Gość: Luka
IP: *.dynamic.chello.pl
01.12.13, 19:05
Kilka tygodni przeleciało, liście i emocje opadły, jest grudzień i można z dystansu spojrzeć na miniony sezon, który był o niebo ciekawszy, niż poprzedni. Było i zagadkowo i fascynująco i kolorowo. Gwiazdą AO był niespodziewanie Wawrinka, chociaż nie dotarł nawet do ćwierćfinału, ale zagrał z Nowakiem chyba najbardziej ekscytujący mecz w sezonie. Potem już największe wrażenie robił nadspodziewanie udany i spektakularny powrót Rafy nie tylko do gry, ale na sam szczyt. My Polacy mieliśmy swój historyczny i niezapomniany Wimbledon i piękny polski ćwierćfinał z udziałem Dwóch Wspaniałych Biało – Czerwonych, którzy zaskakując wszystkich i pewnie samych siebie też, zafundowali nam masę dodatkowych emocji i tyleż samo radości. Poza wspaniałymi polskimi akcentami Wimbledon był szlemem wyjątkowym i szczególnym, bo obie korony ozdobiły głowy zupełnie nowych triumfatorów tego królewskiego turnieju, a jedna z nich okazała się być pierwszą i zarazem ostatnią, bo wieńczącą jak się wkrótce okazało, karierę tak często kontestowanej, a nawet obśmiewanej ze względu na dość toporny styl gry francuskiej tenisistki. Ta korona, akurat na tej głowie nie wszystkim pasowała, smakowała, nie wszystkich zachwycała, liczne kontrowersje wzbudzała, jako że trochę przypadkowej osobie, po nierównej konfrontacji się dostała. Temat zasługuje na odrębne potraktowanie i rozwinięcie w innym czasie i miejscu.
Niekwestionowanym królem tego Wimbledonu był za to Andy Murray, który zawierzył trenerowi, postawili wszystko na jedną kartę i dopięli swego. Myślę, że gdyby wzorem innych sportów, wybierano najlepszego trenera sezonu, tytuł ten zasłużenie zdobył by właśnie Lendl, współautor i tylko drugoplanowy bohater tego sukcesu. Gdyby wybierać jeszcze inne najlepsze, to najlepszy pod każdym względem mecz sezonu, zagrali Nowak z Del Potro w półfinale Wimbledonu. Zagrali tenis, w którym koncentrowało się jądro i całe spektrum nowoczesnego tenisa, tenisa XXI wieku, to był azymut wyznaczający kierunek przyszłości dla tej dyscypliny.
Niewątpliwie największym beneficjentem całego sezonu jest Rafa, u pań Serena i to cieszy, bo potwierdza, że miara Ich wielkości jest bezwzględna.
Ten sezon dla nas Polaków był szczególnie udany, nie tylko za sprawą JJ-a i Kubota.
Dużą i bardzo przyjemną niespodziankę sprawił Misiek Przysiężny kapitalną grą w końcówce sezonu, a także w nieco innej skali Kasia Piter, która pokazała wielki charakter i iście polską waleczność. Taką właśnie, jaką kibice kochają, uwielbiają i jakiej oczekują. To również za ich sprawą, nadchodzący sezon, jawi się jeszcze bardziej ekscytująco. Walczaków kochamy, w walczaków wierzymy i wszystkim walczakom w nowym sezonie sukcesów i szczęścia życzymy.