rb13 W moim więzieniu 09.11.04, 12:41 W moim więzieniu Nie ma krat w oknach Nie ma zamkniętych drzwi Jest smutek zapomnienia I monotonia wolno płynących dni Ryś B. Kraków 21.X.2004 r. godz.1703 Odpowiedz Link
rb13 W zadumie nad losem 13.11.04, 16:39 Mocując się ze słońcem piłem z kałuży rozumu Z białymi myszami W bezdenności istnienia w rewiowym kroku Schodząc schodami Melorecytuję wiersze nieznane królom tego świata Bez żadnych ambicji Wśród wychowawczych przemówień w białej izbie Dzielnicowej policji Plując na demokrację w tej dziwnej godzinie Z nadąsaną twarzą Przyglądałem się jak po drugiej stronie lustra Paragrafy smażą Z wyświechtanych sloganów spadających Ze starej klepsydry Z dogasającym zniczem zalanym „ patykiem Pisanym” red dry Wypitym na cmentarzu wśród nagrobków Naznaczonych pleśnią Zgniło-zielonych i mundurów przesiąkniętych Kombatancką pieśnią Wśród białych krzyży chóralnie zaśpiewaną Ochrypłym głosem W szumie strzępów sztandarów zlizuję słone szlaki W zadumie nad losem Ryś B. Kraków 29.10.2004 r. godz.1035 Odpowiedz Link
rb13 Żyj nam 100 lat 13.11.04, 16:40 Zaśnieżony ekran Rozbłysnął kolorami Witaj wierny druhu Będziemy we dwoje Cały dzień razem - sami Niczym wierny pies Przy łóżku waruje Wiadro przykryte blatem Smród ekskrementów się czuje Zimą ,jesienią czy latem Skrzypiące łóżko Beznogie krzesło Podparty cegłami stół I niewidzialna krata Schody prowadzące w dół W samotność dogasam powoli Świadomość mą tylko nęka Umarłbym w zapomnieniu Gdyby nie moja z roli Niewielka renta Ryś B. Kraków 25.10.2004 r. godz.2218 Odpowiedz Link
rb13 Dzień Zaduszny 15.11.04, 13:03 W szarościach zamazanych Mgielnymi smugami Z płaczliwym krzykiem Dogasają świec płomienie W deszczu spadającym Drobnymi kroplami Snują się wśród żywych Niewidzialne cienie Ryś B. Kraków 02.11.04 godz.2343 Odpowiedz Link
rb13 ITen szept 15.11.04, 13:04 ten szept dudni w głowie trzynaście lat zmarnowanych dwadzieścia metalowych stopni podest oporęczowany z ryglowanej blachy niewinny –nic to nie zmienia bezdusznie przypisana wina w dole betonowa arena opuszki palców kłująca lina lśniące mosiądzem litery ciasny krawat ten szept skacz do cholery ostatni krzyk a po chwili cisza ten szept a jednak winny tak będą mówili Ryś B. Kraków 03.11.20004 r, godz.1716 Odpowiedz Link
rb13 W gruncie rzeczy to był... 23.11.04, 09:13 Rano przyjechał tramwajem Jakiś taki inny, jakiś blady Chory myślałam, że udaje Powiedział z taka goryczą Pani Zosiu - tylko układy Nie czyny się dziś liczą Zobaczymy, jak sobie poradzą Popatrz panie - twarz taka sina... Mówią, że zachłysnął się władzą ... zamiast trupio woskowa Ta metalowa lina Podobno list się zachował Kilka słów do żony i syna Z oszczerstwami Nie mogłem się zgodzić Tak było trzeba Chociaż żal odchodzić Kochana przebacz Taki był twardziel A przejął się łgarstwem Panie - wystarczy chwila rozpaczy Popatrz pani, na to Jakby z wyrzutem patrzył Spod przymkniętych powiek Wiesz pani - Szkoda go W gruncie rzeczy To był porządny człowiek Ryś B. Kraków 03.11.20004 godz..2339 Odpowiedz Link
rb13 **** 23.11.04, 09:14 Z krzykiem Powitałeś ziemię Żegnasz Z cichym westchnieniem Kraków 07.11.2004 r Odpowiedz Link
rb13 Ballada biurowa II 20.12.04, 11:21 Przez zaciągnięte rolety trzy światło-linie słońca bezczelne podzieliły pokój zuchwale muskając przestrzeń Roztańczone paprochy kurzu na multipleksach światła monotonie powtarzały figury chocholego tańca nieśmiało pukając o szyby szaf i biurek stojących w szeregu Na białych kiedyś ścianach pomiędzy usychającymi roślinami zamarły w bezruchu pająk w rozpiętą pajęczynę łowił okruszyny ściszonych rozmów zmieszane z muzyką najlepszą pod słońcem. Czekał, patrząc znudzony na szaloną gonitwę czterech tłustych much. Okopani papierowymi szańcami biurowi aresztanci udając zaangażowanie wpatrywali się w monitory . Twarde dyski mrucząc ospale ukradkiem zapisywały kolejne zdjęcia dla starszych chłopców. Na g-g wierne żony ukradkiem pisały miłosne wyznania Świetlówka puszczając oko upiornym kolorem blue-marine niszczyła tapetę na twarzy starszych koleżanek skrywającą minione lata Nic nie wiedząc o efekcie cieplarnianym ozon z kserografu odświeżał powietrze przesycone zapachem tanich perfum Aż czajnik piskliwym gwizdem obwieścił przerwę śniadaniową Odpowiedz Link
rb13 List w listopadową noc 20.12.04, 11:22 przez rozbitą szybę zetlałe liście przesiąknięte deszczem przynoszą zapach śmierci znów awizo w pocztowej skrzynce dokąd mogę nie obierać listów z żądaniem przyjazdu na druga stronę Odpowiedz Link
rb13 W ciszy szedłeś na spotkanie lwowskich batiarów 21.12.04, 09:52 Kratkowany papier wołał kaligraficznym pismem . Nie usłysz już nigdy lwowskich kawałów. Wyzdrowiejesz dziadku Moje oczy błądziły po pokoju o białych ścianach nie mogąc znieść widoku wulkanu ziejącego flegmą. Z przerażeniem utkwiłeś oczy w drzwiach Biały cień czekał za szybą Rurka w krtani charkotliwie niczym dogorywający szczeniak zaskomlała o dotyk dłoni Moja ręka znikła w koszyku z kościstych palców parzących chorobliwym ogniem. Zwolna gasiłeś strach w oczach . Zaklęty w milczenie patrzyłem jak fioletowe bzy traciły kolory, Narastający chłód zrywał nici pokrewieństwa. W ciszy szedłeś na spotkanie lwowskich batiarów Gdy słowa modlitwy za zmarłych tonęły w ciszy głębinie krtani. biały parawan pozostawił mnie po stronie żywych Kraków 11.10.2004 r godz.1951 Odpowiedz Link
rb13 Wielka wyprawa do Nowej Huty 21.12.04, 09:54 List XIX Matrony Polskiej Czyli wielka wyprawa do Nowej Huty Kolorową płachta przed drzwiami mnie mamią Z Lidla,i Geanta – odwiedź nas u nas jest tanio Gdzie w naszym królewskim mieście Krakowie Carrefour , Tesko czy Alma każdy przecież wie Ten na Zakopiańskiej, tamten w pobliżu Ruczaju Ale gdzie ten Geant czy Lidl nikt nie panimaju Aż taki jeden młody - łysy z kapturem na głowie Mruknął -w Hucie tam gdzie kończy się Kalinowe O Boże bój się Boga - sąsiadki zakrzyknęły chórem To w Hucie tam gdzie chcą odgrodzić się murem Co mi tam pojadę -nic mi się nie stanie do cholery Pojechałam do tej Huty - autobusem 132 czy 134 Patrzę za okno, a spod oka ukradkiem na ludzi Tacy normalni niejeden to nawet sympatie mą budzi Tak po prawdzie to i w Krakowie prastarym Grozę budzą krowoderskie lumpy i chachary Ola Boga tam przed przegubem w niedalekiej dali Jeden jakoś dziwnie na mnie oczy wywalił Wstał i z ponurym uśmiechem ku mnie rusza Już ze strachu na ramie wskoczyła ma dusza Basior taki ,kaptur ma na głowie, łysy jak kolano Proszę tam miejsce ma pani - no rusz się mamo Bo za chwilę jakiś prosty z ujotu studencik Zajmie pani to miejsce, bo go wolne znęci Patrzę – o Jezu jakie w tej Hucie szerokie ulice I bloki kolorowe ,a nie odrapane kamienice A sąsiadki mówiły, że tam czarno i ponuro Że słońce to skryte za wyziewów chmurą A tu tysiące drzew wszystko w zieleni tonie Co tam nasz Las Wolski i zapsione Błonie Tak się zapatrzyłam z rozdziawioną buzią Aż dojechałam do końcówki - pan Józio Sympatyczny chłop jak się okazało też Huty Opowiedział tak po prostu bez żadnej buty Jak lokalny patriotyzm od lat tu się budził O miłości do dzielnicy tu mieszkających ludzi Słuchałam jego opowieści jak urzeczona Bom w hucie nigdy nie była chociaż urodzona W roku… uroda się liczy- nieważny wiek I to co ma w swoim wnętrzu każdy człowiek Jeszcze raz całą Nową Hutę przejechałam I tak pobieżnie ta krakowską dzielnicę poznałam Aha zakupy zrobiłam w Lidlu bardzo tanie A przed moja kamienicą co ja widzę – zebranie Chłopy obciągnęły już tanie wino i po piwie Mój jak zwykle na krzywy… temu się nie dziwię Coś tam krzyczą, że na hutę ruszą ,Baby płaczą Myślały ,że już nigdy Matrony nie zobaczą Kraków 13.11.2004 r. godz. 1633 Odpowiedz Link
rb13 Lubie kiedy... 04.01.05, 08:24 Lubię kiedy Wieczorem mgła wciska się wszędzie Niema i cicha niczym białe łabędzie Zaś o poranku sinymi pasmami się błąka Całunem bieli szron kładąc się po łąkach Lubię kiedy Przez skłębione chmury ciężkie jak ołów Ciurkiem spadają łzy upadłych aniołów W poszumie deszczu słychać ciche łkanie Jakby o przebaczenie grzechów wołanie Lubię kiedy Mglisty poranek wstaje smutny ,szary Niczym śmierć szeroko swe ręce rozwiera Pogrąża w beznadziei i pozbawia wiary A pod zimna dotykiem wszystko zamiera Odpowiedz Link
rb13 Rozmowy w toku 04.01.05, 08:25 XXI list Matrony Polskiej Czyli Matrona w Rozmowach w toku Wysłałam do TVN sms do „Rozmów w toku” Jaka żem to elokwentna i pełna werwy Kiedyś leże przy starym na lewym boku A telefon jak opętany drze się bez przerwy Halo. głos męski- tu dokumentalista z tvnu Do naszego programu zapraszamy panią Temat - panienki z krakowskiego terenu To o tych co chłopów wdziękami mamią Chłop mnie odwiózł naszym starym fiatem Na płk.Dabka pod jakiś obskurny biurowiec Lecz w holu - zapachniało już wielkim światem I tak znalazłam się w studio tvn w Krakowie Jakiś przystojniak ze słuchawkami na głowie Mruknął Janek jestem - dygnęłam - Matrona Krakowianka z dziada pradziada każdy to wie Kto mieszka w Krakowie-stateczna matka i żona Potem instrukcje - co i jak to mam gadać Do podpisania umowa o utracie wizerunku Tapeta, mikrofon do piersi ,będzie co opowiadać Znów podpis na jakimś blankiecie czy rachunku Nareszcie w studio - wszyscy sztywni siedzą Pan w czarnym swetrze nam wciąż pokazuje Rączka w górę - klaszczemy wszyscy wiedzą W czasie nagrania ma być cisza - instruuje Widzę że wszystkich zżera okropna trema Aby was rozśmieszyć opowiem dwa kawały Potarzam się - nic zdrożnego w tym nie ma Pierwszy raz w telewizji też byłem nieśmiały Klaszczemy, kamery - uwaga - wchodzi Ewa Piękna, elegancka - słowem gwiazda telewizji Prosto na mnie nadjeżdża kamera - z lewa Boże to ,że znaczy ja Matrona będę na wizji Z tremy nerwowo podrapałam się po głowie Ewa popatrzyła w moja stronę z uśmiechem Proszę - teraz Matrona nam się wypowie Już tylko sterowane oklaski grzmiały echem Pamiętam co mówił pan nie rusz mikrofonem Zamiast głosu jakiś charkot- w gardło spięte Zimne poty mnie oblewają, a czuje że płonę Brawo - do twarzy Matronie z rumieńcem Za trzy tygodnie po nagraniu - wieczorem A raczej nocą bo jesienią dzień już krótki Z sąsiadkami siadłam przed telewizorem Kanapki , ciasteczka i trochę czystej wódki Program się zaczyna mignęła moja postać Och to byłaś ty Matrono krzyknęły sąsiadki Te wymalowane lafiryndy potem mówiły Nic ciekawego takie świńskie gadki-szmatki Ale z wrażenia sąsiadki wszystką wódkę wypiły W łóżku mój stary mnie wciąż me łzy ocierał Tulił pocieszał mówiąc czule ...i tak cię kocham Nie poznali się na tobie, a niech to cholera Przykro mi - gdy to Wam pisze wciąż szlocham Kraków 17.11.2004 r. godz. 1122 Odpowiedz Link
rb13 Musisz przyznać, że nasze rozmowy są coraz dłuższe 06.01.05, 08:37 Jękliwy płacz zawiasów ugrzązł w jednostajnym łomocie muzyki na której podobno się nie znam deliryczne palce biegły po klawiaturze ścierając z ekranu krwawe plamy krwi. kolejne uderzenia w klawisze w huku wystrzałów wskrzeszały z martwych zastępy uniwersalnych żołnierzy Wkroczyłem do wirtualnego świata moje słowa powróciły niemym echem odbite od nauszników słuchawek Zaskoczony istnieniem czwartego wymiaru przywitałeś mnie wśród czerwieni policzków spojrzeniem zdziczałego kota Gdy wojownicy Quakea odwracali się do nas tyłem wzruszona szyba porozumieniem bez słów wibrowała echem trzaśniętych drzwi. Musisz przyznać nasze rozmowy są coraz dłuższe Milczeniem Kraków 20.11.2004 r .godz.2211 Odpowiedz Link
rb13 Pożółkłe zdjęcie 06.01.05, 08:38 Pożółkłe zdjecie Pożółkłe zdjęcie Z cyklu „Wołyń” Nad chałupami pokrytymi słomą Spopielałą ze srebrzystym nalotem Pyzate słońce zawisło nieruchomo Pomalowane zrudziałym złotem Nad horyzontem szybują żurawie Po błękitno-różowym nieboskłonie Dwie dzikie kaczki pływają po stawie Pod wierzbami pasą się kare konie Maluję ten pejzaż z takim przejęciem Jeszcze ciemnawy las w dalekim tle Tato - widzę tylko pożółkłe zdjęcie Te kolory widziałem w dziadka śnie Kraków 24.11.2004 r. godz. 1443 Odpowiedz Link
rb13 Podobno już byłem Ikarem 16.01.05, 18:53 Przedwczoraj, odcięto mi skrzydła, lotem błyskawicy, przewijając ciało miedzy szczeblami sprowadzono mnie na ziemię Nie czułem bólu skok ,adrenaliny był za wysoki, sięgnął niebiańskiego światła Zawsze byłem pewien ,że Anioł Stróż jest kobietą. Pachniał zwyczajnie chyba PH 5,5 Nawet nie dziwiłem się ,że nie ma skrzydeł. W Arce na fresku anioły wyglądają jak chłopki z podkrakowskich Bieńczyc W ciszy, dzień miesza się z nocą Tylko szum skrzydeł wyraźnie przeszkadza Szczególnie nocą bywa nieznośny, gdy anioł trzyma mnie za rękę i szepta kojące słowa Wczoraj wróciłem. Za moimi plecami, wrony i kruki krakały złowrogo Drabina urosła, wyłamane szczeble poza zasięgiem mojego wzroku ginęły w chmurach. Z drzwi zdarto miedzianą tabliczkę, zastąpiła ją kartka z drukarki Postawione w kącie ,biurko też zmalało Niczym agonalnie wyprężony Jezus patrzyłem w niebo pytając dlaczego? Dziś. Umazany cały błotem, za świeżym żeby je zdrapać, i tak pozostaną plamy, próbuję skleić skrzydła, szukając zagubionych lotek orła Podobno już byłem Ikarem Kraków 02.12.2004r. godz. 0115 Odpowiedz Link
rb13 Na krawędzi Hadesu 16.01.05, 18:54 łódź lekko zakołysała się tylko nieznacznie zanurzając się w wodzie wręgi wzdrygnęły się bardziej z przyzwyczajenia niż z chłodu ciało bez duszy mniej waży w ciszy egipskich ciemności z hukiem gromu potoczyła się moneta dobrze ,że nie utknęła w całunie mruknął Charon leniwie odbijając od brzegu tu wszystko było złudzeniem tam czeka tylko nicość Kraków 28.11.2004 r. godz.1457 Odpowiedz Link
rb13 Wystarczy ,że weźmiesz mnie za rękę 05.02.05, 21:01 Z cichym zgrzytem rak pobiegł w przepaść , drugi pozostał w samotności. Mróz skrzypi pod wibramem. Odbłyskujące myśli szumią spadającymi kroplami. Lodowe posągi składają oddechy na malowanych mrozem policzkach. Kusi mnie spojrzeniem ciało nagiej kobiety wtopione w szreniowe firanki . Pozbawia czucia w palcach. Znam tą chwilę, zaraz wybuchnę. Wygłodniała komórka zajęczała żałośnie i zgasła. Przywracając widzenie Przez lewe ramię wypluwam zaklęcia. Zamarzają jak ślina w opowiadaniach dziadka z Syberii. Pod górę jest trudno , w dół daleko .Tam czeka nieskończoność. Nieskończoność ma błękitno granatowe oczy, teraz zielonkawe .Nie rozumie gór, tam trzeba się spocić. Weź mnie za rękę pójdziemy razem. Tyle mam ci do powiedzenia. Wiem - znasz to, wszystko już było. Ale, znów złapię dla ciebie motyla, urwiesz mu skrzydła, żeby pozostał na zawsze z tobą. Termos zgubił ciepło. Szczelina z lodową ławką kusi uśmiechem, skalna krawędź namawia do lotu. Pocałunek wiatru sznuruje usta , prosząc namiętnie - zamknij oczy zasypane lodowymi igłami. Czerwone mrówki wbijają się w stopy znieczulając zimno .Usnąć, zasnąć – to Szekspir mówisz otulając płaszczem z włosów. Skrzą się lodowa poświatą -znow nie zrobiłaś farby. Nie - dla mnie są i będą zawsze czarne Wystarczy ,że weźmiesz mnie za rękę i pójdziemy tam gdzie przebłyskuje światło Kraków 05.02.2005 r.godz.1619 Odpowiedz Link
rb13 Constantina 15.03.05, 12:40 Constantina Z cyklu „Opowieści mórz południowych –Algieria” W smutnym pejzażu ochrą malowanym Z rudego płaskowyżu naraz się wspina Z pęknięciem w środku wyniosła skała Ta piramida na niej – to Constantina Nad przepastną krawędzią białe ściany Pod nieboskłon pną się niczym wieże W kanionie sączy się leniwy strumień W brunatnym kolorze jak cyranki pierze Kamienna pustka ,żadnej zieleni tylko Ku słońcu agawy wyciągają dłonie Nagle ukryty wśród schodkowych murów Ognista czerwienią hibiskus zapłonie Ciszę południa przerywa krzyk muezina Słychać w koło –Allah Akbar – ogłuchły kramy Z bieli murów niczym błękitne oczy Wyzierają z wyrzutem zamknięte bramy Kiedy już słońce złagodzi oddech smoczy Powróci rozgardiasz zgiełk ,gwar i szum I znów sklepiki kawiarnie i ulice Zaleje nieprzebrany mężczyzn tłum Kraków 12.03.2005.r. godz. 1127 Odpowiedz Link
rb13 Kim jesteś? 15.03.05, 12:41 Kim jesteś - nie wiem Widziałem Cię w dzień kilka razy Przemknąłeś niczym ulotny cień We śnie powraca obraz twarzy Znam ją , chyba tak, a może nie Pragnę spotkania ,a jednak się trwożę Podobno - kochasz mnie Ty jesteś –już wiem O Boże Kraków 14.03.2005 r. godz.1250 Odpowiedz Link
rb13 Znów słyszę ten daleki śpiew 15.03.05, 12:42 Cicha woda wiślaną skarpę rwie .Jak przed laty w powracającej melodyjce płoną pszeniczne oziminy, skoszone ręka junaków - rośnie Nowa Huta. Kiedy zakwitły białe bzy w zapachu hutniczych miazmatów, w aromatach dolatujących z koksochemii na placu przed pocztą zaczadzeni ideami socjalizmu junacy wywijają hołubce . Wirują pary w chocholim tańcu, a karuzela kręci się niczym szalony derwisz Taki tłum jak tu, taki szum jak tu - tak bawi się Nowa Huta. Z Giganta wylatuje Sto lat wraz z przeszkloną ościeżnicą. Tęsknie pobrzmiewa Szła dzieweczka szurając buciorem z rozdarta podeszwą zafasowanym w Leninie W rytmie walca ,walczyka w sukienkach rozwianych , na wykrochmalonych halkach wykrzesują iskry z betonu podhalańskie panny w ramionach chłopców spod samiutkich Tatr Już kapela skocznie przygrywa krakowiaczek ci ja , zagłuszane chóralnym Góralu czy ci nie żal. Taki tłum jak tu, taki szum jak tu - tak bawi się Nowa Huta Hej wio wiśta wio ,wista stary - trzaskając batem wykrzykuje mogilski mleczarz wioząc glinę z wykopów na Suchych Stawach ,gdzie Stal piłkę kopie Z konwiami na plecach „bieńczycka baba” wchodzi w taki tu tłum Maślaaanka, zsiaaadłe mliko w cynowanym kubku lśni biało wśród czerwieni cegieł parzących ogniem dłoń Ożańskiego Ramona - pamietam twoje oczy, oczy czarne Myśl wolno płynie zaczadzona czystą czerwona okabzlowaną. - och przydałyby się cztery nogi Odejdż smutku - choć dziś wybite oczy szyb straszą w Gigancie Szkli się pierwszy siwy włos na mojej skroni Znów słyszę ten daleki śpiew piosenki o Nowej to Hucie Kraków 09.03.2005 r. Godz. 1801 Odpowiedz Link
rb13 Na szczycie Babiej Góry diabeł wydał bal 25.03.05, 09:34 Kiedy na gołoborzu tango zagrał wiatr Stare świerki zrzuciły puchową zasłonę Nagie przytuliły się do jarzębiny Pospadały w śnieg się korale czerwone Na Sokolicy halny do rytmu kołysze Kosodrzewiny śniegiem obsypane Śnieżne biesy wywijają szalone hołubce Tańcząc bez pamięci jak chłopy pijane Czart wygrywa rytm na kamiennej ścianie Okryte śnieżnym puchem wiruje sto par Do tańca na fujarce halny przygrywa Na szczycie Babiej Góry diabeł wydał bal Kraków 15.03.2005 r. godz.1809 Odpowiedz Link
rb13 Gdzie czart porzucił ogromny głaz 25.03.05, 09:36 Gdzie czart porzucił ogromny głaz A chwasty porosły fundamenty Wyrasta jakby zatrzymał się czas Przód bacówki prawie nietknięty Tam gdzie diabeł odprawiał swe czary Wokół leżą zmurszałe brewiona Celebrował mszę młody wikary Maryjo bądź pozdrowiona Totus tous - składał jej przysięgę Prosząc - na tej umęczonej ziemi Duchu Święty okaż swą potęgę Jak przed laty hala się zieleni Mgława postać w białej sutannie Za oknem w włoskiej ziemi Zadaje Bogu ciche pytanie Czy jeszcze do kraju przybędę Czy tu na wieki już pozostanę Długa Polana przy Czole Turbacza ( Kraków) 24.03.2005 r. godz.1912 Odpowiedz Link
rb13 Las zniczy płonie 12.04.05, 15:59 Już czas odejść Boże To niepojęte Biały orzeł za oknem Okno zamknięte W blasku lichtarzy. Oczy zasłonił ciężka powieką Ukochany kraju Jakżeś daleko Znikło cierpienie z twarzy Troski i udręki Płyną dzwonów Żałobne dźwięki Niczym nadciągająca burza Co raz bliżej Z odmętów mroku Światło się wynurza Wzniesione w górę dłonie Łzy Las zniczy płonie Kraków 09.04.2005 r. g Odpowiedz Link
rb13 Deszcz gra żałobną pieśń 12.04.05, 16:00 wzdłuż asfaltu okrytego milczeniem zalewana łzami kolorowa linia z płonących zniczy znika w nieskończoności płynie sznur samochodów spieszy się do raju? ochlapany wodą z pędzących kół skwiercząc dogasa ostatni znicz deszcz gra żałobną pieśń czy zapomną? Kraków 10.04.2005 godz. 1359 Odpowiedz Link