszystko ma mieć styl. jednak ciągle w jej tenisie jest wiele dobrych piłek, i trochę z najwyższej czy prawie najwyższej półki. racja że mało jest przepychaczy i średniaków. Kurnikowa praktycznie grała same bardzo dobre piłki celując po liniach i narożnikach, co świadczy o tym że jednak możliwości miała większe.

                                          spróbuj zestawić wyniki Kurnikowej z najlepszymi tenisistkami, i porównaj do Kirilenko.
                                          • maksimum Re: Kirilenko-Kournikova 6:0. 11.12.13, 07:34
                                            Gość portalu: Wypowiedź Eksperta napisał(a):

                                            > ale gdybyś zapytał grono prawdziwych mężczyzn która z sióstr Williams jest bardziej seks
                                            > i, wynik byłby przesądzony. z profilu zdecydowanie bardziej podoba mi się Venus
                                            > . jeśli jednak zobaczysz jak się zachowują na korcie, i poza nim bardziej hot będzie Serena.

                                            Prawdziwy mezczyzna zawsze wybierze Serene.

                                            > podobnie jest w przypadku Kurnikowej. to najbardziej seksowna las
                                            > ka jaka grała w tenisa i osiągała jakieś wyniki.

                                            Juz Domachowska jest o klase ladniejsza od Kournikovej.Znalazlaby sie tez 100-tka innych,chociazby Ashley Harkleroad

                                            www.tennisforum.com/showthread.php?t=473083
                                            Ma 28 lat,meza,2 dzieci i czasami komentuje w amerykanskiej tv.

                                            Kournikova to jest 32 letnia pyzata wydmuszka,ktora moze imponowac na wiejskich weselach.

                                            > komuś się może bardziej podoba
                                            > ć Sabatini, specyficzny gust, albo Kirilenko. nie jest zła, ale nie jest tak seksowna.

                                            Ekspertem od sexu to ty niestety nie jestes.

                                            > aczkolwiek to co przychodziło z lekkością Kurnikowej, Kirilenko
                                            > przychodzi większym nakładem pracy i wysiłku, więc Kurnikowa musiała być lepsza
                                            > w naturze.

                                            Czy ty czlowieku nieprzytomny jestes?
                                            Jakby cokolwiek Kournikovej przychodzilo z lekkoscia to by wygrala kilka turniejow w swojej karierze.Zeby wygrywac to trzeba cos w sobie miec,a ona tego nie ma.
                                            Kournikova to jest prosta dziewczyna ze srednim talentem,z ktorej na sile probowano zrobic tenisistke i co bylo do przewidzenia-nie wyszlo.
                                            Ona juz w wieku 9 lat byla na Florydzie u Bollettieriego i tlukla codziennie w tenisa by splacic dlugi na jej szkolenie.
                                            Bollettieri kosztuje 70 tys rocznie

                                            www.imgacademy.com/sites/default/files/Tennis_Academy_Rate_Card.pdf

                                            Od 9-14 roku zycia to sie troche uzbieralo.
                                            I te 70 tys rocznie jest bez indywidualnego treningu.Indywidualnie dobry trener liczy sobie 100 doll/h.

                                            > pytasz, czemu Kurnikowa nie wygrała żadnego turnieju. ale spójrz w jakich grała
                                            > przed kontuzją, i z kim przegrywała, a poza tym jakie to były czasy i jakie rywalki.

                                            Rywalki byly duzo slabsze niz Serena,Azarenka,Sharapova.

                                            Kirilenko 2x pokonala Azarenke a taka Isia czy Kournikova moga sobie tylko o tym pomarzyc.

                                            www.wtatennis.com/head2head/player1/4285/player2/9891

                                            > spróbuj zestawić wyniki Kurnikowej z najlepszymi tenisistkami, i porównaj do Kirilenko.

                                            www.wtatennis.com/head2head/player1/4285/player2/9044
                                            www.wtatennis.com/head2head/player1/9891/player2/9044
                                            Czy ty rzeczywiscie nie widzisz,ze Kournikova to jest klucha bez energii,a Kirilenko to jest kobitka z ikra.
                                            Kournikova pograla pare lat pod okiem najlepszych amerykanskich trenerow,plecy jej wysiadly jak Safinie i po karierze,nie wygrywajac zadnego turnieju w singlu.
                                            Kirilenko uczyla sie grac w Rosji i duzo lepiej na tym wyszla.
                                            Ja sie dziwie jak to mozna nie widziec roznicy miedzy nimi.
                                            Kirilenko ma klase,a Kournikova zwisajace cialo i tatuaz na zadzie.
                                            Kournikova to jest taka szpaniara dla ubogich.Gdybym ja do domu przyprowadzil,to wlasne dzieci by mnie z wlasnego domu wygonily.
                                            • Gość: j. Eksperci od seksu IP: *.dynamic.chello.pl 11.12.13, 10:27
                                              maksimum napisał [do Wypowiedzi Eksperta]:

                                              > Ekspertem od sexu to ty niestety nie jestes.

                                              Jak to nie jest??? Przecież pieprzy bez ustanku? Już jedenaście sążnistych postów w tym wątku umieścił i nie zanosi się, by miał skończyć....

                                              No, dobra, wiem, w szczytowej formie ty potrafisz napieprzyć jeszcze więcej. Zgódźmy się, że obaj jesteście ekspertami od "seksu".
                                              • Gość: MACIEJ Re: Eksperci od seksu IP: *.c3-0.elm-ubr2.qens-elm.ny.cable.rcn.com 11.12.13, 23:09
                                                Wyjdzie no to ze ktora ma wiecej tatuazy ta jest bardziej seksy.
                                            • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Kirilenko-Kournikova 6:0. IP: *.dynamic.chello.pl 12.12.13, 00:31
                                              wychodzi na to że jesteś kibolem Kirilenko i ruskiego tenisa :).

                                              osobiście poza Schnyder nie wdziałem w czołówce większego talentu od Kurnikowej. Ivanovic, Hingis, Henin, Szarapowa, Dokic i inne odpadają w przedbiegach. dalej to dyskusja o konieczności potwierdzenia klasy wynikiem której nie uznaję, a na którą wcześniej czy później niektórzy się powołują. a Radwańska ma finał Wimbledonu w momencie kiedy gra Kirilenko, więc zapewne jest dla Ciebie lepsza i w ogóle bardziej seksi.

                                              nie pogrążaj się. Kurnikowa wiedziała jaki ma talent, bardziej starała się o urodę gry niż o wyniki, grała bardzo mało, miewała gorsze dni, z reguły z najlepszymi przegrywała zbyt bezkompromisowym - stawiającym na urodę zagrań - stylem gry. Kirilenko gra dużo bardziej serio, zaciska piąstkę, motywuje się jak może, i widać że niekiedy daje z siebie 100% wysiłku. i i tak średnio jest 30. a Kurnikowa bez wysiłku z dużo groźniejszą czołówką średnio była 10. w czasach kiedy nie było Szarapowej, była Graf, Davenport, Seles itp. Serena to 1 zawodniczka, i jakoś jako rówieśniczka Kurnikowej lepsza od niej w młodym wieku nie była, a zaczynały z siostrą od 14 na kortach pogrywać. od początku rozmawiając o Kurnikowej nie mówimy ile zdobyła, bo to nie ten typ tenisistki, która grała poważnie na punkty.

                                              myślę że Kurnikowa spokojnie spłaciła Bolletteriego jednym kontraktem poza kortem :).

                                              dlatego mogła sobie grać dla przyjemności, a nie dla wyników. dla niektórych to przykład anty-sportowej postawy, dla mnie wzór normalnego postępowania. skoro nie muszę się utrzymywać z gry, gram tak jak mi się chce i jak lubię. dopóki sprawia przyjemność gram, a jak nie sprawia - nie gram.

                                              Kirilenko nie musi zarabiać bo ma bogatego tatusia od urodzenia, ale policz ile zarobiła poza kortem i porównaj do Kurnikowej. widzę że lubisz dziewczynki z dobrego domu, ale gwarantuję Ci, że zawsze im czegoś brakuje :)

                                              • Gość: MACIEJ Re: Kirilenko-Kournikova 6:0. IP: *.c3-0.elm-ubr2.qens-elm.ny.cable.rcn.com 12.12.13, 05:36
                                                Gość portalu: Wypowiedź Eksperta napisał(a):

                                                > a Radwańska ma finał Wimbledonu

                                                Radwanska to jest jeden wielki przypadek w WTA.
                                                Trzeba przyznac ze ma szybkosc,ale juz powoli zaczyna slabnac i bedzie szybko spadac.Wyrobila sobie niezly serw w miedzyczasie,wiec mlode zawodniczki moze jeszcze postraszyc,ale #32 Bouchard nie da rady.



                                                > Kirilenko gra dużo bardziej serio, zaciska piąstkę, motywuje się jak może,
                                                > i widać że niekiedy daje z siebie 100% wysiłku. i i tak średnio jest 30. a Kurn
                                                > ikowa bez wysiłku z dużo groźniejszą czołówką średnio była 10.

                                                Rzut okiem na ranking wykazuje,ze lzesz jak bura suka.

                                                www.wtatennis.com/players/player/4285
                                                www.wtatennis.com/players/player/9891
                                                Najlepszy ranking na koniec roku z 9 najlepszych lat:
                                                Kournikova: 8,12,13,32,35,65,74,281,305.
                                                M.Kirilenko:14,19,20,25,28,30,31,63,148.

                                                Jesli wezmiesz srednia z 9 lat to zdecydowanie lepsza jest Kirilenko.Tak samo srednia z 6-8 tez jest na korzysc Kirilenko.
                                                Srednia z 5 najlepszych lat Kournikova ma 20,a Kirilenko 21,2.

                                                I Kirilenko wlasnie teraz w wieku 25-26 lat ma najlepsze wyniki w karierze.

                                                > myślę że Kurnikowa spokojnie spłaciła Bolletteriego jednym kontraktem poza kortem :).
                                                >
                                                > dlatego mogła sobie grać dla przyjemności, a nie dla wyników. dla niektórych to
                                                > przykład anty-sportowej postawy, dla mnie wzór normalnego postępowania. skoro
                                                > nie muszę się utrzymywać z gry, gram tak jak mi się chce i jak lubię. dopóki sp
                                                > rawia przyjemność gram, a jak nie sprawia - nie gram.

                                                Bzdury opowiadasz.

                                                www.wtatennis.com/head2head/player1/4285/player2/9499

                                                Sharapova na korcie zgarnela ponad 26 mln doll a Kournikova ponad 3 mln i zobacz jak zachowuje sie Sharapova a jak Kournikova.
                                                Poza kortem Sharapova zarobila duuuuuuzo wiecej niz Kournikova i jak ma kontuzje to ja leczy i wraca na kort i znow gra czolowy tenis,mimo ze uskubala juz sporo pieniedzy.
                                                Sharapova i Kirilenko nie maja tatuazy a Kournikova ma,no wiec zgadnij kto mnie sie bardziej podoba.

