Dodaj do ulubionych

34 -rb13 II

    • rb13 W moim więzieniu 09.11.04, 12:41


      W moim więzieniu
      Nie ma krat w oknach
      Nie ma zamkniętych drzwi
      Jest smutek zapomnienia
      I monotonia wolno płynących dni

      Ryś B. Kraków 21.X.2004 r. godz.1703

    • rb13 W zadumie nad losem 13.11.04, 16:39



      Mocując się ze słońcem piłem z kałuży rozumu
      Z białymi myszami
      W bezdenności istnienia w rewiowym kroku
      Schodząc schodami
      Melorecytuję wiersze nieznane królom tego świata
      Bez żadnych ambicji
      Wśród wychowawczych przemówień w białej izbie
      Dzielnicowej policji
      Plując na demokrację w tej dziwnej godzinie
      Z nadąsaną twarzą
      Przyglądałem się jak po drugiej stronie lustra
      Paragrafy smażą
      Z wyświechtanych sloganów spadających
      Ze starej klepsydry
      Z dogasającym zniczem zalanym „ patykiem
      Pisanym” red dry
      Wypitym na cmentarzu wśród nagrobków
      Naznaczonych pleśnią
      Zgniło-zielonych i mundurów przesiąkniętych
      Kombatancką pieśnią
      Wśród białych krzyży chóralnie zaśpiewaną
      Ochrypłym głosem
      W szumie strzępów sztandarów zlizuję słone szlaki
      W zadumie nad losem

      Ryś B. Kraków 29.10.2004 r. godz.1035


    • rb13 Żyj nam 100 lat 13.11.04, 16:40


      Zaśnieżony ekran
      Rozbłysnął kolorami
      Witaj wierny druhu
      Będziemy we dwoje
      Cały dzień razem - sami

      Niczym wierny pies
      Przy łóżku waruje
      Wiadro przykryte blatem
      Smród ekskrementów się czuje
      Zimą ,jesienią czy latem

      Skrzypiące łóżko
      Beznogie krzesło
      Podparty cegłami stół
      I niewidzialna krata
      Schody prowadzące w dół

      W samotność dogasam powoli
      Świadomość mą tylko nęka
      Umarłbym w zapomnieniu
      Gdyby nie moja z roli
      Niewielka renta

      Ryś B. Kraków 25.10.2004 r. godz.2218



    • rb13 Dzień Zaduszny 15.11.04, 13:03

      W szarościach zamazanych
      Mgielnymi smugami
      Z płaczliwym krzykiem
      Dogasają świec płomienie
      W deszczu spadającym
      Drobnymi kroplami
      Snują się wśród żywych
      Niewidzialne cienie

      Ryś B. Kraków 02.11.04 godz.2343



    • rb13 ITen szept 15.11.04, 13:04

      ten szept
      dudni w głowie
      trzynaście lat zmarnowanych
      dwadzieścia metalowych stopni
      podest oporęczowany
      z ryglowanej blachy
      niewinny –nic to nie zmienia

      bezdusznie przypisana wina
      w dole betonowa arena
      opuszki palców kłująca lina
      lśniące mosiądzem litery
      ciasny krawat
      ten szept
      skacz do cholery

      ostatni krzyk
      a po chwili
      cisza

      ten szept
      a jednak winny

      tak będą mówili

      Ryś B. Kraków 03.11.20004 r, godz.1716


    • rb13 W gruncie rzeczy to był... 23.11.04, 09:13


      Rano przyjechał tramwajem
      Jakiś taki inny, jakiś blady
      Chory myślałam, że udaje
      Powiedział z taka goryczą
      Pani Zosiu - tylko układy
      Nie czyny się dziś liczą
      Zobaczymy, jak sobie poradzą

      Popatrz panie - twarz taka sina...
      Mówią, że zachłysnął się władzą
      ... zamiast trupio woskowa
      Ta metalowa lina
      Podobno list się zachował
      Kilka słów do żony i syna

      Z oszczerstwami
      Nie mogłem się zgodzić
      Tak było trzeba
      Chociaż żal odchodzić
      Kochana przebacz

      Taki był twardziel
      A przejął się łgarstwem
      Panie - wystarczy chwila rozpaczy
      Popatrz pani, na to
      Jakby z wyrzutem patrzył
      Spod przymkniętych powiek
      Wiesz pani - Szkoda go
      W gruncie rzeczy
      To był porządny człowiek

      Ryś B. Kraków 03.11.20004 godz..2339


    • rb13 **** 23.11.04, 09:14


      Z krzykiem
      Powitałeś ziemię
      Żegnasz
      Z cichym westchnieniem

      Kraków 07.11.2004 r


    • rb13 Ballada biurowa II 20.12.04, 11:21

      Przez zaciągnięte rolety
      trzy światło-linie słońca
      bezczelne podzieliły pokój
      zuchwale muskając przestrzeń
      Roztańczone paprochy kurzu
      na multipleksach światła
      monotonie powtarzały figury
      chocholego tańca nieśmiało
      pukając o szyby szaf
      i biurek stojących w szeregu


      Na białych kiedyś ścianach
      pomiędzy usychającymi roślinami
      zamarły w bezruchu pająk
      w rozpiętą pajęczynę łowił
      okruszyny ściszonych rozmów
      zmieszane z muzyką
      najlepszą pod słońcem.
      Czekał, patrząc znudzony
      na szaloną gonitwę
      czterech tłustych much.


      Okopani papierowymi szańcami
      biurowi aresztanci
      udając zaangażowanie
      wpatrywali się w monitory .
      Twarde dyski mrucząc ospale
      ukradkiem zapisywały kolejne zdjęcia
      dla starszych chłopców.
      Na g-g wierne żony ukradkiem
      pisały miłosne wyznania

      Świetlówka puszczając oko
      upiornym kolorem blue-marine
      niszczyła tapetę na twarzy
      starszych koleżanek
      skrywającą minione lata
      Nic nie wiedząc o efekcie cieplarnianym
      ozon z kserografu odświeżał
      powietrze przesycone
      zapachem tanich perfum
      Aż czajnik piskliwym gwizdem
      obwieścił przerwę śniadaniową
    • rb13 List w listopadową noc 20.12.04, 11:22

      przez rozbitą szybę
      zetlałe liście
      przesiąknięte deszczem
      przynoszą zapach śmierci

      znów awizo
      w pocztowej skrzynce

      dokąd mogę
      nie obierać listów
      z żądaniem przyjazdu
      na druga stronę
    • rb13 W ciszy szedłeś na spotkanie lwowskich batiarów 21.12.04, 09:52
      Kratkowany papier
      wołał kaligraficznym pismem .
      Nie usłysz już nigdy lwowskich kawałów.
      Wyzdrowiejesz dziadku
      Moje oczy błądziły po pokoju o białych ścianach
      nie mogąc znieść widoku
      wulkanu ziejącego flegmą.

      Z przerażeniem utkwiłeś oczy w drzwiach
      Biały cień czekał za szybą
      Rurka w krtani charkotliwie
      niczym dogorywający szczeniak
      zaskomlała o dotyk dłoni
      Moja ręka znikła
      w koszyku z kościstych palców
      parzących chorobliwym ogniem.

      Zwolna gasiłeś strach w oczach .
      Zaklęty w milczenie
      patrzyłem jak fioletowe bzy
      traciły kolory,
      Narastający chłód
      zrywał nici pokrewieństwa.
      W ciszy szedłeś
      na spotkanie lwowskich batiarów

      Gdy słowa modlitwy za zmarłych
      tonęły w ciszy głębinie krtani.
      biały parawan pozostawił mnie
      po stronie żywych

      Kraków 11.10.2004 r godz.1951
    • rb13 Wielka wyprawa do Nowej Huty 21.12.04, 09:54
      List XIX Matrony Polskiej
      Czyli wielka wyprawa do Nowej Huty

