beduinka Deszczowe uściski z Aleppo 19.03.06, 17:47 pzdrw ponownie z Aleppo - i znow nie mam czasu pisac w zwiazku z obchodami Halab stolica kultury muzulmanskiej mam bardzo napiety plan dnia ale jak tylko znajde czas - wszystko wam opisze a pogode mamy ulewno-deszczowa Odpowiedz Link
gajasirocco Wiosenne z Karawanseraju 19.03.06, 18:00 Miło, że jesteś. Czekamy na relację z Halab. Masz pozdrowienia od ZS z Wilczej! Odpowiedz Link
beduinka Re: Wiosenne z Karawanseraju 19.03.06, 18:12 gajasirocco napisała: > Miło, że jesteś. Czekamy na relację z Halab. Masz pozdrowienia od ZS z Wilczej! gdzie sie spotklaiscie? Odpowiedz Link
gajasirocco Re: Wiosenne z Karawanseraju 19.03.06, 18:41 Dopiero się spotkamy 25marca na Wilczej, narazie telefonicznie.... Odpowiedz Link
beduinka Re: Wiosenne z Karawanseraju 19.03.06, 18:48 gajasirocco napisała: > Dopiero się spotkamy 25marca na Wilczej, narazie telefonicznie.... ok... zezwalam na spotkanie Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 20.03.06, 12:59 dzisiejszy dzien spedzialam na konferencji "Islam, a prawa czlowieka" - teraz jest przerwa, wkrotce tam wracam natomiast noca zamierzam pojechac do Kamishli na obchody swieta Neiruz Odpowiedz Link
gajasirocco Re: Gorące uściski z Karawanseraju 20.03.06, 13:08 Tak-popieram- jedź do Kamishli-zjeżdżają się już Kurdowie z całego swiata. Również z W-wy..... Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Karawanseraju 20.03.06, 13:21 zobaczymy bo moze byc trudno z noclegami i transportem Odpowiedz Link
beduinka Dzisiaj będzie mieli sporo czytadła. 29.03.06, 15:17 Dzisiaj będzie mieli sporo czytadła. 1Wesele w Aleppo 2Aleppo Stolicą Kultury Islamu 3Kamiszli 4Po powrocie do Damaszku 1 Wesele w Halab Klub weselny ma dwie różne sale – dla kobiet i dla mężczyzn Przy wejściu otrzymuje się pudełko z weselnymi słodyczami Do Sali dla kobiet wchodzą duchy w czarnych abajach i hidżabach, bądź nikapach, a w środku często przemieniają się w wampy, ubrane w seksowne ubrania, z wymyślnymi fryzurami i bardzo bardzo mocnymi makijażami Na szczęście moja koleżanka Basma ubrana jest normalnie Rozmawiam wiele z dziewczynami i kobietami, z którymi kontakt w innej sytuacji był utrudniony; te, z którymi siedzę są studentkami – dziennikarstwa, anglistyki, prawa itp. Na stole tylko woda i serwetki Wynajęta jest piosenkarka przebrana za mężczyznę – ubrana w dżinsy, koszule, krawat, z włosami ułożonymi na żel jak mężczyzna; później w czasie przyjęcia przy wolnych tańcach będzie pełniła rolę faceta tańcząc z panną młodą; w trakcie swojego występu zdarza się, że klepnie jakąś kobietę po tyłku lub inną przytuli głaszcząc jej odkryty brzuszek Wyjeżdżamy z panem młodym i kobietami z jego rodziny do domu panny młodej. Tam wchodzimy do mieszkania śpiewając, klaszcząc i zurghuląc Panna młoda wygląda przepięknie, ubrana jest w różową sukienkę, ma piękną fryzurę. Ona i jej młodsza siostra mają aparycję Ally McBeal. Państwo młodzi tańczą, niektóre kobiety też się przyłączają. Jesteśmy częstowani ciasteczkami kokosowymi Wychodzimy, wsiadamy do samochodów i jeździmy po mieście nadużywając klaksonów, machając z okien chusteczkami i klaskając Dojeżdżamy do Sali weselnej, gdy wchodzimy okazuje się, że teraz wszystkie kobiety założyły już abaje i chusty – bowiem pan młody wchodzi razem z nami. Tańczą razem kilka tańców. Następnie obwiesza się pannę młodą ofiarowaną biżuterią. Później pan młody wychodzi. Kobiety zdejmują wierzchnie szaty, a panna młoda też idzie się przebrać w małą czarną. Kobiety tańczą i tańczą i tańczą O godz. 1 w nocy panna młoda idzie się po raz kolejny przebrać – tym razem w białą suknie i następuje kolejna akcja obwieszania jej biżuterią i przyszpilania jej do sukienki 1000-funtowych banknotów O godz. 2 w nocy kobiety znów się ubierają w abaje i chusty, bowiem przychodzi pan młody, jego ojciec i ojciec panny młodej i następuje przekazanie panny młodej mężowi. Odpowiedz Link
beduinka 2 Dzisiaj będzie mieli sporo czytadła-Halab stolic 29.03.06, 15:19 2) Aleppo Stolicą Kultury Islamu Co roku jedno z miast arabskich wybierane jest na stolicę kultury arabskiej. W tym roku jest nią omański Maskat, a w 2008 zostanie nią Damaszek. Wśród miast świata muzułmańskiego wybiera się stolicę kultury islamu. W tym roku jest nią Aleppo i 18 marca odbyły się uroczystości otwarcia. Pierwszą niespodzianką okazało się to, że Prezydent otworzył niespodziewanie festiwal dzień przed planowanym otwarciem, kiedy jeszcze goście nie zdążyli przyjechać. Więc otwarcie w meczecie Umajjadów odpadło, odczekałam i pojechałam na otwarcie targów książki – tu powiedziano mi, że ten punkt programu przesunięto na następny dzień. Byłam zła. Stamtąd zabrał mnie dziennikarz gazety Tishrin, który także przyjechał tutaj na próżno. Pojechaliśmy pod salę, gdzie miało odbyć się główne uroczyste otwarcie. Nie dało się tam dojechać, więc trochę dalej zostawiliśmy samochód i przedzieraliśmy się przez tłumy, które wyszły na place i ulice mając nadzieję spotkać prezydenta (nie wiedzieli, że prezydent otworzył festiwal wczoraj i wyjechał… co ciekawsze policja pilnująca porządku też tego nie wiedziała). Policja musiała zacząć torować dla nas drogę. Gdy tak odpychała tłum na boki i krzyczała, by zrobili przejście – ludzie tym bardziej pomyśleli, że to prezydent idzie – zaczęli skandować okrzyki na jego cześć – no i gdy do nich dochodziłam mieli niespodziankę – zamiast prezydenta szła tylko blond dziewczynka. Przebiliśmy się do sali akurat na czas, tj. w momencie gdy wchodził premier, ministrowie i mufti i weszliśmy razem z nimi. W środku w Sali głównej zostałam zaprowadzona do korzystania z miejsca razem z dziennikarzami. Jako, że jeszcze nic się nie rozpoczynałam – poszłam do Centrum Prasowego, którego szef pozwolił mi z niego korzystać przez cały czas trwania festiwalu. Uroczystość rozpoczęła się od odśpiewania hymnu syryjskiego, następnie były różne przemowy – Prezydenta Miasta Aleppo, Premiera, Ministra Kultury, Muftiego i innych BARDZO WAŻNYCH OSÓB. Następnie było przyznawanie nagród osobom, które przyczyniły się do przygotowania tego festiwalu. Później nastąpiła ciekawsza część uroczystości. Zaprezentowano bardzo ciekawie przygotowaną historię Aleppo. Dziadek opowiada wnuczkowi dzieje miasta, na ekranie za nimi pokazywane są miejsca, odgrywane scenki odnoszące się do tego, o czym dziadek właśnie odpowiada. Na scenę wchodzą także postaci, które przewijały się przez historię Aleppo: Arystoteles, Abu Ubaida bin Al-Dżarra, Ayyad bin Ghanam, Al.-Farabi, Saif Ad-Dawla, Abu Bakr Al-Khawarizmi, Al.-Mutanabbi, Abu Firas Al-Hamadani, Khawla, Kaszadżam, As-Sanubari, Nur Ad-Din Az-Zinki, Al-Qasarani, Ibn Al-Adim, Daifa Khatun, Szaikh Muhi Ad-Din bin Arabi, Ibn Jaber, Szaikh Ahmad Aqil Al- Mathadżi. Przedstawienie kończy się tak, że wnuczek wnosi portret zmarłego dziadka, siada na jego miejscu i zaczyna opowiadać historię od nowa. Następne są występy różnych zespołów folklorystycznych. M.in. tańczy jedna z grup znana mi z przedstawienia Dumari. Na mnie największe wrażenie wywiera jednak Mawlaya, czyli taniec derwiszów. Kilkunastu derwiszów i derwiszków (bowiem najmłodszy z nich wygląda na 5 lat) kręci się przez ponad pół godziny. Następnie jadę samochodem dziennikarzy gazety Thawra pod cytadelę, gdzie jest kontynuacja uroczystości. Tam przed cytadelą witają nas dawni rycerze, którzy pilnują wejścia. Gdy dołącza do nas premier idziemy na górę. Podczas tego spacerku rozmawiam sobie z muftim Syrii, ambasadorem Omanu, panem z Egiptu, z którym będę przez okres festiwalu sporo rozmawiać, lecz dopiero drugiego dnia wieczorem dowiem się, że jest wice prezydentem Ligi Państw Arabskich i innymi miłymi panami. Na trasie naszego przejścia są „przystanki”, czyli miejsca ukazujące np. dawną madrasę koraniczną z dziećmi uczącymi się od swojego nauczyciela wersetów Koranu, warsztaty wyrobu różnego rękodzieła, piekarnia, zakład tkacki, a także miejsce, gdzie występuje ponownie grupa derwiszy oraz jedna z grup folklorystycznych. Następnie jest w cytadeli kolacja dla VIPów, ja nie zostaję tam, lecz udaję się z kolegami – studentami z uniwersytetu w Halab na pizzę. Następnego dnia rano udaję się do Centrum Kulturalnego, gdzie jest otwarcie wystawy współczesnej sztuki syryjskiej (malarstwo, grafika, rzeźba). Później (z dziennikarzami gazety Tishrin, z którymi to już do końca dnia będę jeździć razem) udajemy się na otwarcie targów książki. Kolejnym punktem programu jest cytadela, gdzie jestem występ jednej z grup folklorystycznych, a także orkiestry dętej. Towarzyszy temu kolejna wystawa sztuki (grafika i malarstwo). Później udajemy się do centrum prasowego – skąd pisałam trochę do was. Następnie w tej samej Sali jest koncert syryjskiego piosenkarza Sabat Fakhry, dla którego Aleppo jest miastem rodzinnym. Znany jest z tego, że śpiewa godzinami i także tym razem nie zawiódł publiczności i śpiewał do godz. 00:30, więc później organizatorzy postanowili odwieźć mnie do hotelu (bezgwiazdkowego oczywiście) samochodem prezydenta… bez niego samego of course – zamiast tego z wice prezydentem LPA – co okazało się być dobrą okazją do dowiedzenia się, że on to on. Kolejny poranek – jadę na Uniwersytet Aleppo na Wydział Medycyny na konferencję Islam, a Prawa Człowieka (której nota bene nazwa została przetłumaczona na angielski jako „Islam and Rights of Man”). Początek to są oczywiście przeróżne przemówienia ważnych, ważniejszych i najważniejszych osób. Wszystko utrzymane jest w stylu, że islam jest religią, która od podstaw miała przestrzeganie wszelkich praw człowieka i podobnie teraz wszystkie prawa człowieka są jak najbardziej przestrzegane w krajach muzułmańskich. Po przerwie udaję się z dziennikarzami Tishrin do Centrum Prasowego, a potem na spacer po starym mieście. Zaglądam na dworzec kupić bilet, wracam do hotelu po bagaże i wieczorem udaję się na dworzec. 3) NEWROZ W KAMISZLI Zaproszona na obchody kurdyjskiego święta Newroz jadę autobusem z Aleppo do Kamiszli. Współpasażerowie nawiązują rozmowę, a ja wykorzystuję sześciogodzinną podróż do nauczenia się podstawowych zwrotów w języku kurdyjskim. Od chłopaka siedzącego obok dostaję opaskę na rękę w narodowych barwach kurdyjskich – zielonym, żółtym i czerwonym (kosk, sor, zar). Dojeżdżam do miasta o godzinie drugiej w nocy. Z dworca odbiera mnie Dżuwan poznany za pomocą długiego łańcuszka przypadków – moja mama wyjechała na wycieczkę do Egiptu. Razem z nią w grupie był Kurd mieszkający w Polsce. Po jakimś czasie odezwał się do mnie jego brat mieszkający w Syrii, odwiedził mnie w Damaszku i zaprosił do odwiedzin jego rodzinnych stron, swoich krewnych i uczestniczenia w obchodach ich narodowego święta. Święto Newroz obchodzone jest 21 marca – w pierwszy dzień wiosny. Gdy zapytałam o historię tego święta - opowiedziano mi o perskim królu Dahak, który zjadał codziennie mózgi swoich poddanych. Tak działo się aż do dnia, gdy przyszła kolej na kurdyjskiego kowala o imieniu Kała. Ten okazał się silniejszy od króla, nie dał się zabić, lecz zabił swojego władcę. By ogłosić radosną nowinę o śmierci tyrana rozpalono na wzgórzach ogniska – i tak też się robi po dziś dzień. Świętują Kurdowie na całym świecie – w Syrii, Turcji, Iraku i Iranie oraz emigranci rozrzuceni po całym świecie. Dżuwan odwozi mnie do domu swojej starszej siostry, z której pięcioma córkami będę przez najbliższe dni spędzać większość mojego czasu. Dziewczyny dobrze mówią po arabsku, bowiem studiują na uniwersytetach, więc bez problemu możemy się dogadać. Z ich mamą, która nie chodziła do szkoły jest trochę trudniej – ale obie staramy się używać w rozmowie ze sobą wszelkich znanych nam zwrotów ja w języku kur Odpowiedz Link
beduinka 3Dzisiaj będzie mieli sporo czytadła-Kamiszli 29.03.06, 15:20 Dżuwan odwozi mnie do domu swojej starszej siostry, z której pięcioma córkami będę przez najbliższe dni spędzać większość mojego czasu. Dziewczyny dobrze mówią po arabsku, bowiem studiują na uniwersytetach, więc bez problemu możemy się dogadać. Z ich mamą, która nie chodziła do szkoły jest trochę trudniej – ale obie staramy się używać w rozmowie ze sobą wszelkich znanych nam zwrotów ja w języku kurdyjskim, a ona w arabskim. Z powodu późnej godziny kładę się wkrótce spać, gdyż następny dzień będzie na pewno pełen wrażeń. Rano wstajemy się i przygotujemy do drogi. Tata wraz z synami ładują na samochód – pick-up’a namiot, maty, krzesła, stoły, jedzenie, picie i naczynia. Dziewczyny przygotowują się malując się, czesząc, ubierając się – mama i dwie z pięciu córek zakładają tradycyjne kurdyjskie stroje. Gdy już wszyscy jesteśmy gotowi, wsiadamy wszyscy do, a raczej na samochód i jedziemy – podobnie jak dziesiątki, setki innych podobnie załadowanych rzeczami i ludźmi samochodów – poza miasto. Pogoda jest iście wiosenna, jakby natura cieszyła się razem z nami, przecież dzisiaj żegnamy zimę, a witamy wiosnę. Dojeżdżamy do celu. Miejsce (jedno z wielu takich w okolicach Kamiszli) to jakby wielkie obozowisko – setki namiotów, tysiące ludzi. Znajdujemy miejsce dla nas, wkrótce dołączają tam do nas także inne pick-up’y wypełnione ciotkami, wujkami, babciami, dziadkami, kuzynami, dziećmi. Z jedną z sióstr idę przejść się po okolicy. Jako jedyna cudzoziemka wzbudzam sympatyczne zainteresowanie. Ludzie cieszą się, gdy składam im życzenia świąteczne po kurdyjsku. Tłum jest bardzo kolorowy. Kobiety ubrane są w tradycyjne stroje – sukienki z bardzo długimi rękawami, kaftany. Mężczyźni rzadziej noszą tradycyjne ubrania, lecz nawet ci Kurdowie, którzy przyszli tu ubrani współcześnie – założyli jakiś element stroju w kurdyjskich kolorach – nakrycie głowy, szal, chustę, koszulkę. Podchodzimy w miejsce, gdzie zebrało się bardzo dużo ludzi, skąd dobiega muzyka. Odbywa się tam program artystyczny – zespoły dorosłych i dzieci tańczą narodowe tańce, śpiewany są piosenki, odgrywane są przedstawienia, recytowane wiersze. Smutek największego narodu bez własnego państwa miesza się z radością święta. Wracamy do naszej rodziny. Rozmawiamy zajadając się orzeszkami i popijanymi wszędobylską Coca-Colą. Z kolejną siostrą wychodzę na następny spacer po obozowisku. Dochodzimy do miejsca, gdzie w ogromnym kole tańczy 100-200 osób kurdyjską dabkę. Chłopcy z zespołu folklorystycznego uczą mnie jej kroków (teraz muszę już spamiętać i nie pomylić kroki dabki palestyńskiej, syryjskiej i kurdyjskiej) i wkrótce dołączam do tańczących. Lewa w przód, lewa w tył, prawa w przód, prawa w tył, lewa na skos w prawo, prawa wyrównuję. Co chwila ktoś podchodzi i prosi mnie o wspólne zdjęcie. Czuję jakby dzisiaj sfotografowane mnie kilkadziesiąt, jak nie więcej razy. Ja też sporo fotografuję, bowiem uczestniczę w tym kurdyjskim święcie po raz pierwszy i chcę wszystko uchwycić, każdy moment zachować dla siebie na później, na zawsze. Mijamy kolejne zgrupowanie ludzi. Ze środka wydobywa się jednak tylko głos politycznego przemówienia, a nad tłumem powiewają flagi z portretami przywódców. Tutaj nie zatrzymuję się zbyt długo. Idziemy dalej. Dochodzimy w miejsce, gdzie gra zespół muzyczny, a ludzie tańczą, ja także tutaj dołączam do tańczących. Musimy wracać do „mojej” rodziny, bowiem nastał już czas posiłku. Siadamy do jedzenia – szaszłyków i sałatek. Wkrótce dołącza też do nas Dżuwan. Ja jednak zbyt długo nie wytrzymuję w jednym miejscu i znowu wyruszam na włóczęgę po obozowisku. Następna siostra towarzyszy mi i udaje się ze mną w najbliższe nam miejsce śpiewów, tańców i przedstawień. Wkrótce Dżuwan wzywa nas jednak z powrotem – więc wracamy do „naszych”. Wsiadamy do pick-upa, Dżuwan za kierownicą, jedna z sióstr koło niego, ja i druga siostra na pakę. Krążymy po obozowisku, które rozciąga się przez wiele kilometrów. Kropi deszczyk. Ludzie jadący koło nas na motorze podają mi kurdyjską flagę – dalej jadę powiewając nią po okolicy, wzbudzając aplauz wśród mijanych ludzi. Zatrzymujemy się od czasu do czasu, by odwiedzić to tu to tam krewnych, bądź znajomych „mojej” rodziny. Ściemnia się, ludzie zwijają swoje namioty i kilkutysięczne obozowisko znika tak nagle, jak nagle się dzisiejszego poranka pojawiło… i jak pojawi się ponownie dokładnie za rok... Wsiadamy do naszego autobusika – ponad miarę wypełnionego ludźmi i przeróżnymi rzeczami. Śpiewamy, klaskamy. Wracamy do domu, jednak nie był to koniec pełnego wrażeń dnia. Pozwolono mi tylko wziąć prysznic i zabrano do dziadków na kolację, w odwiedziny do zaprzyjaźnionych nauczycieli, później do następnego znajomego i do zamężnej siostry i jej rodziny. Wracamy do domu późno w nocy. Kolejne dni mam wypełnione wizytami w coraz to następnych domach. Poznaję lekarza, który skończył studia w Polsce. Co chwila ktoś podarowuje mi coś na pamiątkę. Po czterech wspaniałych dniach opuszczam Kamiszli towarzyszą mi w podróży dwie córki z „mojej” rodziny, które studiują w Damaszku – jedna literaturę arabską, druga anglistykę. Jadę, lecz wiem, że na pewno tam powrócę. 4) Po powrocie do Damaszku Gdy wróciłam do Damaszku – musiałam także wrócić do nauki. Po tygodniu nieobecności okazało się, że na zaraz zaplanowane są półsemestralne egzaminy. Byłam też ostatnio w teatrze na monologu teatralnym palestyńskiej reżyserki zagranym przez algierską aktorkę. Wyznania do kamery kobiety przeżywającej kryzys wieku średniego. Przedwczoraj przyjechał kolega z Polski (dzięki mamie za plecaczek – dotarł). Poszliśmy m.in. na wystawę karykatur o tematyce politycznej – gł. ich aktorem był niejaki Bush. Wieczorem udaliśmy się do kina obejrzeć tunezyjski film „Taniec wiatru”, natomiast wczoraj wyświetlano w Centrum Kultury Francuskiej (sic!) film Kieślowskiego „Trzy kolory. Biały”. Oprócz tego wczoraj miałam kolokwium z literatury klasycznej. Na dzisiaj zaplanowane były kolokwia z gramatyki, retoryki i słowników. Ale zostały odwołane, bowiem dzisiaj znów jest zaćmienie słońca, a jak można by było zrobić egzaminy podczas zaćmienia. No przecież nie można. I znów puszczono nas z drugich zajęć do domu, wcześniej jednak przeczytawszy nam list od ministra zdrowia nt. zachowania podczas zaćmienia i nt. możliwych uszkodzeń zdrowia w przypadku patrzenia się w słońce. A więc znów dzieci nie poszły do szkół, ludzie pozamykali sklepy i biura. Dzisiaj wieczorem idę na koncert muzyki klasycznej – Duo Approche w składzie Olivier Marron – wiolonczela i Olivier Vivares – klarnet. A jutro jedziemy sadzić drzewa ;-)))))))) Pzdrw Odpowiedz Link
gajasirocco Beduinko! Jesteś cudowna!Podziękowania dla Dżuwana 29.03.06, 15:58 Cieszę się, że masz tyle wrażeń i korzystasz z każdego dnia życia...Zwolnij trochę, odpocznij, pozdawaj egzaminy....Ślę tysiace całusków z Karawanseraju! Miło się czytało i z całego serca dziękuję rodzinie Dżuwana za pokazanie Ci Kurdystanu!!! Odpowiedz Link
beduinka Re: Beduinko! Jesteś cudowna!Podziękowania dla Dż 29.03.06, 16:04 gajasirocco napisała: > Cieszę się, że masz tyle wrażeń i korzystasz z każdego dnia życia...Zwolnij zwolnie na starosc > trochę, odpocznij, pozdawaj egzaminy.... pozdawam jutro mam egzamin z imla'a (ortografii) a w przyszlym tygodniu z lektury prasy, literatury wspolczesnej, gramatyki, retoryki, slownikow i wypracowan Ślę tysiace całusków z Karawanseraju! > Miło się czytało i z całego serca dziękuję rodzinie Dżuwana za pokazanie Ci > Kurdystanu!!! :))) w tamte rejony na pewno wroce, bowiem jest tam wiecej do zobaczenia niz tylko miasto Kamiszli Odpowiedz Link
gajasirocco Beduinko! Jesteś cudowna!Podziękowania dla Dżuwana 29.03.06, 16:08 Trzymam kciuki podczas zdawania egzaminów! Powodzenia!!! Odpowiedz Link
gajasirocco Pozdrowienia z Karawanseraju 29.03.06, 15:39 Nareszcie!!! Miło Cię znów widzieć. Masz pozdrowienia od swojej dentystki, która mieszkając w Szwecji podziwiała z Irakijczykami Twoje forum i chwaliła się, że te piękne zdjęcia z krajów arabskich, to od jej pacjentki....(daleko sięga Twoje forum!) Odpowiedz Link
tetys WoW! 29.03.06, 16:10 شُكراً!خَمِيلٌ بِنتٌ! ذَكِيٌّ:)) WOW! Ale nam Beduinko opisałaś wszystko, czekamy tylko na zdjęcia! Z każdym postem sprawiasz, że coraz bardziej chcę tam być! Motywujesz mnie do nauki arabskiego, do nauki w ogóle, do wszystkiego! Pozdrawiam Cię :)) Odpowiedz Link
beduinka Re: WoW! 29.03.06, 16:12 tetys napisał: > شُكراً!خَمِي& > #1604;ٌ بِنتٌ! > ذَكِيٌّ:)) > > WOW! > Ale nam Beduinko opisałaś wszystko, czekamy tylko na zdjęcia! zdjec do ja juz mam z Syrii kilka giga, ale nie mam czasu ich wrzucac... obejrzysz jak przyjedziesz > Z każdym postem sprawiasz, że coraz bardziej chcę tam być! i bedziesz... znasz dobrze angielski. poznalam rodzine, ktora chcac dobrze nauczyc swoich 3 synow angielskiego przyjelaby do siebie do domu (za friko) - osobe z bieglym angielskim... wspominalam im o tobie :) > Motywujesz mnie do nauki arabskiego, do nauki w ogóle, do wszystkiego! ja taki len naukowy motywuje do nauki ???? dzieki :))))) > > Pozdrawiam Cię :)) ps. w twoim arabskim powyzej jest troszke bledow :) Odpowiedz Link
tetys Re: WoW! 29.03.06, 16:33 beduinka napisała: > > > WOW! > > Ale nam Beduinko opisałaś wszystko, czekamy tylko na zdjęcia! > > zdjec do ja juz mam z Syrii kilka giga, ale nie mam czasu ich wrzucac... > obejrzysz jak przyjedziesz Ok! > > > Z każdym postem sprawiasz, że coraz bardziej chcę tam być! > i bedziesz... znasz dobrze angielski. poznalam rodzine, ktora chcac dobrze > nauczyc swoich 3 synow angielskiego przyjelaby do siebie do domu (za friko) - > osobe z bieglym angielskim... wspominalam im o tobie :) Oo! Dziękuję! > > > Motywujesz mnie do nauki arabskiego, do nauki w ogóle, do wszystkiego! > > ja taki len naukowy motywuje do nauki ???? dzieki :))))) Nie dziękuj, to czysta prawda:) > > > > > Pozdrawiam Cię :)) > > > ps. w twoim arabskim powyzej jest troszke bledow :) Nie wgłębiałem się w tajniki gramatyki, więc znam tylko pojedyncze słówka i zwroty....ale już niedługo mam nadzieję będzie lepiej:) Pozdrawiam! Odpowiedz Link
tetys PS. 30.03.06, 13:40 W ogóle Beduinko w jakich sferach Ty się obracasz:)) Same szychy wokół Ciebie, największe osobistości świata Arabskiego! Pięknie! Odpowiedz Link
beduinka Re: PS. 08.07.06, 11:04 tetys napisał: > W ogóle Beduinko w jakich sferach Ty się obracasz:)) > Same szychy wokół Ciebie, największe osobistości świata Arabskiego! > Pięknie! a jakze :)))))))) Odpowiedz Link
beduinka dzrzewka i piasek z nieba 01.04.06, 17:40 Witajcie, Piątkowe popołudnie spędziłam na sadzeniu drzew na Dżabel Qasjun – za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat będziecie mogli podziwiać na wzgórzach Damaszku nasz las. Inshaallah. Akcję sadzenia drzew zorganizowały: hiszpański instytut Cervantes, British Council, Instytut Francuski, Syryjskie Towarzystwo Ekologiczne, Harcerzy Syryjskich, Stowarzyszenie Studentów Syryjskich. Mam nadzieję, że o nikim nie zapomniałam. Pewnym utrudnieniem było, że tego dnia w nocy zmieniono czas na letni. I jak to już kolejny raz miałam się okazję tu przekonać – ludzie nie byli o tym poinformowani, a raczej każdy miał swoje zdanie nt. tego, kiedy nastąpi zmiana czasu. Dojechaliśmy na miejsce specjalnymi autobusami. Ja jechałam spod Cervantesa, więc należałam do ich grupy „robotników”. Na miejscu każdy otrzymywał wstążeczkę na ramię oznaczającą organizację, dla której „pracuje” – my z Cervantesa byliśmy żółci. Dostawaliśmy też szpadle i motyki oraz gumowe rękawiczki i ruszaliśmy do sadzenia drzewek. A do pracy grała nam orkiestra instrumentów dętych i różnych bębnów. Okazało się, że liczba woluntariuszy przewyższyła oczekiwania organizatorów, więc szybko uwinęliśmy się z pracą. Sadzili razem Syryjczycy i obcokrajowcy, kobiety i mężczyźni, dzieci, młodzież, ludzie w średnim wieku, a nawet starcy, ludzie ubrani w stroje tradycyjne i nowoczesne. Gdy skończyliśmy pracę – teren objechała ciężarówka z jedzeniem i wszyscy dostaliśmy coś do jedzenia i picia. Dzisiaj pogoda w Damaszku sprawiła nam niespodziankę – co dokładniej się stało – zerknijcie do galerii Kraje Arabskie. Pzdrw Mirka Odpowiedz Link
gajasirocco Ja też chcę sadzić! 01.04.06, 18:53 Brakuje mi mojego ogródka, zapachu ziemi, nowalijek...no i słoneczka, którego dzisiaj nie mamy, chociaż jest cieplutko i powoli będzie można pochować kożuchy w szafach! Odpowiedz Link
beduinka Re: Ja też chcę sadzić! 01.04.06, 19:00 gajasirocco napisała: > Brakuje mi mojego ogródka, zapachu ziemi, nowalijek...no i słoneczka, którego > dzisiaj nie mamy, chociaż jest cieplutko i powoli będzie można pochować kożuchy > > w szafach! a ja jeszcze dodam, ze od 1-2 tygodni mamy sezon na TRUSKAWKI Odpowiedz Link
gajasirocco Beduinka tapla się w damasceńskim błotku! 01.04.06, 19:30 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=687&w=37235742&a=39597075 Odpowiedz Link
tetys Re: dzrzewka i piasek z nieba 01.04.06, 21:11 Ale macie pogodę! Nawet nad Damaszek przybywają deszczowe chmury:) Ja natomiats wieczór spędzam oglądając "Wyznania Gejszy"....piękny film! Gaju, nie udało mi się dzisiaj przyjechać:( Pozdrawiam! Odpowiedz Link
gajasirocco Pozdrowienia z Karawanseraju 01.04.06, 22:51 Tetysku: Nie szkodzi, oddam przy okazji! Odpowiedz Link
beduinka Re: dzrzewka i piasek z nieba 03.04.06, 21:12 tetys napisał: > Ja natomiats wieczór spędzam oglądając "Wyznania Gejszy"....piękny film! ja ogladalam to w piatek wieczorem :))))) Odpowiedz Link
beduinka “Marzenia świątecznej nocy” 03.04.06, 21:08 Wczoraj byłam w Teatrze na przedstawieniu “Marzenia świątecznej nocy”. Dwaj mężczyźni – szewc i jego znajomy - planują wyjazd do Europy, by znaleźć tam pracę i wieźć szczęśliwe życie. Zastanawiają się jak zdobyć wizę do Europy (może spotkają cudzoziemkę, która załatwi im wizę, może przez kobietę, która sprząta u jakiegoś ambasadora it.), zbierają wszelkie papierki do ambasady, opowiadają sobie jak to będzie w tamtej Europie, gdzie to się przejeżdża między Niemcami, Francją, Brazylią (sic!), a Belgią bez granic, bez paszportów… Odpowiedz Link
beduinka zimno 04.04.06, 20:30 Witajcie, Jest zimno, bardzo zimno i pada deszcz. Coś z tą pogodą jest nie tak. Ale jutro wieczorem idę na teatru na występ Munshedeen – z okazji rocznicy urodzin proroka Mahometa (wypadają w niedzielę). A w poniedziałek będzie występ Duo Cracov. Buziaki Odpowiedz Link
gajasirocco Re: zimno 04.04.06, 20:42 A u nas ma jutro sypnąć śnieg...więc mamy powrót zimy. Życzę Ci ciepełka!!! Odpowiedz Link
beduinka Re: zimno 04.04.06, 20:55 gajasirocco napisała: > Życzę Ci ciepełka!!! nawzajem!!!!! Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 05.04.06, 12:52 dzisiaj swieci u nas sloneczko i jest cieplutko.. .i tak na zmiane jest tu ostatnio - dzien cieply, dzien zimny kwiecien plecien poprzeplata troche zimy triche lata Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Karawanseraju 05.04.06, 13:31 gajasirocco napisała: > U nas tak samo..... tez 15-18 C? Odpowiedz Link
beduinka obchody urodzin proroka,wycieczka do Sweidy 08.04.06, 12:19 Marhaba, W środę wybrałam się na wykład „Walka o Palestynę między religią, a historią” – ciekawy. Wygłoszony był w Centrum Kultury Arabskiej w Yarmuku i swoją osobą wzbudziłam tam spore zainteresowanie. Oprócz mnie przyszło wysłuchać go może z 10-15 panów, wszyscy się znali, no i ja. Później pojechałam do teatru na obchody urodzin proroka Mahometa. Przedstawienie było wyśmienite, lecz bardzo długie – a mianowicie zaczęło się o godzinie dziewiątej wieczorem, a skończyło się pół godziny po północy. Występował Klub Al-Munshideen pod przewodnictwem Szejka Hamzy Szakkura. Śpiewali m.in. „An-Nawba Ar-Rifa’iya”, „Ta’atira al-mawlid”, „Ya rasulu Allah”, „Malak al-mulk wal-madad”. Towarzyszył ich śpiewowi taniec wirujących derwiszów. Następnie przyszedł czas na występ chóru chrześcijańskiego Al-Farah. Zaśpiewali: hymn bizantyjski, „Anta Ya min Amarta al-bahr”, „Ayyuha ar-Rab Illahi Anta mutaka’i” (psalm), „Illahi hananta as-sama’a”, „Rabbi takabbal”, „Atahalal yawm tunadini”, „Ya Sayyid as- Salam”. Przyszła kolej na najwspanialszą część wieczoru – wspólny występ dwóch religijnych chórów – muzułmańskiego i chrześcijańskiego. Razem zaśpiewali „Ya nas hibbu an-nas”, „Ya ‘alima bis-sir”, „Illahi rahmataka” i inne. Nastąpiły przemowy imama i księdza. Co ciekawe imam mówił bardzo spokojnie i radośnie, składał nam wszystkim życzenia z okazji urodzin Proroka; natomiast zdziwiła mnie przemowa księdza. Mówił, że arabscy chrześcijanie i muzułmanie powinni wspólnie przeciwstawić się zepsuciu zachodniego świata; że Zachód próbuje zniszczyć resztę świata – ale tak naprawdę zniszczy sam siebie; że Bóg płacze z powodu tego wszystkiego, co się dzieje na świecie (Irak, Palestyna), lecz na pewno dzisiaj śmieje się widząc muzułmanów i chrześcijan wspólnie śpiewających na Jego chwałę. Wieczór zakończył się rozdaniem uczestnikom paczuszek z cukierkami, które ofiaruje się tutaj z okazji różnych świąt. W czwartek na zajęciach w Maahadzie sprowokowałam ciekawą rozmowę. A jako, że w tym semestrze mamy w grupie ekstra osoby – to nasza dyskusja bardzo się nakręciła – aż tak mocno, że nauczyciel z drugiej sali przyszedł sprawdzić, co się u nas dzieje. Rozmowa dotyczyła tego, co nam się nie podoba w krajach arabskich. Niestety nauczyciel na wszystko, co mówiliśmy odpowiadał, że to co złe – przyszło z Zachodu. Nawet nie przemawiały do niego argumenty muzułmanów żyjących w Europie. To, czego Arabowie powinni się jeszcze nauczyć – to przyjmowanie krytyki i umiejętność wyciągnięcia z niej wniosków. Ja widzę wady naszego Zachodniego Świata, potrafię o nich mówić, widzę też jego dobre strony. Natomiast często dostrzegam, że Arabowie tak się przyzwyczaili dzielić świat na My = Dobrzy i Oni = Źli, że nie potrafią dostrzec, że My – mamy dobre i złe cechy oraz Oni – mają wady i zalety. A krytyka – o ile jest konstruktywna – zazwyczaj jest pomocna. Te uwagi nie dotyczą tylko wielkich spraw, ale nawet drobiazgów. Ja uwielbiam świat arabski, czuję się tutaj jak ryba w wodzie, nauczyłam się prawić komplementy, po tysiąckroć podziwiać Syrię, Arabów, odpowiadać na pytanie czy Syria jest ładniejsza czy Polska itp., ale czasem chciałabym móc szczerze wyrazić na jakiś temat opinię. Nie chodzi tutaj o to, że lubię często i dużo narzekać – wręcz przeciwnie, ja zazwyczaj szczerze chwalę, szczerze podziwiam, szczerze bronię. W piątek z moim kolegą Hanim (jego pradziadkiem był Sułtan Basza Atrasz), który jest aktorem wybraliśmy się odwiedzić jego rodzinę w Sweidzie (miasto na południu Syrii zamieszkiwane przez Druzów). Pojechaliśmy Hani, ja, Amerykanka Sara, Austriaczka Barbara i Niemiec Andreas. Rodzina Haniego jest cudowna: tata jest nauczycielem biologii, mama nauczycielką języka angielskiego, siostra studentką scenografii. Ma jeszcze 2 młodszych braci. 14-latek jest niepełnosprawny fizycznie. Nie wiem jak nazywa się ta choroba, ale ma zbyt krótkie nogi i ręce. Ale chłopiec jest niezwykle utalentowany. Przepięknie maluje. Głównym tematem jego obrazów są akty, często bardzo odważne akty. Zadziwiająco wspaniale dobiera kolory. Ma prywatnego nauczyciela rysunku, w wakacje będzie miał swoją pierwszą wystawę. Ma także ogromną wiedzę na temat historii malarstwa. Wow! Najmłodszy syn – 12-latek! – interesuje się też mocno tym, co się dzieje na świecie, dyskutowaliśmy z nim na temat wojny w Iraku, zabójstwa Harirego i sytuacji politycznej w Libanie i na wiele innych tematów. Zjedliśmy z rodziną obiad, a następnie wybraliśmy się na wycieczkę po okolicy i po mieście bardzo starym rozgruchotanym Peugotem (rocznik 1977). Przed opuszczeniem Swiedy jeszcze na chwilę zajrzeliśmy na wesele. Był to naprawdę magiczny dzień. Na dzisiaj zaplanowałyśmy sobie z moją współlokatorką dzień piękności – a więc obłożymy się błotkiem, które ona przywiozła z Jordanii znad Morza Martwego, a potem wybieramy się do fryzjera. Przewodnik już dla youmou odkupiłam od współlokatorki, która dzisiaj wraca do Niemiec. Buziaki dla wszystkich Odpowiedz Link
tetys Re: obchody urodzin proroka,wycieczka do Sweidy 08.04.06, 15:13 beduinka napisała: > Marhaba, Witaj! > W czwartek na zajęciach w Maahadzie sprowokowałam ciekawą rozmowę. A jako, że w > > tym semestrze mamy w grupie ekstra osoby – to nasza dyskusja bardzo się > nakręciła – aż tak mocno, że nauczyciel z drugiej sali przyszedł sprawdzi > ć, co > się u nas dzieje. Rozmowa dotyczyła tego, co nam się nie podoba w krajach > arabskich. Niestety nauczyciel na wszystko, co mówiliśmy odpowiadał, że to co > złe – przyszło z Zachodu. Nawet nie przemawiały do niego argumenty muzułm > anów > żyjących w Europie. To, czego Arabowie powinni się jeszcze nauczyć – to > przyjmowanie krytyki i umiejętność wyciągnięcia z niej wniosków. Ja widzę wady > naszego Zachodniego Świata, potrafię o nich mówić, widzę też jego dobre strony. > > Natomiast często dostrzegam, że Arabowie tak się przyzwyczaili dzielić świat na > > My = Dobrzy i Oni = Źli, że nie potrafią dostrzec, że My – mamy dobre i z > łe > cechy oraz Oni – mają wady i zalety. A krytyka – o ile jest konstru > ktywna – > zazwyczaj jest pomocna. I tak jest również z drugiej strony. Europejczycy nie potrafią dostrzec zalet świata arabskiego, widzą same wady, stereotypy i nie potrafią przyjąć do wiadomości krytyki na swój temat. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. > Na dzisiaj zaplanowałyśmy sobie z moją współlokatorką dzień piękności – a > więc > obłożymy się błotkiem, które ona przywiozła z Jordanii znad Morza Martwego, a > potem wybieramy się do fryzjera. > Kobiety;))) > Buziaki dla wszystkich Pozdrawiam! Odpowiedz Link
beduinka Re: obchody urodzin proroka,wycieczka do Sweidy 10.04.06, 11:26 tetys napisał: > > Na dzisiaj zaplanowałyśmy sobie z moją współlokatorką dzień piękności > 211; a > > więc > > obłożymy się błotkiem, które ona przywiozła z Jordanii znad Morza Martweg > o, a > > potem wybieramy się do fryzjera. > > > > Kobiety;))) > nie bylo dnia pieknosci dla ciala... zdecydowalam sie zadbac o dusze - 2 dnis spedzone w klasztorze Odpowiedz Link
gajasirocco Pozdrowienia z Karawanseraju 08.04.06, 15:18 Dzięki za ciekawą relację. Czekamy na następne i również buziaczki ślemy z Karawanseraju! Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 10.04.06, 11:23 witajcie sobote i niedziele (niedziela palmowa) spedzilam w gorskim klasztorze Mar Musa. Opisze Wam to wkrotce Wczoraj bylam na koncercie muzyki arabskiej, dzisiaj wybieramy sie ze znajomymi na koncert polskiej grupy Duo Krakow pzdrw Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 11.04.06, 15:01 dzisiaj znowu zagladam tylko na chwile i nie mam czasu nic wiecej napisac lub odpisywac na watki - jednak chcialam was szybciutko pozdrowic u nas zaczelo juz byc bardzo cieplo... mamy ok. 30 C Odpowiedz Link
tetys Re: Gorące uściski z Damaszku 11.04.06, 15:19 30 stopni? Wyślę siebie mailem na Twój adres, ok? Tanio i bez opłat lotniskowych;)) Pozdrawiam! Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 11.04.06, 15:21 tetys napisał: > 30 stopni? > Wyślę siebie mailem na Twój adres, ok? > Tanio i bez opłat lotniskowych;)) > Pozdrawiam! dobrze, ale masz na to 4 minuty - bo tyle czasu mi teraz zostalo na anecie :)))) a jak jest u was? Odpowiedz Link
gajasirocco Re: Gorące uściski z Damaszku 11.04.06, 15:31 Radzimy sobie, tęsknimy...Mikołaj szczęśliwie dotarł do kraju i dzisiaj wieczorkiem zawita do Karawanseraju. Inshaalh! Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 12.04.06, 21:31 jutro wyjezdzam ponownie do klasztoru i wroce do Damaszku w poniedzialek lub wtorek wieczorem - przez jakis czas bez odbioru nie mam tez zbyt wiele czasu by pisac - jak sie znajdzie - to opisze, co sie dzieje Odpowiedz Link
xrobertx Re: Gorące uściski z Damaszku 12.04.06, 21:56 Czesc Beduinko. Czy mozesz mi napisac w jaki sposob mozna zalapac sie na wolontariat w libanskic obozach dla uchodzcow? Odpowiedz Link
gajasirocco Info na temat wolontariatu 22.04.06, 15:32 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10662&w=23347218 Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 08.07.06, 10:59 xrobertx napisał: > Czesc Beduinko. > Czy mozesz mi napisac w jaki sposob mozna zalapac sie na wolontariat w libanski > c > obozach dla uchodzcow? ja osobiscie nie robie tego droga oficjalna po prostu od kilku lat przyjezdzam do obozow, wiec mam znajomych, ktorzy dzialaja w roznych organizacjach i im pomagam w tym, co robia Odpowiedz Link
youmou Re: Gorące uściski z Damaszku 12.04.06, 22:21 Beduinko, napisz coś o tym klasztorze koniecznie! Znalazłam go tu: www.swiatpodrozy.pl/i.php?g=130&n=1 i wyglada imponujaco. Pieknie! Ma tez prywatna strone, ale nie moge sie z niej zorientowac, kto w tym klasztorze mieszka. Prowadzi go Jezuita? Czytam wlasnie, ze mnisi dzialaja na rzecz ekologii i dialogu miedzy chrzescijanstwem i islamem... Bardzo ciekawie to wyglada. Daleko od Damaszku? Trudno dojechac? Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 18.04.06, 12:22 youmou napisała: > Beduinko, napisz coś o tym klasztorze koniecznie! > Znalazłam go tu: www.swiatpodrozy.pl/i.php?g=130&n=1 i wyglada > imponujaco. Pieknie! Ma tez prywatna strone, ale nie moge sie z niej ma www.deirmarmusa.com o ile dobrze pamietam > zorientowac, kto w tym klasztorze mieszka. mnisi i mniszki - jest to klasztor mieszany. obecnie syryjski katolicki, dawniej ortodoksyjny oprocz tego mieszka sporo nowicjuszy, goscie, kazdy jest tutaj przyjmowany z otwartymi ramionami, bez wzgledu na religie > Prowadzi go Jezuita? tak. Ojciec Paolo z Wloch > Czytam wlasnie, ze mnisi dzialaja na rzecz ekologii i dialogu miedzy > chrzescijanstwem i islamem... zgadza sie. nawet w bibliotece mamy wiecej ksiazek nt. islamu niz nt. chrzescijanstwa > Bardzo ciekawie to wyglada. bardzo. nie moge stad wyjechac, bo tak pokochalam to miejsce. z Damaszku opisze wiecej > Daleko od Damaszku? Trudno dojechac? nie az tak bardzo daleko. Trzeba wziasc autobus do Homs i wysiasc w miejscowosci An-Nabk (35-60 SL), a pozniej wziasc taxi do klasztoru za 200 SL (niezaleznie od liczby osob w samochodzie) Odpowiedz Link
beduinka Gorące uściski z Mar Musa al-Habeshi 18.04.06, 12:15 pozdrawiam was goraco z klasztoru Mar Musa al-Habeshi, w ktorym przebywam od 6 dni. Nie napisze wiecej, bo mamy bardzo slabe polaczenie. Do zpisania sie po moim powrocie do Damaszku Odpowiedz Link
tetys Re: Gorące uściski z Mar Musa al-Habeshi 18.04.06, 16:22 Czekam na pełną relację:) Odpowiedz Link
youmou Re: Gorące uściski z Mar Musa al-Habeshi 20.04.06, 20:41 czy w maju-lipcu przydadza sie tam cieplejsze ubrania? (wystarczy pewnie cienka bluza? :) i czy wystarcza sportowe sandaly na grubej podeszwie, zeby sobie po okolicach pochodzic czy powinnam wziac jakies "adidasy"? rowniez jestem bardzo ciekawa pelniejszej relacji Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Mar Musa al-Habeshi 30.04.06, 18:56 youmou napisała: > czy w maju-lipcu przydadza sie tam cieplejsze ubrania? (wystarczy pewnie cienka > > bluza? :) > i czy wystarcza sportowe sandaly na grubej podeszwie, zeby sobie po okolicach > pochodzic czy powinnam wziac jakies "adidasy"? > > rowniez jestem bardzo ciekawa pelniejszej relacji nie wiem jak jest w Mar Musa w maju-lipcu ja sporo laze tam po okolicznych gorach i wtedy mam na sobie sznurowane buty trzymajace kostke gdy jestem w samym klasztorze to jestem po prostu w klapkach Odpowiedz Link
beduinka Gorące uściski z Homs 21.04.06, 21:16 wrocilam do Damaszku tylko na chwile z powodu kolokwium w instytucie i wyjechalam do znajomych na farme w poblizu Homs... ostatnio wiecej mnie nie ma w Damaszku niz bym tam byla wiec i czasu nie mam by pisac, bo wiele sie dzieje Odpowiedz Link
gajasirocco Re: Gorące uściski z Karawanseraju 22.04.06, 08:28 Cieszę się, ze tyle zwiedzasz...korzystaj, bo nie wiadomo, kiedy znów zobaczysz ten gościnny kraj! Ja z Homs pamietam tylko paskudnie brudny dworzec...może już się coś zmieniło???? Ale ludzie wszędzie przesympatyczni, gościnni i wcale nie wrogo do nas nastawieni, więc kochani- nie bójcie się ruszyć na Bliski Wschód!!! Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Karawanseraju 08.07.06, 11:01 gajasirocco napisała: > Cieszę się, ze tyle zwiedzasz...korzystaj, bo nie wiadomo, kiedy znów > zobaczysz ten gościnny kraj! Ja z Homs pamietam tylko paskudnie brudny > dworzec...może już się coś zmieniło???? w Homs maja teraz czysty nowy dworzec :)))))))))) Odpowiedz Link
survey06 Re: Gorące uściski z Homs 22.04.06, 16:16 Ja rownież bywalem swego czasu na ślicznej farmie zlokalizowanej na południu od Homs, gdzie nam serwowano znakomite pyszności z kuchni syryjskiej, które popijaliśmy czerwonym wytrawnym winem libańskim. Na koniec wypiliśmy bardzo mocną arabską kawę i paliliśmy nargillę. To se ne wrati...... Odpowiedz Link
gajasirocco Re: Gorące uściski z Homs 22.04.06, 16:54 Wystarczy chcieć....i może znów się przeniesiesz w tamte strony??? Inshaalah... Odpowiedz Link
beduinka Gorące uściski z Mar Musa 29.04.06, 12:33 pisze znow z Mar Musa, gdzie jest mega wolne polaczenie zakochalam sie w tym miejscu, w spokoju (ktorego brakuje jednak w piatki, kiedy klasztor zalewaja tlumy gosci), okolicy, ludziach od jutra do czwartku mam egzaminy koncowe w instytucie, a zaraz po nich wyjezdzam na miesiac do Libanu Odpowiedz Link
gajasirocco Re: Gorące uściski z Karawanseraju 29.04.06, 12:43 Cieszę się, ze wszystko OK-powodzenia podczas egzaminów! Uważaj na siebie....i odzywaj się częściej! Odpowiedz Link
tetys Re: Gorące uściski z Karawanseraju 29.04.06, 12:51 Gaja się o Ciebie martwiła! Powodzenia na egzaminach:) Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Karawanseraju 08.07.06, 11:03 tetys napisał: > Gaja się o Ciebie martwiła! niepotrzebnie Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 30.04.06, 18:50 z powrotem w Damaszku, znow nie mam czasu zbyt wiele pisac, ale wszystko jest jak najbardziej ok... buziaki Odpowiedz Link
beduinka Wielkanoc w Mar Musa 16.05.06, 10:53 Wielkanoc w Mar Musa Musa - młody książę z Etiopii odmówił ożenku. Nawet korona i rządzenie krajem go nie interesowało. Jego plany na przyszłość były całkiem odmienne. Odrzucił życie materialne na rzecz duchowego. Wyjechał od Egiptu, następnie odwiedził święte miejsca w Palestynie. Przybył do Syrii i zatrzymał się w wiosce Qara. W pobliżu w górach znajdowały się ruiny rzymskiej twierdzy. Miejsce wydało mu się odpowiednie dla pustelniczego życia. Zaczęli się gromadzić wokół niego uczniowie i utworzono klasztor. Został on jednak najechany przez żołnierzy bizantyjskich, którzy zabili Musę i innych mnichów, jako że ci wyznawali inny odłam chrześcijaństwa. Ciało Musy zostało zabrane przez jego rodzinę do Etiopii, a w klasztorze pozostał jako relikwia jego kciuk (obecnie znajduje się w kościele w pobliskiej wiosce An-Nabek). Mnisi zamieszkiwali klasztor Mar Musa do 1831 r. Później miejsce popadło w ruinę i było wykorzystywane przez miejscowych pasterzy. W 1982 r. przybył tu Paolo - młody Jezuita z Włoch uczący się w Bejrucie języka arabskiego i podróżujący po Bliskim Wschodzie. Spędził w ruinach klasztory i okolicznych grotach 10 dni medytując i postanowił przywrócić to miejsce do życia. Wspólna misja syryjsko-włoska rozpoczęła rekonstrukcję istniejących zabudowań, odnawianie fresków oraz z czasem dobudowano kolejne części klasztoru. Od 1991 r. utworzono ponownie wspólnotę zakonną – składającą się z mnichów i mniszek. Deir Mar Musa al-Habbashi znajduje się pomiędzy Damaszkiem, a Homs. Trzeba wysiąść w pobliżu wioski An-Nabek, a następnie iść lub podjechać 16 km drogę malowniczo wijącą się przez okolicę. Klasztor leży w górach na wysokości 1380 m n.p.m. Ostatnie 1,5 km trzeba pokonać pieszo. Pokonujemy liczne schody, gdy docieramy na górę – mamy zadyszkę, uff brak kondycji. Przechodzimy schyleni przez malutkie drzwiczki i trafiamy w miejsce, gdzie czujemy się jakby czas cofnął się o stulecia. Młody nowicjusz na mnicha Daniel zaprowadza nas do pokoi. Każdy gość jest tu mile widziany, nakarmiony i przenocowany. Ze strony gospodarzy mile widziana jest pomoc w klasztorze, np. przy przygotowaniu posiłków, praniu, sprzątaniu czy innych drobnych pracach gospodarskich. Klasztor składa się z głównej części (historyczne zabudowania), która jest warowna i zamykana na noc oraz z dwóch innych części – na pobliskim stoku jest męska część mieszkalna, po innej stronie góry – dostępna tylko poprzez most z głównej części klasztoru – zabudowania dla kobiet. Siadam na tarasie, dziewczyny częstują mnie herbatą, okazują się Kurdyjkami z Kamiszli, więc zaczynamy trochę rozmawiać po kurdyjsku. Przesiadam się do kolejnego stolika. Tu są goście z Libanu. Z czasem poznaję także stałych mieszkańców klasztoru. Są to wyżej wspomniany ojciec Paolo, ojciec Butrus (tj. Piotr) z Hasaki (w tym klasztorze od 11 lat), Samir z Aleppo (w klasztorze od 8 miesięcy – nie planuje zostać mnichem, jest żonaty, ma dzieci, ale tak sobie postanowił pomieszkać w klasztorze), Youssuf z Maaluli (od 5 miesięcy w klasztorze), Daniel z Tartusu (od 5 miesięcy w klasztorze), Rita z Homs (także od kilku miesięcy), Samira z Aleppo (też kilka miesięcy). Są tu też dwie Francuski, które mieszkają w klasztorze półtorej roku oraz Amerykanka mieszkająca w klasztorze od kilku miesięcy. Najmłodsi są Daniel (23 lata) i Rita (24 lat) i z nimi najlepiej będzie mi się rozmawiało. W klasztorze mieszka także młody muzułmanin Muhammad. Klasztor jest otwarty dla zwiedzających. W piątki i soboty przeżywają największe oblężenie gości, w pozostałe dni jest spokojniej. Część gości pozostaje na noc. Wieczorem jest w klasztorze czas na medytację. Siadamy w kościele, a raczej rozkładamy się wygodnie. W kościele nie ma ławek, krzeseł, lecz dywany, maty, poduszki, koce. Gaśnie światło. Palą się tylko świece. Kościół ten pochodzi z XI w. Jest to kwadrat o bokach 10 x 10 m. Ściany pokryte są freskami z trzech okresów: I – połowa XI w., II – przełom XI/ XII w., III – koniec XIII w. Na wschodniej ścianie na freskach namalowane są: zwiastowanie, niżej jest Maria i pierwsi ojcowie kościoła. Na ściance otaczającej ołtarz widoczne są dziewice (roztropne i głupiutkie) z ewangelii św. Mateusza. Na filarach znajdują się wizerunki świętych mężczyzn, na łukach – świętych kobiet. Powyżej są czterej ewangeliści, a jeszcze wyżej święci przedstawieni jako rycerze na koniach. Na zachodniej ścianie przedstawiono m.in. Dzień Ostateczny. Na samej górze widoczni są święci Piotr i Paweł. Niżej krzyż i narzędzia krucyfikacji Jezusa, obok jego 10 uczniów, którzy z dwójką na górze tworzą 12 apostołów. 4 z nich trzyma w rękach książki – to są ewangeliści. Niżej siedzą Adam i Ewa modlący się za ludzkość – swoje dzieci. Za plecami Ewy przebiega linia dzieląca pozostałą część malowidła na niebo i piekło. Po niebieskiej-niebiańskiej stronie koło Adama i Ewy siedzą Maria, Abraham, Izzak i Jakub. Niżej aniołowie grających na trąbach. Koło nich prorocy. Poniżej Piotr i wąska brama do Raju, przez którą przechodzą św. Stefan i św. Jerzy, 4 mnichów i 3 mniszki. Po stronie piekła widzimy przywódców Kościoła odpowiedzialnych za podział chrześcijaństwa na różne odłamy. Poniżej przedstawiciele różnych kultur i religii, którzy byli grzesznikami. Niżej szatan dusi grzesznika. Obok mnisi i mniszki, którzy byli w klasztorach jedynie dla własnych korzyści, a nie dla dobra społeczności chrześcijańskiej. Niżej grzesznicy pokazani jako mumie, a obok nich symbole ich grzechów – pierwszy to oszust, drugi zabójca, trzeci – pożyczał biorąc wysokie odsetki, a czwarty – nieuczciwy kupiec. Poniżej nadzy mężczyźni i kobiety – którzy nie szanowali swoich ciał. Na samym dole zachodniej ściany symboliczne przedstawienie końca materialnego świata. Na bocznych ścianach jest m.in. przedstawienie Samsona walczącego z lwem, chrzest Jezusa, Szymon Słupnik na swoim filarze i inne. ***mam nadzieję, że czegoś nie pomyliłam lub ominęłam, ale piszę to już będąc w Libanie, a freski widzę jedynie w swojej pamięci*** Jesteśmy wybudzeni z medytacji poprzez grę na medytację. Teraz bierzemy książki – biblie, psalmy i inne. Na tablicy ojciec Paolo pisze rozdziały przeznaczone na dzisiaj do lektury. Każdy czyta w dowolnym dla siebie języku. Gdy modlą się – mam dwa skojarzenia – pierwsi chrześcijanie oraz muzułmanie. Ich modlitwie także towarzyszą podobne skłony i pokłony. Po wyjściu z kościoła wspólnie przygotowujemy kolację. Gdy jemy – ojciec Paolo siada z nami i prowadzę z nim rozmowę. Po kolacji mężczyźni zostają wyrzuceni z głównej części klasztoru. Gdy drzwi się za nimi zamykają (bardzo grube drzwi, na bardzo dużą zasuwę) my dziewczyny udajemy się do namiotu do medytacji. Zapalamy świeczki i rozpoczynamy rozmowę zahaczającą o wiele trudnych tematów politycznych, społecznych, kulturalnych, religijnych. Jesteśmy tam chrześcijanki, muzułmanki, ateistki; Arabki (z różnych miejsc w Syrii oraz z Libanu), Kurdyjki, cudzoziemki, ale jako że rozmowa odbywa się po arabsku – te wkrótce wychodzą, bo nawet jeśli uczyły się arabskiego – to nie nadążają za nią. Rozmawiamy do godz. Drugiej czy trzeciej w nocy. Ta rozmowa pozwoliła mi wiele rzeczy zrozumieć, na inne spojrzeć z innej strony, w kwestii jeszcze innych – zmusić do myślenia i postawienia sobie pytań. Rano budzi nas bicie dzwonu. Dzisiaj jest Niedziela Palmowa. Wchodzę do kościoła. Bierzemy Biblie i wychodzimy z klasztoru. Idzie z nami osiołek. Mają oni też takie metalowe brzędałki, którymi trzęsąc wywołują sporo hałasu. Idziemy sobie przez góry – aż zatrzymujemy się w pewnym miejscu, gdzie czytane są fragmenty Pisma. Rozdają nam gałązki oliwne, proste, zerwane z drzewek – nie potrzebne są żadne wymyśle P Odpowiedz Link
beduinka 2 Wielkanoc w Mar Musa 16.05.06, 10:57 Rano budzi nas bicie dzwonu. Dzisiaj jest Niedziela Palmowa. Wchodzę do kościoła. Bierzemy Biblie i wychodzimy z klasztoru. Idzie z nami osiołek. Mają oni też takie metalowe brzędałki, którymi trzęsąc wywołują sporo hałasu. Idziemy sobie przez góry – aż zatrzymujemy się w pewnym miejscu, gdzie czytane są fragmenty Pisma. Rozdają nam gałązki oliwne, proste, zerwane z drzewek – nie potrzebne są żadne wymyśle Palmy, jakie tworzone są np. w Polsce. Tu przecież chodzi o prostotę. Góry, osiołek, brodaci mnisi ubrani w proste galabije- habity – mam uczucie, że tak to mogło wyglądać 2000 lat temu. Na osiołku jest specjalne siodełka na Biblie. Ojciec Paolo kładzie ją tam, ale osiołek postanawia z nas wszystkich zażartować i zaczyna zwiewać powrotem do klasztoru. Ojciec Paolo biegnie przy nim podtrzymując Biblię. Wracamy do klasztoru. Przygotowujemy śniadanie i wspólnie je spożywamy na przyklasztornym tarasie. Czas wracać do Damaszku. Wiem, że tu wrócę. Wzywają dla nas busik, schodzimy po schodach na dół i jedziemy busikiem razem z moim nowymi kurdyjskimi znajomymi. W Damaszku wytrzymuję trzy dni bez Mar Musa i wracam. To dziwne jak ten klasztor mnie zaczarował i wzywa z powrotem. Wracam jak do miejsca, do którego przynależę. Słyszałam, że nie ja jedyna tak reaguje. Niektórzy wracają tam po wielokroć. Zaczarowane miejsce, zaczarowani ludzie, zaczarowana atmosfera. Tym razem nie lokują mnie w pokojach dla gości, lecz mniszki Rita i Samira zapraszają mnie do siebie, co da mi możliwość wielu rozmów z nimi, szczególnie z Ritą. Dzisiaj jest Wielki Czwartek. Medytujemy, później czytamy fragmenty poszczególnych Ewangelii nt. Ostatniej Wieczerzy. Następnie wnoszone są miednice, woda, ręczniki, mydło. Powstają dwa stanowiska mycia nóg. Jedno obsługuje sam ojciec Paolo, na drugim – różni ludzie na zmianę. Stopy myte są wszystkim obecnym – nie tak jak w polskich kościołach jedynie 12 starcom. Na dodatek każdy może też usiąść i myć nogi innym. Na koniec ojciec Paolo i ojciec Butrus odgrywają scenkę, w której pierwszy Jezusem, a drugi Piotrem. Na koniec myte są stopy ojca Paolo. Jako że w czasie Wielkanocy jest bardzo wielu gości trzeba było część mężczyzn zakwaterować w naszej kobiecej części klasztoru. Dodatkowo bramy są zamykane dopiero po północy. Chodzimy więc w góry i rozpalamy ognisko. Jeden z mnichów (a raczej praktykant na mnicha) Daniel przychodzi do nas i zaczyna grać na flecie. Góry, ogień, księżyc i smutne zawodzenie fletu… Rano mamy sporo oblężenie odwiedzających. Najpierw próbuję uczyć się w bibliotece (kolokwium z literatury współczesnej). Lecz gdy nieopacznie wychodzę zaczerpnąć świeżego powietrza i słońca (biblioteka jest w piwnicy), Ojciec Paolo wyznacza mi zadanie oprowadzania gości po klasztorze. Nie wiem czy Ojciec podświadomie wyczuł, że pracowałam jako przewodniczka czy też był to jedynie przypadek. Nie mam zbyt wielu wiadomości nt. klasztoru, więc rzucam po arabsku do Daniela by skombinował kogoś z odpowiednią wiedzą, a tymczasem biorę grupę do klasztoru i zaczynam opowiadać, na szczęście niedługo jestem wybawiona z problemu. Słucham (po raz pierwszy w życiu) historii klasztoru, jego działalności, informacji o kościele itp. Raz po angielsku, drugi raz po arabsku i wszystko zapamiętuję. I mogę już zacząć naprawdę zacząć oprowadzać. I ten sposób pomocy dla klasztoru bardzo mi się podoba i odpowiada moim kwalifikacjom. A zmywanie naczyń po posiłkach niech pozostanie dla innych ; - )))))) Chodzimy sobie dzisiaj sporo po górach. Poznaję grupę młodzieży mieszkającej na przyklasztornej plantacji (Al-Ard) w pobliżu Homs. Są wśród nich Syryjczycy, Irakijczycy, Egipcjanie. Wspinamy się do jednej z grot, jest pięknie. Jest w klasztorze też grupa osób z Damaszku z jakiegoś towarzystwa dla niepełnosprawnych. Jest wśród nich Ibrahim, czterdziestokilkuletni mężczyzna, niepełnosprawny ruchowo, ale bardzo silny wewnętrznie. Przy pomocy dwóch osób wspina się do nas na górę. Pokonuje trasę, która była trudna nawet dla mnie. Po jakimś czasie rozdzielamy się. Ibrahim z Syryjką i Irakijczykiem (z Al-Ard) zostają w grocie. My idziemy dalej w góry. Wspinamy się, robimy duże koło i schodzimy do klasztoru z drugiej strony. Gdy docieramy do celu i siadam, by odsapnąć Irakijczyk i Syryjka wracają do klasztoru. Okazuje się, że zostawili Ibrahima na górze. Ja i chłopak z wyżej wspomnianego towarzystwa dla niepełnosprawnych idziemy sprowadzić go na dół. Jest ciężko, ale udaje się. Ja i Ibrahim przez kolejne dni zaprzyjaźniamy się i utrzymujemy kontakt nawet po powrocie do Damaszku. Wieczorem odgrywana jest droga krzyżowa. Idziemy w góry. Ojciec Paolo niesie rzeźbę Jezusa, inne osoby krzyż oraz tace z gwoźdźmi, młotkiem i sznurkiem. Dochodzimy do dużej groty. W jej pobliżu czytane są odpowiednie fragmenty Biblii. Następnie ojciec Paolo ukrzyżowuje Jezusa. Krzyż zostaje wbity w ziemię. Ludzie się modlą, Jezus umiera i zostaje zdjęty z krzyża i zabrany do kościoła. Tam kładzie się go na płótnie na środku kościoła. Podchodzi się do niego i obsypuje kwiatkami. Niektórzy ludzie płaczą. Jezus został złożony do grobu. W klasztorze obowiązuje cisza. Wychodzę przejść się po górach. Okazuje się, że nie ja jedyna. Już płonie ognisko. Cienie siedzących odbijają się na okolicznych skałach. Są długie, pokrzywione, jak jakieś mary. Dosiadam się na chwilę, lecz później idę dalej posiedzieć w ciszy. Nie na długo cieszę się ciszą, bo przychodzi mnich Daniel. Rozmawiamy. Później on wspina się na górę, a ja pozostaję w dolinie. Gra na flecie. Wracam do klasztoru. Sobota – spacery po górach, pomaganie przy zwiedzających, nauka w bibliotece itp. Jesteśmy wcześnie wysłani spać, bo o 3:30 powinniśmy być w kościele, bowiem rozpoczyna się masza rezurekcyjna. Najpierw więc siedzimy w kuchni i pijemy metce. Później już o 2:30 idę do kościoła. Kościół pełen jest śpiących ludzi. Też biorę poduszki i moszczę sobie miejsce i zasypiam. O 4 rozpoczyna się msza. Siedzimy w ciemności, przez którą i przez blade światło świec przebija się głos czytających fragmenty Biblii. Trochę przysypiam. Nie ja jedyna. Jest wśród nas 2 księży z Afryki. Śpiewają jakąś swoją piosenkę, uczą nas refrenu. Ale prawdziwą gwiazdą jest dzisiaj ojciec Paolo. Bowiem Jezus zmartwychwstał, więc trzeba się cieszyć. Ojciec Paolo gra na – no właśnie jak to się nazywa… instrument w kształcie koła o średnicy mniej więcej 50 cm, pokryty skórą, na którym gra się poprzez uderzenia go… ojejku idiotycznie wyszedł mi ten opis : - )))) W każdym razie wstajemy. Ojciec Paolo zaczyna tańczyć, my także, muzyka jest coraz szybsza, nasz taniec także. W końcu przemienia się w podskakiwanie w górę. Co dziwne – całe zmęczenie minęło. Nie odczuwam braku snu tej nocy, czuję się rześko i wspaniale. Wychodzimy na taras. Składany sobie życzenia. Dalej gra muzyka, tańczymy, śpiewamy. Jemy ciasteczka i jajka. Panuje atmosfera radości. Ojciec Paolo niestety opuszcza nas. Jedzie odwiedzić rodziny w An-Nabek, a następnie na konferencję do Francji. Coraz więcej ludzi się rozjeżdża. Ja każdego dnia powtarzam sobie, że następnego dnia wracam do Damaszku (a pozostaję tydzień – aż muszę wracać z powodu kolokwium). Spędzam dnie na spacerach po górach, rozmyślaniach, nauce i lekturze książek w bibliotece, a także codziennych pracach klasztornych – np. polubiłam chodzenie z Danielem lub Danielem i Muhammadem po mleko na farmę. Ok. 40 minut od klasztoru drogą przez góry – i dostanie mi się, że za wiele zdradzam – mamy farmę, gdzie żyją kozy, osiołek, muł i inne zwierzaczki. Są uprawiane różne rośliny, jest sad (tak przy okazji – koło klasztoru mamy kury i codziennie rano świeże jajka, a u podnóża klasztoru mały ogródek, w którym m.in. uprawiane są zioła). Mieszka tutaj Odpowiedz Link
beduinka 3 Wielkanoc w Mar Musa 16.05.06, 10:59 Ojciec Paolo niestety opuszcza nas. Jedzie odwiedzić rodziny w An-Nabek, a następnie na konferencję do Francji. Coraz więcej ludzi się rozjeżdża. Ja każdego dnia powtarzam sobie, że następnego dnia wracam do Damaszku (a pozostaję tydzień – aż muszę wracać z powodu kolokwium). Spędzam dnie na spacerach po górach, rozmyślaniach, nauce i lekturze książek w bibliotece, a także codziennych pracach klasztornych – np. polubiłam chodzenie z Danielem lub Danielem i Muhammadem po mleko na farmę. Ok. 40 minut od klasztoru drogą przez góry – i dostanie mi się, że za wiele zdradzam – mamy farmę, gdzie żyją kozy, osiołek, muł i inne zwierzaczki. Są uprawiane różne rośliny, jest sad (tak przy okazji – koło klasztoru mamy kury i codziennie rano świeże jajka, a u podnóża klasztoru mały ogródek, w którym m.in. uprawiane są zioła). Mieszka tutaj pasterz. Więc na farmę idziemy po obiedzie zabierając jedzenie dla niego, wracamy niosąc bańkę mleka, czasami jak są dwie bańki to bierzemy do pomocy muła. W tej okolicy mamy także pustelnie – pokoje mieszkalne, łazienka, kościół – tutaj mnisi mogą odejść z klasztoru na kilkudniowe samotne medytacje i modlitwy. Tak jak wspomniałam opuszczam klasztor w środę wieczorem. W czwartek mam kolokwium. Od razu po zajęciach jadę na dworzec, by wsiąść w autobus do Homs i odwiedzić Al-Ard – plantację przynależącą do klasztoru jezuickiego. Autobus psuje nam się tuż przy zjeździe w stronę klasztoru Mar Musa. Gdy próbują naprawić autobus – siedzę i patrzę się na drogę prowadzącą do klasztoru. Postanawiam jednak być silna i pojechać do Homs, choć z trudne przezwyciężam przyciąganie Mar Musa. Natomiast ja chyba też przyciągam Mar Musa do siebie, bo dzień później przyjeżdża do nas na Al-Ard Ojciec Butrus. Ja wytrzymuję tydzień i w kolejny czwartek jestem z powrotem. Tym razem postanawiam przyjść do klasztoru inną drogą. A mianowicie można podjechać także do pobliskich kamieniołomów (jeżdżą tam ciężarówki), a następnie iść przez góry i dojść od strony farmy. Tak też właśnie robię. Lokuję się w pokoju nad kościołem. Jedno okno mam w stronę przepaści, a drugie do wewnątrz kościoła. I staję się czasem leniwa i nie schodzę na dół, lecz wystarczy mi otworzyć okienko, by widzieć i słyszeć wszystko. Są urodziny Daniela. W czasie świąt ktoś coś zrobił z jego fletem, że pojawiła się szczelina i nie dało się już na nim dobrze grać. W związku z tym przywiozłam mu jako prezent urodzinowy flet. Tym razem mam na pobyt w klasztorze bardzo mało czasu. W sobotę wieczorem muszę wracać. W czasie tego pobytu Ojciec Butrus uczy mnie wyrabiać kozi ser. W klasztorze otwarty zostaje też sklepik z lokalnym rękodziełem oraz naturalnymi produktami spożywczymi wytwarzanymi w klasztorze – serem, labanem, ziołami, herbatkami itp. Wyjeżdżam z Mar Musa, wyjeżdżam z Syrii, lecz wiem, że powrócę… Odpowiedz Link
tetys Re: 3 Wielkanoc w Mar Musa 17.05.06, 18:18 Niesamowite! Napiszę tylko, że mi przydałaby się taka duchowa odnowa. Bo w natłoku spraw, zadań i obowiązków wiara i duchowość schowała się głęboko we mnie. Kiedyś może udam się śladami Beduinki do klasztoru Mar Musa.... Odpowiedz Link
beduinka Re: 3 Wielkanoc w Mar Musa 25.05.06, 08:31 tetys napisał: > Niesamowite! > > Napiszę tylko, że mi przydałaby się taka duchowa odnowa. Bo w natłoku spraw, > zadań i obowiązków wiara i duchowość schowała się głęboko we mnie. Kiedyś może > udam się śladami Beduinki do klasztoru Mar Musa.... naprawde warto Odpowiedz Link
beduinka Gorące uściski z Damaszku 04.06.06, 21:36 wrocilam wczoraj do Syrii do Damaszku dobrze byc w domu szkoda, ze tak goraco - ponad 40 C buziaki Odpowiedz Link
gajasirocco Re: Gorące uściski z Damaszku 05.06.06, 00:15 ...a ja wróciłam z RAJU i przypominam, ze w Polsce też masz jeszcze swój dom! Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 07.06.06, 12:09 gajasirocco napisała: > ...a ja wróciłam z RAJU i przypominam, ze w Polsce też masz jeszcze swój dom! aha.. dobrze... kiedys was odwiedze :)))))) Odpowiedz Link
gajasirocco Do Beduinki (poufne!) 05.06.06, 13:28 6lipca lecą do Damaszku Michał i Przemek z Twojej orientalistyki na praktyki, to zabiorą dla Ciebie drobnostkę (inshalah) Odpowiedz Link
beduinka Re: Do Beduinki (poufne!) 07.06.06, 12:13 gajasirocco napisała: > 6lipca lecą do Damaszku Michał i Przemek z Twojej orientalistyki na praktyki, > to zabiorą dla Ciebie drobnostkę (inshalah) ale ja bede w Syrii tylko do 3 lipca i wtedy przenosze sie do Jordanii Odpowiedz Link
gajasirocco Re: Do Beduinki (poufne!) 07.06.06, 12:22 To może ktoś wcześnie pojedzie. Jak sobie radzisz bez i gdzie teraz mieszkasz? Odpowiedz Link
beduinka Re: Do Beduinki (poufne!) 08.06.06, 18:07 gajasirocco napisała: > To może ktoś wcześnie pojedzie. Jak sobie radzisz bez i gdzie teraz mieszkasz? Gdzie mieszkam? Obecnie zamieszkałam u Holendra, który skończył arabistykę w Holandii, studiował literaturę arabską na Uniwersytecie Kairskim, był wykładowcą na arabistyce w Holandii, później posłem. Obecnie od kilku lat pracuje jako specjalista dla różnych firm na Bliskim Wschodzie – kilka lat w Pakistanie, obecnie kilka lat w Syrii. W domu oprócz niego i mnie jest jeszcze pakistańska służąca. Buziaki Odpowiedz Link
beduinka Gorące uściski z goracego Damaszku 07.06.06, 12:07 Witajcie, Powróciłam do Syrii, mojej ukochanej Syrii… tutaj chciałam wrócić (choć w Libanie też mi źle nie było). A do Polski jakoś mi się nie chce wracać… przez jakiś czas miałam w telewizji polskie programy i mogłam zobaczyć co się działo w Kaczogrodzie… teraz tylko od czasu do czasu zerknę w internecie na newsy o Polsce… boję się jakimi ludźmi staną się dzieci, które przejdą przez młyn edukacyjny Giertycha… Ale na razie jestem od tego wszystkiego daleko. Gdy przyjechałam z Libanu do Syrii pierwszą rzeczą, która mnie uderzyła, była fala gorąca. Jednak klimat nadmorskiego-górskiego Libanu jest łagodniejszy. Tu w Damaszku obecnie mamy temperatury ponad 40 C. W związku z tym przez pierwsze noce nie mogłam spać. Teraz już się przyzwyczaiłam. Jutro wybieram się ze znajomymi na basen – trochę się ochłodzić. Dzisiaj byłam w teatrze na sztuce „Opowieści Aladyna”. Było to przedstawienie awangardowe, niezwykłe. Nie spodziewałam się zobaczyć czegoś takiego na deskach syryjskiego teatru. Pewnym utrudnieniem w odbiorze sztuki był dla mnie bardzo potoczny język, dodatkowo niezwykle szybki, miałam problemy ze zrozumieniem zakończeń niektórych scenek – a publiczność reagowała gromkim śmiechem. W każdym razie gra aktorów była znakomita, pomysł na przedstawienie też i jeśli czas pozwoli to wybiorę się na tę sztukę ponownie. Ważna informacja: poinformowano mnie w General Security Orfice w Bejrucie, a następnie informację potwierdziłam u ograniczników, gdy opuszczałam Liban – nie potrzebujemy już (nawet my KOBIETY) uzyskiwać wizy w ambasadzie Libanu w Polsce, lecz możemy ją otrzymać na granicy. Buziaki z gorącej Syrii Mirka PS. Możecie mi dawać znać smsami (oczywiście ci z was co znają mój numer telefonu) jak tam wyniki meczów na mundialu Odpowiedz Link
gajasirocco Re: Gorące uściski z Karawanseraju 07.06.06, 12:20 Cieszę się, że jesteś w swoim domku (i że masz takie ukochane miejsce na ziemi)- piszesz o upałach, więc dodam, ze u mnie od wczoraj też cieplutko, bo włączyli nam na osiedlu wreszcie ogrzewanie (przymarzały mi ostatnio palce do klawiatury). Buziaczki!!! Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Karawanseraju 07.06.06, 20:54 gajasirocco napisała: > Cieszę się, że jesteś w swoim domku (i że masz takie ukochane miejsce na ziemi) > - > piszesz o upałach, więc dodam, ze u mnie od wczoraj też cieplutko, bo włączyli > nam na osiedlu wreszcie ogrzewanie (przymarzały mi ostatnio palce do > klawiatury). Buziaczki!!! ogrzewanie w lecie? Odpowiedz Link
tetys Re: Gorące uściski z Karawanseraju 07.06.06, 21:53 W lecie? Ja w kurtce chodzę do szkoły! Odpowiedz Link
beduinka Re: Gorące uściski z Karawanseraju 08.06.06, 18:11 tetys napisał: > W lecie? Ja w kurtce chodzę do szkoły! dziwni jestescie Odpowiedz Link
beduinka basenowo 07.06.06, 20:51 Dzisiaj spędziłam kilka godzin na basenie. Przykleiła się do mnie 10-letnia dziewczynka Ruqayya. Niezwykle sympatyczna, zadawała mnóstwo pytań. Miejsce przyjemne – nazywa się Madinatu Shabab (Miasto Młodzieży) i znajduje się w Mezzeh. W piątek idę ponownie z rodziną kolegi. Buziaków 1001 ślę wam Odpowiedz Link
gajasirocco Z Karawanseraju 07.06.06, 21:18 Również buziaczki przesyłam i powoli na Kretę się szykuję! Odpowiedz Link
beduinka Re: Z Karawanseraju 07.06.06, 21:24 gajasirocco napisała: > Również buziaczki przesyłam i powoli na Kretę się szykuję! baw sie dobrze Odpowiedz Link
gajasirocco Re: Z Karawanseraju 07.06.06, 22:47 Jadę do pracy! (bawię się w ukochanym Egipcie)...do miłego usłyszenia (uważaj na siebie) Odpowiedz Link
beduinka nicnierobstwo fajne jest 08.06.06, 18:05 dzisiaj spedzilam czas na nicnierobieniu ciekawe zajecie a jednak cos robilam - szukalam stroju kapielowego, bo poprzedni przetarl mi sie od sprzetu do nurkowania (nie mialam na sobie pianki)... i wszystkie stroje jakie widzialam to albo dwuczesciowe pokazujace za wiele albo jednoczesciowe, ale nie z normalnym zakonczeniem, ale ze spodniczka... nie udalo mi sie znalezc nic normalnego a jutro ide na caly dzien z kolega, jego mama i siostra na basen :))) Odpowiedz Link
beduinka basenowo bis 10.06.06, 11:59 Wczoraj cały dzień spędziliśmy w Happyland – miejscu z basenami, zjeżdżalniami itp. Było fajnie, ale trochę drogo. Musieliśmy dojechać taxi poza miasto, a jest to w pobliżu lotniska. Wstęp kosztuje 400 sl od osoby. Baseny są 3, czysta woda. Polecam Odpowiedz Link
tetys Pozdrowienia z Egiptu! 10.06.06, 15:02 Ja tez bawie sie wysmienicie, tylko nocami walcze z ROBALAMI! Ktos zna egipska nazwe muchozolu? Odpowiedz Link
beduinka Re: Pozdrowienia z Egiptu! 10.06.06, 21:51 tetys napisał: > Ja tez bawie sie wysmienicie, tylko nocami walcze z ROBALAMI! Ktos zna egipska > nazwe muchozolu? ja tam nigdy nie mialam problemow z robactwem natomiast tu w Damaszku pojawily mi sie muszku... odporne na pifpaf... wychodza z jakis dziur po godz. 23, po kilku godzinach znowu gdzies znikaja. i tak co noc Odpowiedz Link
beduinka trudny dzień 12.06.06, 12:12 Wczoraj miałam trudny dzień. Byłam u dentysty wyrwać dokuczającą mi ósemkę. A potem nie mogłam kupić żadnego środka przeciwbólowego, bo od 2 do 5 wszystkie apteki są zamknięte – a wtedy to właśnie dopadł mnie ból. Poszłam do apteki, która była zapisana jako mająca dyżur całodobowy i też była zamknięta. Co tam… trzeba było przeczekać te kilka godzin na bólu. A dzisiaj juz nic nie boli :))))))) Odpowiedz Link
japolak Re: trudny dzień 15.06.06, 13:40 mam nadzieje, iż już zęby nie dokuczają zaglądam na forum, zobaczyć co porabiasz Gaja dziś wraca z Grecji a w Polsce wreszcie zaczyna się lato pozdrawiam, twój T. Odpowiedz Link
beduinka letnio 17.06.06, 18:01 U nas jest ciepluchno, naprawdę ciepluchno. W związku z tym widuje się tu czasem dziewczynę w spódniczce do kolan i hidżabie. Odebrałam z Instytutu moje świadectwo. Spędzam czas basenowo lub odwiedzinowo. Wychodzimy ze znajomymi do kawiarni i restauracji. Szczególnie w czasie meczy. Oglądałam mecz Polska – Niemcy. Pracownicy restauracji postanowili razem ze mną kibicować Polsce – ale i tak przegraliśmy. Choć graliśmy w bardzo dobrym stylu. I tak należą się brawa dla naszych piłkarzy, szczególnie, że po stronie niemieckiej to Polak był najbardziej aktywny. Syryjczycy mają tutaj fioła na punkcie Pucharu. Większość kibicuje Niemcom, Brazylii, także Francji, Włochom i Argentynie. I to pomimo tego, że Arabia Saudyjska puszcza w czasie reklam na wielu arabskich kanałach telewizyjnych reklamówki namawiające do dopingowania ich drużyny. Przed meczem byłam w teatrze na sztuce Henryka Ibsena pt. „Duchy”. Reżyseria Jihad Sa’id. Przedstawienie było w języku literackim, więc było dla mnie łatwe w odbiorze. Aktorzy zagrali dobrze i należą się brawa dla nich oraz dla reżysera. Kilka dni temu na basenie tak się jakoś rozpływałam, że przepłynęłam 50 metrowy basen 110 razy, czyli 5,5 km. Wczoraj byliśmy na basenie Happyland i mogłam pobawić się na zjeżdżalniach ; -)))))))) Dzisiaj znowu w Medinatu Szebab. Kilka dni temu, gdy jechaliśmy ze znajomym busikiem – okazało się, że wszyscy pasażerowie mieli na sobie okulary bądź okulary słoneczne. A więc kierowca wymyślił sobie, że dalej zatrzymywał się tylko osobom w okularach, by pasowali do kompletu. Jak już wspominałam w domu mamy pakistańską służącą. Więc na co dzień jadam pakistańskie potrawy, słucham opowieści o tym kraju, poznaję jej liczną rodzinę poprzez zdjęcia oraz oglądam pakistańskie i przede wszystkim indyjskie filmy i seriale. Wczoraj przyjechali do mnie do Syrii znajomi z mojego obozu Nahr al.-Bared w Libanie :- )))))) Mój aparat fotograficzny nadal jest w serwisie ;((((((((( Mamy obecnie w pełni sezon na czereśnie oraz różnego rodzaju śliwki. Mniam A jak wy spędzacie ten letni czas? Odpowiedz Link
gajasirocco Re: letnio 17.06.06, 18:08 Czytamy Twoje relacje i jest nam cieplutko na duszy! Odpowiedz Link
tetys Re: letnio 18.06.06, 12:21 Ja mam w domu arbuza, i nie umywa się do tego kupionego w Dahar[tam kupiłem za 10LE - początkowa cena to coś koło 50;)]. Jest bez smaku, bez zapachu, a tamtem - mniam! Za to szukałem w Egipcie truskawek - wszyscy mówili ze pełno ich, a nie znalazłem.... Po moim powrocie nie zdążyłem jeszcze się skontaktować zbyt dobrze ze szkolnymi znajomymi, ale podobno(info z nieoficjalnych źródeł) podczas mojego pobytu w Egipcie poprawiono mi 2 oceny i mam średnią 5,0:) A to niezła niespodzianka! W sobote planowałem jechać na pogrzeb Kingi Choszcz, ale niestety mi się nie uda... A przed pierwszym lipca chcę ruszyć do Syrii, ale wszystko zależy od tego czy znajdę towarzysza podróży, bo samemu to troche jak z motyką na księżyc(słońce?). Inshaalah, się spotkamy(chyba, że wybędziesz do Jordanii czy gdzie indziej!) - no i przekażę Ci rzeczy od Gaji. Pozdrawiam! Odpowiedz Link
gajasirocco Wszystkie drogi prowadzą do Damaszku! 18.06.06, 12:37 Oby Ci się udało!!!! Odpowiedz Link
beduinka Re: letnio 20.06.06, 10:37 tetys napisał: > Ja mam w domu arbuza, i nie umywa się do tego kupionego w Dahar[tam kupiłem za > 10LE - początkowa cena to coś koło 50;)]. Jest bez smaku, bez zapachu, a > tamtem - mniam! > > Za to szukałem w Egipcie truskawek - wszyscy mówili ze pełno ich, a nie > znalazłem.... > nie wiem jak w Egipcie, ale u nas sezon na truskawki juz sie prawie skonczyl mielismy pelno truskawek na przelomie kwietnia i maja... teraz sa czeresnie i rozneho rodzaj sliwki > Po moim powrocie nie zdążyłem jeszcze się skontaktować zbyt dobrze ze szkolnymi > > znajomymi, ale podobno(info z nieoficjalnych źródeł) podczas mojego pobytu w > Egipcie poprawiono mi 2 oceny i mam średnią 5,0:) A to niezła niespodzianka! > wow!!!!!!! gratuluje!!!! > W sobote planowałem jechać na pogrzeb Kingi Choszcz, ale niestety mi się nie > uda... > > A przed pierwszym lipca chcę ruszyć do Syrii, ale wszystko zależy od tego czy > znajdę towarzysza podróży, bo samemu to troche jak z motyką na księżyc (słońce?) > . fajnie? na serio jedziesz? co na to twoi rodzice? na jak dlugo? samolotem czy droga ladowa? > Inshaalah, się spotkamy(chyba, że wybędziesz do Jordanii czy gdzie indziej!) - > no i przekażę Ci rzeczy od Gaji. > fajnie... > Pozdrawiam! Odpowiedz Link
tetys Re: letnio 20.06.06, 11:01 beduinka napisała: > nie wiem jak w Egipcie, ale u nas sezon na truskawki juz sie prawie skonczyl > mielismy pelno truskawek na przelomie kwietnia i maja... teraz sa czeresnie i > rozneho rodzaj sliwki Ślwiki widziałem, czereśni nie. >fajnie? na serio jedziesz? co na to twoi rodzice? na jak dlugo? samolotem czy > droga ladowa? > Bardzo fajnie, czy na serio? Ja jestem zdecydowany, ale nie wiem czy mi się uda, moi rodzice nie są zbyt zadowoleni, jak zwykle zresztą, na 20-30 dni, drogą lądową:) Odpowiedz Link
beduinka Re: letnio 10.12.06, 22:01 tetys napisał: > Bardzo fajnie, czy na serio? Ja jestem zdecydowany, ale nie wiem czy mi się > uda, moi rodzice nie są zbyt zadowoleni, jak zwykle zresztą, na 20-30 dni, > drogą lądową:) nie dziwię się im, że rodzice nie byli zadowoleni... młody jeszcze jesteś :))) Odpowiedz Link
japolak Re: letnio 18.06.06, 14:07 a my się objadamy truskawkami... w Warszawie nareszcie ciepło, choć i parno, burzowo organizuje się POLARAB - Polsko Arabski Klub Współpracy Gospodarczej, z ofertami takze dla studentów, także dla Polonii i arabskich absolwentów polskich uczelni, także poszukujący nowych ofert turystycznych (w tym Liban, Syria, Kuwejt etc - ale i do Polski) niedługo przekażę więcej informacji Odpowiedz Link
beduinka Re: letnio 20.06.06, 10:38 przeczytalam maila, sciagnelam zalaczniki, lecz nie zdaze przeczytac, bo jade do klasztoru... zapoznam sie z tym po powrocie Odpowiedz Link