                                                > Kirilenko nie musi zarabiać bo ma bogatego tatusia od urodzenia, ale policz ile
                                                > zarobiła poza kortem i porównaj do Kurnikowej. widzę że lubisz dziewczynki z d
                                                > obrego domu, ale gwarantuję Ci, że zawsze im czegoś brakuje :)

                                                Dziewczynkom z dobrego domu brakuje tatuazy i to mnie sie podoba.
                                                • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Kirilenko-Kournikova 6:0. IP: *.dynamic.chello.pl 12.12.13, 13:54
                                                  tylko że Kurnikowa grała bardziej serio w tenisa w singlu, tak z 3 lata :)

                                                  • Gość: MACIEJ Re: Kirilenko-Kournikova 6:0. IP: *.c3-0.elm-ubr2.qens-elm.ny.cable.rcn.com 12.12.13, 18:31
                                                    > tylko że Kurnikowa grała bardziej serio w tenisa w singlu, tak z 3 lata :)

                                                    Gdyby byla dobra tak jak Serena to by grala na serio 15 lat,niestety byla slaba i grala tylko 3 lata.

                                                    Serena 1-szy US Open wygrala w 1999 a ostatni w 2013.
                                                    Kontuzje ktore miala Serena byly spowodowane poza kortem,bo gdyby nie to to mialaby ze 3 szlemy wiecej w kolekcji.
                                                    Probujesz bronic dziewczyny,ktora srednio nadawala sie do sportu i na sile robiono z niej modelke i skonczyla z Hiszpanem,ktorego spiewania nie slyszalem,ale nawet ozenic sie z nia nie chce.
                                                    Ma 32 lata,kupe wolnego czasu i dzieci tez nie ma,wiec chyba nie o to jej w zyciu chodzilo.
                                                    Fachowcy od reklamy wmowili co mniej rozgarnietym,ze ona jest sexy,no bo jak jej w zyciu nic nie wychodzi,to trzeba sie czegos trzymac.
                                                    Kirilenko jest sexy i sie z tym nie obnosi a Kournikova jest cheap i sie z tym obnosi.
                                    • Gość: j. Re: Kirilenko-Kournikova 6:0. IP: *.dynamic.chello.pl 11.12.13, 02:43
                                      maksimum napisał:

                                      > Kirilenko jest szybka,wysportowana i ma rysy twarzy w przeciwienstwie do Kournikovey.

                                      Kurnikowa nie ma rysów twarzy?

                                      Masza Kirilenko to była śliczna panienka, ale teraz zrobiła sie muskularna jak hokeista i ja już na nię patrzeć nie chcę.

                                      Czy to prawda, że od przyszłego sezonu Masza ma grać w Washington Capitals, na prawym skrzydle? Toby wyjaśniało, dlaczego nie ma jej na liście startowej żadnego turnieju w styczniu.
                                      • maksimum Re: Kirilenko-Kournikova 6:0. 11.12.13, 08:03
                                        Kournikova ma 32 lata,od 12 lat jest z E.Iglesiasem i ani dzieci ani slubu nie ma.

                                        To jak sie pytam:o co kaman?

                                        Pieniadze maja,wiec o co bryka w jej zyciu?
                                      • maksimum Re: Kirilenko-Kournikova 6:0. 11.12.13, 08:22
                                        Gość portalu: j. napisał(a):

                                        > Toby wyjaśniało, dlaczego nie ma jej na liście startowej żadnego turnieju w styczniu.

                                        Pod koniec pazdziernika w Sofii poddala mecz z Cornet w 1-szym siecie jakbys nie pamietal na stare lata.
                              • Gość: Luka Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 12.12.13, 11:49
                                Panu ekspertowi oczywiście tylko się wydaje, że wie co uważa Luka, albo że coś razem uważamy, bo każdy z nas uważa, widzi i ocenia diametralnie inaczej.
                                Wyniki weryfikują umiejętności i potwierdzają klasę, albo nie. Zawodników o dużych umiejętnościach, potrafiących dobrze grać i na wysokim poziomie było i jest wielu, tylko z tych wielu, bardzo niewielu było, czy jest w stanie osiągnąć wysoką, najwyższą, mistrzowską klasę.
                                W tenisie, jak w kolejnych szkołach i w życiu, tyle, że testy zdaje się przez całą karierę i na każdym poziomie. Sprawdzasz się, potwierdzasz kwalifikacje, dostajesz świadectwo, przechodzisz do następnej klasy, następnej, bardziej wymagającej szkoły, w końcu na studia, Takim świadectwem maturalnym w tenisie umożliwiającym dostanie się na studia, jest wejście do pierwszej setki, które otwiera różne szanse i możliwości, w tym grania w szlemach bez kwalifikacji i grania z najlepszymi zawodnikami. Są szanse przestać być uczniem i pobierać tylko nauki, chociaż niektórzy wolą dbać tylko o zaliczenia, natomiast bardziej ambitni dążą do objęcia jakiejś katedry, albo więcej niż jednej. Wtedy nie wystarczy myśleć tylko o zaliczeniach, trzeba uczyć się i umieć wygrywać z najlepszymi, żeby kiedyś wygrać szlema, a nie zostać tylko wiecznym i dobrze zapowiadającym się studentem.
                                Natomiast zgadzam się, że nie zawsze, nie wszystkie wyniki, nie w każdym sporcie, a w tenisie w szczególności, odzwierciedlają poziom umiejętności i nie ma co na silę dorabiać na czyjś użytek wydumanych ideologii.
                                Jest jeszcze tak, że niezależnie od zajmowanego w rankingu miejsca, są tenisiści o potencjale szczególnym, wynikającym z połączenia wybitnego talentu, z walorami psychofizycznymi i osobowymi, który jest potencjałem na mistrzowską grę. nazywam to potocznie, ma papiery na mistrza. Takie papiery na mistrza w mojej ocenie ma niewątpliwie Janowicz , jak też paru innych, chociaż same papiery, to żadna gwarancja, to tylko papier.
                                • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 12.12.13, 13:50
                                  czyli znowu trzeba klarować podstawy.

                                  poziom tenisa buduje poziom zawodników.

                                  poziom zawodników buduje poziom gry w tenisa. a więc umiejętności i chęci do jak najlepszej gry.

                                  poziom wyników nie odzwierciedla poziomu zawodników, ani poziomu gry, ani umiejętności.

                                  uwzględnia ambicję czego nie uznaję w życiu jak i w sporcie, uwzględnia chęć rywalizacji i wywyższania na tle innych, chęć brania udziału w konkurencji, szukanie uznania wśród tych co oceniają tenisistów.

                                  należy więc rozgraniczyć tych którzy są lepsi, od tych co chcą udowadniać wynikami że są lepsi.

                                  porównania szkolne stosuje się do dzieci.

                                  według porównań szkolnych dzieci, które są najlepsze są geniuszami i mają specjalne zdolności czy talenty. jednak oceny najlepsze i tytuły na drodze kariery naukowej mogą zdobywać najbardziej przeciętni ale ambitni uczniowie, i doktoranci.

                                  i teraz pytanie za 100 punktów, czy tenis porównujesz do zawodu inżyniera, mechanika, czy porównujesz do naukowca eksperymentatora, czy artysty.

                                  jeśli porównujesz do inżyniera mechanika to możesz oczywiście hołdować kolejnym testom.

                                  jeśli porównujesz do eksperymentatora to jemu tytuły naukowe są na nic nie potrzebne, bo wolna nauka jest wolna od dogmatów i schematów głoszonych na uniwersytetach i naukowych akademiach. pytanie czy jesteś naukowcem odkrywcą, czy naukowcem inżynierem który może i coś bada, ale rewolucji żadnej nie przynosi.

                                  jeśli porównujesz do artysty, to w tym przypadku cała Twoja teoria lega w gruzach, bo najlepsi artyści nie muszą ani mieć żadnych uczelni, ani tym bardziej mieć tytułów do swojej twórczości. możesz zawsze powiedzieć że kompozytor jednak najczęściej jakieś studia ma, i tworzy muzykę formalną, opartą na wyniesionej z nauki teorii, ale i tak zawsze ten kompozytor ostatecznie jeśli jest dobry, nie wykorzystuje w ostateczności tego czego nauczył się na studiach, ale rozwija kompozycję w swoim indywidualnym kierunku. niemniej jednak, kompozytor to tylko wycinek sztuki, tak zwanej sztuki akademickiej.

                                  kiedy stajemy się dorosłymi ludźmi przestajemy zdawać egzaminy, i chcieć brać udział w konkurencji. niektórzy to uznają za brak szacunku do rywala :). ważne jest to jak grasz w tenisa, i czy osiąganie wyników wiąże się z wyrzeczeniami których nie chcesz ponosić. wyrzeczenia mogą dotyczyć rezygnacji z jakichś spraw życiowych, na przykład figury modelki :), jak i po prostu filozofii i stylu gry w tenisa który przy danych warunkach i podejściu okazuje się nie wystarczająco skuteczny. odłożenia libacji i imprez na bok i wiele innych wyrzeczeń może jeszcze być.

                                  tak czy siak wszystko się sprowadza do tego w sumie czy uważasz że musisz zdawać testy, i zwyciężać w konkursach, czy nie. ja uważam to w długodystansowym ujęciu za bezsensowne. poza tym nie jest możliwe żeby normalny nawet ponadprzeciętny człowiek, był cały czas zdrowy grając zawodowo w tenisa. więc okres kiedy można grać i się nie poświęcać na luziku jest gdzieś liczony max w kilku latach. potem granie z bólem, kontuzjami, to jest jakieś przegięcie.

                                  skuteczność w tenisie buduje niestety w dużym stopniu ta inżynieria, którą można pokonać ale tylko przy wyjątkowej dyspozycji i wysokiej formie. wystarczy to kto jakie ma papiery, bo on jest lepszy. a nie to czy zda w konkursie.
                                  • maksimum Re: Co nieco o paniach 12.12.13, 18:47
                                    Gość portalu: Wypowiedź Eksperta napisał(a):

                                    > poziom wyników nie odzwierciedla poziomu zawodników, ani poziomu gry, ani umiejętności.
                                    >
                                    > uwzględnia ambicję czego nie uznaję w życiu jak i w sporcie, uwzględnia chęć ry
                                    > walizacji i wywyższania na tle innych, chęć brania udziału w konkurencji, szuka
                                    > nie uznania wśród tych co oceniają tenisistów.

                                    Od kiedy zostal wynaleziony pieniadz,stal on sie miernikiem wartosci.
                                    Jak ma sie umiejetnosci i ambicje to sie wygrywa a sie tego nie ma to sie tlumaczy,ze nie wygralem,bo..... i tu wpisujesz co chcesz.

                                    > należy więc rozgraniczyć tych którzy są lepsi, od tych co chcą udowadniać wynik
                                    > ami że są lepsi.

                                    Tak jak w biegu na 100 metrow,medal i kase dostaje 1-szy na mecie,a "najlepszy" przybiega ostatni albo nawet nie kwalifikuje sie do finalu.

                                    > porównania szkolne stosuje się do dzieci.
                                    >
                                    > według porównań szkolnych dzieci, które są najlepsze są geniuszami i mają specj
                                    > alne zdolności czy talenty. jednak oceny najlepsze i tytuły na drodze kariery n
                                    > aukowej mogą zdobywać najbardziej przeciętni ale ambitni uczniowie, i doktoranci.

                                    W Polsce tak moze byc,ale Polska jest biala plama na polu naukowym swiata.

                                    > poza tym nie jest możliwe żeby normalny nawet ponadprzecięt
                                    > ny człowiek, był cały czas zdrowy grając zawodowo w tenisa. więc okres kiedy mo
                                    > żna grać i się nie poświęcać na luziku jest gdzieś liczony max w kilku latach.

                                    Dla srednich i przecietnych zawodnikow tak to wlasnie wyglada.
                                    Federer i Serena maja po 32 lata i graja juz po 15 lat na najwyzszych obrotach.


                                  • Gość: Luka Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 13.12.13, 00:43
                                    Poziom tenisa budują zawodnicy, również, a nawet przede wszystkim poprzez rywalizację, w której ambicja odgrywa kluczowa rolę. To rywalizacja stanowi sens sportu, stymuluje i wymusza w naturalny sposób doskonalenie umiejętności i charakterów, przyczynia się do podnoszenia poziomu
                                    Eksperymenty liczą się tylko te, z których c o ś w y n i k a, najlepiej coś dużego, albo ważnego i nie tylko dla eksperymentującego, ale wielu innych, nie wspominając już o tym, że eksperyment żeby był udany musi się sprawdzić, znaleźć potwierdzenie, a potwierdzeniem udanego eksperymentu w tenisie, jest tylko i wyłącznie skuteczność.
                                    Odkrycia naukowe, dopóki nie zostaną potwierdzone, nic nie znaczą i same papiery też nic nie znaczą, jak nie są potwierdzone wiarygodną i znaczącą pieczęcią.
                                    Nie ten artysta wielki, co tworzy sobie a muzom, tylko ten, którego twórczość stanowi jakąś wartość, a efekt twórczości, jego dzieło przemawia do ludzi, jest pożądane, bo wychodzi naprzeciw potrzebom, gustom i oczekiwaniom, a ludzie oczekują najlepszego dzieła, które będzie sukcesem, więc w tenisie sprawdza się tylko skuteczna twórczość.
                                    Egzaminy i różnego typu sprawdziany zalicza się całe życie i te na korcie i na co dzień, natomiast na podjęcie rywalizacji, czy sprostanie konkurencji na wysokim, czy najwyższym poziomie, nie każdego stać, bo to już dużo trudniejsze zadanie i wyzwanie. Trzeba w nie włożyć coś więcej i dużo więcej, niż to, co się przećwiczyło, wypracowało, sprawdziło, a na to stać już niewielu, chociaż czasem również graczy bez dorobku i znaczącego nazwiska.
                                    Na niższych, mniej eksponowanych półkach, jest podobnie. Gdzieś wyżej z rozczarowaniem piszesz o Kubocie, że nie istniał poza Wimbledonem, jakby te przegrane mecze, na tym etapie Jego kariery miały jakieś nadzwyczajne znaczenie.
                                    Mam dla niego ogromny szacun, że zdołał zaistnieć właśnie w Wimbledonie, gdzie w świetnym stylu, pokazał znakomity, autorski tenis, inny niż masowo grany i taki Kubot będzie zapamiętany. Stakchowskiego też zapamięta świat z tego jedynego meczu, w którym pokonał Federera, wcale nie dlatego że z nim wygrał, tylko w jakim czasie, w jaki sposób i w jakim stylu wygrał. To są te egzaminy tenisowe, niekiedy pieczętujące całą karierę, nie tylko dokumentowaną ilością koron, tytułów, czy lat spędzonych na korcie. Często znakiem kodowanym najmocniej w powszechnej pamięci bywa ten jedyny turniej, jedyny mecz, te pięć minut które się miało i wykorzystało, albo pogrzebało.


                                    • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 13.12.13, 11:34
                                      Maksimum, nie pisz "jak jest", ale jak Ty uważasz. Autorytet możesz mieć tylko jak mówisz w swoim imieniu, a nie jak się mówi czy wypada że jest. często największe Autorytety szły pod prąd modom i utartym poglądom.

                                      pieniądz może jest miernikiem, ale jak tak Kurnikowa z punktu widzenia najlepszej inwestycji jest najlepszą tenisistką. nie musząc ryzykować zdrowia i urody zarobiła najwięcej ze wszystkich dziewczyn, grając relatywnie najmniej.

                                      a czy przez pieniądze nie można wykupić sobie tytułów i karier? w USA coś mi to tak wygląda. masz tytuł jak pracujesz na określony interes. a nie jak jesteś w czymś dobry. dobry jesteś jak przynosisz zyski. to ten kierunek. a nie ten, w którym za dobre się płaci. dobre jest to za co się płaci, czyli, co jest w interesie sponsorów. sponsorowana nauka to nie jest koniecznie wiarygodna nauka. o badaniach na rzecz koncernów farmaceutycznych na przykład nie trzeba wspominać.

                                      nie porównuj tenisa do biegania. na tym polega cała dramaturgia sytuacji. bieganie to jest kwestia kto szybciej. a w tenisie to nie jest kwestia kto wygra ostatnią piłkę, tylko całość zjawiska się na to składa. w bieganiu może też i chodzi o technikę, ale wiadomo że liczy się czas. w tenisie, liczy się czym zdobywasz punkty a nie tylko czy zdobywasz. jeśli to coś czym zdobywasz punkty, jest wątpliwej jakości a okazuje się skuteczne, Autorytety tenisowe powinny kwestionować miarodajność tak osiąganych wyników.

                                      jeśli masz ochotę na ekspercką rozmowę, to musimy poddać analizie samą wartość ambicji w sporcie jako takiej. osobiście zastępuję słowo ambicja słowem idea. idea, żeby grać tak a nie inaczej. w ten sposób mamy sport idealistyczny. sport idealistyczny może być ambitny, natomiast nie polega on na zaspokajaniu ambicji. jak by to wytłumaczyć żeby wszyscy zrozumieli? dążysz do gry w taki a nie inny sposób co uznajesz prywatnie za najlepszą grę. możesz grać najlepszą grę i tak stajesz się najlepszym tenisistą, ale tylko wtedy kiedy zaczniemy przyjmować jako kryterium idealistyczne ponad-wynikowe wartości. nie musisz jednak chcieć rywalizować na siłę co nie oznacza, że uważam że nie można wygrać. przede wszystkim kwestionuję pazerność na wyniki, i kompromis względem idealnego według siebie tenisa. wartością przecież i ideą nie jest wynik, czy pokonanie przeciwnika. ideą może być tylko coś wyższego. na przyład rozwijanie pewnych umiejętności tenisowych do maksimum i prezentowanie ich na korcie. wygrywanie trudniejszą metodą, albo bez wielkiego wysiłku na siłę. i tak dalej i tak dalej.

                                      nie wiem jak jest wśród biegaczy, ale rozumiem że najlepszy na 100 metrów to ten który wygrywa tą konkurencję, jednak mamy poza tym masę - ale. ale przecież, może istnieć jakaś technika poruszania się która jest najwyższej klasy techniką ale nie da się nią wygrać biegu na 100 metrów. i wtedy, najlepszym biegaczem będzie ten który najlepszy jest w tej technice, chociaż, na 100 metrów nie będzie miał wymiernych wyników. niekoniecznie ten kto w bieganiu jest najlepszy, najszybciej biega. dlaczego jedynym kryterium jakości ma być szybkość w bieganiu? spójrzmy na to szerzej, niech nasz horyzont rozważań obejmie możliwie szerokie spektrum.

                                      osobiście wielokrotnie analogicznie do przedstawionego powyżej przykładu postulowałem zróżnicowanie piłek, nawierzchni ale też sposobu punktacji w turniejach jak i też wprowadzenie ocen za styl. pozostawiając ostatnią sprawę do osobnej dyskusji, nie ulega wątpliwości że wyniki przedstawiałyby się zupełnie inaczej, na różnych nawierzchniach, z różnymi piłkami, z różnymi normami dotyczącymi sprzętu do gry i obuwia, z jednym serwisem, z grą do 1 wygranego seta. jestem wręcz przekonany, że pojawiły by się osobne konkurencje, specjalizacje w których różni tenisiści by grali niezależnie od siebie, bardzo rzadko łącząc turnieje. zauważ na przykład że często dzisiaj mniej efektywni zawodnicy grają w meczach z tymi bardziej efektywnymi najlepiej pierwszego seta. jest to wskazówka, z której można wyciągnąć pośrednio wniosek że inaczej punktowany tenis, miałby inny układ czołówki nawet przy pozostawieniu wszystkich innych jego warunków bez zmian. to tylko powód, aby nie wywodzić oceny od wyniku. bo wynik byłby różny gdybyśmy stworzyli inną punktację, nie mówiąc o innych warunkach. ale przecież jakość tenisistów by się nie zmieniła. jeśli z dzisiejszych warunków przestawilibyśmy obecnych tenisistów na inne jutro. a kto inny by wygrywał. dlaczego więc chcesz powiedzieć że najlepszym tenisistą jest ten, kto wygrywa w obecnych warunkach? a obecne warunki są najbardziej miarodajne wobec Ciebie do weryfikacji jakości zawodnika? dla mnie nie. ewidentnie wspierają serwis, a raczej jego prostą prędkość i siłę - a więc raczej wzrost, oraz poruszanie po korcie, oba kryteria nie są kryteriami ściśle tenisowymi, ile związanymi z fizycznością zawodnika, a więc po pierwsze trzeba mieć geny, albo trzeba mieć dobrą bieżnię i fizjoterapeutę. mówię tu w tej chwili przede wszystkim o ATP.

                                      więc podsumowując mówię jasno, ten kto jest najlepszy na 100 metrów, jest tylko najlepszy na 100 metrów, ale może być średnim biegaczem jeśli zaczniemy rozpatrywać temat w szerszym i bardziej zaawansowanym kontekście.

                                      nie w Polsce akurat, myślący człowiek będzie kwestionował otaczające go prawdy, karierę naukową zaś robi ten który idzie z prądem. czasami się zdarza że odkrywca po latach zyskuje uznanie, mimo że przez pierwsze był wyśmiewany, ale wtedy pracuje bez zaplecza i opinii. jednak mając gorsze warunki pracy trudniej jest mu coś udowodnić. wyobraź sobie że jest jakiś ekonomista który obmyślił najlepszy model gospodarczy dla kraju takiego jak Polska, ale nikt go nie zna. dopiero jak ktoś go wybierze w Polsce i da mu zrealizować ten plan przez kilka lat, może udowodnić że jest to najlepsza teoria. szansa że ktoś go weźmie jest jednak znikoma, bo jeśli będzie ktoś szukał technokraty czy autorytetu naukowego to będzie szukał po uczelniach opiniach i znajomościach i opinii międzynarodowej. nie da się jednak ukryć że bardzo mało prawdopodobne też jest, że ktokolwiek np z Banku Centralnego, UE, Światowego, czy waszego złodziejskiego Fedu, będzie tym niezależnym i wizjonerskim ekonomistą. jeśli zaczyna mówić niezależnie, ma średnio 70 lat, świetną emeryturę, doskonałą opinię i mówi dokładnie na odwrót niż to co mówiła jego instytucja kiedy w niej pracował. słowem koniunkturalizm robi kariery a nie niezachwiana ideowa postawa.

                                      Serena jest pewnym fenomenem. jednak zobacz jak słaba jest konkurencja odkąd ma prawdziwe problemy ze zdrowiem. natomiast Federer jedzie na farmaceutykach tatusia, jak ktoś woli niespotykanych genach, i to wyjątek. poza tym ambitnie chory na wyniki. Gonzalez to był przykład postawy. grał ideowo, i dla stylu, a jak okazywało się to mniej skuteczne nie ciułał bardziej bezpiedzną grą na środek kortu, i wypośrodkowaniem argumentów.

                                      żeby się wypowiadać o tenisie, trzeba mieć Własny Autorytet. jeśli go masz, w ocenie tenisisty kierujesz się empatią. stawiasz się na miejscu tenisisty, i zastanawiasz jak Ty byś postępował, a jednocześnie jako Autorytet wiesz jakie argumenty w grze należy cenić. wiedząc że śmieszne jest udowadnianie na punkty w całej rywalizacji na przestrzeni dziejów, swoich umiejętności, nie grałbyś przecież każdego meczu poważnie i z pełnym zaangażowaniem. nie ćwiczył byś codziennie po siłowniach. nie rezygnował z przyjemności których w życiu musi być bardzo wiele. nie ryzykowałbyś kolan jak Nadal, nie stronił od wzmacniaczy przyjemnych i ciekawych doznań jak Gasquet. grałbyś zjawiskowy tenis, dla swojej satysfakcji, i dla tych którzy potrafią niezależnie od wyników Twoją wyjątkowość docenić, a Twoją postawę nie tylko zrozumieć, ale polubić i uznać za nie tylko zdrową, ale najlepszą. jeśli ktoś ma inne podejście, to jest z nim coś nie tak i jest inną kategorią człowieka. a w końcu najlepszym tenisistą, nie może być nienajlepszy człowiek.

                                      • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 13.12.13, 11:36


                                        wszyscy tu wiemy że nie cenimy tenisistów dlatego że zdobywają najwięcej punktów. wyciąganie takich argumentów obniża poziom merytorycznej dyskusji, i nie służy eksperckim wywodom. nie obniżajmy poziomu dyskusji podpierając się wątpliwymi statystycznymi argumentami. statystyka kłamie. sięgnijmy po głos rozsądku, i poddajmy omawiane tematy bardziej pogłębionej analizie, co na pewno w sposób znaczący, będzie sprzyjać wykazywaniu wyższości tych tenisistów, którzy na prawdę na to zasługują


                                        tak przy okazji, płacisz nielegalne podatki FED? ;)

                                      • maksimum Re: Co nieco o paniach 13.12.13, 18:26
                                        Gość portalu: Wypowiedź Eksperta napisał(a):

                                        > pieniądz może jest miernikiem, ale jak tak Kurnikowa z punktu widzenia najlepsz
                                        > ej inwestycji jest najlepszą tenisistką. nie musząc ryzykować zdrowia i urody z
                                        > arobiła najwięcej ze wszystkich dziewczyn, grając relatywnie najmniej.

                                        Nie ogarniasz reklamy.
                                        W USA to wyglada zupelnie inaczej niz w Polsce.
                                        W Polsce byle aktor zagra w jakiejs reklamie i ludzie przyklejaja sie do ekranow a aktor zarabia tysiace.
                                        W USA jest bardzo duzo znanych i lubianych i najpierw musisz zainwestowac by stac sie znanym,by pozniej na tym zarabiac.
                                        Kournikova nie jest w USA znana nikomu spoza swiatka tenisowego.
                                        Ci co ogladaja football,NBA,NHL czy wiscigi samochodowe nie maja pojecia o Kournikovej.
                                        Troche bardziej znana jest Sharapova ale jej reklama cukierkow Sugarpova zupelnie nie wypalila,czyli musiala do tego dolozyc z wlasnej kieszeni.
                                        Justin Bieber jest malo popularny w USA i wciska sie go na sile malolatom,bo jakos odzyskac pieniadze zainwestowane w jego reklamowanie.
                                        Kournikova na swoje 32 lata ma strasznie zjechana twarz i do reklamy sie nie nadaje,chyba ze trzebaby straszyc ludzi.
                                    • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Co nieco o paniach IP: *.dynamic.chello.pl 13.12.13, 12:24
                                      tamto było do Maksimum.

                                      nie no - ja nie kwestionuję że jest wynik. musi być jakiś kręgosłup wokół którego się kręci temat, jakiś przelicznik, ale tak ustawiona konkurencja, w takich warunkach, i przy takiej a nie innej punktacji nie daje wymiernego efektu w postaci wyniku jako wystarczającego kryterium do oceny klasy zawodnika. do tego zauważ że wynik łączy się na ogół z powtarzalnością tych wyników a nie z możliwością osiągnięcia jednorazowo na przykład rekordu jak w niektórych innych dziedzinach. w tenisie ciągle się powtarza ten ranking, a przecież on nie wynika z tego że ktoś raz na jakiś czas, osiąga wielki pułap tylko z tego, że ileś razy średnio w dłuższym odcinku czasu nie schodzi poniżej pewnego poziomu.

                                      opłacalność w sporcie skłania do koniunkturalizmu. i zaprzecza ideowej postawie, a do tego forsuje zbyt ambitne podejście, oparte na żądzy zwycięstwa za wszelką cenę, doprowadzonego do ekstremum. czyli wygrywa taki Nadal, który musi po prostu zagrać każdą piłkę na 100%, w każdym meczu, dojechać kolana i wylądować na wózku przed 30 rokiem życia, musi pompować codziennie na siłowni, nie wspomnę o suplementach diety, dajmy wiarę że dozwolonych, to jest choroba na zarżnięcie organizmu, i maksymalny wysiłek fizyczny, i tak rozumiana ambicja z jednej strony buduje jakiś poziom rywalizacji. ale nie musi wcale wyróżniać najlepszego zawodnika! nigdy w życiu nie ceniłem ludzi którzy musieli dochodzić do jakichś oficjalnych celów i osiągać jakiekolwiek wyniki! ceniłem tych którzy wnosili jakiś indywidualny wkład i pewną wyjątkowość w rozwijanie danej dziedziny. mogę się czasem denerwować czemu w 10 nie ma Fogniniego, Bahgdatisa, Paira, Lopeza, często i Gasqueta, Browna, Millota Huta Galunga, i paru innych bo wolałbym żeby tam byli. ale rozumiem że to normalne że nie chcą drenować się do maksimum tylko po to żeby tam być, do tego wprowadzać elementów które powodowałyby może większą skuteczność, ale jednak zmniejszały jakość środków i fantazję indywidualną którą stosują. poszli by w inżynierię zamiast natchnienia. mam jednego Tsongę w 10, ale wolę takiego Tsongę jako 6 rakietę świata, niż Tsongo-Federera jako 1 rakietę świata, bo Tsonga gra bardziej ideowy tenis, chociaż mniej regularny i opłacalny.

                                      rywalizacja niech się odbywa na idee i charaktery, a nie na efektywne suche punkty. nie wiem czy jesteś wyznawcą tytanicznej pracy? harpagany charakterystyczne są dla ruskich.

                                      nie wiem jak chcesz wykazać wyższość charakteru Nadala, nad charakterem Tsongi? przecież jeden to siepacz z kopalni, a drugi to luzak bombak. zaraz Maciej napisze że luzak to wytłumaczenie dla słabszej gry!

                                      eksperymenty liczą się te które posuwają naukę czy jakąś dziedzinę na przód. a nie te które możemy spożytkować dla celów merkantylnych. Ty też wychowałeś się w USA? ;)

                                      nie, potwierdzeniem udanego eksperymentu w tenisie, nie jest skuteczność, ale jakość gry. jakość gry = sposób gry. skuteczność to dostosowanie do panujących warunków gry całej swojej gry. nie ma idei, jest dostosowanie.

                                      odkrycia naukowe powinny być zweryfikowane jako prawdziwe. problem w tym, że w modelu USA prawdziwe jest to co ma certyfikat pewnej 'kultowej' uczelni, której pracownicy pracują niejednokrotnie dla pewnej tajnej organizacji :), na przykład niech będzie taka prestiżowa NASA, albo co jest wykupione horendalnie drogimi badaniami, na które stać tylko wielkie firmy i koncerny sponsorujące naukę. tytuły promują teorie i odkrycia naukowe, a koncerny je patentują. proponuję się przypatrzeć dyskusji ewolucjonistów na wielu uczelniach którzy nie dopuszczają do głosu ludzi którzy podważają teorię ewolucji. podczas gdy teoria ewolucji nie ma na swoje poparcie włącznie z datowaniem żadnego wiarygodnego poparcia, poza dogmatami - nie podlegającymi dyskusji.

                                      czasami przypomina mi to dyskusję o tenisie. dlaczego skały mają miliard lat? bo są tam skamieniałości sprzed miliarda lat. ale dlaczego te skamieniałości mają miliard lat? bo są w skałach sprzed miliarda lat.
                                      w tenisie? podobnie! dlaczego tenisista jest najlepszy? dlatego że ma ranking 1. ale dlaczego on ma ranking 1? bo jest najlepszy.

                                      artysta wielki jest ten, który tworzy wartościową sztukę. możemy podzielić głosy na głosy Ekspertów, którzy są znawcami pewnej dziedziny sztuki, w której wyraża się ów artysta. oraz głos publiczności. Eksperci tenisowi analizują grę tenisistów, i doskonale wiedzą że wielu tenisistów mając świetne wyniki ma je nie dzięki świetnemu tenisowi. inne względy o tym decydują. tak samo publiczność na ogół nie zwraca uwagi na Ferrera, Davydenkę czy Radwańską, i Errani z określonych przyczyn. kryterium wynikowe to ślepa uliczka i nie obniżać dyskusji tym proszę.