      Kolorową płachta przed drzwiami mnie mamią
      Z Lidla,i Geanta – odwiedź nas u nas jest tanio
      Gdzie w naszym królewskim mieście Krakowie
      Carrefour , Tesko czy Alma każdy przecież wie
      Ten na Zakopiańskiej, tamten w pobliżu Ruczaju
      Ale gdzie ten Geant czy Lidl nikt nie panimaju

      Aż taki jeden młody - łysy z kapturem na głowie
      Mruknął -w Hucie tam gdzie kończy się Kalinowe
      O Boże bój się Boga - sąsiadki zakrzyknęły chórem
      To w Hucie tam gdzie chcą odgrodzić się murem
      Co mi tam pojadę -nic mi się nie stanie do cholery
      Pojechałam do tej Huty - autobusem 132 czy 134

      Patrzę za okno, a spod oka ukradkiem na ludzi
      Tacy normalni niejeden to nawet sympatie mą budzi
      Tak po prawdzie to i w Krakowie prastarym
      Grozę budzą krowoderskie lumpy i chachary
      Ola Boga tam przed przegubem w niedalekiej dali
      Jeden jakoś dziwnie na mnie oczy wywalił

      Wstał i z ponurym uśmiechem ku mnie rusza
      Już ze strachu na ramie wskoczyła ma dusza
      Basior taki ,kaptur ma na głowie, łysy jak kolano
      Proszę tam miejsce ma pani - no rusz się mamo
      Bo za chwilę jakiś prosty z ujotu studencik
      Zajmie pani to miejsce, bo go wolne znęci

      Patrzę – o Jezu jakie w tej Hucie szerokie ulice
      I bloki kolorowe ,a nie odrapane kamienice
      A sąsiadki mówiły, że tam czarno i ponuro
      Że słońce to skryte za wyziewów chmurą
      A tu tysiące drzew wszystko w zieleni tonie
      Co tam nasz Las Wolski i zapsione Błonie

      Tak się zapatrzyłam z rozdziawioną buzią
      Aż dojechałam do końcówki - pan Józio
      Sympatyczny chłop jak się okazało też Huty
      Opowiedział tak po prostu bez żadnej buty
      Jak lokalny patriotyzm od lat tu się budził
      O miłości do dzielnicy tu mieszkających ludzi

      Słuchałam jego opowieści jak urzeczona
      Bom w hucie nigdy nie była chociaż urodzona
      W roku… uroda się liczy- nieważny wiek
      I to co ma w swoim wnętrzu każdy człowiek
      Jeszcze raz całą Nową Hutę przejechałam
      I tak pobieżnie ta krakowską dzielnicę poznałam

      Aha zakupy zrobiłam w Lidlu bardzo tanie
      A przed moja kamienicą co ja widzę – zebranie
      Chłopy obciągnęły już tanie wino i po piwie
      Mój jak zwykle na krzywy… temu się nie dziwię
      Coś tam krzyczą, że na hutę ruszą ,Baby płaczą
      Myślały ,że już nigdy Matrony nie zobaczą

      Kraków 13.11.2004 r. godz. 1633
    • rb13 Lubie kiedy... 04.01.05, 08:24
      Lubię kiedy
      Wieczorem mgła wciska się wszędzie
      Niema i cicha niczym białe łabędzie
      Zaś o poranku sinymi pasmami się błąka
      Całunem bieli szron kładąc się po łąkach

      Lubię kiedy
      Przez skłębione chmury ciężkie jak ołów
      Ciurkiem spadają łzy upadłych aniołów
      W poszumie deszczu słychać ciche łkanie
      Jakby o przebaczenie grzechów wołanie

      Lubię kiedy
      Mglisty poranek wstaje smutny ,szary
      Niczym śmierć szeroko swe ręce rozwiera
      Pogrąża w beznadziei i pozbawia wiary
      A pod zimna dotykiem wszystko zamiera


    • rb13 Rozmowy w toku 04.01.05, 08:25
      XXI list Matrony Polskiej
      Czyli Matrona w Rozmowach w toku


      Wysłałam do TVN sms do „Rozmów w toku”
      Jaka żem to elokwentna i pełna werwy
      Kiedyś leże przy starym na lewym boku
      A telefon jak opętany drze się bez przerwy
      Halo. głos męski- tu dokumentalista z tvnu
      Do naszego programu zapraszamy panią
      Temat - panienki z krakowskiego terenu
      To o tych co chłopów wdziękami mamią

      Chłop mnie odwiózł naszym starym fiatem
      Na płk.Dabka pod jakiś obskurny biurowiec
      Lecz w holu - zapachniało już wielkim światem
      I tak znalazłam się w studio tvn w Krakowie
      Jakiś przystojniak ze słuchawkami na głowie
      Mruknął Janek jestem - dygnęłam - Matrona
      Krakowianka z dziada pradziada każdy to wie
      Kto mieszka w Krakowie-stateczna matka i żona


      Potem instrukcje - co i jak to mam gadać
      Do podpisania umowa o utracie wizerunku
      Tapeta, mikrofon do piersi ,będzie co opowiadać
      Znów podpis na jakimś blankiecie czy rachunku
      Nareszcie w studio - wszyscy sztywni siedzą
      Pan w czarnym swetrze nam wciąż pokazuje
      Rączka w górę - klaszczemy wszyscy wiedzą
      W czasie nagrania ma być cisza - instruuje

      Widzę że wszystkich zżera okropna trema
      Aby was rozśmieszyć opowiem dwa kawały
      Potarzam się - nic zdrożnego w tym nie ma
      Pierwszy raz w telewizji też byłem nieśmiały
      Klaszczemy, kamery - uwaga - wchodzi Ewa
      Piękna, elegancka - słowem gwiazda telewizji
      Prosto na mnie nadjeżdża kamera - z lewa
      Boże to ,że znaczy ja Matrona będę na wizji

      Z tremy nerwowo podrapałam się po głowie
      Ewa popatrzyła w moja stronę z uśmiechem
      Proszę - teraz Matrona nam się wypowie
      Już tylko sterowane oklaski grzmiały echem
      Pamiętam co mówił pan nie rusz mikrofonem
      Zamiast głosu jakiś charkot- w gardło spięte
      Zimne poty mnie oblewają, a czuje że płonę
      Brawo - do twarzy Matronie z rumieńcem

      Za trzy tygodnie po nagraniu - wieczorem
      A raczej nocą bo jesienią dzień już krótki
      Z sąsiadkami siadłam przed telewizorem
      Kanapki , ciasteczka i trochę czystej wódki
      Program się zaczyna mignęła moja postać
      Och to byłaś ty Matrono krzyknęły sąsiadki
      Te wymalowane lafiryndy potem mówiły
      Nic ciekawego takie świńskie gadki-szmatki
      Ale z wrażenia sąsiadki wszystką wódkę wypiły

      W łóżku mój stary mnie wciąż me łzy ocierał
      Tulił pocieszał mówiąc czule ...i tak cię kocham
      Nie poznali się na tobie, a niech to cholera
      Przykro mi - gdy to Wam pisze wciąż szlocham

      Kraków 17.11.2004 r. godz. 1122


    • rb13 Musisz przyznać, że nasze rozmowy są coraz dłuższe 06.01.05, 08:37

      Jękliwy płacz zawiasów ugrzązł
      w jednostajnym łomocie muzyki
      na której podobno się nie znam

      deliryczne palce biegły po klawiaturze
      ścierając z ekranu krwawe plamy krwi.
      kolejne uderzenia w klawisze
      w huku wystrzałów
      wskrzeszały z martwych
      zastępy uniwersalnych żołnierzy

      Wkroczyłem do wirtualnego świata
      moje słowa powróciły
      niemym echem
      odbite od nauszników słuchawek

      Zaskoczony
      istnieniem czwartego wymiaru
      przywitałeś mnie
      wśród czerwieni policzków
      spojrzeniem zdziczałego kota


      Gdy wojownicy Quakea
      odwracali się do nas tyłem
      wzruszona szyba
      porozumieniem bez słów
      wibrowała echem
      trzaśniętych drzwi.

      Musisz przyznać
      nasze rozmowy są coraz dłuższe

      Milczeniem


      Kraków 20.11.2004 r .godz.2211


    • rb13 Pożółkłe zdjęcie 06.01.05, 08:38
      Pożółkłe zdjecie
      Pożółkłe zdjęcie
      Z cyklu „Wołyń”

      Nad chałupami pokrytymi słomą
      Spopielałą ze srebrzystym nalotem
      Pyzate słońce zawisło nieruchomo
      Pomalowane zrudziałym złotem

      Nad horyzontem szybują żurawie
      Po błękitno-różowym nieboskłonie
      Dwie dzikie kaczki pływają po stawie
      Pod wierzbami pasą się kare konie

      Maluję ten pejzaż z takim przejęciem
      Jeszcze ciemnawy las w dalekim tle
      Tato - widzę tylko pożółkłe zdjęcie
      Te kolory widziałem w dziadka śnie

      Kraków 24.11.2004 r. godz. 1443


    • rb13 Podobno już byłem Ikarem 16.01.05, 18:53


      Przedwczoraj,
      odcięto mi skrzydła,
      lotem błyskawicy,
      przewijając ciało miedzy szczeblami
      sprowadzono mnie na ziemię
      Nie czułem bólu skok ,adrenaliny był za wysoki,
      sięgnął niebiańskiego światła
      Zawsze byłem pewien ,że Anioł Stróż jest kobietą.
      Pachniał zwyczajnie chyba PH 5,5
      Nawet nie dziwiłem się ,że nie ma skrzydeł.
      W Arce na fresku anioły wyglądają
      jak chłopki z podkrakowskich Bieńczyc
      W ciszy, dzień miesza się z nocą
      Tylko szum skrzydeł wyraźnie przeszkadza
      Szczególnie nocą bywa nieznośny,
      gdy anioł trzyma mnie za rękę i szepta kojące słowa

      Wczoraj wróciłem.
      Za moimi plecami,
      wrony i kruki krakały złowrogo
      Drabina urosła, wyłamane szczeble
      poza zasięgiem mojego wzroku ginęły w chmurach.
      Z drzwi zdarto miedzianą tabliczkę,
      zastąpiła ją kartka z drukarki
      Postawione w kącie ,biurko też zmalało
      Niczym agonalnie wyprężony Jezus
      patrzyłem w niebo pytając dlaczego?

      Dziś.
      Umazany cały błotem,
      za świeżym żeby je zdrapać,
      i tak pozostaną plamy,
      próbuję skleić skrzydła,
      szukając zagubionych lotek orła

      Podobno już byłem Ikarem

      Kraków 02.12.2004r. godz. 0115

    • rb13 Na krawędzi Hadesu 16.01.05, 18:54

      łódź lekko zakołysała się
      tylko nieznacznie zanurzając się w wodzie
      wręgi wzdrygnęły się
      bardziej z przyzwyczajenia niż z chłodu
      ciało bez duszy mniej waży
      w ciszy egipskich ciemności
      z hukiem gromu potoczyła się moneta
      dobrze ,że nie utknęła w całunie
      mruknął Charon
      leniwie odbijając od brzegu
      tu wszystko było złudzeniem
      tam czeka
      tylko nicość


      Kraków 28.11.2004 r. godz.1457


    • rb13 Wystarczy ,że weźmiesz mnie za rękę 05.02.05, 21:01


      Z cichym zgrzytem rak pobiegł w przepaść ,
      drugi pozostał w samotności. Mróz skrzypi
      pod wibramem. Odbłyskujące myśli
      szumią spadającymi kroplami. Lodowe posągi
      składają oddechy na malowanych mrozem
      policzkach. Kusi mnie spojrzeniem
      ciało nagiej kobiety wtopione w szreniowe firanki .
      Pozbawia czucia w palcach. Znam tą chwilę,
      zaraz wybuchnę. Wygłodniała komórka
      zajęczała żałośnie i zgasła.
      Przywracając widzenie

      Przez lewe ramię wypluwam zaklęcia.
      Zamarzają jak ślina w opowiadaniach
      dziadka z Syberii. Pod górę jest trudno ,
      w dół daleko .Tam czeka nieskończoność.
      Nieskończoność ma błękitno granatowe oczy,
      teraz zielonkawe .Nie rozumie gór,
      tam trzeba się spocić.
      Weź mnie za rękę pójdziemy razem.
      Tyle mam ci do powiedzenia. Wiem - znasz to,
      wszystko już było. Ale, znów złapię dla ciebie motyla,
      urwiesz mu skrzydła, żeby pozostał
      na zawsze z tobą.

      Termos zgubił ciepło. Szczelina z lodową ławką
      kusi uśmiechem, skalna krawędź namawia do lotu.
      Pocałunek wiatru sznuruje usta ,
      prosząc namiętnie - zamknij oczy zasypane
      lodowymi igłami. Czerwone mrówki wbijają się w stopy
      znieczulając zimno .Usnąć, zasnąć – to
      Szekspir mówisz otulając płaszczem z włosów.
      Skrzą się lodowa poświatą -znow nie zrobiłaś farby.
      Nie - dla mnie są i będą zawsze czarne

      Wystarczy ,że weźmiesz mnie za rękę
      i pójdziemy tam gdzie przebłyskuje światło

      Kraków 05.02.2005 r.godz.1619
    • rb13 Constantina 15.03.05, 12:40
      Constantina
      Z cyklu „Opowieści mórz południowych –Algieria”

      W smutnym pejzażu ochrą malowanym
      Z rudego płaskowyżu naraz się wspina
      Z pęknięciem w środku wyniosła skała
      Ta piramida na niej – to Constantina

      Nad przepastną krawędzią białe ściany
      Pod nieboskłon pną się niczym wieże
      W kanionie sączy się leniwy strumień
      W brunatnym kolorze jak cyranki pierze

      Kamienna pustka ,żadnej zieleni tylko
      Ku słońcu agawy wyciągają dłonie
      Nagle ukryty wśród schodkowych murów
      Ognista czerwienią hibiskus zapłonie

      Ciszę południa przerywa krzyk muezina
      Słychać w koło –Allah Akbar – ogłuchły kramy
      Z bieli murów niczym błękitne oczy
      Wyzierają z wyrzutem zamknięte bramy

      Kiedy już słońce złagodzi oddech smoczy
      Powróci rozgardiasz zgiełk ,gwar i szum
      I znów sklepiki kawiarnie i ulice
      Zaleje nieprzebrany mężczyzn tłum


      Kraków 12.03.2005.r. godz. 1127
    • rb13 Kim jesteś? 15.03.05, 12:41

      Kim jesteś - nie wiem
      Widziałem Cię w dzień kilka razy
      Przemknąłeś niczym ulotny cień
      We śnie powraca obraz twarzy
      Znam ją , chyba tak, a może nie
      Pragnę spotkania ,a jednak się trwożę
      Podobno - kochasz mnie
      Ty jesteś –już wiem

      O Boże

      Kraków 14.03.2005 r. godz.1250
    • rb13 Znów słyszę ten daleki śpiew 15.03.05, 12:42
      Cicha woda wiślaną skarpę rwie .Jak przed laty
      w powracającej melodyjce płoną pszeniczne oziminy,
      skoszone ręka junaków - rośnie Nowa Huta.
      Kiedy zakwitły białe bzy w zapachu hutniczych miazmatów,
      w aromatach dolatujących z koksochemii
      na placu przed pocztą zaczadzeni ideami socjalizmu junacy
      wywijają hołubce . Wirują pary w chocholim tańcu,
      a karuzela kręci się niczym szalony derwisz
      Taki tłum jak tu, taki szum jak tu
      - tak bawi się Nowa Huta.


      Z Giganta wylatuje Sto lat wraz z przeszkloną ościeżnicą.
      Tęsknie pobrzmiewa Szła dzieweczka szurając buciorem
      z rozdarta podeszwą zafasowanym w Leninie
      W rytmie walca ,walczyka w sukienkach rozwianych ,
      na wykrochmalonych halkach wykrzesują iskry z betonu
      podhalańskie panny w ramionach chłopców spod samiutkich Tatr
      Już kapela skocznie przygrywa krakowiaczek ci ja ,
      zagłuszane chóralnym Góralu czy ci nie żal.
      Taki tłum jak tu, taki szum jak tu
      - tak bawi się Nowa Huta

      Hej wio wiśta wio ,wista stary - trzaskając batem wykrzykuje
      mogilski mleczarz wioząc glinę z wykopów
      na Suchych Stawach ,gdzie Stal piłkę kopie
      Z konwiami na plecach „bieńczycka baba” wchodzi w taki tu tłum
      Maślaaanka, zsiaaadłe mliko w cynowanym kubku lśni biało
      wśród czerwieni cegieł parzących ogniem dłoń Ożańskiego
      Ramona - pamietam twoje oczy, oczy czarne
      Myśl wolno płynie zaczadzona czystą czerwona okabzlowaną.
      - och przydałyby się cztery nogi

      Odejdż smutku - choć dziś wybite oczy szyb straszą w Gigancie
      Szkli się pierwszy siwy włos na mojej skroni
      Znów słyszę ten daleki śpiew
      piosenki o Nowej to Hucie


      Kraków 09.03.2005 r. Godz. 1801
    • rb13 Na szczycie Babiej Góry diabeł wydał bal 25.03.05, 09:34



      Kiedy na gołoborzu tango zagrał wiatr
      Stare świerki zrzuciły puchową zasłonę
      Nagie przytuliły się do jarzębiny
      Pospadały w śnieg się korale czerwone

      Na Sokolicy halny do rytmu kołysze
      Kosodrzewiny śniegiem obsypane
      Śnieżne biesy wywijają szalone hołubce
      Tańcząc bez pamięci jak chłopy pijane

      Czart wygrywa rytm na kamiennej ścianie
      Okryte śnieżnym puchem wiruje sto par
      Do tańca na fujarce halny przygrywa
      Na szczycie Babiej Góry diabeł wydał bal

      Kraków 15.03.2005 r. godz.1809
    • rb13 Gdzie czart porzucił ogromny głaz 25.03.05, 09:36


      Gdzie czart porzucił ogromny głaz
      A chwasty porosły fundamenty
      Wyrasta jakby zatrzymał się czas
      Przód bacówki prawie nietknięty

      Tam gdzie diabeł odprawiał swe czary
      Wokół leżą zmurszałe brewiona
      Celebrował mszę młody wikary
      Maryjo bądź pozdrowiona

      Totus tous - składał jej przysięgę
      Prosząc - na tej umęczonej ziemi
      Duchu Święty okaż swą potęgę

      Jak przed laty hala się zieleni
      Mgława postać w białej sutannie
      Za oknem w włoskiej ziemi

      Zadaje Bogu ciche pytanie
      Czy jeszcze do kraju przybędę
      Czy tu na wieki już pozostanę

      Długa Polana przy Czole Turbacza ( Kraków) 24.03.2005 r. godz.1912
    • rb13 Las zniczy płonie 12.04.05, 15:59
      Już czas odejść
      Boże
      To niepojęte
      Biały orzeł za oknem
      Okno zamknięte

      W blasku lichtarzy.
      Oczy zasłonił ciężka powieką
      Ukochany kraju
      Jakżeś daleko

      Znikło cierpienie z twarzy
      Troski i udręki
      Płyną dzwonów
      Żałobne dźwięki
      Niczym nadciągająca burza
      Co raz bliżej
      Z odmętów mroku
      Światło się wynurza

      Wzniesione w górę dłonie
      Łzy

      Las zniczy płonie

      Kraków 09.04.2005 r. g
    • rb13 Deszcz gra żałobną pieśń 12.04.05, 16:00
      wzdłuż asfaltu
      okrytego milczeniem
      zalewana łzami
      kolorowa linia
      z płonących zniczy
      znika w nieskończoności

      płynie sznur samochodów
      spieszy się do raju?
      ochlapany wodą z pędzących kół
      skwiercząc
      dogasa ostatni znicz

      deszcz gra żałobną pieśń

      czy zapomną?

      Kraków 10.04.2005 godz. 1359
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka