Gość: PIJANY KSIĄŻĘ
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
02.09.09, 15:19
Dent wygrał z Lopezem. Kawał porządnego, bardzo efektownego tenisa.
Amerykanin po kilku latach i operacjach, próbuje wrócić na dobre do
grania.
Po dwóch widowiskowych, emocjonujących setach Eurosport popsuł
zabawę wtykając "widowisko" Sharapova-Pironkova, w którym nic się
nie działo, temperatury żadnej nie było, ale z uporem do końca je
pokazywano. Myślenie nie okazało się mocną stroną realizatorów
transmisji.
Na szczęście zdążyli jeszcze wrócić na ostatniego gema panów, bardzo
długiego, gdy Dent próbował zamknąć mecz, a Lopez był bliski
doprowadzenia do tiebreaka. Pewnie był to najlepszy gem w całym
meczu, a na pewno z tego co można było zobaczyć.
W sumie to co można było zobaczyć z tego meczu to fantastyczne
serwowanie, ale i świetnych returnów nie brakło, a to duża sztuka
przy takich prędkościach. Było dużo efektownych kończących, dużo
fantazji i dużo ryzyka, dużo gry przy siatce, efektowne minięcia.
Widowisko.
Bondarenko-Ivanovic. Set trzeci pokazano, mniejsza o poziom i
pomyłki, ale im dalej w seta, tym dramaturgia rosła i rosła.
Fascynująca końcówka. Nie zapowiadało się aż na taką, gdy Ivanovic
tradycyjny festiwal partactwa dała i Bondarenko wyszła na 4-1 z
dwoma przełamaniami. Rzecz zdawała się rozstrzygnięta.
A jednak Serbka nie złożyła broni, teraz dopiero zacietrzewiła się
jak wszyscy diabli, zupełnie dzika pogoń to była, czyste szaleństwo,
ale odrobiła wszystko.
Ale z kolei się pokazało jak twarda sztuka jest Bondarenko, która
postanowiła prędzej ducha wyzionąć niż oddać ten mecz. Jak się
walczy, najpierw Serbka pokazała, a potem Ukrainka jeszcze ją swoją
determinacją przebiła. Na nogach Kateryna ledwo ustać mogła, ale
zawzięcie ganiała jak opętana, nic za darmo, jakieś wymiany po 20
uderzeń były. Wybroniła się przy 5-6, a potem w tiebreaku też
wybrnęła z nie lada opałów i dogoniła, rzecz musowo do obejrzenia,
potem Ivanovic nie dała rady skończyć, aż wreszcie Serbka raz
jeszcze dałą w siatkę i nie ma rady, ale faktycznie najbliższe noce
Any bezsenne bedą. Horror co się zowie to był.
Bondarenko grała z prawdziwą pasją i wiarą i równiejsza była, Serbka
jak to w ostatnich czasach rozchwiana i tenisowo i emocjonalnie,
chyba nie ma dziś drugiej takiej zawodniczki, która arcyuderzenia
przeplata koszmarnymi błędów, a do tego mocno chwiejne serwowanie.
Brawo dla Serbki za charakter i pogoń, ale sprawiedliwości stało się
jednak zadość w tym meczu i Kateryna górą. Szalona końcówka była w
tym meczu.
Co wyprawiała Safina z Rogowską tego ja nie wiem, bo nie widziałem
poza ostatnimi kilkoma piłkami, ale tu coś z głową musi być nie w
porządku. Pewnie to ciągłe rozmyślanie o numerze jeden i
konieczności wygrania wielkoszlemowego turnieju, żeby uciszyć
kwękaczy tak ją nerwowo pęta. Przecież normalnie to ona tamtą
kruszynę powinna coś tak z 6-1, 6-2 zdmuchnąć, szybko i konkretnie,
a nie żeby 3 sety, mordęgi 2,5 godziny i prawie odpaść. Ale za
wzceśnie na negatywne wnioski i następna runda może równie dobrze
pójść jej jak po maśle.