                                      wcale ludzie nie oczekują skutecznego dzieła. ludzie mają powiedzmy dla prostoty przykładu - konkurs jakichś tam szansonistów, mogą oddawać głosy na tego kto najlepiej śpiewa. i nawet jeśli ten co najlepiej śpiewa nie wygra w konkursie, ludzie nie zmienią zdania na temat tego kto najlepiej ich zdaniem śpiewa, tylko dlatego że jury czy inni ludzie wybrali innego zwycięzcę. czasami jest tak że wyrafinowaną sztukę doceniają tylko ludzie którzy potrafią ją zrozumieć, czy też, zwrócić uwagę na określone aspekty, mając większy zakres porównawczy od innych. dlatego potrzebni są Eksperci, którzy ocenią tą sztukę kładąc na szali swój Autorytet. na przykład możesz pójść do galerii, i wybrać najlepszy reportaż fotograficzny. ale mimo że on do Ciebie przemawia, Ekspert stwierdzi że widząc 500 takich reportaży, uważa go tylko za przemawiający do wyobraźni ale nie odkrywczy od strony artystycznej, i nie wyda mu najwyższej oceny. dlatego proponuję zawsze ostatecznie oddawać głos Ekspertom, jeśli sami nie znamy się za bardzo na temacie. a ja mam największą wiedzę o tenisie.

                                      Kubot moim zdaniem jest dobrym zawodnikiem, chociaż gra sztywno. wolę kogoś kto czasem wygra z kimś trudnym, bądź zagra mecz na 4+ raz na miesiąc, niż kogoś kto często gra na 3+ ale na 4+ nie gra nigdy.

                                      Stachovsky mi się nie podoba chociaż tego meczu z Federerem nie widziałem, jakoś nic nie piszesz w tym momencie o Darcisie :)

                                      • Gość: Luka Re: O tym, jak miłość potrafi zabijać IP: *.dynamic.chello.pl 14.12.13, 11:35
                                        O relatywnej wartości wyników nie ma co dyskutować, wiadomo, że wynik wynikowi nierówny, zależy z jakim rywalem, na jakim poziomie, w jakiej rangi turnieju i w jaki sposób został uzyskany. Natomiast powtarzalność wyników już coś znaczy, a także można, nawet cztery razy w roku, a nie raz na dwa, czy cztery lata, zdobywać mistrzostwo świata. Nawet jak się przyjeżdża na szlema po rocznym, czy jeszcze dłuższym rozbracie z tenisem, jak to pokazała Serena razy kilka, Clijsters, czy Nadal. Jeden tylko skromny warunek trzeba spełnić, mieć klasę Sereny, Kim, albo Rafy i wszystko jest możliwe.
                                        O ułomnościach rankingu kobiecego pisałem nie raz, męski nie jest może doskonały, ale całkiem sensowny, ma logiczne oparcie i mocne podstawy i bardzo dobrze, że jednorazowy wyczyn, nie stawia całego rankingu na głowie. Bardzo dobrze też, że wymusza trzymanie poziomu.
                                        Nie mam wątpliwości, że sztuką jest móc zagrać każdą piłkę na 100%, a o kolana Nadala nie musisz się martwić, wózek inwalidzki ani przed, ani po trzydziestce mu nie grozi.
                                        Mam podstawy przypuszczać, że w trakcie ostatniej przerwy, wykonano mu prosty zabieg wszczepienia komórek macierzystych i po sześciu plus jeden miesiącach, bo tyle dokładnie czasu potrzeba do całkowitej regeneracji, Rafio kolanka ma jak nowe. Siódmy miesiąc przy tego typu zabiegach stanowi już tylko okres ochronny, można normalnie grać, byle nie forsować i wystarczyło do tego się Rafie zastosować.
                                        Niepotrzebnie trywializujesz rolę ambicji w sporcie, to jeden z najmocniejszych motywatorów, do tego zdolny wygenerować z niebytu, dodatkowe pokłady szeroko rozumianej energii, niezbędnej do osiągnięcia końcowego sukcesu.
                                        Mylisz się też sądząc, że ta rywalizacja, nie uwzględnia indywidualnego wkładu, wyjątkowości, nie odbywa się na charaktery, jest bezideowa. W tej rywalizacji to wszystko jest, tyle, że nie jest oddzielnie punktowane, bo i nie ma takiej potrzeby. Nie ma not za styl, charakter, czy wkład, bo to wszystko razem koncentruje się w mistrzostwie WS i nie ma większego znaczenia kto, ile czego włożył więcej, a kto mniej bo oczywiste jest że ten który tytuł zdobył t e n tytuł, musiał włożyć czegoś więcej od wszystkich innych.
                                        Rywalizacja w tenisie jest też bardzo zróżnicowana ideowo, Agassi, Sampras, Safin, Federer, Nadal, Djokovic, Del Potro, każdy z nich wnosił na kort i walczył, czy walczy realizując swoją własną, niepowtarzalną i zupełnie niepodobną do innych ideę. Gasquet, czy Janowicz też mają swoją własną indywidualną ideę, u Tsongi trudno się doszukać, bo bywa humorzasty, a takim z ideą nie do twarzy. I nie rozbawiaj mnie porównywaniem charakteru Tsongi do Nadala, bo ma się jak baba w klimakterium, do światowego herosa..
                                        Piszesz, że potwierdzeniem udanego eksperymentu w tenisie, nie jest skuteczność, ale jakość gry. jakość gry = sposób gry
                                        Z tego wynika, że nieskuteczna gra, czy nieskuteczny sposób gry ma potwierdzać, że eksperyment tenisowy był udany. Ogać się wreszcie chłopie, przywitaj z elementarną logiką i pomyśl, zanim coś klepniesz na użytek publiczny. Czasem potrafisz napisać coś z sensem i ciekawie, by za chwilę utopić to w potoku nic nie znaczących słów, zamulić w utopijnych mrzonkach, w których s p o r t chciałbyś zamienić na p o k a z ó w k i i sztukę dla sztuki, a tak nie ma, bo to są dwie różne bajki. Pokazówki są głównie dla zabawy, kasy i przyjemności, a najbardziej gustują w nich emeryci.
                                        Sport zawodowy jest sposobem na życie, dla zdolnych i gotowych podjąć rywalizację, która jest immanentnym czynnikiem sportu, stymulującym doskonalenie umiejętności, charakterów, pokonywania różnych barier. To wszystko zawiera się w rywalizacji sportowej, również na korcie, stanowi sens i serce tego sportu, Trudno zrozumieć, że jakiś pasjonat tenisa, permanentnie stara się odzierać go z tego wielkiego i wartościowego sensu..
                                        • Gość: siekacz głąbów Hej bajkopisarze IP: *.dynamic.chello.pl 14.12.13, 14:29
                                          Przestańcie wreszcie ględzić i prześcigiwać się w pisaniu głupot.Jeden od drugiego chce być
                                          bardziej elokwentny,a wypisuje takie bzdury,że chce mi się rzygać.Chyba wam coś nie wyszło
                                          w zawodach dziennikarskich i tu na forum chcecie wykazać się swoim eksperstwem jak to
                                          nazywacie,a wasze elaboraty oscylują na granicy dna,laictwa i głupoty,jak to już nieraz udowodniliście.
                                          • Gość: Luka Re: Hej bajkopisarze IP: *.dynamic.chello.pl 14.12.13, 15:42
                                            Też się dziwię, że chce ci się takie denne bajki czytać, chyba że musisz, albo za karę.
                                            Jak już się do końca wyrzygasz i ci ulży, weź się może za tłuczenie orzechów, najlepiej własnym siedzeniem, to jakieś pożytki będą, świąteczna przekąska i tylko dupa będzie bolała, a nie głowa.
                                            • Gość: siekacz głąbów Re: Hej bajkopisarze IP: *.dynamic.chello.pl 14.12.13, 15:48
                                              Chamstwo i wiocha wyłażą z ciebie jak zwykle.
                                              • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Hej bajkopisarze IP: *.dynamic.chello.pl 14.12.13, 17:57
                                                Panowie, apeluję o elementarny poziom kultury, na naszych seminariach poświęconych idei tenisa najwyższego. proszę o zachowanie wysokiego standardu wypowiedzi i prowadzeniu rozmów jak przystało w gronie Ekspertów, w dobrym tonie. prelegent który włączył się do dyskusji, proszę o zajęcie stanowiska na temat tego co jest najbardziej wartościowe w tenisie, i jakie warunki rywalizacji wyłoniłyby najbardziej miarodajnych zwycięzców, oraz, jak daleko od tych warunków znajduje się tenis, w dzisiejszym położeniu.
                                                • Gość: Luka Re: O królewnie śnieżce IP: *.dynamic.chello.pl 14.12.13, 20:27
                                                  Jestem pod wrażeniem reakcji szokowej na użycie słowa dupa. To przecież tylko znana i popularna część ciała, a pan ekspert oburzony, jak królewna śnieżka po dziesięciu skrobankach.
                                                  Poza tym żadnym ekspertem od tenisa nie jestem, ideami tenisa najwyższego się nie zajmuję, o kulturę to nie do mnie, a z siekaczami czegokolwiek nie mam i nie zamierzam mieć cokolwiek wspólnego.
                                                  • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: O królewnie śnieżce IP: *.dynamic.chello.pl 15.12.13, 01:23
                                                    nawet nie da się opisać drodzy Państwo, jakie wezbrało we mnie wzburzenie, na widok słów tak haniebnych, niespotykanych na co dzień w merytorycznej i kulturalnej dyskusji, a tylko w takich dyskusjach jak zapewne Wam wiadomo, biorę udział i zaszczycam szanowne audytorium, Swoją obecnością.

                                                    cieszę się że doszło do wyjawienia tajemnicy, Twoich niezbyt jeszcze przemyślanych i poskładanych poglądów na temat idei najwyższego tenisa, o której zaczęliśmy debatować w tutejszym wątku. przyznałeś się uczciwie, że nie jesteś Ekspertem, i nie masz wystarczającego Autorytetu żeby kompetentnie wypowiadać się o tenisie, dlatego Twoja wypowiedź nie może być wiążąca.

                                                    ja jako badacz, i naukowiec, od wielu lat zajmuję się Teorią Najwyższego Tenisa, i jako Najwyższy Autorytet, w Polsce, ale przede wszystkim na Świecie, doszedłem już do bardzo konstruktywnych wniosków.

                                                    na podstawie przez wiele lat zgromadzonych materiałów i dowodów, wyprowadziłem wzór idealnego tenisisty. wzór ten porównuję do metodologii obranej przy diagnostyce chorób, jaką stosuje się w medycynie. na zespół chorobowy, składa się wiele cech, w tym obraz kliniczny pacjenta, wywiad i objawy choroby, oraz wyniki badań laboratoryjnych a także obrazowych. kilka cech i kilka wyników, mimo że występują przy pewnych chorobach, nie stanowią o rozpoznaniu choroby. natomiast pewne wyniki i pewne obrazy o chorobie przesądzają. tak samo jest w przypadku diagnostyki tenisistów, pod kątem spełniania kryteriów wysokości w tenisie.

                                                    ponieważ dysponujemy zestawem cech swoistych, i mniej swoistych, możemy tylko znaleźć tenisistów najbliższych wzorowi tenisisty najwyższego. kombinacje i warianty jednak są na tyle nieograniczone, że praktycznie każdy zawodnik będzie inny, i zawsze da się wykazać wyższego od niższego, a zarazem kilku porównywalnie wysokich, a posiadających inne cechy, które obserwujemy w różnicowaniu przedmiotowym.

                                                    kiedy przyjmiemy odpowiednie kryteria, dostrzeżemy który tenisista jest najwyższy z obecnie grających, i co może niektórych zaskakiwać - w żaden sposób nie musi się to przejawiać w jego wynikach gry.

                                                    ponieważ pewnie nie posługiwałeś się jeszcze tą nowatorską metodą, stąd zacząłeś plątać się wokół złudnych wyników i takich różnych okolicznych głupot które mogą odwieźć badacza od istoty problemu i sprowadzić jego dowodzenie na manowce. nie martw się, wielu już na tym poległo.

                                                    pamiętajmy że nie można wiarygodnie wypowiadać się o jakości zawodników, nie używając metody szacowania i wartościowania w tenisie, oraz bez użycia skutecznych pomiarów. ja zawsze kiedy już wiem który zawodnik jest z grupy najwyższych, wpisuję go w swój wzór i zapewne Państwa zaskoczę, ale wynik zawsze się potwierdza!

                                                    dowodzi to tylko niezawodności i prawdziwości mojej metody.

                                                    od innych Ekspertów oczekuję wykazywania się podobnie pogłębionymi studiami, oraz przeprowadzonymi badaniami.



                                        • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: O tym, jak miłość potrafi zabijać IP: *.dynamic.chello.pl 14.12.13, 18:20
                                          witam.

                                          nie ma dwóch zdań, że wymiar sportowy - sportu zawodowego nie jest w stanie oddać jakości zawodnika - tenisisty. gro naszych nieporozumień polega na tym, że część laików tenisowych, próbuje oceniać tenisistów poprzez ich wymiar jedynie kryterium sportowego. a najlepszy tenisista nie musi lubić być zawodowcem, czy jakimś idealnym sportowcem. nie dajmy się zwariować, i nie bądźmy zakładnikami "idei rywalizacji sportowej" - przenosząc ją, na grunt oceny zawodników, a ściślej ludzi, którzy pełnią rolę zawodników. ludzie którzy są najlepszymi tenisistami, często stają się sportowcami zawodowymi. to nie znaczy że wszyscy muszą się piąć po szczeblach kariery i jeszcze prześcigać do końca życia w wynikach. o tym poniekąd mówię cały czas próbując klarować, że najlepszy tenisista - nie równa się najskuteczniejszy.

                                          nie trzeba mieć tej ambicji żeby być najlepszym.

                                          najlepszy może wybrać taką drogę, mniej więcej sportową, zgodną z ideą rywalizacji, a może jej nie wybrać. jeśli jej nie wybierze nie zmieni to tego czy będzie najlepszym. mogąc obserwować tą rywalizację możemy jakby zrozumieć bez wyników jakie różnice dzielą tenisistów. weźmy na przykład Tomica kontra Janowicza. jeden jest tak ze sto razy lepszym tenisistą, ale drugi ma na chwilę obecną lepsze wyniki. to co dodaje punktów w ocenie Tomica to to, że nie przygotowuje się poważnie do startów, dużo spożywa alkoholu, gra bez presji na wynik, i do tego jest niższy od Janowicza. jednocześnie poziom gry jaki prezentuje Tomic jest dużo wyższy od poziomy gry jaki prezentuje Janowicz. to co możemy zapisać na plus Janowiczowi, to dążenie do rozstrzygnięć w punkcie, ryzykownym zagraniem. jednak kunszt gry leży po stronie Tomica. proponuję dokonywać ocen tenisisty, na podstawie środków jakich używa w grze, oraz, ilości nadzwyczajnych akcji na tle ilości przeciętnych, czy że tak nazwę normalnych akcji. dlatego ocena za styl nie jest bezzasadna.

                                          Nadal po prostu opiera sukces na poświęceniu się katorżniczej pracy fizycznej, od początku na tym siedzi ten tenis. i nie wmówisz fachowcom, że to jest ten wzór do którego powinni się inni stosować. nie mówię że generalnie to zły tenisista, mówię czemu zawdzięcza taki, a nie inny sukces. gdyby nie to, nie byłoby tego sukcesu. to samo z Federerem - poruszanie po korcie i strategia na krycie kortu a nie ofensywę to powód takiego, a nie innego sukcesu. nie możemy tego uznać za tenis który się najbardziej powinno cenić.

                                          Serena wygrała szlema, ale dlaczego uważasz że należy wygrać szlema. ja uważam że wręcz odwrotnie. szlem w ATP to męczarnia fizyczna, zmienność pogody, gra dla długodystansowców. powtarzalność niczego nie udowadnia. przecież ktoś może raz w życiu zagrać tenis na najwyższym poziomie na jakim do tej pory grano. a potem już grać słabiej. to przecież tylko ten kto ma takie możliwości jest najlepszy a nie ten który częściej zagra tak, że wystarczy żeby wygrać.

                                          rywalizacja może być bohaterska i może być koniunkturalna. czy bardziej ceniłeś tego który z widłami na armię nacierał i jeszcze pół wybił, czy tego który zaplanował bitwę w południe żeby uśpić czujność wroga w słońcu? im trudniej się próbuje kogoś pokonać, tym jest się większym bohaterem. wolę łucznika który z dalekiej odległości ustrzelił dokładnie prosto w serce 5 elementów wroga, niż takiego który mając lepszy zasięg lepszą bronią pokonał łatwego rywala opierając zwycięstwo na rachunku prawdopodobieństwa.
                                          • Gość: Luka Re: O tym, jak miłość potrafi zabijać IP: *.dynamic.chello.pl 15.12.13, 15:25
                                            Gdyby tak szczęśliwie się zdarzyło, że metodologia nie myliła ci się z frazeologią, to byś wiedział, że subiektywne oceny nie są wskaźnikami obiektywnymi, dlatego nie mogą obiektywnie wyłonić najlepszego.
                                            Dlaczego właśnie tytuł szlema ?
                                            Bo biorą udział wszyscy najlepsi i mogą wziąć udział wszyscy najlepsi,
                                            Bo grają na bardziej wyrównanych zasadach, które w większym stopniu niż w innych turniejach ograniczają przywileje czołówki /m.in. nie ma wolnej 1 rundy/,
                                            Bo jest najwyżej zawieszona poprzeczka, trzeba zagrać i wygrać 7 meczów, w tym półfinał i finał, które bywają najtrudniejsze.
                                            Bo nie wystarczy grać, żeby wygrać, ale trzeba pokonać najsilniejszych rywali, chyba że się ma dużo szczęścia to trzeba pokonać ich pogromców i jeszcze wygrać finał z najlepszym z drugiej połówki.
                                            Bo tytuł WS wygrywa się na oczach świata, w blasku jupiterów, jest przejrzysty, prześwietlony wraz z tenisistą od początku do końca i ma wartość absolutną.
                                            Bo formuła WS minimalizuje arytmetyczne prawdopodobieństwo wyłonienia przypadkowego zwycięzcy i sprawdziła się na przestrzeni całej średnio 100 letniej historii.

                                            Tak bardziej cenię tego, kto choćby widłami potrafi pokonać całą uzbrojoną armię i tego, co na pięć strzałów potrafi trafić pięć razy, a nie jeden raz pięknie, ale na pięćdziesiąt.
                                            • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: O tym, jak miłość potrafi zabijać IP: *.dynamic.chello.pl 15.12.13, 17:46
                                              nie ma subiektywnych kryteriów, są tylko różne wybory kryteriów. wybory kryteriów dzielimy na Eksperckie, oraz przypadkowe, bądź mniej szczęśliwie dobrane.

                                              chodzi w całym procesie wyłanianie najwyższego tenisa, i najwyższego tenisisty, o to, żeby wybrać kryteria które odzwierciedlą najwyższą jakość a nie jakiś zestaw cech który też może doprowadzać do skuteczności. kiedy mamy ten zestaw cech, nie musimy w ogóle rywalizować, bo zestaw decyduje o tym kto bez wyników jest i tak najlepszy.

                                              możemy wtedy tylko powiedzieć, że lepszy wygrał, albo lepszy przegrał, i wyciągać z tego wnioski, a im więcej lepsi przegrywają tym gorzej dla wyników, ponieważ kłócą się one z przeznaczeniem, którym powinno być wyłanianie lepszych, a nie gorszych tenisistów w procesie rywalizacji sportowej.

                                              nie wiem czy byłeś wtedy obecny, ale wiele lat temu, perorowałem na temat subiektywności wyniku, i subiektywności warunków w jakich rozgrywa się tenis. jeśli zarzucisz mi, że moje kryteria są subiektywne chociaż są najwyższe czyli dążą do wyłonienia najwyższej jakości zawodnika, z największą ilością najlepszych cech tenisisty, to tak samo musiałbyś zarzucić subiektywizm warunkom wyłaniającym zwycięzców.

                                              przykład:

                                              ktoś ustanowił że gem gra się do 4 punktów. możliwy jest każdy inny pogląd. można grać do 2, 1 i 10 albo 100 punktów jednego gema. dlaczego ma być do 4 punktów? kryterium całkowicie subiektywne. jeśli ktoś arbitralnie ustalił kryterium do 4 wygranych punktów, to ustalił to subiektywnie, obojętnie jak nie byłaby to kolegialna i demokratyczna decyzja. subiektywnie więc faworyzuje się tenisistów którzy grają najlepiej ale do 4 wygranych punktów, a nie 2. gdyby było do 2, być może zawodnicy o innych cechach wygrywaliby w tenisa częściej, niż to jest obecnie.

                                              kwestia nawierzchni. gdybyśmy grali na nawierzchniach dywanowych pod dachem, w których piłka nigdy nie odbija się wysokim topspinem, mielibyśmy zupełnie inne wyniki, i innych zwycięzców. to że takiej gry w ogóle dzisiaj nie ma, oznacza że jest to tylko i wyłącznie subiektywny wybór nawierzchni. ci którzy dzisiaj są faworyzowani na otwartych bądź tępych nawierzchniach podbijających piłki balonem do góry, są dobierani względem subiektywnego kryterium wyników. są faworyzowani - ale nie ma w tym nic obiektywnego.

                                              w związku z tym należy głosić tezę, i uświadamiać masy że - wynik nigdy nie jest obiektywny. jest wypadkową subiektywnych czynników które wpływają na ten wynik, i to że ktoś z władz tenisa ustalił takie a nie inne kryteria na podstawie których rozgrywa się tenis, nie ma nic wspólnego z obiektywizmem. są to kryteria oficjalnie zaaprobowane, i tylko tyle. nic więcej. nie są to kryteria obiektywne.

                                              a jeśli kryterium doboru nawierzchni, piłek, rakiet, punktacji, chociażby takich nawet jak net, czy błąd stóp, bądź sędziowanie stołkowe zamiast za pomocą kamer, jest subiektywne, wpływa także na subiektywne wyniki. wyniki więc nie są mogą być obiektywnym odzwierciedleniem ani jakąkolwiek przesłanką do oceny jakości zawodnika, a są jedynie sumą subiektywnie dobranych czynników które warunkują rozgrywki.

                                              żeby kierować się wynikiem, trzeba by uznać, że warunki w jakich rozgrywa się dzisiaj mecze są najlepsze z możliwych, bądź też na tyle bliskie ideału, że nie powodują obaw o to czy osiągać mogą je zawodnicy nie posiadający największych umiejętności, i nie przedstawiający najwyższej jakości z punktu widzenia profilu tenisisty. nie sportowca, w ogólnym tego słowa znaczeniu, ale tenisisty w słowa tego znaczeniu szczególnym. czyli sportowca, który jest najlepszy w tenisie, a nie na przykład w ogólnym przygotowaniu fizycznym, w ogólnej kondycji, w ogólnej woli walki, w ogólnej ambicji, w ogólnej motywacji i koncentracji które nie są specyficzne dla tenisa, ale są zupełnie niespecyficzne. żeby wyłonić najlepszego tenisistę, należy te cechy pominąć, chociaż zawsze będą one jakoś tam pomocne przy osiąganiu wyników w sporcie, w którym dąży się do rywalizacji, i używa własnego aparatu ruchu.

                                              nic mi się więc nie myli. skoro urządza się rozgrywki kierując się subiektywnymi kryteriami, tyle że oficjalnie zadekretowanymi, tak samo można subiektywnymi kryteriami próbować dochodzić do oceny zawodnika, próbując przyrównywać go do idealnego profilu, czyli zestawu cech najwyższej wartości, z punktu widzenia tenisisty.

                                              zaznaczyć należy że im mniej istotne robią się różnice indywidualne, technika i pomysłowość, a sport coraz bardziej uzależniony jest od wysiłku fizycznego i fizycznych parametrów, tym trudniej w ogóle mówić o wyłanianiu jakości w takim sporcie. przykładem tego jest, że niektórzy laicy tenisowi, jak na przykład obywatel Maciej, zaczynają porównywać tenis do wyścigu na 100 metrów. dla Macieja liczy się już tylko fizyczność. zginęła zupełnie taktyka, strategia, osobowość, zaskoczenie przeciwnika, technika zagrań, trudność akcji, wyrafinowanie i specjalne umiejętności. liczy się kto najlepiej pracuje na nogach.

                                              możemy przyjąć więc dwie diagnozy sytuacji. albo w tenisie jako sporcie zawodowym, w ogóle nie chodzi o jakość tenisa, i musimy się posługiwać całkowicie niezależnymi metodami pomiarów jakości tenisistów, w związku z tym wyniki są całkowicie nie istotne. bądź też, teoretycznie wyniki powinny wyłaniać ludzi prezentujących wyższą jakość, ale tego nie robią w zbyt miarodajny sposób, w związku z czym musimy je uzupełniać o bardziej profesjonalne pomiary, które są prawdziwym punktem odniesienia dla szukających odpowiedzi na pytanie: kto jest najlepszy w tenisie?

                                              i w jednym i drugim przypadku, wydaje się jednak oczywistym, że śledzenie rywalizacji, nie ma największego znaczenia dla wyszukiwania zawodników o najwyższych cechach tenisowych. ma sens o tyle, żeby spróbować się zorientować, na ile ci o najwyższych cechach tenisowych, liczą się w konkurencji, i na ile te cechy liczą się jeszcze w przypadku osiąganych wyników.

                                              według wieloletnich obserwacji, poczynionych na żywym przykładzie, stwierdzam że jakość cech tenisowych, nie ma bezpośredniego przełożenia na wyniki. raczej można zaryzykować twierdzenie, że cechy które decydują o najwyższej jakości tenisisty, nie mają praktycznie żadnego wpływu na wynik, bądź też mają mało uchwytny wpływ na wynik. czasami po spełnieniu innych cech, nieistotnych z punktu widzenia wysokiej jakości tenisa, te najbardziej wyrafinowane cechy, mogą decydować o wygraniu kilku akcji dodatkowo przez przeciwnika. wygranie tych akcji w sposób bardziej spektakularny, bronią nieosiągalną dla drugiego przeciwnika, pomaga w wojnie psychologicznej, w podbudowaniu własnego poczucia wartości, i w umniejszeniu wiary u mniej wyposażonego w argumenty tenisowe rywala. jest to taki słynny as z rękawa, kropka nad i, która czasami przechyla szalę zwycięstwa, na którąś stronę. jednak kropka ta, dopełnia jedynie całości, a więc w uzyskiwaniu wyników nie jest kluczowa. czasami jedynie dopełnia całości, i może być z punktu widzenia samego wyniku, być traktowana jako ozdobnik.

                                              oznacza to, że subiektywne kryteria sportowego, na podstawie których dzisiaj rozgrywany jest sport, nie dążą do wyłonienia najlepszych tenisistów. pozwalają co najwyżej w bardzo szerokiej czołówce, na zaistnienie zawodników wyższej próby, przy spełnieniu minimum kryteriów fizycznych, które dziś są bardzo wyśrubowane. przy spełnieniu kryteriów fizycznych, łatwiej jest eksponować kryteria tenisowe, ale i tak używanie tych świadczących o najwyższej klasie zawodnika, nie musi dodać do rankingu ani jednego punktu. fizyczność jest w stanie po prostu, te kryteria zachować mimo ich mniejszej opłacalności.

                                              • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: O tym, jak miłość potrafi zabijać IP: *.dynamic.chello.pl 15.12.13, 17:47
                                                ależ dlaczego? zdumiony jestem. dlaczego uważasz że lepiej jest z 5 metrów 5 razy dokładnie wycelować w serce - lewą komorę, niż z 100 metrów raz na 50 razy wcelować w środek serca z dokładnością co do milimetra? właśnie przez takie podejście przegrywa najwyższy tenis! ponieważ bardziej opłaca się zagrać łatwiej, czyli przykładowo 5 razy w lewą komorę serca, i 5 razy trafić, zamiera w tenisie umiejętność trafienia rzadziej ale ze 100 metrów w środek serca. coraz więcej jest uproszczenia i prostoty, zamiast precyzji w rozgrywaniu jak najtrudniejszych wariantów. ambicja zwycięstwa ponad wszystko, przesłania ideę najbardziej wyrafinowanej, i wysublimowanej gry, której jedną z cech jest mordercza precyzja. precyzja w plasowaniu zagrań powinna być zawsze wyróżnikiem najlepszych tenisistów. jednak im dokładniej ktoś i ryzykowniej próbuje zagrać, tym naraża się na większe ryzyko popełnienia błędu.

                                                jeśli dzisiejsze czasy utrudniają poprzez ciężkie i wielkie piłki oraz tępe nawierzchnie grę i skuteczność najprecyzyjniejszych zagrań, ginie podstawowe kryterium na podstawie którego możemy oceniać jakość zawodników. kiedy jest ono wyeliminowane, trudno mówić żeby zawodnicy najlepsi wygrywali, bądź przynajmniej, żeby wygrywając prezentowali najwyższą grę. a skoro jak twierdzisz tenis to rywalizacja, to ci którzy w niej podejmą się najwyższej gry są najlepsi nawet, jeśli im się to totalnie nie opłaca. ponieważ bez względu na umiejętności - w samej rywalizacji prezentują wyższy, chociaż mniej opłacalny tenis.

                                                dlatego na przykład, tenisista zawsze powinien grać niżej nad siatką, niż wyżej, w momencie kiedy nie mówimy o używaniu techniki typowo topspinowej. zawsze powinien grać bliżej linii, niż dalej od linii. zawsze powinien grać trudniejsze do przebicia piłki, niż łatwiejsze do przebiacia piłki.

                                                widzę że nie masz wystarczającej wiedzy o szlemach. zachowajmy trochę powagi. przecież gdyby szlem był taki najważniejszy, to Rios i Gonzalez mieliby same szlemy. niejeden tenisista wypowiadał się o Riosie, że gdyby chciał mógł mieć kilkadziesiąt szlemów. skoro nie chciał, to znaczy że są one niezbyt ważne. dlatego dziś najważniejszym turniejem jest turniej rozgrywany w Chile, czasami w Santiago, a czasami w Vina Del Mar. o poziomie choćby świadczy, że tylko w tym wyjątkowo mocno obsadzonym turnieju na ziemi, Nadal nie ma jeszcze ani jednego tytułu. dlaczego? bo tu przede wszystkim liczy się jakość zawodnika.

                                                na zakończenie, przypomnijmy: nie ma obiektywnych kryteriów, tak jak nie ma obiektywnego komentarza. ważne, żeby dobrać takie kryteria które służą wyłonieniu jakości. subiektywne kryteria dobrane do dzisiejszych warunków rozgrywek, nie pomagają wyłonić najlepszych tenisistów, z puntku widzenia jakości tenisa. nie idźmy na złudny kompromis, paplając głupoty że tenis mimo niesprzyjających warunków się i tak wybroni. jest to oczyista bzdura! oczywiście, tak jak wyżej nadmienił Ekspert, czasami przy spełnieniu kryterium fizycznych, można zachować kilka istotnych aspektów tenisowych, ale będą one ciągle dodatkiem do całości, a nie jej podstawą. zawsze musimy przy ocenie zawodnika odfiltrować najpierw takie elementy jak kondycję, pracę nóg, warunki fizyczne, oraz regularność odbić, równość formy. potem dopiero zacznijmy wyznaczać miarodajne kryteria do oceny jakości zawodników!

                                                • Gość: Luka Re: Najciemniej pod latarnią IP: *.dynamic.chello.pl 27.12.13, 22:45
                                                  Najwyższy tenis według Twojego niezbyt udanego nazewnictwa, nie polega na tym, że raz na jakiś czas uda się, czy wyjdzie wspaniałe, nadzwyczajne zagranie, tylko że jedni potrafią, a inni nie, wykonać je w tym najbardziej potrzebnym, ważnym momencie, bo na tym polega cała tenisowa sztuka. Na jakość tenisa pracują ci, którzy potrafią wygrywać piłki, a nie tylko punkty, licząc na błędy czy słabości rywala, dlatego jednych się bardziej ceni, innych mniej, albo wcale.
                                                  Nie da się odfiltrować aspektów fizycznych, czy psychicznych, celem wypreparowania kryteriów jakości gry, czy jakości zawodników, bo bez w/w cech psychofizycznych, nie ma zawodnika gry i nie ma gry. Można natomiast wykonać zabieg odwrotny, na podstawie gry oszacować kondycję, inne predyspozycje fizyczne, psychiczne, czy niektóre cechy osobowościowe. Pan Tomaszewski junior potrafi jeszcze więcej. Wczoraj w rozmowie z Wiktorowskim doszedł do bardzo oryginalnej konkluzji, że jak ktoś jest piątą tenisistką rankingu, to musi mieć wielką osobowość i taką wielką osobowość ma Agnieszka Radwańska. Otóż Dinara Safina, Jankowic, były nawet pierwszą zawodniczką rankingu, nie wspominając o wielu innych, trwale i pozytywnie zakodowanych w historii tenisa, których nikomu nawet do głowy by nie przyszło kreować na wielkie osobowości. Bowiem to miano przynależne jest postaciom wybitnym, o niekwestionowanych walorach osobowościowych i moralnych, które stać na epokowe wyczyny generowane nieprzeciętnym umysłem, wzniosłością uczuć, czy nader szlachetną postawą.
                                                  O osobowości nie świadczą umiejętności, tylko poziom myślenia, uczucia i zachowania, które dają obraz zintegrowanej osobowości, albo nie. A cóż poza umiejętnościami trochę więcej niż średnimi, na przestrzeni dotychczasowej kariery pokazaćła Polka i na co ją nadzwyczajnego było stać, poza tym że potrafi publicznie zbluzgać ojca i pokazać goły tyłek. Ani mówić na poziomie, ani zachować się nie potrafi, klepie banały i oczywistości, bo nie ma od siebie nic oryginalnego do powiedzenia. Na zamówienie się uśmiecha, bo tak oczekują, za to płacą, a wszystko wyuczone, sztuczne, zero naturalności, spontaniczności i gdzie tu choćby ze świeczką doszukać się jakiejkolwiek wielkości.
                                                  Panu Juniorowi obcującemu całe życie z naprawdę wielką osobowością własnego Ojca, nie było widać dane dostrzec sensu i różnicy pomiędzy wielką, a mierną, osobowością, a to czyni zasadniczą różnicę, dużo większą, niż pomiędzy oryginałem, a dwieście pięćdziesiątą kopią, po dwudziestu paru przeróbkach. Ale tak bywa, że najciemniej pod latarnią.

                                                  • Gość: Ekspert Re: Najciemniej pod latarnią IP: *.dynamic.chello.pl 28.12.13, 01:49
                                                    dlatego fachowo mówimy, że Gonzalez jest najlepszym tenisistą po Riosie, w historii dyscypliny jaką jest tenis. zawsze zagrywał najtrudniejsze piłki w kluczowych momentach, ryzykując w iście bohaterski sposób wynik meczu! a inni bojąc się przegranej, nie potrafili zdobyć się na taką odwagę! Najwyższy Tenis polega na graniu najtrudniejszych piłek, w momentach najbardziej newralgicznych dla wyniku, ale żeby w ogóle ktoś kandydował do tej kategorii, musi w ogóle te najtrudniejsze piłki grać.

                                                    no pochwały Tomaszewskiego pod kątem Radwańskiej są iście niestosowne! ale czego się spodziewasz po dziennikarzu, który zapraszał Fibaka do komentowania meczy na antenie Polsatu, notorycznie brużdżącego pochwałami na temat Hewitta, Simona, Murraya, i Radwańskiej. jeśli się bierze kogoś tak miernego jak Fibak, w dziedzinie dyscypliny jaką jest tenis, za Autorytet, to czemu się potem dziwić? spustoszenie jakiego dokonał Fibak w umyśle Tomaszewskiego Juniora jest tyleż ogromne co nieodwracalne.

                                                    mnie najbardziej mierzi porównywanie Radwańskiej do Jankovic, zamulające przepastne różnice między tymi tenisistkami. owszem, jedna i druga grała z kontry i głównie trzymała piłkę w korcie lubiąc uciekać się do defensywy, jednak im trudniejszą rywalkę miała Jankovic tym trudniej potrafiła zagrywać i odpowiadać, a jej repertuar zagrań był nieporównywalny do Radwańskiej. tymczasem zdarza się czasem usłyszeć komentarz który próbuje zamazać te różnice, w podejściu do gry, i technice. o ile Jankovic grała z kontry, potrafiła rozstrzygnąć ryzykownym i dokładnym zagraniem punkt w trakcie długiej wymiany. Radwańska gra zaś zawsze niepozornie.


                                                    • Gość: MACIEJ Re: Najciemniej pod latarnią IP: *.c3-0.elm-ubr2.qens-elm.ny.cable.rcn.com 28.12.13, 03:04
                                                      > mnie najbardziej mierzi porównywanie Radwańskiej do Jankovic, zamulające przepa
                                                      > stne różnice między tymi tenisistkami. owszem, jedna i druga grała z kontry i g
                                                      > łównie trzymała piłkę w korcie lubiąc uciekać się do defensywy, jednak im trudn
                                                      > iejszą rywalkę miała Jankovic tym trudniej potrafiła zagrywać i odpowiadać, a j
                                                      > ej repertuar zagrań był nieporównywalny do Radwańskiej.
                                                      ---------
                                                      Jankovic krotko mowiac korzystala z zycia zaniedbujac tenis,ale......teraz brat sie wzial za nia ostro i ona szybko minie Radwanska w rankingu.
                                                      Jak Jankovic jest w formie to tylko Serena moze jej podskoczyc.
                                                  • Gość: MACIEJ Re: Najciemniej pod latarnią IP: *.c3-0.elm-ubr2.qens-elm.ny.cable.rcn.com 28.12.13, 03:00
                                                    > Panu Juniorowi obcującemu całe życie z naprawdę wielką osobowością własnego Ojc
                                                    > a, nie było widać dane dostrzec sensu i różnicy pomiędzy wielką, a mierną, osob
                                                    > owością, a to czyni zasadniczą różnicę, dużo większą, niż pomiędzy oryginałem,
                                                    > a dwieście pięćdziesiątą kopią, po dwudziestu paru przeróbkach. Ale tak bywa,
                                                    > że najciemniej pod latarnią.

                                                    Caly post jest bardzo dobry.
      • wrona23 Re: Czas na podsumowanie 10.12.13, 16:25
        Zgadzam się z Tobą. Miniony sezon był wyjątkowo udany, bardzo dynamiczny. Możemy być dumni z Polaków, którzy pokazali na co ich stać. W niedzielę oglądałem przy piwku zwierzyniec pils fragmenty najlepszych rozgrywek sezonu i nie mogłem wyjść z podziwu.
        • Gość: MACIEJ Tego czlowieka zna Ameryka. IP: *.c3-0.elm-ubr2.qens-elm.ny.cable.rcn.com 13.12.13, 19:21
          www.sport.pl/inne/1,64998,15133980,240_mln_dolarow_dla_baseballisty__Skad_biora_sie_kosmiczne.html#BoxSportTxt
          A kim jest Kournikova?
          Ile ona zarobila w ciagu calej kariery na korcie??
          3,5 mln doll?
          Gdyby zarabiala 10 mln rocznie to Ameryka by ja znala.
      • Gość: Luka Re: Czas na podsumowanie IP: *.dynamic.chello.pl 31.12.13, 16:48
        Kończy się rok. to i róg obfitości podsumowań się wysypał. Interesująco zrobił to Polsat w różnych dyscyplinach, które prezentował na swoich antenach. Pomysł przedni, ciekawie, starannie i z pomyślunkiem zrealizowany. Podsumowanie tenisa też o dziwo w niebanalnej formie. Zręcznie skomponowane sekwencje tematyczne opatrzone autorskimi opiniami z udziałem znanych głównie z nazwisk i głosów komentatorów, spinały się w dobrej jakości całość. Była okazja poznać twarze i posłuchać co do powiedzenia w temacie ma generacja następców Bohdana Tomaszewskiego. Fajno było poznać Tomasza Lorka który w błysku oka ma wpisaną tenisową pasję, realizm Kasi Nowak i Marcina Murasa, oraz kolorystyczne zdolności Motyla, czyli Pawła Motylewskiego. Pan Motylewski potrafił nawet doszukać się u naszej czołowej tenisistki umiejętności łączenia szacunku dla religii i kraju. Swoisty to szacunek dla religii mierzony krzyżem układanym z piłeczek tenisowych, by niebawem również wśród piłeczek zaprezentować swoje nagie wdzięki. Szacunek dla kraju też pokazała pańcia olewając udział w turniejach w Warszawie i Katowicach, ale za to poniosła flagę na Olimpiadzie, by zaraz po kompletnie nieudanym występie w bulwersującej publicznej wypowiedzi zdyskredytować wartość udziału w tym najważniejszym dla sportowego świata wydarzeniu sportowym. Aureolę można na siłę dorobić do byle gęby, ale świętą się przez to gęba nie stanie, co najwyżej śmieszną. Nie o świętość, ani śmieszność idzie, tylko jakość, a jakość całości podsumowania Polsatu była naprawdę dobra, Motylewski też nieźle się prezentował, ale jak to motyl, lubi kolorowo i lubi latać, czasami za wysoko. Chwała głowie. która pomyślała i potrafiła wykreować program niebanalny, nietuzinkowy, sympatyczny i wartościowy, sygnalizując nowy ciekawy wizerunek znanej sportowej stacji.
        Szkoda zatem że w ekipie fachowców tej stacji, zabrakło jednej rozsądnej głowy, która potrafiła by sensownie poukładać i skoordynować mecze tenisowe, którymi hojnie obdarowały widzów w ten świąteczny czas sportowe stacje Polsatu. W święta tenis ogląda się znakomicie, w szczególności Wimbledon, ten nasz wspaniały Polski. Oglądamy więc mecze serwowane bez najmniejszego pomyślunku, kompletnie nieuporządkowane, bez ładu i składu, finał, potem ćwierćfinały, potem czwarte rundy naszych chłopców, potem półfinał, w międzyczasie ćwierćfinał kobiet, potem finał, teraz znowu ćwierćfinał Kubota i Janowicza, istna sieczka, bez jakiejkolwiek logiki, chronologii, jedna wielka przypadkowa kaszana. Szkoda, że zabrakło jednej głowy potrafiącej w jakimś elementarnym porządku to poukładać i skoordynować Czar pryska i rzeczywistość skrzeczy, gdy się widzi jak każde dobro narodowe można poszatkować, widzieć tylko poszczególne rzeczy.
        Jako że feralny dla niektórych, wymarzony dla innych 2013 rok się kończy, trzeba z wiarą w lepsze jutro przywitać Nowy Rok.
        Wszystkim tenisistom życzę zdrowia, naszym kochanym Walczakom zwycięstw, dobrej gry i sukcesów. Niech walczą pięknie, niech sięgają marzeń, niech im szczęście sprzyja, a w życiu niech się dobrze darzy.


    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka