Dodaj do ulubionych

Gorące uściski z Damaszku

    • beduinka Deszczowe uściski z Aleppo 19.03.06, 17:47
      pzdrw ponownie z Aleppo - i znow nie mam czasu pisac

      w zwiazku z obchodami Halab stolica kultury muzulmanskiej mam bardzo napiety
      plan dnia

      ale jak tylko znajde czas - wszystko wam opisze

      a pogode mamy ulewno-deszczowa
      • gajasirocco Wiosenne z Karawanseraju 19.03.06, 18:00
        Miło, że jesteś. Czekamy na relację z Halab. Masz pozdrowienia od ZS z Wilczej!
        • beduinka Re: Wiosenne z Karawanseraju 19.03.06, 18:12
          gajasirocco napisała:

          > Miło, że jesteś. Czekamy na relację z Halab. Masz pozdrowienia od ZS z
          Wilczej!

          gdzie sie spotklaiscie?
          • gajasirocco Re: Wiosenne z Karawanseraju 19.03.06, 18:41
            Dopiero się spotkamy 25marca na Wilczej, narazie telefonicznie....
            • beduinka Re: Wiosenne z Karawanseraju 19.03.06, 18:48
              gajasirocco napisała:

              > Dopiero się spotkamy 25marca na Wilczej, narazie telefonicznie....

              ok... zezwalam na spotkanie
    • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 20.03.06, 12:59
      dzisiejszy dzien spedzialam na konferencji "Islam, a prawa czlowieka" - teraz
      jest przerwa, wkrotce tam wracam

      natomiast noca zamierzam pojechac do Kamishli na obchody swieta Neiruz
      • gajasirocco Re: Gorące uściski z Karawanseraju 20.03.06, 13:08
        Tak-popieram- jedź do Kamishli-zjeżdżają się już Kurdowie z całego swiata.
        Również z W-wy.....
        • beduinka Re: Gorące uściski z Karawanseraju 20.03.06, 13:21
          zobaczymy
          bo moze byc trudno z noclegami i transportem
    • beduinka Dzisiaj będzie mieli sporo czytadła. 29.03.06, 15:17
      Dzisiaj będzie mieli sporo czytadła.
      1Wesele w Aleppo
      2Aleppo Stolicą Kultury Islamu
      3Kamiszli
      4Po powrocie do Damaszku


      1

      Wesele w Halab
      Klub weselny ma dwie różne sale – dla kobiet i dla mężczyzn

      Przy wejściu otrzymuje się pudełko z weselnymi słodyczami

      Do Sali dla kobiet wchodzą duchy w czarnych abajach i hidżabach, bądź
      nikapach, a w środku często przemieniają się w wampy, ubrane w seksowne
      ubrania, z wymyślnymi fryzurami i bardzo bardzo mocnymi makijażami
      Na szczęście moja koleżanka Basma ubrana jest normalnie

      Rozmawiam wiele z dziewczynami i kobietami, z którymi kontakt w innej
      sytuacji był utrudniony; te, z którymi siedzę są studentkami – dziennikarstwa,
      anglistyki, prawa itp.

      Na stole tylko woda i serwetki

      Wynajęta jest piosenkarka przebrana za mężczyznę – ubrana w dżinsy,
      koszule, krawat, z włosami ułożonymi na żel jak mężczyzna; później w czasie
      przyjęcia przy wolnych tańcach będzie pełniła rolę faceta tańcząc z panną
      młodą; w trakcie swojego występu zdarza się, że klepnie jakąś kobietę po tyłku
      lub inną przytuli głaszcząc jej odkryty brzuszek

      Wyjeżdżamy z panem młodym i kobietami z jego rodziny do domu panny
      młodej. Tam wchodzimy do mieszkania śpiewając, klaszcząc i zurghuląc

      Panna młoda wygląda przepięknie, ubrana jest w różową sukienkę, ma
      piękną fryzurę. Ona i jej młodsza siostra mają aparycję Ally McBeal.

      Państwo młodzi tańczą, niektóre kobiety też się przyłączają.

      Jesteśmy częstowani ciasteczkami kokosowymi

      Wychodzimy, wsiadamy do samochodów i jeździmy po mieście nadużywając
      klaksonów, machając z okien chusteczkami i klaskając

      Dojeżdżamy do Sali weselnej, gdy wchodzimy okazuje się, że teraz
      wszystkie kobiety założyły już abaje i chusty – bowiem pan młody wchodzi razem
      z nami. Tańczą razem kilka tańców. Następnie obwiesza się pannę młodą
      ofiarowaną biżuterią. Później pan młody wychodzi. Kobiety zdejmują wierzchnie
      szaty, a panna młoda też idzie się przebrać w małą czarną.

      Kobiety tańczą i tańczą i tańczą

      O godz. 1 w nocy panna młoda idzie się po raz kolejny przebrać – tym
      razem w białą suknie i następuje kolejna akcja obwieszania jej biżuterią i
      przyszpilania jej do sukienki 1000-funtowych banknotów

      O godz. 2 w nocy kobiety znów się ubierają w abaje i chusty, bowiem
      przychodzi pan młody, jego ojciec i ojciec panny młodej i następuje przekazanie
      panny młodej mężowi.
      • beduinka 2 Dzisiaj będzie mieli sporo czytadła-Halab stolic 29.03.06, 15:19
        2)

        Aleppo Stolicą Kultury Islamu

        Co roku jedno z miast arabskich wybierane jest na stolicę kultury arabskiej. W
        tym roku jest nią omański Maskat, a w 2008 zostanie nią Damaszek. Wśród miast
        świata muzułmańskiego wybiera się stolicę kultury islamu. W tym roku jest nią
        Aleppo i 18 marca odbyły się uroczystości otwarcia. Pierwszą niespodzianką
        okazało się to, że Prezydent otworzył niespodziewanie festiwal dzień przed
        planowanym otwarciem, kiedy jeszcze goście nie zdążyli przyjechać. Więc
        otwarcie w meczecie Umajjadów odpadło, odczekałam i pojechałam na otwarcie
        targów książki – tu powiedziano mi, że ten punkt programu przesunięto na
        następny dzień. Byłam zła. Stamtąd zabrał mnie dziennikarz gazety Tishrin,
        który także przyjechał tutaj na próżno.

        Pojechaliśmy pod salę, gdzie miało odbyć się główne uroczyste otwarcie. Nie
        dało się tam dojechać, więc trochę dalej zostawiliśmy samochód i
        przedzieraliśmy się przez tłumy, które wyszły na place i ulice mając nadzieję
        spotkać prezydenta (nie wiedzieli, że prezydent otworzył festiwal wczoraj i
        wyjechał… co ciekawsze policja pilnująca porządku też tego nie wiedziała).
        Policja musiała zacząć torować dla nas drogę. Gdy tak odpychała tłum na boki i
        krzyczała, by zrobili przejście – ludzie tym bardziej pomyśleli, że to
        prezydent idzie – zaczęli skandować okrzyki na jego cześć – no i gdy do nich
        dochodziłam mieli niespodziankę – zamiast prezydenta szła tylko blond
        dziewczynka. Przebiliśmy się do sali akurat na czas, tj. w momencie gdy
        wchodził premier, ministrowie i mufti i weszliśmy razem z nimi. W środku w Sali
        głównej zostałam zaprowadzona do korzystania z miejsca razem z dziennikarzami.
        Jako, że jeszcze nic się nie rozpoczynałam – poszłam do Centrum Prasowego,
        którego szef pozwolił mi z niego korzystać przez cały czas trwania festiwalu.

        Uroczystość rozpoczęła się od odśpiewania hymnu syryjskiego, następnie były
        różne przemowy – Prezydenta Miasta Aleppo, Premiera, Ministra Kultury, Muftiego
        i innych BARDZO WAŻNYCH OSÓB. Następnie było przyznawanie nagród osobom, które
        przyczyniły się do przygotowania tego festiwalu. Później nastąpiła ciekawsza
        część uroczystości. Zaprezentowano bardzo ciekawie przygotowaną historię
        Aleppo. Dziadek opowiada wnuczkowi dzieje miasta, na ekranie za nimi pokazywane
        są miejsca, odgrywane scenki odnoszące się do tego, o czym dziadek właśnie
        odpowiada. Na scenę wchodzą także postaci, które przewijały się przez historię
        Aleppo: Arystoteles, Abu Ubaida bin Al-Dżarra, Ayyad bin Ghanam, Al.-Farabi,
        Saif Ad-Dawla, Abu Bakr Al-Khawarizmi, Al.-Mutanabbi, Abu Firas Al-Hamadani,
        Khawla, Kaszadżam, As-Sanubari, Nur Ad-Din Az-Zinki, Al-Qasarani, Ibn Al-Adim,
        Daifa Khatun, Szaikh Muhi Ad-Din bin Arabi, Ibn Jaber, Szaikh Ahmad Aqil Al-
        Mathadżi. Przedstawienie kończy się tak, że wnuczek wnosi portret zmarłego
        dziadka, siada na jego miejscu i zaczyna opowiadać historię od nowa.

        Następne są występy różnych zespołów folklorystycznych. M.in. tańczy jedna z
        grup znana mi z przedstawienia Dumari. Na mnie największe wrażenie wywiera
        jednak Mawlaya, czyli taniec derwiszów. Kilkunastu derwiszów i derwiszków
        (bowiem najmłodszy z nich wygląda na 5 lat) kręci się przez ponad pół godziny.
        Następnie jadę samochodem dziennikarzy gazety Thawra pod cytadelę, gdzie jest
        kontynuacja uroczystości. Tam przed cytadelą witają nas dawni rycerze, którzy
        pilnują wejścia. Gdy dołącza do nas premier idziemy na górę. Podczas tego
        spacerku rozmawiam sobie z muftim Syrii, ambasadorem Omanu, panem z Egiptu, z
        którym będę przez okres festiwalu sporo rozmawiać, lecz dopiero drugiego dnia
        wieczorem dowiem się, że jest wice prezydentem Ligi Państw Arabskich i innymi
        miłymi panami. Na trasie naszego przejścia są „przystanki”, czyli miejsca
        ukazujące np. dawną madrasę koraniczną z dziećmi uczącymi się od swojego
        nauczyciela wersetów Koranu, warsztaty wyrobu różnego rękodzieła, piekarnia,
        zakład tkacki, a także miejsce, gdzie występuje ponownie grupa derwiszy oraz
        jedna z grup folklorystycznych. Następnie jest w cytadeli kolacja dla VIPów, ja
        nie zostaję tam, lecz udaję się z kolegami – studentami z uniwersytetu w Halab
        na pizzę.

        Następnego dnia rano udaję się do Centrum Kulturalnego, gdzie jest otwarcie
        wystawy współczesnej sztuki syryjskiej (malarstwo, grafika, rzeźba). Później (z
        dziennikarzami gazety Tishrin, z którymi to już do końca dnia będę jeździć
        razem) udajemy się na otwarcie targów książki. Kolejnym punktem programu jest
        cytadela, gdzie jestem występ jednej z grup folklorystycznych, a także
        orkiestry dętej. Towarzyszy temu kolejna wystawa sztuki (grafika i malarstwo).
        Później udajemy się do centrum prasowego – skąd pisałam trochę do was.
        Następnie w tej samej Sali jest koncert syryjskiego piosenkarza Sabat Fakhry,
        dla którego Aleppo jest miastem rodzinnym. Znany jest z tego, że śpiewa
        godzinami i także tym razem nie zawiódł publiczności i śpiewał do godz. 00:30,
        więc później organizatorzy postanowili odwieźć mnie do hotelu (bezgwiazdkowego
        oczywiście) samochodem prezydenta… bez niego samego of course – zamiast tego z
        wice prezydentem LPA – co okazało się być dobrą okazją do dowiedzenia się, że
        on to on.

        Kolejny poranek – jadę na Uniwersytet Aleppo na Wydział Medycyny na konferencję
        Islam, a Prawa Człowieka (której nota bene nazwa została przetłumaczona na
        angielski jako „Islam and Rights of Man”). Początek to są oczywiście przeróżne
        przemówienia ważnych, ważniejszych i najważniejszych osób. Wszystko utrzymane
        jest w stylu, że islam jest religią, która od podstaw miała przestrzeganie
        wszelkich praw człowieka i podobnie teraz wszystkie prawa człowieka są jak
        najbardziej przestrzegane w krajach muzułmańskich. Po przerwie udaję się z
        dziennikarzami Tishrin do Centrum Prasowego, a potem na spacer po starym
        mieście. Zaglądam na dworzec kupić bilet, wracam do hotelu po bagaże i
        wieczorem udaję się na dworzec.


        3)

        NEWROZ W KAMISZLI

        Zaproszona na obchody kurdyjskiego święta Newroz jadę autobusem z Aleppo do
        Kamiszli. Współpasażerowie nawiązują rozmowę, a ja wykorzystuję sześciogodzinną
        podróż do nauczenia się podstawowych zwrotów w języku kurdyjskim. Od chłopaka
        siedzącego obok dostaję opaskę na rękę w narodowych barwach kurdyjskich –
        zielonym, żółtym i czerwonym (kosk, sor, zar). Dojeżdżam do miasta o godzinie
        drugiej w nocy. Z dworca odbiera mnie Dżuwan poznany za pomocą długiego
        łańcuszka przypadków – moja mama wyjechała na wycieczkę do Egiptu. Razem z nią
        w grupie był Kurd mieszkający w Polsce. Po jakimś czasie odezwał się do mnie
        jego brat mieszkający w Syrii, odwiedził mnie w Damaszku i zaprosił do
        odwiedzin jego rodzinnych stron, swoich krewnych i uczestniczenia w obchodach
        ich narodowego święta.

        Święto Newroz obchodzone jest 21 marca – w pierwszy dzień wiosny. Gdy zapytałam
        o historię tego święta - opowiedziano mi o perskim królu Dahak, który zjadał
        codziennie mózgi swoich poddanych. Tak działo się aż do dnia, gdy przyszła
        kolej na kurdyjskiego kowala o imieniu Kała. Ten okazał się silniejszy od
        króla, nie dał się zabić, lecz zabił swojego władcę. By ogłosić radosną nowinę
        o śmierci tyrana rozpalono na wzgórzach ogniska – i tak też się robi po dziś
        dzień.

        Świętują Kurdowie na całym świecie – w Syrii, Turcji, Iraku i Iranie oraz
        emigranci rozrzuceni po całym świecie.

        Dżuwan odwozi mnie do domu swojej starszej siostry, z której pięcioma córkami
        będę przez najbliższe dni spędzać większość mojego czasu. Dziewczyny dobrze
        mówią po arabsku, bowiem studiują na uniwersytetach, więc bez problemu możemy
        się dogadać. Z ich mamą, która nie chodziła do szkoły jest trochę trudniej –
        ale obie staramy się używać w rozmowie ze sobą wszelkich znanych nam zwrotów ja
        w języku kur
        • beduinka 3Dzisiaj będzie mieli sporo czytadła-Kamiszli 29.03.06, 15:20
          Dżuwan odwozi mnie do domu swojej starszej siostry, z której pięcioma córkami
          będę przez najbliższe dni spędzać większość mojego czasu. Dziewczyny dobrze
          mówią po arabsku, bowiem studiują na uniwersytetach, więc bez problemu możemy
          się dogadać. Z ich mamą, która nie chodziła do szkoły jest trochę trudniej –
          ale obie staramy się używać w rozmowie ze sobą wszelkich znanych nam zwrotów ja
          w języku kurdyjskim, a ona w arabskim. Z powodu późnej godziny kładę się
          wkrótce spać, gdyż następny dzień będzie na pewno pełen wrażeń.

          Rano wstajemy się i przygotujemy do drogi. Tata wraz z synami ładują na
          samochód – pick-up’a namiot, maty, krzesła, stoły, jedzenie, picie i naczynia.
          Dziewczyny przygotowują się malując się, czesząc, ubierając się – mama i dwie z
          pięciu córek zakładają tradycyjne kurdyjskie stroje. Gdy już wszyscy jesteśmy
          gotowi, wsiadamy wszyscy do, a raczej na samochód i jedziemy – podobnie jak
          dziesiątki, setki innych podobnie załadowanych rzeczami i ludźmi samochodów –
          poza miasto. Pogoda jest iście wiosenna, jakby natura cieszyła się razem z
          nami, przecież dzisiaj żegnamy zimę, a witamy wiosnę.

          Dojeżdżamy do celu. Miejsce (jedno z wielu takich w okolicach Kamiszli) to
          jakby wielkie obozowisko – setki namiotów, tysiące ludzi. Znajdujemy miejsce
          dla nas, wkrótce dołączają tam do nas także inne pick-up’y wypełnione ciotkami,
          wujkami, babciami, dziadkami, kuzynami, dziećmi.

          Z jedną z sióstr idę przejść się po okolicy. Jako jedyna cudzoziemka wzbudzam
          sympatyczne zainteresowanie. Ludzie cieszą się, gdy składam im życzenia
          świąteczne po kurdyjsku. Tłum jest bardzo kolorowy. Kobiety ubrane są w
          tradycyjne stroje – sukienki z bardzo długimi rękawami, kaftany. Mężczyźni
          rzadziej noszą tradycyjne ubrania, lecz nawet ci Kurdowie, którzy przyszli tu
          ubrani współcześnie – założyli jakiś element stroju w kurdyjskich kolorach –
          nakrycie głowy, szal, chustę, koszulkę. Podchodzimy w miejsce, gdzie zebrało
          się bardzo dużo ludzi, skąd dobiega muzyka. Odbywa się tam program artystyczny –
          zespoły dorosłych i dzieci tańczą narodowe tańce, śpiewany są piosenki,
          odgrywane są przedstawienia, recytowane wiersze. Smutek największego narodu bez
          własnego państwa miesza się z radością święta.

          Wracamy do naszej rodziny. Rozmawiamy zajadając się orzeszkami i popijanymi
          wszędobylską Coca-Colą. Z kolejną siostrą wychodzę na następny spacer po
          obozowisku. Dochodzimy do miejsca, gdzie w ogromnym kole tańczy 100-200 osób
          kurdyjską dabkę. Chłopcy z zespołu folklorystycznego uczą mnie jej kroków
          (teraz muszę już spamiętać i nie pomylić kroki dabki palestyńskiej, syryjskiej
          i kurdyjskiej) i wkrótce dołączam do tańczących. Lewa w przód, lewa w tył,
          prawa w przód, prawa w tył, lewa na skos w prawo, prawa wyrównuję.

          Co chwila ktoś podchodzi i prosi mnie o wspólne zdjęcie. Czuję jakby dzisiaj
          sfotografowane mnie kilkadziesiąt, jak nie więcej razy. Ja też sporo
          fotografuję, bowiem uczestniczę w tym kurdyjskim święcie po raz pierwszy i chcę
          wszystko uchwycić, każdy moment zachować dla siebie na później, na zawsze.

          Mijamy kolejne zgrupowanie ludzi. Ze środka wydobywa się jednak tylko głos
          politycznego przemówienia, a nad tłumem powiewają flagi z portretami
          przywódców. Tutaj nie zatrzymuję się zbyt długo. Idziemy dalej. Dochodzimy w
          miejsce, gdzie gra zespół muzyczny, a ludzie tańczą, ja także tutaj dołączam do
          tańczących.

          Musimy wracać do „mojej” rodziny, bowiem nastał już czas posiłku. Siadamy do
          jedzenia – szaszłyków i sałatek. Wkrótce dołącza też do nas Dżuwan. Ja jednak
          zbyt długo nie wytrzymuję w jednym miejscu i znowu wyruszam na włóczęgę po
          obozowisku. Następna siostra towarzyszy mi i udaje się ze mną w najbliższe nam
          miejsce śpiewów, tańców i przedstawień. Wkrótce Dżuwan wzywa nas jednak z
          powrotem – więc wracamy do „naszych”. Wsiadamy do pick-upa, Dżuwan za
          kierownicą, jedna z sióstr koło niego, ja i druga siostra na pakę. Krążymy po
          obozowisku, które rozciąga się przez wiele kilometrów. Kropi deszczyk. Ludzie
          jadący koło nas na motorze podają mi kurdyjską flagę – dalej jadę powiewając
          nią po okolicy, wzbudzając aplauz wśród mijanych ludzi. Zatrzymujemy się od
          czasu do czasu, by odwiedzić to tu to tam krewnych, bądź znajomych „mojej”
          rodziny.

          Ściemnia się, ludzie zwijają swoje namioty i kilkutysięczne obozowisko znika
          tak nagle, jak nagle się dzisiejszego poranka pojawiło… i jak pojawi się
          ponownie dokładnie za rok...

          Wsiadamy do naszego autobusika – ponad miarę wypełnionego ludźmi i przeróżnymi
          rzeczami. Śpiewamy, klaskamy. Wracamy do domu, jednak nie był to koniec pełnego
          wrażeń dnia. Pozwolono mi tylko wziąć prysznic i zabrano do dziadków na
          kolację, w odwiedziny do zaprzyjaźnionych nauczycieli, później do następnego
          znajomego i do zamężnej siostry i jej rodziny. Wracamy do domu późno w nocy.
          Kolejne dni mam wypełnione wizytami w coraz to następnych domach. Poznaję
          lekarza, który skończył studia w Polsce. Co chwila ktoś podarowuje mi coś na
          pamiątkę. Po czterech wspaniałych dniach opuszczam Kamiszli towarzyszą mi w
          podróży dwie córki z „mojej” rodziny, które studiują w Damaszku – jedna
          literaturę arabską, druga anglistykę. Jadę, lecz wiem, że na pewno tam powrócę.


          4)

          Po powrocie do Damaszku

          Gdy wróciłam do Damaszku – musiałam także wrócić do nauki. Po tygodniu
          nieobecności okazało się, że na zaraz zaplanowane są półsemestralne egzaminy.

          Byłam też ostatnio w teatrze na monologu teatralnym palestyńskiej reżyserki
          zagranym przez algierską aktorkę. Wyznania do kamery kobiety przeżywającej
          kryzys wieku średniego.

          Przedwczoraj przyjechał kolega z Polski (dzięki mamie za plecaczek – dotarł).
          Poszliśmy m.in. na wystawę karykatur o tematyce politycznej – gł. ich aktorem
          był niejaki Bush.

          Wieczorem udaliśmy się do kina obejrzeć tunezyjski film „Taniec wiatru”,
          natomiast wczoraj wyświetlano w Centrum Kultury Francuskiej (sic!) film
          Kieślowskiego „Trzy kolory. Biały”.

          Oprócz tego wczoraj miałam kolokwium z literatury klasycznej. Na dzisiaj
          zaplanowane były kolokwia z gramatyki, retoryki i słowników. Ale zostały
          odwołane, bowiem dzisiaj znów jest zaćmienie słońca, a jak można by było zrobić
          egzaminy podczas zaćmienia. No przecież nie można. I znów puszczono nas z
          drugich zajęć do domu, wcześniej jednak przeczytawszy nam list od ministra
          zdrowia nt. zachowania podczas zaćmienia i nt. możliwych uszkodzeń zdrowia w
          przypadku patrzenia się w słońce. A więc znów dzieci nie poszły do szkół,
          ludzie pozamykali sklepy i biura.

          Dzisiaj wieczorem idę na koncert muzyki klasycznej – Duo Approche w składzie
          Olivier Marron – wiolonczela i Olivier Vivares – klarnet.

          A jutro jedziemy sadzić drzewa ;-))))))))

          Pzdrw
          • gajasirocco Beduinko! Jesteś cudowna!Podziękowania dla Dżuwana 29.03.06, 15:58
            Cieszę się, że masz tyle wrażeń i korzystasz z każdego dnia życia...Zwolnij
            trochę, odpocznij, pozdawaj egzaminy....Ślę tysiace całusków z Karawanseraju!
            Miło się czytało i z całego serca dziękuję rodzinie Dżuwana za pokazanie Ci
            Kurdystanu!!!
            • beduinka Re: Beduinko! Jesteś cudowna!Podziękowania dla Dż 29.03.06, 16:04
              gajasirocco napisała:

              > Cieszę się, że masz tyle wrażeń i korzystasz z każdego dnia życia...Zwolnij

              zwolnie na starosc

              > trochę, odpocznij, pozdawaj egzaminy....

              pozdawam
              jutro mam egzamin z imla'a (ortografii)
              a w przyszlym tygodniu z lektury prasy, literatury wspolczesnej, gramatyki,
              retoryki, slownikow i wypracowan

              Ślę tysiace całusków z Karawanseraju!
              > Miło się czytało i z całego serca dziękuję rodzinie Dżuwana za pokazanie Ci
              > Kurdystanu!!!

              :))) w tamte rejony na pewno wroce, bowiem jest tam wiecej do zobaczenia niz
              tylko miasto Kamiszli
              • gajasirocco Beduinko! Jesteś cudowna!Podziękowania dla Dżuwana 29.03.06, 16:08
                Trzymam kciuki podczas zdawania egzaminów! Powodzenia!!!
      • gajasirocco Pozdrowienia z Karawanseraju 29.03.06, 15:39
        Nareszcie!!! Miło Cię znów widzieć. Masz pozdrowienia od swojej dentystki,
        która mieszkając w Szwecji podziwiała z Irakijczykami Twoje forum i chwaliła
        się, że te piękne zdjęcia z krajów arabskich, to od jej pacjentki....(daleko
        sięga Twoje forum!)
        • tetys WoW! 29.03.06, 16:10
          شُكراً!خَمِيلٌ بِنتٌ!
          ذَكِيٌّ:))

          WOW!
          Ale nam Beduinko opisałaś wszystko, czekamy tylko na zdjęcia!
          Z każdym postem sprawiasz, że coraz bardziej chcę tam być!
          Motywujesz mnie do nauki arabskiego, do nauki w ogóle, do wszystkiego!

          Pozdrawiam Cię :))
          • beduinka Re: WoW! 29.03.06, 16:12
            tetys napisał:

            > شُكراً!خَمِي&
            > #1604;ٌ بِنتٌ!
            > ذَكِيٌّ:))
            >

            > WOW!
            > Ale nam Beduinko opisałaś wszystko, czekamy tylko na zdjęcia!

            zdjec do ja juz mam z Syrii kilka giga, ale nie mam czasu ich wrzucac...
            obejrzysz jak przyjedziesz

            > Z każdym postem sprawiasz, że coraz bardziej chcę tam być!

            i bedziesz... znasz dobrze angielski. poznalam rodzine, ktora chcac dobrze
            nauczyc swoich 3 synow angielskiego przyjelaby do siebie do domu (za friko) -
            osobe z bieglym angielskim... wspominalam im o tobie :)

            > Motywujesz mnie do nauki arabskiego, do nauki w ogóle, do wszystkiego!

            ja taki len naukowy motywuje do nauki ???? dzieki :)))))

            >
            > Pozdrawiam Cię :))


            ps. w twoim arabskim powyzej jest troszke bledow :)
            • tetys Re: WoW! 29.03.06, 16:33
              beduinka napisała:

              >
              > > WOW!
              > > Ale nam Beduinko opisałaś wszystko, czekamy tylko na zdjęcia!
              >
              > zdjec do ja juz mam z Syrii kilka giga, ale nie mam czasu ich wrzucac...
              > obejrzysz jak przyjedziesz

              Ok!

              >
              > > Z każdym postem sprawiasz, że coraz bardziej chcę tam być!
              >

              i bedziesz... znasz dobrze angielski. poznalam rodzine, ktora chcac dobrze
              > nauczyc swoich 3 synow angielskiego przyjelaby do siebie do domu (za friko) -
              > osobe z bieglym angielskim... wspominalam im o tobie :)

              Oo! Dziękuję!


              >
              > > Motywujesz mnie do nauki arabskiego, do nauki w ogóle, do wszystkiego!
              >
              > ja taki len naukowy motywuje do nauki ???? dzieki :)))))

              Nie dziękuj, to czysta prawda:)

              >
              > >
              > > Pozdrawiam Cię :))
              >
              >
              > ps. w twoim arabskim powyzej jest troszke bledow :)

              Nie wgłębiałem się w tajniki gramatyki, więc znam tylko pojedyncze słówka i
              zwroty....ale już niedługo mam nadzieję będzie lepiej:)

              Pozdrawiam!
    • tetys PS. 30.03.06, 13:40
      W ogóle Beduinko w jakich sferach Ty się obracasz:))
      Same szychy wokół Ciebie, największe osobistości świata Arabskiego!
      Pięknie!
      • beduinka Re: PS. 08.07.06, 11:04
        tetys napisał:

        > W ogóle Beduinko w jakich sferach Ty się obracasz:))
        > Same szychy wokół Ciebie, największe osobistości świata Arabskiego!
        > Pięknie!

        a jakze :))))))))
    • beduinka dzrzewka i piasek z nieba 01.04.06, 17:40
      Witajcie,

      Piątkowe popołudnie spędziłam na sadzeniu drzew na Dżabel Qasjun – za kilka,
      kilkanaście, kilkadziesiąt lat będziecie mogli podziwiać na wzgórzach Damaszku
      nasz las. Inshaallah. Akcję sadzenia drzew zorganizowały: hiszpański instytut
      Cervantes, British Council, Instytut Francuski, Syryjskie Towarzystwo
      Ekologiczne, Harcerzy Syryjskich, Stowarzyszenie Studentów Syryjskich. Mam
      nadzieję, że o nikim nie zapomniałam. Pewnym utrudnieniem było, że tego dnia w
      nocy zmieniono czas na letni. I jak to już kolejny raz miałam się okazję tu
      przekonać – ludzie nie byli o tym poinformowani, a raczej każdy miał swoje
      zdanie nt. tego, kiedy nastąpi zmiana czasu. Dojechaliśmy na miejsce
      specjalnymi autobusami. Ja jechałam spod Cervantesa, więc należałam do ich
      grupy „robotników”. Na miejscu każdy otrzymywał wstążeczkę na ramię oznaczającą
      organizację, dla której „pracuje” – my z Cervantesa byliśmy żółci. Dostawaliśmy
      też szpadle i motyki oraz gumowe rękawiczki i ruszaliśmy do sadzenia drzewek. A
      do pracy grała nam orkiestra instrumentów dętych i różnych bębnów. Okazało się,
      że liczba woluntariuszy przewyższyła oczekiwania organizatorów, więc szybko
      uwinęliśmy się z pracą. Sadzili razem Syryjczycy i obcokrajowcy, kobiety i
      mężczyźni, dzieci, młodzież, ludzie w średnim wieku, a nawet starcy, ludzie
      ubrani w stroje tradycyjne i nowoczesne. Gdy skończyliśmy pracę – teren
      objechała ciężarówka z jedzeniem i wszyscy dostaliśmy coś do jedzenia i picia.

      Dzisiaj pogoda w Damaszku sprawiła nam niespodziankę – co dokładniej się stało –
      zerknijcie do galerii Kraje Arabskie.

      Pzdrw
      Mirka
      • gajasirocco Ja też chcę sadzić! 01.04.06, 18:53
        Brakuje mi mojego ogródka, zapachu ziemi, nowalijek...no i słoneczka, którego
        dzisiaj nie mamy, chociaż jest cieplutko i powoli będzie można pochować kożuchy
        w szafach!
        • beduinka Re: Ja też chcę sadzić! 01.04.06, 19:00
          gajasirocco napisała:

          > Brakuje mi mojego ogródka, zapachu ziemi, nowalijek...no i słoneczka, którego
          > dzisiaj nie mamy, chociaż jest cieplutko i powoli będzie można pochować
          kożuchy
          >
          > w szafach!

          a ja jeszcze dodam, ze od 1-2 tygodni mamy sezon na TRUSKAWKI
          • gajasirocco Smacznego! 01.04.06, 19:20
            My też za jakieś 2-3 miesiące będziemy mieli!
            • gajasirocco Beduinka tapla się w damasceńskim błotku! 01.04.06, 19:30
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=687&w=37235742&a=39597075
      • tetys Re: dzrzewka i piasek z nieba 01.04.06, 21:11
        Ale macie pogodę! Nawet nad Damaszek przybywają deszczowe chmury:)
        Ja natomiats wieczór spędzam oglądając "Wyznania Gejszy"....piękny film!
        Gaju, nie udało mi się dzisiaj przyjechać:(

        Pozdrawiam!
        • gajasirocco Pozdrowienia z Karawanseraju 01.04.06, 22:51
          Tetysku: Nie szkodzi, oddam przy okazji!
        • beduinka Re: dzrzewka i piasek z nieba 03.04.06, 21:12
          tetys napisał:

          > Ja natomiats wieczór spędzam oglądając "Wyznania Gejszy"....piękny film!

          ja ogladalam to w piatek wieczorem :)))))
    • beduinka “Marzenia świątecznej nocy” 03.04.06, 21:08
      Wczoraj byłam w Teatrze na przedstawieniu “Marzenia świątecznej nocy”. Dwaj
      mężczyźni – szewc i jego znajomy - planują wyjazd do Europy, by znaleźć tam
      pracę i wieźć szczęśliwe życie. Zastanawiają się jak zdobyć wizę do Europy
      (może spotkają cudzoziemkę, która załatwi im wizę, może przez kobietę, która
      sprząta u jakiegoś ambasadora it.), zbierają wszelkie papierki do ambasady,
      opowiadają sobie jak to będzie w tamtej Europie, gdzie to się przejeżdża między
      Niemcami, Francją, Brazylią (sic!), a Belgią bez granic, bez paszportów…
    • beduinka zimno 04.04.06, 20:30
      Witajcie,
      Jest zimno, bardzo zimno i pada deszcz. Coś z tą pogodą jest nie tak. Ale jutro
      wieczorem idę na teatru na występ Munshedeen – z okazji rocznicy urodzin
      proroka Mahometa (wypadają w niedzielę). A w poniedziałek będzie występ Duo
      Cracov.
      Buziaki
      • gajasirocco Re: zimno 04.04.06, 20:42
        A u nas ma jutro sypnąć śnieg...więc mamy powrót zimy. Życzę Ci ciepełka!!!
        • beduinka Re: zimno 04.04.06, 20:55
          gajasirocco napisała:

          > Życzę Ci ciepełka!!!

          nawzajem!!!!!
    • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 05.04.06, 12:52
      dzisiaj swieci u nas sloneczko i jest cieplutko.. .i tak na zmiane jest tu
      ostatnio - dzien cieply, dzien zimny

      kwiecien plecien poprzeplata troche zimy triche lata
      • gajasirocco Re: Gorące uściski z Karawanseraju 05.04.06, 13:11
        U nas tak samo.....
        • beduinka Re: Gorące uściski z Karawanseraju 05.04.06, 13:31
          gajasirocco napisała:

          > U nas tak samo.....

          tez 15-18 C?
    • beduinka obchody urodzin proroka,wycieczka do Sweidy 08.04.06, 12:19
      Marhaba,

      W środę wybrałam się na wykład „Walka o Palestynę między religią, a historią” –
      ciekawy. Wygłoszony był w Centrum Kultury Arabskiej w Yarmuku i swoją osobą
      wzbudziłam tam spore zainteresowanie. Oprócz mnie przyszło wysłuchać go może z
      10-15 panów, wszyscy się znali, no i ja.

      Później pojechałam do teatru na obchody urodzin proroka Mahometa.
      Przedstawienie było wyśmienite, lecz bardzo długie – a mianowicie zaczęło się o
      godzinie dziewiątej wieczorem, a skończyło się pół godziny po północy.
      Występował Klub Al-Munshideen pod przewodnictwem Szejka Hamzy Szakkura.
      Śpiewali m.in. „An-Nawba Ar-Rifa’iya”, „Ta’atira al-mawlid”, „Ya rasulu
      Allah”, „Malak al-mulk wal-madad”.
      Towarzyszył ich śpiewowi taniec wirujących derwiszów. Następnie przyszedł czas
      na występ chóru chrześcijańskiego Al-Farah. Zaśpiewali: hymn bizantyjski, „Anta
      Ya min Amarta al-bahr”, „Ayyuha ar-Rab Illahi Anta mutaka’i” (psalm), „Illahi
      hananta as-sama’a”, „Rabbi takabbal”, „Atahalal yawm tunadini”, „Ya Sayyid as-
      Salam”.
      Przyszła kolej na najwspanialszą część wieczoru – wspólny występ dwóch
      religijnych chórów – muzułmańskiego i chrześcijańskiego. Razem zaśpiewali „Ya
      nas hibbu an-nas”, „Ya ‘alima bis-sir”, „Illahi rahmataka” i inne. Nastąpiły
      przemowy imama i księdza. Co ciekawe imam mówił bardzo spokojnie i radośnie,
      składał nam wszystkim życzenia z okazji urodzin Proroka; natomiast zdziwiła
      mnie przemowa księdza. Mówił, że arabscy chrześcijanie i muzułmanie powinni
      wspólnie przeciwstawić się zepsuciu zachodniego świata; że Zachód próbuje
      zniszczyć resztę świata – ale tak naprawdę zniszczy sam siebie; że Bóg płacze z
      powodu tego wszystkiego, co się dzieje na świecie (Irak, Palestyna), lecz na
      pewno dzisiaj śmieje się widząc muzułmanów i chrześcijan wspólnie śpiewających
      na Jego chwałę. Wieczór zakończył się rozdaniem uczestnikom paczuszek z
      cukierkami, które ofiaruje się tutaj z okazji różnych świąt.

      W czwartek na zajęciach w Maahadzie sprowokowałam ciekawą rozmowę. A jako, że w
      tym semestrze mamy w grupie ekstra osoby – to nasza dyskusja bardzo się
      nakręciła – aż tak mocno, że nauczyciel z drugiej sali przyszedł sprawdzić, co
      się u nas dzieje. Rozmowa dotyczyła tego, co nam się nie podoba w krajach
      arabskich. Niestety nauczyciel na wszystko, co mówiliśmy odpowiadał, że to co
      złe – przyszło z Zachodu. Nawet nie przemawiały do niego argumenty muzułmanów
      żyjących w Europie. To, czego Arabowie powinni się jeszcze nauczyć – to
      przyjmowanie krytyki i umiejętność wyciągnięcia z niej wniosków. Ja widzę wady
      naszego Zachodniego Świata, potrafię o nich mówić, widzę też jego dobre strony.
      Natomiast często dostrzegam, że Arabowie tak się przyzwyczaili dzielić świat na
      My = Dobrzy i Oni = Źli, że nie potrafią dostrzec, że My – mamy dobre i złe
      cechy oraz Oni – mają wady i zalety. A krytyka – o ile jest konstruktywna –
      zazwyczaj jest pomocna. Te uwagi nie dotyczą tylko wielkich spraw, ale nawet
      drobiazgów. Ja uwielbiam świat arabski, czuję się tutaj jak ryba w wodzie,
      nauczyłam się prawić komplementy, po tysiąckroć podziwiać Syrię, Arabów,
      odpowiadać na pytanie czy Syria jest ładniejsza czy Polska itp., ale czasem
      chciałabym móc szczerze wyrazić na jakiś temat opinię. Nie chodzi tutaj o to,
      że lubię często i dużo narzekać – wręcz przeciwnie, ja zazwyczaj szczerze
      chwalę, szczerze podziwiam, szczerze bronię.

      W piątek z moim kolegą Hanim (jego pradziadkiem był Sułtan Basza Atrasz), który
      jest aktorem wybraliśmy się odwiedzić jego rodzinę w Sweidzie (miasto na
      południu Syrii zamieszkiwane przez Druzów). Pojechaliśmy Hani, ja, Amerykanka
      Sara, Austriaczka Barbara i Niemiec Andreas. Rodzina Haniego jest cudowna: tata
      jest nauczycielem biologii, mama nauczycielką języka angielskiego, siostra
      studentką scenografii. Ma jeszcze 2 młodszych braci. 14-latek jest
      niepełnosprawny fizycznie. Nie wiem jak nazywa się ta choroba, ale ma zbyt
      krótkie nogi i ręce. Ale chłopiec jest niezwykle utalentowany. Przepięknie
      maluje. Głównym tematem jego obrazów są akty, często bardzo odważne akty.
      Zadziwiająco wspaniale dobiera kolory. Ma prywatnego nauczyciela rysunku, w
      wakacje będzie miał swoją pierwszą wystawę. Ma także ogromną wiedzę na temat
      historii malarstwa. Wow! Najmłodszy syn – 12-latek! – interesuje się też mocno
      tym, co się dzieje na świecie, dyskutowaliśmy z nim na temat wojny w Iraku,
      zabójstwa Harirego i sytuacji politycznej w Libanie i na wiele innych tematów.
      Zjedliśmy z rodziną obiad, a następnie wybraliśmy się na wycieczkę po okolicy i
      po mieście bardzo starym rozgruchotanym Peugotem (rocznik 1977). Przed
      opuszczeniem Swiedy jeszcze na chwilę zajrzeliśmy na wesele. Był to naprawdę
      magiczny dzień.

      Na dzisiaj zaplanowałyśmy sobie z moją współlokatorką dzień piękności – a więc
      obłożymy się błotkiem, które ona przywiozła z Jordanii znad Morza Martwego, a
      potem wybieramy się do fryzjera.

      Przewodnik już dla youmou odkupiłam od współlokatorki, która dzisiaj wraca do
      Niemiec.

      Buziaki dla wszystkich
      • tetys Re: obchody urodzin proroka,wycieczka do Sweidy 08.04.06, 15:13
        beduinka napisała:

        > Marhaba,

        Witaj!


        > W czwartek na zajęciach w Maahadzie sprowokowałam ciekawą rozmowę. A jako, że
        w
        >
        > tym semestrze mamy w grupie ekstra osoby – to nasza dyskusja bardzo się
        > nakręciła – aż tak mocno, że nauczyciel z drugiej sali przyszedł sprawdzi
        > ć, co
        > się u nas dzieje. Rozmowa dotyczyła tego, co nam się nie podoba w krajach
        > arabskich. Niestety nauczyciel na wszystko, co mówiliśmy odpowiadał, że to co
        > złe – przyszło z Zachodu. Nawet nie przemawiały do niego argumenty muzułm
        > anów
        > żyjących w Europie. To, czego Arabowie powinni się jeszcze nauczyć – to
        > przyjmowanie krytyki i umiejętność wyciągnięcia z niej wniosków. Ja widzę
        wady
        > naszego Zachodniego Świata, potrafię o nich mówić, widzę też jego dobre
        strony.
        >
        > Natomiast często dostrzegam, że Arabowie tak się przyzwyczaili dzielić świat
        na
        >
        > My = Dobrzy i Oni = Źli, że nie potrafią dostrzec, że My – mamy dobre i z
        > łe
        > cechy oraz Oni – mają wady i zalety. A krytyka – o ile jest konstru
        > ktywna –
        > zazwyczaj jest pomocna.

        I tak jest również z drugiej strony. Europejczycy nie potrafią dostrzec zalet
        świata arabskiego, widzą same wady, stereotypy i nie potrafią przyjąć do
        wiadomości krytyki na swój temat. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia.



        > Na dzisiaj zaplanowałyśmy sobie z moją współlokatorką dzień piękności – a
        > więc
        > obłożymy się błotkiem, które ona przywiozła z Jordanii znad Morza Martwego, a
        > potem wybieramy się do fryzjera.
        >

        Kobiety;)))


        > Buziaki dla wszystkich
        Pozdrawiam!
        • beduinka Re: obchody urodzin proroka,wycieczka do Sweidy 10.04.06, 11:26
          tetys napisał:

          > > Na dzisiaj zaplanowałyśmy sobie z moją współlokatorką dzień piękności 
          > 211; a
          > > więc
          > > obłożymy się błotkiem, które ona przywiozła z Jordanii znad Morza Martweg
          > o, a
          > > potem wybieramy się do fryzjera.
          > >
          >
          > Kobiety;)))
          >

          nie bylo dnia pieknosci dla ciala... zdecydowalam sie zadbac o dusze - 2 dnis
          spedzone w klasztorze
      • gajasirocco Pozdrowienia z Karawanseraju 08.04.06, 15:18
        Dzięki za ciekawą relację. Czekamy na następne i również buziaczki ślemy z
        Karawanseraju!
    • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 10.04.06, 11:23
      witajcie
      sobote i niedziele (niedziela palmowa) spedzilam w gorskim klasztorze Mar Musa.
      Opisze Wam to wkrotce
      Wczoraj bylam na koncercie muzyki arabskiej, dzisiaj wybieramy sie ze znajomymi
      na koncert polskiej grupy Duo Krakow
      pzdrw
    • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 11.04.06, 15:01
      dzisiaj znowu zagladam tylko na chwile i nie mam czasu nic wiecej napisac lub
      odpisywac na watki - jednak chcialam was szybciutko pozdrowic

      u nas zaczelo juz byc bardzo cieplo... mamy ok. 30 C
    • tetys Re: Gorące uściski z Damaszku 11.04.06, 15:19
      30 stopni?
      Wyślę siebie mailem na Twój adres, ok?
      Tanio i bez opłat lotniskowych;))
      Pozdrawiam!
      • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 11.04.06, 15:21
        tetys napisał:

        > 30 stopni?
        > Wyślę siebie mailem na Twój adres, ok?
        > Tanio i bez opłat lotniskowych;))
        > Pozdrawiam!

        dobrze, ale masz na to 4 minuty - bo tyle czasu mi teraz zostalo na anecie :))))

        a jak jest u was?
        • gajasirocco Re: Gorące uściski z Damaszku 11.04.06, 15:31
          Radzimy sobie, tęsknimy...Mikołaj szczęśliwie dotarł do kraju i dzisiaj
          wieczorkiem zawita do Karawanseraju.
          Inshaalh!
    • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 12.04.06, 21:31
      jutro wyjezdzam ponownie do klasztoru i wroce do Damaszku w poniedzialek lub
      wtorek wieczorem - przez jakis czas bez odbioru

      nie mam tez zbyt wiele czasu by pisac - jak sie znajdzie - to opisze, co sie
      dzieje
      • xrobertx Re: Gorące uściski z Damaszku 12.04.06, 21:56
        Czesc Beduinko.
        Czy mozesz mi napisac w jaki sposob mozna zalapac sie na wolontariat w libanskic
        obozach dla uchodzcow?
        • gajasirocco Info na temat wolontariatu 22.04.06, 15:32
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10662&w=23347218
        • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 08.07.06, 10:59
          xrobertx napisał:

          > Czesc Beduinko.
          > Czy mozesz mi napisac w jaki sposob mozna zalapac sie na wolontariat w
          libanski
          > c
          > obozach dla uchodzcow?

          ja osobiscie nie robie tego droga oficjalna
          po prostu od kilku lat przyjezdzam do obozow, wiec mam znajomych, ktorzy
          dzialaja w roznych organizacjach i im pomagam w tym, co robia
      • youmou Re: Gorące uściski z Damaszku 12.04.06, 22:21
        Beduinko, napisz coś o tym klasztorze koniecznie!
        Znalazłam go tu: www.swiatpodrozy.pl/i.php?g=130&n=1 i wyglada
        imponujaco. Pieknie! Ma tez prywatna strone, ale nie moge sie z niej
        zorientowac, kto w tym klasztorze mieszka. Prowadzi go Jezuita?
        Czytam wlasnie, ze mnisi dzialaja na rzecz ekologii i dialogu miedzy
        chrzescijanstwem i islamem... Bardzo ciekawie to wyglada.
        Daleko od Damaszku? Trudno dojechac?
        • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 18.04.06, 12:22
          youmou napisała:

          > Beduinko, napisz coś o tym klasztorze koniecznie!
          > Znalazłam go tu: www.swiatpodrozy.pl/i.php?g=130&n=1 i wyglada
          > imponujaco. Pieknie! Ma tez prywatna strone, ale nie moge sie z niej

          ma www.deirmarmusa.com o ile dobrze pamietam

          > zorientowac, kto w tym klasztorze mieszka.

          mnisi i mniszki - jest to klasztor mieszany. obecnie syryjski katolicki,
          dawniej ortodoksyjny
          oprocz tego mieszka sporo nowicjuszy, goscie, kazdy jest tutaj przyjmowany z
          otwartymi ramionami, bez wzgledu na religie

          > Prowadzi go Jezuita?

          tak. Ojciec Paolo z Wloch

          > Czytam wlasnie, ze mnisi dzialaja na rzecz ekologii i dialogu miedzy
          > chrzescijanstwem i islamem...

          zgadza sie. nawet w bibliotece mamy wiecej ksiazek nt. islamu niz nt.
          chrzescijanstwa

          > Bardzo ciekawie to wyglada.

          bardzo. nie moge stad wyjechac, bo tak pokochalam to miejsce. z Damaszku opisze
          wiecej

          > Daleko od Damaszku? Trudno dojechac?

          nie az tak bardzo daleko. Trzeba wziasc autobus do Homs i wysiasc w
          miejscowosci An-Nabk (35-60 SL), a pozniej wziasc taxi do klasztoru za 200
          SL (niezaleznie od liczby osob w samochodzie)
    • beduinka Gorące uściski z Mar Musa al-Habeshi 18.04.06, 12:15
      pozdrawiam was goraco z klasztoru Mar Musa al-Habeshi, w ktorym przebywam od
      6 dni. Nie napisze wiecej, bo mamy bardzo slabe polaczenie.
      Do zpisania sie po moim powrocie do Damaszku
      • tetys Re: Gorące uściski z Mar Musa al-Habeshi 18.04.06, 16:22
        Czekam na pełną relację:)
        • youmou Re: Gorące uściski z Mar Musa al-Habeshi 20.04.06, 20:41
          czy w maju-lipcu przydadza sie tam cieplejsze ubrania? (wystarczy pewnie cienka
          bluza? :)
          i czy wystarcza sportowe sandaly na grubej podeszwie, zeby sobie po okolicach
          pochodzic czy powinnam wziac jakies "adidasy"?

          rowniez jestem bardzo ciekawa pelniejszej relacji
          • beduinka Re: Gorące uściski z Mar Musa al-Habeshi 30.04.06, 18:56
            youmou napisała:

            > czy w maju-lipcu przydadza sie tam cieplejsze ubrania? (wystarczy pewnie
            cienka
            >
            > bluza? :)
            > i czy wystarcza sportowe sandaly na grubej podeszwie, zeby sobie po okolicach
            > pochodzic czy powinnam wziac jakies "adidasy"?
            >
            > rowniez jestem bardzo ciekawa pelniejszej relacji

            nie wiem jak jest w Mar Musa w maju-lipcu

            ja sporo laze tam po okolicznych gorach i wtedy mam na sobie sznurowane buty
            trzymajace kostke
            gdy jestem w samym klasztorze to jestem po prostu w klapkach
    • beduinka Gorące uściski z Homs 21.04.06, 21:16
      wrocilam do Damaszku tylko na chwile z powodu kolokwium w instytucie i
      wyjechalam do znajomych na farme w poblizu Homs... ostatnio wiecej mnie nie ma
      w Damaszku niz bym tam byla
      wiec i czasu nie mam by pisac, bo wiele sie dzieje
      • gajasirocco Re: Gorące uściski z Karawanseraju 22.04.06, 08:28
        Cieszę się, ze tyle zwiedzasz...korzystaj, bo nie wiadomo, kiedy znów
        zobaczysz ten gościnny kraj! Ja z Homs pamietam tylko paskudnie brudny
        dworzec...może już się coś zmieniło????
        Ale ludzie wszędzie przesympatyczni, gościnni i wcale nie wrogo do nas
        nastawieni, więc kochani- nie bójcie się ruszyć na Bliski Wschód!!!
        • beduinka Re: Gorące uściski z Karawanseraju 08.07.06, 11:01
          gajasirocco napisała:

          > Cieszę się, ze tyle zwiedzasz...korzystaj, bo nie wiadomo, kiedy znów
          > zobaczysz ten gościnny kraj! Ja z Homs pamietam tylko paskudnie brudny
          > dworzec...może już się coś zmieniło????

          w Homs maja teraz czysty nowy dworzec :))))))))))
      • survey06 Re: Gorące uściski z Homs 22.04.06, 16:16
        Ja rownież bywalem swego czasu na ślicznej farmie
        zlokalizowanej na południu od Homs, gdzie nam serwowano
        znakomite pyszności z kuchni syryjskiej, które
        popijaliśmy czerwonym wytrawnym winem libańskim.
        Na koniec wypiliśmy bardzo mocną arabską kawę i
        paliliśmy nargillę. To se ne wrati......
        • gajasirocco Re: Gorące uściski z Homs 22.04.06, 16:54
          Wystarczy chcieć....i może znów się przeniesiesz w tamte strony???
          Inshaalah...
    • beduinka Gorące uściski z Mar Musa 29.04.06, 12:33
      pisze znow z Mar Musa, gdzie jest mega wolne polaczenie

      zakochalam sie w tym miejscu, w spokoju (ktorego brakuje jednak w piatki,
      kiedy klasztor zalewaja tlumy gosci), okolicy, ludziach

      od jutra do czwartku mam egzaminy koncowe w instytucie, a zaraz po nich
      wyjezdzam na miesiac do Libanu
      • gajasirocco Re: Gorące uściski z Karawanseraju 29.04.06, 12:43
        Cieszę się, ze wszystko OK-powodzenia podczas egzaminów!
        Uważaj na siebie....i odzywaj się częściej!
        • tetys Re: Gorące uściski z Karawanseraju 29.04.06, 12:51
          Gaja się o Ciebie martwiła!
          Powodzenia na egzaminach:)
          • beduinka Re: Gorące uściski z Karawanseraju 08.07.06, 11:03
            tetys napisał:

            > Gaja się o Ciebie martwiła!

            niepotrzebnie
    • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 30.04.06, 18:50
      z powrotem w Damaszku, znow nie mam czasu zbyt wiele pisac, ale wszystko jest
      jak najbardziej ok... buziaki
    • beduinka Wielkanoc w Mar Musa 16.05.06, 10:53
      Wielkanoc w Mar Musa

      Musa - młody książę z Etiopii odmówił ożenku. Nawet korona i rządzenie krajem
      go nie interesowało. Jego plany na przyszłość były całkiem odmienne. Odrzucił
      życie materialne na rzecz duchowego. Wyjechał od Egiptu, następnie odwiedził
      święte miejsca w Palestynie. Przybył do Syrii i zatrzymał się w wiosce Qara. W
      pobliżu w górach znajdowały się ruiny rzymskiej twierdzy. Miejsce wydało mu się
      odpowiednie dla pustelniczego życia. Zaczęli się gromadzić wokół niego
      uczniowie i utworzono klasztor. Został on jednak najechany przez żołnierzy
      bizantyjskich, którzy zabili Musę i innych mnichów, jako że ci wyznawali inny
      odłam chrześcijaństwa. Ciało Musy zostało zabrane przez jego rodzinę do
      Etiopii, a w klasztorze pozostał jako relikwia jego kciuk (obecnie znajduje się
      w kościele w pobliskiej wiosce An-Nabek). Mnisi zamieszkiwali klasztor Mar Musa
      do 1831 r. Później miejsce popadło w ruinę i było wykorzystywane przez
      miejscowych pasterzy. W 1982 r. przybył tu Paolo - młody Jezuita z Włoch uczący
      się w Bejrucie języka arabskiego i podróżujący po Bliskim Wschodzie. Spędził w
      ruinach klasztory i okolicznych grotach 10 dni medytując i postanowił
      przywrócić to miejsce do życia. Wspólna misja syryjsko-włoska rozpoczęła
      rekonstrukcję istniejących zabudowań, odnawianie fresków oraz z czasem
      dobudowano kolejne części klasztoru. Od 1991 r. utworzono ponownie wspólnotę
      zakonną – składającą się z mnichów i mniszek.

      Deir Mar Musa al-Habbashi znajduje się pomiędzy Damaszkiem, a Homs. Trzeba
      wysiąść w pobliżu wioski An-Nabek, a następnie iść lub podjechać 16 km drogę
      malowniczo wijącą się przez okolicę. Klasztor leży w górach na wysokości 1380 m
      n.p.m. Ostatnie 1,5 km trzeba pokonać pieszo. Pokonujemy liczne schody, gdy
      docieramy na górę – mamy zadyszkę, uff brak kondycji. Przechodzimy schyleni
      przez malutkie drzwiczki i trafiamy w miejsce, gdzie czujemy się jakby czas
      cofnął się o stulecia. Młody nowicjusz na mnicha Daniel zaprowadza nas do
      pokoi. Każdy gość jest tu mile widziany, nakarmiony i przenocowany. Ze strony
      gospodarzy mile widziana jest pomoc w klasztorze, np. przy przygotowaniu
      posiłków, praniu, sprzątaniu czy innych drobnych pracach gospodarskich.

      Klasztor składa się z głównej części (historyczne zabudowania), która jest
      warowna i zamykana na noc oraz z dwóch innych części – na pobliskim stoku jest
      męska część mieszkalna, po innej stronie góry – dostępna tylko poprzez most z
      głównej części klasztoru – zabudowania dla kobiet.

      Siadam na tarasie, dziewczyny częstują mnie herbatą, okazują się Kurdyjkami z
      Kamiszli, więc zaczynamy trochę rozmawiać po kurdyjsku. Przesiadam się do
      kolejnego stolika. Tu są goście z Libanu. Z czasem poznaję także stałych
      mieszkańców klasztoru. Są to wyżej wspomniany ojciec Paolo, ojciec Butrus (tj.
      Piotr) z Hasaki (w tym klasztorze od 11 lat), Samir z Aleppo (w klasztorze od 8
      miesięcy – nie planuje zostać mnichem, jest żonaty, ma dzieci, ale tak sobie
      postanowił pomieszkać w klasztorze), Youssuf z Maaluli (od 5 miesięcy w
      klasztorze), Daniel z Tartusu (od 5 miesięcy w klasztorze), Rita z Homs (także
      od kilku miesięcy), Samira z Aleppo (też kilka miesięcy). Są tu też dwie
      Francuski, które mieszkają w klasztorze półtorej roku oraz Amerykanka
      mieszkająca w klasztorze od kilku miesięcy. Najmłodsi są Daniel (23 lata) i
      Rita (24 lat) i z nimi najlepiej będzie mi się rozmawiało. W klasztorze mieszka
      także młody muzułmanin Muhammad.

      Klasztor jest otwarty dla zwiedzających. W piątki i soboty przeżywają
      największe oblężenie gości, w pozostałe dni jest spokojniej. Część gości
      pozostaje na noc.

      Wieczorem jest w klasztorze czas na medytację. Siadamy w kościele, a raczej
      rozkładamy się wygodnie. W kościele nie ma ławek, krzeseł, lecz dywany, maty,
      poduszki, koce. Gaśnie światło. Palą się tylko świece. Kościół ten pochodzi z
      XI w. Jest to kwadrat o bokach 10 x 10 m. Ściany pokryte są freskami z trzech
      okresów: I – połowa XI w., II – przełom XI/ XII w., III – koniec XIII w. Na
      wschodniej ścianie na freskach namalowane są: zwiastowanie, niżej jest Maria i
      pierwsi ojcowie kościoła. Na ściance otaczającej ołtarz widoczne są dziewice
      (roztropne i głupiutkie) z ewangelii św. Mateusza. Na filarach znajdują się
      wizerunki świętych mężczyzn, na łukach – świętych kobiet. Powyżej są czterej
      ewangeliści, a jeszcze wyżej święci przedstawieni jako rycerze na koniach. Na
      zachodniej ścianie przedstawiono m.in. Dzień Ostateczny. Na samej górze
      widoczni są święci Piotr i Paweł. Niżej krzyż i narzędzia krucyfikacji Jezusa,
      obok jego 10 uczniów, którzy z dwójką na górze tworzą 12 apostołów. 4 z nich
      trzyma w rękach książki – to są ewangeliści. Niżej siedzą Adam i Ewa modlący
      się za ludzkość – swoje dzieci. Za plecami Ewy przebiega linia dzieląca
      pozostałą część malowidła na niebo i piekło. Po niebieskiej-niebiańskiej
      stronie koło Adama i Ewy siedzą Maria, Abraham, Izzak i Jakub. Niżej aniołowie
      grających na trąbach. Koło nich prorocy. Poniżej Piotr i wąska brama do Raju,
      przez którą przechodzą św. Stefan i św. Jerzy, 4 mnichów i 3 mniszki. Po
      stronie piekła widzimy przywódców Kościoła odpowiedzialnych za podział
      chrześcijaństwa na różne odłamy. Poniżej przedstawiciele różnych kultur i
      religii, którzy byli grzesznikami. Niżej szatan dusi grzesznika. Obok mnisi i
      mniszki, którzy byli w klasztorach jedynie dla własnych korzyści, a nie dla
      dobra społeczności chrześcijańskiej. Niżej grzesznicy pokazani jako mumie, a
      obok nich symbole ich grzechów – pierwszy to oszust, drugi zabójca, trzeci –
      pożyczał biorąc wysokie odsetki, a czwarty – nieuczciwy kupiec. Poniżej nadzy
      mężczyźni i kobiety – którzy nie szanowali swoich ciał. Na samym dole
      zachodniej ściany symboliczne przedstawienie końca materialnego świata. Na
      bocznych ścianach jest m.in. przedstawienie Samsona walczącego z lwem, chrzest
      Jezusa, Szymon Słupnik na swoim filarze i inne. ***mam nadzieję, że czegoś nie
      pomyliłam lub ominęłam, ale piszę to już będąc w Libanie, a freski widzę
      jedynie w swojej pamięci***

      Jesteśmy wybudzeni z medytacji poprzez grę na medytację. Teraz bierzemy
      książki – biblie, psalmy i inne. Na tablicy ojciec Paolo pisze rozdziały
      przeznaczone na dzisiaj do lektury. Każdy czyta w dowolnym dla siebie języku.
      Gdy modlą się – mam dwa skojarzenia – pierwsi chrześcijanie oraz muzułmanie.
      Ich modlitwie także towarzyszą podobne skłony i pokłony.

      Po wyjściu z kościoła wspólnie przygotowujemy kolację. Gdy jemy – ojciec Paolo
      siada z nami i prowadzę z nim rozmowę. Po kolacji mężczyźni zostają wyrzuceni z
      głównej części klasztoru. Gdy drzwi się za nimi zamykają (bardzo grube drzwi,
      na bardzo dużą zasuwę) my dziewczyny udajemy się do namiotu do medytacji.
      Zapalamy świeczki i rozpoczynamy rozmowę zahaczającą o wiele trudnych tematów
      politycznych, społecznych, kulturalnych, religijnych. Jesteśmy tam
      chrześcijanki, muzułmanki, ateistki; Arabki (z różnych miejsc w Syrii oraz z
      Libanu), Kurdyjki, cudzoziemki, ale jako że rozmowa odbywa się po arabsku – te
      wkrótce wychodzą, bo nawet jeśli uczyły się arabskiego – to nie nadążają za
      nią. Rozmawiamy do godz. Drugiej czy trzeciej w nocy. Ta rozmowa pozwoliła mi
      wiele rzeczy zrozumieć, na inne spojrzeć z innej strony, w kwestii jeszcze
      innych – zmusić do myślenia i postawienia sobie pytań.

      Rano budzi nas bicie dzwonu. Dzisiaj jest Niedziela Palmowa. Wchodzę do
      kościoła. Bierzemy Biblie i wychodzimy z klasztoru. Idzie z nami osiołek. Mają
      oni też takie metalowe brzędałki, którymi trzęsąc wywołują sporo hałasu.
      Idziemy sobie przez góry – aż zatrzymujemy się w pewnym miejscu, gdzie czytane
      są fragmenty Pisma. Rozdają nam gałązki oliwne, proste, zerwane z drzewek – nie
      potrzebne są żadne wymyśle P
      • beduinka 2 Wielkanoc w Mar Musa 16.05.06, 10:57
        Rano budzi nas bicie dzwonu. Dzisiaj jest Niedziela Palmowa. Wchodzę do
        kościoła. Bierzemy Biblie i wychodzimy z klasztoru. Idzie z nami osiołek. Mają
        oni też takie metalowe brzędałki, którymi trzęsąc wywołują sporo hałasu.
        Idziemy sobie przez góry – aż zatrzymujemy się w pewnym miejscu, gdzie czytane
        są fragmenty Pisma. Rozdają nam gałązki oliwne, proste, zerwane z drzewek – nie
        potrzebne są żadne wymyśle Palmy, jakie tworzone są np. w Polsce. Tu przecież
        chodzi o prostotę. Góry, osiołek, brodaci mnisi ubrani w proste galabije-
        habity – mam uczucie, że tak to mogło wyglądać 2000 lat temu. Na osiołku jest
        specjalne siodełka na Biblie. Ojciec Paolo kładzie ją tam, ale osiołek
        postanawia z nas wszystkich zażartować i zaczyna zwiewać powrotem do klasztoru.
        Ojciec Paolo biegnie przy nim podtrzymując Biblię. Wracamy do klasztoru.
        Przygotowujemy śniadanie i wspólnie je spożywamy na przyklasztornym tarasie.
        Czas wracać do Damaszku. Wiem, że tu wrócę. Wzywają dla nas busik, schodzimy po
        schodach na dół i jedziemy busikiem razem z moim nowymi kurdyjskimi znajomymi.

        W Damaszku wytrzymuję trzy dni bez Mar Musa i wracam. To dziwne jak ten
        klasztor mnie zaczarował i wzywa z powrotem. Wracam jak do miejsca, do którego
        przynależę. Słyszałam, że nie ja jedyna tak reaguje. Niektórzy wracają tam po
        wielokroć. Zaczarowane miejsce, zaczarowani ludzie, zaczarowana atmosfera. Tym
        razem nie lokują mnie w pokojach dla gości, lecz mniszki Rita i Samira
        zapraszają mnie do siebie, co da mi możliwość wielu rozmów z nimi, szczególnie
        z Ritą.

        Dzisiaj jest Wielki Czwartek. Medytujemy, później czytamy fragmenty
        poszczególnych Ewangelii nt. Ostatniej Wieczerzy. Następnie wnoszone są
        miednice, woda, ręczniki, mydło. Powstają dwa stanowiska mycia nóg. Jedno
        obsługuje sam ojciec Paolo, na drugim – różni ludzie na zmianę. Stopy myte są
        wszystkim obecnym – nie tak jak w polskich kościołach jedynie 12 starcom. Na
        dodatek każdy może też usiąść i myć nogi innym. Na koniec ojciec Paolo i ojciec
        Butrus odgrywają scenkę, w której pierwszy Jezusem, a drugi Piotrem. Na koniec
        myte są stopy ojca Paolo.

        Jako że w czasie Wielkanocy jest bardzo wielu gości trzeba było część mężczyzn
        zakwaterować w naszej kobiecej części klasztoru. Dodatkowo bramy są zamykane
        dopiero po północy. Chodzimy więc w góry i rozpalamy ognisko. Jeden z mnichów
        (a raczej praktykant na mnicha) Daniel przychodzi do nas i zaczyna grać na
        flecie. Góry, ogień, księżyc i smutne zawodzenie fletu…

        Rano mamy sporo oblężenie odwiedzających. Najpierw próbuję uczyć się w
        bibliotece (kolokwium z literatury współczesnej). Lecz gdy nieopacznie wychodzę
        zaczerpnąć świeżego powietrza i słońca (biblioteka jest w piwnicy), Ojciec
        Paolo wyznacza mi zadanie oprowadzania gości po klasztorze. Nie wiem czy Ojciec
        podświadomie wyczuł, że pracowałam jako przewodniczka czy też był to jedynie
        przypadek. Nie mam zbyt wielu wiadomości nt. klasztoru, więc rzucam po arabsku
        do Daniela by skombinował kogoś z odpowiednią wiedzą, a tymczasem biorę grupę
        do klasztoru i zaczynam opowiadać, na szczęście niedługo jestem wybawiona z
        problemu. Słucham (po raz pierwszy w życiu) historii klasztoru, jego
        działalności, informacji o kościele itp. Raz po angielsku, drugi raz po arabsku
        i wszystko zapamiętuję. I mogę już zacząć naprawdę zacząć oprowadzać. I ten
        sposób pomocy dla klasztoru bardzo mi się podoba i odpowiada moim
        kwalifikacjom. A zmywanie naczyń po posiłkach niech pozostanie dla innych ; -
        ))))))

        Chodzimy sobie dzisiaj sporo po górach. Poznaję grupę młodzieży mieszkającej na
        przyklasztornej plantacji (Al-Ard) w pobliżu Homs. Są wśród nich Syryjczycy,
        Irakijczycy, Egipcjanie. Wspinamy się do jednej z grot, jest pięknie. Jest w
        klasztorze też grupa osób z Damaszku z jakiegoś towarzystwa dla
        niepełnosprawnych. Jest wśród nich Ibrahim, czterdziestokilkuletni mężczyzna,
        niepełnosprawny ruchowo, ale bardzo silny wewnętrznie. Przy pomocy dwóch osób
        wspina się do nas na górę. Pokonuje trasę, która była trudna nawet dla mnie. Po
        jakimś czasie rozdzielamy się. Ibrahim z Syryjką i Irakijczykiem (z Al-Ard)
        zostają w grocie. My idziemy dalej w góry. Wspinamy się, robimy duże koło i
        schodzimy do klasztoru z drugiej strony. Gdy docieramy do celu i siadam, by
        odsapnąć Irakijczyk i Syryjka wracają do klasztoru. Okazuje się, że zostawili
        Ibrahima na górze. Ja i chłopak z wyżej wspomnianego towarzystwa dla
        niepełnosprawnych idziemy sprowadzić go na dół. Jest ciężko, ale udaje się. Ja
        i Ibrahim przez kolejne dni zaprzyjaźniamy się i utrzymujemy kontakt nawet po
        powrocie do Damaszku.

        Wieczorem odgrywana jest droga krzyżowa. Idziemy w góry. Ojciec Paolo niesie
        rzeźbę Jezusa, inne osoby krzyż oraz tace z gwoźdźmi, młotkiem i sznurkiem.
        Dochodzimy do dużej groty. W jej pobliżu czytane są odpowiednie fragmenty
        Biblii. Następnie ojciec Paolo ukrzyżowuje Jezusa. Krzyż zostaje wbity w
        ziemię. Ludzie się modlą, Jezus umiera i zostaje zdjęty z krzyża i zabrany do
        kościoła. Tam kładzie się go na płótnie na środku kościoła. Podchodzi się do
        niego i obsypuje kwiatkami. Niektórzy ludzie płaczą. Jezus został złożony do
        grobu. W klasztorze obowiązuje cisza.

        Wychodzę przejść się po górach. Okazuje się, że nie ja jedyna. Już płonie
        ognisko. Cienie siedzących odbijają się na okolicznych skałach. Są długie,
        pokrzywione, jak jakieś mary. Dosiadam się na chwilę, lecz później idę dalej
        posiedzieć w ciszy. Nie na długo cieszę się ciszą, bo przychodzi mnich Daniel.
        Rozmawiamy. Później on wspina się na górę, a ja pozostaję w dolinie. Gra na
        flecie. Wracam do klasztoru.

        Sobota – spacery po górach, pomaganie przy zwiedzających, nauka w bibliotece
        itp. Jesteśmy wcześnie wysłani spać, bo o 3:30 powinniśmy być w kościele,
        bowiem rozpoczyna się masza rezurekcyjna. Najpierw więc siedzimy w kuchni i
        pijemy metce. Później już o 2:30 idę do kościoła. Kościół pełen jest śpiących
        ludzi. Też biorę poduszki i moszczę sobie miejsce i zasypiam. O 4 rozpoczyna
        się msza. Siedzimy w ciemności, przez którą i przez blade światło świec
        przebija się głos czytających fragmenty Biblii. Trochę przysypiam. Nie ja
        jedyna. Jest wśród nas 2 księży z Afryki. Śpiewają jakąś swoją piosenkę, uczą
        nas refrenu. Ale prawdziwą gwiazdą jest dzisiaj ojciec Paolo. Bowiem Jezus
        zmartwychwstał, więc trzeba się cieszyć. Ojciec Paolo gra na – no właśnie jak
        to się nazywa… instrument w kształcie koła o średnicy mniej więcej 50 cm,
        pokryty skórą, na którym gra się poprzez uderzenia go… ojejku idiotycznie
        wyszedł mi ten opis : - )))) W każdym razie wstajemy. Ojciec Paolo zaczyna
        tańczyć, my także, muzyka jest coraz szybsza, nasz taniec także. W końcu
        przemienia się w podskakiwanie w górę. Co dziwne – całe zmęczenie minęło. Nie
        odczuwam braku snu tej nocy, czuję się rześko i wspaniale. Wychodzimy na taras.
        Składany sobie życzenia. Dalej gra muzyka, tańczymy, śpiewamy. Jemy ciasteczka
        i jajka. Panuje atmosfera radości.

        Ojciec Paolo niestety opuszcza nas. Jedzie odwiedzić rodziny w An-Nabek, a
        następnie na konferencję do Francji. Coraz więcej ludzi się rozjeżdża. Ja
        każdego dnia powtarzam sobie, że następnego dnia wracam do Damaszku (a
        pozostaję tydzień – aż muszę wracać z powodu kolokwium). Spędzam dnie na
        spacerach po górach, rozmyślaniach, nauce i lekturze książek w bibliotece, a
        także codziennych pracach klasztornych – np. polubiłam chodzenie z Danielem lub
        Danielem i Muhammadem po mleko na farmę. Ok. 40 minut od klasztoru drogą przez
        góry – i dostanie mi się, że za wiele zdradzam – mamy farmę, gdzie żyją kozy,
        osiołek, muł i inne zwierzaczki. Są uprawiane różne rośliny, jest sad (tak przy
        okazji – koło klasztoru mamy kury i codziennie rano świeże jajka, a u podnóża
        klasztoru mały ogródek, w którym m.in. uprawiane są zioła). Mieszka tutaj
        • beduinka 3 Wielkanoc w Mar Musa 16.05.06, 10:59
          Ojciec Paolo niestety opuszcza nas. Jedzie odwiedzić rodziny w An-Nabek, a
          następnie na konferencję do Francji. Coraz więcej ludzi się rozjeżdża. Ja
          każdego dnia powtarzam sobie, że następnego dnia wracam do Damaszku (a
          pozostaję tydzień – aż muszę wracać z powodu kolokwium). Spędzam dnie na
          spacerach po górach, rozmyślaniach, nauce i lekturze książek w bibliotece, a
          także codziennych pracach klasztornych – np. polubiłam chodzenie z Danielem lub
          Danielem i Muhammadem po mleko na farmę. Ok. 40 minut od klasztoru drogą przez
          góry – i dostanie mi się, że za wiele zdradzam – mamy farmę, gdzie żyją kozy,
          osiołek, muł i inne zwierzaczki. Są uprawiane różne rośliny, jest sad (tak przy
          okazji – koło klasztoru mamy kury i codziennie rano świeże jajka, a u podnóża
          klasztoru mały ogródek, w którym m.in. uprawiane są zioła). Mieszka tutaj
          pasterz. Więc na farmę idziemy po obiedzie zabierając jedzenie dla niego,
          wracamy niosąc bańkę mleka, czasami jak są dwie bańki to bierzemy do pomocy
          muła. W tej okolicy mamy także pustelnie – pokoje mieszkalne, łazienka,
          kościół – tutaj mnisi mogą odejść z klasztoru na kilkudniowe samotne medytacje
          i modlitwy.


          Tak jak wspomniałam opuszczam klasztor w środę wieczorem. W czwartek mam
          kolokwium. Od razu po zajęciach jadę na dworzec, by wsiąść w autobus do Homs i
          odwiedzić Al-Ard – plantację przynależącą do klasztoru jezuickiego. Autobus
          psuje nam się tuż przy zjeździe w stronę klasztoru Mar Musa. Gdy próbują
          naprawić autobus – siedzę i patrzę się na drogę prowadzącą do klasztoru.
          Postanawiam jednak być silna i pojechać do Homs, choć z trudne przezwyciężam
          przyciąganie Mar Musa. Natomiast ja chyba też przyciągam Mar Musa do siebie, bo
          dzień później przyjeżdża do nas na Al-Ard Ojciec Butrus.

          Ja wytrzymuję tydzień i w kolejny czwartek jestem z powrotem. Tym razem
          postanawiam przyjść do klasztoru inną drogą. A mianowicie można podjechać także
          do pobliskich kamieniołomów (jeżdżą tam ciężarówki), a następnie iść przez góry
          i dojść od strony farmy. Tak też właśnie robię. Lokuję się w pokoju nad
          kościołem. Jedno okno mam w stronę przepaści, a drugie do wewnątrz kościoła. I
          staję się czasem leniwa i nie schodzę na dół, lecz wystarczy mi otworzyć
          okienko, by widzieć i słyszeć wszystko. Są urodziny Daniela. W czasie świąt
          ktoś coś zrobił z jego fletem, że pojawiła się szczelina i nie dało się już na
          nim dobrze grać. W związku z tym przywiozłam mu jako prezent urodzinowy flet.

          Tym razem mam na pobyt w klasztorze bardzo mało czasu. W sobotę wieczorem muszę
          wracać. W czasie tego pobytu Ojciec Butrus uczy mnie wyrabiać kozi ser. W
          klasztorze otwarty zostaje też sklepik z lokalnym rękodziełem oraz naturalnymi
          produktami spożywczymi wytwarzanymi w klasztorze – serem, labanem, ziołami,
          herbatkami itp.

          Wyjeżdżam z Mar Musa, wyjeżdżam z Syrii, lecz wiem, że powrócę…
          • tetys Re: 3 Wielkanoc w Mar Musa 17.05.06, 18:18
            Niesamowite!

            Napiszę tylko, że mi przydałaby się taka duchowa odnowa. Bo w natłoku spraw,
            zadań i obowiązków wiara i duchowość schowała się głęboko we mnie. Kiedyś może
            udam się śladami Beduinki do klasztoru Mar Musa....
            • beduinka Re: 3 Wielkanoc w Mar Musa 25.05.06, 08:31
              tetys napisał:

              > Niesamowite!
              >
              > Napiszę tylko, że mi przydałaby się taka duchowa odnowa. Bo w natłoku spraw,
              > zadań i obowiązków wiara i duchowość schowała się głęboko we mnie. Kiedyś
              może
              > udam się śladami Beduinki do klasztoru Mar Musa....

              naprawde warto
    • beduinka Gorące uściski z Damaszku 04.06.06, 21:36
      wrocilam wczoraj do Syrii do Damaszku
      dobrze byc w domu
      szkoda, ze tak goraco - ponad 40 C
      buziaki
      • gajasirocco Re: Gorące uściski z Damaszku 05.06.06, 00:15
        ...a ja wróciłam z RAJU i przypominam, ze w Polsce też masz jeszcze swój dom!
        • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 07.06.06, 12:09
          gajasirocco napisała:

          > ...a ja wróciłam z RAJU i przypominam, ze w Polsce też masz jeszcze swój dom!

          aha.. dobrze... kiedys was odwiedze :))))))
      • gajasirocco Do Beduinki (poufne!) 05.06.06, 13:28
        6lipca lecą do Damaszku Michał i Przemek z Twojej orientalistyki na praktyki,
        to zabiorą dla Ciebie drobnostkę (inshalah)
        • beduinka Re: Do Beduinki (poufne!) 07.06.06, 12:13
          gajasirocco napisała:

          > 6lipca lecą do Damaszku Michał i Przemek z Twojej orientalistyki na praktyki,
          > to zabiorą dla Ciebie drobnostkę (inshalah)

          ale ja bede w Syrii tylko do 3 lipca i wtedy przenosze sie do Jordanii
          • gajasirocco Re: Do Beduinki (poufne!) 07.06.06, 12:22
            To może ktoś wcześnie pojedzie. Jak sobie radzisz bez i gdzie teraz mieszkasz?
            • beduinka Re: Do Beduinki (poufne!) 08.06.06, 18:07
              gajasirocco napisała:

              > To może ktoś wcześnie pojedzie. Jak sobie radzisz bez i gdzie teraz mieszkasz?


              Gdzie mieszkam?
              Obecnie zamieszkałam u Holendra, który skończył arabistykę w Holandii,
              studiował literaturę arabską na Uniwersytecie Kairskim, był wykładowcą na
              arabistyce w Holandii, później posłem. Obecnie od kilku lat pracuje jako
              specjalista dla różnych firm na Bliskim Wschodzie – kilka lat w Pakistanie,
              obecnie kilka lat w Syrii. W domu oprócz niego i mnie jest jeszcze pakistańska
              służąca.
              Buziaki
    • beduinka Gorące uściski z goracego Damaszku 07.06.06, 12:07
      Witajcie,
      Powróciłam do Syrii, mojej ukochanej Syrii… tutaj chciałam wrócić (choć w
      Libanie też mi źle nie było). A do Polski jakoś mi się nie chce wracać… przez
      jakiś czas miałam w telewizji polskie programy i mogłam zobaczyć co się działo
      w Kaczogrodzie… teraz tylko od czasu do czasu zerknę w internecie na newsy o
      Polsce… boję się jakimi ludźmi staną się dzieci, które przejdą przez młyn
      edukacyjny Giertycha… Ale na razie jestem od tego wszystkiego daleko.

      Gdy przyjechałam z Libanu do Syrii pierwszą rzeczą, która mnie uderzyła, była
      fala gorąca. Jednak klimat nadmorskiego-górskiego Libanu jest łagodniejszy. Tu
      w Damaszku obecnie mamy temperatury ponad 40 C. W związku z tym przez pierwsze
      noce nie mogłam spać. Teraz już się przyzwyczaiłam. Jutro wybieram się ze
      znajomymi na basen – trochę się ochłodzić.

      Dzisiaj byłam w teatrze na sztuce „Opowieści Aladyna”. Było to przedstawienie
      awangardowe, niezwykłe. Nie spodziewałam się zobaczyć czegoś takiego na deskach
      syryjskiego teatru. Pewnym utrudnieniem w odbiorze sztuki był dla mnie bardzo
      potoczny język, dodatkowo niezwykle szybki, miałam problemy ze zrozumieniem
      zakończeń niektórych scenek – a publiczność reagowała gromkim śmiechem. W
      każdym razie gra aktorów była znakomita, pomysł na przedstawienie też i jeśli
      czas pozwoli to wybiorę się na tę sztukę ponownie.

      Ważna informacja: poinformowano mnie w General Security Orfice w Bejrucie, a
      następnie informację potwierdziłam u ograniczników, gdy opuszczałam Liban – nie
      potrzebujemy już (nawet my KOBIETY) uzyskiwać wizy w ambasadzie Libanu w
      Polsce, lecz możemy ją otrzymać na granicy.

      Buziaki z gorącej Syrii
      Mirka

      PS. Możecie mi dawać znać smsami (oczywiście ci z was co znają mój numer
      telefonu) jak tam wyniki meczów na mundialu
      • gajasirocco Re: Gorące uściski z Karawanseraju 07.06.06, 12:20
        Cieszę się, że jesteś w swoim domku (i że masz takie ukochane miejsce na ziemi)-
        piszesz o upałach, więc dodam, ze u mnie od wczoraj też cieplutko, bo włączyli
        nam na osiedlu wreszcie ogrzewanie (przymarzały mi ostatnio palce do
        klawiatury). Buziaczki!!!
        • beduinka Re: Gorące uściski z Karawanseraju 07.06.06, 20:54
          gajasirocco napisała:

          > Cieszę się, że jesteś w swoim domku (i że masz takie ukochane miejsce na
          ziemi)
          > -
          > piszesz o upałach, więc dodam, ze u mnie od wczoraj też cieplutko, bo
          włączyli
          > nam na osiedlu wreszcie ogrzewanie (przymarzały mi ostatnio palce do
          > klawiatury). Buziaczki!!!

          ogrzewanie w lecie?
          • tetys Re: Gorące uściski z Karawanseraju 07.06.06, 21:53
            W lecie? Ja w kurtce chodzę do szkoły!
            • beduinka Re: Gorące uściski z Karawanseraju 08.06.06, 18:11
              tetys napisał:

              > W lecie? Ja w kurtce chodzę do szkoły!


              dziwni jestescie
    • beduinka basenowo 07.06.06, 20:51
      Dzisiaj spędziłam kilka godzin na basenie. Przykleiła się do mnie 10-letnia
      dziewczynka Ruqayya. Niezwykle sympatyczna, zadawała mnóstwo pytań. Miejsce
      przyjemne – nazywa się Madinatu Shabab (Miasto Młodzieży) i znajduje się w
      Mezzeh. W piątek idę ponownie z rodziną kolegi.
      Buziaków 1001 ślę wam

      • gajasirocco Z Karawanseraju 07.06.06, 21:18
        Również buziaczki przesyłam i powoli na Kretę się szykuję!
        • beduinka Re: Z Karawanseraju 07.06.06, 21:24
          gajasirocco napisała:

          > Również buziaczki przesyłam i powoli na Kretę się szykuję!

          baw sie dobrze
          • gajasirocco Re: Z Karawanseraju 07.06.06, 22:47
            Jadę do pracy! (bawię się w ukochanym Egipcie)...do miłego usłyszenia (uważaj
            na siebie)
    • beduinka nicnierobstwo fajne jest 08.06.06, 18:05
      dzisiaj spedzilam czas na nicnierobieniu
      ciekawe zajecie

      a jednak cos robilam - szukalam stroju kapielowego, bo poprzedni przetarl mi
      sie od sprzetu do nurkowania (nie mialam na sobie pianki)... i wszystkie stroje
      jakie widzialam to albo dwuczesciowe pokazujace za wiele albo jednoczesciowe,
      ale nie z normalnym zakonczeniem, ale ze spodniczka... nie udalo mi sie znalezc
      nic normalnego

      a jutro ide na caly dzien z kolega, jego mama i siostra na basen :)))
    • beduinka basenowo bis 10.06.06, 11:59
      Wczoraj cały dzień spędziliśmy w Happyland – miejscu z basenami, zjeżdżalniami
      itp. Było fajnie, ale trochę drogo. Musieliśmy dojechać taxi poza miasto, a
      jest to w pobliżu lotniska. Wstęp kosztuje 400 sl od osoby. Baseny są 3, czysta
      woda. Polecam
      • tetys Pozdrowienia z Egiptu! 10.06.06, 15:02
        Ja tez bawie sie wysmienicie, tylko nocami walcze z ROBALAMI! Ktos zna egipska
        nazwe muchozolu?
        • beduinka Re: Pozdrowienia z Egiptu! 10.06.06, 21:51
          tetys napisał:

          > Ja tez bawie sie wysmienicie, tylko nocami walcze z ROBALAMI! Ktos zna
          egipska
          > nazwe muchozolu?

          ja tam nigdy nie mialam problemow z robactwem

          natomiast tu w Damaszku pojawily mi sie muszku... odporne na pifpaf... wychodza
          z jakis dziur po godz. 23, po kilku godzinach znowu gdzies znikaja. i tak co noc
    • beduinka trudny dzień 12.06.06, 12:12
      Wczoraj miałam trudny dzień. Byłam u dentysty wyrwać dokuczającą mi ósemkę. A
      potem nie mogłam kupić żadnego środka przeciwbólowego, bo od 2 do 5 wszystkie
      apteki są zamknięte – a wtedy to właśnie dopadł mnie ból. Poszłam do apteki,
      która była zapisana jako mająca dyżur całodobowy i też była zamknięta. Co tam…
      trzeba było przeczekać te kilka godzin na bólu. A dzisiaj juz nic nie
      boli :)))))))
      • japolak Re: trudny dzień 15.06.06, 13:40
        mam nadzieje, iż już zęby nie dokuczają
        zaglądam na forum, zobaczyć co porabiasz
        Gaja dziś wraca z Grecji
        a w Polsce wreszcie zaczyna się lato
        pozdrawiam, twój T.
    • beduinka letnio 17.06.06, 18:01
      U nas jest ciepluchno, naprawdę ciepluchno.
      W związku z tym widuje się tu czasem dziewczynę w spódniczce do kolan i
      hidżabie.

      Odebrałam z Instytutu moje świadectwo. Spędzam czas basenowo lub odwiedzinowo.
      Wychodzimy ze znajomymi do kawiarni i restauracji. Szczególnie w czasie meczy.
      Oglądałam mecz Polska – Niemcy. Pracownicy restauracji postanowili razem ze mną
      kibicować Polsce – ale i tak przegraliśmy. Choć graliśmy w bardzo dobrym stylu.
      I tak należą się brawa dla naszych piłkarzy, szczególnie, że po stronie
      niemieckiej to Polak był najbardziej aktywny. Syryjczycy mają tutaj fioła na
      punkcie Pucharu. Większość kibicuje Niemcom, Brazylii, także Francji, Włochom i
      Argentynie. I to pomimo tego, że Arabia Saudyjska puszcza w czasie reklam na
      wielu arabskich kanałach telewizyjnych reklamówki namawiające do dopingowania
      ich drużyny.

      Przed meczem byłam w teatrze na sztuce Henryka Ibsena pt. „Duchy”. Reżyseria
      Jihad Sa’id. Przedstawienie było w języku literackim, więc było dla mnie łatwe
      w odbiorze. Aktorzy zagrali dobrze i należą się brawa dla nich oraz dla
      reżysera.

      Kilka dni temu na basenie tak się jakoś rozpływałam, że przepłynęłam 50 metrowy
      basen 110 razy, czyli 5,5 km. Wczoraj byliśmy na basenie Happyland i mogłam
      pobawić się na zjeżdżalniach ; -)))))))) Dzisiaj znowu w Medinatu Szebab.

      Kilka dni temu, gdy jechaliśmy ze znajomym busikiem – okazało się, że wszyscy
      pasażerowie mieli na sobie okulary bądź okulary słoneczne. A więc kierowca
      wymyślił sobie, że dalej zatrzymywał się tylko osobom w okularach, by pasowali
      do kompletu.

      Jak już wspominałam w domu mamy pakistańską służącą. Więc na co dzień jadam
      pakistańskie potrawy, słucham opowieści o tym kraju, poznaję jej liczną rodzinę
      poprzez zdjęcia oraz oglądam pakistańskie i przede wszystkim indyjskie filmy i
      seriale.

      Wczoraj przyjechali do mnie do Syrii znajomi z mojego obozu Nahr al.-Bared w
      Libanie :- ))))))

      Mój aparat fotograficzny nadal jest w serwisie ;(((((((((

      Mamy obecnie w pełni sezon na czereśnie oraz różnego rodzaju śliwki. Mniam

      A jak wy spędzacie ten letni czas?
      • gajasirocco Re: letnio 17.06.06, 18:08
        Czytamy Twoje relacje i jest nam cieplutko na duszy!
        • tetys Re: letnio 18.06.06, 12:21
          Ja mam w domu arbuza, i nie umywa się do tego kupionego w Dahar[tam kupiłem za
          10LE - początkowa cena to coś koło 50;)]. Jest bez smaku, bez zapachu, a
          tamtem - mniam!

          Za to szukałem w Egipcie truskawek - wszyscy mówili ze pełno ich, a nie
          znalazłem....

          Po moim powrocie nie zdążyłem jeszcze się skontaktować zbyt dobrze ze szkolnymi
          znajomymi, ale podobno(info z nieoficjalnych źródeł) podczas mojego pobytu w
          Egipcie poprawiono mi 2 oceny i mam średnią 5,0:) A to niezła niespodzianka!

          W sobote planowałem jechać na pogrzeb Kingi Choszcz, ale niestety mi się nie
          uda...

          A przed pierwszym lipca chcę ruszyć do Syrii, ale wszystko zależy od tego czy
          znajdę towarzysza podróży, bo samemu to troche jak z motyką na księżyc(słońce?).
          Inshaalah, się spotkamy(chyba, że wybędziesz do Jordanii czy gdzie indziej!) -
          no i przekażę Ci rzeczy od Gaji.

          Pozdrawiam!

          • gajasirocco Wszystkie drogi prowadzą do Damaszku! 18.06.06, 12:37
            Oby Ci się udało!!!!
          • beduinka Re: letnio 20.06.06, 10:37
            tetys napisał:

            > Ja mam w domu arbuza, i nie umywa się do tego kupionego w Dahar[tam kupiłem
            za
            > 10LE - początkowa cena to coś koło 50;)]. Jest bez smaku, bez zapachu, a
            > tamtem - mniam!
            >
            > Za to szukałem w Egipcie truskawek - wszyscy mówili ze pełno ich, a nie
            > znalazłem....
            >
            nie wiem jak w Egipcie, ale u nas sezon na truskawki juz sie prawie skonczyl
            mielismy pelno truskawek na przelomie kwietnia i maja... teraz sa czeresnie i
            rozneho rodzaj sliwki

            > Po moim powrocie nie zdążyłem jeszcze się skontaktować zbyt dobrze ze
            szkolnymi
            >
            > znajomymi, ale podobno(info z nieoficjalnych źródeł) podczas mojego pobytu w
            > Egipcie poprawiono mi 2 oceny i mam średnią 5,0:) A to niezła niespodzianka!
            >

            wow!!!!!!! gratuluje!!!!

            > W sobote planowałem jechać na pogrzeb Kingi Choszcz, ale niestety mi się nie
            > uda...
            >
            > A przed pierwszym lipca chcę ruszyć do Syrii, ale wszystko zależy od tego czy
            > znajdę towarzysza podróży, bo samemu to troche jak z motyką na księżyc
            (słońce?)
            > .

            fajnie? na serio jedziesz? co na to twoi rodzice? na jak dlugo? samolotem czy
            droga ladowa?

            > Inshaalah, się spotkamy(chyba, że wybędziesz do Jordanii czy gdzie indziej!) -

            > no i przekażę Ci rzeczy od Gaji.
            >
            fajnie...

            > Pozdrawiam!

            • tetys Re: letnio 20.06.06, 11:01
              beduinka napisała:
              > nie wiem jak w Egipcie, ale u nas sezon na truskawki juz sie prawie skonczyl
              > mielismy pelno truskawek na przelomie kwietnia i maja... teraz sa czeresnie i
              > rozneho rodzaj sliwki

              Ślwiki widziałem, czereśni nie.

              >fajnie? na serio jedziesz? co na to twoi rodzice? na jak dlugo? samolotem czy
              > droga ladowa?
              >
              Bardzo fajnie, czy na serio? Ja jestem zdecydowany, ale nie wiem czy mi się
              uda, moi rodzice nie są zbyt zadowoleni, jak zwykle zresztą, na 20-30 dni,
              drogą lądową:)
              • beduinka Re: letnio 10.12.06, 22:01
                tetys napisał:

                > Bardzo fajnie, czy na serio? Ja jestem zdecydowany, ale nie wiem czy mi się
                > uda, moi rodzice nie są zbyt zadowoleni, jak zwykle zresztą, na 20-30 dni,
                > drogą lądową:)

                nie dziwię się im, że rodzice nie byli zadowoleni... młody jeszcze jesteś :)))
      • japolak Re: letnio 18.06.06, 14:07
        a my się objadamy truskawkami...
        w Warszawie nareszcie ciepło, choć i parno, burzowo
        organizuje się POLARAB - Polsko Arabski Klub Współpracy Gospodarczej, z
        ofertami takze dla studentów, także dla Polonii i arabskich absolwentów
        polskich uczelni, także poszukujący nowych ofert turystycznych (w tym Liban,
        Syria, Kuwejt etc - ale i do Polski)
        niedługo przekażę więcej informacji
        • beduinka Re: letnio 20.06.06, 10:38
          przeczytalam maila, sciagnelam zalaczniki, lecz nie zdaze przeczytac, bo jade
          do klasztoru... zapoznam sie z tym po powrocie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka